Header Background Image
    Rzeczywistość to ta część wyobraźni, co do której wszyscy się zgadzamy.

    Kraina Koszmarów

    Koszmarny prezent

    Iseul

    Na pierwszy rzut oka wydawało mi się, że Raon mieszka w najgorszym pokoju w całej posiadłości, szybko jednak okazało się, że nie miałam racji, jej pokój był najlepszy ze wszystkich. Na strychu, gdzie mieszkała, nie było żadnych osłon przed światem snów. Gdybym tylko mogła, od razu bym się z nią zamieniła. Noce bez snów były stratą czasu.   

    Siedziałam na lekcji teorii, bawiąc się kokardą od czerwonego mundurka, i nudziłam się tak bardzo, że miałam ochotę położyć się na ławce. Za nudą szła też irytacja. Wiedza, którą podawano nam o kreowaniu snów, była niepełna i okrojona. Patrzyłam na tablicę i liczyłam minuty do końca zajęć.

    Kiedy lekcja już niemal się skończyła, wyjęłam czarny notatnik. Na świeżej stronie czekał krótki, naniesiony atramentem wpis. 

    Łazienka. IV piętro. Raon.

    Przeklęłam w duchu. Niepokój narastał. Wstałam natychmiast po ostatnich słowach wykładowcy i wyszłam z sali szybciej, niż wypadało.

    — Zaczekaj! — Oliver dogonił mnie już na korytarzu. — Musimy przygotować się do zajęć — zauważył. 

    — Nie mam teraz czasu — odpowiedziałam mu chłodno.

    Chwycił mnie za nadgarstek, zatrzymując w miejscu. Wyglądał na poirytowanego.

    — Trening jest za pół godziny — zauważył. 

    — No i co z tego? — spróbowałam wyrwać rękę, ale on nie puszczał.

    — Nie pozwolę ci popsuć moich ocen — warknął. 

    Spieszyłam się, a on wyraźnie nie zamierzał mnie puścić. 

    — Więc chodź ze mną — rzuciłam z rezygnacją. — Porozmawiamy po drodze. 

    Oliver nie wyglądał na zadowolonego. Kasztanowe pasma opadały mu na czoło, jakby w pośpiechu zapomniał je z powrotem związać, a ciepłe, brązowe oczy stwardniały i straciły resztkę jasności. Szczękę miał zaciśniętą tak mocno, że cień przy ustach zrobił mu się ostrzejszy, i cała ta twarz, zwykle zbyt żywa na otwartą wrogość, teraz niosła ją bez żadnej próby ukrycia.

    — Jeśli myślisz, że… — zaczął, ale przerwałam mu w pół słowa.

    — To ważne. Jeśli będziesz stał mi na drodze, to na treningu nie kiwnę palcem — zagroziłam. 

    Spojrzał na mnie wściekłym wzrokiem, ale najwyraźniej uwierzył, że jestem zdolna to zrobić, ponieważ puścił mój nadgarstek. Ruszyłam przed siebie szybkim krokiem, a on poszedł za mną. 

    ★ ★ ★

    Raon

    To się nie działo, to nie mogło się dziać! Zaciągnęły mnie do łazienki na IV piętrze, nie zostawiajac możliwości wyboru. Wepchnęły mnie do środka. 

    — Czemu próbowałaś wciągnąć w nasze sprawy nauczycielkę? — spytała Kate słodkim głosem.

    — Naprawdę musisz udawać, że jesteś taka żałosna? — zawtórowała jej Lucy. 

    — Przecież tylko starałyśmy się, żebyś wyglądała uroczo — dodała Neva, a ja wzdrygnęłam się na samą myśl o robakach, które wpuściły do mojej szkolnej torby.

    — Teraz zobaczymy jaka naprawdę jesteś — oznajmiła Kate. — Zdejmuj mundurek. 

    — Nie, przestańcie — prosiłam, kiedy podeszły bliżej, osaczając mnie w kącie. 

    Zaczęły drzeć moją koszulę na strzępy, próbowałam się wyrwać, ale to nic nie dawało. Rozwiązana kokarda zwisała smętnie, jak zwiędły kwiat. 

    — Nie dotykajcie mnie — próbowałam się wyrwać.  

    — Nie bądź taka przerażona — roześmiała się Lucy, rozrywając guziki od mojej koszuli. 

    Neva chwyciła stojące pod zlewem wiadro i oblała mnie zimną wodą. Wszystkie się zaśmiały. Strzępy mojej koszuli trafiły na podłogę. Skrzyżowałam na piersi ramiona, próbując zasłonić swój kremowy stanik. 

    — Proszę, przestańcie, zrobię wszystko co chcecie — zarzekałam się rozpaczliwie — tylko przestańcie.

    — Wszystko, mówisz? — podchwyciła Neva. — To wspaniale! 

    Kiedy mnie puściły, upadłam na kolana. 

    Nagle drzwi się otworzyły i do środka zajrzała dziewczyna z mojej klasy. Spojrzałam na nią błagalnie, ale ona rozeznała się w sytuacji i natychmiast wyszła z łazienki, zamykając za sobą drzwi. Dopiero wtedy w pełni uświadomiłam sobie, że nikt mi nie pomoże. Zupełnie nikt. 

    — Uśmiechnij się — rzuciła Kate, chwytając mnie za włosy. — Przecież tylko się bawimy.

    Lucy podniosła moją porzuconą pod ścianą torbę i wysypała jej zawartość na podłogę. 

    — Co to takiego? — spytała podnosząc kartkę z moim portretem. 

    — Oddaj to! — krzyknęłam rozpaczliwie, próbując zerwać się z podłogi, ale Kate mnie kopnęła. 

    — Mam pomysł na nową grę — rzuciła Neva, zdejmując z nogi but i odrzucając go pod ścianę. — Oddam ci rysunek, jeśli mi go przyniesiesz. 

    — Naprawdę mi go oddacie? — spytałam cicho.

    — Jeżeli będziesz się dobrze zachowywała — obiecała Lucy. 

    Spróbowałam wstać, ale Kate znowu mnie powstrzymała.

    — Nie, nie — zaprotestowała rozbawiona. — Zrób to jak piesek, woof, woof — zaczęła udawać szczekanie, a one ponownie wybuchnęły śmiechem. 

    Na czworaka podeszłam do rzuconego buta. Wyciągnęłam po niego rękę. 

    — Och nie, bądź dobrym szczeniaczkiem, psy nie używają rąk — zamruczała Lucy. 

    Spojrzałam na nie przerażona, a wtedy Lucy zaczęła powoli drzeć mój rysunek. Łzy spływały mi po policzkach całymi strumieniami. Nie mogłam złapać tchu. Nie miałam pojęcia, dlaczego akurat tak bardzo się uwzięły, ale przecież nie tylko one mnie nienawidziły.  

    Drzwi łazienki ponownie się otworzyły. Tym razem, ku zdumieniu wszystkich, stanęła w nich Iseul. Zamarłam upokorzona i jeszcze bardziej przerażona. Nie miałam pojęcia, czy siostra mi pomoże, czy raczej… dołączy do moich oprawczyń. 

    — Och? — Iseul rozejrzała się po pomieszczeniu. — Impreza? Mogę się przyłączyć? — spytała słodkim głosem, wchodząc do środka i zamykając za sobą drzwi. 

    Ostatnie strzępy nadziei rozwiały się wraz z jej słowami. Szloch przeszedł w ciche łkanie, a ja spuściłam wzrok, nie mogąc na nią patrzeć. 

    Dziewczyny odsunęły się, robiąc jej miejsce. Ona podeszła do Lucy i wyjęła jej z reki kartkę. 

    — Raon — odezwała się spokojnie, a ja uniosłam spojrzenie na dźwięk swojego imienia. — Patrz.  

    — Nie! — krzyknęłam, kiedy Iseul przerwała szkic na pół. 

    Moje oprawczynie roześmiały się, ale nagle śmiech zamarł im na ustach. 

    Z rozdartego papieru polał się najpierw atrament, gęsty jak krew, która zapomniała o swojej barwie. Potem atrament przestał być plamą i stanął, jakby ktoś wyciągnął z kartki szkielet. Postać rosła za szybko na tak małą łazienkę — zbyt długie ramiona, za wiele stawów, twarz, która układała się i rozpadała w tym samym geście, i uśmiech tak szeroki, że nie mieścił się w ludzkich ustach. Kafelki pociemniały. Światło nad lustrem zadrżało i zgasło, a z mokrej posadzki unosił się chłód, jakby koszmar przyniósł ze sobą dno oceanu. To coś nachyliło się nad Lucy, Kate i Nevą bez pośpiechu, tylko po to, by zobaczyły, że je widzi.

    Trzy dziewczyny rzuciły się do drzwi w panice. Pchały się, ślizgały i wypadły na korytarz tak głośno, że ich krzyk potoczył się po czwartym piętrze i ucichł dopiero za zakrętem.

    Iseul została. Ja wciąż siedziałam na podłodze. Koszmar stał między nami a zamkniętymi drzwiami, a podarta kartka w palcach siostry wciąż jeszcze ciemniała, jakby nie skończyła oddawać tego, co w niej mieszkało.

    ★ ★ ★

    Iseul

    Widmo rozwiało się powoli w czarnej mgle, a ja czułam przyjemne ukłucie satysfakcji, przynajmniej dopóki nie spojrzałam w kierunku przemoczonej Raon. Wtedy na usta zaczęły mi się cisnąć same niecenzuralne słowa. 

    Szybkimi ruchami rozpięłam guziki białej koszuli, a potem zdjęłam ją z siebie i nałożyłam na skuloną na podłodze dziewczynę, sprawnie zapinając guziki. Żałowałam, że w pośpiechu zostawiłam marynarkę na oparciu krzesła w sali, bo paradowanie po szkole w samym staniku z pewnością nie było na liście moich marzeń. Było jednak również czymś, czego Raon zapewne by nie zniosła.

    Pozbierałam jej rzeczy, bylejak wrzucając z powrotem do torby. 

    — Chodź — wyciągnęłam do niej rękę, pomagając jej wstać.

    Patrzyła na mnie szeroko otwartymi oczami, ale bez słowa wyszła za mną z łazienki. 

    ★ ★ ★

    Raon

    Kiedy wyszłyśmy na korytarz szeroko otworzyłam oczy. Oparty o ścianę na przeciwko drzwi stał Oliver De’Vree. Najlepszy student w całej szkole, na dodatek pochodzący ze starego, szanowanego rodu z ogromną fortuną za plecami.  

    Był wysoki i stał tak lekko oparty, jakby korytarz należał do niego od zawsze. Kasztanowe włosy miał niedbale związane z tyłu, a kilka pasm opadało mu na czoło i w świetle lamp robiło się złote, nie tylko brązowe. Jego twarz miała ostre, lecz nie surowe rysy, a ciepłe, ciemne oczy patrzyły przed siebie z zaskakującą jasnością. W mundurku Akademii wyglądał jak żywcem wyjęty z portretu, którego nasz ród nigdy by nie powiesił na strychu, tylko w salonie, w złotej ramie, tam gdzie wisi wszystko, co wolno podziwiać. Serce zabiło mi mocniej, mimo wstydu, który wciąż jeszcze się ode mnie nie odkleił, ponieważ Oliver De’Vree był dokładnie tym, kim ja nie umiałam być — widoczny, pewny siebie i przez wszystkich brany za dobry znak.

    Teraz jednak utkwił wzrok w Iseul. Nie byłam pewna czy szerzej otwarte są jego oczy, czy usta. 

    — Czemu się rozebrałaś? — zapytał głupio. 

    Obdarzyła go lodowatym spojrzeniem.

    — Uważasz, że nie jestem wystarczająco ładna, żeby chodzić w samej bieliźnie? — odpowiedziała mu słodkim głosem. 

    Oliver zrobił się czerwony jak burak. Sprawiał wrażenie, jakby nie wiedział, gdzie podziać wzrok. 

    — Ja… to znaczy… — zaczął się jąkać. 

    — To może oddałbyś mi marynarkę? — zasugerowała Iseul, z wyraźną nutą irytacji w głosie. 

    — Tak, oczywiście — natychmiast zdjął z siebie okrycie i jej podał, a ona włożyła na siebie czerwony materiał, starannie go zapinając. 

    — Dzięki — mruknęła obojętnie. 

    Dopiero teraz chłopak przeniósł wzrok na mnie i moje mokre włosy. 

    — Co się tam wydarzyło? — spytał z napięciem w głosie. 

    — Przykro mi to mówić, ale raczej nie zdążymy na trening — rzuciła niedbale Iseul. — Idziemy prosto do sekretariatu. Ty również — zwróciła się do Olivera. — Potrzebujemy świadka. 

    — Isi, to nie ma sensu — szepnęłam, kurczowo chwytając jej przedramię. — Ja próbowałam… wiele razy. 

    Siostra spojrzała na mnie ze słodkim uśmiechem na ustach.

    — To się jeszcze okaże. 

    Kwadrans później siedziałyśmy w gabinecie dyrektora, z ciepłą herbatą na stoliku przed nami i talerzem pełnym kolorowych ciasteczek. 

    Po chwili do środka wpadł Mir. 

    — Isi, nic ci nie jest? — przypadł do niej oglądając ją z każdej strony, a ja poczułam nieprzyjemne ukłucie w żołądku. 

    Potem pojawili się nasi rodzice, a do gabinetu weszły też Lucy, Neva i Kate w towarzystwie swoich opiekunów. Harmider, który wybuchł, dyrektor uciszył gestem dłoni.   

    — Dziewczęta, najpierw wy opowiedzcie swoja wersję wydarzeń — zwrócił się do nas. 

    Iseul powoli wstała. W jej oczach lśniły łzy. 

    — One nie pozwoliły nam wyjść z łazienki — rzuciła gładkie kłamstwo niemal histerycznym głosem — oblały Roan wodą, darły nasze ubrania, jakby zupełnie oszalały. Tak się bałam, mamo — zwróciła się do naszej matki, która natychmiast wzięła ją w ramiona.

    — To słowo przeciwko słowu — rzucił chłodno jeden z opiekunów dziewczyn.  

    — Jeżeli oprawczynie nie zostaną przykładnie ukarane, wycofam moje wsparcie dla szkoły — rzucił groźbę mój ojciec, a dyrektor wyraźnie się wzdrygnął. 

    — Oczywiście, że mamy świadka — odezwała się cichutkim głosem Iseul. — Oliver wszystko widział, prawda? — zwróciła się do chłopaka. — To dzięki temu, że się pojawił, oprawczynie uciekły — dodała kolejne kłamstwo. 

    — To nieprawda! — krzyknęła histerycznie Lucy. — Ona… ona.. przywołała jakiś koszmar! 

    Dyrektor spojrzał na nią pobłażliwie. 

    — Nie przyszła ci do głowy żadna lepsza wymówka? — odezwał się ostro. — Szkoła jest chroniona wieloma barierami. Nie ma możliwości, by jakikolwiek fragment świata snów pojawił się tu poza wyznaczonymi pomieszczeniami, więc nie opowiadaj bzdur. 

    — Ale… to prawda — jęknęła roztrzęsiona Kate. 

    — Cisza! — rozkazał dyrektor. — Panie Seonwoo, oprawczynie będą przykładnie ukarane. Wszystkie trzy zostaniecie zawieszone na dwa miesiące, a wpis o dręczeniu innych uczennic zostanie na stałe w waszych aktach. Możecie pożegnać się z marzeniami o pracy w sektorze publicznym.  

    — Ale panie dyrektorze — zająknął się jeden z opiekunów. 

    — To ostateczna decyzja — oznajmił mężczyzna chłodno, a nasi rodzice pokiwali głowami z satysfakcją. 

    — Do każdego z państwa przyślemy naszych prawników — oznajmiła matka. — Ta sprawa tak się nie skończy. Żądamy odszkodowania, za krzywdy psychiczne, które poniosły nasze córki.  

    Wyszliśmy razem z gabinetu, a rodzina natychmiast otoczyła Iseul ciasnym kręgiem. 

    — Ona jest jakaś inna — stwierdził cicho Oliver, stając tuż za moimi plecami. — Chodziłem z nią do klasy przez cały poprzedni rok i nigdy się tak nie zachowywała. 

    Niepewnie skinęłam głową. 

    — Niedawno miała wypadek, uderzyła się w głowę i straciła pamięć — wyznałam. 

    Chłopak westchnął ciężko.

    — W takim razie mam nadzieję, że ta pamięć nigdy do niej nie wróci. 

    ★ ★ ★

    Iseul 

    Tego dnia już nie wróciłyśmy do szkoły. Siedziałyśmy przy kuchennym blacie i odrabiałyśmy lekcje. Dosłownie musiałam rozkazać Raon, żeby tu ze mną została, bo dziewczyna od razu chciała zaszyć się w swoim pokoju. 

    Czarny notatnik leżał otwarty między nami, tak, żeby ona również mogła czytać pisane czarnym atramentem słowa. Jej twarz zrobiła się pąsowa, niczym róża, kiedy zorientowała się, że to on powiedział mi, gdzie jej szukać. Wyglądała doprawdy uroczo. 

    To była niezła zabawa — czarne litery ułożyły się w słowa. 

    Tylko, że Raon teraz jest smutno, bo straciła swój portret — zauważyłam.

    Nie szkodzi, mam coś lepszego — zapewnił. 

    Co masz na myśli? — spytałam zaciekawiona.

    Poczekajcie, to zobaczycie. 

    Chciałam napisać coś zabawnego, ale sięgając po ołówek niechcący potrąciłam herbatę, która rozlała się po stole, zalewając notatnik. 

    Raon zerwała się z miejsca.

    — Nie! Zniszczysz go! — krzyknęła rozpaczliwie. 

    Spojrzałam na nią zaskoczona. W oczach mojej młodszej siostry lśniły łzy, a jej twarz wykrzywiona była w desperackiej rozpaczy. 

    — To tylko notatnik, wyschnie i nic mu nie będzie — próbowałam ją uspokoić. 

    — Ale on… co jeśli on zniknie? — szepnęła cicho.

    Roześmiałam się ciepło. 

    — Czy ty uważasz, że rozmawiasz z jakimś duchem notatnika, czy coś takiego? — spytałam nie potrafiąc powstrzymać rozbawienia. 

    — Ja nie… to znaczy… nie wiem — przyznała. 

    — To tylko taki sposób komunikacji, jak listy — wyjaśniłam, uznając, że nie zrozumie pojęcia czatu. — Osoba po drugiej stronie należy do świata snów, ale wiesz co? Istnieje tutaj naprawdę, w realnej formie i niedługo będziemy mogły go spotkać — obiecałam.  

    — Mówisz poważnie? — jej oczy rozszerzyły się, niczym dwie filiżanki. 

    Łagodnie pogłaskałam jej włosy.  

      — Oczywiście, a teraz to posprzątajmy — uśmiechnęłam się, wstając po ręcznik. 

    Na naszą niespodziankę nie musiałyśmy długo czekać. Kilkanaście minut później kamerdyner przyszedł do nas z dużą paczką. 

    — Przesyłka do panienek Seonwoo — zaanonsował. — Nie ma na niej nadawcy. 

    — Och, nie szkodzi — uśmiechnęłam się radośnie. — Uwielbiam niespodzianki. 

    Wspólnie otworzyłyśmy duży karton. W środku były dwa mniejsze. Jeden wysoki i podłużny, z moim imieniem na ozdobnym papierze, drugi mniejszy, kwadratowy, z imieniem Raon. Zadrżałam z ekscytacji, nie potrafiąc już dłużej powstrzymać swojej ciekawości. 

    ★ ★ ★

    Raon

    Prezent, dla mnie, z moim imieniem wypisanym znajomym charakterem pisma na ozdobnym papierze. Nie pamiętałam, czy kiedykolwiek, ktokolwiek coś mi podarował. Nawet w dzieciństwie bawiłam się wyłącznie starymi zabawkami Iseul, które najcześciej były popsute, zanim w ogóle trafiły w moje ręce, a teraz dostałam prezent. Prawdziwy. Przeznaczony tylko dla mnie. 

    Moja siostra postawiła swój karton na stole i rozerwała ozdobny papier. W środku była czarna, wysoka doniczka z kiełkującą z ziemi sadzonką. Iseul uśmiechnęła się szeroko. 

    — Jest idealna — wymruczała wyraźnie zachwycona, a ja nie byłam pewna, co takiego wspaniałego widzi w tej niepozornej roślince. 

    Powoli, z niemal nabożną czcią, zaczęłam rozwijać własny papier. Zanim jednak zdążyłam otworzyć pudełko, do kuchni weszła nasza matka. Przyjrzała się uważnie doniczce. 

    — Kochanie, nasza Iseul dostała prezent — zawołała do ojca, który już chwilę później stał przy niej.

    Ojciec dokładnie obejrzał doniczkę. 

    — Nie ma wątpliwości, że to artefakt — stwierdził stanowczo mężczyzna. — Wezwij rzeczoznawcę — zwrócił się do kamerdynera. 

    — Skarbie, od kogo go dostałaś? — spytała zachwycona matka. 

    — Nie jestem pewna — Iseul skłamała bez zająknięcia — może to ukryty adorator? — podsunęła radośnie. 

    Wycofałam się od stołu, chowając swoje pudełko za plecami. Na szczęście nikt nie zwracał na mnie uwagi. Byłam pewna, że jeżeli również dostałam cokolwiek cennego, oni od razu mi to zabiorą. 

    Pół godziny później przybył rzeczoznawca. Natychmiast zaczął krążyć wokół doniczki, wyjmując z walizki kolejne urządzenia i wydając pomruki zachwytu. 

    — Nie ma wątpliwości, to artefakt wysokiej klasy — oznajmił po oględzinach. — Państwa córka jest prawdziwą szczęściarą, jeżeli oświadczy jej się ktoś, kogo stać na takie prezenty… 

    — Och oczywiście — zachwyciła się matka, a potem we trójkę zaczęli rozpływać się nad wspaniałością Iseul. 

    — Co tam chowasz? — zwrócił się do mnie ojciec, po wyjściu rzeczoznawcy. 

    Przerażenie chwyciło mnie za gardło. Mój pierwszy w życiu prezent. Byłam pewna, że właśnie go straciłam. 

    ★ ★ ★

    Iseul

    Przewróciłam oczami. Niestety rodzice byli okropnie przewidywalni i to wcale nie w pozytywny sposób, szczególnie jeśli chodziło o Raon. Podeszłam do niej pewnym krokiem. 

    — Pokaż to — zażądałam, a ona natychmiast przekazała mi pakunek. — To z mojej paczki — zwróciłam się do ojca. Od niechcenia otworzyłam karton z ulgą przyjmując, że to pluszowy królik, który w genialny sposób kamuflował swoją mroczną energię. On jak zawsze myślał o każdym, nawet najdrobniejszym szczególe, a w tym momencie wziął też pod uwagę położenie, w jakim była Raon. — To jakiś głupi pluszak — pokazałam go pobieżnie ojcu — nie chcę go, możesz go zatrzymać — wcisnęłam królika w ramiona siostry. — Zabierz go na górę.    

    Ona szybko skinęła głową, a potem uciekła na schody, jakby coś ją goniło. Przez cały czas ściskała maskotkę w objęciach. Nie byłam przekonana, czy to na pewno bezpieczne, ale miałam nadzieje, że nie dałby jej czegoś, co mogłoby jej w jakiś sposób zagrażać. Uznałam, że to raczej ostrzeżenie. Dla każdego, kto wpadły na pomysł, żeby znowu dręczyć Raon. 

    ★ ★ ★

    Raon

    Uciekłam do swojego pokoju i zamknęłam drzwi, zanim ktokolwiek zdążył zmienić zdanie. Dopiero tam, pod skosem dachu, przyjrzałam się uważniej prezentowi.

    Rozumiałam, dlaczego Iseul nazwała go głupim pluszakiem. Nie chciała, żeby ojciec mi go zabrał. Ta myśl była jasna, a mimo to słowa trochę bolały, ponieważ po raz pierwszy ktoś napisał na paczce moje imię.

    Królik był biały i trochę upiorny. Zamiast jednego oka miał wszyty guzik, a na boku biegło zaszyte rozdarcie, jakby ktoś już kiedyś próbował mu wyjąć serce. W kilku miejscach futerko ciemniało na kolor starej plamy, która mogła być krwią albo tylko cieniem szwu. Trzymałam go obiema rękami i nie umiałam przestać się w niego wpatrywać.

    Byłam nim szczerze zachwycona. Prezent pasował do czarnego tuszu z notatnika, do szkiców, które wychodziły spośród słów, i do izby, w której od zawsze mieszkałam. Może był zupełnie zwyczajny, może nic nie umiał, ale i tak był tylko mój.

    Note