Rozdział 6 – Cień Kruka
by Vicky
Suri
Następnego dnia rano Laila wpadła do jej pokoju, jak zawsze w doskonałym humorze. Wyglądało na to, że wszystko wróciło do normy. Gdy dziewczyny weszły do wspólnego pomieszczenia, Lucas zanosił się właśnie gromkim śmiechem. Suri przyjęła z ulgą, że nawet jemu wrócił dobry humor. Jak zawsze zjedli wspólne śniadanie, a potem mieli iść na zajęcia.
– Zapomniałam o moim projekcie z botaniki – jęknęła Emiyo. – Za chwilkę was dogonię.
– Pójdę z tobą, jeśli chcesz – zaproponowała Suri.
– Będzie mi bardzo miło – koleżanka obdarzyła ją ciepłym uśmiechem.
Pozostali skinęli im głowami, a Lucas kazał się pospieszyć.
– Spotkamy się przy fontannie – dodała Laila – wplatając się pod ramię blondyna.
Suri lubiła pokój Emi, było w nim tyle cudownej zieleni! Dziewczyna wyszła na balkon i po chwili wróciła ze sporą doniczką, w której rosła jakaś dziwna, pokraczna roślina.
– Mam, możemy dogonić pozostałych – oznajmiła rozradowana.
– Może ci pomóc? – zaproponowała niepewnie Suri, bo roślinka nieco ją przerażała.
– Dziękuję, dam sobie radę, wcale nie jest taki ciężki – drobna dziewczyna obdarzyła ją uroczym uśmiechem.
Ramię w ramię zeszły po marmurowych schodach i wyszły przed budynek Akademii. Z lewej strony rozległ się gwizd. Dziewczyny zaskoczone odwróciły się w jego kierunku. Nieopodal stało czterech chłopaków w ciemnofioletowych mundurkach. Suri rozpoznała smukłą sylwetkę ciemnowłosego Kruka, ale jej uwagę natychmiast przyciągnął ten, który wysunął się naprzód. Był wysoki i szczupły, o nerwowej, zadziornej postawie. Fioletowy irokez kontrastował z wygolonymi bokami głowy, a potargane pasma na czubku wyglądały, jakby celowo miały prowokować. Ciemne tatuaże oplatały jego szyję i skroń, znikając pod kołnierzem rozpiętej koszuli. Mundurek nosił niedbale — krawat miał poluzowany, jakby demonstracyjnie lekceważył szkolne zasady.
Dopiero po chwili zauważyła dziewczynę stojącą tuż za nimi. Rudowłosa, o długich włosach związanych wysoko, z nieskazitelną postawą i chłodnym spojrzeniem zielonych oczu. Fioletowy mundurek leżał na niej idealnie, jakby został uszyty specjalnie na miarę — podkreślał smukłą sylwetkę i elegancję ruchów. Nadine nie uśmiechała się. Przyglądała się scenie z wyraźnym zainteresowaniem, jak ktoś, kto lubi patrzeć, gdy inni tracą grunt pod nogami. W jej spojrzeniu było coś bezwstydnie oceniającego, niemal rozbawionego. Suri odniosła wrażenie, że to właśnie ona — nie Aron — zachowuje tu prawdziwą kontrolę.
— Hej, śliczne — odezwał się chłopak, podchodząc bliżej. Uśmiechał się, ale jego uśmiech nie obejmował oczu. Pozostali ruszyli za nim. – Może spędzicie z nami trochę czasu? – zasugerował obejmując Suri ramieniem.
Dziewczyna spróbowała się wyrwać, ale stanowczo ją przytrzymał. Kątem oka zauważyła, jak Jackob i Kyle osaczają przerażoną Emi — Kyle, z jasnymi, potarganymi blond włosami i niemal łagodnym wyrazem twarzy, wyglądał na najmniej groźnego z nich, co tylko potęgowało jej strach, podczas gdy Jackob — masywny i szeroki w barach — stał zbyt blisko, by nie czuć od niego fizycznego zagrożenia. Spojrzała w kierunku Kruka, ale on nawet się nie poruszył. Stał obok, obojętnie przyglądając się całej scenie. Jego chłodny wzrok znów sprawił, że poczuła się jak powietrze.
– Puść ją! – usłyszała w pobliżu rozgniewany, rozkazujący głos Camerona.
– Bo co mi zrobisz, rycerzyku? – roześmiał się Aron i przyciągnął Suri bliżej do siebie.
Cameron rzucił się na niego, a Aron, by się obronić, odepchnął od siebie dziewczynę. Chwilę później pojawili się Lucas, David i Laila. Oswobodzona, bardzo roztrzęsiona Emi rzuciła się w ramiona swojego chłopaka, który przejął od niej doniczkę z dziwaczną roślinką.
– Cam, dosyć – Lucas odciągnął przyjaciela. – Za bójkę oberwie się nam wszystkim, nie tylko im – przypomniał. – Zemścisz się pod koniec tygodnia – obiecał.
Chłopak rzucił Żniwiarzom wrogie spojrzenie, ale posłusznie się od nich odsunął. Gdy odchodzili całą grupą, podszedł do Suri, opiekuńczo obejmując ją ramieniem.
– Nic ci nie jest? – upewnił się cicho.
– Nie, tylko nas przestraszyli – mruknęła, przysuwając się jednak do niego jeszcze bliżej.
– Co za dupki! – warknął Lucas. – Dobrze, że niedługo kolejna konkurencja, po której te śmiecie będą podawać nam drinki przy basenie.
– No chyba, że to oni wygrają… wtedy my będziemy spełniać ich zachcianki – zwróciła uwagę Laila.
– Nie wygrają – Lucas aż kipiał pewnością siebie.
– Skąd wiesz? – chciał wiedzieć David.
– Bo szykuje się nasza konkurencja – blondyn uśmiechnął się szeroko. – Będziemy się ścigać po symulacji Tokyo, a raczej Cam będzie – dodał wyraźnie zadowolony.
Cameron odwzajemnił jego pogodny uśmiech.
– W takim razie jestem pewien, że tym razem wygramy.
– A jaka jest stawka? – spytała Suri, nie bardzo rozumiejąc o czym mówią.
– To taka tradycja szkoły – wyjaśniła jej Laila. – Po pierwszym miesiącu nauki dwie zwycięskie drużyny ścierają się w wylosowanej przez radę nauczycieli konkurencji. Przegrani na cały dzień zostają służącymi zwycięzców. Jeżeli Lucas się nie myli – dodała – i faktycznie będziemy się ścigać po Tokyo, to istnieje bardzo duża szansa, że to waśnie my zwyciężymy. Ostatecznie mamy Camerona, który jest mistrzem kierownicy no i Davida, który potrafi przewidzieć wszystkie możliwe sytuacje w symulacji. – Tym razem Laila również uśmiechała się bardzo szeroko. – Już nie mogę doczekać się, kiedy każę Nadine wysprzątać mój pokój. Oczywiście wcześniej go bardzo zabałaganię.
✩ ✩ ✩
Suri
Była bardzo podekscytowana, kiedy omawiali plan działania. Może faktycznie Akademia Królewska była trochę jak więzienie, ale przecież uczyła się tu jej mama. I miała z tego miejsca wiele cudownych wspomnień, przygód o których opowiadała Suri, a ona, jako mała dziewczynka, brała je za świetne, pełne akcji bajki na dobranoc.
– Jeżeli chcesz, możesz jechać ze mną – oznajmił jej Cameron. – Twoje zadanie polegałoby na wypatrywaniu zagrożeń, których David i Emiyo nie zobaczą przez kamery. Tylko Suri… w symulacji nie jest jak na torze – dodał ciszej – tu naprawdę zdarzają się wypadki.
– Pojadę z tobą – stwierdziła pewnie – ufam ci.
– Cieszę się – uśmiechnął się do niej czarująco. – W takim razie Laila i Lucas zajmą miejsca w strategicznych punktach obserwacyjnych na dachach – dodał na użytek dziewczyny.
Po śniadaniu, którego Suri z nerwów prawie nie tknęła, włożyła swój liliowy kombinezon do jazdy i wspólnie ruszyli na plac. Czekała tam cała szkoła. Nauczyciele dyskutowali o czymś często gestykulując. Uczniowie wiwatowali. Wielu z nich trzymało w rękach transparenty, kibicujące Feniksom. Grupka dziewczyn w zielonych mundurkach machała ogromnym zdjęciem Camerona. Suri poczuła się bardzo nieswojo, ale starała się skupić na wyścigu.
Środek placu był ogrodzony i czekały na nim dwa samochody. Różniły się tylko kolorami, jeden był niebieski, z połyskującymi złoto paskami, a drugi czerwony ze srebrnym motywem. Cameron podszedł do drugiego z aut, a chwilę później przy niebieskim stanęli Aron i ku lekkiemu zdziwieniu dziewczyny Kruk.
Zanim wsiedli Cameron upewnił się czy Suri ma dobrze nałożony kask. Dopiero wtedy zajęła miejsce pasażera i zapięła pięciopunktowy pas.
– Drodzy nauczyciele i uczniowie Akademii Królewskiej! – rozległ się z głośników tubalny głos. – Witamy was na dorocznej konkurencji, która rozgrywa się między najlepszymi drużynami z pierwszego miesiąca. Zwycięzcy będą tryumfować, a przegrani na jeden dzień wcielą się w rolę ich służby. Zasady są proste: by ukończyć wyścig, trzeba dojechać do celu. Wszystkie chwyty są dozwolone. Gotowi na widowisko?!
Odpowiedziała kolejna fala wiwatów, które nagle ucichły. Zaskoczona Suri niedowierzająco wyjrzała przez okno. Znaleźli się na zatłoczonym parkingu w samym centrum Tokyo.
– No to zaczynamy – odezwał się Cameron, ruszając z piskiem opon.
– Słyszycie mnie? – w głośnikach znajdujących się wewnątrz kasku rozległ się głos Davida.
– Głośno i wyraźnie – odpowiedział mu Cameron.
– Świetnie! Zazwyczaj celem wyścigu jest dotarcie na drugi koniec miasta, ale wy znajdujecie się w ścisłym centrum, a nie na obrzeżach – oznajmił David. – Spróbujemy pokierować was do portu lotniczego, to najbardziej prawdopodobna lokalizacja.
– I uważajcie na siebie – wtrąciła Emiyo.
Jeździli po mieście mijając kolejne punkty, do których kierowały ich snopy światła. Po porcie lotniczym, który okazał się złym wyborem, pojechali do Pałacu Cesarskiego, Tokyo Tower i Tokyo Skytree. Po ulicach jeździły samochody, ale bez kierowców. Ruch był spory, ale nie było żadnych korków. Odjechali nieco od centrum w kierunku wody i teraz spokojnie poruszali się nadbrzeżem w pobliżu Tokyo Disneylandu, a potem mijając od strony nabrzeża Chiba Kaihin Municipal Hospital. Poruszali się wzdłuż sporej skarpy.
– Cam, uważaj! – krzyknęła Suri w tym samym momencie, kiedy Lucas oznajmił w głośnikach, że coś się do nich szybko zbliża.
Niebieski samochód jechał prosto na nich.
– Zaraz w nas uderzą – krzyknęła.
– Nie chce w nas uderzyć, tylko zepchnąć nas z drogi – skorygował ją Cameron lekko napiętym głosem. – Ten dupek jak zawsze gra nieuczciwie, ale tym razem nie wyjdzie mu to na dobre. David, jakie mamy możliwości?
– Jak ci powiem, skręcisz gwałtownie w prawo – odparł spokojnie David. – Przez chwilę będzie się wam wydawało, że wjeżdżacie w ścianę, ale to iluzja. – Zapanowała cisza, a potem znów usłyszeli głos Davida – 3… 2… 1… już!
Cameron wykonał gwałtowny skręt, a samochód przez chwilę jechał bokiem. Jechali wprost na betonową ścianę! Suri była pewna, że zaraz w nią uderzą, ale nic takiego się nie stało. Przejechali przez wąską uliczkę, by za chwilę wyjechać na główną, zatłoczoną pojazdami bez kierowców drogę. W ostatniej chwili dziewczyna dostrzegła jeszcze jak niebieski samochód gwałtownie hamuje, wpadając przy tym w poślizg.
– Zaraz będzie zielona fala – usłyszeli przejęty głos Emiyo.
Cameron przyspieszył gwałtownie.
– Zaczekaj! Mieliśmy dojechać do celu, prawda? – spytała Suri. – Zobaczcie tamtą bramę – kontynuowała, gdy przyjaciele jej przytaknęli. – Ma ogromny kolorowy napis „cel”.
– Ma rację, to może być to – przytaknął David. – Nigdzie nie było powiedziane, jak ma wyglądać.
Cameronowi nie trzeba było dwa razy powtarzać. Wyminął inne pojazdy i zahamował pod wskazanym budynkiem. Brama powoli się podniosła. Chłopak wprowadził samochód do środka. Wszystko dookoła zamigotało i zniknęło. Znów stali na placu, na którym wszystko się zaczęło. Przez przednią szybę zobaczyli tablicę wyników. Rozległ się głośny dźwięk i Żniwiarze zostali skreśleni. Feniksy wskoczyły na pierwsze miejsce. Suri, cała w euforii wysiadła z samochodu. Cameron również wysiadł. Rzucił na siedzenie kask i podszedł do niej.
– Wygraliśmy! Wygraliśmy! – krzyknęła, gdy tylko udało jej się również pozbyć kasku.
– Musiało nam się udać! – Cameron chwycił ją w ramiona i podniósł do góry, a ona oplotła go nogami. Adrenalina była taka cudowna! – Doskonale się spisałaś – jego czoło oparło się o jej czoło, a ona poczuła przyjemną bliskość.
Wiwaty nie miały końca. Suri szła przytulona do boku Camerona, a chłopaka co chwila ktoś poklepywał po plecach. Otaczało ich morze zielonych mundurków, a wszyscy w idealnych humorach do tego, by świętować.
✩ ✩ ✩
Kruk
Był wściekły, że został chłopcem na posyłki Feniksów. To właśnie na nim i na Aronie skupili całą swoją złość i teraz traktowali ich z drwiącą wyższością. Najgorsze było to, że Lucas i Laila doskonale się przy tym bawili.
– Kruku, możesz mi pomóc? – usłyszał za plecami znajomy głos.
Ogarnął go zimny gniew. Nie miał pojęcia dlaczego, ale w głębi ducha liczył na to, że dziewczyny to nie bawi, że chociaż ona da mu spokój i nie będzie próbowała go poniżyć. Nie widział jej cały ranek, a teraz… teraz tu była i najwyraźniej grała w okrutną grę, tak samo jak pozostałe Feniksy. Wiedział, że niektórych zasad w Akademii po prostu nie można łamać, dlatego posłusznie udał się za nią.
Zaprowadziła go do swojego pokoju. Kiedy weszli do środka, zauważył, że mieszkała jak jakaś pieprzona księżniczka. W pokoju królowały stonowane beże, róż i fiolet. Pod oknem stało elegancko rzeźbione biurko, a obok niego regał z książkami. Takimi prawdziwymi, papierowymi, bez żadnej elektroniki. Po drugiej stronie znajdował się fotel, a przy nim niewielki, kawowy stolik. W pobliżu drugiego okna stało wielkie łóżko z odsłoniętym baldachimem. Dwie dodatkowe pary drzwi zapewne prowadziły do łazienki i garderoby. Sam pokój był ogromny. On, Aron, Kyle i Jackob mieszkali we czwórkę na może jednej trzeciej tej powierzchni. Przynajmniej, od kiedy on ma swoje mieszkanie w Tokyo, pozostali zyskali odrobinę przestrzeni.
– Czego ode mnie oczekujesz? – zapytał chłodno.
Spojrzała na niego zakłopotana. Przynajmniej miała na tyle przyzwoitości, żeby…
– No przecież niczego – odezwała się cichutko, zupełnie zbijając go z tropu. – Pomyślałam tylko, że możesz mieć dość tego, jak paskudnie cię traktują i będziesz chciał trochę od nich odpocząć… – wyjaśniła.
Patrzył na nią szeroko otwartymi oczami, nie potrafiąc sobie w żaden logiczny sposób wytłumaczyć jej zachowania.
– Nie potrzebuję twojej litości – warknął, wkurzony na nią.
Nigdy nie wiedział czego może się po niej spodziewać, zaskakiwała go za każdym razem i również za każdym razem, w jakiś idiotyczny sposób fragment po fragmencie burzyła jego barierę ochronną. Nie chciał mieć z nią nic wspólnego, a już najbardziej nie podobało mu się, że od pierwszego dnia, kiedy ją zobaczył, dziewczyna nazbyt często nawiedza jego niedwuznaczne fantazje.
Z jej spojrzenia w jednej chwili zniknęło zakłopotanie. Wyraźnie ją zirytował.
– Rób sobie co chcesz – oznajmiła. – Możesz tu usiąść – wskazała mu stojący w rogu fotel – i znosić moje towarzystwo, które najwyraźniej bardzo ci przeszkadza, albo wrócić tam i spełnić jeszcze kilka głupich zachcianek Lucasa. Twój wybór.
Ignorując go wyjęła z torby tablet, założyła słuchawki i usiadła na łóżku, opierając się o stertę miękkich poduszek. Wkurzona była jeszcze ładniejsza niż zazwyczaj. Przez chwilę zastanawiał się, czy nie usiąść koło niej, przypomniał sobie jednak wszystkie powody, dla których powinien trzymać się od niej z daleka. Po pierwsze i przede wszystkim była jego wrogiem, a przynajmniej należała do wrogiej drużyny… Im dłużej tak stał, tym powody zaczynały coraz bardziej blednąć. Westchnął ciężko i ostatecznie zdecydował się usiąść w fotelu, chwytając po drodze z półki pierwszą lepszą książkę, jaka wpadła mu w ręce.
✩ ✩ ✩
Emiyo
Onieśmielały ją tłumy ludzi, a tego dnia Feniksy urządziły przy basenie imprezę, na którą zaprosiły prawie całą szkołę. Dlatego, kiedy Laila zaczęła zastanawiać się gdzie jest Suri, Emiyo natychmiast zaoferowała się, że jej poszuka. Gdy miała już zapukać do drzwi przyjaciółki, zdała sobie sprawę, że ze środka dolatują ją podniesione głosy. Zawahała się przez chwilę, ale przecież nie mogła tak po prostu sobie stąd odejść. Jeden z głosów z pewnością należał do Suri, a drugi… Emi zmroziło na samą myśl… chyba należał do Kruka. Obudziły się nieprzyjemne wspomnienia. Wygrana, wygraną, jednak mimo wszystko Suri musiała być albo bardzo odważna, albo bardzo nieświadoma, jeżeli zdecydowała się zostać z nim sam na sam. Z pewnością nie był to dobry pomysł.
– Jesteś skończonym dupkiem! – usłyszała głos Suri.
– A ty jesteś rozpieszczoną księżniczką! – odciął się męski głos. – Myślisz, że przyjechałaś tutaj na wakacje?! To jasne, że jeżeli rywalizuję w jakiejś konkurencji, to chcę ją za wszelką cenę wygrać.
– Nawet kosztem zrobienia komuś krzywdy? – spytała chłodno dziewczyna.
– A co mnie obchodzisz ty i twój rycerzyk? – warknął na nią.
Serce Emi biło jak oszalałe. A co, jeżeli on faktycznie ją skrzywdzi? Co jeżeli Suri rozzłości go tak bardzo, że tamten, mimo grożących mu konsekwencji, złamie szkolny regulamin?
Wzięła głęboki oddech, zapukała do drzwi i nie czekając na odpowiedź weszła do środka. Stali naprzeciwko siebie, rzucając sobie nawzajem wrogie spojrzenia, ale gdy tylko weszła, natychmiast odwrócili się w jej stronę. Twarz Suri w jednej chwili złagodniała.
– O, Emi, co tu robisz? – spytała zaskoczona.
– Laila cię szuka – odpowiedziała onieśmielona dziewczyna. – Właściwie to wszyscy was szukają – dodała starając się omijać wzrokiem Kruka.
Chłopak bez słowa wyminął ją i wyszedł na korytarz. Suri westchnęła.
– Ok. Już idę, tylko wybiorę jakiś kostium. Pomożesz mi? – zapytała, a Emi skinęła głową i z ulgą zamknęła za sobą drzwi, zostawiając za nimi ciemnowłosego chłopaka.
✩ ✩ ✩
Suri
Na basenie była chyba cała szkoła. Niektórzy leżeli na leżakach, inni taplali się w wodzie lub siedzieli w jacuzzi. Większość trzymała w dłoniach kolorowe drinki, które na tacach roznosili Żniwiarze. Wszyscy, nawet dziewczyny, mieli na sobie takie same ubrania, czarne długie spodnie i białe, eleganckie, ale proste koszule.
Kruk zdążył już dołączyć do pozostałych i teraz także trzymał tacę. Przyszło jej do głowy, że chłopak w takim stroju wygląda obłędnie, na co wcześniej, zbyt zirytowana jego zachowaniem, w ogóle nie zwróciła uwagi.
Poszukała wzrokiem przyjaciół. Laila i Lucas rozsiedli się na leżakach, otoczeni gronem fanów. Cameron, czego była pewna, że nie chciała zobaczyć, stał na brzegu basenu otoczony wianuszkiem rozemocjonowanych dziewczyn, w dłoni trzymał marker i… podpisywał się im na stanikach od bikini. Ku uldze dziewczyny na uboczu, przy stoliku pod parasolem, Emi wypatrzyła Davida i to do niego właśnie podeszły. Na stoliku miał rozłożone na części pierwsze jakieś urządzenie i rozmawiał przyciszonym głosem z nieznanym Suri chłopakiem. Szeroko uśmiechnął się na widok Emi, która natychmiast wspięła się na palce, by dać mu buziaka. Musiała przyznać, że razem wyglądają naprawdę słodko.
– To Nick – przedstawił chłopaka David. – Należy do drużyny Pegazów. – Emi już znasz – zwrócił się teraz do Nicka – ale Suri jeszcze chyba nie miałeś okazji oficjalnie poznać.
– Miło mi – chłopak obdarzył ją sympatycznym uśmiechem.
Był przystojny, tak jak wszyscy w Akademii, ale nie wyróżniał się niczym szczególnym. Nie miał w sobie tego blasku co Cameron czy Lucas, a nawet David. Za to wywarł na Suri wrażenie naprawdę sympatycznego.
– Mnie również – obdarzyła go promiennym uśmiechem i usiadła.
Nick przywołał do nich gestem ciemnowłosą dziewczynę z tacą, która bez słowa postawiła przed nimi po kolorowym drinku z parasolką i szybko się oddaliła.
✩ ✩ ✩
Cameron
Gdy weszła, wypatrzył ją w tłumie. Wyglądała uroczo. Miała na sobie błękitne bikini, którego dół otaczało krótkie pareo w tym samym kolorze. Emi chwyciła ją za rękę i pociągnęła w kierunku stolika przy którym siedział David.
– Przepraszam was dziewczyny – obdarzył je jednym ze swoich najbardziej czarujących uśmiechów – ale pojawił się obiekt moich westchnień – mrugnął do nich – i nie chcę jej kazać na siebie czekać.
Jęknęły zgodnym chórem, kiedy zwinnie wydostał się z otaczającego go kręgu. Potem, nie zaszczycając żadnej z nich nawet przelotnym spojrzeniem, poszedł bezpośrednio w kierunku Suri i pozostałych przyjaciół.
✩ ✩ ✩
Suri
Ktoś przysunął sobie krzesło i usiadł tuż obok niej. Spojrzała w orzechowe oczy Camerona. Uśmiechał się szeroko. O dziwo nie było z nim żadnych fanek.
– Stęskniłem się za tobą – mruknął chłopak, od niechcenia obejmując ją ramieniem.
Od strony basenu usłyszała zdławione ochy. Odwróciła się w tamtym kierunku. Aha… więc jednak były, tylko zostały bliżej wody.
– Jak miło – rzuciła nie mogąc powstrzymać się od sarkazmu, którego jednak Cameron w ogóle nie zauważył.
– Co pijecie? – zapytał, nie zabierając ręki.
– Sam spróbuj – mruknęła podsuwając mu drinka i zastanawiając się, jak długo musi zostać na imprezie, żeby Laila nie poczuła się urażona jej zniknięciem.
Cameron pociągnął długi łyk.
– Wolę te pomarańczowe – stwierdził po krótkim namyśle i gestem dłoni przywołał do siebie kelnera z tacą.
Suri poczuła zimny dreszcz, bo tym razem nie była to nieznajoma dziewczyna, tylko… Kruk.
✩ ✩ ✩
Kruk
Pojawiła się przy basenie. Bezwiednie zagapił się na nią. Wyglądała… niesamowicie. Wiedział, że przez dłuższy czas nie będzie mógł wyrzucić tego obrazu z pamięci. Potem zalała go fala złości. Jak ta mała idiotka mogła pojawić się tu w tak skąpym stroju?! Nie do końca wiedział dlaczego, ale pewną satysfakcję sprawił mu wyraz twarzy z jakim spojrzała na otoczonego dziewczynami Camerona. To nie była zazdrość. Raczej mieszanina rozczarowania i pogardy. Cóż… wyglądało na to, że przynajmniej w czymś się zgadzali.
Zadowolenie chłopaka jednak nie trwało zbyt długo. Gdy tylko Cameron zauważył Suri, powiedział coś do swoich adoratorek, a potem ruszył w kierunku dziewczyny. Usiadł przy niej, obejmując ją ramieniem, a Suri nie zaprotestowała. Chwilę później przywołał go gestem do siebie, a Kruk dopilnował, by z jego twarzy nie znikała doskonale wyćwiczona, chłodna maska. Postanowił się nie odzywać, bo wiedział, że inaczej nie uda mu się zapanować nad gniewem.
Chciał postawić przed Cameronem drinka, ale ten, od niechcenia wytrącił mu go z ręki. Kruk, skupiony na tym by nie wybuchnąć i nie zostać wydalonym z akademii, nie zdążył odpowiednio szybko zareagować i szklanka upadła na kafelki, rozbijając się na drobne kawałki, a po drodze brudząc go pomarańczowymi rozbryzgami. Chłopak niemal fizycznie poczuł, jak wszystkie oczy zwróciły się ku niemu. Kolejny powód do listy, by nienawidzić Feniksów.
– Ups – rzucił od niechcenia Cameron, z którego twarzy nie schodził uśmiech. – Posprzątaj to lepiej.
– Pomogę – ku zdumieniu wszystkich odezwała się Suri, natychmiast kucając, by pozbierać większe odłamki szkła.
– Przestań, pokaleczysz się – Cameron pociągnął ją w górę, sadzając sobie na kolanach.
Dziewczyna nie potrafiła ukryć wściekłości, ale ten imbecyl w ogóle tego nie zauważał. Kruk zdał sobie sprawę, że mimo iż nie ma na to najmniejszej ochoty, to właśnie on musi uspokoić sytuację.
– Poradzę sobie – oznajmił chłodno, przede wszystkim na jej użytek.
Wyciągnął ścierkę, którą miał przy sobie i zaczął przy jej pomocy zbierać na tacę odłamki szkła.