Header Background Image
    Rzeczywistość to ta część wyobraźni, co do której wszyscy się zgadzamy.

    Wybrańcy bogów

    Ten, w którym pojawia się Strażnik.

    Emiyo

    Siedziałam na kanapie, z podkulonymi nogami, otulona jego czarną koszulą. Zaintrygowana poznawaniem nowych smaków, próbowałam kolejnych, nieznanych mi owoców. Żółty i maleńki, o owalnym kształcie, smakował jakby ktoś zmiksował kaki z malinami. Z kolei różowy z białym miąższem do złudzenia przypominał mi gęstą, posłodzoną miodem kaszę manną. Nieco rozbawiony Raiden z zaciekawieniem obserwował moje reakcje na kolejne obce mi dotąd smaki. 

    – Spróbuj tego – podsunął mi zielony słupek pokryty drobnymi, wystającymi kulkami. – To mój ulubiony. Nazywa się laro. 

    Ugryzłam owoc, który smakował jakby ktoś zmiksował żółtego arbuza z odrobiną syropu z agawy i obrany ze skórki, dojrzały agrest. To była ciekawa i zupełnie niespodziewana kompozycja. 

    – Z pewnością nie będę się tutaj nudziła – uśmiechnęłam się do niespuszczającego ze mnie wzroku mężczyzny. – Wszystko w tym świecie jest takie nowe i inne. 

    – Jestem bardzo ciekawy jakie do tej pory jadłaś owoce – stwierdził bezwiednie przesuwając dłonią po moim udzie. 

    – Mam nadzieję, że nigdy się nie dowiesz – mruknęłam wstając z kanapy – bo naprawdę bardzo nie lubiłam swojego poprzedniego świata. 

    Podeszłam do zajmującej jedną ze ścian, eleganckiej szafy i otworzyłam ją, mając nadzieję, że czeka w niej na mnie jakieś ubranie. Moim oczom ukazało się kilkanaście eleganckich sukni w pastelowych odcieniach. Jęknęłam niezadowolona. Raiden stanął za mną, oplatając mnie ramionami. Oparłam się o niego ufnie. Jego dotyk za każdym razem sprawiał mi niekłamaną przyjemność. Do tego podobało mi się, że był taki wysoki, a ja, w swojej obecnej postaci, sięgałam mu ledwo do ramienia, a musiałam mieć przynajmniej metr siedemdziesiąt. Miał też szersze, cudownie wyrzeźbione ramiona i płaski brzuch ze wspaniale zarysowanymi mięśniami. Hebanowe włosy nosił nieco przydługie i teraz, gdy nie były elegancko ułożone, tak jak poprzedniego dnia, niesfornie spadały mu niemalże na oczy. Musiałam przyznać, że właściwie wszystko mi się w nim podobało. 

    – Dareshia jest dość zaściankowym królestwem – stwierdził Raiden, wzruszając ramionami. – Kobiety mają tutaj ładnie wyglądać i rodzić dzieci. Jeżeli nie masz ochoty nosić sukni, poproszę jedną z moich Strażniczek, żeby pożyczyła ci jakieś podróżne ubranie, a twoją garderobę uzupełnimy po drodze do stolicy Imperium.  

    – Strażniczek? – nie potrafiłam ukryć zdziwienia. 

    Wygięłam lekko szyję, by móc na niego spojrzeć. 

    – Czemu cię to zaskoczyło? – spytał przyglądając się mi z zainteresowaniem. 

    Nie byłam pewna, jak mu to wytłumaczyć. 

    – W świecie, z którego pochodzę, mimo że kobiety mogły być w wojsku, albo w służbach porządkowych, to i tak zazwyczaj w takich zawodach pracowali mężczyźni. Jesteście silniejsi i bardziej wytrzymali…  

    Raiden przez chwilę się zastanawiał. 

    – Towarzyszy mi dwóch Strażników i dwie Strażniczki. To prawda, Aaron i Lucas są silniejsi, ale Daishi i Mai są od nich zwinniejsze i szybsze – wyjaśnił. – Poza tym każde z nich posiada innego rodzaju magiczny żywioł. To… bardzo przydatne, kiedy ze sobą współpracują.  

    Jeżeli czegoś mogłam być pewna, to tego, że ten świat długo jeszcze nie przestanie mnie zadziwiać. Tu naprawdę istniało coś takiego jak magia, a ja nie mogłam się już doczekać, kiedy będę mogła jej doświadczyć! 

    ~  ღ ~  ღ ~ ღ ~

    Mai

    Nie pamiętałam kiedy ostatni raz pukałam do jego drzwi, ale tym razem zmusiłam się, żeby zapukać. Nie chciałam natknąć się na coś, czego już nigdy nie będę mogła odzobaczyć. Nie miałam pojęcia dlaczego Raiden poprosił mnie o pożyczenie podróżnego stroju. Czyżby chciał, żeby księżniczka podróżowała incognito? Albo może raczej, żeby nikt nie widział w jaki sposób będzie ją traktował…   

    – Dziękuję, możesz zostawić ubranie i wyjść – poinstruował mnie chłodno Imperator, kiedy weszłam do jego apartamentów.

    Patrzyłam na niego zaskoczona, nie ruszając się z miejsca. Czy on właśnie mnie wyganiał?  Byliśmy w tym samym wieku, towarzyszyłam mu od dobrych dziesięciu lat i nigdy jeszcze… 

    Z łazienki wyszła księżniczka Seina Rose Farley, a właściwie, po wczorajszym ślubie chyba powinnam dodać jeszcze Wairudo… Mokre, kasztanowe włosy kaskadą opadały jej na plecy. Biały, kąpielowy ręcznik owijał jej niezbyt duże piersi. Miała zgrabną, szczupłą sylwetkę i musiałam przyznać, że była całkiem ładna, ale to chyba nie powód, żeby Raiden jechał dla niej przez pół kontynentu… W ogóle nie miałam pojęcia czemu Imperator uparł się na ślub z tą smarkulą. Nie dawało mu to zbyt wielu korzyści politycznych, a ładnych dziewczyn miał na pęczki w domu. Tyle że… do tej pory jakoś nieszczególnie się nimi interesował. Byłam bardzo ciekawa dlaczego zmienił zdanie. 

    – Rai? – spytała poufale dziewczyna, chowając się za plecami Imperatora.  

    – To właśnie jedna z moich Strażniczek – powiedział mężczyzna, opiekuńczo obejmując ją ramieniem. – Przyniosła ci ubranie na podróż i już wychodzi – dodał nieco ostrzej. – Później będzie czas na oficjalne prezentacje. 

    Nie mogłam oderwać wzroku od jego ręki obejmującej jej plecy. Co do cholery?! Jeszcze poprzedniego ranka narzekał na czym świat stoi i byłam przekonana, że za jego politycznym małżeństwem stoi jakiś wyższy, ukryty motyw, a księżniczka jest w tym wszystkim jedynie uciążliwym pionkiem, który po powrocie do domu wrzuci w pierwszy lepszy kąt, nie chcąc jej więcej oglądać na oczy. Teraz jednak wcale to w ten sposób nie wyglądało…  

    – Nie sprawia wrażenia jakby zamierzała wyjść – rzuciła uszczypliwie dziewczyna. – Była twoją kochanką? – spytała aż nazbyt pewna siebie. 

    Przez krótki moment byłam przekonana, że Raiden ją uderzy, albo chociaż powie jej coś przykrego. Dopiero po chwili zdałam sobie sprawę, że jego złość nie jest skierowana w stronę księżniczki, z jakiejś przyczyny gniewał się na mnie. 

    – Idź i sprowadź pozostałych – rozkazał mi chłodno, nieznoszącym sprzeciwu tonem. – Czekajcie na nas na korytarzu. 

    – Jak sobie życzysz, Imperatorze – wycedziłam przez zęby, zostawiłam przyniesiony strój i wyszłam z apartamentu, zamykając za sobą drzwi.  

    Dopiero za drzwiami na klatkę schodową dałam upust swojej frustracji, przywołując do siebie silny podmuch wiatru, który popędził pustymi schodami na sam dół. Jak ta dziewucha śmiała się tak do mnie odezwać i czemu Raiden nie stanął po mojej stronie?! Jego zachowanie kompletnie nie miało dla mnie sensu.

    ~  ღ ~  ღ ~ ღ ~

    Raiden

    Odetchnąłem z ulgą, gdy Mai wreszcie wyszła. Byłem jednak pewien, że czeka nas wkrótce dłuższa kłótnia. Jako jedyna ze Strażników była moją rówieśniczką, przez co łatwo nam było się zaprzyjaźnić, a ona zapominała o istnieniu jakichkolwiek konwenansów. Z pewnością nie chciałem, by w taki sposób poznała moją świeżo poślubioną żonę. Na domiar złego odniosłem wrażenie, że Emi z miejsca jej nie polubiła, nie byłem tylko pewien jaki miała ku temu powód. 

    Wtedy zupełnie mnie zaskoczyła.  

    – Przepraszam – szepnęła, wtulając się w moje ramiona i ukrywając twarz w moim torsie. – Ja… nie chciałam.  

    – Za co mnie przepraszasz? – spytałem zdezorientowany, odrobinę ją od siebie odsuwając. 

    Jej twarz była uroczo zarumieniona, a dziewczyna spuszczała wzrok.

    – Ja… nie chciałam być zazdrosna – wydusiła z siebie speszona. 

    Po całym moim ciele rozlał się przyjemny dreszcz. Poczułem samozadowolenie i ulgę, że to o to jej chodziło. Roześmiałem się lekko, pochyliłem się i delikatnie pocałowałem jej usta.

    – Ani trochę mi to nie przeszkadza – przyznałem. – Wręcz przeciwnie, jeśli mam być szczery. Poza tym nie masz się czym przejmować. Mai nie jest i nigdy nie była moją kochanką. To… – zawahałem się przez chwilę, bo nie byłem pewien jakiego słowa powinienem użyć – przyjaciółka. Nigdy nie myślałem o niej w innych kategoriach. 

    – Naprawdę? – wyglądała na zaskoczoną. 

    – Oczywiście, że nie, skąd ten pomysł? – spytałem zaciekawiony. 

    Emi ponownie spuściła wzrok. Po wspólnie spędzonej nocy byłem przekonany, że jest pewna siebie, ale teraz sprawiała wrażenie naprawdę zawstydzonej. Była przy tym niezwykle urocza. 

    – Patrzyła na ciebie… zachowywała się, jakbyś należał wyłącznie do niej – wyjaśniła niepewnie. – Poza tym odniosłam wrażenie, jakby pożerała cię wzrokiem. 

    Wzruszyłem ramionami. Przyciągnąłem ją do siebie ponownie całując, a ona ku mojej radości odwzajemniła mój pełen pasji pocałunek. Nie miałem pojęcia, jak mogłem wcześniej bez niej żyć. Potrzebowałem jej jak powietrza! 

    – Jeżeli obecność Mai będzie ci przeszkadzała, powiedz mi o tym. Znajdę dla niej jakieś przyjemne, długie zadanie poza stolicą – obiecałem. 

    Uśmiechnęła się do mnie czarująco. Tym razem to ona mnie pocałowała, oplatając moją szyję ramionami, a ja uznałem, że nie zaszkodzi, jeżeli Strażnicy trochę na nas poczekają. 

    ~  ღ ~  ღ ~ ღ ~

    Mai

    Niespokojnie chodziłam w tą i z powrotem. Frustracja narastała. Czekaliśmy już trzeci kwadrans. Daishi i Aaron stali spokojnie pod ścianą, dyskutując o czymś przyciszonymi głosami. Lucas bawił się tabletem. Wyglądało na to, że takie traktowanie im nie przeszkadza i tylko ja jestem zła na Raidena.  

    Gdy wreszcie wyszli, niczym małe dzieci trzymali się za ręce. Czy księżniczka była aż tak dobra w łóżku, że on kompletnie stracił dla niej głowę?  

    – To Daishi Ayuzawa, Aaron De’Vree i Lucas Merrowing, Imperialni Strażnicy – przedstawił nas oficjalnie. – Mai Rosenberg już znasz. Poznajcie moją żonę, Seinę Rose Farley Wairudo. Chcę byście oficjalnie złożyli jej teraz przysięgę. 

    Zdałam sobie sprawę, że wpatruję się w niego z szeroko otwartymi ustami. Co mu strzeliło do głowy?! Czy on kompletnie postradał rozum? Czy ta mała wiedźma go w jakiś sposób zauroczyła?! 

    Daishi i Aaron, jak zawsze posłuszni niczym psy, opadli przed księżniczką na jedno kolano. Lucas jednak wpatrywał się w Imperatora tak samo niedowierzająco, jak ja. 

    – Postradałeś rozum? – spytał nie owijając w bawełnę i doskonale ubierając w słowa również i moje myśli. 

    – Sądzę, że nie wyraziłem się jasno – odpowiedział mu chłodno Raiden. – Wszyscy czworo złożycie przysięgę mojej żonie, albo stracicie status Imperialnych Strażników. Możecie zostać albo odejść, wybór należy do was.  

    Gdy Lucas opadł na jedno kolano, zdałam sobie sprawę, że Raiden… mówił śmiertelnie poważnie. 

    – Czy to rozsądne? – spróbowałam przemówić mu do rozumu. – Powinieneś pozwolić, by chociaż dwoje z nas chroniło tylko ciebie… Co jeśli to księżniczka okaże się kiedyś zagrożeniem? Będziemy mieli związane ręce…

    Spojrzał na mnie z naganą, a ja zdałam sobie sprawę, że przegrałam. Mogłam się poddać i złożyć jej przysięgę, albo odejść. Boleśnie uświadomiłam sobie, że nie wyobrażam sobie drugiego scenariusza. Jak miałabym wtedy żyć?  

    – Ciebie to też dotyczy, Mai – jego lodowato zimny głos zmroził mnie do szpiku kości.  Niechętnie uklęknęłam na wyściełającej korytarz miękkiej wykładzinie. – Doskonale, więc zaczynajmy – ponaglił wyraźnie się niecierpliwiąc. Podążyłam śladem przyjaciół, którzy rozpięli czarne uniformy, odsłaniając znajdujące się nad sercem, srebrne linie pieczęci. – Daishi Ayuzawa, czy dobrowolnie chcesz się podjąć roli Strażniczki księżniczki Seiny Rose Farley Wairudo. 

    – Tak – głos kobiety był silny i czysty.

    – Czy przysięgasz być jej wierna i chronić ją w każdych okolicznościach, nawet za cenę własnego życia? – kontynuował Raiden.

    – Przysięgam – powiedziała podnosząc głowę i z zaciekawieniem przyglądając się księżniczce. 

    Imperator chwycił rękę swojej żony i powoli przyłożył ją do serca Daishi. Kiedy zabrała dłoń, zawiły, srebrzysty wzór na ciele kobiety na chwilę zapłonął jasnym światłem, by zaraz na powrót zamienić się w cienkie, kunsztownie rysowane linie. To samo powtórzyło się z Aaronem i Lucasem. Kiedy nadeszła moja kolej, jednego byłam pewna, z całego serca nienawidziłam tej przeklętej dziewczyny! 

    ~  ღ ~  ღ ~ ღ ~

    Emiyo

    Oszołomiona nie zwracałam uwagi na drogę, którą przeszliśmy. Czułam łączącą mnie, ze Strażnikami Raidena więź. To była magia! Była niczym delikatne mrowienie i przyjemne, rozlewające się po całym ciele ciepło. Ocknęłam się dopiero, gdy zjechaliśmy windą na sam dół i znaleźliśmy się na rozległym, podziemnym parkingu. Strażnicy zaprowadzili nas do samochodu, który przypominał opancerzoną, więzienną ciężarówkę. Poczułam nieprzyjemny chłód.  

    – Czy my będziemy tym jechać? – szepnęłam do Raidena, zmuszając go, żebyśmy zostali odrobinę w tyle. 

    – Och… – sprawiał wrażenie nieco zmieszanego. – Oczywiście, że nie. Przygotowałem ją na wszelki wypadek… Gdyby Seina planowała sprawiać problemy – wyjaśnił cicho.  

    – Cóż, ją mamy już z głowy – westchnęłam niezbyt przekonana, przypominając sobie, że według GŁOSU księżniczka popełniła samobójstwo, zażywając truciznę, tak bardzo nie chciała poślubić Imperatora. Nie miałam pojęcia ile było w tym prawdy, ale chyba nie było sensu się tym teraz przejmować. Nagle zdałam sobie sprawę, że czuję czyjąś obecność. Byłam pewna, że ktoś tam jest… zamknięty w opancerzonej ciężarówce. Poczułam, że łączy mnie z nim więź, taka sama, jak teraz łączyła mnie ze Strażnikami Raidena. – Ktoś jest w środku? – spytałam niepewnie. 

    Mój mąż wyglądał na zaskoczonego. 

    – Czujesz jego obecność? – spytał po chwili. 

    Przytaknęłam.

    – To dokładnie takie samo wrażenie, jak w przypadku twoich Strażników – wyjaśniłam.

    Raiden zatrzymał się w miejscu.

    – Niedobrze – mruknął. – To nieco komplikuje sprawy. 

    – Co masz na myśli? – spytałam stając tuż obok niego.

    – Zamknęliśmy tam Strażnika Seiny, żeby nie sprawiał kłopotów – westchnął. – Myślałem, że skoro jej już nie ma, to więź zostanie po prostu przerwana, ale najwyraźniej przeszła na ciebie… 

    – Dlaczego sądzisz, że to źle? – nie rozumiałam jego toku myślenia.

    Spojrzał na mnie odrobinę zirytowany, ale i tak zdecydował się odpowiedzieć. 

    – Jest wyjątkowo silny. Planowałem go zabić, żeby później nie stanowił problemu – oznajmił tak spokojnie, jakby mówił o filmie, który obejrzymy wieczorem. Poczułam nieprzyjemne ukłucie zimna. Dopiero teraz, ze wszystkimi możliwymi konsekwencjami, zdałam sobie sprawę, że to nie bajka, a ja nie mam pojęcia w jakim położeniu tak naprawdę się znalazłam. – Tylko że to naprawdę solidna, magiczna więź i zerwanie jej w ten sposób odchorowywałabyś przynajmniej przez kilka dni – skrzywił się nieco. – Wiąże się też z okropnym bólem, nie chcę, żebyś musiała przez to przechodzić. 

    Zalała mnie fala przeróżnych, sprzecznych emocji. Raiden chciał kogoś zabić, tak po prostu, z zimną krwią… ale nie zrobi tego, bo nie chce mnie skrzywdzić. To było zupełnie porąbane! 

    – Skoro się go obawiasz – nie byłam pewna, czy użyłam właściwego słowa – to może niech złoży przysięgę również tobie, tak jak kazałeś to zrobić swoim Strażnikom w moim przypadku…

    Mężczyzna przecząco pokręcił głową.

    – Nie, lepiej niech zostanie tylko twój – oznajmił po chwili namysłu. – Jesteś w tym świecie zupełnie bezradna. Gdyby coś się wydarzyło, Strażnicy Imperialni mogliby zignorować to, że jesteś w niebezpieczeństwie. Dla nich jesteś nieistotna. Poświęciliby cię bez chwili wahania. Dzięki więzi nie mogą tego zrobić. Dlatego zmusiłem ich, żeby złożyli ci przysięgę – wyjaśnił. – Ja w razie problemów poradzę sobie sam. To ciebie trzeba chronić. 

    Wpatrywałam się w niego, próbując przetrawić kolejne informacje. 

    – Jak się nazywa Strażnik Seiny? – spytałam zdecydowana, że zrobię wszystko, by Raiden nie miał powodu krzywdzić tej osoby. 

    – Kei Shirotori – odpowiedział niechętnie mój mąż. 

    Kiedy dołączyliśmy do pozostałych, Imperator kazał im otworzyć drzwi ciężarówki. Czułam nieprzyjemne zdenerwowanie. Nie byłam pewna, jak dobrze Strażnik znał księżniczkę i czy od razu nie wyłapie zmiany w moim zachowaniu. Dzięki magii raczej nie mógł mnie skrzywdzić, ale to ani trochę nie dodawało mi otuchy. Gdy Lucas otworzył drzwi, zamarłam zszokowana. Znajdujący się w ciężarówce potężnie zbudowany mężczyzna był przykuty łańcuchami do opancerzonych ścian samochodu, w ten sposób, że był zmuszony do trzymania nóg w lekkim rozkroku, a rąk rozłożonych wysoko nad głową. Nie mógł się nawet poruszyć. Jak długo go tak trzymali? Na głowę miał nałożony czarny worek. Na sobie miał tylko podarte spodnie. Jego ciało pokrywały liczne siniaki i zadrapania. Gdzieniegdzie można było dostrzec pozasychaną krew. Cholera jasna!  

    – Rozkujcie go! – zażądałam, starając się by mój głos brzmiał znacznie pewniej, niż sama się czułam. 

    – Słyszeliście moją żonę! – warkną Raiden, gdy nikt nie ruszył się z miejsca. 

    Nie mając pojęcia w co się pakuję, wspięłam się za Lucasem do wnętrza ciężarówki. Nikt mnie nie próbował powstrzymać. Podeszłam do uwięzionego mężczyzny i rozwiązałam okrywający jego głowę worek. Gdy go zsunęłam, niebieskie oczy Strażnika natychmiast spotkały się z moimi brązowymi, na jego twarzy zagościła niewysłowiona ulga.

    – Nie skrzywdził cię? – spytał zaniepokojony, cichym, zachrypniętym głosem. 

    – Nic mi nie jest – zapewniłam go cicho, bo to chyba właśnie chciał usłyszeć. Gdy Lucas go uwolnił, mężczyzna upadł na kolana. Było mi go żal. Pomogłam mu pozbyć się pozostałości po łańcuchach. Z trudem dźwignął się na nogi. – Przed podróżą powinieneś coś zjeść, wykąpać się i przebrać – zasugerowałam.  

    – Nie trzeba – jego głos wciąż był okropnie zachrypnięty. – Nie zostawię cię samej ani na minutę dłużej – obiecał. 

    – A jeśli pójdę z tobą? – zaproponowałam. Niechętnie skinął głową. Z ulgą wyszłam z tej przeklętej ciężarówki. – Pomogę Kei’owi przygotować się do drogi – oznajmiłam, wyzywająco patrząc na Raidena. 

    On jednak tylko wzruszył ramionami. 

    – Aaron, pójdziesz z księżniczką Seiną i jej Strażnikiem – rozkazał. – Pospieszcie się, bo za pół godziny wyruszamy.

    Wskazany mężczyzna posłusznie dołączył do naszej dwójki. Był wysoki, ale i tak o dobre dziesięć centymetrów niższy od Kei’a, choć również potężnie zbudowany. Miał krótko ścięte, ciemnobrązowe włosy i twarz, po której zupełnie nie było można stwierdzić w jakim jest wieku. W milczeniu we trójkę wsiedliśmy do windy. Z ulgą przyjęłam, że to Kei wybrał piętro. Według GŁOSU wszystko miało być takie proste… a wyglądało na to, że wciąż nie miałam pojęcia, w co tak naprawdę się wpakowałam.  

    Note