Header Background Image
    Rzeczywistość to ta część wyobraźni, co do której wszyscy się zgadzamy.

    Kruk

    Suri

    Dopiero nad ranem w ścianie izolatki pojawiły się drzwi, a ona przyciągnęła swoją moc z powrotem do siebie. 

    Lucas wyszedł pierwszy, ciągnąc za sobą Lailę, która mruknęła pod nosem kilka niecenzuralnych słów, a potem zatrzasnęła za sobą drzwi. Christopher zawahał się na moment, jakby chciał coś powiedzieć, ale w końcu tylko spojrzał na Suri uważnie i również zniknął na korytarzu. Cameron został jako ostatni. Poprawił jej kołdrę, jakby była dzieckiem, i dopiero wtedy wyszedł, cicho zamykając drzwi. Czuła w środku przyjemne ciepło na myśl, że wszyscy zdecydowali się ją wesprzeć, a jednocześnie obawiała się tego, co będzie dalej. Mimo zmęczenia nie zamierzała kłaść się spać. 

    Kilka minut później wyszła na balkon, wciąż w tych samych ubraniach, z twarzą mokrą od zaschniętych łez. Powietrze było chłodne i pachniało porankiem. Dopiero wtedy zobaczyła go w cieniu przy balustradzie. Stał oparty o ścianę, blady, z podkrążonymi oczami, jakby ktoś wyssał z niego całą siłę. Spojrzał na nią przeciągle. 

    – Musimy porozmawiać – powiedział zachrypniętym głosem – ale nie tutaj. 

    Nie dodał nic więcej. Złapał ją za rękę i otworzył portal, zanim zdążyła zadać choć jedno pytanie.

    Chłopak milczał, dopóki nie znaleźli się w jego mieszkaniu w Nowym Tokyo. Dopiero, kiedy zamknęły się za nimi drzwi, przytulił ją do siebie stanowczo. 

    – Dlaczego to zrobiłaś? – zapytał z wyrzutem, a w jego głosie potrafiła wyczuć nuty paniki. – To było piekielnie nierozsądne! 

    – Nie potrafiłam zachować się inaczej – wyszeptała, wtulając twarz w jego czarną bluzę. – Myślałam, że jeżeli nic nie zrobię, to zwariuję. 

    Odsunął ją na odległość wyciągniętych ramion, jakby musiał się upewnić, że stoi przed nim cała. 

    – Mogłaś umrzeć – powiedział cicho, a w jego spojrzeniu pojawiło się coś, co ostatnio widziała u niego w Obsesji — czysty strach.

    ✩ ✩ ✩

    Kruk

    Ponownie przyciągnął ją do siebie i objął mocniej, jakby sam uścisk mógł cofnąć wydarzenia z ostatniej nocy. Przerażało go to w sposób niemal fizyczny. Kolejny raz stała obok niego w miejscu, w którym nigdy nie powinna się znaleźć. Znowu dla niego ryzykowała. Postąpiła tak, jakby jej życie było mniej warte niż jego upór.

    Jednocześnie w jego wnętrzu rozlewało się ciepło, którego nie potrafił w sobie zdusić. Nienawidził tej części siebie. Tego, że wdzięczność mieszała się w nim z ulgą, że nie był w tym sam. Tego, że myśl o tym, jakby wyglądała ta noc bez niej, była prosta i przerażająca zarazem — nie przetrwałby.

    Odsunął ją na moment tylko po to, żeby spojrzeć jej w twarz. Była blada, zmęczona, miała czerwone oczy. Wciąż jednak oddychała, a to wystarczało, żeby go trzymać w pionie.

    – To było… – zaczął, ale słowo „głupie” utknęło mu w gardle, bo nie chciał jej obrażać. – Nie rób tego więcej.

    Nie brzmiało to jak prośba. Brzmiało jak panika, ubrana w maskę rozkazu.

    Pokiwała głową, jakby chciała go uspokoić, a on wiedział, że to nic nie znaczy, a Suri i tak zrobi co będzie uważała. 

    Przymknął oczy, odwrócił się i ruszył do łazienki, zanim powie coś, czego nie da się cofnąć. W mieszkaniu panowała cisza, ta jego cisza, ciasna i bezpieczna. Tokyo za oknem dopiero budziło się do życia, ale tutaj czas stanął w miejscu. Woda w kranie poleciała zimna, obojętna, jakby w ogóle nie istniał świat, w którym ludzie potrafili umierać z bólu w izolatkach.

    Umył ręce, a potem twarz. Jego skóra piekła, choć nie miał na niej żadnych ran. Zbyt dobrze znał to uczucie. Strach zawsze zostawiał ślad, nawet gdy nie było siniaków. Usłyszał, jak wchodzi za nim. Nie musiał się odwracać.

    – Masz tu ręcznik – mruknął, otwierając szafkę, jakby to miało jakiekolwiek znaczenie. 

    Widział kątem oka, jak bierze czysty ręcznik. Jej ruchy były wolniejsze niż zwykle. Prawie się potknęła, gdy schylała się po bluzę, którą trzymał dla niej na zapas. Serce ścisnęło mu się na krótką sekundę.

    – Wykąpiemy się – rzucił, zanim zdążył się zastanowić, czy to nie zabrzmi jak rozkaz. Suri jednak skinęła głową. Zaczęła ściągać z siebie ubrania — posłuszna, zbyt grzeczna, bez tej zwyczajowej namiętności, która zawsze towarzyszyła im, gdy byli blisko siebie. To również go wkurzało i niepokoiło zarazem, bo ta jej potulność zawsze pojawiała się wtedy, gdy on już widział czarne scenariusze. 

    Weszli wspólnie pod prysznic. Ciepła woda koiła nerwy, a widok jej nagiego ciała wywołał w nim przyjemny dreszcz. Dziewczyna jednak wyraźnie nie była w nastroju, a on skarcił się w myślach, za to, że zapomina jak bardzo jest teraz osłabiona i zmęczona. Zamiast tego delikatnie umył jej włosy, a potem, gdy obydwoje skończyli się myć, owinął ją dużym, grafitowym ręcznikiem. Wyjął z szafy ubrania, które u niego zostawiła, nie potrafiąc przejść obojętnie, obok myśli, że coraz więcej jej rzeczy znajdowało się u niego w mieszkaniu. Sam założył świeżą czarną koszulkę i usiadł na kanapie, sadzając ją sobie na kolanach. To było najlepsze miejsce, jakie potrafił dla niej wymyślić. Ręką otoczyła jego szyję, a potem spojrzała na niego aż nazbyt poważnie.

    – Stary Świat nie był bez wad, ale w porównaniu do Nowego… przynajmniej w większości miejsc… to niebo a ziemia – westchnęła. – Każdy mógł żyć, jak mu się żywnie podobało, a w jakieś przeklęte hierarchie bawili się tylko nieliczni, a i tak mogli z tego po prostu zrezygnować. 

    Po jej słowach do głowy, uporczywie, wróciła mu jedna myśl. W Nowym Świecie również istniało takie miejsce. Nivaria. Kraina Złudnych Mgieł, odcięta od reszty świata iluzją, której nikt normalny nie powinien móc przebić. Kontynent stworzony dla tych, którzy nie mieszczą się w ludzkich kategoriach. Miejsce, które nie udawało, że jest odbiciem Starego Świata, bo tam zwyczajnie nigdy nie istniało. Nivaria nie potrzebowała obrońców, rekrutowała wyłącznie takich jak on. Dawała autonomię, prawo do własnych zasad i odpowiedzialności, ceniła merytokrację. To brzmiało jak kłamstwo. Właśnie dlatego o tym pomyślał. Nie zamierzał jednak mówić o tym Suri — jeszcze nie teraz — bo nie chciał dawać jej złudnej nadziei.

    – Poradzimy sobie tutaj – zapewnił stanowcze, wplatając palce w jej wilgotne włosy, a ona nachyliła się, żeby go pocałować. – Zjesz coś – powiedział, bardziej stwierdzając fakt niż pytając. – Później wrócimy do szkoły.

    Nie miał ochoty wracać. Akademia była teraz klatką, która miała drzwi tylko wtedy, gdy Rada uznała to za wygodne. Mimo to wiedział, że muszą. Im szybciej wrócą do „normalności”, tym mniejsze ryzyko, że ktoś zacznie grzebać w tym, co wydarzyło się w nocy. Magia rzadko bywała dyskretna, a nie chciał nawet sobie wyobrażać, co stanie się, gdy ktoś zauważy jej interwencję.

    Oparła się o niego, odrobinę rozluźniając.  

    – Jesteś zmęczona? – bardziej stwierdził fakt, niż zapytał. Pokręciła głową, choć w jej oczach zobaczył zmęczenie tak wyraźne, że aż go zabolało. – Kłamiesz – powiedział cicho.

    – Przesadzasz – odpowiedziała równie cicho, a w tym jednym słowie było wszystko, co w niej kochał i czego się bał. 

    Oplótł ją ramionami, przyciągając do siebie jeszcze mocniej. 

    – Martwię się o ciebie – wymknęło mu się. Nie dodał, że to martwienie potrafi go boleć mocniej niż jakakolwiek kara. – Wrócimy do Akademii. Przetrwamy to – zawahał się minimalnie. – Potem… pomyślę o przyszłości.

    Nie powiedział „naszej”, bo jeszcze nie ufał własnym planom na tyle, żeby ubierać je w liczby mnogie. Zamiast tego podniósł ją delikatnie i posadził obok, a sam wstał i podszedł do lodówki. Nie sądził, żeby przysługiwał mu dzień wolny, a wolał nie ryzykować kolejnego spotkania z Radą. Zjedzą śniadanie, a potem razem wrócą do Akademii. Miał teraz jeszcze więcej powodów, żeby zawrzeć rozejm z Feniksami. Nie ważne kim byli i jak go traktowali — liczyło się to, że w razie kłopotów stawali po stronie Suri i potrafili ją ochronić.   

    ✩ ✩ ✩

    Suri

    Kiedy już udało jej się odetchnąć i odpocząć, była zdeterminowana. Zamknęła za sobą drzwi do pokoju i przez chwilę stała w ciszy, zbierając myśli. Nie chciała już działać impulsywnie. Jeżeli miała być dla kogokolwiek wsparciem, musiała najpierw przestać być zagrożeniem dla samej siebie. 

    Widząc, co chłopak potrafi, poprosiła Christophera o pomoc, a on jej nie odmówił. Umówili się w ogrodzie, przy basenie Feniksów. Zaskoczona wpatrywała się w blondyna, obok którego w powietrzu unosił się jego świetlisty brat bliźniak. 

    – Potrafisz to samo co ja? – spytała zdumiona.

    Chłopak przecząco pokręcił głową. 

    – Nie – uśmiechnął się do niej szeroko – potrafię kopiować cudze umiejętności, kiedy używają ich w pobliżu mnie – wyjaśnił.  

    – W takim razie czemu nie przywołałeś cieni? 

    – Och – Christopher się roześmiał. – To ty nie wiesz jak one działają? 

    – Nie mam pojęcia – przyznała zawstydzona, mając pewność, że się rumieni. 

    – Pokażę ci, jeśli chcesz – zaproponował.  

    – Pewnie, że chcę! – niemalże wykrzyknęła. 

    – Pomyśl, że potrzebujesz ich pomocy – poinstruował. – Doskonale – pochwalił, gdy u jej boku pojawiła się wysoka sylwetka Kruka i postać rosłego mężczyzny. 

    Zbliżył dłoń do jej świetlistej siostry bliźniaczki, a po chwili, po drugiej stronie dziewczyny pojawił się jego własny cień. Spojrzała na niego szeroko otwartymi oczami. 

    – Jak to zrobiłeś? – spytała zaskoczona.

    Wzruszył ramionami. 

    – Zbierasz cienie od osób, które chcą cię chronić – wyjaśnił. – W razie potrzeby będą pomagały ci w walce… albo broniły podczas ucieczki.

    – Och… 

    Patrzyła na niego szeroko otwartymi oczami, nie wiedząc co powiedzieć. Wiedziała, że Kruk chce ją chronić, ale nie miała pojęcia kim jest właściciel drugiego z cieni. Poczuła przyjemne ciepło w środku, na myśl, że Christopher również się o nią troszczy, ale była z tego powodu również nieco zmieszana. W końcu znali się zaledwie od paru tygodni… Niezręczną ciszę przerwało pojawienie się Camerona. 

    – Ja też mogę tam dołączyć? – spytał Christophera, wskazując towarzyszące Suri cienie. 

    Blondyn skinął głową.

    – Jasne, im więcej osób będzie ją wspierało, tym będzie silniejsza. Jednak żeby się udało, intencje muszą być szczere  – wyjaśnił. 

    – O to się nie martwię – Cameron wyszczerzył zęby w uśmiechu. – Co mam zrobić? 

    – Dotknij świetlistej dziewczyny – poinstruował go Christopher. 

    Cameron zbliżył dłoń do jej eterycznej siostry bliźniaczki, a jego cień zawisł w powietrzu tuż obok ciemnej sylwetki przypominającej Christophera. 

    – Twoja prywatna armia – ucieszył się chłopak, zwracając się do Suri. 

    Dziewczyna obdarzyła go uroczym uśmiechem. 

    – Dziękuję wam – odezwała się, z powodu wzruszenia niepewna swojego głosu. – Chris… wiem że już bardzo mi pomogłeś, ale znajdziesz trochę czasu, żeby później ze mną poćwiczyć? – poprosiła. 

    – Jasne, kiedy tylko będziesz miała ochotę – zapewnił. 

    Nareszcie poczuła, że robi jakieś postępy. Christopher był pierwszą osobą, która rozumiała na czym w ogóle polega jej moc. Kimś kto z łatwością potrafił jej to wyjaśnić i miała nadzieję, że z równie pozytywnym skutkiem pomoże opanować. 

    ✩ ✩ ✩

    Kruk

    Stał pod drzewem i czekał kiedy go zauważą. Miał mieszane uczucia. Z jednej strony Christopher uratował Suri życie i za to nigdy mu się nie odwdzięczy. Dziewczyna miała pełne prawo go lubić  i się z nim przyjaźnić… Z drugiej jednak… dlaczego do cholery zabrała go do ICH sadu?! Czemu stał tak blisko niej i dlaczego było im tak wesoło? Na dodatek zdał sobie sprawę z tego, że jedyny towarzyszący obecnie Suri cień, swoją sylwetką do złudzenia przypomina postać Christophera. Blondyn spojrzał w jego kierunku. Dotknął ramienia dziewczyny, żeby zwrócić na siebie jej uwagę, a Kruk poczuł niekontrolowane ukłucie zazdrości.  

    – Cześć – Christopher odezwał się do niego pogodnym głosem. 

    – Co tu robisz? – zdziwiła się Suri, ku jego uldze obdarzając go jednak radosnym uśmiechem.

    Kruk skinął Christopherowi głową. 

    – Szukałem cię – zwrócił się do Suri. – W czym wam przeszkodziłem? – zapytał. 

    – Chris potrafi kopiować cudze umiejętności i rozumie jak działa moja – wyjaśniła zadowolona dziewczyna. Zdrobnienie zabolało, ale nie dał tego po sobie poznać. – Zgodził się ze mną poćwiczyć. Zobacz ile się już nauczyłam – jej twarz promieniała szczęściem. 

    Tuż przy nim zmaterializował się jego własny cień, a za nim, ku jego ogromnemu niezadowoleniu, pojawiła się sylwetka Camerona. 

    – Dowiedziałaś się już kim jest mężczyzna, który towarzyszył ci jako pierwszy? – zapytał. – Myślałem, że to twój tata, ale on jest zdecydowanie szczuplejszy… 

    Dopiero po chwili dotarło do niego, że powiedział coś, czego nie powinien był mówić. Dziewczyna wpatrywała się w niego oszołomiona. 

    – Wiedziałeś jak działają moje cienie? – spytała cicho. 

    Niechętnie skinął głową.

    – Kiedy zabrałaś mi mój, nie było trudno się domyślić…

    – I przez cały ten czas niczego mi nie powiedziałeś?! – była wyraźnie zdenerwowana.

    – Czemu bym miał? – spytał chłodno. – Mówiłem ci przecież, że niezależnie od tego, co nas łączy, nie będę wspierał drużyny wroga… 

    Zbliżył się do niej, ale ona odsunęła się w kierunku Christophera. 

    – Ty kretynie! Tu nie chodzi o żadne pieprzone punktacje czy konkurencje! Gdybym potrafiła się bronić, to to co się stało w ogóle mogłoby się nie wydarzyć! 

    Wziął głęboki oddech. Nie zamierzał się z nią kłócić. Na pewno nie przy Christopherze. Nigdy nie myślał o tym w ten sposób. Po prostu był pewien, że jeżeli będzie trzeba, to sam ją ochroni, tak jak robił to do tej pory, tak jak się działo przed spotkaniem z królową… 

    – Ja tam się cieszę, że się wydarzyło – wtrącił się Christopher. Uśmiechnął się do niej, a Kruk nabrał przemożnej ochoty, żeby mu przyłożyć. – Gdyby moja matka nie była taką zołzą i cię nie porwała, nigdy nie znalazłbym się w Akademii. 

    Jeszcze przez chwilę czuł na sobie jej palący wzrok, a potem jej spojrzenie przeniosło się na blondyna. 

    – Potrafisz skopiować też jego moc? – zapytała. – Więc zabierz nas stąd – poprosiła, kiedy Christopher przytaknął. 

    Chłopak spojrzał na niego przepraszająco, ale bez protestów objął ją ramionami i skoczył. Nieprzyjemne uczucie rozlało się po całym jego ciele. Cholerna dziewczyna! Z całej siły uderzył pięścią w stojącą nieopodal jabłonkę, raniąc sobie kłykcie. Potem do jego umysłu zakradło się ziarno strachu. Co jeżeli taki powód wystarczy jej, żeby z nim zerwać? Szczególnie teraz, gdy w jej życiu obok Camerona pojawił się jeszcze przeklęty Christopher…

    ✩ ✩ ✩

    Suri

    Był w jej pokoju. Siedział na jej łóżku i najwyraźniej na nią czekał. Wciąż była na niego wkurzona, ale zdawała sobie sprawę, że lepiej będzie jeśli od razu z nim porozmawia. Niezależnie od tego co sobie myślał, musiał zrozumieć jej punkt widzenia. Podeszła i usiadła po drugiej stronie łóżka.

    – Suri… – zaczął niepewnie, nie podnosząc na nią wzroku, a ona dopiero teraz zdała sobie sprawę, że chłopak czuje się zraniony. 

    Zapragnęła przysunąć się do niego bliżej i opleść jego szyję ramionami. Chciała się z nim całować, chciała, żeby jej dotykał… ale nie zamierzała tak łatwo mu odpuścić. Na pewno nie tym razem!

    – Mhm? – mruknęła na znak, że go słucha. 

    – Czy już nie chcesz żebyśmy byli razem? – tym razem podniósł na nią wzrok.

    Przez chwilę nie mogła uwierzyć, że on pyta poważnie. Nie po tym wszystkim, co razem przeszli… Nie po tak wielu cudownych, wspólnych chwilach… 

    – Zwariowałeś! – nie mogła się powstrzymać. – Oczywiście że chcę! Po prostu uważam, że zachowałeś się bardzo nierozważnie i zupełnie nie pomyślałeś o możliwych konsekwencjach…

    Przecząco pokręcił głową.

    – Dzisiaj w sadzie… skłamałem – przyznał cicho. – Po prostu w ogóle nie przyszło mi do głowy, że powinienem powiedzieć ci czego domyślam się na temat cieni. Nie miałem żadnych ukrytych motywów.

    Przez chwilę miała ochotę czymś w niego rzucić, ale wyglądał na tak cholernie zagubionego, że złość przeszła jej tak szybko, jak się pojawiła. Ile razy jeszcze będzie musiała mu powtórzyć, że go kocha, żeby w to wreszcie uwierzył? 

    – Kiedy to powiedziałeś – szepnęła – poczułam się, jakbyś mnie zdradził. Jakby… błędem było to, że ci zaufałam – wyznała. 

    Kruk milczał przez dłuższą chwilę.

    – Jak mam to naprawić? – zapytał nie podnosząc wzroku. 

    Tym razem już się nie powstrzymywała. Uklęknęła za nim i oplotła go od tyłu ramionami. Za wszelką cenę chciała rozładować napięcie. Chciała, żeby zrozumiał jej punkt widzenia, ale nie miała zamiaru pozwolić, żeby czuł się w ten sposób… 

    – Możesz mi przynieść ciastko – mruknęła mu tuż przy uchu – to z migdałami, z kawiarni obok twojego mieszkania. 

    Chłopak spojrzał na nią naprawdę zaskoczony, a potem płynnym ruchem przewrócił ją na łóżko. Sam znalazł się nad nią, desperacko całując jej usta. 

    – Co tylko sobie zażyczysz – obiecał w przerwie, którą zrobili na złapanie oddechów. 

    ✩ ✩ ✩

    Kruk

    Nie powinien był się uspokajać tak szybko. Jeszcze chwilę temu siedział na jej łóżku jak na krawędzi urwiska, z dłońmi splecionymi tak mocno, że aż bolały go kłykcie, a teraz miał ją pod sobą i całował tak, jakby od tego zależało jego życie. Jej usta były ciepłe, miękkie, cudownie znajome. Przez krótką chwilę czuł prawdziwą ulgę, jakby ktoś przeciął napiętą linę. Przestał walczyć o oddech, a potem znów wrócił strach. Nie ten wielki, teatralny, tylko cichy i lepki, przyklejony do karku. Strach, że to mogło się skończyć inaczej — Suri mogła powiedzieć „nie”, odsunąć go tak samo, jak odsunęła się w sadzie, i że wtedy nie miałby już żadnych słów, które by to naprawiły. Pocałował ją jeszcze mocniej, namiętniej, jakby to miało ją przytrzymać przy nim na dłużej. 

    Oderwał się od jej ust tylko na moment, żeby nabrać powietrza. Suri patrzyła na niego z tym swoim uporem, który doprowadzał go do szału i jednocześnie go do niej przyciągał. Dzisiaj ten upór miał smak migdałów, żartu i bliskości, którą mu dała, choć wcale nie musiała. 

    – Co tylko sobie zażyczysz – powiedział cicho, jakby sprawdzał, czy te słowa go nie zdradzą. 

    Zdawał sobie sprawę, że to, co ją zabolało nie było drobiazgiem. Nienawidził, że potrafił ją zranić w tak przypadkowy sposób. Czuł zapach jej włosów, ciepło skóry, nieregularność jej oddechu, jeszcze trochę przyspieszonego. Chciał powiedzieć „przepraszam” tak, żeby to coś znaczyło, był jednak pewien, że słowo zabrzmi zbyt pusto. Zamiast tego przesunął palcami po jej policzku, delikatnie, jakby sprawdzał, czy dziewczyna nie zniknie. Była tu — żywa, wkurzona i wciąż jego. 

    – Kocham cię – powiedział w końcu, chwytając się tych słów, jakby były kołem ratunkowym. Poczuł, jak jej ciało się rozluźnia, a oddech staje się głębszy. To był najgorszy narkotyk. Jeden mały sygnał, że nadal go wybiera, i on już gotów był zrobić wszystko, żeby to utrzymać, a jednak w środku czaiła się druga myśl, ciemniejsza — że na to nie zasłużył. – Przyniosę ci to ciastko – mruknął w jej włosy, a w głosie miał coś między obietnicą a przysięgą. – I… będę ci mówił o wszystkim, co zauważę, jeżeli będzie dotyczyło ciebie. 

    Uniosła rękę i wplotła palce w jego włosy. Uśmiechnęła się, tym swoim cudownym, delikatnym uśmiechem. Tym razem nie chciał udawać. Chciał tylko, żeby przy nim została. 

    Note