Rozdział 4 – Wybrańcy Bogów
by Vicky
Księżycowe Miasto
Emiyo
Stolica Imperium, Księżycowe Miasto, była niezwykłym miejscem. Chociaż w centrum ku niebu pięły się przeszklone wieżowce, to była tu cała masa rożnego rodzaju roślin i pięknie zdobionych budynków, które w moim świecie uznawane byłyby za zabytkowe. Drzewa o różnobarwnych liściach, krzewy i kwiaty zdobiły każdą z ulic. Wiele z nich było pozamykanych dla samochodów. Miasto sprawiało wrażenie idealnie zaplanowanego, od każdego, najmniejszego kamienia, poprzez rzeźby, fontanny i latarnie, aż do idealnie dobranych do siebie pod względem architektonicznym domów. Nie było tu miejsca na ani odrobinę chaosu.
Ogromny kompleks pałacowy otoczony był hektarami zieleni. Wszędzie kręcili się odziani w wytworne, granatowe mundury gwardziści. Tuż po przyjeździe zostałam zaprowadzona do gościnnych pokoi i pozostawiona sama sobie. Nie było mowy o tym, żebym zobaczyła się z Raidenem, ale Aaron osobiście zadbał o moje bezpieczeństwo. Przez dwa, ciągnące się w nieskończoność dni czytałam na tablecie wszystko, co tylko udało mi się znaleźć zarówno na temat Raidena, jak i samego Imperium. Mimo że Aaron nie zabronił mi wychodzić, to jednak zasugerował, żebym dla własnego dobra nie opuszczała przydzielonych mi pokoi i połączonego z nimi, wewnętrznego ogrodu. Postanowiłam go posłuchać. Przez cały ten czas Kei był milczący, a ja nie zamierzałam mu przeszkadzać, bo podejrzewałam, że przeżywa śmierć ukochanej.
Dopiero trzeciego dnia rano Aaron oznajmił mi, że Imperator chce mnie widzieć. Nie wyglądał na zadowolonego, przez co nabrałam pewności, że Raiden nie podzielał jego optymistycznego podejścia do mojej osoby. Pokój do, którego zaprowadził nas Strażnik wyglądał na ekskluzywnie urządzony, wygodny gabinet. Gdy weszliśmy, Imperator wstał zza biurka i podszedł do nas. Z ulgą przyjęłam, że nic mu nie jest, ale gdy spojrzał na mnie, straciłam całą pewność siebie. Jego spojrzenie było chłodne, a oblicze nie wyrażało żadnych emocji.
– Zabierzcie go do podziemi – rozkazał chłodno Raiden stojącym przy drzwiach gwardzistom, wskazując na Kei’a – potem wymyślę w jaki sposób go stracić.
Spojrzałam na niego niedowierzająco. Moja cała niepewność, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, przerodziła się w złość. Przeklęty, egoistyczny palant!
– Nigdy ci nie wybaczę, jeżeli go zabijesz! – odezwałam się z całą stanowczością na jaką potrafiłam się zdobyć.
Zdawałam sobie sprawę, że brzmię, jak mała dziewczynka, ale w tym momencie nic lepszego nie przychodziło mi do głowy.
Imperator popatrzył na mnie ponuro, a potem wzruszył ramionami.
– Ją również zabierzcie do celi – jego słowa przeszyły mnie nieprzyjemnym chłodem – później z nią porozmawiam.
Kei spojrzał na mnie pytająco, gotowy do działania, ale ja przecząco pokręciłam głową. Nie chciałam, żeby z nimi walczył. Musiało istnieć jakieś inne rozwiązanie.
~ ღ ~ ღ ~ ღ ~
Emiyo
Miejsce do którego trafiliśmy nie przypominało ani nowoczesnego więzienia, jakie znałam ze swojego świata, ani też średniowiecznych lochów. Nie było tu szczurów, pająków, robali, czy chociażby wilgoci, jednak cela, w której się znalazłam była niewielka i wykuta w skale, do której przytwierdzona była drewniana niezaścielona niczym prycza. Nie było mowy o jakiejkolwiek toalecie, albo innych podstawach sanitarnych. Jedną ze ścian stanowiły grube, stalowe kraty niczym z posterunków na Dzikim Zachodzie.
Miałam ochotę wygarnąć Raidenowi co o nim myślę, ale w tym momencie zupełnie nie miało to sensu. Nie zamierzałam się jednak poddać, szczególnie jeżeli od mojego uporu zależeć miało życie Kei’a.
– Czemu tu ze mną jesteś? – usłyszałam jego spokojny, dochodzący z sąsiedniej celi głos.
– Bo nie zamierzam mu pozwolić cię zabić – westchnęłam, siadając na pryczy, jakby ta była ławką w parku.
– Dlaczego nie? – zapytał – Nie jestem twoim problemem. Jak sama stwierdziłaś, nie jesteś Seiną. Nic nas nie łączy, nawet mnie nie znasz. Nie jesteś mi niczego winna.
Westchnęłam przymykając oczy.
– Z mojej perspektywy nie zrobiłeś nic złego – wyznałam. – To nie twoja wina, że Imperator nagle postanowił poślubić księżniczkę, z tego co rozumiem zupełnie wbrew jej woli. Kochałeś ją, więc postanowiłeś jej pomóc. I słusznie, bo nienawidziła go tak bardzo, że wolała popełnić samobójstwo, niż wziąć z nim ślub, a ja powoli zaczynam rozumieć dlaczego – dodałam oschle.
Nagrodził mnie jego cichy śmiech.
– Nazywasz się Emiyo? – spytał chyba tylko po to, żeby podtrzymać rozmowę.
– Tak – potwierdziłam zrezygnowana.
– Skąd pochodzisz? – kontynuował.
– Mój świat był podobny, ale nie było w nim magii. Wszystko zastąpiła technologia. Szczerze przyznam, że przed śmiercią nie wierzyłam w wędrówkę dusz – wyznałam.
– Jak znalazłaś się na miejscu Seiny? – zapytał, a ja mimo jego spokojnego tonu wyczułam jak załamuje się jego głos.
– Bogini zapytała mnie czy wolę zająć miejsce księżniczki, czy stracić pamięć, a ja wybrałam pierwszą opcję. Może powinnam tego żałować – mruknęłam niechętnie.
Usiadłam po turecku, plecami opierając się o zimną ścianę. Nie było mi zbyt wygodnie, ale cieszyłam się, że przynajmniej mogę zająć się rozmową z Kei’em. Opowiedziałam mu o swoim poprzednim świecie, a on mi o życiu w Królestwie Dareshii i swojej księżniczce.
– Powinienem był się domyślić, że nie jesteś nią – wyznał mężczyzna. – Była prawdziwą damą, a ty zachowujesz się jak dziecko. Nigdy dobrowolnie nie zgodziłaby się na rzeczy, które ty robisz naturalnie, takie jak bieganie na bosaka czy noszenie uniformu Strażnika. Nie wyszłaby też z roztrzepanymi włosami czy bez makijażu – zaśmiał się cicho.
Czy on próbował być dla mnie niemiły? Szybko jednak odrzuciłam tę myśl, bo musiałam mu przyznać, że przynajmniej co do mojej osoby, nie mija się z prawdą.
– Obrażasz mnie, czy chwalisz Seinę? – spytałam odrobinę rozbawiona jego uwagami.
– Ani jedno, ani drugie – odezwał się swobodnie. – Po prostu dziwię się sobie, jak bardzo byłem zaślepiony i jak łatwo straciłem czujność.
– Trudno, żebyś się tego spodziewał – westchnęłam.
Nie miałam pojęcia, ile czasu minęło, bo w celi nie było okien, za to wciąż paliło się stłumione, żółte światło, byłam jednak pewna, chociażby po tym, jak bardzo zaschło mi w gardle, że rozmawialiśmy dobrych kilka godzin. Ku mojemu zdziwieniu rozmowę przerwało nam pojawienie się na dole Daishii. Kobieta stanęła przy kratach.
– Emiyo… – zaczęła cichym głosem, a ja poczułam, że jest zawstydzona. – Imperator przysłał mnie z wiadomością, że jeżeli go przeprosisz, to zapomni o całej sprawie.
Wstałam z pryczy i podeszłam do krat, a ona spojrzała na mnie przepraszająco wyraźnie zażenowana absurdalnym zachowaniem Raidena. Byłam przekonana, że już zdążyłam ochłonąć, ale na samą myśl o nim ponownie poczułam złość.
– Przekaż mu, żeby się pieprzył – oznajmiłam spokojnie.
– Tak właśnie myślałam – westchnęła Daishii. – Czy potrzebujesz czegoś, zanim sobie stąd pójdę? – spytała niemal błagalnie.
Z ulgą przyjęła, gdy przytaknęłam i poprosiłam, żeby zabrała mnie do toalety. Strażniczka dała mi również wody i udało mi się wytargować wodę dla Kei’a. Miałam nadzieję, że wybranie tego świata nie okaże się najgorszym błędem, jaki kiedykolwiek popełniłam.
~ ღ ~ ღ ~ ღ ~
Raiden
Wściekły chodziłem po gabinecie w tą i z powrotem. Przeklęta dziewucha! Nie byłem na nią taki zły nawet w chwili, kiedy myślałem, że mnie zdradziła. Nie zrobiła tego jednak, a mimo to postanowiła wstawić się za pieprzonym zdrajcą, któremu udało się mnie podejść wyłącznie z jej winy. Po tym jak wrzuciłem ją do celi powinna być zastraszona, przepraszać i błagać o litość, a ona… Kiedy Daishii wróciła do mnie z jej odpowiedzią zapragnąłem zejść tam i na jej oczach zabić zdrajcę w jakiś widowiskowy sposób, nie zwracając uwagi na konsekwencje.
Dopiero po chwili dotarło do mnie, dlaczego tak bardzo chcę ją ukarać. Byłem… zazdrosny. Piekielnie zazdrosny! Dlaczego chciała ocalić mu życie, skoro on niemal pozbawił mnie mojego? Czemu był dla niej taki ważny? To zupełnie nie miało sensu, chyba że zdążyła się w nim zakochać, ale w to po prostu nie chciałem… nie mogłem uwierzyć. Przed oczami jednak wciąż miałem scenę z hotelu, na której Kei ją namiętnie całuje, a potem bierze w swoje ramiona. A ja, jak ostatni kretyn, zamiast zamknąć ją w pokoju, zostawiłem ją tam, sam na sam z nim.
Coś nieprzyjemnie przewróciło się w moim żołądku. Gwałtownie otworzyłem drzwi, uderzając nimi o ścianę i wyszedłem na korytarz. Szybkim krokiem ruszyłem do windy, zdeterminowany, by jak najszybciej ją stamtąd zabrać.
~ ღ ~ ღ ~ ღ ~
Emiyo
Obudził mnie cichy hałas uchylających się krat. Nie miałam pojęcia, że przysnęłam.
– Raiden? – spytałam zaskoczona widokiem mężczyzny.
Spojrzał na mnie wkurzonym wzrokiem. Wszedł do celi i brutalnie chwycił mnie za nadgarstek.
– Idziemy! – warknął.
Posłusznie poszłam za nim schodami w górę, a potem do windy. Nie walczyłam z nim, dopóki nie znaleźliśmy się w jego pokojach. Dopiero tutaj wyrwałam rękę z jego uścisku. Tym razem chwycił moje nadgarstki, popychając mnie i zmuszając, żebym plecami oparła się o ścianę. Znalazł się blisko. Zdecydowanie zbyt blisko mnie! Dopiero teraz, po raz pierwszy, w jego obecności poczułam ukłucie strachu. Powoli przysunął usta do mojej twarzy.
– Zamierzasz mnie zgwałcić? – spytałam siląc się na spokojny ton, choć serce w mojej klatce piersiowej łomotało jak oszalałe.
To chyba go otrzeźwiło, bo odsunął się ode mnie gwałtownie.
– Nie – odezwał się cicho, sprawiał wrażenie zrezygnowanego.
– Więc czemu mnie tu przyprowadziłeś? – nie potrafiłam odgadnąć jego intencji.
Wbił we mnie intensywne spojrzenie swoich oszałamiająco niebieskich oczu.
– Czego ode mnie oczekujesz? – odpowiedział mi pytaniem na pytanie. – Mam zapomnieć o wszystkim i pozwolić wam odejść?
Podeszłam do niego, w ogóle nie myśląc o tym, co robię.
– Nam? – spytałam zaskoczona. – Chcesz się mnie pozbyć? – nie mogłam uwierzyć. – Przecież nie zrobiłam nic złego.
Po jego twarzy przepłynęły setki różnych emocji, a ja niemalże fizycznie poczułam jego napięcie. Powietrze między nami praktycznie iskrzyło.
– Zostaniesz ze mną? – zapytał poważnie. – Z własnej woli?
Jego niepewność wydała mi się tak absurdalna, że wybuchnęłam śmiechem.
– Oczywiście, że tak – stwierdziłam, już dłużej nie powstrzymując się przed opleceniem jego szyi ramionami.
– Więc czego chcesz? – szepnął, sadzając mnie sobie na kolanach i powoli, centymetr po centymetrze całując moją szyję.
Przytulił mnie do siebie tak mocno, jakbym za chwilę miała gdzieś zniknąć.
– Chcę, żebyś pozwolił odejść Kei’owi – wyjaśniłam. – Zaplanował to wszystko, ponieważ kochał księżniczkę Seinę. Nie miało to nic wspólnego ani ze mną, ani z tobą. Zrobił to dla niej. Nie wiedział, że jej już nie ma.
Odrobinę mnie od siebie odsunął, tylko na tyle, by móc spojrzeć mi w oczy.
– I tylko tego ode mnie oczekujesz? – zapytał.
– A czego miałabym chcieć więcej? – nie zrozumiałam pytania.
Raiden odetchnął głęboko, jakby do tej pory przez cały czas wstrzymywał powietrze. Wplotłam palce w jego kruczoczarne włosy, przysuwając usta do jego ust. Zaczął mnie namiętnie całować i mimo że całowaliśmy się już wiele razy, to tym razem w czynności tej było coś niezwykłego. Ulga, desperacja, pragnienie — nie mogłam się zdecydować, ale nie miało to teraz najmniejszego znaczenia.
– Rai? – spytałam cicho, gdy oderwaliśmy się od siebie po kilkunastu minutach.
– Mhm? – mruknął, przesuwając dłońmi po moich plecach.
– Czy… zawsze tak będzie? Nie będę widywała cię przez kilka dni? – westchnęłam.
W odpowiedzi przytulił mnie do siebie desperacko.
– Nie ma mowy – wyszeptał w moje włosy. – Musiałem dojść do siebie, załatwić parę spraw i przetrawić zazdrość o przeklętego Anioła. Jednak te kilka dni bez ciebie było prawdziwą torturą – wyjaśnił. – I nigdy, przenigdy nie zamierzam ich już powtarzać.
Choć w dalszym ciągu nie miałam pojęcia co o nim myślę, musiałam się z nim zgodzić. Nigdy więcej nie chciałam już się z nim rozstawać, nawet na parę dni.
~ ღ ~ ღ ~ ღ ~
Emiyo
Znajdowaliśmy się naprzeciwko siebie w niewielkiej sali, w której panowała niemal namacalna cisza. Kei stał przy oknie, z rękami splecionymi za plecami, jakby wciąż pełnił służbę, mimo że formalnie nie miał już wobec mnie żadnych zobowiązań. Światło wpadające z zewnątrz rysowało ostre linie na jego sylwetce, podkreślając napięcie, którego nie próbował nawet ukrywać. Miałam wrażenie, że od chwili, gdy Raiden wydał swoją decyzję, nie poruszył się ani o krok.
Przez dłuższą chwilę żadne z nas się nie odzywało. Czułam ciężar tej rozmowy, zanim jeszcze padły pierwsze słowa. Wiedziałam, co powinnam mu powiedzieć. Nie byłam jednak pewna, jak zareaguje na to, co usłyszy.
– Możesz odejść, bez żadnych konsekwencji – zapewniłam go spokojnie.
Kei podniósł na mnie wzrok. Na jego twarzy nie było widać nawet śladu jakichkolwiek emocji.
– Nie – opowiedział stanowczo. – Nigdzie się nie wybieram.
Jęknęłam w duchu. Nie miałam pojęcia, co chodzi mu po głowie, ale nabrałam pewności, że nakłonienie go do czegokolwiek będzie znacznie trudniejsze niż w przypadku Raidena.
– Więc co planujesz? – spytałam wcale nie mając pewności, czy faktycznie chcę poznać odpowiedź.
– Zostanę z tobą – oznajmił z prostotą.
– Dlaczego? – nie mogłabym być bardziej zaskoczona.
– Ponieważ – wyjaśnił łagodnie – potrzebujesz kogoś, kto w razie potrzeby ochroni cię również przed Imperatorem.
~ ღ ~ ღ ~ ღ ~
Mai
To było absolutnie absurdalne.
Stałam przy wejściu do prywatnych apartamentów Imperatora i patrzyłam, jak służba wnosi kolejne skrzynie z rzeczami Emiyo. Jakby właśnie wprowadzała się tu na stałe, a nie była obcą kobietą, która kilka dni temu niemal zniszczyła cały porządek Imperium. Raiden stał tuż obok niej, z dłonią opartą na jej plecach w geście ochronnym, zaborczym, niemal czułym.
Jego prywatne apartamenty. Bezpieczna przestrzeń. Własne terytorium. Nigdy nie dzielił ich z nikim. Nigdy nawet nie rozważał takiej możliwości. A teraz?
— Ostrożnie — powiedział cicho do jednego ze służących, gdy skrzynia zbyt głośno stuknęła o posadzkę.
Raiden. Upominający kogoś o cudze rzeczy.
Zacisnęłam zęby tak mocno, że zabolało. Jeszcze wczoraj byłam pewna, że to wszystko się rozpadnie, ich pojednanie jest chwilowe, napięcie po zdradzie i rozlewie krwi w końcu pęknie. A oni stali tu obok siebie zdecydowanie zbyt blisko, spokojni, jakby ostatnie dni były tylko nieprzyjemnym snem.
Jeszcze gorzej robiło mi się na myśl, że anioł też tu będzie.
Kei stał kilka kroków dalej, przy ścianie – wyprostowany, milczący, dokładnie tak, jakby nadal był więźniem, a nie ułaskawionym Strażnikiem. Raiden nawet na niego nie patrzył. Gdy musiał, jego spojrzenie stawało się lodowate, taksujące, bez cienia zaufania. I bardzo dobrze. Miałam nadzieję, że tak już zostanie.
Zgodził się na jego obecność wyłącznie na prośbę Emiyo. Jedynie z tego powodu uznał, że dodatkowa para oczu i skrzydeł zwiększy jej bezpieczeństwo. Nie uwierzył w niewinność anioła. Nie wybaczył mu niczego.
Kei był tu na warunkach Imperatora. I wszyscy o tym wiedzieliśmy.
— To naprawdę konieczne? — nie wytrzymałam w końcu, podchodząc bliżej.
Raiden posłał mi ostrzegawcze spojrzenie.
— Nawet nie zaczynaj — rzucił krótko. — Najważniejsze jest teraz bezpieczeństwo Emi.
Emi. Nie „Imperatorowa”. Nie „moja żona”. Emi. To zabolało mocniej, niż byłam gotowa przyznać.
Emiyo odwróciła się w moją stronę, jakby dopiero teraz zauważyła moją obecność. Uśmiechnęła się tym swoim irytująco szczerym, niepewnym uśmiechem, przez który nawet nie potrafiłam jej otwarcie nienawidzić.
— Jeśli to problem… — zaczęła ostrożnie.
— Nie jest — przerwał jej Raiden z takim naciskiem, że rozmowa skończyła się, zanim na dobre się zaczęła. — Jesteś tu, gdzie powinnaś być.
Patrzyłam na nich i czułam, jak narasta we mnie rozczarowanie. Nie tylko nim. Sobą. Tym, że gdzieś po drodze straciłam grunt pod nogami. Świat, który znałam – prosty, oparty na rozkazach, hierarchii i bezwzględnej lojalności – zaczął się kruszyć przez jedną dziewczynę, której nie powinno tu być. I przez jednego anioła, który dawno powinien był przestać oddychać.
Kei na moment uniósł wzrok. Nasze spojrzenia się spotkały. W jego oczach nie było triumfu ani satysfakcji. Tylko cicha, uparta determinacja, która sprawiła, że instynktownie sięgnęłam dłonią do pasa, gdzie zwykle nosiłam broń.
Jeszcze tu jest – pomyślałam z goryczą. Musiałam jednak wierzyć, że nie na długo.