Header Background Image
    Rzeczywistość to ta część wyobraźni, co do której wszyscy się zgadzamy.

    Łuski Czarnego Smoka

    Cena pokoju

    Aylin

    Wciąż leżę w ramionach Juliana. Pokój chłopaków jest ciasny i duszny od magii, która jeszcze niedawno paliła mnie od środka. Ashton stoi przy drzwiach, nieruchomy, z dłonią na rękojeści utkanego z mroku miecza. Ian i Fienna siedzą na łóżku Ashtona, spięci, jakby każdy ich ruch mógł wywołać katastrofę. Fienna ma podbite oko i rozciętą wargę. Ian patrzy prosto przed siebie, ale jego szczęka jest zaciśnięta tak mocno, że widzę, jak mięśnie drżą pod skórą.

    Leżący za moimi plecami Julian nie zwraca uwagi na nikogo innego. Odgarnia mi włosy z policzka palcami, które wciąż są ciepłe od resztek magii światła.

    — Posunęłaś się aż tak daleko, żeby mnie odtrącić — szepcze mi prosto do ucha. Głos ma cichy, zachrypnięty. — Co mam zrobić, żebyś chciała przy mnie być?

    Czuję, jak coś we mnie nieprzyjemnie tężeje. Przed chwilą praktycznie uratował mi życie. Zużycie magii zostawiło go bezbronnego. A jednak Ian siedzi kilka kroków dalej i patrzy na nas z tym zaciętym wyrazem twarzy, który znam aż za dobrze. Niczego nie mówi. Nie musi.

    Powoli siadam. Julian również się podnosi. Nie puszcza mnie całkowicie — jego dłoń zostaje na mojej talii, lekka, ale obecna. Patrzę na niego, potem na Iana, na Ashtona, na Fiennę. Wszyscy czekają. Powietrze jest gęste od niewypowiedzianych słów.

    Biorę oddech.

    — Zakończ tę wojnę — mówię wprost. Głos mam ochrypły, ale spokojny. — Wiem, że możesz to zrobić. Jeżeli ci się uda… będę z tobą, choćby nie wiem co.

    Julian patrzy na mnie przeciągle. Nie uśmiecha się, nie triumfuje. Po prostu mierzy mnie wzrokiem, jakby sprawdzał, czy naprawdę to powiedziałam. Potem, ku mojemu zdumieniu, kiwa głową.

    — Dwa lata — mówi cicho. — Daj mi dwa lata.

    — Zgoda — szepczę.

    Słowa wychodzą z moich ust jak słodko-gorzka obietnica. Od razu czuję ich ciężar. Rozumiem, co właśnie mu obiecałam. Wiem też, co to oznacza dla Iana, który wciąż tu siedzi i milczy. Dla Fienny, która patrzy na mnie szeroko otwartymi oczami. Dla Ashtona, który nie odwraca wzroku od Juliana ani na sekundę.

    Julian odchyla głowę i patrzy na mnie jeszcze przez chwilę.

    — Jednak do tego czasu zamierzam zadbać o twoje bezpieczeństwo — dodaje. — Ta sytuacja nigdy więcej się nie powtórzy.

    Nie odpowiadam. Nie mam już siły. Po prostu siedzę na łóżku, czując jego dłoń na swojej talii i ciężar trzech par oczu, które właśnie usłyszały, na co się zgodziłam. W pokoju zapada cisza. Gęsta, brudna, pełna niewypowiedzianych słów.

    ~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

    Ian

    Siedzę na łóżku Ashtona i czuję, jak ogień pod moją skórą buzuje tak mocno, że niemal boleśnie. Julian wciąż trzyma Aylin w ramionach. Odgarnia jej włosy, szepcze coś, czego nie słyszę, a ona nagle siada prosto i patrzy na niego tym swoim spokojnym, przenikliwym spojrzeniem. Fienna obok mnie drży. Ashton stoi przy drzwiach i nie spuszcza z nich wzroku.

    Chcę go spalić. Pragnę, aby ten przeklęty książę zniknął. Magia, którą przed chwilą zużył na Aylin, nie powinna nigdy do niego wrócić. Niech już nigdy więcej nie zbliży się do niej. Jednak nie ruszam się z miejsca, ponieważ wiem, że to on ją uratował. Zdaję sobie sprawę, że gdyby nie przyszedł, Aylin mogłaby już nie oddychać. I to jest jedyny powód, dla którego wciąż siedzę. Patrzę na nią, słucham, o czym rozmawiają, choć wszystko się we mnie gotuje.

    — Zakończ tę wojnę — mówi spokojnie. — Wiem, że możesz to zrobić. Jeżeli ci się uda… będę z tobą, choćby nie wiem co.

    Coś we mnie roztrzaskuje się na drobne kawałki, nie ruszam się jednak. Zaciskam pięści tak mocno, że paznokcie wbijają się w skórę. Ona go nie kocha. Nawet ja to widzę. To nie jest obietnica miłości. To ofiara. Ona chce się poświęcić, żebyśmy wszyscy mogli przestać umierać. Nie pozwolę na to. 

    Julian kiwa głową. Mówi coś o dwóch latach. Aylin szepcze „zgoda”. Słyszę to wyraźnie. I wiem, że ona naprawdę zamierza to zrobić. Będzie z nim, jeśli on zakończy wojnę. Odda siebie, bo myśli, że nie ma innego wyjścia.

    Ja znam inne wyjście.

    Jeśli on potrzebuje dwóch lat, ja zrobię to szybciej. Spalę wszystko, co stanie mi na drodze. Każdy obóz. Każdy oddział. Każdego generała, który przeciąga tę wojnę, bo mu się to opłaca. Nie obchodzi mnie, ile mnie to będzie kosztowało. Nie interesuje mnie, czy wyjdę z tego żywy. Ona nie będzie jego nagrodą.

    Ashton zerka na mnie. Widzi, jak drżą mi ręce. Nie mówi nic. Nie musi. Wie, że jeśli teraz wstanę, to Julian nie wyjdzie stąd cały. Ale ja siedzę. Czekam. I w myślach już widzę ogień, który pochłonie tę wojnę, zanim Julian zdąży choćby zacząć.

    ~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

    Aylin

    Nie sądziłam, że sytuacja może zagmatwać się jeszcze bardziej, a jednak tak właśnie się stało. Julian wchodzi do mojego pokoju bez pukania. Zamyka za sobą drzwi i staje na środku. Nie pyta o Ryana. Po prostu patrzy na mnie tym swoim spokojnym, ciężkim spojrzeniem.

    — Nic cię z nim nie łączy — mówi cicho. — Wiedziałem to od początku. Chciałaś mnie od siebie odsunąć. To się skończyło.

    Nie odpowiadam, bo wiem, że i tak nie ma to teraz sensu. 

    Następnego ranka moje rzeczy już leżą w jego apartamentach. Służba przenosi je bez słowa. Kiedy próbuję protestować, Julian tylko uśmiecha się do mnie pobłażliwie.

    — Będziesz ze mną mieszkała.

    — Co? Dlaczego? — pytam kompletnie zaskoczona. — Potrzebuję przestrzeni. Nie możesz mnie tak zamykać.

    Julian patrzy na mnie długo. Złote serce nad jego głową lśni nieruchomo.

    — Albo będziesz tu ze mną — odpowiada spokojnie — albo zamknę cię w wieży. Sama zdecyduj.

    Milknę. Jeśli teraz się sprzeciwię, naprawdę to zrobi, a wtedy nie będzie już Iana, Ashtona ani Fienny. Zostanie tylko on i kamienne ściany. Stoję więc w miejscu i pozwalam, żeby ten ciężar osiadł mi na ramionach.

    Ian i Ashton również dostają nowe kwatery w tym samym skrzydle. Julian twierdzi, że nie pogardzi nikim, kto jest gotowy mnie chronić. Ashton przyjmuje rozkaz bez słowa. Ian milczy, ale widzę, jak zaciska pięści, gdy słyszy, dokąd mają się przenieść.

    Od tego dnia Julian chodzi ze mną wszędzie. Na zajęcia. Na posiłki. Towarzyszy mi nawet kiedy chcę tylko przejść korytarzem. Gdy musi odejść, zostawia mnie z Ashtonem. Żadne prośby nie działają. Czuję się, jakbym wpadła do studni, w której zapewne przyjdzie mi spędzić resztę życia. 

    ~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

    Aylin

    Finał turnieju magii bitewnej, organizowanego przez Akademię, zaczyna się, gdy na arenie zostają już tylko Ian i Ashton. Siedzę w królewskiej loży, tuż obok Juliana. Trybuny są pełne. Zwycięzca może zażyczyć sobie spełnienia dowolnego życzenia przez samego Imperatora. W grze turniej wygrywa Ashton i prosi o możliwość służenia lady Fiennie. Tym razem nie mam pojęcia, co się wydarzy.

    Ian i Ashton krążą wokół siebie. Ian sprawia wrażenie dziwnie zdeterminowanego — każdy jego krok jest precyzyjny, a ogień wokół dłoni pali jaśniej niż zwykle. Ashton odpowiada mu równym tempem. Dwuręczny miecz tnie powietrze tuż przy twarzy Iana, a mrok wzmacnia każde uderzenie. Przez chwilę wydaje się, że żaden z nich nie ustąpi. Potem Ian przechodzi do ataku. Płomienie uderzają raz, drugi, trzeci. Ashton cofa się. Czwarty cios przebija obronę. Czarny Rycerz pada na kolano, a jego miecz wbija się w piasek areny.

    Imperator wstaje. Jego głos niesie się po trybunach.

    — Zwycięzcą turnieju magii bitewnej zostaje Ian ze Wschodnich Królestw. Zgodnie z tradycją spełnię każde jego życzenie, które będzie w mojej mocy.

    Słyszę te słowa i od razu czuję, jak coś ściska mi żołądek. Ziemia, tytuł, fortuna — to bezpieczne opcje, jestem jednak pewna, że nie usłyszę żadnej z nich. Ian stoi na środku areny, oddycha ciężko, ale jego twarz jest spokojna. Zbyt spokojna. Boję się, że zaraz zrobi coś głupiego.

    Ian podnosi głowę.

    — Chcę odzyskać wolność — mówi pewnym głosem. — Chcę móc opuścić Akademię i Imperium, jeśli takie będzie moje życzenie.

    Na trybunach zapada cisza. Imperator marszczy brwi. Widzę, jak jego dłoń zaciska się na poręczy tronu. Julian pochyla się do ojca i szepcze mu coś do ucha. Cesarz milczy przez chwilę, a potem kiwa głową.

    — Niech więc tak będzie — mówi krótko.

    Czuję, jak krew odpływa mi z twarzy. Ian właśnie zdecydował się mnie porzucić. Blednę jeszcze bardziej, gdy widzę, jak Julian się uśmiecha — lekko, prawie niedostrzegalnie — i nie spuszcza wzroku z areny. Wiem, co myśli. Zdaję sobie sprawę, że właśnie udało mu się pozbyć z mojego życia kolejnej, bliskiej mi osoby.

    Siedzę nieruchomo i patrzę, jak Ian schodzi z areny, nie oglądając się w moją stronę.

    ~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

    Aylin

    To nie dzieje się naprawdę. Nie może się dziać. A jednak, kiedy wchodzę do pokoju chłopaków, Iana już nie ma. Łóżko po jego stronie jest puste. Zniknęły ubrania, które zwykle leżały na krześle. Nie ma torby, którą zawsze trzymał pod łóżkiem. Nie ma nawet tych kilku drobiazgów, które zostawiał na parapecie. Pokój wygląda, jakby nigdy tu nie mieszkał.

    Stoję w progu i patrzę na Ashtona. Siedzi na swoim łóżku, pochylony do przodu, z dłońmi opartymi na kolanach. Podnosi głowę, kiedy słyszy, jak wchodzę.

    — Gdzie Ian? — pytam.

    Głos mi się łamie. Czuję się jak ostatnia kretynka, bo przecież doskonale to wiem. Widziałam, jak schodził z areny. Słyszałam, o co poprosił. A jednak pytam, bo chcę usłyszeć, że to nieprawda.

    Ashton patrzy na mnie z dziwną u niego czułością. Nie odwraca wzroku. Nie ucieka w milczenie.

    — Przykro mi, Aylin — mówi cicho. — Nie chciał tu zostawać ani minuty dłużej.

    — Rozumiem — szepczę.

    Nie rozumiem. Wcale. Słowa wychodzą z moich ust same, puste i ciężkie. Pasek sympatii Ashtona drga i przesuwa się na siedemdziesiąt pięć procent, ale ja praktycznie tego nie zauważam. W oczach mam łzy. Stoję i nie ruszam się, bo jeśli zrobię choć jeden krok, to się rozpadnę.

    Wtedy za moimi plecami pojawia się Julian. Oplata mnie od tyłu ramionami i przytula zaborczo. Jego tors opiera się o moje plecy. Ciepło jego ciała wnika we mnie, ale nie przynosi ulgi.

    — Dlaczego jest ci przykro? — dziwi się. — Twój przyjaciel dostał dokładnie to, czego chciał.

    Biorę głęboki oddech. Powietrze drży mi w gardle.

    — Nie lubię, kiedy ludzie, na których mi zależy, mnie opuszczają — rzucam półprawdą.

    Julian milczy przez chwilę. Jego ramiona zaciskają się mocniej wokół mnie.

    — Rozumiem — mówi w końcu. — Ale masz jeszcze swoją przyjaciółkę i Ashtona.

    Imię Czarnego Rycerza wypowiada z lekko gorzką nutą. Nie komentuję tego. Nie mam siły.

    Przez następne dni siedzę ponura. Praktycznie się nie odzywam. Jem mało. Na zajęciach odpowiadam tylko wtedy, kiedy muszę. Julian znajduje mnie na trybunach. Siedzę w tym samym miejscu, z którego najcześciej obserwowałam Iana. Patrzę na trening Ashtona. Czarny Rycerz ćwiczy sam. Jego ruchy są płynne, precyzyjne, bez zbędnego wysiłku. 

    Ian nie zostawił dla mnie nawet krótkiej wiadomości. Ani jednego słowa. Nic. Czuję, że zostałam zupełnie sama. Czarny Rycerz tolerował mnie tylko przez wzgląd na Iana. Książę najchętniej zamknąłby mnie w złotej klatce. Do Fienny boję się zbliżać, żeby nie narażać jej na gniew Juliana i Ryana. Zaciskam pięści. Paznokcie wbijają się w skórę. Nigdy nie sądziłam, że Ian będzie w stanie zranić mnie aż tak bardzo.

    Unoszę wzrok i przyglądam się płynnym ruchom Ashtona. Niebieskie serca na siedemdziesiąt pięć procent. Dopiero teraz uświadamiam sobie, że sama też się do niego przyzwyczaiłam. Jego towarzystwo już dawno przestało być tak przerażające jak na początku. Stało się… czymś codziennym, nawet więcej, lubiłam jego obecność. 

    Ramię Juliana muska moje. Książę pochyla się ku mnie bliżej.

    — Jeżeli tego chcesz, to ci go oddam — szepcze czule.

    Odwracam głowę. Patrzę na niego.

    — Co masz na myśli?

    — Oddam ci Czarnego Rycerza — mówi. — Przestanie być moim niewolnikiem. Stanie się twoją własnością. Wtedy nie będzie mógł od ciebie odejść.

    Co? Patrzę na niego zupełnie zaskoczona. W środku robi mi się nieprzyjemnie zimno. Dopiero teraz sobie uświadamiam, że przecież Ashton nienawidzi Juliana. Nie ma możliwości, żeby służył mu z własnej woli. Siedzę nieruchomo i czuję, jak słowa Juliana osiadają mi w sercu niczym kamień, a żołądek zaciska się nieprzyjemnie. Czarny Rycerz był jego niewolnikiem.

    ~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

    Aylin

    Stoję w komnatach, które dzielę z Julianem. Powietrze, mimo że unosi się w nim przyjemny zapach kwiatów, jest ciężkie i gęste od napięcia. Ashton wchodzi i zatrzymuje się kilka kroków ode mnie. Nie patrzy na Juliana. Patrzy na mnie.

    — Wzywałeś mnie — mówi do księcia. Głos ma niski, bezbarwny.

    Julian stoi przy oknie. Odwraca się powoli.

    — Jeśli Aylin się zgodzi — mówi spokojnie — od dzisiaj to ona będzie twoją panią. Przekażę jej władzę nad łączącą nas magią.

    Ku mojemu zdumieniu Ashton opada przede mną na jedno kolano. Patrzy na mnie z dołu. W jego oczach nie ma dumy. Jest coś głodnego i desperackiego, jakby tonął i właśnie dowiedział się, że tylko ja mogę wydostać go na powierzchnię.

    — Jeśli mnie przyjmiesz — mówi cicho — będę cię chronił nawet za cenę własnego życia.

    Przysięga. Słowa wiszą w powietrzu jak pył. Z trudem przełykam ślinę. Do tej pory się wahałam. Uważałam, że sama koncepcja niewolnictwa jest zła. Ale do licha — o niebo lepiej będzie, jeśli to ja będę trzymała życie Ashtona w swoich rękach, a nie Julian. Czarny Rycerz wyraźnie również tak uważa. Widzę to w sposobie, w jaki klęczy. W tym, jak nie odwraca wzroku.

    — Chcę, żeby był mój — mówię do Juliana. 

    Głos mam lekko drżący, ale zdecydowany. Julian uśmiecha się lekko, wyraźnie zadowolony.

    — Dobrze.

    Unosi dłoń. Czuję, jak więź, która zmusza Ashtona do posłuszeństwa względem Juliana, przechodzi na mnie. Jest ciężka. Gorąca. Opada mi na ramiona jak płaszcz, o który nie prosiłam, ale który właśnie przyjęłam.

    Ashton przez chwilę patrzy na własne dłonie, jakby sprawdzał, czy naprawdę już nie należą do księcia. Potem unosi głowę i uśmiecha się do mnie. Szeroko. Z ulgą. Jak ktoś, kto właśnie przestał się topić. Pasek afekcji nad jego głową skacze na sto procent. Niebieskie serca znikają. Zostaje jedno duże, pulsujące granatowe serce.

    Zamknęłam wątek przyjaźni z Czarnym Rycerzem. W grze nigdy, przenigdy mi się to nie udało. Stoję i czuję ciężar tej więzi na sobie. Ashton wciąż klęczy. Julian patrzy na nas oboje z tym samym spokojnym, zadowolonym wyrazem twarzy. Powietrze w komnacie jest tak gęste, że prawie nie da się oddychać.

    Note