Header Background Image
    Rzeczywistość to ta część wyobraźni, co do której wszyscy się zgadzamy.

    Wybrańcy bogów

    Ten, w którym Strażnicy walczą o uwagę księżniczki.

    Ryu

    Tak bardzo za nią tęskniłem! Nigdy wcześniej nie rozstawaliśmy się nawet na jeden dzień, a teraz… nie było jej przy mnie przez pełne dwa tygodnie! Gdy wreszcie ją zobaczyłem, nie mogłem oderwać od niej wzroku. W skórzanych spodniach i błękitnym płaszczu z wdziękiem szła po trapie przerzuconym między statkami. Gdy z niego schodziła, statek uniosła większa fala, przez co lekko zachwiało. Rzuciłem się, by podać jej rękę, ale ktoś mnie uprzedził. Dopiero wtedy zdałem sobie sprawę, że tuż za nią kroczył jasnowłosy chłopak, który wyglądał na jej rówieśnika. Wziął ją za rękę i przyciągnął do siebie, tak że się o niego oparła. Byłem pewien, że Liya zaprotestuje, ale ona zamiast tego uśmiechnęła się do niego promiennie. 

    — Dziękuję, Dymitr — powiedziała, nie odsuwając się od niego. 

    Chłopak spojrzał na mnie wyzywająco, a ja poczułem nieprzyjemny uścisk w żołądku. Czy to możliwe, żeby ten dzieciak był jej nowym Strażnikiem? Tuż za nimi na pokład zszedł Lucas, który przepraszająco spojrzał na Kei’a, jakby miał pewność, że ten nie będzie zadowolony. Z kolei Kei po prostu podszedł do księżniczki i wziął ją w ramiona, przytulając do siebie stanowczo. Tylko ja stałem jak słup, nie mając pojęcia, co powinienem zrobić. 

    — Przedstawiam wam nowego Imperialnego Strażnika, księcia Dymitra Aleksandra Velikiy, który jest bratankiem Władcy Północnych Ziem, Lorda Marcusa — odezwał się oficjalnym tonem Lucas, a chłopak skłonił się dwornie. — Poznaj pozostałych Strażników księżniczki Aaliyi — zwrócił się teraz do niego — to Kei Shirotori i Ryu Arashi. 

    — Będę zaszczycony mogąc się od ciebie uczyć — Illi’andin odezwał się do Kei’a melodyjnym głosem. 

    — Ufam, że Liya dobrze wybrała, pozwalając ci przyjąć na siebie rolę Strażnika Imperialnego — odpowiedział mu mężczyzna oceniając go wzrokiem. — Gdy dotrzemy na Wyspy Lua przetestuję twoje umiejętności. 

    — Jestem do twojej dyspozycji — zgodził się chłopak. 

    Liya podeszła do burty i przyglądała się jak statki się rozłączają. Smukły i elegancki galeon z Wysp Lua stanowił ogromny kontrast do czarnego jak noc, bojowego okrętu z Północnych Ziem. Illi’andin nie pozwolili nam podpłynąć nigdzie bliżej, Lord Marcus nie zgodził się również na naruszenie jego przestrzeni powietrznej. Dlatego właśnie spotykaliśmy się na wodach granicznych Imperium i Północnych Ziem. Tylko Liyi zaufał na tyle, by zaprosić ją do swojego kraju, wciąż jednak nie miałem pojęcia dlaczego zabrała ze sobą Lucasa zamiast Kei’a. Stanąłem obok niej marząc o tym, żeby ją do siebie przytulić, ale po dwóch tygodniach rozłąki czułem się okropnie skrępowany. 

    — Tęskniłeś za mną, Ryu? — spytała odwracając się w moją stronę i uśmiechając się łagodnie. 

    Skinąłem głową, bo nie byłem pewien własnego głosu. Wzięła mnie za rękę, a ja poczułem, jak po całym moim ciele rozlewa się przyjemne ciepło. 

    — Nie chciałbym przeszkadzać, ale musimy porozmawiać — w naszą idyllę wkradł się obcy, melodyjny głos. — Na osobności — dodał wpatrując się intensywnie w Liyę. 

    Księżniczka puściła moją rękę. Zawód, który poczułem był tak bolesny, jakby ktoś rozdzierał mnie od środka. 

    — Dobrze — odpowiedziała mu swobodnie. — Chodźmy do kajut — zaproponowała. 

    Chwilę później ramię w ramię schodzili pod pokład, a ja nieszczęśliwy wpatrywałem się w ich plecy. Zanim zniknęli z pola widzenia, blondyn odwrócił się ku mnie i uśmiechnął triumfująco, a ja nabrałem pewności, że zamiast wsparcia w chronieniu księżniczki, będę miał w Illi’andin przeklętego rywala. 

    ~  ღ ~  ღ ~ ღ ~

    Liya

    Niezadowolona zeszłam pod pokład, prowadząc Dymitra do jednej z gościnnych kajut, którą mógłby zająć podczas podróży. Było tu szerokie łóżko i umocowany pod niewielkim oknem stolik. Na statku mieliśmy spędzić prawie dwa tygodnie, nie miałam więc pojęcia ani o czym, ani dlaczego akurat teraz chciał ze mną rozmawiać. 

    — O czym chciałeś pomówić? — spytałam odrobinę zirytowana, gdy chłopak usiadł na łóżku. 

    — Jest pewien… problem — westchnął Dymitr nie patrząc na mnie. Wskazał miejsce obok siebie. — Najlepiej by było, gdybym mógł ci po prostu pokazać — zauważył. 

    Westchnęłam, ale posłusznie usiadłam obok niego. Wziął mnie za rękę i już po chwili staliśmy na klifie, nad którym unosiły się tysiące szarych mydlanych baniek. Dymitr wyciągnął rękę, a jedna z nich powoli do nas podleciała. Poczułam nieprzyjemny ucisk w żołądku. Bańka, którą przywołał do nas Illi’andin była czarna niczym smoła. 

    Po plecach Dymitra spływał pot, całe jego ciało drżało w niekontrolowanych spazmach. Uczucie głodu było nie do zniesienia, nie był to jednak zwykły głód. Chłopak z trudem podparł się na rękach i zwymiotował. Dopiero teraz zauważyłam, że był zamknięty w pomieszczeniu przywodzącym na myśl piwnicę. Mijały minuty, które dłużyły się niczym dni, a głód nie ustępował. W końcu do pomieszczenia weszła kobieta, która wzbudziła lęk i odrazę nie tylko w Dymitrze. Doskonale pamiętałam ją z jego wcześniejszych wspomnień. Matka chłopaka miała ze sobą fiolkę z błękitnym płynem i przygotowaną strzykawkę. Podeszła bliżej, stając tuż nad nim. 

    — To właśnie ci grozi, jeśli kiedykolwiek mi się sprzeciwisz — wyjaśniła z uśmiechem na ustach. — Wstań! — rozkazała. 

    Dymitr chwiejnie się podniósł i stanął na nogach. Kobieta napełniła strzykawkę niebieskim płynem i wbiła mu ją w żyłę na zgięciu łokcia. Chłopak przymknął oczy i wziął głęboki oddech. Głód powoli przemijał, a on sam zaczynał czuć się znacznie lepiej. 

    Otworzyłam oczy. Znowu siedzieliśmy na łóżku w kajucie. Illi’andin wpatrywał się we mnie wyczekująco.

    — Ty kretynie! Nie mogłeś mi tego powiedzieć od razu?! — krzyknęłam na niego, gwałtownie zrywając się z miejsca.

    Chłopak wzruszył ramionami.

    — Nie chciałem ryzykować, że mnie nie zabierzesz — wyjaśnił. — Nie przejmuj się, poradzę sobie z tym. Wolałem po prostu, żebyś wiedziała, to nie twój problem. 

    Wpatrywałam się w niego z niedowierzaniem.

    — Naprawdę uważasz, że to nie mój problem?! Dymitr, jesteś jeszcze głupszy niż myślałam! — warknęłam na niego. — Od kiedy zostałeś moim Strażnikiem wszystko, co cię dotyczy jest moim problemem! 

    Chłopak wyciągnął się na łóżku, zupełnie ignorując moje zdenerwowanie. 

    — Jak sobie chcesz — mruknął pod nosem. — Po prostu przyjmij do wiadomości, że podczas podróży statkiem będę niedysponowany. 

    Wzięłam głęboki oddech. Musiałam myśleć racjonalnie. 

    — Co to za narkotyk? — spytałam zrezygnowana. 

    — Gdybym wiedział, nie stanowiłby problemu — oznajmił, odwracając się do mnie plecami. 

    — Kiedy go ostatnio zażywałeś? — nie poddawałam się z zadawaniem pytań. 

    — Wczoraj rano, to była ostatnia dawka, która mi została — westchnął. 

    Miałam ochotę mu przyłożyć. 

    — I nie pomyślałeś, żeby ją zostawić do analizy w laboratorium? 

    Tym razem odwrócił się do mnie zaciekawiony.

    — Macie coś takiego? — zapytał.

    — Oczywiście, że mamy! To znaczy… Imperium ma — sprecyzowałam — i moglibyśmy wezwać po próbkę śmigłowiec. 

    — Teraz już na to za późno — wzruszył ramionami. 

    — Ile czasu minie zanim będziesz na głodzie? — spytałam niechętnie. 

    — Już czuję efekty odstawienia — przyznał chłopak — ale najgorsze dopiero przede mną. 

    — Nie ruszaj się stąd! — rozkazałam. — Niedługo wrócę. 

    — Niby dokąd miałbym pójść? — zapytał retorycznie, zanim zamknęły się za mną drzwi. 

    Podbiegłam do Kei’a, który wciąż znajdował się na pokładzie. 

    — Muszę skontaktować się z Daishii — oznajmiłam mu bez zbędnych wstępów. — Natychmiast — dodałam ponaglająco. 

    Mężczyzna przyglądał mi się zaciekawiony, ale w odpowiedzi jedynie skinął głową. 

    — Lucas powinien mieć telefon — zasugerował, a stojący obok nas Strażnik przytaknął, wybrał kontakt i podał mi urządzenie. 

    Włączyłam głośnik, bo nie miałam zamiaru wszystkiego im potem tłumaczyć. 

    — Coś się stało? — kobieta natychmiast odebrała. 

    — Cześć Daishii, to ja — odezwałam się, ze wszystkich sił starając się uspokoić. — Mam problem z nowym Strażnikiem i tylko ty możesz mi pomóc — wyjaśniłam. — Rodzina uzależniła go od narkotyku, którego składu raczej nie mamy szans poznać. Powiedz mi, jak wygląda odwyk i co mogę zrobić? 

    Daishii przez chwilę milczała. 

    — Niewiele wiemy na temat fizjologii Illi’andin — przyznała. — Podejrzewam jednak, że mają tak samo szybką przemianę materii, jak Fae czy Mieszkańcy Podniebnych Wysp. Przede wszystkim pamiętaj, że nie wolno używać ci twojej magii światła. Musisz pozwolić, żeby jego organizm odpowiednio odreagował brak tej substancji. Podczas odwyku zaburzone zostaje funkcjonowanie układu krążenia, układu nerwowego i trawiennego. Odstawienie narkotyku odbija się również na psychice. Chłopak może być agresywny, ale przysięga Strażnika powstrzyma go przed zrobieniem ci krzywdy. Dzięki niej możesz też przypilnować, żeby nie zrobił krzywdy samemu sobie.  

    Strażniczka wyjaśniła mi jeszcze kilka rzeczy i poprosiła, żeby powiadomić ją, gdyby działo się coś nieprzewidzianego. Podziękowałam jej i się rozłączyłam. Popatrzyłam w zatroskane oblicze Kei’a. 

    — Jesteś pewna tego młodego Illi’andin? — zapytał, kiedy oddałam telefon Lucasowi, a ten pożegnał się z nami i odszedł. 

    Przecząco pokręciłam głową. 

    — Ani trochę — przyznałam, bo nie widziałam sensu w okłamywaniu Kei’a — ale uratował mi życie, kiedy Lucas mnie zawiódł. Dodatkowo widziałam, jak walczy i jest piekielnie dobrym wojownikiem, a Lord Marcus za niego ręczy. No i przedstawił mi dobry powód, dlaczego chce ze mną jechać. 

    Kei położył rękę na moich włosach i rozczochrał je delikatnie.

    — Obyśmy tego nie pożałowali — mruknął sceptycznie. — Mam też nadzieję, że jego ewentualna śmierć nie będzie początkiem wojny z Północnymi Ziemiami.

    Przymknęłam oczy i wzięłam głęboki oddech. 

    — Nie mam pojęcia, jaki narkotyk podawała mu matka, ale niezależnie od tego, co by to nie było, nie pozwolę mu umrzeć — oznajmiłam uparcie, uświadamiając sobie przy okazji, skąd bierze się pewność Dymitra, że sobie poradzi. Chłopak wierzył, że czekają na niego wspomnienia, które jeszcze nie miały szansy na to, by się wydarzyć. 

    ~  ღ ~  ღ ~ ღ ~

    Dymitr

    Zwinąłem się w jak najciaśniejszą kulkę, wciąż czując mdłości. Mój organizm się zbuntował i żądał kolejnej dawki narkotyku, którego nie mogłem mu dostarczyć. Było źle, a ja wiedziałem, że będzie jeszcze znacznie gorzej. Kiedy otworzyły się drzwi kajuty i do środka weszła księżniczka Aaliya wbrew sobie poczułem niesamowitą ulgę. Więc jednak nie zamierzała zostawić mnie samego… Przyniosła ze sobą butelkę wody, którą postawiła na stoliku, a sama usiadła na skraju łóżka. 

    — Masz dla mnie jeszcze jakieś rewelacje? — spytała wpatrując się we mnie intensywnie tymi swoimi niepokojąco niebieskimi oczami. 

    W tym momencie byłem gotowy zrobić wszystko, byleby tylko odciągnąć swoje myśli od narkotyku, którego tak desperacko potrzebowałem. 

    — Mogę ci pokazać nie tylko moje wspomnienia — wyznałem. 

    — Co masz na myśli? — spytała zaciekawiona. 

    — Potrafię przeglądać wspomnienia każdego, kogo spotkam — wyjaśniłem, czując jak nieprzyjemnie kurczy się mój żołądek. 

    — Wygodne — stwierdziła cynicznie. 

    — Jest coś co chciałabyś zobaczyć? — zignorowałem jej przytyk.

    — Tak — oznajmiła patrząc mi w oczy. — Chcę zobaczyć własne wspomnienia, ale z czasów, kiedy nie byłam jeszcze księżniczką Wysp Lua. 

    — Co masz na myśli? — spytałem zbity z tropu. 

    — Jeżeli się uda, to się przekonasz — odpowiedziała odrobinę rozbawiona. 

    Musiałem przyznać, że ciekawiła mnie coraz bardziej. 

    — Chodź tutaj — poprosiłem wskazując miejsce u wezgłowia łóżka. — Kiedy cię dotykam jest znacznie łatwiej — wyjaśniłem.

    Księżniczka posłusznie przysunęła się do mnie i usiadła, opierając się o ścianę. Chwyciłem ją za rękę, a jej dłoń okazała się przyjemnie chłodna. Przymknąłem oczy. Byłem pewien, że będzie to niezwykle ciekawe doświadczenie.

    ~  ღ ~  ღ ~ ღ ~

    Liya

    Rozejrzałam się dookoła zupełnie zaskoczona. Znaleźliśmy się w przepięknym, różanym ogrodzie. Unoszący się w powietrzu zapach był oszałamiający. Wyłożoną drobnymi kamyczkami ścieżką ruszyłam przed siebie. Dymitr trzymał się blisko mnie, rozglądając się dookoła tak samo zaciekawiony, jak i ja. Wyglądało na to, że ogród nie miał końca. 

    — Twoje wspomnienia to czysty chaos — oznajmił z niejakim uznaniem chłopak. — Zazwyczaj bez trudu mogę znaleźć to, czego potrzebuję. Tym razem jest inaczej. Zobacz — zerwał jedną z pobliskich, żółtych róż, a ja ujrzałam przed oczami postać Annaelli tuż po tym, jak wreszcie w nowym wcieleniu odnalazł mnie Raiden. — Nie mam pojęcia, gdzie w tym wszystkim jesteś ty. 

    — Och! — uśmiechnęłam się do niego łobuzersko. — To jestem ja. — Jego miodowe oczy patrzyły na mnie z niedowierzeniem, a na twarzy pojawił się sceptycyzm. Roześmiałam się lekko. — Naprawdę. Bogini oddała mi ciało tej dziewczyny tuż po tym, jak zostałam zamordowana udając księżniczkę Seinę. Nie było przyjemnie — skrzywiłam się lekko na samo wspomnienie. 

    — Czego więc szukamy? — spytał Illi’andin nie kryjąc zainteresowania. 

    — Wspomnień, które ode mnie uciekły, takich, które są coraz bardziej wyblakłe — wyjaśniłam. 

    Dymitr skinął głową i rozejrzał się dookoła. 

    — Tam — wskazał ręką zacienioną część ogrodu. — Może coś uda się znaleźć. 

    Ruszyliśmy we wskazanym kierunku, a gdy dotarliśmy na miejsce, okazało się, że pod wysokim, ceglanym murem stoi sporych rozmiarów żeliwna, artystycznie zdobiona klatka. W środku niej znajdowały się splątane ze sobą kolczaste krzewy pnących, ciemnoczerwonych róż. Chłopak sięgnął po jedną z nich i odskoczył jak oparzony. Pokazał mi swoją dłoń. Z jego palców kapały krople krwi. Poczułam się oszukana. Głos, który zaprosił mnie do świata Raidena obiecał, że będę pamiętała. Minęło zaledwie czternaście lat, a ja już niemalże niczego nie pamiętałam. Tylko czy naprawdę chciałam pamiętać? 

    ~  ღ ~  ღ ~ ღ ~

    Ryu

    Czułem, jakby zaraz coś miało rozerwać mnie od środka. Liya dopiero co wróciła po dwutygodniowej nieobecności, a nie poświęciła mi nawet kwadransa. Do tej pory byliśmy nierozłączni, a teraz… najwyraźniej wolała spędzać czas z przeklętym Illi’andin. Przez kilka godzin miotałem się, szukając dobrego usprawiedliwienia, by móc do nich zajrzeć, aż wreszcie Kei nie zapytał mnie, czy mogę zanieść im kolację. Zapukałem, ale nikt mi nie odpowiadał, więc po prostu wszedłem do środka. Zatrzymałem się w progu, czując, jak cały mój świat rozpada się na kawałki. Liya spała na łóżku, skulona na boku, a jej złote włosy kaskadą rozpływały się po białej poduszce. Tuż za nią leżał jej nowy Strażnik, o którego opierała się plecami, a on obejmował ją w pasie ramieniem. Trzymała go za rękę. 

    Gdy otrząsnąłem się z szoku postawiłem tacę na stoliku pod oknem i szybko wyszedłem na korytarz, zamykając za sobą drzwi. Miałem ochotę zapaść się pod ziemię. Ból był nie do zniesienia. Szybkim krokiem wyszedłem na pokład, by zaczerpnąć chłodnego, wieczornego powietrza. Dopiero teraz, z całą stanowczością i wszystkimi tego konsekwencjami uświadomiłem sobie, że kocham Liyę. Nie jak siostrę, czy przyjaciółkę. Zupełnie inaczej. Miała już trzynaście lat i była prześliczna, jak marzenie. Od zawsze wiedziałem, że nie mogę jej mieć, a za cztery lata czekał ją ślub z Imperatorem, jednak w najgorszych koszmarach nie wyobrażałem sobie, że ktoś inny mi ją zabierze. Nie jakiś przeklęty Illi’andin! 

    — Ryu, uspokój się! — usłyszałem za plecami twardy rozkaz Kei’a. — Natychmiast!  

    Odwróciłem się do niego zbity z tropu i dopiero wtedy zdałem sobie sprawę, jak mocno kołysze statkiem. Wiał porywisty wiatr, wzburzone morze uderzało w burty, atakując pokład statku morską wodą. Mężczyzna położył mi rękę na ramieniu, a ja wziąłem głęboki oddech. Wiatr powoli zwalniał, morze się uspakajało. Z całej siły zacisnąłem pięści, starając się zapanować nad własnymi emocjami. 

    ~  ღ ~  ღ ~ ღ ~

    Liya

    To była naprawdę męcząca podróż, a ja ogromnie ucieszyłam się, gdy wreszcie dotarliśmy do domu. Ku mojej uldze po Dymitrze nie było widać nawet cienia walki, którą stoczył na statku. Moi rodzice okazali zadowolenie z pochodzenia chłopaka, a Kei od razu docenił jego umiejętności. Tylko ja wciąż nie byłam pewna, czy faktycznie podjęłam dobrą decyzję. 

    Po treningu Dymitr podszedł do mnie wyraźnie z siebie zadowolony.

    — Mam pomysł na to, jak odzyskać twoje wspomnienia — oznajmił. 

    Spojrzałam na niego pełna nadziei. Byłam przekonana, że nie będzie już wracał do tego tematu. 

    — Chętnie posłucham — uśmiechnęłam się do niego pogodnie. 

    — Nie tutaj. Chodźmy w jakieś spokojne miejsce, gdzie nikt nie będzie nam przeszkadzał — zasugerował. 

    Godzinę później siedzieliśmy na kocu w cieniu kwitnących na różowo wiśni, w cudownym, pałacowym ogrodzie, cicho rozmawiając. Chłopak wziął mnie za rękę i chwilę później przenieśliśmy się w głąb moich wspomnień. Gdy stanęliśmy przed żeliwną kratą zza której wystawały pełne złośliwych kolców róże, tym razem Dymitr się nie wahał. Sięgnął po jeden z czerwonych kwiatów, zerwał go i rzucił na ziemię, by zaraz zająć się kolejnym. Róże jedna po drugiej opuszczały czarną klatkę, a do mojego umysłu wracały wspomnienia, których nie chciałam zapomnieć, żeby już nigdy ich nie powtórzyć. 

    Nagle bez ostrzeżenia świat zawirował, a my znowu siedzieliśmy na kocu w pałacowym ogrodzie. Gdy podniosłam wzrok z moich ust wydostał się cichy okrzyk. Koszula Dymitra była w strzępach, a jego ręce, od dłoni aż po ramiona, poranione były do krwi. 

    — Dlaczego to zrobiłeś? — spytałam przerażona. 

    Illi’andin wzruszył ramionami. 

    — Chciałaś odzyskać wspomnienia, więc ci w tym pomogłem — wyjaśnił. 

    — Aż tak bardzo mi na nich nie zależało, żebyś robił sobie krzywdę — westchnęłam. — Zdejmij koszulę, a raczej to co z niej zostało — poprosiłam zrezygnowana. 

    Chłopak posłuchał, a ja przesunęłam palcami po jego przedramionach, używając swojej magii światła. Rany były wyjątkowo głębokie i wciąż sączyła się z nich świeża krew. Jak zawsze podczas leczenia i tym razem ogarnął mnie przyjemny, błogi spokój, a krwawienie powoli ustawało. Zsunęłam dłonie niżej, ku jego nadgarstkom obserwując, jak rany się zasklepiają. 

    Nagle zachłysnęłam się powietrzem, czując na sobie falę lodowatej wody. Byłam przemoczona, tak samo, jak i siedzący obok mnie Dymitr. Kilka metrów od nas, z zaciętym wyrazem twarzy stał Ryu. Gdy na niego spojrzałam odwrócił się do nas plecami i sobie poszedł, jak gdyby nigdy nic. Czy to miał być jakiś głupi dowcip? Nie miałam pojęcia, dlaczego tak się zachował. To było do niego zupełnie niepodobne. 

    ~  ღ ~  ღ ~ ღ ~

    Ryu

    Przeklęty Illi’andin! Po treningu miałem zamiar porozmawiać z Liyą, ale natychmiast gdzieś zniknęła, w dodatku w towarzystwie cholernego Dymitra. To był mój dom, a on wtargnął do niego z brudnymi buciorami. Wciąż nie mogłem uwierzyć, jak to możliwe, że tak po prostu, jak gdyby nigdy nic, udało mu się mi wszystko zabrać. Udało mu się zabrać mi Liyę… Nie zamierzałem jednak poddawać się bez walki!

    Gdy wreszcie ich znalazłem, siedzieli na kocu, w pałacowym ogrodzie trzymając się za ręce. Z początku zamierzałem do nich podejść, ale gdy zobaczyłem ich razem, tak blisko siebie, po raz kolejny poczułem się, jakby ktoś mi przyłożył. Powoli wycofałem się za budynek, zza którego rogu wyszedłem. Ręce same zacisnęły mi się w pięści i z całej siły uderzyłem w otaczający ogrody mur, boleśnie raniąc sobie kłykcie. Wziąłem głęboki oddech, ale to wcale nie pomagało. Czułem się… zdradzony, a to naprawdę piekielnie bolało.

    Kiedy ponownie zdecydowałem, że przerwę im tę sielankową, wspólną chwilę, widok był jeszcze gorszy. Dymitr nie miał na sobie koszuli, a Księżniczka dotykała jego nagiej skóry. To było więcej, niż potrafiłem znieść. Kompletnie nad sobą nie panując, przywołałem falę lodowatej wody, która z impetem chlusnęła na migdalącą się parę. Liya spojrzała na mnie zupełnie zaskoczona, a ja, nie mając pojęcia, co mogę jej powiedzieć, po prostu stamtąd uciekłem. 

     

    ~  ღ ~  ღ ~ ღ ~

    Liya

    Już od ponad tygodnia Ryu zachowywał się jak przeklęty dupek. Zupełnie nie był sobą. Warczał na mnie za każdym razem, jak tylko próbowałam się do niego odezwać. Cały wolny czas, zamiast ze mną, spędzał w swoim pokoju. Nie miałam pojęcia co jest grane. 

    — O co mu chodzi? — spytałam Kei’a, gdy tym razem podczas treningu zaatakował mnie z całą swoją siłą, a potem po prostu zmył się, jak gdyby nigdy nic.

    Mężczyzna wzruszył ramionami.

    — Jest zazdrosny — odpowiedział z prostotą.

    — O co? — nie mogłam zrozumieć.

    Kei uśmiechnął się tym swoim zaraźliwym uśmiechem.

    — Oczywiście o Dymitra — wyjaśnił rozbawiony. — O to, że u niego sypiasz, że się nim opiekujesz. Kiedyś to o niego się troszczyłaś, kiedy był chory, pamiętasz?

    Patrzyłam na niego szeroko otwartymi oczami. Czy Kei mógł mieć rację?

    — Więc co mam zrobić? — spytałam cicho.

    Mężczyzna położył dłoń na moich włosach i rozczochrał je delikatnie. Wciąż to robił, mimo że miałam już trzynaście lat i wątpiłam, żeby przestał, kiedy będę już zupełnie dorosła.

    — Po prostu pokaż mu, że ciągle jest dla ciebie kimś wyjątkowym.

    ~  ღ ~  ღ ~ ღ ~

    Liya

    Plan wydawał się idealny, rodzice zgodzili się bez problemu, ale teraz, gdy stanęłam w jego pokoju, tuląc do siebie naręcze nowych ubrań, wydał mi się okropnie głupi. Chłopak leżał wyciągnięty na łóżku i kompletnie nie zwracał na mnie uwagi. Przecież on… na pewno nie tego ode mnie oczekiwał. Niepewność… Zmieszanie… Do oczu zaczęły napływać mi niechciane łzy. To było irracjonalne, a jednak nie mogłam ich powstrzymać.

    — Ryu… — zaczęłam cichutko.

    — Czego chcesz, Liya? — warknął na mnie nawet się nie podnosząc. 

    To zabolało tak bardzo, że teraz już otwarcie płakałam. Spuściłam wzrok. Po policzkach spływały mi słone łzy. Stałam w drzwiach, tuląc do siebie ubrania i nie mogąc wykonać ani jednego kroku. Jak ja w ogóle mogłam myśleć, że będzie chciał ze mną gdziekolwiek pójść? Skończył już szesnaście lat, ja miałam dopiero trzynaście i… pewnie uważał że jestem głupim dzieciakiem. Czułam się jak idiotka.

    — Liya? — spytał po chwili, orientując się, że coś jest nie tak. Nie byłam w stanie mu odpowiedzieć. Spojrzał na mnie i zaklął cicho. Wstał z łóżka i podszedł do mnie. Położył ręce na moich ramionach. — Liya, coś się stało? — teraz nie brzmiał jakby był zły albo rozgoryczony, był… zaniepokojony.

    — Nie, nic… — wydusiłam z siebie poprzez łzy.

    Westchnął cicho. 

    — Ryu, co robisz?! — krzyknęłam zaskoczona, kiedy podniósł mnie z podłogi. 

    Podszedł ze mną do stojącego przy oknie fotela i posadził mnie sobie na kolanach. Przytulił do siebie stanowczo. Łzami, które wciąż nie chciały przestać płynąć moczyłam jego czarną koszulę. 

    — Powiesz mi w końcu o co chodzi? — zapytał łagodnie. — Co tam masz? — spojrzał na skłębione w moich ramionach ubrania.

    — Chciałam, żebyś poszedł ze mną na wiosenny bal — wydusiłam z siebie, stłumionym przez jego koszulę głosem.

    — Przecież wiesz że tam będę — jego dłoń delikatnie gładziła moje włosy.

    Jęknęłam cicho. Jak miałam mu to wytłumaczyć? Szczególnie teraz, kiedy byłam pewna, że chłopak wcale tego nie chce i mi odmówi… Czułam jak twarz mi płonie i byłam pewna, że się rumienię.

    — Nie jako mój strażnik, tylko jako moja eskorta — wyrzuciłam z siebie, czekając na kubeł zimnej wody.

    — Och… Co na to twoi rodzice? — spytał.

    Nabrałam pewności, że szuka wymówki, żeby mi odmówić. Moim ciałem wstrząsnęła kolejna fala niekontrolowanego szlochu.

    — Nie mają nic przeciwko — odezwałam się przełykając łzy. — Ale Ryu… jeśli nie chcesz, nie musisz ze mną iść. To… nie należy do twoich obowiązków.

    Chłopak się roześmiał, przytulając mnie do siebie jeszcze mocniej.

    — Zwariowałaś? Oczywiście, że z tobą pójdę. Pójdę z tobą wszędzie, gdzie tylko będziesz chciała — obiecał. 

    Podniosłam na niego pełne łez oczy.

    — Naprawdę?

    — Oczywiście — jego głos brzmiał pewnie i stanowczo, a ja poczułam tak niesamowitą ulgę, że zakręciło mi się w głowie. — To dla mnie? — spytał wskazując na wygniecione w moich ramionach ubrania.

    Skinęłam głową, ponownie się rumieniąc.

    — Przepraszam, ja…

    — Przestań się tak przejmować — poprosił, nie mogąc powstrzymać śmiechu. Pocałował mnie w czubek głowy, a ja poczułam jak się rozpływam. — Wszystko jest w porządku, naprawdę, a ty wciąż jesteś dla mnie najważniejsza. 

    Note