Rozdział 13 – Cień Kruka
by Vicky
Kruk
Spodziewał się zajęć integracyjnych, ale nie wiedział, że pojawią się tak szybko. Zdecydowanie wolał zdrową rywalizację niż użeranie się z zadufanymi w sobie, bogatymi dzieciakami, które, gdyby nie fortuny ich rodziców, w życiu nie znalazłyby się w Akademii. Niestety jednak w przyszłości musieli ze sobą współpracować, niezależnie od tego, jak niechętnie by to robili. Siedem drużyn Obrońców i trzy drużyny Asasynów. Nie minął nawet semestr, a już odpadły dwie pełne drużyny zielonych mundurków. Kto by się tego spodziewał… – zadrwił w myślach.
Było ich mniej, więc to oni losowali swoje przydziały. Nie oznaczało to jednak, że będzie po równo. Nauczycielom zależało zarówno na tym, żeby sprawdzić, jak asasyni odnajdą się w grupie obrońców, jak i na tym, żeby przetestować trzeźwość myślenia obrońców otoczonych grupą asasynów.
Kiedy przyszła jego kolej bez pośpiechu włożył rękę do szklanego naczynia pełnego kolorowych, delikatnie świecących kulek. Kiedy wyciągnął jedną z nich, na jego dłoni rozwinęła się w kartkę z imionami: Laura, Cassandra, Alice i Kendra. Żeńska część drużyny Latających Tygrysów… Zgniótł kartkę w drobną kulkę i skrzywił się na myśl, że będzie musiał spędzić z nimi w symulacji kilka godzin. Do szóstki brakowało jednej osoby, ale wątpił, żeby miał tyle szczęścia, by trafić na Arona lub Kyle’a.
– Kogo masz? – złapała go Klara, kiedy odszedł na bok. Podał jej zgnieciony papier. – Uch, aż tak źle? Chociaż mnie nie przebijesz… – oznajmiła wzdychając. – Dostałam niemalże cały skład Feniksów.
Kruk rzucił wzrokiem na jej przydział, ale przed oczami miał tylko jedno imię.
– Chcesz się zamienić? – zapytał.
– O! – zdziwiła się dziewczyna. – A co będę z tego miała? – spytała, szybko odzyskując rezon.
Wzruszył ramionami.
– Jeżeli wolisz następne kilka godzin słuchać poleceń Laili, to nie będę się wtrącał…
Klara przez chwilę jeszcze próbowała się targować, ale szybko skapitulowała.
– Nie, dzięki, dziewczyny z Tygrysów będą znacznie lepsze.
✩ ✩ ✩
Suri
Stali przed sporych rozmiarów, połyskującą srebrzystym światłem bramą. Oprócz niej samej byli tu jeszcze Laila, Lucas, David, Borys z fioletowej drużyny Panter i… Kruk. Zastanawiała się czy faktycznie ich wylosował, czy po prostu obszedł szkolne zasady, dołączając do nich na własne życzenie. Nie miało to jednak znaczenia. Cieszyła się, że to właśnie on z nimi był.
Suri czuła jak się gotuje w puchowej kurtce, wełnianej czapce i śniegowych butach. Trudno jej było uwierzyć, że kiedy przekroczą bramę, tak diametralnie zmieni się temperatura. Szczególnie, że Kruk wcale nie był jakoś specjalnie ciepło ubrany. Miał na sobie ciemną, dość cienko wyglądającą kurtkę, spod której wystawał kaptur jego czarnej bluzy, spodnie od kombinezonu do jazdy i motocyklowe buty. Nie włożył nawet czapki.
Zadanie sprawiało wrażenie prostego. Mieli tam wejść i znaleźć jakiś tajemniczy artefakt, który ocali świat. Było to bardzo górnolotne i Lucas ze Stellą nie przestawali wyśmiewać pani Braun, nauczycielki historii Nowego Świata, która ułożyła scenariusz ich symulacji.
– No to idziemy – stwierdził Lucas, gdy tylko rozległ się sygnał do startu.
Kiedy przeszli przez bramę, Suri natychmiast ucieszyła się z puchowej kurtki. W miejscu, w którym się znaleźli padał prawdziwy, najprawdziwszy śnieg! Do tego wiał zimny, porywisty wiatr, a ich z każdej strony otaczały góry. Laila, mimo ciepłej odzieży, trzęsła się z zimna. Za to Kruk tylko nałożył na głowę kaptur i nie sprawiał wrażenia jakby mu było choć trochę chłodniej niż w szkole.
– Gdzie jesteśmy? – Lucas zwrócił się do Davida, który już trzymał w rękach tablet.
– Wygląda na to, że musimy zejść z gór, ale nigdzie na mapie nie widzę przesmyku – odpowiedział mu chłopak.
Przez chwilę dyskutowali o tym co zrobić, aż wreszcie Laila spojrzała na Kruka.
– Może byś poleciał i sprawdził jak stąd wyjść? – zasugerowała, szczękając zębami.
– Zwariowałaś? Nie będę latał w takiej zawierusze – obruszył się Kruk.
– Może po prostu chodźmy? – spytała z nadzieją Suri, której również zaczęło robić się zimno od stania w jednym miejscu.
– Chyba nie mamy wyjścia – przyznał spokojnie Lucas.
Zaczęli schodzić w dół, ku dolinie. Zbocze było strome i zasypane śniegiem. Do tego coraz mocniej padało. Pierwszy szedł Lucas, a zaraz za nim, Laila i David. Zarówno Kruk, jak i Borys starali się trzymać z tyłu. Suri znalazła się gdzieś po środku, z trudem brnąc w głębokim śniegu, którego wciąż przybywało.
Po godzinie uciążliwego marszu krajobraz trochę się zmienił. Wciąż byli na zboczu góry, ale znacznie niżej i, jeżeli chcieli iść dalej, musieli podążać dość wąską i stromą ścieżka, po lewej stronie mając skalną ścianę, a po prawej śmiertelnie niebezpieczną przepaść.
Zawierucha nie ustawała. Suri czuła się wykończona i nie miała pojęcia jak mają zejść tą drogą na dół. Wyglądało jednak na to, że nikt inny nie podziela jej wątpliwości. Lucas ruszył raźno przed siebie, nie zwracając uwagi na coraz groźniej szalejącą śnieżycę.
Szli gęsiego. Dziewczyna trzymała się najbliżej skalnej ściany, jak tylko się dało. W pewnym momencie idący za nią Borys się pośliznął. Zachwiał się, stojąc niebezpiecznie blisko przepaści. Kruk wyciągnął ku niemu rękę i Suri była pewna, że go złapie, ale on zamiast tego z premedytacją popchnął chłopaka, który z krzykiem poleciał w dół. Zmroziło ją. Z niedowierzaniem zbliżyła się do krawędzi, patrząc w dół, ale dostrzegła jedynie białą zamieć. Poczuła na sobie czyjeś ręce i przez chwilę była pewna, że Kruk ją również zamierza zrzucić w dół. Zamiast tego odciągnął ją od krawędzi, zmuszając by stanęła bliżej ściany.
– Dlaczego to zrobiłeś? – spytała przerażona.
– Przeszkadzał – odparł obojętnie Kruk, stając tak, by zasłonić ją sobą od wiatru.
Zaniemówiła. Patrzyła na niego niedowierzającym, przestraszonym wzrokiem, nie potrafiąc wydobyć z siebie ani słowa.
– Suri – odezwał się spokojnie chłopak – nie patrz tak na mnie. Nic mu nie będzie, to przecież tylko symulacja… – dodał. – Czasem się zdarza, że ktoś podczas niej zginie… to nie dzieje się naprawdę.
– Ale… – nie miała pojęcia, co mu powinna odpowiedzieć. On go zepchnął z urwiska! Z premedytacją! Przypomniała sobie co przed wyścigiem mówił jej Cameron. – Podobno tu nie jest jak podczas ćwiczeń i… zdarzały się już wypadki.
Kruk przytaknął.
– Owszem – przyznał – ale nie w taki sposób. Naprawdę nic mu nie będzie. Po prostu nie dostanie punktów.
Miała bardzo mieszane uczucia. Czemu on to do cholery zrobił?! Szczególnie, że Borys przecież należał do asasynów i… W pewnym momencie zdała sobie sprawę z czegoś jeszcze. Było jej… ciepło. Śnieg na którym stali odrobinę stopniał i powoli zaczynała prześwitywać przez niego lita skała. Wciąż jednak uporczywie sypało, a ona już nawet nie dostrzegała schodzących przed nimi sylwetek przyjaciół. Zaskoczona spojrzała na Kruka, którego twarz skrywała się w cieniu szerokiego kaptura.
– Ty to robisz? – spytała zaciekawiona.
– Mhm – przytaknął. – Rozgrzewanie się to jedna z umiejętności mojej rasy – odpowiedział na jej nieme pytanie. – Tylko że zużywa sporo energii. Gdyby to nie była symulacja, to pewnie bym tak nie ryzykował. Chodź, powinniśmy dogonić pozostałych. Nie zmarzniesz jeśli będziesz trzymała się blisko mnie.
Wydawało się jej, że okrążyli szczyt, z którego schodzili. Śnieg w końcu przestał sypać, a powietrze stało się rześkie i przejrzyste. Wyraźnie było widać dolinę i zarysy stojących w niej domów. Udało im się dogonić pozostałych, tylko dlatego, że tamci się zatrzymali.
– Ktoś chyba atakuje wioskę – odezwał się David, gdy do nich dołączyli.
Dym w dolinie był gęsty i zdecydowanie zbyt czarny, by można go było uznać za pochodzący z paleniska.
– Musimy tam iść – stwierdził bez wahania Lucas. – Gdzie Borys? – spytał kierując na nich wzrok.
– Spadł – oznajmił spokojnie Kruk, wzruszając ramionami.
Suri zdała sobie sprawę, że Feniksy w ogóle się nie przejęły.
– Rany, co za fajtłapa – wymamrotała pod nosem Laila.
– Nieważne, idziemy! – zakomenderował Lucas i wszyscy ruszyli posłusznie za nim.
Po pewnym czasie droga zrobiła się znacznie szersza, a osada drewnianych domów, pokrytych strzechą, z których teraz większość trawiły płomienie, znacznie lepiej widoczna. Z oddali było widać zarówno walczące, jak i uciekające w popłochu, ludzkie sylwetki. Feniksy ruszyły w kierunku wioski. Kiedy chciała do nich dołączyć, Kruk przytrzymał jej rękę. Odwróciła się do niego zaskoczona.
– To nie jest nasze zadanie – powiedział stanowczo.
– Ale… – zaprotestowała Suri patrząc za Feniksami, które były już niemal na miejscu.
– To nie jest nasze zadanie – powtórzył nieco ostrzej. – Cel był jasny. Mamy dotrzeć do jaskini, odnaleźć artefakt i opuścić symulację.
– Ale ci ludzie potrzebują pomocy – oznajmiła odrobinę mniej pewnym głosem, przyglądając się, jak ogromny, stojący na dwóch grubych nogach stwór, uderza wielką maczugą, niszcząc dach jednej z niezajętych jeszcze ogniem chat.
Feniksy już zdążyły rzucić się w wir walki, pozbywając się napastników jednego po drugim. Tylko ona z jakiejś przyczyny wciąż tu tkwiła. Czemu to co mówił Kruk brzmiało tak logicznie? Chłopak westchnął.
– Ci ludzie nie są prawdziwi – odezwał się do niej wyraźnie siląc się na cierpliwość, a ona poczuła się, jakby mówił do przedszkolaka. – To tylko symulacja. Co jeśli mamy ograniczony czas? Jeżeli nie dotrzemy do jaskini, oblejemy zadanie.
Suri ponownie spojrzała na przyjaciół. Wygrywali starcie po starciu.
– Czemu nie pozwalasz mi tam pójść? – zaczęła się zastanawiać lekko mrużąc oczy. – Przecież nie jestem ci do niczego potrzebna.
Chłopak skrzywił się odrobinę.
– Odzyskanie artefaktu jest waszym zadaniem. Ja mam dopilnować, żeby przynajmniej jedno z was znalazło się w tej przeklętej jaskini.
– To dlatego ich puściłeś, nie odzywając się nawet słowem? – spytała retorycznie. – Ciekawe czemu padło akurat na mnie… – mruknęła pod nosem.
Spojrzał na nią chłodno, od czego już zdążyła się odzwyczaić, więc teraz poczuła się bardzo nieswojo.
– Suri, posłuchaj mnie bardzo uważnie – odezwał się beznamiętnym tonem. – Niezależnie od tego, jak bardzo cię lubię, nie planuję pomagać Feniksom wygrywać i sabotować swojej własnej drużyny. Rozumiesz? Nie zamierzam cię jednak również okłamywać. Gdyby wystarczyło, żebym sam zdobył artefakt, pozwoliłbym ci robić co chcesz.
Westchnęła.
– Dobrze – obdarzyła go swoim najładniejszym uśmiechem – nie chciałabym, żebyś wciskał mi kit. Niezależnie od sytuacji.
– Więc między nami wszystko ok? – spytał z nadzieją, a Suri zdała sobie sprawę, że jego maska opadła i naprawdę zależy mu na jej twierdzącej odpowiedzi.
– Tak. Wiesz dokąd mamy iść? – Skinął głową. – No to prowadź – mruknęła – ale pamiętaj, że jeśli wbijesz mi nóż w plecy, to nie zamierzam ci tak łatwo wybaczyć, nawet jeżeli to tylko symulacja.
✩ ✩ ✩
Morrigan
Nie spodziewała się rewelacyjnych wyników, ale w swoich najgorszych koszmarach nie przewidywała, że będzie aż tak źle. Z dziesięciu drużyn swoje zadania, które nie były jakoś szczególnie skomplikowane, wykonały zaledwie trzy. Reszta uczniów radośnie i bez szczególnego wysiłku doprowadziła do zagłady świata. Musiała jakoś rozwiązać ten problem. Szczególnie, że prędzej czy później przyjdzie im stawiać czoła prawdziwym zagrożeniom, w których śmierć będzie oznaczała koniec życia, a nie jedynie odpadnięcie z symulacji. Zdecydowanie nie chciała być za to odpowiedzialna. Miała nadzieję, że rozmowa w cztery oczy z każdą z sześciu osób, które jako jedyne wykonały zadania dla swoich drużyn, przyniesie jej jakieś przemyślenia, z których będzie mogła później wyciągnąć wnioski i wprowadzić do programu integracyjnego zmiany.
– Dobrze, miejmy to już za sobą – westchnęła, wiedząc, że rozmowy z uczniami nigdy nie należą do łatwych. Na biurku umieściła mieniącą się białym światłem kulę, która na celu miała skutecznie zniechęcić jej podopiecznych do mijania się z prawdą. – Wprowadź pierwsze z nich – zwróciła się do starszej kobiety o imieniu Elene, oficjalnie zajmującej stanowisko jej asystentki, a tak naprawdę będącej jedną z jej najbardziej zaufanych przyjaciółek.
Kobieta otworzyła masywne, dębowe drzwi i wezwała do siebie pierwszego z uczniów. Okazało się, że Klara z drużyny Żniwiarzy wykonała zadanie dzięki temu, że skutecznie ogłuszyła Laurę, jedną z Latających Tygrysów, a potem siłą zaciągnęła ją do jaskini. Zupełnie nie o to jej chodziło… i nie na tym miała polegać integracja. Czerwony jak burak chłopak z drużyny Pegazów poszedł do jaskini z Nadine ze Żniwiarzy, ponieważ złożyła mu niedwuznaczną propozycję. Morrigan powoli zaczynała mieć dość. Dopiero teraz przytłoczył ją ogrom czekającej ich wszystkich pracy.
– Suri, siadaj – poprosiła swoją najnowszą uczennicę, kiedy ta weszła do pokoju. Dziewczyna posłusznie zajęła miejsce przed biurkiem. Była nieco skrępowana. – Nie martw się, zadam ci tylko kilka pytań. Obrońcy i asasyni muszą w przyszłości współpracować, często od tej współpracy zależało będzie ich życie. Mam nadzieję, że wasze odpowiedzi pomogą mi was do tego przygotować – wyjaśniła, a dziewczyna nieco się odprężyła. – Jesteś gotowa?
– Tak, proszę pytać – odpowiedziała cichym, ale pewnym głosem.
Morrigan wzięła głęboki oddech. Była pewna, że woli nie znać odpowiedzi na pytanie, które zaraz zada. Po Kruku spodziewać się mogła dosłownie wszystkiego. Po głowie chodziły jej same najczarniejsze scenariusze.
– Jak to się stało, że jako jedyna z obrońców w twojej drużynie znalazłaś się w jaskini?
Dziewczyna spojrzała na nią jakby odrobinę zmieszana.
– Kruk mnie zatrzymał, kiedy chciałam pomóc pozostałym Feniksom i powiedział, że nie takie mamy zadanie i że obleję, jeżeli z nim nie pójdę, że obydwoje zawalimy…
Kula zabarwiła się niebieskim światłem, co oznaczało, że dziewczyna nie mija się z prawdą. Morrigan była w szoku.
– Czyli wystarczyło, że cię poprosił? – spytała starając się zachować pełen profesjonalizm.
– No tak… – przyznała dziewczyna.
Niesamowite! Dlaczego więc żadna z pięćdziesięciu ośmiu innych osób nie wpadła na tak proste rozwiązanie? Dlaczego nie wpadło na nie żadne z siedemnastu pozostałych asasynów? Czy Krukowi po prostu udało się wykorzystać fakt, że Suri wychowała się w Starym Świecie i nie miała zakorzenionych od wczesnego dzieciństwa uprzedzeń?
– Suri, wiem, nie dorastałaś tutaj, dzięki czemu masz świeże spojrzenie na wiele różnych spraw. Chciałabym poznać twoje zdanie na pewien temat – ciągnęła. – Jak uważasz, co moglibyśmy zmienić, żeby uczniowie lepiej się ze sobą dogadywali?
– Ma pani na myśli dogadywanie się pozostałych uczniów z Illi’andinn? – spytała bez ogródek, zadziwiając swoją spostrzegawczością.
– Tak – przyznała spokojnie.
Dziewczyna wzięła głęboki oddech.
– Na początek dałabym wszystkim takie same pokoje, po dwie osoby w każdym, każdy tej samej wielkości, pozbawiłabym także Feniksy apartamentów – odpowiedziała niezwykle rzeczowo.
Morrigan spojrzała na nią szczerze zaskoczona.
– Masz rację – przyznała – to by na pewno wiele ułatwiło. Niestety nie jest możliwe. W dużym stopniu działanie Akademii Królewskiej jest uzależnione od dofinansowań składanych przez rodziny naszych uczniów, oraz ich politycznego wsparcia.
Suri spojrzała na nią odważnie.
– Proszę więc mnie więcej o to nie pytać. Nie znam tutejszej polityki, ale działa chyba tak samo kiepsko, jak w świecie, z którego pochodzę.
Kobieta westchnęła. Z przykrością musiała się z nią zgodzić. Wymieniła z uczennicą jeszcze kilka uprzejmości, by jak najbardziej odwlec w czasie, jak jej się wydawało, najtrudniejszą tego dnia rozmowę. Kiedy Suri wyszła, jej miejsce zajął ubrany w czarną bluzę z kapturem chłopak, najzdolniejszy uczeń, a zarazem największe utrapienie.
– Przejdźmy do rzeczy – ponaglił ją chłodno, jak zawsze ignorując wszelkie konwenanse.
Jęknęła w duchu.
– Dlaczego pozbyłeś się w symulacji kolegi? – spytała wcale nie chcąc znać odpowiedzi.
Wzruszył ramionami.
– Wyrażał się wulgarnie o dziewczynach – odpowiedział, ale kula nie zmieniła zabarwienia. Spojrzał na nią ze złością, jakby ta była żywą istotą. – No dobrze… o jednej dziewczynie.
Kula nagrodziła go niebieską poświatą, a Morrigan starała się ukryć swoje zdumienie.
– Jak wpadłeś na to, że wystarczy poprosić obrońcę, żeby z tobą poszedł wykonać zadanie? – kontynuowała tym razem już nieco bardziej zaciekawiona.
– To nie było trudne, sama wiedziała, że nieszczególnie przyda się swojej drużynie w walce. Obydwoje na tym skorzystaliśmy. – Tym razem również światło stało się niebieskie. – Czy to wszystko? – zapytał obojętnie.
– Nie – oznajmiła stanowczo. – W dalszym ciągu brakuje nam ludzi – przyznała otwarcie. – I prawdopodobnie niedługo znowu będę cię potrzebować.
Chłopak skrzywił się nieznacznie, ale skinął głową.
– Jak zawsze jestem na pani rozkazy – wstał z krzesła i bez pytania opuścił jej gabinet, a ona odetchnęła z ulgą.
Jeżeli z Akademii wyrzuciłaby jeszcze połowę obrońców, to nic takiego by się nie stało, ale strata choćby jednego asasyna, patrząc na to, jak niewielu absolwentów zostało przy życiu, mogłaby być katastrofalna. Dawno nie mieli tak dobrej drużyny jak Żniwiarze, a najlepszy z nich wszystkich był właśnie Kruk…