Header Background Image
    Rzeczywistość to ta część wyobraźni, co do której wszyscy się zgadzamy.

    Cień Kruka

    Suri

    Drugi tydzień w Akademii wyglądał zupełnie inaczej od pierwszego. Suri zaczęła zwracać uwagę na rzeczy, których wcześniej w ogóle nie dostrzegała. Drobne szczegóły, przed którymi w poprzednim tygodniu chroniła ją drużyna Feniksów. Dopiero teraz pojęła znaczenie różnic w ubiorze uczniów. Jedni nosili ciemnozielone mundurki ze złotymi dodatkami, inni głęboki fiolet ze srebrnymi lamówkami. Te grupy niemal nigdy się nie mieszały. Feniksy — jako jedni z nielicznych w bieli — funkcjonowały jak osobny krąg, nawet wtedy, gdy na zajęcia dobierano ich z uczniami w zieleni. Suri wciąż nie rozumiała, co dokładnie oznaczają te barwy, ale widziała, że w Akademii mają wagę większą niż zwykły dress code. Gdy zapytała Lailę, dziewczyna jedynie wzruszyła ramionami, zbywając pytanie szybką zmianą tematu. Suri odpuściła i tak już zdecydowanie zbyt wiele miała na głowie.  

    Trening chłopców, na który przyprowadziły ją Laila i Emiyo, robił wrażenie. Wcale jej nie dziwiło, że na trybunach siedziały chyba wszystkie dziewczyny z całej szkoły. Cameron zdjął koszulkę, a siedzące nieopodal nich uczennice zgodnym chórem westchnęły. Suri poczuła się, jak aktorka grająca w amerykańskim filmie dla młodzieży, szczególnie że wszyscy żywili przekonanie, że ona sama prędzej czy później zostanie dziewczyną Camerona. Z jakiejś nieznanej jej samej przyczyny ogromnie ją to w duchu bawiło. Nie wypowiadała jednak swoich myśli na głos, nie chcąc urazić Laili i zaburzyć równowagi jej idealnie poukładanego świata. 

    – Patrz, teraz dopiero będzie się działo – Emiyo pociągnęła Suri za rękę, wskazując w górę.   

    Dziewczyna nie mogła uwierzyć w to co widzi. W powietrzu zawisło kilka męskich sylwetek. Oni mieli skrzydła! Ogromne, pokryte błoną, jak u nietoperzy. Mieli też przy sobie broń, ale nie ćwiczebną, tylko taką zupełnie prawdziwą. Zresztą broni z Akademii Suri również nie mogła się nadziwić. W niczym nie przypominała średniowiecznych narzędzi. Była czystą technologią. Lekka, odpowiednio wywarzona, wykorzystująca prawa fizyki i zapewne magii, do tworzenia pól energetycznych, wracania do właściciela niczym bumerang i rażenia prądem. Ona sama otrzymała od Lucasa długi sztylet i… używała go w charakterze latarki. Kiedy sobie tego zażyczyła wydzielał jasnoniebieską poświatę. Reagował na jej głos. Był prześliczny, ale nie wyobrażała sobie, by kiedykolwiek miała wykorzystać go do walki. 

    Skrzydlaci natarli z powietrza, a stojący na placu ćwiczeń chłopcy w jednej chwili chwycili za własną broń. To była widowiskowa potyczka, sprawiała jednak wrażenie aż nazbyt realnej. Laila najwyraźniej zauważyła przerażoną minę Suri, bo odezwała się nieco rozbawiona.

    – Nic im nie będzie, zobacz – wskazała na dwóch chłopaków, którzy odpierali atak nacierającego na nich z dwuręcznym mieczem skrzydlatego. Jeden z nich otrzymał potężny cios w bok. Zaiskrzyło, ale… zupełnie nic mu się nie stało. Za to po drugiej stronie trybun, w powietrzu, pojawiła się tabela z nazwiskami. Po głośnym, krótkim dźwięku jedno z nazwisk zostało przekreślone na czerwono, a chłopak, który oberwał usunął się z placu. – To bariera ochronna – wyjaśniła Laila. – Takie pole siłowe, ale działa tylko na placu do ćwiczeń.    

    Suri zauważyła, że nazwiska podświetlone są na konkretne kolory. Przeważały zielone, ale były także fioletowe i białe, idealnie w kolorach mundurków. Z zaciekawieniem przyglądała się temu, co działo się w dole trybun. 

    Cały stadion był dość duży i trening oglądały z pewnego oddalenia. Jej wzrok przyciągnął ciemnowłosy, stojący na obrzeżach placu, młodzieniec. Wyróżniał się spośród innych, ponieważ zamiast bokserki, przylegającej koszulki lub niczego, jak w przypadku Camerona, miał na sobie czarną bluzę z kapturem. W dłoni trzymał szarą kosę z długim ostrzem. Broń emanowała fioletową poświatą. Nie włączył się do walki, po prostu tam stał, a nikt nie próbował go atakować. 

    Nazwiska z tablicy znikały jedno po drugim. Po kwadransie na placu walczyło zaledwie kilku uczniów. 

    – Właściwie kto wygrywa? – spytała zaciekawiona Suri. 

    – Oczywiście ten, kto zostanie na placu jako ostatni – wyjaśniła Laila. – Ale punktowane jest pierwszych pięć miejsc. Pod koniec tego tygodnia szkoła ogłosi pierwsze podsumowanie drużyn, ale myślę, że nie mamy się czego obawiać. Feniksy wygrywają – puściła do niej oko – po prostu jesteśmy świetni. 

    Kilkanaście minut później na placu zostały trzy osoby. Byli nimi Cameron, Lucas i chłopak w czarnej bluzie. Dwaj pierwsi zgodnie skinęli sobie głowami i ruszyli w kierunku młodzieńca z kosą. Zaatakowali go, ale on zwinnie i zdecydowanie zbyt wysoko, by było to możliwe, przeskoczył nad ich głowami. 

    Suri zauważyła, że Cameron i Lucas są zmęczeni. Poruszają się znacznie wolniej niż na początku potyczki. Za to chłopak w ciemnej bluzie był w szczytowej formie. Przemieszczał się szybciej niż było to możliwe. Unikał każdego ciosu. Był równie zwinny co Cameron i Suri zastanawiała się, czy ma taką samą, jak on moc. We trójkę tańczyli w niesamowitym, dzikim tańcu ostrzy. 

    Wreszcie Lucasowi najwyraźniej skończyła się cierpliwość i natarł z całą swoją siłą na przeciwnika. Chłopak natychmiast wykorzystał jego błąd. Wykonał zręczny manewr, dzięki któremu znalazł się za plecami Lucasa i uderzył go w ramię ostrzem kosy. Powietrze zaiskrzyło. Nazwisko Lucasa zniknęło z tablicy wyników. Blondyn z wściekłością rzucił na ziemię swój miecz oraz tarczę i zszedł z placu. 

    Walka Camerona i ciemnowłosego trwała kolejne piętnaście minut. W pewnym momencie obydwaj zatrzymali się, jak zamrożeni. Starszy mężczyzna, który był w Akademii mistrzem sztuk walk, zbliżył się do nich i obszedł ich łukiem dookoła. Kiedy odsunął się, chłopcy znów mogli się poruszać.  

    – Ograniczył im miejsce, stworzył wokół nich barierę – wyjaśniła cicho, ale wyraźnie podekscytowanym głosem Emiyo. – To działa na korzyść Camerona.  

    Szybko jednak okazało się, że się myli. Gdy Cameron skoczył, chłopak w czarnej bluzie już na to czekał. Spotkali się po drodze, a szara kosa zahaczyła biodro walczącego kataną Camerona. Nazwisko chłopaka zniknęło z tablicy. Suri spojrzała na tabelę wyników. Zamiast imienia i nazwiska, tak jak u innych, na górze listy wyświetlało się jedno, jedyne, podświetlone na fioletowo słowo: Kruk.  

    ✩ ✩ ✩

    Cameron

    Stał pod prysznicem, a ciepła woda silnym strumieniem uderzała w jego ciało. Był na siebie naprawdę wściekły. Jak mógł dać się w ten sposób podejść?! I to na oczach całej szkoły. Wiedział, że Kruk gra nieczysto, ale mimo to liczył, że razem z Lucasem uda im się go pokonać. To była pierwsza walka w tym semestrze i… oczywiście pierwsza, ale jakże druzgocząca porażka. Na dodatek przegrana, którą zobaczyła Suri. Mimo pewności Lucasa, że jeśli ją tylko o to zapyta, to ona na pewno zgodzi się być jego dziewczyną, Cameron wcale takiej pewności nie miał. Suri była inna… rozmawiała z nim, ale nie robiła do niego maślanych oczu. Nie zachwycała się nim i nie prawiła mu komplementów. Już teraz, mimo że znali się dopiero od kilku tygodni, wiedział, że dobrze wybrali, zapraszając do drużyny właśnie ją i to mimo że było wiele kandydatek ze znacznie lepszym drzewem genealogicznym. 

    Uśmiechnął się do siebie. Gdy zobaczyli jej profil, nie tylko Laila uparła się, że to musi być właśnie ona. Jednak ten dobry wybór wcale nie ułatwiał mu sprawy. Dzisiejsza porażka również. Gdy skończył się myć, wyszedł spod prysznica, owijając się w pasie dużym, bawełnianym ręcznikiem. Na hologramie czekał już na niego przygotowany do jazdy kombinezon. Założył go szybko i wszedł do wspólnego salonu. 

    Dziewczyn jeszcze nie było, ale Lucas i David już na niego czekali. Uścisnęli sobie dłonie, nie komentując wcześniejszej walki, ale Cameron doskonale wiedział, że Lucas im nie odpuści, a David będzie zmuszony, by przeanalizować na komputerze wszystkie możliwe scenariusze i błędy, jakie popełnili. Teraz jednak żaden z nich nie zamierzał psuć sobie doskonałej zabawy, jaką była możliwość jeżdżenia po torze wyścigowym naprawdę szybkimi samochodami. 

    Po chwili dołączyły do nich dziewczyny i wspólnie wyszli z budynku, udając się na parking przed szkołą. Zazwyczaj na tor dojeżdżali jednym samochodem, ale teraz, gdy byli w szóstkę, trudno by było im się zmieścić. Cameron nie mógł przepuścić takiej okazji. 

    – Wezmę swój samochód – oznajmił, gdy tylko weszli na parking – i zabieram ze sobą Suri. Pozostali niech pojadą z Lucasem – zarządził, a blondyn z aprobatą skinął mu głową. Dziewczyna posłusznie poszła za nim. W obcisłym, liliowym kombinezonie i z wysoko ściągniętym kucykiem wyglądała po prostu obłędnie. Tak bardzo starał się na nią nie gapić, że, dopiero gdy wsiadali do jego dwudrzwiowego, sportowego auta, Cameron zauważył, jak bardzo pobladłą ma twarz. – Coś się stało? – spytał zaniepokojony. – Chyba nie boisz się ze mną jechać? 

    Dziewczyna przecząco pokręciła głową.

    – Nie, to nie to. Ja… – zaczęła niezbyt pewnie – nigdy nie prowadziłam auta. 

    – Nie martw się – odpowiedział uspokajająco, zajmując fotel kierowcy. Odetchnął z ulgą, że nie chodzi jej o jego towarzystwo. – Na początek będziemy jeździć w parach. Jeżeli chcesz, możemy być razem i wszystko ci pokażę. 

    Obdarzyła go delikatnym uśmiechem.

    – Zrobisz to dla mnie?

    Roześmiał się. Potrafiła być taka urocza! 

    – Jasne, to będzie czysta przyjemność. I nie bój się – dodał po chwili. – Gdybyś miała się rozbić, samochód wcześniej się sam zatrzyma. Nawet jeżeli będzie w powietrzu. Zresztą niedługo przekonasz się sama. 

    ✩ ✩ ✩

    Suri

    Jazda po torze okazała się niesamowicie ekscytująca, a Cameron był świetnym nauczycielem. Po dwóch pierwszych okrążeniach odważyła się porządnie przyspieszyć. Kiedy nie wyrobiła się na jednym z zakrętów, samochód, tak jak mówił chłopak, po prostu się zatrzymał. I to wcale nie gwałtownie. Po prostu miękko, jakby wciśnięty w stertę puchowych poduszek, jedynie z dużą siłą, wgniatając ich w wygodne fotele. Od tej pory czuła się znacznie pewniej. Pod koniec lekcji zamienili się miejscami i za kierownicą usiadł Cameron. Jechał z taką prędkością, że nie była pewna czy, jeśli popełni błąd, to samochód także bezpiecznie się zatrzyma. Nie było jednak okazji, żeby to sprawdzić. 

    Kiedy skończyli i wysiadła z auta, była tak podekscytowana, że podskakiwała z radości. Nie myśląc o tym, co robi impulsywnie rzuciła się chłopakowi na szyję. Objął ją ramionami i okręcił dookoła. Roześmiał się. 

    – Aż tak bardzo ci się podobało? 

    – To chyba będzie moja ulubiona lekcja – oznajmiła, kiedy postawił ją na ziemi. – Dziękuję! 

    – Do usług – skłonił się lekko. 

    Gdy wracali do szkoły samochodem Camerona, z entuzjazmem, zadając liczne pytania, słuchała, jak chłopak opowiada jej o motoryzacji i planowanych na ten semestr wyścigach. Teraz była już pewna, że to jej żywioł i nie mogła doczekać się kolejnych zajęć. 

    ✩ ✩ ✩

    Laila

    Wiedziała! Idealnie do siebie pasowali. Z zachwytem przyglądała się roześmianej parze. Miała ochotę tańczyć z radości. Gdy wrócili do Akademii zjedli lekki posiłek, a później Laila zaprosiła Suri i Emiyo do swojego pokoju. Tym razem, co bardzo ucieszyło Lailę, jej nowa przyjaciółka pozwoliła się wciągnąć do rozmowy o chłopakach, której głównym tematem był oczywiście Cameron. Nie tylko jednak to było jej zamiarem. 

    – Jutro jest wolne i pomyślałam sobie, że wybierzemy się do Tokyo, oczywiście całą paczką – odezwała się entuzjastycznie.  

    – Tokyo? – zdziwiła się Suri, robiąc wielkie oczy. 

    – Oczywiście nie to ze Starego Świata – wyjaśniła dziewczyna, nieco rozbawiona tym, że Suri o niczym nie wie i wszystko trzeba jej tłumaczyć. 

    – To jakby taka alternatywna rzeczywistość – wtrąciła poważnym głosem Emiyo. – Odbicie miasta z twojej rzeczywistości, ale jednocześnie zupełnie inne. 

    – Nieważne! Liczy się tylko to, że to miasto jest obłędne i koniecznie musisz je zobaczyć! Obiecuję, że będziemy się doskonale bawić. 

    ✩ ✩ ✩

    Suri

    Rano Laila wpadła do jej pokoju jak burza. Przecierająca zaspane oczy Suri bez protestów przystała na przygotowaną przez nią kreację, na którą składały się czarne botki, niebieska, delikatna i nazbyt krótka sukienka w drobne kwiatki oraz czarna skórzana kurtka. Całości dopełniała elegancka, ale niewyszukana torebka na ramię. Laila cała promieniała w żółtej, połyskującej drobinkami złota sukience i jasnym dopasowanym do niej sweterku. Miała też buty na niebotycznie wysokim obcasie, ale ku uldze Suri jej samej nie próbowała w takie wcisnąć. 

    Kiedy wyszły na plac przed Akademią Laila szturchnęła ją w ramię. Z ust wyrwało się jej krótkie „wow” i odsunęła się o kilka metrów. Dziewczyna dopiero wtedy zauważyła idącego w ich stronę z ogromnym bukietem czerwonych róż Camerona i poczuła się okropnie zmieszana. Nie miała pojęcia jak powinna się w tej sytuacji zachować. Szczególnie że z pewnego oddalenia śledziły ich przynajmniej cztery pary dziewczęcych oczu. Suri nawet z tej odległości słyszała ich pełne ekscytacji chichoty. Owszem, chłopak był nieziemsko przystojny, ale przecież nic ich ze sobą nie łączyło… Wydawało jej się, że zabiega o jej względy tylko dlatego, że wszyscy tego od niego oczekują.  

    – Dziękuję – przyjęła kwiaty, wbijając w nie wzrok, byleby tylko nie musieć patrzeć na niego. – Są śliczne. 

    – Ty jesteś śliczna. – obdarzył ją czarującym uśmiechem. – Miałem nadzieję, że może w Tokyo uda nam się gdzieś wyrwać, tylko we dwoje – głos Camerona jak zawsze był ciepły i przyjazny. – Może odwiedzimy Tokyo Tower?

    Mimo zażenowania uśmiechnęła się do niego całkiem szczerze. Ostatecznie randka z nim nie mogła być przecież taka straszna…

    – Pewnie, bardzo chętnie z tobą pozwiedzam – odpowiedziała starając się dodać swojemu głosowi przynajmniej odrobinę entuzjazmu. 

    – Wspaniale! – Cameron nie zauważył jej wahania. – W takim razie jesteśmy umówieni na popołudnie. 

    Note