Header Background Image
    Rzeczywistość to ta część wyobraźni, co do której wszyscy się zgadzamy.

    Cień kruka

    Tatiana

    Dawno już nie czuła się tak podekscytowana! Jej starszy, ukochany brat wracał do domu na święta i przywoził ze sobą dziewczynę! Na dodatek taką, której wybór w pełni akceptowała ich nadmiernie wymagająca matka. Nie mogła się doczekać kiedy wreszcie ją pozna! Żałowała trochę, że nie może uczęszczać do Akademii Królewskiej wraz z Cameronem. Wystarczyłoby tylko, gdyby urodziła się kilka miesięcy wcześniej lub on kilka miesięcy później… Najmłodsi uczniowie Akademii, tak jak Cameron, mieli dziewiętnaście, a najstarsi dwadzieścia jeden lat. To nie była typowa szkoła, w której co roku przyjmowani są nowi studenci. Nowy nabór odbywał się raz na trzy lata, a wybierani byli jedynie najlepsi. Musiała też sama przed sobą przyznać, że trochę zazdrości Cameronowi, tego, że sam mógł dokonać wyboru dziewczyny. Była pewna, że prędzej czy później, matka znajdzie dla niej odpowiedniego kandydata, a ona nie będzie miała innego wyjścia, jak tylko się podporządkować.  

    – Księżniczko Tatiano! Księżniczko Tatiano! Już tu są! – podbiegła do niej rozentuzjazmowana Anna, jej najbliższa dwórka.

    Tatiana skrzywiła się na myśl, że damie nie przystoi takie bieganie. Tym razem jednak nie upomniała przyjaciółki, bo sama była równie podekscytowana. Pospiesznie przeszła przez udekorowany o tej porze roku złotem i czerwienią pałac na plac, na którym znajdowały się prowadzące w różne zakątki świata portale. Jej rodzice już tam byli, a towarzyszył im pełen orszak. Poczuła nieprzyjemne ukłucie na myśl, że nie była dość ważna, żeby posłali po nią kogoś z odpowiednim wyprzedzeniem… Z pewnością królowa Wiktoria i jej królewski małżonek książę Damien spodziewali się po prostu, że ich jakże urocza i posłuszna córka zjawi się na czas. Tylko dlaczego cichy głosik w głowie podszeptywał jej coś zupełnie innego? Powoli, dostojnym krokiem, marmurowymi schodami zeszła na plac i stanęła u boku rodziców, a Anna podążyła za nią.  

    – Wasze wysokości – zaczął donośnym głosem herold – przybyli jego wysokość książę Cameron, dziedzic Zjednoczonego Królestwa Europy, rycerz najstarszego i najszlachetniejszego Orderu Gryfa i uczeń Akademii Królewskiej oraz Suri, ósma wnuczka miłościwie panującego Cesarza z dynastii Hokuchō, księżniczka okręgu Kansai i uczennica Akademii Królewskiej.  

    Dookoła rozległy się głośne wiwaty, a mimo że wiele rzeczy na dworze królewskim działo się na pokaz, Tatiana wiedziała, że dworzanie naprawdę uwielbiają jej brata. Choć musiała przyznać, że wiele dam było bardzo zawiedzionych, gdy okazało się, że Cameron zjawi się w towarzystwie swojej przyszłej żony. Poczuła kolejne ukłucie zazdrości, gdy zdała sobie sprawę, że Cameron trzyma dziewczynę za rękę. Puścił ją tylko na chwilę, by przywitać się z rodzicami, a potem znów stanął przy jej boku i odnalazł jej dłoń. Natomiast sama Suri wywarła na niej piorunujące wrażenie. Spodziewała się rodowitej Japonki, ze skośnymi oczami i typową, azjatycką urodą. Jej rysy twarzy jednak były łagodne i pełne uroku, długie, lekko upięte włosy miała w kolorze mlecznej czekolady, a oczy wyjątkowo duże i tylko odrobinę skośne. Była też filigranowa, co od razu rzuciło się Tatianie w oczy, bo zawsze marzyła o takiej sylwetce, a jednak los obdarzył ją szerokimi biodrami i sporą wysokością. Dziewczyna Cameronowi nie sięgała nawet do ramienia, mogła mieć najwyżej metr sześćdziesiąt… a jednak stanowili naprawdę pięknie wyglądającą parę. Szczególnie, że obydwoje przybyli na dziedziniec w białych, reprezentujących Akademię Królewską mundurkach. 

    Po oficjalnym powitaniu, Cameron ze swoim gościem zostali zaprowadzeni do rodzinnego, królewskiego skrzydła, by mogli się odświeżyć i przygotować do znacznie mniej oficjalnego lunchu jedynie w kameralnym gronie rodziny. Tatiana jednak wcale nie zamierzała tyle czekać. Upewniła się, że nikt nie zwraca na nią uwagi i popędziła na skróty, przez przejścia dla służby, by znaleźć się jeszcze przed nimi w saloniku, który łączył gościnne sypialnie Camerona i Suri. To kolejna rzecz, która jednocześnie ekscytowała i irytowała Tatianę, matka zamiast ulokować syna w jego dawnych komnatach postanowiła dać mu wolną rękę, żeby w każdej chwili mógł przebywać ze swoją dziewczyną. Była ciekawa czy chodziło o jakiś układ z Cesarzem Japonii, bo przecież Suri nie miała aż tak wysokiej pozycji, żeby matka tak bardzo miała przyklaskiwać temu mariażowi. 

    Kiedy weszli do pokoju, Tatiana natychmiast zerwała się z kanapy, na której brzegu przysiadła nerwowo przebierając nogami. Jej brat jeszcze w drzwiach odprawił całą służbę i wszystkich dworzan, prosząc ich uprzejmie o chwilę prywatności. 

    – Tatiana, co tu robisz? – Cameron spytał nieco zaskoczony, jednak obdarzając ją szerokim, radosnym uśmiechem.

    – Stęskniłam się za tobą! – wykrzyknęła, rzucając mu się na szyję. 

    – Suri, to mniej oficjalna wersja mojej młodszej siostry – oznajmił, odwzajemniając jej uścisk. 

    Tatiana puściła brata i przytuliła również towarzyszącą mu dziewczynę. Suri obdarzyła ją odrobinę zakłopotanym, ale niezwykle miłym uśmiechem. 

    – Miło mi cię poznać – odezwała się dźwięcznym głosem. 

    – Och, tyle dla nas zaplanowałam! Obiecuję, że na pewno nie będziesz się tutaj nudzić. Dzisiejszy dzień trzeba poświęcić rodzicom, ale jutro pójdziemy na zakupy i jarmark świąteczny, następnego dnia przygotujemy się na bal, a w pierwszy dzień świąt… – z jej ust zaczął wydobywać się nieprzerwany potok słów, co działo się zawsze, gdy była choć lekko zdenerwowana, a ta śliczna, spokojna dziewczyna, wywoływała w niej nie lada tremę. 

    – Tatinko, przystopuj trochę – przerwał jej Cameron. – Suri zostanie tylko na balu, potem ma swoje własne plany. 

    – Jak to? – zdziwiła się dziewczyna. 

    – Nie przywykła do pałacowego życia, tak jak my, wychowała się w Starym Świecie i to wszystko może być dla niej dość… męczące – powiedział zupełnie spokojnie, choć ona sama aż cała buzowała od środka.  

    – Przykro mi – odezwała się Suri. – Ale jutro bardzo chętnie wybiorę się z tobą na zakupy – dodała. 

    – Rozumiem – skłamała gładko, powoli już układając sobie plan, jak nakłonić dziewczynę, żeby jednak z nimi została. 

    ✩ ✩ ✩

    Kruk

    Dopóki nie wyjechała, nie zdawał sobie sprawy, jak bardzo będzie mu jej brakowało. Potrzebował jej… obok siebie. Jednak zarówno Morrigan, jak i Królowa nie pozostawiły mu miejsca na nudę. Coraz częściej skakał między Starym Światem, Akademią, a Obsesją. Wydawało mu się, że obydwie wpadły w jakiś przedświąteczny szał, albo nie zgadzała im się w ogólnych rachunkach tegoroczna lista morderstw i szybko musiały dodać do niej po kilkanaście nowych nazwisk. Jego nowa broń niejednokrotnie posmakowała krwi.  

    ✩ ✩ ✩

    Suri

    Kruk napisał jej, że jest zajęty i żeby nie oczekiwała od niego zbyt częstych wiadomości. To zabolało. Próbowała się dobrze bawić w towarzystwie Camerona i jego siostry, ale myślami przez cały czas była zupełnie gdzie indziej. 

    Tatiana nie przestawała naciskać na to, żeby Suri została z nimi przez całą przerwę świąteczną. Dziewczyna odniosła wrażenie, że nastoletnia księżniczka naprawdę bardzo się nudzi. W dzień balu uparła się na to, żeby razem się wystroiły, w wyniku czego Suri miała na sobie złoto-kremową suknię, przepasaną szarfą, którą zdobiły złote chryzantemy, herb Cesarza Japonii i podobno jej dziadka. Upięte w misterną fryzurę włosy dziewczyny zdobiły perły i złote kwiaty. Tatiana miała na sobie ciemnozieloną, rozłożystą suknię, a Cameron nosił królewski błękit. Kiedy razem pojawili się na balu, Suri miała wrażenie, że kamery reporterów, którzy tworzyli relację z królewskiego balu, skupiły się tylko na nich. Jeden taniec – powtarzała sobie w myślach. Obiecała Cameronowi jeden wspólny taniec, a potem będzie mogła znaleźć się w miejscu, w którym naprawdę chciała teraz być.  

    ✩ ✩ ✩

    Cameron

    Uśmiechał się i witał ze wszystkimi, robiąc dobrą minę do złej gry. Lubił uwagę, ale raczej wtedy, kiedy przyciągały ją jego umiejętności i osiągnięcia, a nie wyłącznie pochodzenie. Wiedział jednak, że gdyby Suri nie zgodziła się z nim przyjechać, czas spędzony w pałacu byłby znacznie gorszy i trudniejszy do zniesienia. Zdawał sobie jednak sprawę również z tego, że dziewczyna w świetle reflektorów czuje się jeszcze gorzej, niż on sam, dlatego starał się nie odstępować jej na krok, żeby nie musiała mierzyć się z tym sama. 

    Kiedy rozpoczęła się oficjalna część balu, a rodzice zawirowali na parkiecie, prowadząc pierwszy taniec, Cameron stwierdził, że ma nawet całkiem dobry humor i nie musi udawać, że się uśmiecha. Suri nie miała wprawy w tańcu, zaczęła uczyć się go dopiero w Akademii, ale miała do niego zaufanie i na każdej lekcji pozwala się prowadzić, przez co praktycznie nie popełniała błędów. Tak stało się i tym razem. Cameron miał nadzieję, że ich wspólny taniec, który rozpoczęli zaraz po królowej i księciu małżonku, wystarczy na przynajmniej kliku miesięczny materiał do plotek, czyli błogi czas, przez który on będzie miał spokój. 

    ✩ ✩ ✩

    Tatiana

    Dziewczyna była nieugięta, ale ona przecież dobrze widziała, jak doskonale bawi się w towarzystwie Camerona. Miała zaróżowione policzki i mimo starań jej najlepszych stylistek, odrobinę potargane włosy. Zegar nawet jeszcze nie wskazywał godziny dziewiątej, kiedy Suri próbowała się wymknąć. 

    – Zostań jeszcze chwilę, proszę – spojrzała na nią cielęcym wzrokiem, który zawsze działał na Camerona i jej ojca. – Wzniesiemy toast za naszą nowo nawiązaną przyjaźń, a potem cię odprowadzę – zaproponowała wkładając w ton swojego głosu całe pokłady dziecięcej nadziei, jakie udało jej się w sobie zebrać. 

    Ku jej uldze i radości, Suri naiwnie kupiła taką postawę i podeszła z nią do stołu, stojącego na uboczu, z dala od wciąż filmujących bal kamer. Wzniosły toast. 

    – Chodź, usiądźmy – poprosiła dziewczynę, kiedy ta zaczęła delikatnie chwiać się na nogach. 

    Gestem przywołała do siebie szukającego ich Camerona. 

    – Coś się stało? – spytał zaniepokojony, patrząc opiekuńczo na śpiącą na stole dziewczynę.

    Tatiana uśmiechnęła się do niego z zakłopotaniem. 

    – Chyba musiała być mocno zmęczona… Najwyraźniej nie nawykła do tych wszystkich przygotowań i wiążącego się z nimi wysiłku – zasugerowała. 

    – Zabiorę ją do pokoju – stwierdził Cameron, biorąc dziewczynę na ręce, jakby nic nie ważyła – a ty mnie kryj.

    Księżniczka posłusznie skinęła głową. Nie mogła przestać się uśmiechać. Suri zostanie z nimi na święta. Ona i jej brat stanowili naprawdę piękną parę i dziewczyna nie mogła sobie wymarzyć lepszej przyszłej szwagierki. 

    ✩ ✩ ✩

    Kruk

    Wybiła północ. Nie miał pojęcia dlaczego w ogóle się łudził. Nawet jeżeli faktycznie wolała go od Camerona, to nie mógł jej zaoferować nawet namiastki tego, co niesie ze sobą królewski, świąteczny bal. Nic dziwnego, że postanowiła tam zostać… a jednak, z jakiejś przyczyny, czuł się… rozczarowany. To przecież ona zaproponowała, że spędzi z nim święta, ani przez chwilę sam na to nie nalegał. I chyba po raz pierwszy w życiu naprawdę na nie czekał…  

    Mimo usilnych prób nie potrafił się wciągnąć w grę. Po kolejnej godzinie po prostu się poddał. Wyciągnął się na kanapie, chwytając tablet. Nie napisała do niego ani jednej wiadomości. Zły na siebie, że to robi, zaczął przeglądać ich wspólne zdjęcia. Te na których się przytulają i całują. Była taka roześmiana, kiedy ją podniósł. Na zdjęciu wyglądała na… szczęśliwą. Mimo że obiecał sobie tego nie robić, wklepał w przeglądarce adres, by zobaczyć nagrania z balu. W oczy natychmiast rzucił mu się film, na którym nagrany był wspólny taniec Suri i Camerona. Dziewczyna miała na sobie przepiękną, złocistą suknię, ozdobioną chryzantemami z jej rodowego herbu. Cameron trzymał ją w ramionach i coś do niej szeptał, a ona się uśmiechała. Pasowali do siebie, byli dosłownie idealną parą. Obejrzenie nagrania stało się istną torturą i nie miał pojęcia dlaczego to sobie robi. Nie mógł jednak oderwać od nich wzroku. Gdy się skończyło wrócił do relacji na żywo. Ujęcia pokazywały całą salę. Po piętnastu minutach poszukiwań nigdzie nie znalazł Suri. Boleśnie zdał sobie sprawę, że Camerona tam również nie było. 

     

    ✩ ✩ ✩

    Suri

    Staromodny, wiszący na ścianie zegar wskazywał 10:00 rano, 25 grudnia, a ona leżała w łóżku, w pokoju gościnnym, który jej przydzielono! Wciąż miała na sobie balową suknię, ale ktoś zdjął jej buty i przykrył kołdrą. Nie miała pojęcia, jak mogła zasnąć?! Po prostu odpłynęła. Cholera! Cholera! Cholera! Tak bardzo chciała spędzić wigilię z Krukiem. Żałowała, że dała się ubłagać Cameronowi i zgodziła się wziąć udział w balu. Chwyciła tablet. Ani jednej wiadomości od Kruka. Coś ścisnęło ją w środku. Pospiesznie wstała i zrzuciła z siebie sukienkę. Skorzystała ze znajdującego się w garderobie hologramu, wkładając na siebie pierwszy z brzegu, zimowy strój, jaki znalazła. Kiedy w pośpiechu wychodziła z pokoju, w drzwiach niemalże zderzyła się z Cameronem. 

    – Już idziesz? – zapytał zdezorientowany. – Rodzice zapraszają nas na świąteczne śniadanie… 

    Suri jęknęła w duchu. Nie chciała być dla niego niemiła, ale blokował jej drogę. I… nie miała zamiaru tu spędzić ani minuty dłużej. 

    – Umawialiśmy się, że w ogóle nie zostanę na noc, a nawet do końca przyjęcia – oznajmiła mu zirytowana. – Już ci mówiłam, że mam własne plany. Nie wiem jak to się stało, że zasnęłam. 

    Cameron skinął głową. 

    – Odpłynęłaś podczas balu. Musiałaś być bardzo zmęczona… – stwierdził spokojnie. – Nie mogłem cię dobudzić, dlatego przyniosłem cię tutaj.  

    Nie miała pojęcia, jak to w ogóle możliwe. 

    – Dziękuję, że się mną zająłeś, ale teraz naprawdę chcę już iść. Proszę – dodała po krótkiej chwili wahania. 

    – Dobrze – zgodził się niechętnie chłopak – odprowadzę cię do portali i coś wymyślę. I tak jestem ci bardzo wdzięczny, że tu ze mną przyjechałaś. 

    ✩ ✩ ✩

    Kruk

    Miał ochotę rzucić tabletem. Głupia dziewczyna! Ignorowała jego istnienie przez ostatnich kilkanaście godzin, a teraz, jak gdyby nigdy nic, napisała wiadomość, że czeka na niego w Akademii przy portalach. Nie chciał się z nią widzieć, ani jej odpisywać, ale… dochodziła 11:00, a on za bardzo się namęczył, żeby wszystko zorganizować i nie zamierzał niweczyć całego wysiłku tylko dlatego, że był na nią zły. Było coś, co chciał dla niej zrobić i zrobiłby, nawet gdyby patrząc mu w oczy oznajmiła nagle, że kocha Camerona. 

    Gdy przeniósł się na miejsce, czekała na niego otulając się ramionami. Miała na sobie biały płaszczyk, błękitny wełniany szalik i czapkę w tym samym kolorze, ale wyraźnie zapomniała rękawiczek, tak samo zresztą, jak i jakichkolwiek cieplejszych spodni, bo na nogach miała jedynie białe kozaki za kostkę, a nad nimi cienkie rajstopy. Spod płaszcza wystawała zdecydowanie zbyt krótka spódniczka w niebieską kratę. Idiotka! Zapomniała, że tylko w obrębie Akademii temperatura jest stała?! Wbrew sobie podszedł do niej, odrobinę rozgrzewając powietrze. 

    – Kruku, ja… – zaczęła niepewnym głosem. 

    – Och zamknij się – warknął na nią, nie mając zamiaru wysłuchiwać jej tłumaczeń. – Nie mamy teraz na to czasu. Chodź za mną! 

    Dziewczyna bez słowa posłusznie podążyła za nim, a on zwalczył w sobie odruch wzięcia jej za rękę. Plac z portalami znajdował się tuż przy terenie Akademii, na którym nie można było się w żaden sposób teleportować, przynajmniej nie na długie dystanse, a większość pomieszczeń była chroniona również przed jego mocą. Dlatego skierował się w stronę lasu i znajdujących się w nim mogił. Kilkanaście minut drogi i byli na miejscu. Obszar na którym można było bezpiecznie otworzyć odpowiedni portal. Tym razem jego ukochana czarna dziura zaczęła mienić się czerwonymi iskrami, a przywołanie jej kosztowało go znacznie więcej wysiłku niż zazwyczaj. Nie robił tego jednak po raz pierwszy. Suri spojrzała na niego pytająco.  

    – No chodź – ponaglił, tym razem, dla bezpieczeństwa, chwytając jej rękę. 

    Kiedy przeszli przez portal, jego światło zaczęło się powoli załamywać, aż w końcu zniknęło za ich plecami. Znaleźli się w Starym Świecie. 

    ✩ ✩ ✩

    Suri

    Dziewczyna rozejrzała się zaskoczona po doskonale znanej sobie okolicy. Znajdowali się w Vente! Na półwyspie nie było śniegu, tu prawie nigdy nie padało.  

    – Czemu tu jesteśmy? – spytała zaciekawiona, przekonana, że to alternatywna wersja jej miejscowości. 

    – Bo chciałaś spotkać się z tatą – oznajmił chłodno. 

    – To… mój świat? – była naprawdę zaskoczona. – Ale jak to możliwe? – spytała, kiedy przytaknął. – Myślałam, że nie mamy możliwości, by podróżować między światami…

    – Wy nie, ja tak – oznajmił prosto. – A dzisiaj zorganizowałem wszystko tak, żeby móc zabrać cię ze sobą. Upewniłem się też, że twój tata wrócił na święta do waszego domu. 

    – Och… – nie miała pojęcia co powiedzieć. Nie wyobrażała sobie cudowniejszego prezentu! 

    – Chodźmy już – zniecierpliwił się Kruk. 

    Wreszcie będzie mogła zobaczyć tatę, z którym w ostatnich miesiącach, wymieniła jedynie kilkanaście listów! 

    Jej dom wyglądał dokładnie tak, jak go zapamiętała, chociaż po kilku miesiącach spędzonych w Akademii Królewskiej, wydał jej się bardzo malutki. Pchnęła drewnianą furtkę, otworzyła drzwi, a potem z pełnym ekscytacji uśmiechem, weszła do środka. 

    – Tato! – zawołała zdejmując buty i wpuszczając do środka Kruka.

    Był tam. Siedział przy kuchennym stole. Wyglądał dokładnie tak, jak go zapamiętała! Lekko nastroszone, ciemnobrązowe włosy i przynajmniej dwudniowy zarost. Miał na sobie niestarannie wyprasowaną koszulę, ale to był jedyny widoczny ślad jej nieobecności. 

    – Suri! – uśmiechnął się szeroko na jej widok i wstał. 

    Rzuciła się, żeby podbiec do niego i paść mu w ramiona, ale Kruk zablokował jej drogę. W jego dłoniach pojawiły się jarzące się czerwienią, zakrzywione miecze. Spojrzała na niego z mieszaniną irytacji i zaskoczenia, ale on nie patrzył na nią. Bacznie przyglądał się jej ojcu.   

    – To nie jest twój tata – oznajmił chłodno. 

    – Właśnie, że jest – zaprotestowała dziewczyna, nie mając pojęcia, co mu odbiło. 

    Chłopak przytrzymał ją w miejscu, kiedy znów chciała podejść do ojca.

    – To mieszaniec – niemalże wypluł to słowo – nie może być twoim ojcem. Pamiętasz, jak rozmawialiśmy o dzieciach? Więc tak, to inny gatunek… Pokaż jej swoją prawdziwą postać – zażądał, zwracając się z groźbą w głosie, wypowiedzianą w kierunku jej ojca. 

    Suri spojrzała na tatę zakłopotana, ale mężczyzna spuścił wzrok jakby… przyznając się do winy. 

    – Mogę to wyjaśnić – odezwał się cicho, wyraźnie zwracając się tylko do niej.

    – Teraz! – rozkazał Kruk.

    Jej ojciec spojrzał na chłopaka z taką samą pogardą, jaką ten okazywał jemu. 

    – Poznaję cię – wycedził, ku zdumieniu Suri. – Jesteś chłopcem od brudnej roboty Rady, trzymają cię żeby żaden z jaśnie panów nie musiał pobrudzić sobie rąk. Gdzie twoja kosa, Żniwiarzu? – spytał przyglądając się trzymanym przez Kruka mieczom. – Może ty pokażesz mojej córce – mocno zaakcentował ostatnie słowa – kim naprawdę jesteś? 

    Dziewczyna zauważyła, jak stojący obok niej chłopak się spina. Wyraźnie szykował się do walki. 

    – Jesteś szybki – powiedział chłodno – ale wiesz, że i tak cię dopadnę – obiecał. 

    – Przestańcie natychmiast! – niemalże krzyknęła, a oni obydwaj spojrzeli na nią zaskoczeni. – Schowaj broń – zwróciła się do Kruka ze złością, a ku jej uldze chłopak posłuchał i miecze rozpłynęły się w powietrzu – a ty – zwróciła się do ojca – pokaż jak bardzo okłamywałeś mnie przez całe życie – zdanie skończyła z lekką rezygnacją. 

    – Suri, to nie tak… – zaczął się plątać.

    – Pokaż! – zarządała stanowczo. 

    Na oczach dziewczyny postać jej ojca lekko się rozmazała, a po chwili zmieniły się rysy jego twarzy. Skóra przybrała zielonkawy odcień, a czarne włosy stały się jeszcze bardziej sterczące i szpakowate. Był teraz wyższy, a jego sylwetka stała się znacznie smuklejsza. Kimkolwiek by nie był, Suri zdała sobie sprawę, że na pewno nie jest człowiekiem…

    ✩ ✩ ✩

    Kruk

    Zdał sobie sprawę, jak ona musi się teraz czuć. Została oszukana przez kogoś, komu ufała… Kto, sądząc po wiszących na ścianie zdjęciach, wychowywał ją od wczesnego dzieciństwa. Tylko… dlaczego zadał sobie tyle trudu? 

    – Usiądźmy – odezwała się cicho, podchodząc do kuchennego stołu. Odsunęła sobie krzesło i usiadła. – Oczekuję bardzo ciekawych i szczegółowych wyjaśnień – oznajmiła, a głos jej odrobinę drżał.  

    Chłopak usiadł obok niej i odnalazł pod stołem jej rękę. Ścisnął ją delikatnie, zamykając jej dłoń w swojej dłoni. Postać, która podawała się za jej ojca, zajęła miejsce naprzeciwko nich. 

    – Nie wiem od czego zacząć – przyznał mężczyzna. – Wbrew temu co myśli Żniwiarz, to nie żadna intryga. Przyjaźniliśmy się z Yuki, z biologiczną mamą Suri, bardzo wiele jej zawdzięczałem i bez zastanowienia zgodziłem się, kiedy poprosiła, żebym zaopiekował się Suri, jeżeli cokolwiek jej się stanie. Nie chciała, żeby jej córka dorastała w cesarskim pałacu. Nie chciała, żeby zbyt szybko poznała Nowy Świat i całą jego zgniliznę.  

    Kruk skrzywił się nieznacznie. Musiał przyznać, że coś w tym było. Czy gdyby Suri dorastała jako księżniczka, w ogóle zwróciłaby na niego uwagę? 

    – Więc przez tyle lat udawałeś mojego ojca, bo poprosiła cię o to moja mama? – spytała cicho. 

    – Suri, niczego nie udawałem – odezwał się zbolałym głosem. – Jestem twoim ojcem. Przez te wszystkie lata traktowałem cię, jak własne dziecko i nic się w tej kwestii nie zmieniło. Jesteś moją córką, kocham cię i zrobię wszystko, co w mojej mocy, żeby cię ochronić. 

    – Kto w takim razie jest moim biologicznym ojcem? – puściła jego słowa mimo uszu. 

    Mężczyzna westchnął.

    – Nie mam pojęcia, wiem tylko, że to ktoś bardzo potężny. 

    – Czy moja mama chciała, żebym uczyła się w Akademii? 

    – Tak – przyznał – ale chciała też, żeby to był twój wybór, nie jej. 

    – I przez cały ten czas mogłeś mnie odwiedzić w Nowym Świecie, kiedy tylko chciałeś? – spytała z wyrzutem. – Bo jesteś magiczny, prawda? – upewniła się na wszelki wypadek. 

    – Tacy jak on mogą podróżować gdzie chcą – wtrącił się Kruk. – Poruszają się tak szybko, że nie dotyczą ich prawa fizyki… ani magii – dodał po chwili. 

    – Rany! – westchnęła – powinnam to chyba jakoś przetrawić, ale nie jest to większa rewelacja od tej, że władam magią, a mój dziadek jest Cesarzem Japonii… Równie dobrze mój tata może być… jak to się nazywało? Mieszańcem?

    – Zmiennokształtnym – poprawił ją mechanicznie ojciec. 

    Wstała z krzesła. Chłopak nie puścił jej ręki. Spojrzała na niego, łagodnie się uśmiechając. 

    – Wiesz, gdyby chciał mnie zabić, zrobiłby to, jak miałam pięć lat i umarła moja mama – odezwała się do niego spokojnie. – Wtedy byłoby mu znacznie łatwiej… mnie skrzywdzić. 

    Kruk uwolnił ją niechętnie, ale wciąż nie przestawał bacznie obserwować mężczyzny. Suri podeszła do ojca i przytuliła go, nie zwracając uwagi na jego zdecydowanie nie ludzki wygląd. Odrobinę niezręcznie, wyraźnie zaskoczony, również odwzajemnił jej uścisk. 

    – Też cię kocham, tato – powiedziała, jakby mimo wszystko, była to najbardziej oczywista rzecz pod słońcem. – I zauważyłam, że się nieszczególnie lubicie… – wyprostowała się, stając za krzesłem ojca – ale tato, to Kruk mnie tutaj zabrał, żebym mogła się z tobą spotkać. To dzięki niemu ciągle uczę się jeszcze w Akademii i to on broni mnie, kiedy dzieje się coś niebezpiecznego. Pytałeś o jego kosę – dodała – ją też stracił, bo chciał zapewnić mi bezpieczeństwo. Poza tym – kontynuowała – jest moim chłopakiem i musicie się jakoś dogadać, bo z żadnym z was nie zamierzam o tym dyskutować. A teraz wybaczcie, pójdę do łazienki, a potem zamówimy pizzę, bo nie sądzę, żebyś miał tu coś do jedzenia… – spojrzała z lekkim wyrzutem na ojca. 

    Chłopak był zdumiony. Nie tylko tym, jak szybko zaakceptowała fakty i przeszła nad nimi do porządku dziennego, ale również tym, co mówiła… o nim samym. Zmiennokształtny przyglądał mu się z ciekawością. Kruk spojrzał na niego ponuro.

    – A to niespodzianka – roześmiał się mężczyzna. 

    – Najwyraźniej dobrze ją wychowałeś – przyznał niechętnie Kruk. 

    – No więc, jak straciłeś swoją kosę? – zapytał z zainteresowaniem ojciec Suri. 

    Chłopak z niechęcią mu opowiedział. Suri miała rację. Jeżeli chciał z nią być… a wiedział, że chce… to musiał dogadać się z jej ojcem, nie ważne czy biologicznym czy nie.  

    – Zaraz wracam – oznajmił zmiennokształtny, kiedy Kruk skończył swoją krótką relację i zniknął, dosłownie rozpływając się w powietrzu. 

    Kilka minut później Suri pojawiła się z powrotem w kuchni, ale nie zdążyła podejść do stołu, kiedy w pomieszczeniu, przy swoim krześle, ponownie stanął jej ojciec. W jednej ręce trzymał duże pudła z pizzą, a w drugiej… kosę, której był pewien, że nigdy już nie odzyska. Wyciągnął broń w jego kierunku, a chłopak przyjął ją dziękując skinięciem głowy. 

    – Co to było? – spytała zaskoczona Suri. 

    – Gałązka oliwna – oznajmił jej ojciec, stawiając kartony z pizzą na stole. 

    – Szybko poszło – Kruk stwierdził z niechętnym uznaniem. 

    – Mam wprawę – odpowiedział mu odrobinę rozbawiony mężczyzna. – Ale i tak chciałbym wiedzieć, jak to się stało, że moja córka, zamiast królewicza na którego temat rozpływała się w listach, postanowiła wybrać sobie najemnika… 

    Suri usiadła obok niego, a on sprawił, że kosa zniknęła, a potem wziął dziewczynę za rękę. Splótł swoje palce z jej palcami, zapominając o tym, że się na nią gniewa. Musiał szczerze przyznać, że nie spodziewał się aż tak… ciekawej wizyty. 

    ✩ ✩ ✩

    Suri

    Późnym wieczorem wrócili do mieszkania Kruka. Wszystko było w porządku, dopóki nie przekroczyli przez portal do Nowego Świata. Potem chłopak praktycznie przestał się do niej odzywać. Ścisnęło ją w gardle. Dlaczego do cholery nie chciał pozwolić jej wyjaśnić? Możliwość spotkania z tatą, to co dla niej zrobił… nie miała pojęcia, jak mu się odwdzięczy. 

    – Mam gdzieś, co sobie myślisz – warknęła, kiedy ponownie ją zbył. – Siadaj – rozkazała wskazując na kanapę. 

    Popatrzył na nią z kpiącym uśmiechem.

    – Trzy dni wśród arystokracji i już uważasz, że możesz  mną rządzić? – zadrwił. 

    – Usiądziesz i mnie wysłuchasz! – krzyknęła na niego, a w oczach zalśniły jej łzy. 

    – Ok. ok. Jak sobie chcesz – poddał się w końcu opadając na kanapę. 

    Miała ochotę usiąść mu na kolanach, przytulić się do niego, ale była pewna, że jeżeli to teraz zrobi, chłopak ją odepchnie. Westchnęła więc ciężko i usiadła w pewnym oddaleniu, krzyżując nogi. 

    – Nie chciałam tam zostawać, naprawdę – oznajmiła, a chłopak prychnął. – O niczym innym nie marzyłam tak bardzo, jak o tym, żeby spędzić ten wieczór z tobą – wyznała. – Umówiłam się z Cameronem, że wyjdę około 21:00. I nie wiem jak to się stało, ale zasnęłam. Tak po prostu odpłynęłam. … a nawet nie byłam śpiąca.  

    Mina Kruka była nieprzenikniona. Bez słowa wstał i zniknął w sypialni. Suri boleśnie zdała sobie sprawę, że jej nie wierzył. Uważał zapewne, że to naciągana wymówka. Z trudem powstrzymywała się od płaczu. Po chwili jednak chłopak wrócił. Trzymał w dłoni niewielką, białą kostkę. 

    – Co to? – spytała zdezorientowana.

    – Zaraz zobaczysz – mruknął, siadając tuż obok niej. 

    Chwycił ją za rękę i zsunął jej z ramienia sweter. Przyłożył to coś do odsłoniętej skóry dziewczyny. Poczuła nieprzyjemne ukłucie. Chłopak zabrał kostkę i w jakiś sposób połączył ją z tabletem. Przez ekran urządzenia zaczęły przewijać się informacje.  

    – Zabiję go! – warknął groźnie.  

    Suri zamrugała. 

    – Co się stało?

    – Ten dupek podał ci środek nasenny, wciąż jeszcze masz resztki w krwiobiegu. Wyraźnie bardzo mu zależało, żebyś została – wycedził przez zęby.   

    – To niemożliwe… 

    – Sama zobacz – podsunął jej tablet z wynikami badań jej krwi. 

    Dziewczyna zaklęła. Złość i niedowierzanie mieszały się z poczuciem, że została zdradzona. Jak on mógł jej to zrobić?! 

    – Suri… – Spojrzała na Kruka zamglonym przez łzy wzrokiem. – Przepraszam… przepraszam, że w ciebie wątpiłem. 

    Ponownie coś ścisnęło ją w gardle. Myślał, że go olała, że wolała tam zostać i nie dała mu znać nawet słowem… a mimo to zabrał ją do Starego Świata, żeby mogła spotkać się z tatą. W tej chwili z całego serca nienawidziła Camerona. Przysunęła się bliżej chłopaka, który natychmiast zamknął ją w swoich ramionach. Delikatnie głaskał jej włosy, kiedy wtulała się w jego tors. Tak źle jej było, kiedy się na nią gniewał… 

    W pewnym momencie usłyszała, jak chłopakowi burczy w brzuchu. Zaśmiała się cicho.  

    – Ta dzisiejsza pizza chyba była za mała… – stwierdziła. – Jadłeś coś w ogóle, kiedy mnie nie było? – spytała odrobinę się od niego odsuwając. 

    – Nie miałem do tego głowy – przyznał. – Za mała i dawno temu… 

    – A mamy coś do jedzenia? 

    Skrzywił się nieznacznie. 

    – Wszystko z wczoraj – przyznał. – Jest w lodówce. 

    Z wczoraj? Nie spodziewała się, że Kruk coś dla nich przygotował… Poczuła jeszcze wiekszą przykrość na myśl, że nie spędziła z nim wigilii. Wstała i pociągnęła go za rękę do wnęki kuchennej. Zaczęła wyjmować rzeczy z lodówki. Sushi i wakame… i nawet gazowany napój liczi. Pomyślał o tym co najbardziej lubiła… nie wiedziała czy mogłaby w tej chwili jeszcze bardziej nienawidzić Camerona. Kruk wyciągnął naczynia. Swój grafitowy talerz, kubek i miskę oraz zupełnie nowy zestaw, którego do tej pory u niego nie widziała. Była to biała porcelana, ozdobiona motywem kotka szczęścia. Chyba zdał sobie sprawę, że się mu przygląda, bo spojrzał na nią odrobinę zmieszany.     

    – Miałem tylko jeden komplet naczyń – wyjaśnił – więc kupiłem drugi dla ciebie. Mam nadzieję, że ci pasuje…

    Suri poczuła, że się rozpływa. Stała dosłownie na miękkich nogach. 

    – Jest fantastyczny – oznajmiła, oplatając szyję Kruka ramionami. 

    Wiedziała, że przepadła. Dopiero teraz, z całą stanowczością i wszystkimi możliwymi konsekwencjami, dotarło do niej w pełni, jak cholernie się w nim zakochała. Przytulił ją do siebie delikatnie i schylił głowę, żeby ją pocałować. Ten pocałunek był inny niż wcześniejsze… oprócz pasji był… pełen ulgi, a Suri niemalże fizycznie poczuła, jak uchodzi z nich całe wcześniejsze napięcie. 

    Note