Rozdział 17 – Cień Kruka
by Vicky
Suri
Siedziała na łóżku delikatnie głaszcząc po głowie śpiącą przy niej, zwiniętą w kulkę małą bezimienną. Ostatnio upiorna dziewczynka była u niej dość częstym gościem, ale Suri uznała, że jej to nie przeszkadza. Nie była pewna, kiedy popełniła błąd. Może czytając jej baśnie… a może w momencie, gdy uszyła dla niej kolorową, szmacianą lalkę… albo gdy okazało się, że dziecko uwielbia czekoladę. Mały potworek wciąż nie tracił zainteresowania jej czarnym jajkiem, które miało wykluć się dopiero na wiosnę. Dziewczynka dotrzymywała jej towarzystwa tylko wtedy, gdy były same, a tego dnia naprawdę była zadowolona z tego, że ma kogoś przy sobie. Dziesiąty już raz odmówiła Cameronowi, gdy próbował zaprosić ją na bal. Było jej przykro. Feniksy bez ustanku wypominały jej, że nie zda, jeżeli nie będzie miała z kim iść. Lucas wyglądał na bardzo zaniepokojonego, ale starał się nie odzywać. Jeżeli wziąć pod uwagę tylko zielone mundurki, to dziewczyn w akademii wciąż było o kilka więcej niż chłopaków. Fioletowe drużyny miały ich zaledwie cztery… i dwunastu młodych mężczyzn, których jednak nikt nawet nie próbował brać pod uwagę. Westchnęła. Była pewna, że ona sama naprawdę może liczyć na Kruka, ale musiała przyznać, że boi się lawiny, którą, zdawała sobie sprawę, wywoła ich oficjalny związek.
✩ ✩ ✩
Cameron
Martwił się. Szkolna uroczystość przypominała mu odrobinę bal debiutantek. Dziewczęta, ubrane w przepiękne, długie kreacje, schodziły po marmurowych schodach głównego holu, na dole odbierane przez swoich partnerów. Tylko, że… dziewczyny Feniksów miały pokazać się jako ostatnie, a Cameron miał niemalże całkowitą pewność, że w holu każdy poza Lucasem i Davidem miał już swoją parę. Kiedy zaprosił Suri, przyjaciółka odmówiła, tłumacząc, że zgodziła się iść z kimś innym. Długo nie odpuszczał, ale ostatecznie zaprosił Alice, drobną, uroczą blondynkę z drużyny Latających Tygrysów, która teraz, w sięgającej ziemi błękitnej sukni i na niebotycznych obcasach, rozpromieniona stała u jego boku.
Kiedy David u dołu schodów wziął pod rękę Emiyo, Cameron zaczął się zastanawiać, czy Suri nie odmówiła mu z premedytacją. Być może miała już dość Akademii, a to był najłatwiejszy sposób, żeby szybko pożegnać jej progi… Ogarnęło go przerażenie, gdy zobaczył schodzącą ze schodów Lailę. Gdyby wszystko było w porządku, na pewno nie odpuściłaby możliwości zejścia jako ostatnia. Jej złota suknia była olśniewająca, a Cameron był pewien, że dziewczynie najbardziej na świecie zależało na tym, by zrobić na wszystkich piorunujące wrażenie. Kiedy u szczytu schodów pojawiła się wreszcie Suri, Cameron wstrzymał oddech. Miała na sobie czerwoną suknię, w odcieniu wytrawnego wina. Włosy upięła wysoko, ale luźne pasma spływały falami po jej lewym ramieniu. Wyglądała… zjawiskowo!
Tak bardzo się na nią zagapił, że nie zwracał uwagi na nic innego, przynajmniej do czasu, kiedy Suri nie podała swojej dłoni, czekającemu na nią chłopakowi. Dosłownie poczuł, jak opada mu szczęka. Salę zalała lawina niedowierzających szeptów. Dziewczyna stała na środku holu, trzymając za rękę ubranego w koszulę dobraną pod kolor jej sukni i elegancko skrojony garnitur, ich największego rywala, Kruka.
✩ ✩ ✩
Morrigan
Miała właśnie wygłosić do uczniów przemówienie, ale zaniemówiła. Po raz pierwszy, w jej długoletniej karierze, zdarzyło się coś, co odebrało jej mowę. Zupełnie zapomniała co chciała powiedzieć. Jeżeli liczyła na spokojny przebieg uroczystości, to bardzo się przeliczyła. Gdy odzyskała rezon, szybko zaczęła kalkulować zyski i straty. Być może jednak wyjdzie to Akademii na dobre… Rozejrzała się szukając w tłumie Feniksów. Zdała sobie sprawę, że oni też nie mieli pojęcia o zamiarach swojej koleżanki. Tylko Lucas wpatrywał się w parę zmartwionym, ale nie zaskoczonym wzrokiem. Będzie musiała to zapamiętać. Rozesłała po pomieszczeniu uspakajającą falę. Uczniowie powoli umilkli.
– Moi drodzy – zaczęła, rezygnując z przygotowanej wcześniej mowy – chciałam powitać was na tegorocznym balu w Akademii Królewskiej. Mam nadzieję, że będziecie się dobrze bawili. Cieszę się, że Żniwiarze udowadniają nam, że zajęcia z integracji mogą przynieść pozytywny skutek. A teraz proszę przejdźmy do sali balowej, w której odbędą się tańce i poczęstunek.
Magicznie uspokojeni i wprawieni w dobry nastrój uczniowie posłusznie ruszyli korytarzem ku wielkiej sali. Szybkim krokiem podeszła, by dogonić ostatnią, zupełnie niespodziewaną parę. Kiedy ich zatrzymała, była pewna, że to jakiś długo planowany, złośliwy żart ze strony Żniwiarzy. Miała zamiar ostrzec Kruka, że niezależnie jak bardzo jest jej potrzebny, jeżeli wcieli go w życie, to może pożegnać się z miejscem w Akademii. Wystarczyło jej jednak jedno, bliższe spojrzenie, by zdać sobie sprawę, że żadne z nich nie żartuje. Suri wyglądała na lekko przestraszoną, ale niemalże przylgnęła do boku chłopaka. Kruk natomiast miał nieodgadniony wyraz twarzy, ale zauważyła, że wciąż trzyma dziewczynę za rękę, splatając swoje palce z jej palcami. Miała ochotę przeklinać w każdym znanym sobie języku.
– Bądźcie ostrożni – odezwała się poważnie, z prośbą w głosie, zamiast wypowiedzieć groźbę, którą wcześniej przygotowała. – W razie jakichkolwiek problemów – spojrzała na Suri – chcę, żebyście w pierwszej kolejności zgłosili się do mnie, czy to jasne? – Obydwoje posłusznie skinęli głowami. – W takim razie bawcie się dobrze – rzuciła odprawiając ich.
Nie mogła przestać myśleć o tym, w jaki sposób powinna tą, bądź co bądź niecodzienną sytuację, wykorzystać dla dobra Akademii.
✩ ✩ ✩
Kruk
Przeklinał się w duchu za bycie pieprzonym egoistą. Sytuacja nie wyglądała ciekawie, a on w ogóle nie pomyślał, jak bardzo może skrzywdzić Suri. Nigdy nie spodziewał się, że z ust zielonych mundurków mogą lecieć tak wulgarne i nieprzychylne słowa. Kiedy skończyli pierwszy, obowiązkowy taniec, jedyne na co miał ochotę, to zabranie stąd dziewczyny. Wiedział jednak, że tego chwilowo nie może zrobić. Poprowadził ją w pusty róg sali, żeby choć trochę odciąć się od tego wszystkiego. Tak bardzo skupił się na niej, że nie zwracał na nic innego uwagi. Dopiero po chwili zdał sobie sprawę, że nie są już sami. Otaczały ich Feniksy, wszystkie, co do jednego. Ku jego zaskoczeniu żadne z nich jednak nie sprawiało wrażenia wściekłego. Byli… zaniepokojeni.
– Suri, możemy zatańczyć następny taniec? – spytał pogodnie Lucas, kiedy dziewczyna spojrzała mu wyzywająco w oczy.
Przeniosła wzrok na niego, a on zdał sobie sprawę, że czeka na jego decyzję. Niechętnie skinął głową, doskonale rozumiejąc do czego zmierza kapitan Feniksów. Kiedy objęta ramieniem przez Lucasa dziewczyna ruszyła w kierunku parkietu, on sam wyswobodził się z kręgu pozostałych Feniksów. Nie zdążył jednak przejść nawet kilku kroków, kiedy poczuł, jak ktoś chwyta go za ramię. Z trudem powstrzymał się przed odepchnięciem natarczywej dziewczyny. Jej złota suknia lśniła, a wzrok płonął determinacją.
– Ty też – oznajmiła stanowczo.
– Co ja też? – nie zrozumiał.
– Idziesz ze mną zatańczyć – głos Laili nie znosił sprzeciwu.
– Nie – uciął krótko.
Patrzyła na niego wrogo.
– Jeżeli przyszedłeś tutaj, żeby zniszczyć Suri życie, to gratuluję, udało się i możesz spierdalać – warknęła wbijając paznokcie w jego przedramię. – Jeżeli jednak nie, to zaprosisz mnie teraz do tańca i nam do cholery pomożesz. Niech widzą, że stoimy za nią murem i popieramy jej beznadziejne decyzje – oznajmiła.
Kruk skrzywił się nieznacznie. Księżniczka miała rację, wiedział, że ją ma. Złapał ją za nadgarstek, znacznie mocniej niż było to konieczne, a potem pociągnął w kierunku wirujących w tańcu par.
✩ ✩ ✩
Emiyo
Jej przyjaciółka wirowała w tańcu z Lucasem, a potem z Davidem i wreszcie z Cameronem. Emiyo obserwowała otoczenie. Nastroje się zmieniły. Nikt już nie patrzył krzywo na Suri. Teraz wszyscy zastanawiali się o co chodzi i czy pojawienie się na balu Żniwiarza było wspólnie zaplanowanym działaniem. Po kolejnym tańcu Laila przyprowadziła do niej Kruka, a ona poczuła jak ogarnia ją przerażenie. Do tego była potwornie zażenowana, wciąż żywo pamiętając sytuację w jakiej ostatnio zastała go z Suri. Chłopak z obojętnym wyrazem twarzy zaprosił ją na parkiet, a ona posłusznie poszła za nim. Jednocześnie czuła ulgę, że Laili udało się go przekonać do ich pomysłu i wolałaby, żeby nigdy się na niego nie zgodził. Tańczył wyjątkowo dobrze, szczególnie jak na to, że fioletowe mundurki nie miały takich zajęć. Emi musiała przyznać, że rozumie, co Suri w nim widzi. Hebanowe włosy, przystojna twarz i gracja polującej pantery, a do tego wszystkiego urok niegrzecznego i zdecydowanie niebezpiecznego chłopca. Wszystko byłoby znacznie prostsze, gdyby zamiast tego po prostu spodobał jej się Cameron.
Przez cały taniec chłopak nie spuszczał wzroku z Suri, a gdy tylko skończyła się muzyka, bez słowa ruszył w jej kierunku. Dziewczyna podziękowała grzecznie Cameronowi i przylgnęła do boku Kruka, gdy tylko ten pojawił się obok. Feniksy, chcąc nie chcąc, w komplecie znów znalazły się przy nich. Emi była przekonana, że idiotyczne zachowanie Suri wynika z jej nieświadomości. Jej przyjaciółka tak naprawdę nie miała pojęcia kim są i co robią asasyni. Nie widziała do czego są zdolni. Szczególnie Illi’andin… Emiyo wciąż żywo miała w pamięci jak jeden z nich z zimną krwią zamordował jej rodziców, mimo że sama wtedy była jeszcze bardzo malutka. Miała nadzieję, że będą mieli okazję jej to uświadomić… zanim będzie na to za późno.
✩ ✩ ✩
Suri
Feniksy nie były zadowolone i jasno dały jej to do zrozumienia. Najgorsze jednak było to, że przyjaciele traktowali ją jakby była bezwolną lalką, niezdolną do podejmowania własnych decyzji i winą za całą sytuację obarczali nie ją, a tylko i wyłącznie Kruka. Gdy pozostali dowiedzieli się, że Lucas i Emiyo zdawali sobie sprawę z jej relacji z chłopakiem, również między nimi rozpętała się prawdziwa wojna. Suri siedziała wciśnięta w róg kanapy stojącej w ich wspólnym salonie i zastanawiała się czy może cokolwiek z tym zrobić. Przypomniała sobie jak przyjaźnie traktowała ją Klara, jaki miły był dla niej Kyle… a Feniksy, pretendujące na stanowiska Obrońców, którzy według standardów Akademii z natury mieli być altruistyczni, pełni empatii i po prostu dobrzy, mówili o Kruku z prawdziwą nienawiścią.
– Przestańcie! – krzyknęła w końcu, ściągając na siebie ich uwagę.
Popatrzyli na nią zaniepokojeni. Laila usiadła obok niej, nie przejmując się, że gniecie swoją przepiękną, balową suknię. Objęła ją ramieniem.
– Suri, to nie tak… – westchnęła z lekką nutą rezygnacji w głosie. – Po prostu bardzo się o ciebie martwimy. Ten chłopak to nic dobrego. Oczywiście jesteś wspaniałą i wyjątkową osobą, jesteś też naprawdę śliczna… ale nie sądzę, żeby dlatego się tobą interesował – wyznała szczerze. – To… do nich nie podobne. Musi mieć jakiś ukryty powód.
Lucas cicho zaklął.
– Że też nie pomyślałem o tym wcześniej! Przecież pracuje dla tej zdziry, która uważa się za królową Tokyo. Suri jest z cesarskiej rodziny… Być może jego gra nie ma nic wspólnego z Akademią i to ona kazała mu jej pilnować…
– Przestańcie proszę – odezwała się cicho, bo nie miała już siły na nich krzyczeć. – Zawsze pomagał mi kiedy tego potrzebowałam, poza tym, gdyby nie on, to już nie uczyłabym się w Akademii. To Kruk oddał mi swoje jajo i to dzięki niemu mam teraz chowańca…
– Może tak tylko ci się wydaje? – zasugerowała spokojnie Emiyo. – Skąd wiesz, że od początku sobie tego nie zaplanował?
Suri przymknęła oczy. Rozumiała ich niepokój, ale… ufała chłopakowi. Nigdy jej nie okłamywał. Zawsze był z nią wręcz brutalnie szczery. I… tego co było między nimi z pewnością nie dało się udawać.
– Proszę, po prostu dajcie mu szansę – westchnęła cicho. – W dalszym ciągu nie żałujecie, że mnie wybraliście? – spytała, gdy odpowiedziało jej wyłącznie milczenie.
– No co ty? – obruszył się David. – Dlaczego mielibyśmy żałować?
Cameron usiadł przy jej drugim boku i przytulił ją do siebie. Był osobą, która miała najwięcej powodów, żeby się na nią gniewać, a jednak… był tutaj… przy niej. Spojrzenie miał tak samo zaniepokojone jak pozostali. Bez cienia gniewu.
– Nie żartuj – roześmiał się Lucas, rozładowując całe napięcie. – To że się martwimy nie znaczy, że przestaliśmy się przyjaźnić. Doskonale do nas pasujesz.
– Właśnie – zawtórowała mu Emiyo, przepychając się obok Laili i również przytulając się do dziewczyny. – Uwielbiamy cię. Ja cię uwielbiam – dodała rozpromieniona.
Suri uśmiechnęła się odrobinę. Mieli rację. Przebywając wśród Feniksów czuła, że jest w odpowiednim miejscu. Dokładnie tam gdzie powinna być. Przez pięć miesięcy pobytu w Akademii stali się jej przyjaciółmi, osobami na których zawsze mogła polegać… i które, była pewna, od dawna już z głębi serca kochała.