Header Background Image
    Rzeczywistość to ta część wyobraźni, co do której wszyscy się zgadzamy.

    Wybrańcy bogów

    W podróży. 

    Emiyo

    Zaskoczona spojrzałam na Aarona, który zatrzymał się przed otwieranymi przez Kei’a drzwiami i stanął z boku, jakby nie miał zamiaru wchodzić do środka. 

    – Zostajesz tutaj? – spytałam z lekkim niedowierzaniem.

    – Ufam osądowi Raidena – odezwał się obojętnym tonem. – Poczuję, gdybyś znalazła się w niebezpieczeństwie. 

    Przyjrzałam mu się nieco uważniej. Byłam ciekawa ile ma lat. W porównaniu do niego, ze swoimi humorami i widzi mi się czułam się jak dziecko. Dodatkowo sama jego obecność działała na mnie kojąco. Miałam nadzieję, że Aaron mnie polubi. Z pewnością dobrze byłoby mieć takiego sprzymierzeńca. 

    – Dziękuję – odezwałam się cicho i w ślad za Kei’em weszłam do środka. 

    Pomieszczenie w którym się znaleźliśmy przypominało zwyczajny hotelowy pokój, dokładnie taki, jakie znałam ze swojego dawnego życia. Szerokie łóżko, nocne szafki po obu stronach, stolik z butelkami wody, szafa wbudowana w ścianę niewielkiego korytarzyka i osobne drzwi, które prawdopodobnie prowadziły do oddzielnej łazienki. Wszystko zachowane było w stonowanych odcieniach jasnej szarości.  

    W pokoju mężczyzna niemal rzucił się do stolika i łapczywie zaczął pić wodę. Niepewna co ze sobą zrobić i jak zachowałaby się księżniczka, usiadłam na skraju przykrytego srebrzystą narzutą łóżka.

    – Nie ruszaj się stąd, pójdę się umyć – rozkazał nieznoszącym sprzeciwu tonem. 

    Posłusznie skinęłam głową, a on wyjął z szafy czarny uniform i zniknął za drzwiami łazienki. Usłyszałam szum lejącej się wody. Przyjrzałam się własnemu ubraniu. Materiał stroju, który dostałam od Mai nie przypominał mi niczego, co mogłabym znać. Był lekki i przyjemny w dotyku niczym jedwab, a jednocześnie wydawał się ciepły i solidny. Uniform był elegancki, ale z pewnością nie krępował ruchów. Ktoś musiał go świetnie zaprojektować.  

    Szum wody ucichł. Po chwili Kei wrócił do pokoju w kompletnym stroju Strażnika. Jasne, wciąż wilgotne po prysznicu włosy zaczesał do tyłu. Był naprawdę potężnie zbudowany, a przy tym zaskakująco młody. Swoim wyglądem przywodził mi na myśl wikinga. Wstałam ze swojego miejsca. Nie zdążyłam się jeszcze zastanowić nad tym, co powinnam powiedzieć, gdy mężczyzna jednym krokiem pokonał dzielącą nas odległość i wziął mnie w ramiona. 

    – Tak bardzo się o ciebie bałem – westchnął, wtulając szorstki policzek w moje włosy. 

    Po chwili odsunął mnie od siebie delikatnie i pocałował. Zupełnie jak gdyby nigdy nic. Jak gdyby… robił to setki razy wcześniej. Cholera! Cholera! Cholera! W ogóle się tego nie spodziewałam. Przecież do mojej nocy poślubnej Seina wciąż jeszcze była dziewicą… Odsunęłam go od siebie łagodnie, a on spojrzał na mnie nic nie rozumiejącym wzrokiem. Miałam ochotę przeklinać.

    – Kei, Imperator i tak chce cię zabić, nie dawajmy mu ku temu dodatkowych powodów – poprosiłam, mając nadzieję, że to wystarczy. 

    – Co musiałaś zrobić, żeby go do siebie przekonać? – spytał, delikatnie odgarniając z mojej twarzy niesforne kosmyki włosów. – Naprawdę nie zrobił ci krzywdy? – drążył zaniepokojony. – Imperium w całej swojej historii nigdy jeszcze nie miało tak okrutnego i zimnokrwistego władcy. 

    Przez chwilę pożałowałam, że nie mam żadnych wspomnień z życia Seiny. Wtedy byłoby znacznie łatwiej. Instynktownie wyciągnęłam rękę, by dotknąć jego szorstkiego policzka. 

    – Nie jest taki zły na jakiego wygląda – uśmiechnęłam się do niego pogodnie. 

    Kei przytrzymał moją dłoń przy swojej twarzy.

    – Nie kłam – odezwał się stanowczo. – Doskonale wiesz, że przy mnie nie ma to sensu i bezbłędnie potrafię wykryć każde kłamstwo, również twoje. 

    Wpatrywałam się w niego starając się ukryć swoje przerażenie. Czy on mówił poważnie? Czy dysponował jakimś rodzajem magii? I… w którym momencie zaczęłam uważać Raidena za złego człowieka? Uświadomiłam sobie, że mimo łączącej nas chemii i jakiejś dziwnej, bliżej nieokreślonej więzi, wcale nie jestem pewna jakie mam o nim zdanie. 

    – Było dobrze, dopóki nie dowiedziałam się, co ci zrobili – spróbowałam podejść go z tej strony. 

    Na jego przystojnej twarzy odmalowała się wyraźna ulga. Wziął mnie za rękę i splótł swoje palce z moimi. Uniósł moją dłoń do ust i pocałował. 

    – Zrobię wszystko, co w mojej mocy, żebyś była bezpieczna – obiecał. – Nie pozwolę, by ktokolwiek cię skrzywdził. Nawet jeżeli jest przeklętym Imperatorem. 

    ~  ღ ~  ღ ~ ღ ~

    Emiyo

    Czarne, dwudrzwiowe, sportowe auto sunęło szosą z przerażającą prędkością. Przypięta pięciopunktowym pasem zajmowałam wygodny fotel pasażera. Przekonanie Kei’a, żeby dobrowolnie zgodził się jechać innym samochodem, było piekielnie trudne. Imperialni Strażnicy również nie byli z tego powodu zadowoleni, ale ostatecznie wszyscy posłuchali rozkazu Imperatora.  

    Zajmujący miejsce za kierownicą Raiden położył rękę na mojej nodze, powoli ją po niej przesuwając. Spojrzałam na niego, zastanawiając się, jak będzie wyglądało moje nowe życie. Od dobrej godziny oglądałam na tablecie mapę świata i dowiadywałam się na jego temat nowych rzeczy. Na przykład planeta, na które żyliśmy, miała aż trzy naturalne satelity. Krążyły wokół niej z różną prędkością, ale co trzeci dzień wszystkie księżyce można było zobaczyć w jednej linii. To musiał być niesamowity widok. Nasz układ słoneczny z kolei liczył sobie sześć planet i aż dwie z nich nadawały się do życia, ale na drugiej, znacznie mniejszej, znajdował się ścisły rezerwat przyrody i nie wolno tam było się osiedlać, za to można było wybrać się na wakacje. Wypoczynek na innej planecie był dla mnie rzeczą jeszcze bardziej nie do uwierzenia niż istnienie reinkarnacji.   

    Sam Imperator natomiast faktycznie miał wielkie ambicje i za jego panowania granice Imperium coraz bardziej się rozszerzały. Nie wyglądało jednak na to, żeby mieszkańcom Imperium źle się żyło. Wręcz przeciwnie, na kontynencie panował dobrobyt i to mimo tego, że najbardziej poważaną ścieżką kariery, była kariera militarna.   

    – Jak bardzo musiałabym cię zdenerwować, żebyś postanowił mnie zabić? – spytałam wprost, siedzącego obok mężczyznę. 

    Wyraźnie go zaskoczyłam. Gwałtownie zahamował, zjeżdżając w boczną drogę. Samochód zatrzymał się w miejscu zdecydowanie szybciej, niż byłam do tego przyzwyczajona. Raiden spojrzał na mnie skonsternowany. 

    – Może jednak nie powinnaś tego czytać? – zapytał. – Co ci przyszło do głowy?

    Wzruszyłam ramionami.

    – Nic nie wiem na temat tego świata, ani panujących w nim zwyczajów – wyznałam. 

    Raiden westchnął.

    – Wszystkiego się nauczysz, to tylko kwestia czasu, a ja – spojrzał mi głęboko w oczy – będę cię chronił, niezależnie od tego, co zrobisz i nigdy cię nie skrzywdzę. 

    – Skąd mam wiedzieć? – mruknęłam. – Znamy się dopiero od dwóch dni, a tutaj – podsunęłam mu otwartą stronę z najnowszym artykułem jakiejś gazety – twierdzą, że planujesz poślubić kolejne księżniczki, z krajów, których jeszcze do tej pory nie podbiłeś. 

    Mężczyzna się roześmiał. Wysiadł z samochodu, obszedł go dookoła i otworzył mi drzwi, które nie wydając najcichszego dźwięku uniosły się do góry. Gdy przy nim stanęłam, przyciągnął mnie do siebie, zaborczo otaczając ramionami.  

    – Zanim Bogini nie przysłała mi ciebie, nie planowałem się w ogóle żenić przynajmniej przez najbliższe sto lat – stwierdził spokojnie. 

    – Sto lat? – spytałam głupio. – Jak długo żyją tu ludzie?

    – Stosunkowo krótko – zamruczał, powoli obsypując mnie pocałunkami – ale ja należę do długowiecznej rasy Fae i dopóki ktoś nas nie zabije, żyjemy tak długo, jak długo żyje nasz świat. 

    – Ja jestem człowiekiem, prawda? – spytałam niepewnie, próbując przetrawić nową informację. 

    – Mhm – przytaknął, wciąż nie wypuszczając mnie z ramion – ale dzięki magii, jaką dysponujemy nigdy się nie zestarzejesz i będziesz żyła, jak długo zechcesz – powiedział. 

    Kolejny czarny samochód zjechał z szosy, parkując tuż za nami. Wysiedli z niego Daishi, Aaron i Kei, który obrzucił nas ponurym spojrzeniem. 

    – Wszystko w porządku? – spytała Strażniczka. 

    – Tak – odpowiedział jej spokojnie Raiden – przepraszam, powinienem był dać znać, że się zatrzymujemy. 

    Zdałam sobie sprawę, że mężczyzna traktuje Daishi ze znacznie większym szacunkiem niż Mai. Czy ona również należała do Fae i była to kwestia jej wieku? Kobieta nosiła kasztanowe włosy do ramion, była wysoka i szczupła, a na twarzy nie miała ani jednej zmarszczki, ale tak jak w przypadku Aaraon zupełnie nie potrafiłam stwierdzić, ile mogłaby mieć lat. 

    – Zatrzymujemy się na noc w resorcie, nad jeziorem Karuba, tak jak planowaliśmy? – dopytała Strażniczka.

    – Tak, nic się w tej kwestii nie zmieniło – potwierdził Imperator. – Powinniśmy być na miejscu za niecałe dwie godziny. Jedziemy dalej? – zapytał mnie cicho, delikatnie przesuwając ręką po moich włosach. 

    Gdy przytaknęłam, odsunął się ode mnie niechętnie. Wsiedliśmy do samochodu i ponownie ruszyliśmy. 

    – Jakie jeszcze żyją tu rasy? – spytałam zaciekawiona. 

    – Są ludzie, których jest najwięcej i którzy najkrócej żyją – odpowiedział swobodnie Raiden, tym razem nie spuszczając wzroku z drogi przed sobą. – Jesteśmy my, Fae, długowieczne istoty władające magią żywiołów – kontynuował.  

    – Twoi Strażnicy też należą do Fae? – spytałam przypominając sobie, że już wcześniej wspominał o magii żywiołów. 

    – Oczywiście – potwierdził.

    – A Kei? – spytałam zaciekawiona.

    Raiden skrzywił się nieco.

    – Strażnik Seiny jest mieszkańcem Podniebnych Wysp, należy do rasy aniołów. 

    – Nie przepadasz za nimi? – uznałam, że najlepiej będzie zapytać wprost. 

    – Trudno będzie ich podbić – stwierdził odrobinę rozbawiony Imperator. 

    – Och… – westchnęłam nie do końca pewna, co na to odpowiedzieć. 

    – Oni również są długowieczni – kontynuował. – Czwartą z ras natomiast są Illi’andin, powszechnie nazywa się ich demonami i tak naprawdę dalej niewiele o nich wiadomo. Mają ogromną siłę i są bardzo wytrzymali. Nikt nie zapuszcza się w ich strony. Dzięki wiążącej magii czasami można ich kupić na targu niewolników. Nawet oni nie potrafią się jej przeciwstawić. 

    Zdałam sobie sprawę, jak wiele będę musiała nauczyć się o nowym, fascynującym świecie, w którym przyszło mi żyć. Nie czułam jednak strachu, a ekscytację. Wyglądało na to, że w moim nowym domu nie będę miała czasu się nudzić. 

    ~  ღ ~  ღ ~ ღ ~

    Daishi

    Księżniczka Seina intrygowała mnie coraz bardziej. Wyglądało na to, że Raiden zupełnie stracił dla niej głowę, co nie wydawało mi się możliwe. Znałam go przez całe jego życie, przysięgę złożyłam mu, gdy był na świecie zaledwie od kilku godzin i do tej pory nigdy jeszcze się tak przy nikim nie zachowywał.  

    Nadciągała burza. Zaczynało grzmieć. Całe niebo pokryły błyskawice. Wszyscy goście uciekli z ogrodów do hotelu, by schronić się przed deszczem. W pewnym momencie szklane drzwi się uchyliły, a na patio z rozwianymi włosami wybiegła dziewczyna. Zbiegła po mokrych od deszczu schodkach i schroniła się w ogrodowej altanie. Gdy do niej dołączyłam, zachwyconym wzrokiem wpatrywała się w rozjaśniane przez wyładowania elektryczne niebo. 

    – Wasza wysokość – zwróciłam się do niej zaciekawiona – nie lepiej wrócić do środka? Z hotelu też będzie piękny widok.

    – Uwielbiam burzowe powietrze – oznajmiła pogodnie księżniczka. – Poza tym mów mi proszę po imieniu, tak jak zwracasz się do Raidena. 

    Musiałam przyznać, że podoba mi się jej odpowiedź. 

    – Dobrze, Seino. – Przyjrzałam się jej uważniej. Sprawiała wrażenie rozluźnionej, a jednocześnie odrobinę podekscytowanej. – Mogę cię o coś zapytać?

    – Oczywiście – odwróciła się ku mnie z uprzejmym uśmiechem na ustach. 

    – Jak to się stało, że nie nienawidzisz Raidena? Wcześniej byłaś bardzo niechętna temu małżeństwu…

    – Och… – jej twarz uroczo się zarumieniła. – Trochę porozmawialiśmy i doszliśmy do wniosku, że pasujemy do siebie lepiej niż myśleliśmy – skłamała, ale nie do końca, tylko nie byłam pewna, która cześć jej wypowiedzi jest zgodna z prawdą. – Czy ja też mogłabym o coś zapytać? – skinęłam głową na zgodę, a ona wpatrywała się we mnie zaciekawiona. – Ile masz lat, Daishi? 

    Roześmiałam się zaskoczona, że w ogóle ją to interesuje. 

    – Minęło już sto pięćdziesiąt – przyznałam, a ona wpatrywała się we mnie szeroko otwartymi oczami. 

    – A pozostali? – spytała niepewnie.

    Nie widziałam powodu, żeby to przed nią ukrywać. 

    – Aaron jest starszy ode mnie, ale nigdy nie pytałam jak bardzo. Lucas ma obecnie dwadzieścia dziewięć lat, a Mai dwadzieścia pięć. 

    Jej oczy otworzyły się jeszcze szerzej. 

    – A Raiden? – w jej głosie pobrzmiewał lekki niepokój. – Opiekujesz się nim od urodzenia, prawda? 

    Zapomniałam już, że ludzie szybko się starzeją, przez co, w przeciwieństwie do nas bardzo zwracają uwagę na wiek. 

    – Tak, jestem jego Strażniczką od dwudziestu pięciu lat – przyznałam. 

    Teraz nie sprawiała już wrażenia zaskoczonej, a raczej podekscytowanej. 

    – Opowiesz mi o nim? – poprosiła. – To znaczy jaki był w dzieciństwie i czy może przydarzały się wam jakieś ciekawe przygody? 

    Roześmiałam się lekko. Pytania księżniczki Seiny były zupełnie szczere. Naprawdę interesowała się Raidenem i pragnęła go lepiej poznać. Pojawiła się we mnie iskierka nadziei na to, że być może, tylko być może, dzięki tej energicznej, pełnej życia i uroku dziewczynie, młody chłopak, któremu byłam szczerze oddana i którego kochałam niczym własnego syna, dowie się czym jest szczęście.  

    ~  ღ ~  ღ ~ ღ ~

    Emiyo

    Byłam bardzo zadowolona z zakupów. Szczególnie do gustu przypadły mi różne rodzaje odzieży sportowej, szytej z delikatnych, przewiewnych materiałów, których do tej pory nie znałam. Raiden nie przykładał dużej wagi do mojego stroju i pozostawił mi zupełną wolność wyboru, dlatego teraz siedziałam w obcisłych, czarnych spodniach i błękitnej bluzie z kapturem, narzuconej na sportowy stanik. On sam prawie zawsze chodził w mundurze, a gdy już zdecydował się na nieformalny strój, były to po prostu czarne spodnie i grafitowa koszula.  

    Mój wzrok przyciągnął podany do stolika, elegancko przybrany deser. Ozdobiony był… truskawkami! Sięgnęłam po jedną, upewniając się, że owoce będą miały doskonale znany mi smak. Raiden uśmiechnął się, obserwując mój entuzjazm. 

    – Te znam – wyjaśniłam mu zadowolona. – Były również w moim poprzednim świecie i zawsze bardzo je lubiłam. 

    – W takim razie możemy zamówić dzbanek lemoniady truskawkowej – stwierdził mężczyzna, zakrywając moją dłoń swoją ręką. 

    Ochoczo skinęłam głową i już po chwili stał przed nami wypełniony po brzegi dzbanek z przezroczystego kryształu. Napój smakował wybornie. 

    Po deserze wróciliśmy do naszego apartamentu. Następnego dnia miałam zobaczyć Imperialny Pałac, mój nowy dom. Byłam jednocześnie podekscytowana i przerażona. Raiden pocałował mnie delikatnie, ale to chyba po prostu u nas nie działało, bo już chwilę później zdyszani leżeliśmy na łóżku. Jego koszula była rozpięta, a moja nowa bluza znalazła się na podłodze. 

    W pewnym momencie mężczyzna gwałtownie usiadł, odsuwając się ode mnie. Gdy również usiadłam, poczułam lekkie zawroty głowy. 

    – Rai? – spytałam cicho, nie mając pojęcia, co się dzieje.

    Mój mąż wpatrywał się we mnie szeroko otwartymi oczami.

    – Zdradziłaś mnie – odezwał się niedowierzająco. 

    Jego głos był zachrypnięty, a oddech płytki. Sprawiał wrażenie, jakby z czymś ze wszystkich sił walczył. Chciałam coś powiedzieć, cokolwiek, ale w głowie miałam zamęt. Nie mogłam się na niczym skupić. Powoli ogarniała mnie panika. 

    Do pokoju wpadły odziane na szaro postacie. Białe maski na ich twarzach spływały czerwonymi smugami, niczym krwią. Próbowałam wstać, ale nie mogłam. Moje ciało odmawiało mi posłuszeństwa. Przymknęłam oczy. Głęboko zaczerpnęłam powietrza. W pewnym momencie poczułam na sobie czyjeś ręce. Ktoś nakładał na mnie porzuconą wcześniej na podłodze bluzę, jakby ubierał lalkę. Spojrzałam w żywo niebieskie oczy Kei’a. Strażnik otoczył mnie ramionami. 

    – Wypij to – rozkazał, podsuwając mi do ust szklaną buteleczkę. Bezwolnie spełniłam jego polecenie. Płyn był gęsty i słodki. Kei przytulił mnie do siebie mocniej, opierając policzek na moich włosach. – Zaraz powinno rozjaśnić ci się w głowie – zapewnił. 

    Minęło kilka minut, a ja przypomniałam sobie, jak się oddycha. Rozejrzałam się po apartamencie. Byliśmy w nim sami, tylko ja i Kei.  

    – Co to za ludzie? Gdzie jest Raiden? – spytałam, starając się mówić spokojnym głosem. 

    – To nasi sojusznicy, a Imperatorem nie musisz się już przejmować – duża ręka Kei’a delikatnie gładziła moje włosy. 

    Miałam ochotę przeklinać. Strach, który ścisnął mi gardło sprawił, że zadrżałam. 

    – Gdzie są Strażnicy? – uznałam, że warto dowiedzieć się czegokolwiek. 

    – Zająłem się nimi – odpowiedział z prostotą. 

    – Zabiłeś ich? – spytałam, błagając w duchu, żeby zaprzeczył.

    – Nie mogłem tego zrobić – wyjaśnił, ku mojej uldze. – Łączy cię z nimi więź. Mocno odchorowałabyś ich śmierć. 

    Przymknęłam oczy.

    – Co teraz? – spytałam odwracając się ku niemu.

    Uśmiechnął się do mnie łagodnie. 

    – Najpierw zregenerujemy siły, a potem zabiorę cię w jakieś bezpieczne miejsce – obiecał. – Gdzieś, gdzie będziemy mogli być razem. 

    ~  ღ ~  ღ ~ ღ ~

    Raiden

    Czyżby Bogini przestała mi sprzyjać i chciała teraz mojej śmierci? Wciąż nie mogłem uwierzyć, że Emiyo mnie zdradziła. Ta więź między nami… jakim cudem udało jej się ją stworzyć? A może to sprawka Bogini? Co obiecała dziewczynie w zamian? Nie potrafiłem wybaczyć sobie własnej głupoty. Przez całe życie pilnowałem każdego kroku, a tym razem tak łatwo się odsłoniłem. Pieprzone truskawki! 

    Z trudem podparłem się na rękach, by zwymiotować krwią. Cokolwiek mi podali, wciąż sprawiało, że byłem piekielnie otępiały. Nie mogłem sięgnąć do swojego żywiołu. Kolejne uderzenie metalowego pręta spadło na moje niczym nieosłonięte żebra, powalając mnie z powrotem na kamienną podłogę. Nie miałem pojęcia, co stało się z moimi Strażnikami, byłem jednak pewien, że żyją. Mnie prawdopodobnie również z jakiejś przyczyny chcieli mieć żywego. 

    Ktoś kopniakiem odwrócił mnie na plecy. Obuta noga stanęła na moim torsie, miażdżąc mi klatkę piersiową. Z trudem zaczerpnąłem powietrza. Jak mogłem jej tak po prostu zaufać?! A jednak, gdy zamykałem oczy, widziałem właśnie ją, wtulającą się w ramiona przeklętego Strażnika. Mimo że bardzo chciałem, nie mogłem wyrzucić tego obrazu z pamięci. Powinienem był po prostu od razu go zabić. Pozwolenie, by żył było najgorszym z moich błędów. 

    – Tęskniłeś? – usłyszałem nad sobą, znajomy, damski głos. W zasięgu mojego wzroku pojawiła się kobieta, której połowę twarzy zakrywała metalowa maska, a ja doskonale wiedziałem dlaczego tam jest. Parę lat temu, podczas walki o sukcesję, to Daishi poparzyła jej skórę, a skutki jej żywiołu były odporne nawet na leczenie magią światła. – Zamierzam się bawić z tobą tak długo, aż nie zrzekniesz się publicznie tronu, na rzecz mojego syna – oznajmiła słodkim głosem jedna z żon mojego ojca. 

    Kolejny niewybaczalny błąd. Nigdy nie powinienem był pozostawiać przy życiu rodzeństwa, które po śmierci ojca umknęło ze stolicy Imperium. Ani tym bardziej ich żądnych krwi matek. 

    ~  ღ ~  ღ ~ ღ ~

    Emiyo

    Byłam coraz bardziej zdenerwowana. Niecierpliwie czekałam na jakąkolwiek okazję, na chwilę, kiedy Kei choć na moment zostawi mnie samą. Mijały jednak godziny, a mnie coraz trudniej było udawać, że jestem Seiną. Szczególnie kiedy zadowolony z siebie Strażnik snuł dla nas wspólne plany na przyszłość, a jedyne o czym ja potrafiłam myśleć, to czy Raidenowi i pozostałym nie stało się nic złego i czy będę potrafiła im pomóc. 

    Gdy wreszcie Kei wszedł do łazienki, skupiłam się na tym, by poczuć łączące mnie ze Strażnikami więzi. Z ulgą zdałam sobie sprawę, że wciąż jeszcze byli w hotelu. Po cichu wymknęłam się z pokoju. Budynek zupełnie opustoszał. Zbiegłam schodami w dół, uznając, że lepiej będzie nie korzystać z windy. Zdałam sobie sprawę, że Strażnicy musieli zostać rozdzieleni, więc skupiłam się na tym, by odnaleźć Aarona. Przemknęłam się przez podziemny parking i weszłam do pomieszczenia technicznego. Ku mojej uldze był tutaj i nie wyglądało na to, by ktoś go pilnował, ale został zamknięty w czymś, co wyglądało jak iskrząca się klatka.  

    – Seina? – spytał zaskoczony, wstając z podłogi. – Co tu robisz?

    – Nie mamy na to czasu – szepnęłam błagalnie. – Czy wiesz, jak to – bliżej niekreślonym gestem wskazałam na jego klatkę – wyłączyć? 

    – Na ścianie po twojej prawej są bezpieczniki. Możesz spróbować wyłączyć całe zasilanie – zaproponował, nie tracąc rezonu.  

    Otworzyłam skrzynkę i kliknęłam każdy możliwy przełącznik. Światło zgasło, zalewając nas aksamitną ciemnością. Najwyraźniej jednak podziałało, bo klatka również przestała się iskrzyć. 

    – Gdzie jesteś? – spytałam. 

    Poczułam na ramieniu rękę Aarona. 

    – Wynieśmy się stąd jak najszybciej – pociągnął mnie za sobą ku wyjściu z pomieszczenia. – Czy potrafisz odnaleźć Daishii?

    Przytaknęłam, po czym zdałam sobie sprawę, że zapewne nie ma jak tego zobaczyć. 

    – Tak – odpowiedziałam mu cicho. – Jest na górze. Będę dokładnie wiedziała gdzie, kiedy trafimy na właściwe piętro. 

    Mężczyzna zaprowadził mnie na klatkę schodową, ale inną, niż ta, którą zbiegałam na parking. Przez niewielkie okna wpadało blade światło poranka. Na trzecim piętrze pojawili się zamaskowani napastnicy, a ja po raz pierwszy byłam świadkiem niesamowitych umiejętności walki wręcz Aarona. Wrogów było czterech. Najpierw postacie strzelały do nas na oślep, ale Strażnik, dosłownie znikąd, utworzył przed sobą dużą tarczę, od której pociski po prostu się odbijały. Potem w jednej chwili znalazł się tuż przy nich, bez trudu powalając kolejnych napastników na ziemię i odbierając im pistolety. Na koniec każdemu z czwórki strzelił prosto w głowę, nie fatygując się zdejmowaniem masek. 

    – Czy istnieje szansa, że potrafisz się tym posługiwać? – spytał spokojnie, wyciągając w moją stronę jeden z pistoletów. 

    Wzięłam go do ręki i przyjrzałam się mu uważnie. Niewiele różnił się od znanej mi broni, którą miałam od czasu do czasu okazję posługiwać się na strzelnicy. Niepewnie skinęłam głową, na wszelki wypadek zabezpieczając pistolet. Wolałam nie patrzeć na martwe ciała. 

    Wbiegliśmy na piąte piętro, na którym byłam pewna, że przebywa Daishii. Mijaliśmy kolejne, zamknięte pokoje, aż w końcu zatrzymaliśmy się przed tym właściwym. Ze środka dobiegały nas krzyki. 

    Aaron jednym sprawnym kopnięciem wywarzył drzwi i wbiegł do środka. To co działo się w pokoju, zmroziło mnie do szpiku kości. Strażniczka, zupełnie naga, leżała przywiązana do dużego łóżka. Jej ciało znaczyły nieprzyjemne siniaki. Wzrok miała mętny, jakby była czymś otumaniona. W pomieszczeniu znajdowało się również pięciu, potężnie zbudowanych nagich mężczyzn. Ciało jednego z nich płonęło żywym ogniem. To on tak przeraźliwie krzyczał. Pozostali próbowali go bezskutecznie ugasić. Gdy Strażnik zaczął strzelać, nie spudłował ani razu. Ogień trawił teraz martwe ciało, nie przenosząc się jednak na popielatą wykładzinę, ani na drewniane meble. Aaron systematycznie przeszukał porozrzucane po podłodze ubrania, a potem ze składanym nożem sprężynowym podszedł bezpośrednio do Daishii. Gdy uwolnił ją z więzów, kobieta drżąc przylgnęła do niego całym ciałem. 

    – Nie mamy na to czasu – mruknął cicho Strażnik, ale przytulił ją do siebie stanowczym gestem. 

    Za moimi plecami, na korytarzu pojawiła się potężna postać Kei’a. Tak przeraziła mnie sytuacja, że nawet nie poczułam jak się zbliża. Gdy wszedł do środka, Strażnicy zamarli. Mężczyzna rozejrzał się po pomieszczeniu. Jego twarz była nie wyrażającą żadnych emocji maską. 

    – Pokonałem ich raz, pokonam kolejny – oznajmił chłodno, zwracając się do mnie.

    Musiałam coś zrobić! Cokolwiek! Mimo wszystko nie mogłam uwierzyć, że Kei, z zimną krwią pozwoliłby na to, co ci mężczyźni robili Daishii. Znałam go bardzo krótko, a mimo to miałam pewność, że nie jest kimś takim. 

    – Nie, Kei, proszę! – stanęłam pomiędzy nim, a Strażnikami, nie mając pojęcia, jak się zachować. – Nie jestem Seiną, mam na imię Emiyo – postawiłam na powiedzenie prawdy, mając nadzieję, że jego wykrywacz kłamstw faktycznie działa. – Księżniczka Seina popełniła samobójstwo jeszcze przed ślubem z Imperatorem. Nie uwierzyła, że możesz ją ochronić. Bogini przysłała mnie, żebym zajęła jej miejsce u boku Raidena.  

    Mężczyzna przyjrzał mi się z niedowierzaniem. Jego twarz nagle pobladła. 

    – Nie mówisz poważnie – wyrzucił z siebie na jednym tchu. 

    – Przykro mi, Kei – wyszeptałam nie potrafiąc się zdobyć na to, by spojrzeć mu w oczy. 

    – Co zamierzasz? – spytał po chwili milczenia, ku mojemu zdumieniu nie próbując zgłębiać tematu.  

    Daishii pośpiesznie włożyła na siebie męskie ubranie, które wyciągnął z wbudowanej w ścianę szafy Aaron. Kei powoli odsunął się od drzwi, umożliwiając im przejście. 

    – Nie wiem – przyznałam zgodnie z prawdą – ale nie uwierzę, że świadomie zgodziłeś się na coś takiego – oznajmiłam mu pewnym głosem. 

    Strażnik prychnął, ale nie zaprzeczył. Nabrałam pewności, że przynajmniej na razie nie zamierza nam stawać na drodze. Gdy Aaron i Daishii wyszli na korytarz, ruszyłam za nimi, a Kei podążył moim śladem. Spojrzałam na niego zmieszana. 

    – Łączy nas przysięga – przypomniał doskonale rozszyfrowując moje wahanie. – Nie ważne, kim jesteś. W dalszym ciągu jestem twoim Strażnikiem i przynajmniej tym razem zamierzam dopilnować, żeby nic ci się nie stało. Odnoszę wrażenie, Emiyo – jego głos lekko się załamał, gdy wypowiadał moje imię – że z każdej strony otaczają cię wrogowie. 

    ~  ღ ~  ღ ~ ღ ~

    Mai

    Nie panikuj, nie panikuj, nie panikuj — powtarzałam sobie w myślach, ale prawda była taka, że po raz pierwszy w życiu znalazłam się w tak koszmarnej sytuacji. Oczywiście od czasu do czasu zdarzały się zamachy stanu, ale rzadko kiedy komukolwiek udało się przełamać obronę Imperialnej Gwardii, a co dopiero pokonać któregokolwiek ze Strażników. Tym razem jednak było inaczej. Księżniczka Seina, która tylko sprawiała wrażenie niepozornej szarej myszki, uknuła spisek z żoną zmarłego Imperatora i bez trudu wprowadziła plan w życie, bo w jakiś tajemniczy sposób udało jej się omamić Raidena. Na dodatek jej Strażnik okazał się przeklętym potworem, którego nawet Aaron nie potrafił pokonać. Wyrzucałam sobie w duchu, że nie stawiłam większego oporu, kiedy Raiden rozkazał nam złożyć przysięgę tej przeklętej, zdradzieckiej żmii.  

    Na kilka godzin zostawili nas w spokoju, zakutych w czarne łańcuchy z adamanitu, najtrwalszego, znanego w naszym układzie planetarnym materiału, któremu nie podołałby nawet Aaron ze swoją wzmocnioną żywiołem ziemi siłą. Byli doskonale przygotowani. Kilkanaście minut temu jednak przestępcy wrócili i zaczęli znęcać się nad bezbronnym Lucasem, który teraz leżał na ziemi w pozycji embrionalnej. Mężczyźni w maskach bili go metalowymi prętami łamiąc mu żebra i razili paralizatorem, a ja nie mogłam się nawet poruszyć. Bez skutku próbowałam analizować, jak w ogóle do tego doszło. 

    – Teraz twoja kolej – oznajmił jeden z nich, podchodząc do mnie, gdy Lucas stracił przytomność. 

    – Po co niszczyć takie ładne ciało? – zapytał kolejny. – Zabawmy się trochę – zaproponował zbliżając się i bezceremonialnie kładąc rękę na mojej piersi. 

    Splunęłam na niego, bo to jedyne, co mogłam zrobić w obecnej pozycji. W odpowiedzi z całej siły uderzył mnie pięścią w brzuch. 

    – Pożałujesz tego szmato! – zagroził mi ten pierwszy. 

    Wyciągnął zza pasa nóż i rozciął nim przód mojego uniformu, odsłaniając sterczące piersi. Zaczęli mnie dotykać, a ja, mimo że wiedziałam, jak bardzo jest to bezcelowe, zaczęłam szarpać się w więzach. Nagle usłyszałam strzały. Mężczyźni w maskach wyciągnęli broń, ale było już dla nich za późno. Do pomieszczenia spokojnym krokiem wszedł Aaraon, a ja chyba jeszcze nigdy tak bardzo nie ucieszyłam się na jego widok. Odziana w za duże, męskie ubranie Daishii przykucnęła przy Lucasie, a Aaron sprawdził, czy napastnicy na pewno nie żyją, dopiero wtedy podszedł, by mnie uwolnić. Zamierzałam mu podziękować, słowa jednak zamarły mi na ustach, bo do pomieszczenia jak gdyby nigdy nic weszła księżniczka Seina, z towarzyszącym jej niczym ponury cień  Aniołem. 

    ~  ღ ~  ღ ~ ღ ~

    Emiyo

    Kiedy wreszcie znaleźliśmy Raidena było gorzej, niż potrafiłabym sobie wyobrazić. Leżał skulony na betonowej podłodze, a na jego ciele było pełno zarówno świeżej, jak i pozasychanej krwi. Lucas również ledwo chodził, ale nie wyglądał nawet w połowie tak źle, jak Raiden. Mai i Daishii w jednej chwili znalazły się przy chłopaku. Uklękły obok niego na podłodze. Mai położyła sobie głowę młodego mężczyzny na kolanach, podczas gdy Daishii z wyraźną wprawą zaczęła prowizorycznie opatrywać jego obrażenia. Poczułam, jak żołądek niemalże podchodzi mi do gardła. Po całym moim ciele rozlewało się paskudnie nieprzyjemne uczucie. Były tu, przy nim, a ja nie byłam w stanie nawet się poruszyć. 

    Stojący obok Kei położył swoją dużą dłoń na moim ramieniu. 

    – Nic mu nie będzie – mruknął do mnie cicho. – Przeklętych Fae nic poza całkowitą dekapitacją nie jest w stanie ruszyć. Nie jestem nawet pewien, czy dałoby się ich skutecznie spalić. 

    Przymknęłam oczy, z trudem przełykając ślinę. Nie tak to miało wyglądać! 

    Po paru minutach pomieszczenie wypełnili odziani w granatowe mundury żołnierze. Byli wśród nich medycy, którzy natychmiast zajęli się Raidenem i Lucasem. Daishii i Mai nie opuszczały Imperatora ani na krok. Aaron podszedł do nas, ku mojemu zdumieniu blado się uśmiechając. 

    – Powinniśmy ruszać – powiedział spokojnie – za parę godzin będziemy w stolicy. Jeżeli nie masz nic przeciwko, będę ci towarzyszył, Księżniczko Seino.

    Skinęłam głową na znak zgody i razem z Kei’em poszliśmy za nim do wyjścia z luksusowego hotelu. Po drodze mijani żołnierze z szacunkiem pozdrawiali Aarona. Pod drzwi wejściowe podjechał elegancki, czarny samochód. Strażnik otworzył przede mną drzwi i wpuścił mnie do tyłu. Wnętrze wyglądało, jak w limuzynie — skórzane kanapy, barek z alkoholem i przekąskami oraz leżące na półce tablety. Zaraz za mną wsiadł Kei, a potem ku mojemu zdumieniu również Aaron. 

    – Chcę, żebyś spokojnie opowiedziała mi, co dokładnie się wydarzyło – zażądał, kiedy ruszyliśmy. – Nie pomijając fragmentu o tym, że nie jesteś Księżniczką Seiną. 

    Posłusznie zdałam mu relację z kilku ostatnich dni swojego życia. Słuchał mnie uważnie, od czasu do czasu zadając dodatkowe pytania. 

    – Czy Raiden wie, kim jesteś? – zapytał bez ogródek.

    Skinęłam głową.

    – Od razu się domyślił – potwierdziłam. – Aaron, czy coś nam grozi? – spytałam niepewnie.  

    – Nie martw się, jesteś bezpieczna – jego pewny głos brzmiał, jak obietnica. – Nikt nie będzie miał powodu, żeby w ciebie wątpić.

    – A Kei? – chciałam wiedzieć. 

    – Nie wiem – przyznał szczerze poważnym tonem mężczyzna. – To zależy od decyzji Imperatora. Masz jednak moje słowo, że zrobię co w mojej mocy, żeby go przekonać, wasza wysokość.  

    – Mów mi Emiyo – poprosiłam odruchowo, a on lekko się do mnie uśmiechnął.

    – Emiyo – łagodnym głosem wypowiedział moje imię – cieszę się, że to nie ty nas zdradziłaś.

    Note