Header Background Image
    Rzeczywistość to ta część wyobraźni, co do której wszyscy się zgadzamy.

    Kraina Koszmarów

    Tańczące płomienie

    Iseul

    Ku niezadowoleniu Olivera, uparłam się, żeby po lekcjach wrócić z nim do rezydencji rodu De’Vree. Nie chciałam go denerwować, ale nie zamierzałam przepuścić okazji do spotkania się z Cassianem i Raon. 

    Kiedy weszliśmy do holu, zauważyłam czarną mgłę ze świata snów. Zazwyczaj nie wzbudzała we mnie niepokoju, ale teraz wyraźnie poczułam, że coś jest nie tak. Była inna. Oliver wszedł do środka, jak gdyby nigdy nic, a ja ruszyłam za nim.

    — Isi, nie! — usłyszałam krzyk Cassiana, ale było już za późno, Olivera i mnie ogarnęła ciemność. 

    Kiedy znów odzyskałam wzrok staliśmy w piwnicy. Smród moczu i wymiocin mieszał się z zapachem krwi, był nie do zniesienia. Na środku pomieszczenia stała klatka, a w niej skulony siedział chłopiec. Postać była wychudzona, jego ubranie było w strzępach, na ciele miał liczne ślady siniaków i zadrapań. 

    Wtedy do pomieszczenia weszła bogato odziana kobieta. Nachyliła się nad klatką, a dziecko cofnęło się przerażone. 

    — Grzeczny chłopiec — zamruczała, otwierając klatkę. — W co dzisiaj będziemy się bawić? 

    — Mamo? — spytał drżącym głosem Oliver, robiąc krok naprzód. 

    Chwyciłam go za rękę.

    — Ona nas nie widzi — poinformowałam go cicho — to tylko wspomnienie. 

    Oliver ścisnął moją dłoń zdecydowanie zbyt mocno, ale pozwoliłam mu na to.

    Kobieta zdjęła ze ściany długi bat.

    — Wychodź — warknęła go chłopca, a kiedy ten wyszedł, kopnęła go, przewracając na podłogę. 

    Uderzenia padały raz za razem, chłopiec kulił się w pozycji embrionalnej, zasłaniając głowę rękami. 

    Oliver puścił moją dłoń i rzucił się do przodu, chcąc odepchnąć kobietę od chłopca, ale przeleciał przez nią na wylot. Padł na kolana, błagając, żeby przestała. 

    Sceny zmieniały się jak w kalejdoskopie. Kolejni mali chłopcy, poddawani przez panią De’Vree coraz bardziej wymyślnym i okrutniejszym torturom. Gnijące w piwnicy drobne ciała. 

    Patrzyłam na to zniesmaczona, zastanawiając się, jak mam wydostać się z tych wizji. Miałam nadzieję, że Cassian ją odpowiednio ukarał, bo śmierć, to zdecydowanie było dla tej kobiety zbyt mało. Podeszłam do drżącego na kamiennej posadzce Olivera. Jego twarz była mokra od łez. Nie byłam pewna, co mogę mu powiedzieć i czy w ogóle istnieją w takiej sytuacji odpowiednie słowa. Położyłam dłoń na jego włosach i pogłaskałam go delikatnie.

    — Wstań — poprosiłam, a on spojrzał na mnie błagalnie, jakbym miała moc, żeby wymazać te wydarzenia. 

    Powietrze rozdarła ciemna mgła, a za nami pojawił się Cassian. Nareszcie! Chwycił Olivera za ramię i podniósł go z podłogi, zgarniając mnie drugą ręką, a potem wyciągnął nas na zewnątrz. 

    — Nic ci nie jest? — spojrzał zaniepokojony. — Nie chciałem, żebyś to zobaczyła — westchnął. 

    Oliver stanął pewnie na nogach. Jego oddech był przyspieszony, twarz opuchnięta od łez, a spojrzenie ogarnęła czysta furia. Rzucił się na brata z pięściami. Cassian pozwolił mu się uderzyć, nie przywołał do siebie cieni, czarnej mgły, ani żadnej z podwładnych sobie istot. Potem, jak gdyby to była najzwyklejsza na świecie potyczka między braćmi, po prostu mu oddał.  

    Pierwszy cios Olivera trafił w szczękę. Cassian przekrzywił głowę, ale nie upadł. Drugi poszedł w tors i również trafił. Dopiero wtedy brat podniósł ręce. Nie zasłaniał się cieniem. Zasłaniał się przedramieniem, jak człowiek, i oddał cios w ramię, krótko, bez dokładania. Oliver zatoczył się i wrócił. Bił źle, za szeroko, z płaczem, który jeszcze nie przeszedł mu przez gardło. Cassian przyjmował ciosy, cofał się o krok i nie szukał słabych punktów. Trafiał w bark, w żebra, tam, gdzie boli, ale da się wstać.

    — Przestańcie — zażądałam.

    Nie przestali. Oliver zahaczył brata o kołnierz i ściągnął go na kamienną posadzkę. Przez chwilę turlali się jak chłopcy na korytarzu, tylko że jeden z nich nie wiedział, co zrobić z własnymi emocjami, a drugi milczał. Cassian przetoczył go na plecy, przytrzymał nadgarstki, ale nie ścisnął ich mocniej, niż trzeba. 

    — Wystarczy — powiedział Cassian.

    Oliver szarpnął się jeszcze raz, a potem znieruchomiał. Cassian puścił jego nadgarstki i wstał. Na wardze miał krew. Na jego twarzy nie było śladu gniewu. Był spokojny, prawie obojętny, jakby pozwolił młodszemu bratu zużyć złość do końca i uznał sprawę za zamkniętą. Oliver został na podłodze. Oddychał ciężko. Cassian otrzepał spodnie i spojrzał na mnie. Skinęłam mu głową, dając znać, że ze mną wszystko w porządku. Nie byłam tylko pewna, jak powinniśmy w tej sytuacji podejść do Olivera. 

    ★ ★ ★

    Raon

    Niemalże wbiegłam do gabinetu Cassiana i zaskoczona zatrzymałam się w progu. Moja siostra siedziała na kanapie, a Oliver spał zwinięty w kłębek, z głową na jej kolanach. Isi delikatnie gładziła jego włosy. Cassian krążył nad nimi wyraźnie spięty, ale w żaden sposób nie reagował. 

    Po chwili otrząsnęłam się z szoku i przypomniałam sobie, dlaczego tu przyszłam.

    — Podobno pali się północne skrzydło — wyrzuciłam z siebie. — Powinnismy wyjść na zewnątrz. 

    Cassian spojrzał na mnie przelotnie, a potem wrócił wzrokiem do Isi i leżącego na jej kolanach Olivera.

    — Niczym się nie martw, pożar nie wyjdzie poza północne skrzydło.

    — Ale… — zaprotestowałam zaskoczona. 

    — Raon, odpuść — poprosiła Isi. — Po prostu nam zaufaj. Żadne z nas nigdy nie naraziłoby cię na niebezpieczeństwo.

    Wzięłam głęboki oddech. Przecież zupełnie nie o to mi chodziło. Bałam się o nich, nie o siebie. Ponownie skierowałam wzrok na Cassiana i zesztywniałam. Jego dłoń z całej siły zaciskała się na oparciu kanapy, szczękę również miał zaciśniętą i nie odrywał wzroku od mojej siostry. 

    — Cassian, coś się stało? — zapytałam niepewnie. 

    — Tak — odpowiedział automatycznie. — Nie — zaprzeczył sam sobie, groźnym warknięciem.

    — Cassian? — dopiero teraz Isi uniosła na niego wzrok. — Och! — wyrzuciła z siebie, nie spuszczając spojrzenia z jego twarzy. 

    Powoli wstała, delikatnie wysuwając się spod Olivera i układając jego głowę na poduszce. Chłopak coś cicho jęknął przez sen i skulił się jeszcze mocniej. Iseul podeszła do Cassiana i oderwała jego dłoń od oparcia kanapy. On natychmiast przyciągnął ją do siebie, zamykając w stalowym uścisku.

    — Jak się tego pozbyć? — zawarczał cicho do Isi. 

    Ona w odpowiedzi jedynie wzruszyła ramionami. Uśmiechnęła się do niego łagodnie, uniosła dłoń i przesunęła nią po jego policzku.

    — Ludzie uczą się kontrolować zazdrość od najmłodszych lat. Ona raczej nie znika, po prostu wraz z doświadczeniem łatwiej jest nam ją tłumić — wyjaśniła.

    — Jestem w tym ekspertką — wtrąciłam się i zamilkłam, poniewczasie zdając sobie sprawę, że wcięłam się w ich rozmowę. — To znaczy… zawsze byłam zazdrosna o Iseul — dodałam niepewnie. 

    Ona roześmiała się cicho. Wyplątała się z ramion Cassiana, podeszła do mnie i delikatnie pogładziła moje włosy. 

    — Już nigdy więcej nie musisz być o mnie zazdrosna — zapewniła. — Jeżeli chcesz czegoś, co należy do mnie, po prostu mi o tym powiedz. 

    Spuściłam wzrok. 

    — Zawsze chciałam być taka, jak ty — wyznałam w przypływie szczerości — ale już tego nie chcę — dodałam pewnym głosem. — Wolę, kiedy się mną opiekujecie. 

    Isi obdarzyła mnie promiennym uśmiechem. 

    — Oczywiście, że będziemy się tobą opiekować — zapewniła. 

    Cassian podszedł i objął ją od tyłu ramionami. 

    — Bycie człowiekiem bywa piekielnie trudne — stwierdził nieco naburmuszony. 

    Ona w odpowiedzi oparła się o niego plecami. Stałam przy kanapie i nie wiedziałam, gdzie podziać ręce. Oliver spał dalej, z głową na poduszce, i tylko raz drgnął, kiedy w domu trzasnęły gdzieś drzwi. Z północnego skrzydła nie dobiegał już krzyk. Dobiegał zapach dymu, słaby, jakby pożar naprawdę znał swoją granicę.

    — Czyli nie wychodzimy? — upewniłam się na wszelki wypadek.

    — Nie ma takiej potrzeby — odparł Cassian.

    Jego ręce nadal leżały na brzuchu Isi, ale szczęka nie była już tak zaciśnięta. Spojrzał na Olivera, zatrzymując na nim wzrok zdecydowanie krócej niż przed chwilą. Isi odwróciła głowę i musnęła go policzkiem, jakby sprawdzała, czy zazdrość już zeszła na tyle, żeby dało się z nim rozmawiać.

    — Zostaw go — powiedziała cicho. — Niech śpi.

    Cassian mruknął coś, czego nie zrozumiałam. Nie puścił jej. Usiadłam na brzegu kanapy, przy stopach Olivera, i poprawiłam okrywający go koc, bo zsunął się na bok. Nie bałam się już ognia. Bałam się tylko, że któreś z nich każe mi wyjść, a oni zostaną tu we troje, jakbym nie istniała.

    Nic takiego się nie wydarzyło. Isi sięgnęła wolną ręką i położyła ją na moim ramieniu. Cassian stał za nią, nadal naburmuszony, ale już nie warczał. W gabinecie pachniało dymem i herbatą, której bałam się tknąć. Oliver oddychał równo. Siedziałam między nimi i pierwszy raz nie chciałam być Iseul. Chciałam zostać dokładnie tam, gdzie byłam.

    ★ ★ ★

    Eunji

    Druga pokojówka stała przy szafie i wyjmowała czarną suknię, a ja siedziałam przy toaletce panienki Iseul i zbierałam spinki do pudełka. Pogrzeb miał być przed południem. Włosy trzeba było ułożyć wcześniej, jak tylko panienka wróci z łazienki.

    — Eunji, nie przekładaj rzeczy — powiedziała tamta. — Panienka lubi, kiedy szczotka leży przy lustrze.

    — Wiem — odparłam.

    Przesunęłam ją i zahaczyłam rękawem o czarny notatnik. Spadł na dywan i otworzył się sam, grzbietem do góry. Schyliłam się szybko. Panienka Iseul zawsze coś w nim pisała. Widziałam to nieraz, kiedy wchodziłam z wodą lub owocami i udawałam, że patrzę w podłogę. Myślałam, że to pamiętnik. Ciekawość wzięła górę, zanim zdążyłam go zamknąć.

    Kartki były puste. Pierwsza, druga i te dalej też. Nie było liter, dat ani nawet wgłębienia po ołówku. Papier wyglądał na nowy, choć okładka była wytarta na rogach.

    — Na co tak patrzysz? — zapytała druga służąca.

    — Na nic — powiedziałam i szybko zamknęłam notatnik.

    Położyłam go z powrotem przy lustrze, dokładnie tam, skąd spadł. Suknia szeleściła, podczas wyjmowania z szafy. Za drzwiami łazienki słychać było lejącą się wodę. Jeszcze raz spojrzałam na okładkę notatnika i nie umiałam pogodzić dwóch rzeczy. Panienka pisała w nim co wieczór, a jednak w środku nie było ani jednego słowa.

    ★ ★ ★

    Oliver

    Pogrzeb matki był wystawny. Wyglądał tak, jakby Rosa De’Vree umarła we własnym łóżku, a nie w pożarze północnego skrzydła. Przed kaplicą stały powozy z pękami czarnych, strusich piór. Wieńce leżały jeden na drugim i były zbyt duże na trumnę, która i tak była zamknięta. Nikt nie miał zobaczyć, co ogień zrobił z ciałem. Ksiądz mówił o dobrej pani domu, o mężu, który zginął na froncie, i o synach, którzy po niej zostali. Stałem w pierwszym rzędzie, w czarnym surducie, i nie umiałem powtórzyć ani jednego z tych zdań. 

    Ludzie schylali głowy. Starsza kobieta płakała w chustkę, raczej z przyzwoitości niż z żalu. Cassian stał po drugiej stronie trumny, spokojny, w oficerskim mundurze, i przyjmował kondolencje jakby były sprawą urzędową. Iseul trzymała Raon za rękę. Obie były w czerni. Żadna z nich nie znała kobiety, którą chowano. Rosa nigdy nie była wzorową matką, zawsze wyniosła i chłodna, ale dopiero po tym, jak zobaczyłem w holu uwięzione w czarnej mgle wspomnienia, na samą myśl o których przechodziły mnie ciarki, zrozumiałem, czemu nigdy nie potępiała okrutnych zabaw Cassiana. Być może powinienem był uznać, że byli tacy sami, ale w tym momencie uważałem, że ona była dużo gorsza. 

    A mimo to nie potrafiłem sobie wybaczyć tego, że nie uroniłem po niej ani jednej łzy. Jeszcze trudniej było mi wybaczyć sobie ulgę, którą odczuwałem. Kiedy opuszczali trumnę do krypty, pomyślałem, że dobrze się stało, że umarła. Ta myśl przyszła sama. Dopiero potem wstydziłem się, że w ogóle pojawiła się w moim umyśle. Moja matka spłonęła żywcem, a ja stałem nad jej trumną i czułem, jak powoli wyswabadzam się spod ciężaru jej istnienia.

    Po ceremonii ktoś uścisnął mi dłoń i powiedział, że matka na pewno jest już spokojna. Skinąłem głową. Nie powiedziałem, że to ja odetchnąłem z ulgą. Cassian spojrzał na mnie raz, krótko. Nie było w tym spojrzeniu pociechy ani przeprosin. Zostałem przy krypcie dłużej, niż było trzeba. Nie chciałem wracać do powozu z twarzą syna, który odetchnął z ulgą, patrząc na zanikającą w pod ziemią trumnę ze zwęglonymi zwłokami matki.

    ★ ★ ★

    Iseul

    Oliver był zadufany w sobie i egocentryczny, ale nigdy nie działał na szkodę innych, wręcz przeciwnie, zawsze był skory do pomocy i stawał w obronie słabszych. Nie miałam pojęcia, jak uchował się w takiej rodzinie. Z drugiej strony jednak, nie potrafiłam sobie wyobrazić również, jak Raon przetrwała w rodzinie Seonwoo. 

    Obserwowałam jak Cassian, wyraźnie niezadowolony, uczestniczy w pogrzebie matki. Śmierć była aktem łaski, którego, byłam pewna, nie planował. A jednak północne skrzydło rezydencji De’Vree spłonęło doszczętnie ze względu na Olivera. 

    — Iseul — Oliver podszedł do mnie podczas stypy. — Nie wyobraziłem sobie tego, prawda? Ty… również to widziałaś?

    — Tak — potwierdziłam cicho. 

    Chłopak wbił wzrok we własne buty, a ja odciągnęłam go na bok, poza zasięg niepożądanych uszu. Plotki były ostatnim, czego mu trzeba.

    — Dlaczego Cassian nie oddał jej w ręce prawa? Jestem pewien, że w rezydencji znalazłyby się setki dowodów — wyszeptał. 

    — Naprawdę nie przychodzi ci do głowy żaden powód? — spytałam równie cicho. — Przecież w takiej sytuacji nazwisko De’Vree okryłoby się hańbą, na zawsze. Cassian wyszedłby z tego obronną ręką, jego osiągnięcia w gwardii są niepodważalne, ale ty? Co stałoby się z tobą? Z synem kobiety, którą uznano by za potwora? 

    Oliver spojrzał na mnie szeroko otwartymi oczami. Wiedział, że miałam rację, byłam tego pewna, a jednak, wciąż nie potrafił tego przetrawić. 

    — Pożar… To również on za nim stoi? 

    — Jestem pewna, że tak — przyznałam, bo nie widziałam sensu, w tym, żeby go okłamywać. 

    — Dlaczego? — głos mu drżał, kiedy zadawał pytanie. 

    Przyjrzałam mu się uważnie. 

    — Co zrobiłbyś, gdyby nie było pożaru? 

    — Ja… nie wiem — przyznał cicho. 

    — Właśnie. Znając cię albo próbowałbyś oddać ją w ręce sprawiedliwości, albo zabić własnymi rękami, a potem, w każdym z tych przypadków, nie wybaczyłbyś sobie, że masz na rękach jej krew. — Uświadomiłam mu brutalnie. 

    Oliver nie zdążył odpowiedzieć. Od strony stołów szedł Cassian, ze wzrokiem utkwionym w mojej ręce, która jeszcze przed chwilą leżała na ramieniu jego brata. Zazdrość obudziła się w nim znowu. Poczułam to, zanim stanął przy nas. Bez wahania oplotłam dłońmi jego ramię i przysunęłam się bliżej, tak żeby nie miał powodu warczeć na brata.

    Oliver popatrzył na niego hardo, choć głos mu drżał.

    — Mnie też w końcu zabijesz? — zapytał.

    Cassian uniósł brwi. Wyglądał na lekko zaskoczonego.

    — Dlaczego bym miał? — odparł Cassian.

    — Ludzie są dla ciebie jak zabawki — powiedział Oliver.

    W odpowiedzi Cassian uśmiechnął się tym leniwym, aroganckim uśmiechem, który tak dobrze znałam. Oliver trafił. Wiedziałam o tym od razu, tylko że każdy z nich patrzył na te słowa z innej perspektywy. Cassian, z naturą koszmaru, od razu rozpoznawał ludzi, w których nie było ani odrobiny światła, i nie miał dla nich litości. Rodzina Seonwoo wciąż żyła. To znaczyło, że są zaślepieni, a nie zepsuci do szpiku kości, tak jak rodzice braci De’Vree. 

    — Tylko ci, którzy sobie na to zasłużyli — odpowiedział swobodnie Cassian.

    Oliver zacisnął usta. Nie wyglądał na przekonanego. Jeszcze mocniej przylgnęłam do ramienia Cassiana i nie sprostowałam jego słów. 

    Note