Rozdział 1 – Wybrańcy Bogów II
by Vicky
Ten, w którym księżniczka odzyskała pamięć.
~ ღ ~ ღ ~ ღ ~
Liya
Daishi? Co ona tu robiła? Moje dziecięce serduszko zabiło jak oszalałe. Musiałam z nią porozmawiać! Od kiedy odzyskałam wspomnienia szukałam jakiejkolwiek drogi, żeby skontaktować się z Raidenem, ale na próżno. Moja nowa mama nie była wielbicielką nowinek technicznych i elektroniki. Bardzo też pilnowała, żebym w tak młodym wieku nie miała z nią kontaktu. Cierpliwie czekałam aż strażniczka skończy rozmawiać z rodzicami. Po pewnym czasie oczy same zaczęły mi się zamykać. Dziecięce ciało było pełne energii, ale szybko się męczyło i często musiało ją regenerować.
Kiedy otworzyłam oczy, Daishi nie było już przy stole. Cholera! Zerwałam się z miejsca i pobiegłam, mając nadzieję, że udała się w kierunku pokoi gościnnych. Zastałam ją pod drzwiami jednego z nich. Szczęśliwa, z pełnym impetem przywarłam do jej nóg. Zakłopotana spojrzała w dół.
– Eee… cześć – odezwała się niepewnie.
– Daishi! – wykrzyknęłam nie ukrywając swojej radości. Patrzyła na mnie zaskoczona. Odsunęłam się odrobinę. – Wiem, że mam ciało małej dziewczynki, ale…
– Emiyo? – spytała z nadzieją. Uśmiechnęłam się do niej radośnie i skinęłam głową. – Bogom niech będą dzięki! Ten kretyn był gotowy podbić cały świat, żeby cię odnaleźć.
– Jak to? – spytałam zaskoczona.
Przyjemne ciepło rozlało się w moim wnętrzu na samą myśl, że Raiden wciąż mnie szuka, mimo że minęło już ponad pięć lat…
– Widziałaś aktualne mapy?
Przecząco pokręciłam głową.
– Jedyne do czego udało mi się dorwać, to trochę książek – przyznałam. – Dopiero od kilku dni mam swoje wspomnienia – westchnęłam.
– Chodź pokażę ci – otworzyła drzwi i zaprosiła mnie do elegancko urządzonego gościnnego pokoju, który zajmowała. – Poza tym musimy powiadomić Raidena. Będzie mógł cię zabrać do pałacu i…
– Nie! – ucięłam stanowczo.
– Co nie? – zdziwiła się Daishi.
– Nie będzie mógł mnie zabrać. To znaczy jeszcze nie teraz. Jestem córką Akihiko i Sereny Arashi – wyjaśniłam.
Strażniczka spojrzała na mnie szeroko otwartymi oczami.
– To wiele komplikuje – przyznała.
– Daishi… – nie mogłam się powstrzymać przed przygryzieniem dolnej wargi. Całe moje ciało było napięte niczym struna. – Czy Raiden kogoś ma? – spytałam cichutko.
Kobieta sprawiała wrażenie jakby zakrztusiła się własną śliną.
– Żartujesz, prawda? Oczywiście, że nie! – zalało mnie przytłaczające wręcz uczucie ulgi, przynajmniej do chwili, aż Daishi nie podsunęła mi tabletu z otwartą mapą świata. Cały kontynent należał teraz do Imperium, które wchłonęło wszystkie pomniejsze państwa! Nie ocalały nawet te, które utrzymywały z nim sojusz! – Zajął się podbijaniem kolejnych krajów – skrzywiła się nieco – licząc na to, że w końcu znajdzie cię w jednym z nich. Emi… szukaliśmy cię przez cholerne pięć lat!
– Sprowadź go tu jak najszybciej – poprosiłam cicho. Uśmiechnęłam się do niej z przekąsem. – Nie możemy pozwolić, by podbił również Wyspy Lua.
~ ღ ~ ღ ~ ღ ~
Raiden
Wpatrywałem się w postać małej dziewczynki. Na demony! Jak to w ogóle mogło się wydarzyć?! Była prześliczna. Miała swobodnie upięte, złote loczki i żywo niebieskie oczy, które spoglądały na mnie z twarzyczki porcelanowej lalki. Ubrana została w idealnie pasującą do niej błękitną sukienkę. Gdy mnie ujrzała, na jej twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Rzuciła się w moim kierunku, a ja chwyciłem ją w ramiona, uniosłem do góry i przytuliłem do siebie. Boleśnie zdałem sobie sprawę, że Daishi się nie pomyliła. To była ona.
– Tęskniłam – mruknęła, oplatając moją szyję ramionami.
– Panienko Aaliyo! Panienko Aaliyo! Tak nie można! – do ogrodu wybiegła za nią pałacowa służba.
Spojrzałem w ich przerażone twarze. Starsza, odziana w szary uniform kobieta i dwie młodsze pokojówki kłaniały się nisko, przepraszając. Jedna z nich wyciągnęła ręce po dziewczynkę, a ja poczułem, jak Emi z całej siły zaciska dłonie na mojej eleganckiej koszuli. Tym razem to ja poczułem strach, przerażenie na samą myśl, że ktoś znowu może mi ją odebrać.
– Nic się nie stało, mamy z Lady Arashi do omówienia parę spraw – odezwałem się chłodno, przytulając ją do siebie jeszcze mocniej. – Czy możecie nas teraz zostawić?
Kobiety patrzyły na mnie nieufnie, ale pospiesznie wycofały się, ciągle się kłaniając. Odetchnąłem z ulgą dopiero, gdy zostaliśmy sami w ogrodzie.
– Usiądziemy? – spytałem, żeby pozbierać własne, chaotycznie plączące się myśli. Skinęła głową, a ja zaniosłem ją do ukrytej wśród pnących się róż altanki. Postawiłem ją na podłodze i usiadłem na drewnianej ławce, ale ona zaraz z powrotem wdrapała się na moje kolana. Westchnąłem. – Jak to możliwe? – spytałem.
Wzruszyła ramionami, spuszczając wzrok.
– Bogini się zdenerwowała, że ciągle umieram i postanowiła obudzić mnie w ciele którejś z długowiecznych ras… – wyjaśniła cichutko – tylko że wy nie umieracie w taki sposób jak ludzie. Nie łatwo was zabić i jeżeli już giniecie, to ciała są dosłownie rozerwane na kawałki. Dlatego uznała za stosowne stworzyć mnie od nowa. Powiedziała, że mnie nie ochroniłeś, więc za karę trochę na mnie poczekasz – wyznała.
Jęknąłem.
– Trochę?! – z trudem powstrzymałem się, żeby na nią nie krzyknąć. To przecież nie była jej wina… – Czekałem cholerne pięć lat, a będę czekał kolejnych kilkanaście.
– Nie musi być tak źle – uśmiechnęła się do mnie psotnie.
– Emi – szepnąłem – nie możemy się widywać. Przynajmniej przez jakiś czas…
– Dlaczego? – spytała zaskoczona.
Głęboko zaczerpnąłem powietrza, a potem powoli je wypuściłem.
– Bo jest szansa, że zrodzi się między nami zupełnie inna relacja. Zupełnie nie taka, jaka powinna być – wyznałem. – Będę cię traktował jak córkę, a nie jak ukochaną.
Przez chwilę myślała, a potem skinęła głową. Widziałem, jak bardzo jest niezadowolona.
– Musisz oficjalnie poprosić o moją rękę – oznajmiła jednak nie protestując.
– Co? – zupełnie zaskoczyła mnie tym stwierdzeniem. – Ile ty masz w ogóle lat?!
– W sumie to już chyba dwadzieścia siedem – spojrzała mi poważnie w oczy.
– Dobrze – poddałem się bez walki – w takim razie ile lat ma Aaliya?
Dziewczynka spuściła wzrok.
– Pięć – przyznała – za dwa miesiące skończę sześć – wyjaśniła. Miałem ochotę coś rozwalić. Ona jednak chwyciła moją rękę, a ja nie mogłem zrobić nic innego, jak tylko ponownie ją do siebie przytulić. – Raiden… – zaczęła powoli – musisz to zrobić. Przecież zaręczyny dzieci są tu zupełnie normalne… Co zrobisz jeżeli matka obieca mnie komuś innemu? Wywołasz kolejną wojnę? Daishi pokazała mi czym zajmowałeś się przez ostatnie pięć lat – dodała z naganą. – Przecież nie weźmiemy ślubu już teraz – dodała z uśmiechem, widząc moją gradową minę. – Wyprawimy wesele, kiedy skończę dwanaście lat.
Z trudem przełknąłem ślinę. Wyobraziłem sobie minę Sereny, kiedy oznajmię jej, że żądam zaręczyn z jej kilkuletnią córką. Wiedziałem jednak, że Emi miała rację i to jedyne rozwiązanie. Jedyne, jeżeli nie chcę w przyszłości wywoływać kolejnej wojny, na dodatek takiej, w której drugą stroną będą moi najbliżsi przyjaciele.
– Nie ma mowy! Poczekamy aż skończysz osiemnaście! – oznajmiłem kategorycznie.
– Czternaście? – zaproponowała patrząc na mnie błagalnie.
– Siedemnaście i ani dnia mniej! – zabrzmiało to zdecydowanie ostrzej niż zamierzałem.
Westchnęła.
– Niech ci będzie – zgodziła się niechętnie. – Ale będziesz mnie odwiedzał – zażądała.
– Przecież powiedziałem ci, że…
– Raz do roku, w moje urodziny – patrzyła na mnie tymi swoimi chabrowymi oczami, a ja czułem jak mięknę pod ich spojrzeniem.
– Zgoda, coś jeszcze? – spytałem myśląc już o tym, jak bardzo znów będę za nią tęsknił.
– Tak. Pozostaniemy w stałym kontakcie, tak jak kiedyś, na komunikatorze – wyjaśniła, a ja poczułem cieniutką nić nadziei, bo było to lepsze niż nic. – I przyślij do mnie Kei’a – zażądała nieznoszącym sprzeciwu głosem. – Jakiś problem? – spytała jak zwykle dobrze rozszyfrowując moją minę.
– Nie widziałem Kei’a od kilku lat. Odszedł niedługo po twoim zniknięciu. Myślę, że wolał szukać cię na własną rękę…
– Więc go znajdź – uśmiechnęła się do mnie uroczo, drobną dłonią dotykając mojego świeżo ogolonego policzka. – W dalszym ciągu masz wszędzie swoich szpiegów, prawda?
Nagle uświadomiłem sobie kolejne konsekwencje.
– Kiedy ogłoszę nasze zaręczyny będziesz potrzebowała zdecydowanie więcej niż jednego strażnika – wyraziłem swoje obawy. – Może przyślę ci Daishi albo Aarona? Z nimi się zawsze najlepiej dogadywałaś…
– Nie – była tak absurdalnie stanowcza, że nie mogłem powstrzymać się od uśmiechu. – Znajdę własnych strażników, a póki co Kei i gwardia z pałacu mi wystarczą.
– Dobrze, ale… – Emi przerwała mi w pół słowa, kładąc mi palec na ustach.
– Rodzice – wyszeptała.
Zsunęła się z moich kolan, stając tuż obok mnie. Również wstałem i razem wyszliśmy z altanki. Książę Akihiko rzucił się ku dziewczynce, gdy tylko ją zobaczył. Porwał ją w ramiona, a ja poczułem nieprzyjemne ukłucie zazdrości. Dopiero teraz w pełni uświadomiłem sobie, że Emi idiotycznym zrządzeniem losu naprawdę została ich córką.
– Imperatorze – przywitała mnie chłodno Serena. – Czym zawdzięczamy sobie zaszczyt goszczenia cię w naszym pałacu?
Zdawałem sobie sprawę, że Serena pyta dlaczego wpadłem z niezapowiedzianą wizytą i czego chcę od jej córki. Zdziwiłem się jednak widząc w jej spojrzeniu niekłamany strach. Popatrzyłem na nią, umyślnie ignorując księcia wciąż tulącego do siebie dziewczynkę.
– Musimy porozmawiać. Na osobności – dodałem na wszelki wypadek, ale moja sugestia została zupełnie zignorowana.
– Nie oddam ci Lua – oznajmiła stanowczo. Dopiero teraz ujrzałem w jej obliczu, że jest do mnie wrogo nastawiona. Emi tak zaprzątnęła moje myśli, że stałem się nieostrożny. – Jeżeli chcesz naszych Wysp będziesz musiał za nie drogo zapłacić.
– Co?! Nie! – nie mogłem uwierzyć w to, co od niej usłyszałem. Była przecież moją przyjaciółką… – Przysięgam, że nie chcę podbić waszego kraju.
Napięcie odrobinę opadło, ale zdałem sobie sprawę, że Serena wciąż zachowuje czujność.
– W takim razie po co tu przyjechałeś? Czego chcesz od nas i od naszej córki?
Poczułem się okropnie głupio. Jak miałem im to do cholery powiedzieć?!
– Mamo, tato – ciszę przebił dźwięczny głos Emi – kiedy dorosnę, zamierzam poślubić Raidena i u jego boku rządzić Imperium.
Akihiko zachłysnął się powietrzem, a Serena się roześmiała. Obydwoje jednak pobledli, kiedy spojrzeli na moją zupełnie poważną twarz.
– Coś ty jej nagadał?! – głos Sereny ociekał jadem.
Wzruszyłem ramionami robiąc dobrą minę do złej gry.
– Już dawno powinniśmy połączyć nasze rody, tylko wówczas Wyspy Lua będą bezpieczne, a moi generałowie nie będą naciskali na ich podbój – oznajmiłem. – Wiem, że Aaliya ma tylko pięć lat, ale i tak chciałem ją najpierw zapytać o zdanie. I zrobię to ponownie, kiedy skończy siedemnaście lat. Pozwolę jej zdecydować, a do tego czasu nie będę się o nią upominał.