Header Background Image
    Rzeczywistość to ta część wyobraźni, co do której wszyscy się zgadzamy.

    Kraina Koszmarów

    Królik z koszmaru

    Iseul 

    Potarłam dłońmi skronie, czując, że zaraz rozboli mnie głowa. Kiedy nas nie było, moja rodzina postanowiła, że zamiast mnie, wyśle Cassianowi Raon. Nie miałam pojęcia, skąd im to przyszło do głowy, ale nie uwierzyłabym, gdyby ktoś obcy mi o tym opowiedział. Sytuacja była iście groteskowa i gdyby nie to, jak zapatrzona w Cassiana była moja młodsza siostra, byłaby dla dziewczyny naprawdę okrutna. Miałam jednak pewność, że on się nią dobrze zaopiekuje, choć zapewne zrobi to na swój sposób. Przyjemnie było mieć obok siebie osobę, która go postrzega, tak jak ja. Wiedziałam, że nie każdy potrafi zobaczyć pisane przez niego słowa. 

    Schowana w zaciszu swojego pokoju wyciągnęłam czarny notatnik i otworzyłam go na ostatnio zapisanych stronach. 

    Jak czuje się Raon? — napisałam pytanie.

    Śpi — odpowiedź przyszła natychmiast.

    Dlaczego oni ją do ciebie przysłali? 

    Była ubrana… dość niestosownie. Może liczyli na to, że na chwilę zaspokoi moje kaprysy?

    Westchnęłam ciężko, chciałam tego uniknąć, ale po tym jak potraktowali Raon, przestałam mieć jakiekolwiek opory. 

    Zgadzam się — napisałam starannym charakterem pisma. — Rób co uważasz, pod warunkiem, że nikt przy tym nie zginie. I nie popadnie w szaleństwo.

    Nikt?

    Nikt kto ma znaczenie dla Raon — poprawiłam się z lekkim oporem. 

    Dobrze. Chcę mieć cię wreszcie przy sobie — dodał po chwili.

    Ja też chciałabym być blisko — przyznałam. 

    Sprawię, że nie będą mieli wyboru i możliwości, żeby zaprotestować przeciwko naszemu przebywaniu razem — zapewnił.  

    Uśmiechnęłam się do pisanych czarnym atramentem słów. 

    Nie mogę się doczekać.

    ★ ★ ★

    Raon

    Obudziłam się, kiedy ktoś okrywał mnie kocem. To był Cassian. Zawstydzona uświadomiłam sobie, że zasnęłam na kanapie w jego gabinecie. Za oknem już ciemniało. Mężczyzna obrzucił mnie zagadkowym spojrzeniem. 

    — Skoro już nie śpisz, to może przenieś się do swojego pokoju — zasugerował.  

    Na samą myśl o tym, że mogłabym zostać sama, a on byłby znowu daleko, ogarnął mnie zimny strach.

    — Czy… mogę spać z tobą? — wyszeptałam błagalnie.

    — Co? — popatrzył na mnie kompletnie zaskoczonym wzrokiem. — Oczywiście, że nie.

    — Ja… rozumiem — spuściłam wzrok, starając się powstrzymać łzy. 

    Odwróciłam się, żeby uciec do pokoju, który mi przydzielił. 

    — Zaczekaj! — jego rozkaz zatrzymał mnie w miejscu.

    — Tak? — spojrzałam na niego z mimowolną nadzieją. 

    — Daj to — wyciągnął rękę po mojego pluszowego królika.

    Przez chwilę byłam pewna, że się na mnie rozgniewał tak bardzo, że zabierze prezent, który mi dał. On jednak wziął go ode mnie, a potem przytrzymał w wyciągniętej dłoni. Kiedy puścił maskotkę, otoczyła ją czarna mgła, z której wyłonił się wysoki, wyraźnie męski kształt. 

    Zobaczyłam go i najpierw nie umiałam znaleźć w tej sylwetce człowieka, choć wszystko inne mówiło, że stoi przede mną ktoś wyraźnie męski. Smukłe ciało miało bardzo jasną, niemal porcelanową skórę, a z głowy wychodziły mu długie, pionowe uszy w białym futrze, których różowe wnętrze i puszysta nasada miękko schodziły się z włosami. Białe pasma opadały mu na twarz, strzępiły się przy skroniach i spływały poniżej ramion, a grzywka zasłaniała czoło i jedno oko tak, jakby samo światło nie miało prawa dojść do końca. Wąska twarz niosła ostrą szczękę i wysokie kości policzkowe. Rysy zostały delikatne, lecz nie łagodne, i ten chłód osiadł mi pod żebrami szybciej niż myśl, że powinnam uciekać. 

    Wąskie, przymrużone oczy patrzyły intensywnie, prawie znudzenie, niemal wyzywająco, a czerwone tęczówki paliły się pod ciężkimi powiekami i jasnymi, prostymi brwiami. Smukły nos i wąskie, lekko rozchylone usta dopełniały twarzy, która nie prosiła, żeby ją lubić. Szczupły tors był umięśniony w ramionach i brzuchu, ale nie masywny, tylko zwinny, jakby każde cięcie na skórze uczyło go, jak ma się ruszać. 

    Stare blizny biegły po torsie, bokach, ramionach i przedramionach. Jedne były cienkie jak nitka. Inne szersze i nierówne. Na policzku i szczęce zostawały tylko cichsze ślady. Najdłużej jednak trzymałam wzrok na jego boku, ponieważ w tamtym miejscu skóra niosła bliznę jak po szwie, dokładnie tam, gdzie mój pluszowy królik miał zaszyte rozdarcie, jakby ktoś już kiedyś próbował wyjąć jego serce i zostawił na nim ten sam ślad igły.

    Nie potrafiłam się odezwać. Wysoka postać stała tam, gdzie przed chwilą był tylko pluszak, i oddychała tak cicho, że gabinet Cassiana wydał mi się nagle za mały na trzecie serce. Czerwone oko, którego grzywka nie zasłaniała, osiadło na mnie bez pośpiechu. Istota nie podeszła. Czekała, jakby naprawdę pamiętała kształt dłoni, w których ją nosiłam.

    — Weź go — rzucił Cassian, jakby oddawał mi parasol, nie kogoś, kto miał bliznę w miejscu szwu, który przebiegał przez futro pluszowego królika. — Skoro nie chcesz spać sama, to masz towarzystwo. Ma na imię Seth.

    Spojrzałam na niego, potem z powrotem na królicze uszy, i dopiero wtedy zrozumiałam, co właśnie zrobił. Nie przyciągnął mnie do siebie. Nie pozwolił mi zostać. Ożywił mój prezent, i uznał, że samotność da się zdjąć z człowieka tak samo jak kołdrę z łóżka.

    — On… był w środku? — wyszeptałam.

    — Oczywiście — odparł Cassian obojętnie. — Myślałaś, że dałem ci szmatkę?

    Królik opadł przede mną na jedno kolano tak cicho, że dywan prawie nie wydał dźwięku. Białe pasma ześlizgnęły mu się z policzka, a druga powieka została cięższa, jakby w tamtym miejscu oko naprawdę kiedyś skończyło się na guziku. Uniósł twarz ku mojej i czekał, aż zdołam złapać oddech.

    — Pani, pozwól mi cię chronić — poprosił królik.

    Głos miał niski i równy, zbyt ludzki na uszy, które wciąż sterczały mu nad głową, a ja poczułam, jak moje palce same szukają fałd materiału, na którym mogłyby się zacisnąć, ponieważ nikt przede mną jeszcze nie klękał. Cassian tylko uniósł brew, jakby ta przysięga była oczywistym dodatkiem do pluszaka i nie zasługiwała na komentarz.

    — Ja chciałam tylko… — zaczęłam, ale głos załamał mi się o resztę zdania, której nie umiałam dopowiedzieć przy nim.

    — Wiem, czego chciałaś — uciął Cassian, a na jego ustach pojawił się ten sam leniwy uśmiech, który nosił przy Iseul. — I nie dostaniesz tego. Ludzie biorą do łóżka to, co ich uspokaja. Ty już to masz. On nie zostawi cię samej, a ja nie zamierzam udawać pluszaka.

    Istota wstała i wyciągnęła ku mnie dłoń. Palce miała długie, blade i pocięte starą siecią blizn, lecz gest był ostrożny, jakby królik bał się, że tym razem to ja się rozejdę w szwach. Włożyłam w tę dłoń swoją, ponieważ w pokoju, który dostałam, czekało puste łóżko, a Cassian stał za blisko, żeby prosić go drugi raz. Skóra królika była chłodna. Skóra Cassiana, kiedy mijałam jego ramię, była ciepła i niedostępna. 

    — Do swojego pokoju — rozkazał Cassian, już odwracając się, jakby sprawa samotności została zamknięta. — I nie wracaj z kolejnymi ludzkimi zachciankami. Na dziś zużyłaś limit.

    Wysoka sylwetka ruszyła za mną bez pytania. Uszy musnęły framugę, blizna na boku błysnęła w ponurym świetle korytarza, a ja szłam przed nim ze ściśniętym gardłem i suchymi oczami, ponieważ dostałam opiekę stojącą tak dokładnie obok tego, o co prosiłam, że nie potrafiłam nawet nazwać własnych uczuć. Za sobą zostawiłam drzwi do gabinetu Cassiana. Obok siebie miałam coś, co kiedyś tuliłam do snu, i co teraz oddychało na tyle głośno, żebym nie potrafiła uwierzyć, że kiedykolwiek było zaledwie wypchanym kawałkiem materiału.

    ★ ★ ★

    Oliver

    Zostałem w holu, kiedy drzwi zachodniego skrzydła zamknęły się na głucho. Służba nie rozeszła się, czekając na rozkazy, które nie nadchodziły. Pracownicy przesunęli się bliżej kolumn i szeptali z przejęciem.

    — Biedna dziewczyna — odezwała się cicho pokojówka.

    — Lepiej ona niż my — odparł ktoś z korytarza.

    Pięści zacisnęły mi się same. Za drzwiami najpierw usłyszeliśmy dźwięk tłuczonego szkła. Potem upadło coś ciężkiego. Kolejne odgłosy brzmiały, jakby Cassian wpadł w furię. Nagle nastała taka cisza, że w uszach zostało mi tylko własne tętno. Nikt nie otworzył drzwi. Nikt nie miał odwagi sprawdzić, czy Raon jeszcze oddycha. 

    Bałem się o nią. Przed oczami wciąż miałem czerwoną sukienkę, pobielałe knykcie dłoni zaciśniętych na rączce torby i to, jak poszła tam, gdzie jej kazano. 

    Ulga przyszła do mnie nieproszona. Szybka. Brudna. To nie Isi zniknęła za tymi drzwiami. Wstydziłem się tej myśli, bo nie umiałem jej odepchnąć. Trzymałem się jej kurczowo i nienawidziłem tego, że w piersi zrobiło mi się nagle lżej. Ulga nie zabrała strachu. Tylko wskazała, którą z dwóch dziewczyn oddałbym, byle druga została po właściwej stronie drzwi.

    ★ ★ ★

    Raon

    Pokój, który mi przydzielił, zdecydowanie nie przypominał zimnego poddasza. Sala sypialna rozciągała się tak szeroko, że moje kroki najpierw zgubiły się w dywanie, zanim zdążyły stać się dźwiękiem, a wysokie okna niosły ciężkie, ciemne kotary aż do posadzki, jakby ktoś uszył je z nocy i gwiazd jednocześnie. Łóżko stało pod rzeźbionym baldachimem i tonęło w jedwabiu, stos haftowanych poduszek połyskiwał nićmi, a przy wezgłowiu paliły się lampy w kryształowych kloszach i rzucały na wszystko ciepłe, zbyt eleganckie światło. Toaletka miała lustro w złotej ramie. Szafa mogła pomieścić więcej sukien, niż miałam przez cale życie. Kominek był już rozpalony, choć nikt mnie o to nie pytał, i całe to wnętrze pachniało woskiem, czystym płótnem i zimnym drewnem, które ktoś przez lata polerował dla księżniczki, nie dla dziewczyny ze strychu. 

    Seth wszedł za mną i zatrzymał się przy framudze. Jego uszy musnęły belkę nad drzwiami. On nawet nie drgnął, tylko patrzył na mnie cierpliwie.

    — Możesz wejść — powiedziałam niepewnie. — To znaczy… tu. Do środka.

    Królik natychmiast przekroczył próg i usiadł na dywanie przy łóżku, nie na krawędzi materaca. Złożył długie nogi pod siebie tak starannie, że blizna na boku schowała się w cieniu, a białe uszy stanęły równo, zwrócone ku mnie. Czerwone oko nie mrugnęło. Czerwone oko czekało.

    — Seth — spróbowałam imienia, którym nazwał go Cassian. — Lubisz to imię?

    — Lubię każde, którym pani mnie nazwie — odparł Seth.

    Usiadłam na kołdrze i przygryzłam wargę, ponieważ odpowiedź była zbyt szybka na rozmowę i zbyt miękka na kogoś ze śladem blizn na torsie. W gabinecie Cassiana klękał. Tutaj wyglądał, jakby w każdej chwili mógł z powrotem stać się kawałkiem materiału, byle tylko wcisnąć mi się pod ramię.

    — Nie musisz mówić do mnie „pani” — poprawiłam go cicho. — Mam na imię Raon.

    — Raon — powtórzył Seth z nabożeństwem, które mnie rozbroiło i trochę przestraszyło. — Pani ma na imię Raon.

    Westchnęłam. On pochylił głowę, jakby westchnienie było rozkazem do obcięcia uszu.

    — Ile masz lat? — zapytałam, bo ciekawość była nie do zniesienia. — Jesz? Śpisz? Naprawdę mieszkałeś w mojej maskotce?

    Seth uniósł jedno ucho, potem drugie, i przez chwilę wyglądał jak pies, który usłyszał, że napełnia się jego miska.

    — Pamiętam twoje dłonie, Raon — oznajmił Seth. — Pamiętam pokój na poddaszu, kołdrę w króliczki i to, jak ściskałaś moje futro, kiedy w domu było zbyt cicho. Jedzenie jest zbędne, dopóki istniejesz. Sen jest zbędny, będę cię pilnował, kiedy ty będziesz spała. Lat nie liczę. Liczę noce, które spędziłem w twoich objęciach.

    Poczułam ciepło na twarzy i chęć, żeby ukryć się za poduszką. Zamiast tego pochyliłam się i ostrożnie dotknęłam czubka jego ucha. Futro było cieplejsze niż skóra dłoni, którą podał mi w gabinecie. Seth natychmiast podstawił głowę pod palce, a reszta jego ciała zastygła w błogim bezruchu, jakby cały świat skurczył się do tego jednego gestu.

    — Jesteś jak… — zaczęłam i zaśmiałam się cicho, bo porównanie samo wsunęło się na język. — Jak kot. Tylko że z uszami, które nie mieszczą się w drzwiach.

    — Mogę być kotem — zgodził się Seth natychmiast. — Mogę być czymkolwiek sobie zażyczysz, Raon. Mogę spędzić noc na dywanie. 

    — Łóżko jest wielkie — powiedziałam, zanim zdążył zwinąć się w kłębek na podłodze. — Możesz spać obok mnie. I nie klękaj za każdym razem, kiedy coś powiem.

    — Spróbuję — obiecał Seth poważnie.

    Za drzwiami odezwały się kroki służby. Uszy Setha szarpnęły się ku korytarzowi jeszcze zanim dźwięk dobiegł mnie w pełni. Czerwona tęczówka zwęziła się. Uśmiech, którego wcześniej prawie nie było, zrobił się odrobinę za szeroki.

    — Ktoś idzie — szepnęłam.

    — Słyszę — potwierdził Seth spokojnie. — Stoją pod drzwiami. Jeśli spojrzą krzywo, znikną. Jeśli podniosą głos, znikną szybciej. Jeśli wyciągną rękę w stronę mojej pani, zostawię z nich tylko to, co zmieści się pod dywan.

    Roześmiałam się, zanim zdążyłam zrozumieć, że on nie żartuje. Śmiech urwał mi się w pół  dźwięku i zostawił w gardle małą, zimną gulę. Seth patrzył na mnie z oddaną ciszą, wyraźnie czekając na moje rozkazy.

    — Nie — powiedziałam od razu. — To tylko służba. Nikt nie chce mnie skrzywdzić.

    Seth mrugnął raz, powoli, jakby musiał przetłumaczyć zakaz na zrozumiały dla siebie język.

    — Nie znikają — powtórzył Seth. — Dopóki pani nie zmieni zdania.

    Kroki minęły drzwi i ucichły. On nie wstał. Położył brodę na skraju jedwabnego materaca, po tej stronie, którą mu zostawiłam, i patrzył na mnie z dołu, wierny, ciepły i gotowy rozpruć cały korytarz, gdybym kiedykolwiek sobie tego zażyczyła. Zsunęłam mu na czoło grzywkę, żeby zasłonić to drugie, cięższe oko, i poczułam, jak niepokój oraz ulga pojawiają się we mnie obok siebie, bo wreszcie miałam z kim rozmawiać, a rozmówca wciąż jeszcze pamiętał, że kiedyś był zabawką, którą można przytulić do snu.

    ★ ★ ★

    Iseul

    Rano powóz czekał przed domem jak w każdy dzień, kiedy odbywały się zajęcia w Akademii. Mir podał mi rękę, żeby pomóc mi wejść na stopnie, a ja usiadłam naprzeciwko niego.

    — Najpierw rezydencja rodu De’Vree — powiedziałam, zanim powóz ruszył w stronę szkoły.

    Mir uniósł głowę.

    — Isi, po co? — zapytał mój brat. — Jeśli teraz tam pojedziemy…

    Przerwałam mu gestem dłoni.

    — Rodzina ją zdradziła, kiedy nas nie było — odparłam. — Ubrała ją elegancko i odesłała jak rzecz. Nie pozwolę, żeby Raon obudziła się w obcym domu i pomyślała, że my zrobiliśmy to samo.

    Brat zacisnął dłonie na kolanach. W głosie miał strach, którego ja nie zamierzałam od niego pożyczać.

    — Cassian De’Vree zapewne jest teraz wściekły — powiedział Mir. — To nie jest bezpieczne…

    — Dla ciebie może nie — rzuciłam spokojnie. — Zabieramy naszą młodszą siostrę do szkoły. Ma zobaczyć, że w rodzinie został jej jeszcze ktoś, kto się nią przejmuje.

    — Isi…

    — Możesz czekać w powozie — ucięłam. 

    Mir nie kazał zawracać. Bał się drogi, którą wybrałam, a mimo to został na siedzeniu, ponieważ od wypadku na koniu nie umiał pozwolić, żebym szła sama. Miałam nadzieję, że prędzej czy później w ten sam sposób zacznie myśleć o Raon.

    ★ ★ ★

    Raon

    W jadalni Cassian siedział u szczytu stołu i patrzył nie na swój, tylko na mój talerz. Służba stawiała kolejne półmiski tak cicho, jakby bała się dźwięczenia sztućców bardziej niż jego, a ja starałam się jeść spokojnie, choć jedzenie było smaczniejsze niż wszystko, co dostałam kiedykolwiek w domu, i z tego powodu wydawało mi się podejrzane. 

    — Jeszcze kęs — polecił Cassian, kiedy odłożyłam widelec. — Cały. 

    Spojrzałam na niego z urażoną miną, której w domu Seonwoo nikt nigdy nie zadał sobie trudu zauważyć. On zauważył. Czekał.

    — Zjem — mruknęłam.

    — Wiem — odparł Cassian spokojnie. — Potem dostaniesz deser.

    Seth, stojący za moim krzesłem, poruszył uchem z wyraźną dumą, jakby to on wynegocjował ciastko. Dokończyłam resztę potrawy, ponieważ Cassian nie żartował, a stół był zbyt długi, żeby prowadzić przy nim wojnę o kawałek jajka. Deser naprawdę się pojawił. Mały, piękny i postawiony przede mną uroczyście, jakby cukier miał poprawić mi humor. Musiałam przyznać, że tak właśnie się stało. 

    Cassian siedział na krześle jak ktoś, kto znudził się własnym domem.

    — Dlaczego traktujesz mnie jak dziecko, a Iseul nie? — zapytałam.

    Roześmiał się.

    — Iseul nie jest dzieckiem, ty tak — oznajmił Cassian bez chwili wahania.

    Poczułam, jak uszy mi płoną.

    — Mam siedemnaście lat — przypomniałam sztywno.

    — Właśnie — potwierdził Cassian łaskawie. — Dzieci dostają zabawki. Ty swoją dostałaś.

    Seth bardzo cicho położył rękę na oparciu mojego krzesła. Cassian spojrzał na niego z tak szczerym zadowoleniem, jakby właśnie wygrał zakład, którego nikt z nim nie zawierał.

    Później uśmiech zszedł Cassianowi z twarzy nierówno, jakby nagle znudziła go własna żartobliwość. Ja jednak nie wstałam od stołu i nie uciekłam. Moje palce ścisnęły fałdy spódnicy, a niepewność, którą w sobie nosiłam od czasu wypadku mojej siostry, sama wypłynęła na powierzchnię. 

    — Boję się, że Iseul odzyska pamięć — wyznałam. Cassian uniósł wzrok. — Pewnego ranka obudzi się i znowu będzie sobą — dodałam ciszej.

    W jadalni zrobiło się zupełnie cicho. Cassian powoli odstawił kielich.

    — Iseul, którą wspominasz nie żyje — odezwał się w końcu. — Nasza Iseul jest kimś zupełnie innym. Przybyła ze świata, w którym sny nie przenikały się z rzeczywistością. Pamięć, której się boisz, nie ma już do kogo wrócić.

    Nie było wybuchu, ani burzy z piorunami, a jednak siedziałam na krześle i wpatrywałam się w niego, jak porażona piorunem. Powiedział, że moja siostra nie żyje, nie wróci i nie skrzywdzi mnie już nigdy więcej. Kiedy dotarło do mnie, że mu wierzę, odetchnęłam z taką ulgą, że, gdybym stała, z pewnością ugięłyby się pode mną nogi. 

    — Czułam to — szepnęłam. — Moja dawna siostra… mogłaby uderzyć się w głowę i zapomnieć imiona służby. Nie mogłaby jednak nagle zacząć się mną opiekować. Nawet bez pamięci zostałaby sobą, a ona zmieniła się tak bardzo, że to od początku wydawało mi się nierzeczywiste.  

    Poczułam na sobie jego uważne spojrzenie. 

    — I? — zapytał Cassian.

    — I kocham właśnie tę Iseul — powiedziałam, zanim zdążyłam się zawstydzić. — Całym sercem. Jest moją siostrą. Prawdziwą. Taką, jakiej pragnęłam od zawsze. 

    Milczenie, które zapadło po moim wyznaniu, nie miało już w sobie ani grama humoru. Cassian przyjął moje słowa tak spokojnie, jak przyjmuje się fakt, któremu nie zamierza się zaprzeczać. Siedziałam przy tym samym stole co on, miałam przyjemnie pełny żołądek i cudowny, słodki smak w ustach, a jednak, wciąż czegoś mi brakowało i dopiero teraz uświadomiłam sobie, że brakowało mi właśnie obecności Iseul. 

    Note