Rozdział 4 – Wybrańcy Bogów II
by Vicky
Ten, w którym chroniąc, można wszystko stracić
Ryu
Pierwszy tydzień na Wyspach Lua minął mi jak we śnie. W pałacu czekał na mnie mój własny pokój, a w nim kilka kompletów pasujących na mnie ubrań, czarnych, wygodnych uniformów, dokładnie takich, jakie na co dzień nosili Strażnicy. Znalazły się tam też wszystkie niezbędne rzeczy, takie jak mydło czy ręczniki. Zdziwiło mnie jednak, że w pałacu nie ma prądu. Dodatkowo na Wyspach prawie w ogóle nie było samochodów, jeździło się tutaj konno. Od czasu do czasu można było również zauważyć przelatujący wysoko nad miastem sterowiec. Zamiast ze zwykłych łazienek korzystano z gorących źródeł i łaźni, a mimo to Wyspy Lua miały doskonały system kanalizacji. Wszędzie było zielono. Rosła tu naprawdę cała masa przeróżnych drzew i kwiatów, nigdy do tej pory takich nie widziałem. Teren był górzysty. Nigdzie nie zauważyłem przeszklonych wieżowców ani nowoczesnej infrastruktury. Czułem się zupełnie tak, jakbym przeniósł się do innego świata.
Codzienne treningi odbywały się na oddalonej o kilka kilometrów od pałacu łące. Stała na niej również duża, przerobiona na strzelnicę stodoła. W piwnicach pałacu natomiast znajdowała się sala ćwiczeń i siłownia z prawdziwego zdarzenia. Kei, bo tak kazał nam się do siebie zwracać, był niesamowitym, ale również niezwykle wymagającym nauczycielem. Jednak nie tylko ja obrałem sobie za punk honoru sprostać wszystkim jego oczekiwaniom. Boleśnie zdawałem sobie sprawę, jak bardzo chciałbym móc tu zostać.
– Ryu, zaczekaj jeszcze chwilę – zażądał Kei, kiedy skończyliśmy trening.
Jęknąłem w duchu, zazdrośnie wpatrując się w plecy oddalających się kolegów. Ćwiczyliśmy od kilku godzin, a ja byłem potwornie głodny i zmęczony. Nie miałem jednak zamiaru protestować. Na Wyspach Lua było o niebo lepiej niż w Akademii, a piekła, które przeżywałem w domu wolałem w ogóle nie wspominać. W tym momencie byłem gotowy na wszystko, nawet jeżeli miałoby to oznaczać zostanie pieskiem rozkapryszonej księżniczki. Nie musiałem długo czekać. Mała demonica o anielskiej urodzie wstała ze swojego ulubionego miejsca pod drzewem i podbiegła do nas w podskokach. Sprawiała wrażenie podekscytowanej.
– Strasznie się nudziłam, czemu tak długo to trwało? – odezwała się z wyrzutem do Kei’a.
– Dostałem zadanie i zamierzam je porządnie wykonać – odpowiedział jej ze stoickim spokojem mężczyzna. – Chcę, żeby ci chłopcy jak najwięcej wynieśli z moich treningów.
Wzruszyła ramionami.
– Po co? Przecież i tak tutaj nie zostaną – mruknęła naburmuszona.
Strażnik przewrócił oczami.
– Nie ważne. Lepiej zacznijmy. Ryu – zwrócił się do mnie. – Liya również codziennie ze mną trenuje, ale ponieważ utrzymujemy to w tajemnicy, przez wzgląd na waszą obecność miała tydzień przerwy. Od dzisiaj jednak chcemy wrócić do ćwiczeń i liczę na to, że zgodzisz się trenować razem z nią.
Wziąłem głęboki oddech. Mówił do mnie tak, jakbym miał jakikolwiek wybór… Padałem z nóg. Byłem głody jak wilk. Zresztą jak on sobie to w ogóle wyobrażał?
– Oczywiście, jestem do dyspozycji jej wysokości – zrobiłem dobrą minę do złej gry.
Poczułem na sobie wkurzone spojrzenie chabrowych oczu.
– Zapomniałeś jak mam na imię? – spytała słodko dziewczynka. Westchnąłem. Była taka… cholernie irytująca! Przecząco pokręciłem głową. – Doskonale, bo myślę, że łatwo je zapamiętać – niemalże warknęła.
Kei położył swoją dużą rękę na jej związanych w warkocz włosach, a potem mocno je potarmosił.
– Rozgrzewka – zarządził.
Liya wyraźnie uradowana odsunęła się od nas kawałek i zaczęła wykonywać kolejne ćwiczenia. Doskonale wiedziała co robić i wyglądało na to, że ma już całkiem sporą wprawę.
– Co mam robić? – spytałem zrezygnowany.
– Odpocznij chwilę – ku mojej uldze zaproponował Kei. – Rozgrzewka jej trochę zajmie, dopiero później będziesz potrzebny.
Zmęczony opadłem na trawę, wpatrując się w drobną, ale niezwykle zwinną postać księżniczki. Kiedy Kei zawołał mnie do siebie czułem się już trochę lepiej i miałem nadzieję, że bez problemu wykonam jego polecenia. W pierwszej chwili nie mogłem uwierzyć, kiedy kazał mi pojedynkować się z dziewczynką. Szybko jednak okazało się, że mimo braku siły księżniczka jest zwinna jak wiewiórka. Bez trudu unikała wszystkich moich ataków, potrafiła też cholernie wysoko skakać. Kei nie żartował, kiedy mówił, że z nią trenuje. Była zdecydowanie lepsza niż wielu kadetów z Akademii. Po godzinie zabawy przeszliśmy na strzelnicę, na której okazało się, że to dopiero jest jej prawdziwy żywioł. Musiałem niechętnie przyznać, że jestem pod wrażeniem umiejętności i zapału tego małego demona.
~ ღ ~ ღ ~ ღ ~
Ryu
Gorąca kąpiel odrobinę pomogła na obolałe mięśnie, ale ponieważ przegapiłem obiadokolację, potwornie burczało mi w brzuchu. Miałem nadzieję, że szybko uda mi się zasnąć i po prostu o tym zapomnę. Uczucie głodu nie było mi obce, ale przez trzy lata w Akademii zdążyłem się od niego odzwyczaić. Ubrany w prostą, bawełnianą piżamę usiadłem na łóżku, myśląc już o tym, co podadzą nam na śniadanie. Zerwałem się gwałtownie, słysząc ciche skrzypnięcie otwierających się drzwi. Drobna postać wśliznęła się do środka, starannie je za sobą zamykając.
– Liya? Co tu robisz? – spytałem zaskoczony.
Dziewczynka miała na sobie błękitną koszulkę nocną z niesamowitą wręcz ilością przeróżnych falbanek. Przed sobą trzymała duży koszyk.
– Przyniosłam to – oznajmiła podchodząc do mnie i bezceremonialnie wdrapując się na moje łóżko.
Usiadła po turecku stawiając koszyk przed sobą. Niepewnie zająłem miejsce po drugiej stronie.
– Co to takiego?
Ku mojemu zdumieniu dziewczynka spuściła wzrok. Jej policzki stały się wściekle różowe.
– Nie pomyślałam, że przeze mnie ominie cię obiad. Przepraszam – odezwała się cichutko.
Oszołomiony zajrzałem do koszyka. Były w nim kulki ryżowe, kurczak w cieście, butelka jakiegoś różowego napoju i paczka różnokolorowych ciasteczek.
– To dla mnie? – nie mogłem uwierzyć.
Z zapałem skinęła głową. Nie zastanawiając się długo zacząłem wyjmować jedzenie z koszyka. Liya przyglądała mi się sennym wzrokiem. Nie zdążyłem jeszcze skończyć jeść, kiedy dziewczynka zwinęła się w kłębek i tak po prostu, jak gdyby nigdy nic, zasnęła na moim łóżku.
~ ღ ~ ღ ~ ღ ~
Ryu
Obudziła mnie czyjaś obecność. Otworzyłem oczy. Przy moim łóżku stał Kei, a ja nie mogłem zrozumieć co tutaj robił. Po chwili sobie przypomniałem. Spojrzałem na śpiącą tuż obok mnie skuloną postać dziewczynki. Do diaska! Czy będę miał przez to jakieś kłopoty? Mężczyzna zauważył, że się obudziłem. Położył palec na ustach, nakazując mi milczenie. Wyciągnął ręce i podniósł księżniczkę, przytulając ją do siebie. Westchnęła cicho, ale się nie obudziła. Kei wyszedł z pokoju z Liyą w ramionach. Zamknąłem oczy, tym razem wygodnie wyciągając się na całą długość łóżka. Miałem mętlik w głowie. Zupełnie nie wiedziałem, co o niej myśleć.
~ ღ ~ ღ ~ ღ ~
Trzy tygodnie później…
Ryu
Moja irytacja mieszała się z ulgą, że nie muszę w tym uczestniczyć. Chłopcy z Akademii zostali zaproszeni na uroczystą ucztę w pałacu, ja jednak nie otrzymałem zaproszenia. Zamiast tego Kei oznajmił mi, że będę mu towarzyszył. Stałem więc teraz przy ścianie, w stroju strażnika, w towarzystwie gwardzistów, którzy mieli za zadanie ochraniać książęcą parę. Nie miałbym nic przeciwko, gdyby nie fakt, że moi koledzy w tym czasie siedzieli w pobliżu Liyi, nadskakując jej na każdym kroku. To było… cholernie nieprzyjemne uczucie.
– Aaliyo, masz ochotę zatańczyć? – spytał uprzejmie jasnowłosy Gregory, gdy zaczęła grać muzyka.
Z tego co zdążyłem się dowidzieć, chłopak był synem barona Rosso. Dziewczynka zgromiła go wzrokiem.
– Powinieneś zwracać się do mnie wasza wysokość, ewentualnie lady – pouczyła go wyniośle, a Gregory spłonął rumieńcem.
Kiedy wydukał przeprosiny, Liya odwróciła wzrok, zupełnie go ignorując. Słuchałem z niedowierzaniem, jak kąśliwie zbywa pozostałych chłopców, którzy próbują ją wciągnąć w rozmowę. Kiedy lokaje wnieśli ciasta, Martin z kurtuazją nałożył siedzącej obok niego księżniczce spory kawałek.
– Nie będę tego jadła – warknęła, zrzucając swój talerz na posadzkę, gdzie rozbił się na kilka kawałków.
– Księżniczko, tak nie można! – podeszła do nich jakaś dama w pomarańczowej, rozkloszowanej u dołu sukni.
– Nic się nie stało – Martin wstał od stołu i ukucnął, by pozbierać kawałki talerza.
– Więc może chcesz też to? – spytała słodkim głosem Liya, wylewając mu na głowę czerwoną zawartość swojego kielicha.
Chłopcy patrzyli na nią przerażeni. Dama zachłysnęła się powietrzem. Ociekający sokiem chłopiec wstał z godnością, ale jego twarz była trupio blada.
– Kei, zabierz ją stąd – usłyszałem cichy rozkaz pobladłej na twarzy księżnej.
Mężczyzna skłonił się lekko, a potem podszedł prosto do księżniczki, uniósł ją do góry i wziął na ręce.
– Chodź – zwrócił się do mnie, a ja posłusznie u jego boku wyszedłem z balowej sali.
~ ღ ~ ღ ~ ღ ~
Ryu
Mimo że Liya zazwyczaj słuchała Keia bez najmniejszych zastrzeżeń, to mężczyzna w żaden sposób nie skarcił dziewczynki. Zatrzymał się dopiero pod drzwiami jej komnat.
– Przebież się w coś wygodniejszego – zasugerował, wpuszczając ją do środka – a ty zaczekaj tutaj – zwrócił się do mnie, po czym odszedł, zostawiając mnie samego na korytarzu.
Miałem mieszane uczucia. Z jednej strony czułem satysfakcję, że księżniczka nie lubi moich kolegów, z drugiej jednak miała naprawdę paskudny charakterek i zdawałem sobie sprawę z tego, że prędzej czy później mnie również zacznie tak traktować. Upewniłem się w tym przekonaniu, kiedy po kilku minutach drzwi jej pokoi otworzyły się gwałtownie i wybiegła przez nie zapłakana pokojówka. Liya, już w wygodnym, sportowym ubraniu, wyszła kilka chwil za nią.
– Chodź – pociągnęła mnie za rękę, jak zawsze nie pytając o zdanie.
Zaprowadziła mnie do znajdującego się na przeciwko dużego pokoju. Był urządzony typowo w męskim stylu, skórzana kanapa, solidne, drewniane biurko, regały z kunsztownie oprawionymi książkami i stojący pod oknem fotel. Tym co jednak zdziwiło mnie najbardziej, był leżący na biurku tablet ze sporym ekranem. Księżniczka sięgnęła po niego i usiadła z nim na kanapie. Bez wahania wpisała blokujące ekran hasło.
– Gdzie go ładujesz? – spytałem zaskoczony.
Wzruszyła ramionami.
– Na strzelnicy mamy swój generator – oznajmiła rozkojarzona. Przesunąłem się bliżej, by zobaczyć że pisze do kogoś na czacie. – Usiądź – zaproponowała nie patrząc na mnie.
Zająłem miejsce na brzegu kanapy, żeby nie naruszać jej prywatności, ale ona po chwili zamknęła czat i wciąż z tabletem na kolanach rozsiadła się wygodnie na środku. Wkrótce dołączył do nas Kei, a ja dopiero teraz zdałem sobie sprawę, że to zapewne jest jego pokój. Mężczyzna postawił na stoliku przed nami okrągłą tacę pełną różnego rodzaju ciast i deserów, takich jak te, które podawano podczas bankietu.
– Teraz twoja kolej – Liya podała mu tablet, a on, ku mojemu zdumieniu włączył platformę z filmami.
Wybrał jeden z tytułów, włączył play, a potem ponownie położył go dziewczynce na kolanach. Film, który wybrał to zdecydowanie nie była bajka dla dzieci, a pełnowymiarowy, brutalny film akcji z dużą ilością strzelania i mordobicia. Liya sięgnęła po jedno z ciastek.
– Częstuj się – uśmiechnął się do mnie Kei, a ona przesunęła tacę w moją stronę.
– I chodź tu bliżej, bo nic nie będziesz widział – dodała księżniczka, opierając się wygodnie o bok siedzącego przy niej strażnika.
Przysunąłem się do niej, biorąc do ręki kawałek tęczowego ciasta, które kusiło mnie gdy przebywaliśmy na sali bankietowej. Nigdy w życiu jeszcze czegoś takiego nie jadłem, miało obłędny smak. Poczułem dziwną błogość. Zdecydowanie mógłbym się do takiego życia przyzwyczaić.
~ ღ ~ ღ ~ ღ ~
Ryu
Obudziły mnie podniesione głosy. Otworzyłem oczy. Wciąż znajdowałem się w pokojach Kei’a. Musiałem zasnąć na kanapie. Drzwi na korytarz były uchylone.
– Kei, błagam powiedz mi co mam zrobić – usłyszałem zrozpaczony, kobiecy głos, który byłem pewien należał do księżnej. – Ona zachowuje się skandalicznie i nic co mówię zupełnie do niej nie dociera. Może ty przemówisz jej do rozsądku? – spytała z nadzieja.
Mężczyzna ciężko westchnął.
– To nie moja rola, Sereno.
– Proszę cię, jako przyjaciela – jęknęła. – Chłopiec, którego chciałam wybrać na jej Strażnika, Martin, syn Lorda Sternforge dzisiaj rano sam zrezygnował i nie potrafiłam go przekonać, do tego żeby został. Pomóż mi Kei!
Poczułem jak po całym moim ciele rozlewa się nieprzyjemne uczucie chłodu. Dopiero teraz, usłyszawszy słowa Księżnej Arashi, w pełni zdałem sobie sprawę, że nie ma najmniejszych szans, bym mógł tu zostać.
– Naprawdę chcesz mojej rady, Sereno? Bo ona się nie zmieniła… Po prostu daj jej to, czego chce – zasugerował.
– Mogę dać jej wszystko – westchnęła Księżna, wyraźnie przełykając łzy – nowe sukienki, zabawki, służące, nawet tuzin niewolników, ale nie tego chłopca.
– Więc radź sobie sama – nigdy wcześniej w głosie Kei’a nie słyszałem takiego chłodu.
Strażnik wszedł do pokoju, zamykając za sobą drzwi i zostawiając kobietę na korytarzu. Uświadomiłem sobie, że być może na Wyspach Lua to Książę i Księżna Arashi wydawali rozkazy, ale na terenie Imperium, Strażnicy Imperialni stanowili zaraz po samym Imperatorze najwyższą władzę.
Zza uchylonych drzwi, najprawdopodobniej sypialni Kei’a, wyjrzała drobna, rozczochrana i ubrana w koszulę nocną postać księżniczki.
– Moja matka jest kretynką, jeżeli nie widzi, że Ryu jest najlepszy – wyrzuciła z siebie rozeźlona dziewczynka.
Kei się roześmiał. Dużą dłonią łagodnie potarmosił włosy Liyi. Byłem przekonany, że rozzłościła go rozmowa z Księżną, ale teraz w ogóle nie było tego po mim widać.
– Coś mi mówi, że chciałabyś go tu zatrzymać nawet jeżeli niczego by nie potrafił – stwierdził pogodnie.
Ku mojemu zdumieniu Liya spuściła wzrok.
– Być może – mruknęła – ale wtedy przystałabym na jej propozycję, żeby szkolił się na pałacowego gwardzistę.
Z trudem przełknąłem ślinę. To była… naprawdę niezła oferta. Znacznie lepsza niż mógłbym oczekiwać. Nie miałem tylko pewności, czy naprawdę mógłbym tu zostać i spokojnie obserwować jak Kei trenuje któregoś z moich kolegów, jak… któryś z nich trenuje z nią. Jak ponownie zostaję zupełnie sam… Usiadłem, spuszczając nogi z kanapy, a oni obydwoje odwrócili się w moją stronę.
– Od dawna nie śpisz? – mężczyzna spytał zmartwionym głosem.
Moje dłonie same zacisnęły się w pięści. Gwałtownie zerwałem się z kanapy.
– Ryu… – dziewczynka podeszła do mnie bliżej, chciała mnie dotknąć, ale odsunąłem się od niej gwałtownie.
– Skąd pewność, że w ogóle chcę być twoim Strażnikiem?! – krzyknąłem na nią. – Jesteś wredna i podła, a ja nie zamierzam być twoim pieskiem!
Nie pamiętam, kiedy ostatnio płakałem, niezależnie od tego, co by się nie działo, ale teraz łzy gniewu i bezsilności, same napływały mi do oczu. Przez chwilę byłem pewien, że księżniczka mnie uderzy, każe wygnać, albo wychłostać. Było mi wszystko jedno, ale ona tylko stała i patrzyła na mnie tym swoim intensywnym spojrzeniem niebieskich oczu. Po chwili odwróciła się i bez słowa wyszła z pokoju, a ja zostałem sam na sam z Kei’em. Byłem przekonany, że strażnik jest na mnie wściekły, ale gdy na niego spojrzałem, on tylko pokręcił głową. Zbliżył się do mnie i swoją dużą dłonią potargał moje krótkie włosy. Poczułem jak uchodzi ze mnie powietrze. Dziesiątki razy widziałem, jak w ten właśnie sposób traktował księżniczkę. Gniew uleciał, a ja nie potrafiłem w inny sposób powstrzymać łez, które teraz, nieproszone, słonymi strumieniami zaczęły spływać po moich policzkach. Ku mojemu bezbrzeżnemu zdumieniu mężczyzna objął mnie ramionami i przytulił do siebie. Stałem tak, sztywny, nie potrafiąc wydobyć z siebie ani jednego słowa, nie mogąc pohamować targającego moim ciałem płaczu.
~ ღ ~ ღ ~ ღ ~
Liya
Otaczali mnie sami idioci! Mimo że Ryu wyraźnie był najlepszy z całej piątki, to i tak nikt nie brał na poważnie jego kandydatury na Strażnika i to tylko dlatego, że nie był szlachetnie urodzony. Właściwie dowiedziałam się, że Ryu jest sierotą, utalentowanym chłopcem adoptowanym przez mieszczańską rodzinę z nadzieją, że jego służba w Gwardii Imperialnej przyniesie im jakieś profity. Jeśli myślą, że się poddam, to udowodnię im, że mocno się przeliczyli! Nie chciałam jednak skarżyć się Raidenowi, choć wiedziałam, że nikt tak bardzo nie jest za merytokracją jak on. To była ostateczność…
Siedziałam na trawie niezadowolona, że Kei zabronił mi brania udziału w treningach. Irytowało mnie obserwowanie ćwiczących na polanie chłopców i to, że nie mogę do nich dołączyć. Drażniło mnie również to, co rano powiedział mi Ryu. Wcale nie miałam pewności czy naprawdę tak nie uważa. Do tej pory matka i ojciec dawali mi wszystko, o co prosiłam. Dlaczego więc tym razem tak bardzo zależało im, żeby postawić na swoim?
W pewnym momencie moją uwagę przyciągnęło jakieś zamieszanie. Na łące, na której ćwiczyli chłopcy, pojawili się obcy ludzie. Mieli szare stroje i maski upiorów. Po chwili zdałam sobie sprawę, że… atakują aby zabić. Jeden z obcych zauważył mnie i ruszył w moim kierunku. Kei natychmiast zareagował i rzucił w niego jednym ze swoich ukrytych noży. Trafił w plecy odzianego na szaro mężczyzny i być może rana nie byłaby śmiertelna, ale trucizna, którą były nasączone ostrza zawsze bezbłędnie działała. Zerwałam się z trawy i schowałam za drzewem. Grupa liczyła najwyżej dziesięć osób, byłam więc pewna, że Kei sobie z nimi poradzi… o ile nie mieli w zanadrzu żadnych innych niespodzianek.
Chłopcy rozpierzchli się w różne strony. Kei dobrze radził sobie z mieczem, ale wiedziałam, że znacznie bardziej lubi broń palną. Tylko, że… na Wyspach Lua nie była ona mile widziana. Wyjrzałam zza drzewa, by zdać sobie sprawę, że w moim kierunku zbliża się kolejna postać. Po jej ruchach i sylwetce rozpoznałam, że tym razem była to kobieta. Kei również ją zauważył, ale odpierał jednocześnie atak trzech kolejnych napastników i byłam pewna, że skończyły mu się możliwości. Dotarło do mnie, że muszę uciekać. Naprawdę lubiłam swoją nową postać i nie zamierzałam teraz zginąć.
Nagle tuż przy mnie znalazł się Ryu. Wziął mnie za rękę i w milczeniu pociągnął w głąb lasu. Biegłam za nim najszybciej jak potrafiłam, ale ścigająca nas zamaskowana wojowniczka i tak była coraz bliżej. W pewnym momencie zdałam sobie sprawę z kierunku, w którym biegniemy. Za chwilę drogę przeciąć miała nam głęboka rozpadlina.
– Przed nami jest przepaść – wyrzuciłam z siebie na jednym tchu.
– Zaufaj mi – usłyszałam równie zdyszany głos Ryu.
Na samym skraju przepaści chłopiec podniósł mnie z ziemi, a potem bez najmniejszego wahania skoczył. Zamknęłam oczy, a gdy je otworzyłam, staliśmy miękko na ziemi. Goniąca nas kobieta zatrzymała się na skraju wąwozu. Ryu postawił mnie i ponownie pociągnął za rękę. Przebiegliśmy jednak zaledwie kilka metrów, kiedy przewrócił mnie na miękki mech, zasłaniając sobą. Zaklął cicho, ale po chwili znów zerwał się na nogi. Z rozdarcia w jego uniformie w okolicach ramienia sączyła się krew. Spojrzałam w górę. Kei już tu był. Walczył z nieznajomą spychając ją do defensywy. Odbiegliśmy kawałek dalej, przykucając za najbliższym załomem.
– Nic ci nie jest? – spytałam zaniepokojona.
Chłopiec przecząco pokręcił głową.
– Strzeliła do nas, ale tylko mnie drasnęła – mruknął.
Już po chwili nad nami, na brzegu wąwozu pojawił się Kei. Wpatrywał się w dół niedowierzająco.
– Jak wyście do cholery tam zeszli? – zawołał.
Odetchnęłam z ulgą, bo to oznaczało, że jest już bezpiecznie. Potem jednak zdałam sobie sprawę, że uścisk Ryu na mojej ręce słabnie. Odwróciłam się w kierunku chłopca, który powoli osuwał się na ziemię. Uklęknęłam przy nim, by sprawdzić mu puls. Był słaby, ale miarowy. Obejrzałam jego ramię. Faktycznie został jedynie draśnięty, tylko dlaczego w takim razie był nieprzytomny?
~ ღ ~ ღ ~ ღ ~
Liya
Siedziałam u wezgłowia łóżka Kei’a, głaszcząc po włosach śpiącego chłopca. Ryu miał wysoką gorączkę. Budził się co jakiś czas tylko po to, by za chwilę znów zapaść w niespokojną drzemkę. Strażnik przyniósł go tutaj, a potem poszedł wykłócać się z moją matką, by ta zgodziła się na przylot śmigłowca medycznego z Imperium. Mimo że Ryu, tak jak teraz i ja, należał do długowiecznej rasy Fae, to jednak nie był nieśmiertelny, a trucizna, jaką otoczona była kula, która go drasnęła, wyraźnie miała za zadanie nas zabić.
Oczekiwanie dłużyło mi się w nieskończoność. Dopiero teraz, z całą świadomością, zdałam sobie sprawę na co narażam Ryu chcąc, żeby został moim strażnikiem. Miał tylko dziesięć lat… był jeszcze dzieckiem… a teraz przeze mnie być może w ogóle nie będzie miał szansy na to, żeby dorosnąć.
– Daishi! – ucieszyłam się widząc wchodzącą do sypialni Kei’a przyjaciółkę.
Wstałam z łóżka, a ona podeszła i przytuliła mnie do siebie. Towarzyszyły jej dwie inne, odziane w uniformy medyczne kobiety, które od razu zaczęły się krzątać przy śpiącym chłopcu. Pobrały mu krew i podłączyły kroplówkę. Jedna z nich umieściła próbkę krwi w uchwycie jakiegoś dziwnego urządzenia. Gestem przywołała do siebie drugą i zaczęły między sobą dyskutować o czymś, czego zupełnie nie zrozumiałam. Strażniczka z żalem spojrzała na Ryu, a później przeniosła pełne smutku spojrzenie na mnie.
– Przykro mi Emi, to bardzo rzadka trucizna, na którą nie znamy antidotum. Być może dzięki kroplówce organizm chłopca ją zwalczy, ale nie robiłabym sobie zbyt dużych nadziei… – odezwała się cicho.
Przecząco pokręciłam głową. Nie zamierzałam się z tym pogodzić. Z powrotem usiadłam na łóżku i delikatnie dotknęłam rozpalonego czoła Ryu.
– Niech zrobią co w ich mocy – zwróciłam się do Daishi – a potem proszę zostawcie nas samych.
Kobiety krzątały się jeszcze przez chwilę. Zmieniły kroplówkę na inną, położyły zimny okład na głowie chłopca, a potem wyszły. Strażniczka zniknęła za drzwiami jako ostatnia.
– Zawołaj mnie gdybyś czegoś potrzebowała, będę z Kei’em – obiecała wychodząc.
Zamknęłam oczy i położyłam się obok Ryu, biorąc go za rękę i splatając jego palce z moimi. Nie mogłam czuć się już bardziej winna. Był jeszcze dzieckiem, a uratował moje cholerne, bezwartościowe życie. Czy w razie czego on również dostanie drugą szansę? Nie byłam pewna. Zdawałam sobie sprawę, że to z powodu Raidena stałam się dla Bogini tak wyjątkowa.
– Proszę, nie umieraj – wolną ręką znów pogłaskałam włosy chłopca.
Spojrzałam na niego, ale tym razem zobaczyłam go jakby zupełnie inaczej, nie tylko leżącego obok mnie dziesięciolatka, ale także walkę, którą toczy jego organizm.
Jeżeli tak bardzo ci zależy, możesz zdecydować – usłyszałam w głowie dobrze znany mi głos Bogini. – Wciąż jeszcze nie wybrałaś żywiołu swojej magii. Czy w dalszym ciągu pragniesz być wojowniczką?
Oczywiście, że chciałam posiadać moc zdatną do walki, władać tak silną magią ziemi jak Aaron, by móc poruszać ogromnym golemem niczym marionetką, albo przywoływać do siebie ogień, jak Daishii. W tym momencie jednak cieszyłam się, że jeszcze niczego nie wybrałam. Ani przez chwilę nie musiałam się nad tym zastanawiać. Położyłam rękę na sercu Ryu. Magia światła stała się dla mnie oczywistym wyborem. Decyzja zapadła i już nie było od niej odwrotu.
Poczułam przypływ dziwnej, napełniającej mnie błogością energii i jakby instynktownie wiedziałam co powinnam z nią zrobić. Łagodne, białe światło powędrowało ode mnie, przechodząc z mojej dłoni na tors Ryu, a potem wędrowało dalej, powoli obejmując całe jego ciało. Nie zamierzałam pozwolić mu umrzeć i najwyraźniej miałam wystarczające umiejętności by tego dokonać.
~ ღ ~ ღ ~ ღ ~
Ryu
Obudziłem się przyjemne wypoczęty, ale potwornie zaschło mi w gardle. Otworzyłem oczy, w pokoju jednak panował półmrok. Leżałem na dużym łóżku, w pomieszczeniu, którego nie znałem, a do mojej ręki podłączona była kroplówka. Gdy minęła chwila rozkojarzenia, przypomniałem sobie co się wcześniej stało. Liya! Czy nic jej nie jest? Chciałem usiąść, ale wtedy zorientowałem się, że ktoś leży tuż obok mnie. Odwróciłem się na bok, by spojrzeć na śpiącą dziewczynkę.
– Hej… – delikatnie dotknąłem jej ramienia.
Natychmiast otworzyła oczy.
– Ryu! – nikt nigdy nie wypowiedział mojego imienia z taką ulgą. Przylgnęła do mnie, oplatając moją szyję ramionami. – Jak dobrze, że żyjesz! Tak się o ciebie bałam!
– Nic mi nie jest – zaprotestowałem, przytulając ją do siebie niezdarnie.
– Na kuli, która cię drasnęła ta kobieta, była trucizna – wyjaśniła cichutko dziewczynka. – Byłeś przez nią bardzo chory i Daishii mówiła, że możesz umrzeć.
Usiadłem, a ona od razu podsunęła pod moje plecy poduszkę. Poczułem się dziwnie nieswojo.
– Dobrze, że tobie nic się nie stało – uśmiechnąłem się do niej, kiedy podała mi szklankę wody, która stała przygotowana na stojącej obok łóżka szafce.
Spojrzała na mnie z irytacją, a ja nie miałem pojęcia o co tym razem się złości.
– Dam znać, że się obudziłeś, bo pozostali też się o ciebie bardzo martwią – westchnęła, zsuwając się z łóżka.
Wyszła z pokoju, a ja nie mogłem oderwać wzroku od zamkniętych, ciemnobrązowych drzwi. Poczułem się cholernie samotny. Mimo że właściwie od zawsze byłem sam, to nigdy mi to jakoś szczególnie nie przeszkadzało, ale teraz… wszystko się zmieniło. Nie wiedziałem czy jestem zły czy zadowolony, ale jedno było pewne. To była tylko i wyłącznie jej wina!
~ ღ ~ ღ ~ ღ ~
Ryu
Nie wiedziałem gdzie podziać wzrok. Miałem ochotę zapaść się pod ziemię. W pokoju oprócz Kei’a znaleźli się też rodzice Liyi i dwójka Imperialnych Strażników, Aaron De’Vree oraz Daishi Ayuzawa. Ci ostatni wręczyli książęcej parze list z pieczęcią samego Imperatora. Książę Akihiko Arashi przeleciał go wzrokiem, a na jego twarzy pojawił się wyraz ulgi.
– Myślę, że to rozwiąże twój konflikt z córką – uśmiechnął się przekazując list żonie.
Księżniczka trzymana na rękach przez Aarona, patrzyła na wszystkich nie kryjąc zniecierpliwienia. Księżna Serena Arashi spojrzała na mnie przelotnie, a potem przekazała pismo Kei’owi. Strażnik przeleciał wzrokiem list, a potem uśmiechnął się szeroko.
– Czy to rozstrzyga nasze problemy? – zwrócił się do księżnej, ku mojemu zdumieniu podając mi list.
W pierwszej chwili nie byłem pewien co czytam, ale kiedy dotarł do mnie sens oficjalnej wypowiedzi poczułem dziwny ucisk w żołądku. Imperator, w podziękowaniu za ochronę księżniczki Aaliyi, mianował mnie rycerzem. Zostałem… szlachciem.
– Potrafię przyznać się do błędu – odezwała się spokojnie matka księżniczki – i to – wskazała na list – wcale nie było mi dodatkowo potrzebne. Ten chłopiec jako jedyny z kandydatów pomyślał o tym, żeby faktycznie chronić moją córkę, być może nawet uratował jej życie. Ryu – zwróciła się bezpośrednio do mnie z niemalże matczynym uśmiechem – jestem ci naprawdę bardzo wdzięczna za to co zrobiłeś i przepraszam, że wcześniej nie chciałam cię docenić. Mam nadzieję, że zostaniesz z nami na dłużej.
Czułem jak rozpiera mnie duma. Nareszcie dopisało mi trochę szczęścia. Aaron postawił księżniczkę na podłodze. Spojrzałem w jej kierunku, pewien, że będzie bardzo zadowolona, ale ona sprawiała wrażenie, jakby miała ochotę czymś w kogoś rzucić. Nikt inny jednak nie zwrócił na to uwagi.
– W takim razie, skoro już tu jesteśmy, to może chłopiec złoży jutro uroczystą przysięgę Strażnika? – zasugerował Aaron. – Co ty na to, Ryu? – zwrócił się bezpośrednio do mnie.
O niczym innym tak bardzo nie marzyłem i nie wiedziałem jak mu dziękować, ale zanim zdążyłem cokolwiek powiedzieć, ubiegła mnie Liya.
– Wcale nie chcę, żeby był moim Strażnikiem! – odezwała się podniesionym głosem.
Wszyscy spojrzeli na nią zaskoczeni. Poczułem się jakby ktoś mnie uderzył. Byłem idiotą! Naprawdę dałem się nabrać i sądziłem, że… ona mnie lubi. A ona… ona po prostu się mną bawiła, a teraz, kiedy wygrała swoją małą grę, przestałem jej być potrzebny. Wstałem z łóżka, mając nadzieję, że już teraz bez problemu utrzymam się na nogach.
– Przepraszam, pójdę spakować swoje rzeczy – powiedziałem im cicho.
Kei jednak położył mi rękę na ramieniu, zatrzymując mnie w miejscu.
– Nie, to my pójdziemy – oznajmił nieznoszącym sprzeciwu tonem. – Myślę, że powinieneś porozmawiać z księżniczką na osobności.
Księżna rzuciła Liyi zatroskane spojrzenie, ale jedynie skinęła Kei’owi głową i opuściła jego sypialnię, a pozostali podążyli za nią. Zostałem sam na sam z kurczowo zaciskającą pięści małą, rozzłoszczoną księżniczką.
~ ღ ~ ღ ~ ღ ~
Liya
Nie chciałam z nim rozmawiać! Jak miałam mu to wytłumaczyć?! Słone łzy napłynęły mi do oczu, na samą myśl, że mogłam go tak narazić, a kiedy już zaczęły płynąć, w ogóle nie chciały przestać. Mimo że bardzo nie chciałam tego robić, po prostu wybuchnęłam płaczem. Ryu podszedł do mnie, dłonią delikatnie uniósł mój podbródek, zmuszając mnie, żebym na niego spojrzała.
– Przestań się mazać – warknął na mnie. – Dotarło do mnie, że mnie tu nie chcesz i nie zamierzam zostać wbrew twojej woli, więc nie masz co płakać. Wrócę na kontynent razem ze Strażnikami.
Jeszcze nigdy nie widziałam u niego takiego pustego, pełnego chłodu spojrzenia. Nie miałam pojęcia, jaka krzywda mogła go spotkać w przeszłości, ale na pewno nie miał szczęśliwego dzieciństwa. …a ja tak bardzo chciałam, żeby choć teraz takie miał. Wspomnienia z życia w innym świecie wróciły do mnie nieprzyjemną lawiną. Wiecznie nieobecny ojciec i narcystyczna matka, której oczekiwaniom nigdy nie potrafiłam sprostać. Kolejne beznadziejne związki, mające na celu podbudować moją zniszczoną przez rodziców samoocenę i udawanie, że doskonale się bawię w towarzystwie, którego nienawidziłam. Zawsze samotna, przez nikogo nigdy nie kochana…
Tym razem było inaczej, teraz miałam wszystko. I… chciałam podzielić się tym z Ryu, w którego oczach już na samym początku dostrzegłam to, co kiedyś widziałam w lustrze patrząc we własne odbicie.
Przecząco pokręciłam głową, odrobinę się od niego odsuwając.
– Chcę, żebyś został – odezwałam się cicho.
Roześmiał się gorzko.
– Jako kto? – spytał chłodno. – Mam być twoim służącym? A może niewolnikiem? Co cię uszczęśliwi? – zadrwił.
– Nie możesz zostać moim Strażnikiem! – krzyknęłam przełykając łzy. – Omal nie zginąłeś przez to, że chciałeś mnie ochronić!
Popatrzył na mnie zaskoczony.
– Liya… – zaczął mniej pewnym głosem, patrząc na mnie z góry.
– Możesz być kim chcesz – odezwałam się błagalnie. – Dostałeś tytuł rycerza, możesz zostać w pałacu, terminować gdzie ci się żywnie podoba, moi rodzice są ci wdzięczni, zadbają o to, żeby niczego ci nie zabrakło. Możesz też wrócić do rodziny, jeśli zechcesz… – dodałam nieco ciszej, bo naprawdę nie chciałam, żeby stąd odchodził.
– Liya! Przestań! Chcę zostać z tobą i Kei’em – powiedział stanowczo, a ja w jego głosie wyczułam desperackie nuty. – Proszę, pozwól mi zostać z wami. Jestem gotowy dla ciebie zginąć, nawet jeżeli nie zostanę twoim Strażnikiem. Nie chcę robić nic innego – dodał cicho, siadając na skraju łóżka.
Uklęknęłam za nim, oplatając go od tyłu ramionami. Poczułam, jak się rozluźnia.
– Nie chcę, żebyś zginął, o to właśnie mi chodzi – szepnęłam cichutko.
– Śmierć byłaby znacznie lepsza od tamtego życia – odezwał się niespodziewanie.
– Co masz na myśli? – spytałam nie odsuwając się od niego ani na milimetr.
– Nie pamiętam co było wcześniej – Ryu odezwał się wypranym z emocji tonem – ale miałem pięć lat, kiedy adoptowała mnie kupiecka rodzina. Uznali, że jestem obiecujący i mogę im przynieść korzyści, jeżeli poślą mnie do Imperialnej Akademii Wojskowej. Tylko, że do tego czasu przez dwa lata musieli mnie trzymać u siebie. Ojciec – w jego ustach to słowo zabrzmiało jak najgorsze przekleństwo – traktował mnie jak powietrze, przynajmniej do momentu, kiedy uznał, że trzeba mnie za coś ukarać. Wtedy zamykał mnie w piwnicy, albo wyrzucał na dwór, ani pogoda ani pora roku nie miały dla niego znaczenia. A matka była jeszcze okrutniejsza, bo traktowała mnie gorzej niż psa. Często mnie biła albo szarpała, kazała mi jeść z podłogi. Lubiła mnie poniżać i przypominać mi, że jestem zerem. Nie zamierzam tam nigdy wracać – podkreślił pewnym głosem.
Przytuliłam go jeszcze mocniej. Wcześniej myślałam, że jesteśmy podobni, ale przemoc psychologiczna, której ja doświadczałam w dawnym życiu nijak się miała do tego, czego musiał doświadczyć Ryu. Szczególnie że miałam pewność, iż streścił mi mocno okrojoną, przeznaczoną dla uszu siedmiolatki wersję wydarzeń.
– Teraz tu jest twoje miejsce – zapewniłam go żarliwie. – Sam zdecydujesz o tym co chcesz robić.
Uniósł rękę i pogłaskał nią moje włosy.
– Chcę zostać twoim Strażnikiem – oznajmił poważnie. – Jeżeli Kei będzie mnie dalej uczył, to z pewnością nie będzie mnie tak łatwo zabić.
– Dobrze – poddałam się ostatecznie, obiecując sobie, że jako trzeciego strażnika wybiorę kogoś wyjątkowo silnego, kogoś kto będzie chronił nas obydwoje. – Jeżeli naprawdę tego właśnie chcesz…