Header Background Image
    Rzeczywistość to ta część wyobraźni, co do której wszyscy się zgadzamy.

    Cień Kruka

    Kruk

    Do diaska! Zadanie było proste, wręcz banalne, ale wszystko, co tylko mogło, poszło nie tak. Pieprzony sztylet leżał w gablocie, w sali artefaktów, przez całą wieczność i akurat, teraz kiedy ONA go potrzebowała i chciała, żeby jej go przyniósł, musiał zniknąć. Kruk liczył na szybko wykonane zadanie i równie szybką, sowitą zapłatę. Nie był kimś, komu cokolwiek się nie udawało i nie zamierzał pozwolić, by tak stało się tym razem. Jeszcze dzisiaj odnajdzie ten pieprzony sztylet, a potem dostarczy go do Obsesji. A jeszcze potem… potem zamierzał cieszyć się spokojnymi, wolnymi od szkoły dniami w swoim mieszkaniu, jedynie w towarzystwie zarzynanych na konsoli zombiaków. 

    ✩ ✩ ✩

    Suri

    Odetchnęła z ulgą, gdy okazało się, że Cameron się jej nie narzuca. Wybrali się wspólnie do Tokyo Tower, pograli na automatach i wypili obłędnie smaczną kawę. Chłopak nie próbował jej dotykać, nie prawił jej też kolejnych komplementów. Po prostu tam był. Rozmawiał z nią i odniosła wrażenie, że doskonale się bawił. Musiała przyznać, że ona sama również świetnie się bawi. Tokyo z Nowego Świata było niesamowite. Obłędne, dokładnie tak, jak powiedziała Laila. Sklepy z pięknymi wystawami, kawiarnie, herbaciarnie i restauracje, a wszystkie te zwyczajne rzeczy, otoczone zostały przez niesamowitą technologię. Powietrzne windy pomiędzy budynkami, drony dostarczające zamówienia, pociągi mknące po nadziemnych torach, nie wydając z siebie najcichszego dźwięku. Natomiast same tory nie opierały się na niczym. Po prostu były, jakby zaczepione na stałe nad i pomiędzy budynkami. 

    W pobliżu Tokyo Tower miasto się zmieniło. W dzielnicy były przede wszystkim migające kolorowymi neonami nocne klubu. Przed większością z nich stały długie kolejki. Nie zaprotestowała, kiedy Cameron przysunął się bliżej i wziął ją za rękę. Zdawała sobie sprawę, że chłopak chce ją ochronić przed napierającym z niemalże każdej strony tłumem. 

    Przed wejściem do Tokyo Tower stali nienagannie odziani w granatowe mundury gwardziści. Najwyraźniej nie było tu tak, jak w Starym Świecie i nie każdy mógł wejść na teren obiektu. Cameron jednak wyciągnął jakąś kartę i przesunął ją przed czytnikiem, który znajdował się przy drzwiach. Te otworzyły się, wpuszczając ich do środka. Nikt nie zaprotestował, a chłopak pociągnął ją bezpośrednio w kierunku wind. Wjechali na najwyższy taras widokowy, a Suri zauważyła po drodze, że wieża jest zupełnie inaczej zbudowana niż w oryginale. Na różnych poziomach były w niej restauracja, koktajl bar i salon gier. Widok z tarasu zapierał dech w piersiach, szczególnie, że już zaczynało się ściemniać, a miasto mieniło się tysiącami różnobarwnych świateł. Alternatywne Tokyo zostało wyjęte prosto z produkcji science fiction. 

    Na tarasie nie było nikogo poza nimi. 

    – Widzisz, warto było tu przyjść – Cameron od niechcenia objął ją ramieniem. 

    – Zdecydowanie! – zgodziła się z entuzjazmem Suri. – Niesamowity widok. 

    Zanim opuścili taras zrobiło się już zupełnie ciemno. Zjechali na niższe piętro do restauracji i zamówili późny obiad. Następnie planowali spotkać się z pozostałymi w jednym z klubów. Mieli już wychodzić, kiedy nagle Cameron zatrzymał się w miejscu. 

    – Cholera! – syknął, odciągając ją na bok i chowając się za ścianą. – Posłuchaj, nie chcę, żeby coś ci się stało. Wejdziesz teraz do windy – wskazał jej odpowiedni kierunek – wyjdziesz z budynku, skręcisz w najbliższą uliczkę, a potem zadzwonisz do Laili, żeby cię znalazła. Rozumiemy się?  

    Suri niepewnie skinęła głową. Nie miała pojęcia na co tak ostro zareagował chłopak, ale widziała już tyle dziwnych rzeczy, że nie zamierzała się z nim sprzeczać. Posłusznie ruszyła w kierunku wind, zjechała na sam dół i wyszła z budynku Tokyo Tower. 

    ✩ ✩ ✩

    Suri

    Jak mogła zapomnieć tabletu z Akademii! Przeklęła się w duchu. Był poręczny, niezwykle przydatny, idealnie zmieściłby się do torebki i oczywiście tylko on miał tutaj zasięg. Nie miała pojęcia ile czasu spędzili z Cameronem w Tokyo Tower, ale zrobiło się ciemno, a ona nie wiedziała gdzie się znajduje. To już nie była ulica pełna klubów, a Tokyo Tower mimo że było ogromne i powinna mieć je za plecami, gdzieś po prostu zniknęło. Postanowiła iść przed siebie, aż nie spotka kogoś, kogo mogłaby spytać o drogę, ale w okolicy nie było żywego ducha. 

    Nie miała pojęcia, jak długo już chodzi, ale okropnie bolały ją nogi. Czuła się taka zmęczona. Tętniące wcześniej życiem miasto zupełnie opustoszało. Od dłuższego już czasu nikogo po drodze nie spotkała. Wtedy go zobaczyła. Znajoma sylwetka, ciemne włosy. Chłopak w czarnej bluzie, ten sam, do którego podobno nie powinna się zbliżać, stał niedbale oparty o ścianę jednego z ceglanych budynków. Sprawiał wrażenie jakby na kogoś czekał. 

    Suri miała gdzieś co mówi Laila i zważywszy na sytuację, szczerze ucieszyła się na jego widok. Podeszła do niego pewnym krokiem.     

    – Cześć – odezwała się, zwracając na siebie jego uwagę. 

    Spojrzał na nią obojętnie, ale odniosła wrażenie, że jest odrobinę zaciekawiony.

    – Co tu robisz? – usłyszała jego spokojny, głęboki głos. 

    – No właśnie zgubiłam się i nie spotkałam nikogo, kogo mogłabym spytać o drogę… – przyznała patrząc na niego błagalnie. 

    Przeciągnął się niedbale. 

    – A gdzie byłaś zanim się zgubiłaś? – zapytał poważnym tonem.  

    – Wyszłam z Tokyo Tower. 

    Jego szare oczy otworzyły się odrobinę szerzej. 

    – Aha – skomentował bez entuzjazmu. – I dokąd szłaś?

    – Nie wiem… – przyznała czując się okropnie głupio. – Miałam zadzwonić do Laili, ale nie zabrałam tabletu i… wieża po prostu zniknęła. Nie byłam w stanie do niej wrócić. 

    – Jest przecież tam – chłopak wskazał ręką kierunek za jej plecami. – Jest duża, ciężko ją przeoczyć… – w jego głosie pojawiła się lekka drwina. 

    Suri spojrzała przez ramię. Faktycznie, Tokyo Tower świeciło się setkami świateł może dwie ulice dalej. Odwróciła się, żeby mu podziękować, ale chłopaka tam nie było. Budynku o którego ścianę się opierał również. Za to dookoła kłębiły się tłumy ludzi, a mrok, rozświetlały setki kolorowych neonów klubów nocnych. 

    ✩ ✩ ✩

    Lucas

    Był wściekły. Zarówno na siebie, jak i na Camerona, że pozwolił im iść samym. To on był kapitanem i on odpowiadał za bezpieczeństwo grupy.

    – Jak mogłeś ją zgubić?! – zapytał po raz sam nie wiedział który. 

    – To nie moja wina – bronił się chłopak – miała tylko wyjść z wieży i zadzwonić do Laili. Przecież nie mogłem nie zareagować. Te łotry były na liście poszukiwanych od dobrych kilku miesięcy. Mieli tupet, żeby się pokazywać w takim miejscu… 

    – Przestańcie – wtrąciła się Laila. – Szukamy jej już od dobrych trzech godzin. Nie ma przy sobie żadnych urządzeń, bo David już dawno by ją znalazł. 

    – Jakby rozpłynęła się w powietrzu – westchnął wspomniany chłopak, nie odrywając wzroku od swojego tabletu. – Ostatnia kamera zarejestrowała ją przecznicę od Tokyo Tower, potem po prostu zniknęła. 

    – Hej, patrzcie! – niespodziewanie przerwała im Emiyo. – Suri! Jesteś cała! – rzuciła się w kierunku zbliżającej się do nich ulicą dziewczyny. 

    Chwilę później Laila i Emiyo trzymały swoją zgubę w objęciach. 

    – Gdzieś ty się podziewała?! – Lucas odetchnął głęboko, żeby się uspokoić. 

    – Zgubiłam się – usprawiedliwiła się dziewczyna – Chodziłam po mieście przez kilka godzin, a potem, kiedy znów zobaczyłam wieżę, trafiłam już bez problemu.  

    Lucas nie zamierzał roztrząsać jakim cudem się zgubiła. Przecież do tej pory nie sprawiała wrażenia takiej totalnej ofiary losu… 

    – Napijmy się – westchnął – noc spędzimy w hotelu.  

    Laila wsunęła mu rękę pod ramię, a skruszony Cameron zaczął coś cicho szeptać do Suri. Ominęli stojącą pod klubem Nocna Orchidea kolejkę, a bramkarze przepuścili ich bez chwili wahania. Lucas miał szczerą nadzieję, że jeszcze uda się uratować ten wieczór.  

    ✩ ✩ ✩

    Suri

    Dziewczyna zapomniała o zmęczeniu i patrzyła z niedowierzaniem, jak bramkarz w klubie nocnym pozdrawia Lucasa skinieniem głowy i wpuszcza ich do środka, nie sprawdzając nawet żadnej listy. Chłopak poprowadził ich na pierwsze piętro, bezpośrednio do loży dla VIP’ów, gdzie również wpuszczono ich bez zadawania pytań. 

    Suri osunęła się na miękką kanapę, zbyt zmęczona, by nad czymkolwiek się zastanawiać. Cameron usiadł tuż obok niej. Na jego twarzy malowało się wyraźne poczucie winy. Pozostali również usiedli w parach. Muzyka w strefie VIP była znacznie cichsza, niż gdy wchodzili do budynku. Dziewczyna poczuła senną błogość. 

    – Dobra – ciszę przerwał głos Lucasa – pokazuj co od nich zabrałeś, zanim przejął ich patrol – ponaglił Camerona. – Chcę mieć to z głowy.

    Ciemnowłosy chłopak zdjął z ramion kurtkę i z wewnętrznej kieszeni wyciągnął podłużny pakunek. Rozwinął materiał i położył na znajdującym się przed nimi stole. W środku znajdował się sztylet. Mienił się jasnoniebieską, zimną poświatą.  

    – O kurde – westchnął David. – To przedmiot z sali artefaktów. Został niedawno skradziony. 

    Lucas uśmiechnął się szeroko. 

    – Doskonale! Jestem przekonany, że czekają nas za to jakieś dodatkowe punkty. Oddamy go jutro rano. Póki co schowaj go z powrotem – zwrócił się do Camerona. 

    Chwilę później podszedł do nich kelner z tacą, na której stały trzy kolorowe drinki, szklanki i butelka whisky chłodząca się w wiadrze z lodem. Suri nie miała pojęcia, kiedy zdążyli to wszystko zamówić, ale z radością przyjęła swój napój, gdy Cameron podsunął jej wysoką szklankę z różowo-czerwonym płynem. Drink był słodki i owocowy, smakował idealnie. 

    ✩ ✩ ✩

    Kruk

    Nie miał pojęcia, jaką mocą dysponowała nowa maskotka Feniksów, ale musiało to mieć jakiś związek z portalami. Niedobrze. Jeżeli dostaną dostęp do zakazanej strefy… 

    – Zobacz – jego rozważania przerwał ponury głos. 

    Kruk podszedł do stołu, przy którym nad planem miasta pochylał się starszy mężczyzna. Płynące po mapie krople krwi zbiegły się wszystkie w jedno miejsce, w pobliżu Tokyo Tower. Nocna Orchidea. Chłopak zaklął siarczyście. Jak mieć pecha, to już do końca… W głowie jednak powoli świtało mu łatwe rozwiązanie. 

    – Kredyty są już na twoim koncie, więcej, bo potrzebna mi jeszcze jedna przysługa…

    ✩ ✩ ✩

    Suri

    Jej serce biło jak oszalałe. Nie miała pojęcia, dlaczego znalazła się w środku tego wszystkiego. Spali w luksusowym hotelu, który znajdował się nad Nocną Orchideą. Rano obudziła ją Laila, przynosząc jej nowe ubranie, które dla miłej odmiany musiała sama założyć. Tym razem były to obcisłe dżinsy i elegancki, błękitny top. Później już całą szóstką udali się na taras, by zjeść śniadanie, a jeszcze później… 

    Przykucnęła za przewróconym stołem, tam, gdzie zostawiła ją Laila, ściskając sztylet, który wcisnął jej w dłonie Cameron, nakazując, by go pilnowała. Przyjrzała mu się uważniej. Nie wyglądał jakoś specjalnie okazale. Metal był lekko niebieskawy i okropnie zimny, ale poza tym był to po prostu zwykły, dobrze wyważony sztylet… Nie miała pojęcia, dlaczego tak zaciekle go bronią i czemu ciemnowłosemu chłopakowi tak bardzo na nim zależy. Znikąd znalazł się na tarasie i zażądał, by mu go oddali. W dłoni trzymał szarą, emanującą fioletową poświatą kosę, tą samą, którą posługiwał się na placu ćwiczeń, ale nikogo nie atakował. Po prostu stał tam, opierając na ziemi jej trzon. Tak samo jak poprzedniego dnia, miał na sobie czarne bojówki i czarną bluzę z kapturem.

    To Laila zaatakowała pierwsza, rzucając w kierunku chłopaka kulę światła. Odskoczył zwinnie, ale wtedy ruszyli również pozostali. W rękach Lucasa jakimś cudem pojawiły się miecz i tarcza, Cameron miał katanę, David trzymał dwa pistolety, Laila zakończony świecącą kulą kij, a Emiyo coś, co przypominało drewnianą różdżkę. 

    Ciemnowłosy chłopak jednak wciąż nikogo nie próbował atakować. Robił jedynie niesamowicie zwinne uniki, niekiedy znikał z jednego miejsca, by za chwilę pojawić się w innym. Nie miała pojęcia, jak to robi. Po chwili Cameron wcisnął jej do ręki pakunek, a Laila odciągnęła ją na bok i tak się znalazła w obecnym położeniu. 

    Wyjrzała zza stołu. Mimo przewagi liczebnej potyczka najwyraźniej nie szła po myśli jej przyjaciół. Kruk przemieszczał się zbyt szybko i właściwie nawet nie starał się z nimi walczyć. Raczej… unikał wszelkich starć, zupełnie jakby na coś czekał. 

    W pewnym momencie Lailę otoczyła dziwna mgiełka, a dziewczyna stanęła w miejscu. Krzyknęła, ale po sekundzie lub dwóch jej krzyk zamarł, a ona została uwięziona w czymś do złudzenia przypominającym bryłę lodu. Po chwili to samo spotkało Lucasa i Camerona, a potem Davida i Emiyo. 

    Kruk stanął na tarasie, przechodząc zwinnie pomiędzy porozrzucanymi stolikami, krzesłami i potłuczonymi naczyniami. Ze strachu nie mogła oddychać. Chłopak jednak nie podszedł do miejsca, w którym się ukrywała, mimo że musiał wiedzieć, że tam jest. Gestem dłoni przywołał ciemne światło, które powiększało się z sekundy na sekundę, a Suri rozpoznała w nim portal. Przez taki sam, tylko w innym kolorze, przybyli poprzedniego dnia do Tokyo. Dziewczyna pomyślała, że w wykonaniu Kruka wyglądał jak czarna dziura. Chłopak zrobił krok w jego kierunku. Suri jęknęła w duchu. Przecież nie mógł ich tak zostawić! Nie zastanawiając się długo, podniosła się z kolan. 

    – Zaczekaj! – krzyknęła, zaskoczona własną odwagą. 

    Kruk powoli się odwrócił. Obdarzył ją obojętnym spojrzeniem, przez które poczuła się taka… zupełnie nieważna. Wyciągnęła przed siebie sztylet, rękojeścią w jego kierunku.

    – Chyba tego szukałeś… – odezwała się, błagając w duchu, żeby głos jej nie zadrżał.   

    Bez wahania podszedł i wziął od niej broń. Teraz wyglądał na odrobinę rozbawionego.  

    – Dzięki – rzucił, ponownie odwracając się w stronę portalu. 

    – Zaczekaj! – odezwała się ponownie, a jej strach zniknął pod niespodziewanie rosnącą irytacją. 

    Ponownie się do niej odwrócił. 

    – Co znowu? – westchnął teatralnie. 

    – Nie możesz ich tak zostawić – wskazała nieokreślonym gestem na swoich przyjaciół. – Przecież masz to, czego chciałeś… 

    Tym razem nie potrafił już ukryć rozbawienia. 

    – Oczywiście, że mogę i właśnie to robię. 

    – Proszę… – szepnęła, zanim zdążył stracić nią zainteresowanie. 

    Przez chwilę przyglądał się jej z zaciekawieniem, a kiedy już była pewna, że ją zignoruje, rzucił do niej jakiś przedmiot. Złapała go w locie. Okazał się płóciennym woreczkiem. 

    – Nie przesadź, bo ich poparzysz. – mruknął i zniknął w portalu. 

    Note