Rozdział Pierwszy – Kraina koszmarów
by Vicky
Świat ze snów
Raon
Z przerażeniem obserwowałam, jak moja siostra, Iseul, spada z konia, bo zwierzę przestraszyło się ptaków, które zerwały się do lotu, stanęło dęba i zrzuciło ją na ziemię. Podbiegłam do niej natychmiast i uklękłam na trawie. Musiała uderzyć głową o gałąź, ponieważ na jej czarnych włosach widniała już krwawa plama.
— Iseul! — krzyknęłam przerażona.
— Odsuń się! — warknął nasz starszy brat i odepchnął mnie brutalnie na bok. — Wezwijcie lekarza! — zawołał do służby.
Przyglądałam się, jak wokół nich zbiera się coraz więcej osób. Za zgodą lekarza Mir podniósł Iseul, jakby nic nie ważyła, i zaniósł ją do jej pokoju. Po chwili dołączyli do nich przerażeni matka i ojciec.
Chciałam wejść za nimi do pokoju, lecz matka stanęła w progu i odcięła mi drogę.
— Nie przeszkadzaj! — warknęła i zamknęła mi drzwi przed nosem.
Usiadłam na podłodze po drugiej stronie korytarza i z niepokojem czekałam na jakiekolwiek wieści o stanie siostry.
★ ★ ★
Iseul
Obudziłam się. Naprawdę się obudziłam! Rozejrzałam się dookoła. Pokój, w którym się znalazłam, wyglądał jak żywcem wyjęty z opowieści fantasy.
Komnata była jasna i przestronna, a światło wpadało przez wysokie okna tak szeroko, że biel ścian nie potrzebowała lamp. Przezroczyste firany kołysały się przy balkonowych drzwiach, a za nimi ciężkie, kremowe kotary spływały aż do podłogi, jakby ktoś uszył je z dziennego blasku, nie z tkaniny. Łóżko, na którym się ocknęłam, stało pod rzeźbionym baldachimem i tonęło w jedwabiu, tak miękkim, że moje puste mieszkanie wydało mi się nagle schowkiem na miotły. Naprzeciwko błyszczała toaletka z owalnym lustrem w złotej ramie, a obok niej pęk żywych, kwiatów osiadał w porcelanie, która na pewno nie pochodziła z żadnej drogerii po drodze z metra. Dywan gasił dźwięk kroków, zanim te zdążyły powstać, i całe to wnętrze pachniało czystym płótnem, woskiem i kwitnącym ogrodem.
Powoli wstałam z łóżka i podeszłam do okna. Kiedy wyjrzałam na zewnątrz, zamarłam urzeczona. Ogród był ładny i uporządkowany, ale wyglądał zwyczajnie, za to niebo… ono zdecydowanie nie należało do mojego świata.
Nad zwykłymi drzewami rozciągała się połać, która nie mogła się zdecydować, czy jest dniem, czy raną po nocy. W jednym skrawku błękit trzymał się jeszcze przyzwoicie, a obok niego fiolet sączył się w złoto, jakby ktoś rozlał farby i zapomniał je wytrzeć. Chmury nie płynęły. Chmury stały pionowo, jak żagle wbite w powietrze, i przez ich brzegi prześwitywało drugie niebo, ciemniejsze, usiane punktami światła, które mrugały w pełnym słońcu. Nisko nad horyzontem wisiał blady kształt podobny do księżyca, tylko że drugi, mniejszy, okrążał go powoli, jakby niebo miało źrenicę. Światło padało z góry i od spodu jednocześnie, więc cienie w ogrodzie kłamały co do kierunku, a ja otworzyłam okno na całą szerokość, ponieważ piękno tego zjawiska miało w sobie ten sam głód, który kiedyś zobaczyłam w oku naszkicowanego wieloryba.
Nareszcie byłam w świecie, w którym tak bardzo pragnęłam się znaleźć.
Powoli podeszłam do lustra, by się w nim przejrzeć. Moim oczom ukazała się nieznajoma twarz. W złotej ramie tkwiła dziewczyna, której nigdy nie widziałam w lustrzanym odbiciu. Długie, czarne włosy spływały prosto aż poniżej ramion, a grzywka układała się na czole tak równo, jakby ktoś narysował ją świadomie, nie tak, jak moje dawne pasma wymykające się z kucyka po całym dniu. Skóra miała jasność porcelany, lecz przez tę jasność przebijał żywy rumieniec, więc policzki nie wyglądały na chore, tylko na zbyt dobrze utrzymane. Jasnoniebieskie oczy patrzyły na mnie ostro i czysto, a ja nie umiałam w nich znaleźć siebie. Na czole, tuż pod czarną linią włosów, owinięty miała bandaż, i właśnie ten jeden defekt przekonał mnie, że szkło nie kłamie. Ta twarz była piękna, obca i moja w tym samym odbiciu.
Dopiero po chwili uświadomiłam sobie, że muszę znaleźć notes. Powinien być blisko mnie. Zaczęłam szukać, czując, jak powoli ogarnia mnie panika. Bez niego… byłam tu zupełnie sama, zdana wyłącznie na siebie.
Odrzuciłam kołdrę i wsunęłam ręce pod poduszki, a palce znalazły tylko chłód jedwabiu. Padłam na kolana i zajrzałam pod ramę łoża, potem szarpnęłam szuflady toaletki, aż porcelana na blacie zadźwięczała, jakby chciała mnie powstrzymać. Przejrzałam stos sukien w szafie, która stała pod ścianą.
Usiadłam na podłodze przy ostatniej szufladzie, ponieważ nagle zabrakło mi tchu. Czarnego notesu nigdzie nie było.
Nagle drzwi do pokoju się otworzyły. Stanęła w nich odziana w wiktoriańską suknię pokojówki kobieta.
— Panienka Iseul się obudziła! — krzyknęła do kogoś na zewnątrz, a potem podbiegła do mnie. — Panienko Iseul, nic panience nie jest?
Iseul, więc tak miałam teraz na imię. Słowo smakowało przyjemnie i świeżo. W jednej chwili zdecydowałam, jaką maskę najwygodniej będzie teraz przybrać.
— Przepraszam, ale kim jesteś? Niczego nie pamiętam — odezwałam się cicho.
— Och, panienko! — kobieta sprawiała wrażenie szczerze zaniepokojonej.
Po chwili dołączył do nas młody mężczyzna. Był niewiele starszy od twarzy, którą przed chwilą zobaczyłam w lustrze, a rysy miał blade i ostre, jakby ktoś ciosał je spokojnie, nie w pośpiechu. Czarne włosy opadały mu na czoło, lecz przez czerń przebijały coraz szersze pasma bieli i to właśnie one zatrzymały mój wzrok. Jasne oczy osiadły na mnie od progu z ulgą, a obcy patrzył na mnie tak, jakby od wielu godzin nie umiał oddychać bez mojego cienia. Stanął tuż obok mnie i cała jego postawa mówiła, że przyszedł do kogoś, na kim mu zależy.
Łagodnym gestem pomógł mi wstać z podłogi.
— Isi, to prawda? Straciłaś pamięć? Wiesz kim jestem? — pytał zaniepokojony.
Przecząco pokręciłam głową.
— Przykro mi, ale… nie pamiętam — odezwałam się łagodnie.
— Zaraz zbada cię lekarz — obiecał. — Mam na imię Mir i jestem twoim starszym bratem — wyjaśnił czułym głosem.
Wyglądało na to, że był bratem, który troszczył się o swoją siostrę.
Przykro mi, Mir, ale Iseul nie żyje i już tutaj nie wróci, inaczej nie znalazłabym się w jej ciele — pomyślałam.
Skoro mam ją zastąpić, obiecałam sobie, że będę najlepszą siostrą na świecie.
— Co się wydarzyło? — spytałam szczerze zaciekawiona.
— Miałaś wypadek, spadłaś z konia — powiedział, wyciągając dłoń i czułym gestem przesuwając ją po moich włosach.
Odetchnęłam z ulgą. Więc to tak zginęła Iseul. Żadnych chorób, zamachowców, niczego, co mogłoby później sprawiać mi problemy. Mój przyjaciel naprawdę się postarał. Myśl o nim natychmiast przypomniała mi, że muszę odnaleźć czarny notes. Za wszelką cenę.
★ ★ ★
Raon
Kiedy usłyszałam, że Iseul się obudziła, natychmiast zbiegłam na dół. W salonie zebrała się już cała rodzina. Był nawet dziadek, który rzadko kiedy spędzał z nami czas. Mama pytała Iseul, jak się czuje, tata patrzył na nią poświęcając jej całą swoją uwagę, Mir siedział obok naszej siostry, w każdej chwili gotowy coś jej przynieść, gdyby tylko potrzebowała, lub chociaż podsunąć dodatkową poduszkę.
Przez chwilę poczułam nieprzyjemne ukłucie, że nikt mnie nie zawołał, ale szybko wzięłam się w garść. Iseul miała poważny wypadek, wszyscy się o nią martwili, to nie czas na bycie samolubną młodszą siostrą.
— Raon, zachowuj się i nie biegaj po domu! — odezwał się ojciec na mój widok.
— Przepraszam — zająknęłam się. — Chciałam jak najszybciej upewnić się, że wszystko w porządku…
— Nie ważne — mruknęła matka. — Skoro już tu jesteś, to nalej nam herbaty — zażądała, a ja od razu rzuciłam się spełnić jej polecenie.
— Słoneczko moje, mam dla ciebie prezent — dziadek zwrócił się do Iseul, podając jej eleganckie pudełeczko. — To artefakt — wyjaśnił, kiedy wyjęła z niego delikatny srebrny wisiorek, z niebieskim kamieniem, oprawionym w misternie wykonaną srebrną ramkę w kształcie bluszczu. — Kiedy chwycisz go w dwa palce rozjaśni nawet najciemniejszy mrok. Przyda ci się na czekających cię treningach — zapewnił.
Wpatrywałam się niedowierzająco w trzymany przez siostrę wisiorek. Prawdziwy artefakt. Musiał kosztować fortunę. Nasza rodzina co prawda była zamożna, ale za cenę najsłabszego artefaktu można było kupić prywatną wyspę, a ten wcale nie wyglądał na najniższą rangę.
Iseul uśmiechnęła się promiennie.
— Dziękuję dziadku — odezwała się radośnie, jakby właśnie otrzymała od niego po prostu ładną biżuterię.
— Raon, nie stój tak — zganiła mnie matka. — Przynieś nam z kuchni ciasto.
Jej rozkaz wyrwał mnie z otępienia. Odwróciłam wzrok od wisiorka i posłusznie wyszłam z salonu.
★ ★ ★
Iseul
Byłam coraz bardziej zdeterminowana. Nigdzie nie mogłam znaleźć mojego notesu. Miałam pewność, że w tak dużej posiadłości musiała znajdować się biblioteka, a to mógł być dobry trop.
Przez okno swojego pokoju zobaczyłam siedzącą na ławce w ogrodzie dziewczynę, która usługiwała nam dzisiaj podczas spotkania rodzinnego. Miała na sobie prostą, szarą sukienkę i płasko związane, jasnobrązowe włosy. Jej duże oczy i blada cera wyglądały trochę tak, jakby sama mogła zostać bohaterką koszmarnego snu. Skoro nic teraz nie robiła, to może będzie chciała mi pomóc. Z tą myślą zeszłam do ogrodu.
Kiedy do niej podeszłam, ona wciąż siedziała na ławce.
— Hej, masz na imię Raon, prawda? — oceniłam ją wzrokiem. Natychmiast skinęła głową, wyraźnie zaskoczona, że nad nią stoję. — Wiem, że pewnie masz teraz przerwę, ale może mogłabyś mi pokazać bibliotekę? — spytałam ciepłym głosem.
Jej oczy rozszerzyły się, kiedy na mnie spojrzała, a ja nie potrafiłam odgadnąć, co się za nimi kryje.
— Oczywiście, Iseul, co tylko sobie życzysz — odezwała się z entuzjazmem.
— Świetnie, więc chodźmy — uśmiechnęłam się do niej.
Weszłyśmy do domu w milczeniu. Zwracała się do mnie po imieniu, nie nazywając mnie panienką, jak pozostała służba. To wzbudziło moją ciekawość. Może jednak nie była służącą? Przyszło mi do głowy, że mogła być ubogą kuzynką, którą rodzina Seonwoo wzięła pod swoje skrzydła. W każdym razie nie widziałam jej na żadnym ze wspólnych portretów.
— Jesteśmy na miejscu — zatrzymała się przed szerokimi drzwiami na końcu korytarza na drugim piętrze.
— Dziękuję, wejdziesz ze mną? — spytałam z uprzejmości, odrobinę zaciekawiona, kim może być ta dziewczyna.
Raon jednak przecząco pokręciła głowa.
— Nie wolno mi wchodzić do biblioteki — oznajmiła spuszczając wzrok.
— Rozumiem — skłamałam, bo nie miało to teraz znaczenia. — W takim razie zobaczymy się później — rzuciłam jej przez ramię i pchnęłam masywne drzwi, zostawiajac ją na korytarzu.
Biblioteka była ogromna i cudowna zarazem.
Wysokie regały wędrowały ku stropowi tak daleko, że górne grzbiety tonęły już w cieniu galerii, a wąskie drabiny stały przy półkach niczym gąszcz drzew w lesie. Światło wpadało przez smukłe okna i kładło na parkiecie długie pasy, w których pył tańczył powoli, jakby sam pragnął ułożyć się w litery. Stoły do czytania pachniały woskiem i starym papierem, złote napisy na skórzanych grzbietach błyszczały nawet tam, gdzie ręka nie sięgała, a cisza miała w sobie realny ciężar. Stanęłam pośrodku nawy i przez chwilę tylko oddychałam zapachem farb drukarskich i drewna. Nawet, jeśli nie znajdę tu notesu, byłam pewna, że to będzie moje ulubione miejsce w tym domu.
Po chwili za moimi plecami pojawiła się postać młodej kobiety. Miała długie, ciemne włosy w lekkim nieładzie i białą szatę, która była na nią zdecydowanie za duża, więc materiał zsuwał się z ramion i gubił jej sylwetkę, jakby dziewczyna pożyczyła strój kogoś wyższego.
— Pomóc panience znaleźć właściwy dział? — zapytała cicho.
— Byłabym bardzo wdzięczna — obdarzyłam ją ciepłym uśmiechem. — Przepraszam, ale miałam wypadek, po którym straciłam wspomnienia. Jesteś bibliotekarką, prawda? Czy mogłabyś mi przypomnieć, jak masz na imię?
Ona spojrzała na mnie nieśmiało.
— Nazywam się Aisha, panienko i wiem dokładnie, gdzie znajduje się każda możliwa książka.
— Cudownie! — ucieszyłam się szczerze. — A widziałaś może ostatnio oprawiony w czarną skórę notatnik? — spytałam z nadzieją.
Przecząco pokręciła głową.
— Przykro mi, ale nie było go tutaj. Wiedziałabym, gdyby tu został — zapewniła.
— Mogę się rozejrzeć? — poprosiłam.
— Oczywiście — zgodziła się natychmiast.
Kiedy ruszyłam ku regałom, szła obok mnie ramię, w ramię, opowiadając mi o literaturze, którą znajdę na półce, w którą akurat się wpatrywałam. Aisha miała rozległą wiedzę, a jej towarzystwo szybko zaczęło sprawiać mi niekłamaną przyjemność.
★ ★ ★
Raon
Powoli weszłam do klasy. Czułam obezwładniający mnie strach. Jedyne czego pragnęłam, to usiąść w swojej ławce, nieniepokojona przez nikogo. Jednak, kiedy przechodziłam obok krzesła Nevy, ona natychmiast wyciągnęła nogę, zagradzając mi przejście.
— Och, Raon, jesteś dzisiaj wyjątkowo wcześnie — odezwała się słodkim głosem, który nigdy nie wróżył niczego dobrego.
Kiedy się zatrzymałam, Lucy z ławki obok wyciągnęła rękę trzymającą nożyczki i przecięła materiał mojej spódnicy od mundurka. Natychmiast od niej odskoczyłam, upuszczając trzymane książki.
— Ojej, twoje nogi są takie blade, Raon — odezwała się rozbawiona dziewczyna.
— Jak uroczo, widać twoje majtki Raon — zawtórowała jej Neva. — Nie ukucniesz i nie pozbierasz swoich książek? — spytała, a jej słowa ociekały miodem.
Ukucnęłam, starając się je zignorować, ale kiedy sięgałam po podręczniki, Lucy kopnęła je poza zasięg moich rąk.
Niektórzy uczniowie się roześmiali, pozostali wbijali wzrok w blaty swoich ławek, udając, że niczego nie widzą.
— Nie gniewasz się na nas, prawda? — spytała Lucy. — Naprawdę nie miałyśmy na myśli nic złego. Po prostu nasze żarty czasami idą za daleko — wymruczała wyraźnie zadowolona z siebie.
— Czemu nas ignorujesz, Raon? — spytała Kate. — Martwimy się o ciebie. Naprawdę chcemy być twoimi przyjaciółkami — zapewniła ciepłym tonem. — Jeśli będziesz nas unikała, będzie nam bardzo przykro.
— Poważnie — zawtórowała jej Neva. — Bardzo nam na tobie zależy, wszystkim trzem, więc czemu traktujesz nas z takim chłodem?
— Wiem, co zrobić, żebyś była jeszcze ładniejsza — stwierdziła Lucy, obracając w dłoni butelkę z wodą. — W mokrych ubraniach będziesz wyglądała naprawdę pięknie, prawda? — ni to spytała, ni to stwierdziła, wstając z ławki i pochylając się nade mną.
Ogarnęła mnie panika.
— Proszę, przestańcie! — zerwałam się z podłogi.
— Zostań, tam gdzie byłaś — rozkazała Neva, również wstając i popychając mnie na podłogę, a ja, zbyt przerażona, żeby stawiać jakikolwiek opór, opadłam na kolana.
Lucy powoli przechyliła butelkę nad moją głową, oblewając mnie zimną wodą. Zacisnęłam zęby.
Drzwi się otworzyły i do klasy weszła nauczycielka. Dziewczyny usiadły na swoich miejscach. Kobieta spojrzała na mnie niechętnym wzrokiem.
— Pospiesz się i zajmij swoje miejsce — poleciła sztywno.
— Proszę Pani — odezwała się Kate — chciałam pomóc Raon podnieść książki, zawsze jest taka niezdarna — oznajmiła wstając z ławki i podnosząc moje podręczniki, po czym podeszła i położyła mi je na ławce.
Nauczycielka spojrzała na mnie z irytacją.
— Raon, dlaczego to zawsze ty musisz robić zamieszanie? Szkoła to nie plac zabaw.
Plac zabaw? Czy ona sądziła, że wszystko, co mi robiły to jakaś gra? Moje łzy i upokorzenie były dla niej zabawą?
Nie powiedziałam jednak ani słowa. Usiadłam w ławce, spuszczając wzrok i czekając, aż rozpocznie się lekcja.
Podczas przerwy schowałam się w szkolnej czytelni, sklejając rozcięcie w spódnicy taśmą klejącą, pożyczoną od starszej bibliotekarki, która nigdy nie zadawała pytań. Usiadłam przy jednym ze stołów w rogu pomieszczenia i otworzyłam torbę. To było jedyne miejsce w szkole, w którym czułam się bezpieczna.
Wyjęłam z torby piórnik i sięgnęłam po zeszyt, ale zamiast niego wyciągnęłam z niej oprawiony w skórę czarny notatnik. Przyjrzałam się mu zaskoczona. Nigdy wcześniej go nie widziałam. Położyłam go na stole i zaczęłam kartkować. Był zapisany zdaniami w języku, którego nie znałam. Dwa różne charaktery pisma, wyraźnie różniące się od siebie ołówek i czarny atrament, jakby ktoś z kimś rozmawiał. Niektóre strony zajęte były przez staranne szkice stworzeń ze snów, które od czasu do czasu przedzierały się do rzeczywistego świata. Przekartkowałam notatnik jeszcze raz. Nigdzie nie było nazwiska właściciela.
Ni stąd ni zowąd poczułam przemożną ochotę, żeby coś w nim napisać. Otworzyłam notatnik na pierwszej pustej stronie i wyciągnęłam ołówek.
Chcę być taka, jak moja siostra — napisałam starannym pismem, jakby notes magicznie mógł spełnić moje życzenie.
Kim jesteś? — nagle pod moim zdaniem pojawiły się naniesione czarnym atramentem litery.
To było to samo pismo, które widziałam na wcześniejszych stronach, tylko tym razem słowa napisane zostały w dobrze mi znanym języku.
Niemalże odskoczyłam do tyłu, gwałtownie zamykając notes. Co to do licha miało być?! Po chwili zebrałam się na odwagę i ponownie go otworzyłam. Powoli przyłożyłam czubek ołówka do papieru.
Mam na imię Raon i mam siedemnaście lat, a ty? — odpisałam pierwsze, co mi przyszło do głowy.
Skąd masz ten notes? — ukazało się kolejne pytanie i zero odpowiedzi.
Przez dłuższą chwilę wpatrywałam się w nierealne litery, które znowu pojawiły się znikąd.
Znalazłam go w mojej torbie — przyznałam szczerze.
Interesujące. Oddaj go właścicielce.
Z trudem przełknęłam ślinę. Słowa brzmiały… jak groźba.
Kim jest właścicielka notatnika? — spytałam. — Oddam go, jak tylko mi powiesz komu.
Naprawdę go nie zabrałaś?
Przysięgam!
Przez dłuższą chwilę nic się nie działo.
Dobrze, powiedzmy, że ci wierzę. — W końcu pojawiły się słowa. — Możesz mi pomóc? Musisz ją dla mnie odnaleźć. W zamian… ja pomogę tobie stać się osobą, jaką chcesz być.
Jak ją rozpoznam? — spytałam niepewnie.
Ona rozpozna notatnik — zapewnił mnie rozmówca. — Wystarczy, że go zobaczy. To na pewno ktoś, z twojego otoczenia.
Wzięłam głęboki oddech. Przez dłuższą chwilę wpatrywałam się w pachnący świeżym atramentem papier, upewniając się, że naprawdę nie zwariowałam i nie wyobraziłam sobie pojawiających się znikąd czarnych liter.