Rozdział 5 – Cień Kruka II
by Vicky
Aron
Od razu to zauważył. Jeszcze kilka dni temu Ryūji co chwilę rzucał Krukowi krótkie, ale konkretne pochwały. „Dobra decyzja”, „czysta technika”, „nie marnujesz ruchu”. Nic wielkiego, ale dla kogoś, kto znał instruktora, było to wyraźne wyróżnienie. Kruk był jego faworytem — wszyscy to widzieli. A teraz? Wszystko się zmieniło.
Ryūji patrzył na Kruka tak samo, jak na resztę drużyny, a właściwie… jakby go prawie nie widział. Dawał uwagi Kyle’owi, poprawiał Jackoba, kiwał głową w stronę Nadine, ale kiedy Kruk wykonywał polecenia — i robił to jak zawsze perfekcyjnie — instruktor albo milczał, albo przechodził dalej, jakby to, co zrobił, było warte tyle samo, co przeciętna robota Kyle’a.
Aron na początku poczuł satysfakcję. Prawdziwą, ciepłą euforię w piersi. W końcu ktoś przestał traktować Kruka jak jakiegoś wybrańca. Wreszcie ktoś zobaczył, że on też ma swoje wady i nie jest nieomylny. Chłopak nawet uśmiechnął się pod nosem, kiedy Ryūji po raz kolejny ominął Kruka wzrokiem po dobrze wykonanym sparringu. Jednak euforia szybko zaczęła gasnąć.
Im dłużej się przyglądał, tym bardziej czuł, że to nie jest zwykła zmiana faworytów. Instruktor nie zaczął nagle chwalić kogoś innego bardziej. On po prostu… przestał zwracać uwagę na Kruka. Całkowicie. Jakby nagle uznał, że nie ma sensu marnować na niego czasu. To nie było „już nie jesteś najlepszy”. To było „nie jesteś już wart mojej uwagi”. Aron poczuł, jak coś nieprzyjemnego ściska go w żołądku. Spojrzał w stronę Kruka, który trenował jak zwykle — skupiony, milczący, bez zbędnych gestów. Na zewnątrz wyglądał tak samo jak zawsze, ale Aron znał go wystarczająco długo, żeby zauważyć subtelną różnicę. Kruk nie patrzył już w stronę instruktora, nie czekał na jego reakcję, po prostu robił swoje.
To było niepokojące… Jeśli Ryūji naprawdę zaczął ignorować Kruka… to znaczyło, że coś się zmieniło i to nie na korzyść jego przyjaciela. Aron otarł pot z czoła i zmarszczył brwi. Nie podobało mu się to. Nie podobało mu się to ani odrobinę.
✩ ✩ ✩
Suri
Nie rozumiała, dlaczego ma z nim trenować. Kiedy dyrektor Morrigan przekazała jej tę informację, zrobiła to w sposób, który wydał się dziewczynie dziwny, była spokojna i ostrożnie dobierała słowa, jakby sama nie była przekonana do tego pomysłu. Kobieta zwykle mówiła wprost, tym razem jednak sprawiała wrażenie jakby przywdziała maskę.
— Instruktor Ryūji Nacht chce przeprowadzić z tobą kilka indywidualnych sesji — powiedziała wtedy Morrigan. — On sam również jest absolwentem Akademii Królewskiej. Uważa, że twoja moc ma potencjał, który warto rozwinąć pod okiem kogoś bardziej doświadczonego.
Suri pamiętała, jak zmarszczyła brwi.
— Ale on trenuje asasynów — odparła. — Nie rozumiem, dlaczego miałby zajmować się kimś z Feniksów.
Dyrektor Morrigan tylko skinęła głową, jakby sama zadawała sobie podobne pytanie, ale nic więcej nie wyjaśniła. Teraz Suri stała przed drzwiami jednej z mniejszych sal treningowych. Wzięła głęboki oddech i weszła do środka.
Ryūji już tam był. Stał na środku maty, ubrany na czarno, z rękami założonymi za plecami. Kiedy drzwi się za nią zamknęły, powoli uniósł wzrok i spojrzał na nią. Był asasynem, ale nie był Illi’andin. Dzięki coraz częstszemu używaniu magii, nauczyła się rozpoznawać tę delikatną aurę, jaka towarzyszyła Krukowi. Nie wiedziała, czego instruktor asasynów mógł od niej chcieć, ale wtedy dostrzegła jego wzrok. Młody mężczyzna patrzył na nią z prawdziwą nienawiścią, a ona nie miała pojęcia co takiego mu kiedykolwiek zrobiła. Przecież dopiero co go poznała…
Suri poczuła, jak coś ściska ją w gardle. To spojrzenie nie było ani chłodne, ani obojętne. Było pełne gorzkiej, niemal namacalnej wrogości. Jakby patrzył na kogoś, kogo znał od lat i kogo szczerze nienawidził. Ona jednak nie miała bladego pojęcia, za co. Patrzył na nią jeszcze przez chwilę, jakby oceniał, ile jest warta, a potem skinął głową w stronę ławki pod ścianą.
— Usiądź — rzucił krótko.
Jego głos był spokojny, ale w tonie nie było ani grama uprzejmości. Suri powoli podeszła do ławki i usiadła, czując, jak serce bije jej zbyt mocno. Ryūji Nacht nadal na nią patrzył, a w jego zielonych oczach nie było żadnej zawodowej rezerwy.
— Dyrektor Morrigan powiedziała, że chcesz ze mną trenować — odezwała się ostrożnie, starając się, żeby jej głos nie zdradzał napięcia.
Mężczyzna powoli skinął głową.
— Tak — odpowiedział. — Chcę zobaczyć, z czym tak naprawdę mam do czynienia.
Suri zacisnęła leżące na kolanach dłonie. W jego słowach nie było ciekawości, wciąż jednak brzmiała w nich niekłamana wrogość.
— Nie rozumiem, po co tu jestem — powiedziała wprost. — Trenujesz asasynów. Ja nie jestem asasynem. I nie mam zamiaru nim zostać.
Instruktor powoli podszedł bliżej. Zatrzymał się kilka kroków od niej i spojrzał z góry.
— Nie musisz zostawać asasynem — odparł chłodno. — Masz po prostu robić to, co ci każę. Twoja moc jest… chaotyczna. Niezorganizowana. Ktoś musi ją wreszcie ująć w karby.
Dziewczyna uniosła brew.
— A ty jesteś tym kimś?
— Najwyraźniej tak — odpowiedział z protekcjonalnym uśmiechem. — Skoro nikt inny nie potrafił zrobić z ciebie niczego sensownego.
Jej oczy zwęziły się lekko.
— Dobrze sobie radzę — poniewczasie zdała sobie sprawę, że jej słowa brzmią, jak wyzwanie.
— Doprawdy? — spytał z wyraźną drwiną. — Jesteś maskotką Feniksów, a nie ich równorzędnym członkiem. Nie myl tych dwóch rzeczy.
Suri powoli wstała z ławki. Nie zamierzała siedzieć bezczynnie i słuchać jak ją wyśmiewa.
— Jeśli przyszedłeś tylko po to, żeby mnie obrażać, to możesz sobie darować — powiedziała spokojnie, ale twardo. — Nie jestem tu po to, żeby wysłuchiwać twoich kompleksów.
Ryūji spojrzał na nią z wyraźnym rozdrażnieniem. Najwyraźniej nie spodziewał się, że będzie się stawiać.
— Uważaj, jak do mnie mówisz — powiedział cicho.
— A ty uważaj, jak do mnie mówisz — odparła bez wahania. — Nie jestem twoją podwładną. I nie zamierzam pozwalać ci na chamstwo tylko dlatego, że ktoś ci dał uprawnienia instruktora.
Przez chwilę panowała cisza. Ryūji patrzył na nią tak, jakby właśnie uświadomił sobie, że nie będzie miał z nią łatwo. Jego szczęka poruszyła się lekko.
— Masz charakter — mruknął. — Szkoda tylko, że nie masz pojęcia, z kim rozmawiasz.
— Wiem dokładnie, z kim rozmawiam — odparła Suri. — Z kimś, kto uważa, że ma prawo mną rozporządzać, bo akurat ma taki kaprys .
Mężczyzna zrobił kolejny krok w jej stronę. Jego głos był teraz wyraźnie zimniejszy.
— Jesteś arogancka.
— A ty jesteś dupkiem — odparła bez owijania w bawełnę.
Jego oczy pociemniały. Przez chwilę patrzyli na siebie w milczeniu. Potem Ryūji powoli wyciągnął rękę w stronę jej srebrzystej bliźniaczki. Suri instynktownie cofnęła się o krok, ale było już za późno. Jego palce musnęły ramię jej świetlistej siostry. Wtedy to poczuła. Impuls. Silny, wyraźny, prawie agresywny. Cień Ryūjiego pojawił się obok pozostałych — ciemny, wysoki, z wyraźną, cienką linią biegnącą wzdłuż policzka.
Suri szeroko otworzyła oczy. Ryūji cofnął rękę i spojrzał na nią z chłodnym, a jednak niemal zadowolonym wyrazem twarzy.
— Trening skończony na dziś — powiedział obojętnie. — Możesz iść.
Odwrócił się i ruszył w stronę drzwi, nie czekając na jej reakcję. Suri została na miejscu, wpatrując się w jego cień, który stał teraz spokojnie wśród pozostałych. Że co…? Nie miała pojęcia, co się właśnie wydarzyło.
✩ ✩ ✩
Suri
Zauważyła jego nastrój od razu, gdy tylko podeszła do jabłoni, pod którą zwykle się spotykali. Kruk siedział na grubym konarze, z nogami zwieszonymi w dół i wzrokiem wbitym w ziemię. Nie podniósł na nią oczu nawet wtedy, kiedy stanęła tuż przed nim. Był w naprawdę złym humorze.
— Hej — odezwała się ostrożnie, stając między jego kolanami. — Coś się stało?
Chłopak wzruszył ramionami, ale nie odpowiedział. Suri przyglądała mu się przez chwilę, a potem położyła dłonie na jego udach i nachyliła się, żeby spojrzeć mu w oczy.
— Mów — powiedziała cicho, ale stanowczo.
Przez dłuższą chwilę milczał. W końcu westchnął ciężko i przeczesał dłonią włosy, odsłaniając zmęczoną, podirytowaną twarz.
— Nowy instruktor asasynów — mruknął w końcu.
Suri spojrzała na niego pytająco.
— Co z nim?
— Przestał mnie zauważać — odparł krótko. — A raczej… zaczął mnie ignorować. Jakbym nagle stał się dla niego niewidzialny. Albo niewart jego czasu.
Dziewczyna zmarszczyła brwi. Pamiętała, jak jeszcze niedawno podczas treningów Ryūji wyraźnie wyróżniał Kruka spośród reszty Żniwiarzy. To, że nagle zmienił podejście, rzeczywiście było dziwne.
— Może po prostu miał gorszy dzień? — zasugerowała, choć sama w to nie wierzyła.
Kruk spojrzał na nią z wyraźnym zniecierpliwieniem.
— On nie ma gorszych dni. Po prostu przestał mnie brać pod uwagę. I nie mam pojęcia dlaczego.
Suri przez chwilę milczała, próbując to wszystko poukładać w głowie.
— Dlaczego tak bardzo zależy ci, żeby cię wybrał? — spytała nie mogąc tego zrozumieć.
Facet ewidentnie był dupkiem i to jak skakali wokół niego asasyni stanowiło dla niej prawdziwą zagadkę. Kruk skrzywił się odrobinę.
— Ponieważ Nivaria to jedyne miejsce, gdzie asasyni są traktowani poważnie. Lord Marcus Nacht nigdy nie przyjmuje do siebie obrońców. Cała jego siła opiera się na asasynach, a oni mają tam wysoki status społeczny i jakiekolwiek poczucie wolności.
— Myślałam, że po skończeniu Akademii możesz robić co zechcesz? — zdziwiła się dziewczyna.
Kruk przecząco pokręcił głową. Był wyraźnie wzburzony.
— To wcale nie jest takie proste. Nie ważne co będę robił i tak będę musiał być dostępny na każde skinienie Rady. Nie widzisz tego, Suri? — spytał nieco ciszej. — Nivaria to jedyna szansa na wspólną przyszłość dla nas. Problem w tym, że osoba, która może o niej zdecydować, z jakiejś przyczyny piekielnie mnie nienawidzi.
✩ ✩ ✩
Laila
Była wściekła. Nie po raz pierwszy Suri wymknęła się gdzieś sama, a kiedy Laila w końcu ją znalazła, okazało się, że znowu siedzi na trybunach i obserwuje trening asasynów. Jakby nagle zainteresowała się fioletowymi mundurkami bardziej niż własną drużyną. Laila szła szybkim krokiem w stronę areny, gotowa już zrobić przyjaciółce małą scenę, kiedy nagle jej wzrok padł na mężczyznę stojącego na środku placu. I wtedy wszystko inne przestało mieć znaczenie.
Stało się to tak nagle, że Laila dosłownie przystanęła w pół kroku. Wysoki, ciemnowłosy, z tą charakterystyczną blizną na policzku i aurą człowieka, który wie, że wszystko wokół należy do niego. Poruszał się z tą spokojną pewnością siebie, która przyciągała wzrok jak magnes. Ryūji Nacht. Instruktor asasynów. Książę. Jedyny syn władcy Nivarii.
Laila przełknęła ślinę. W ciągu pięciu minut była już w swoim pokoju, poprawiała makijaż, zmieniała bluzkę na tę, która lepiej podkreślała dekolt, i szybko rozpuściła włosy. Nie zamierzała iść tam w byle czym. Nie, jeśli miała szansę, żeby on ją zauważył.
Kiedy wróciła na trybuny, Suri siedziała w tym samym miejscu co wcześniej. Laila podeszła do niej bez słowa, usiadła obok i oparła się wygodnie o drewnianą ławkę. Suri spojrzała na nią ze zdziwieniem.
— Co ty tu robisz?
Laila wzruszyła ramionami, starając się wyglądać nonszalancko, choć jej wzrok co chwilę uciekał w stronę Ryūjiego.
— Obserwuję — odpowiedziała lekko.
Suri uniosła brew.
— Trening asasynów? Naprawdę?
Suri spojrzała na nią podejrzliwie, ale nic nie powiedziała. Laila natomiast czuła wyraźną ulgę. Przy Suri nie musiała się uśmiechać i udawać, że wszystko jest w porządku, tak jak robiła to przy reszcie szkoły. Suri wiedziała o niej i o Lucasie. Wiedziała, że ich związek jest na pokaz, że Laila nie jest tak idealna, jak wszyscy ją postrzegają. Przy niej mogła być po prostu sobą — zirytowaną, zazdrosną, zakochaną w niewłaściwej osobie. I to było… przyjemne. Dlatego bez wahania powiedziała jej o swoim zauroczeniu. Oparła brodę na dłoni i wpatrzyła się w Ryūjiego, który właśnie ostro skrytykował jednego z Żniwiarzy. Nawet kiedy był wredny, wyglądał obłędnie.
— On jest naprawdę… — westchnęła cicho.
Suri jęknęła cicho, a Laila po raz pierwszy od dłuższego czasu czuła się naprawdę podekscytowana. I miała nadzieję, że Ryūji Nacht choć raz spojrzy w jej stronę.
✩ ✩ ✩
Suri
Siedziała na trybunach i obserwowała trening asasynów, kiedy nagle obok niej usiadła Laila. Dziewczyna miała na sobie swój zwykły, elegancki strój, a nie mundurek szkolny, co odrobinę zaskoczyło Suri. Odwróciła głowę i spojrzała na nią ze zdziwieniem.
— Co ty tutaj robisz? — zapytała wprost.
Laila wzruszyła ramionami i oparła się wygodnie o drewnianą ławkę, nie odrywając wzroku od placu.
— Obserwuję — odpowiedziała lekko.
Suri uniosła brew.
— Trening asasynów? Naprawdę?
Laila nie odpowiedziała. Jej wzrok był przyklejony do jednej osoby — Ryūjiego Nachta, który stał na środku placu i wydawał polecenia. Suri obserwowała przyjaciółkę z rosnącym niedowierzaniem. Laila miała… maślany wzrok. Dosłownie. Jej oczy były półprzymknięte, a na ustach błąkał się lekki, zachwycony uśmiech.
— On jest… — Laila westchnęła cicho. — Naprawdę niesamowity. Nie tylko wygląda obłędnie, ale ma w sobie coś takiego… władczość, charyzmę. I ta postura.
Suri powoli pokręciła głową.
— Laila… mówisz o instruktorze asasynów?
— No jasne, że o nim — odparła przyjaciółka, nie odrywając wzroku od mężczyzny. — Wiesz, że to jedyny syn Lorda Marcusa, władcy Nivarii? To już samo w sobie robi wrażenie. A do tego wygląda tak, jakby wyszedł prosto z filmowego plakatu. Wysoki, ciemne włosy, ta blizna na policzku… Cholera, jest obłędny.
Suri przez chwilę milczała, próbując poukładać sobie w głowie to, co właśnie usłyszała. W końcu nie wytrzymała.
— On jest totalnym dupkiem — powiedziała wprost.
Laila wreszcie oderwała wzrok od Ryūjiego i spojrzała na nią z lekkim rozbawieniem.
— Wiem — odparła spokojnie. — Słyszałam, jak się odzywa. Ale wiesz co? Jakoś mi to nie przeszkadza.
Dziewczyna otworzyła usta, a potem je zamknęła. Spojrzała jeszcze raz na Ryūjiego, który w tym momencie ostro coś skrytykował Kyle’owi, a potem z powrotem na Lailę, która znów wpatrywała się w niego z wyraźnym zachwytem.
— Jesteś poważna? — spytała z niedowierzaniem.
Laila uśmiechnęła się szerzej i oparła brodę na dłoni.
— Suri… czasem facet może być dupkiem i jednocześnie być cholernie atrakcyjny. Te rzeczy się nie wykluczają.
Suri westchnęła ciężko i potarła skronie. Wyglądało na to, że jej przyjaciółka właśnie znalazła sobie nowy obiekt westchnień. I niestety, był to dokładnie ten sam człowiek, którego Suri najchętniej utopiłaby w fontannie na dziecińcu.
✩ ✩ ✩
Suri
Dlaczego ten mężczyzna uparł się, że będzie ją trenował? To już czwarte zajęcia, a każde kolejne wyglądały gorzej od poprzednich. Ryūji był arogancki, niemiły i kiedy tylko miał taki kaprys mieszał ją z błotem, a jednak, mimo jej protestów, wciąż upierał się, że będzie ją uczył. Suri miała tego serdecznie dość. Nie pomagały nawet prośby do dyrektor Morrigan, jakby mężczyzna miał do tego jakieś szczególne prawo. Tym razem też nie było inaczej.
— Jaka w ogóle jest twoja moc? — zapytała zaczepnie, patrząc na niego z wyraźną irytacją.
Miała już dość jego protekcjonalnego tonu.
— Chcesz się dowiedzieć? — odparł chłodno.
Ryūji powoli się uśmiechnął. Był to uśmiech zimny, prawie drapieżny, z wyraźnym błyskiem okrucieństwa w zielonych oczach. Zanim zdążyła zareagować, świat wokół niej nagle się rozmył. Poczuła, jakby ktoś wbił jej rozpalone druty w nerwy. Ból był nagły i brutalny. Suri zgięła się wpół z głośnym jękiem i osunęła na kolana, zaciskając zęby tak mocno, że aż zabolały. Czuła, jakby jej ciało miało się rozerwać od środka. Trwało to tylko kilka sekund, ale wystarczyło, żeby cała zadrżała.
Ból zniknął równie nagle, co się pojawił. Suri dyszała ciężko, wciąż klęcząc na macie. Podniosła wzrok na Ryūjiego, który patrzył na nią z wyraźną satysfakcją.
— Jestem świetny w torturach — powiedział spokojnie, jakby chwalił się jakąś błahostką.
Dziewczyna powoli wstała, czując, jak w jej piersi narasta gorąca, gęsta wściekłość. Nie odpowiedziała. Po prostu odwróciła się i wyszła z sali, nie patrząc na niego więcej. Szła szybkim krokiem korytarzem, z zaciśniętymi pięściami. Nienawidziła go. Nienawidziła go całym sercem. Za ten uśmiech, za ten głos, za to, jak bawił się jej kosztem, jakby to była jakąś bezwolną lalką. Za to, że przy każdej okazji dawał jej do zrozumienia, że jest od niej lepszy i że ma prawo ją tak traktować.
Była tak pochłonięta własnymi myślami, że dopiero po chwili zauważyła, że korytarz wokół niej zaczyna się rozmywać. Zatrzymała się gwałtownie. Wiedziała już co się dzieje. Znowu trafiała w granicę między światami. Odwróciła się, lodząc się, że rzeczywistość jeszcze nie zniknęła, ale zanim zdążyła zrobić krok, usłyszała za sobą szybkie, ciężkie kroki. Odwróciła się i zdążyła tylko zobaczyć, jak Ryūji doskakuje do niej jednym susem. Jego dłoń chwyciła ją za nadgarstek w ostatniej chwili. I wtedy świat wokół nich całkowicie się rozmył.
Suri szeroko otworzyła oczy, patrząc na mężczyznę, który stał teraz tuż przed nią na nierealnej, szarej przestrzeni między światami. Nadal trzymał jej rękę, a na jego twarzy malował się wyraz, którego nie potrafiła do końca odczytać. Z jakiejś przyczyny był tu. Z nią. I wyglądało na to, że wcale nie zamierzał jej puścić.