Rozdział 7 – Cień Kruka
by Vicky
Suri
Nie potrafiła wyjaśnić gdzie jest ani jak się w tym miejscu znalazła. Stała na jakimś wzgórzu, w dole rozciągał się las. Wszystko jednak było szare i nierzeczywiste. Nie czuła na skórze nawet najlżejszego podmuchu wiatru. Nie odzywały się owady ani ptaki. Nie było ciemno, jak w nocy, ale nie było też jasno. Może to taki dziwny sen, pomyślała dziewczyna, z którego zaraz miała nadzieję się obudzić. Pamiętała tylko, że wyszła wieczorem z pokoju, żeby się przewietrzyć, pooddychać cudownym, rześkim powietrzem, a potem, w jednej chwili znalazła się tutaj. Zupełnie jak wcześniej w Tokyo.
Wtedy zauważyła ciemną sylwetkę. Chłopak odwrócił się do niej. Spojrzał na nią niedowierzająco i zaklął głośno. W jednej chwili znalazł się przy niej. Do tej pory nie widziała go jeszcze naprawdę rozwścieczonego.
– Ty mała idiotko! – warknął na nią. – Co tu robisz? Coś ty sobie myślała?
Wykręcił jej rękę do tyłu, sprawiając dziewczynie ból.
– Przestań! Puść mnie! – z trudem panowała nad napływającymi jej do oczu łzami.
– Uważasz, że to cholerna zabawa?! – wrzasnął.
Pchnął ją na ziemię, a ona upadła, nie zdążywszy się podeprzeć rękami. Kruk znowu przeklinał, po chwili jednak się uspokoił. Ukucnął przy niej. Próbowała się odsunąć, ale jej na to nie pozwolił. Serce Suri biło jak oszalałe. Instynkt nakazywał ucieczkę. Czego on od niej chciał i czym tak bardzo go zdenerwowała?
– Posłuchaj mnie bardzo uważnie, bo mamy tylko jedną szansę – odezwał się lodowato zimnym, wypranym z wszelkich emocji głosem. Zdjął swoją czarną bluzę, odsłaniając równie ciemny, przylegający do ciała t-shirt. Jego przedramiona pokrywały dziwne, zawiłe tatuaże. Podał jej ubranie. – Włożysz to, schowasz włosy i twarz pod kapturem i nawet się nie waż podnosić wzroku. Będziesz stała tuż za mną i nie odezwiesz się ani słowem. Zrozumiałaś? – gdy nie odpowiedziała, ponownie chwycił ją za rękę, sprawiając jej ból. – Zrozumiałaś? – warknął.
– Tak – wydusiła z siebie cicho, patrząc na niego przestraszonym wzrokiem.
Gdy ją puścił, posłusznie włożyła bluzę, która sięgała jej do połowy ud, niczym sukienka. Teraz wyjątkowo cieszyła się, że ma na sobie sportowe czarne legginsy, w których wyszła na spacer. Nie sądziła, że tego wieczoru będzie tarzała się po ziemi. Chłopak ponownie zaklął, tym razem jednak znacznie ciszej. Chwycił ją za rękę i pomógł jej wstać.
– Już tu są – syknął, chowając ją za swoimi plecami.
Suri nie była pewna czy pamięta, jak się oddycha. Zbliżały się do nich cztery ciemne kształty. Miały na sobie czarne, podarte w wielu miejscach płaszcze. Śmierdziało od nich zgnilizną. Postacie, mimo ludzkich sylwetek, nie miały ludzkich twarzy. Ich oblicza przypominały trupie, rozpadające się maski.
– Przyniosłeś nam prezent, jak miło – jedna z postaci spojrzała prosto na Suri.
Jej głos był ochrypły i urywany. Dziewczynę przeszły ciarki. Postać wyciągnęła w jej kierunku okrytą czarym płaszczem rękę. Kruk przesunął się tak, by jeszcze bardziej zasłonić sobą Suri.
– Dziewczyna jest moja i nic wam do tego – odezwał się ostro. – Mam to, czego szukacie – wyjął zza pasa znany już Suri, lodowy sztylet i pokazał go postaciom. – Weźmiecie ostrze i wykonacie zadanie, albo nici z umowy.
– Wykonamy zadanie – odezwał się inny, równie nieprzyjemny głos. – Zostaw ostrze i odejdź. Dziewczyna zostaje.
– Nie! – głos Kruka był pewny i zimny jak lód. W ręce chłopaka zmaterializowała się długa, szara, mieniąca się fioletowym blaskiem kosa. – Odejdzie razem ze mną.
Postacie zaszemrały złowieszczo.
– Będziesz z nami walczył? – odezwała się kpiąco ta, która wcześniej próbowała jej dosięgnąć.
– Jeżeli będę musiał – słowa Kruka były zimne i puste, a przez to równie złowieszcze co stojące przed nimi postacie.
Zapadła grobowa cisza. Upiorni przybysze sprawiali wrażenie, jakby naradzali się ze sobą bez słów.
– Chcemy coś w zamian – oznajmiła po dłuższej chwili milczenia jedna z postaci. – To twoja ostatnia szansa. Zostawisz nam swoją kosę.
Suri była pewna, że Kruk odmówi, ale on nie zamierzał tego robić.
– Zgoda – oznajmił, ponownie nie dopuszczając do swojego głosu żadnych emocji.
Kosa upadła na wyschniętą trawę, a tuż obok niej wylądował sztylet. Kruk odwrócił się do nich bokiem i przyciągnął do siebie Suri, otaczając dziewczynę ramionami. W jednej chwili znaleźli się tuż przed bramą Akademii.
– Do środka – warknął, popychając ją w kierunku pięknego budynku.
Dziewczynie nie trzeba było dwa razy powtarzać. Jej serce wciąż biło jak oszalałe, a adrenalina buzowała w żyłach. Kiedy odwróciła się, by zapytać go o wyjaśnienia, chłopaka już tam nie było. Została sama na wielkim, pięknie oświetlonym placu. Pędem rzuciła się w kierunku szkoły i nie zatrzymała się, dopóki nie dopadła drzwi swojego pokoju.
Skuliła się na fotelu przykrywając pledem i starała się uspokoić myśli. Przez chwilę zastanawiała się, czy powinna komuś o tym opowiedzieć, ale ostatecznie zrezygnowała. Adrenalina opadła, a ona zasnęła zwinięta w fotelu, otulona pledem i pachnącą szarym mydłem za dużą bluzą chłopaka.
✩ ✩ ✩
Klara
Poprzedni dzień był do dupy. Żałowała, że podczas zawodów to Aron, a nie ona pojechała z Krukiem. Zapewne udałoby się jej odwieść go od idiotycznych pomysłów, przez które przegrała cała ich drużyna. Z powodu których cholerne książątka pastwiły się nad nimi przez cały dzień, na oczach całej szkoły. Te role tak łatwo mogły się odwrócić… Z rozmyślań wyrwały ją dochodzące z pokoju chłopaków podniesione głosy.
– Puszczaj mnie! – krzyknęła wściekle jakaś dziewczyna.
– No co ty mała, przecież sama do mnie przyszłaś – odpowiedział jej rozbawiony głos Arona.
– Nie przyszłam do ciebie, tylko żeby… – głos nagle zamarł, za to rozległo się przekleństwo z ust Arona.
Przez otwarte drzwi pokoju chłopaków Klara zobaczyła, jak jej kolega zamierza się, żeby uderzyć osaczoną przy ścianie dziewczynę. Przeklęła się w duchu za to, że nie potrafi powstrzymać się od interwencji.
– Aron! – zawołała siląc się na wesołość – czujesz się aż tak paskudnie brzydki, że musisz napastować dziewczynę, żeby cię chciała? A może to przez twój wątpliwej jakości zapach?
– Smarkula mnie kopnęła – syknął Aron – i oberwie za to. Czego chcesz Klara?
Dziewczyna śmiałym krokiem weszła do pokoju chłopaków. Zdała sobie sprawę, że w kącie stoi nie kto inny, a nowa maskotka Feniksów. Ta to miała tupet!
– Przyszłaś tu dla Arona? – spytała spokojnie, wcale nie musząc udawać zaciekawienia.
– Nie… – odparła cicho tamta.
– Więc po co? – kontynuowała Klara.
– Szukam Kruka.
Dziewczyna zdała sobie sprawę, że taka odpowiedź zbiła z tropu nie tylko ją, ale również Arona. W przeciwieństwie do chłopaka nie dała jednak tego po sobie poznać.
– Kruk tu nie mieszka – oznajmiła lekkim tonem. – Ma mieszkanie w Tokyo.
– Och – wyrwało się z ust maskotki Feniksów.
– Coś mu przekazać? – kontynuowała przesłuchanie.
– Nie… tak – poprawiła się szybko. Klara czekała, a dziewczyna wysunęła po chwili w jej kierunku sporych rozmiarów, papierową torbę. – Możesz mu to oddać?
– Jasne – Klara przyjęła od niej pakunek. – Odprowadzę cię do twojego skrzydła, po drodze porozmawiamy, zgoda?
Spojrzenie dziewczyny było pełne ulgi. Pospiesznie skinęła głową i wyszła z pokoju za Klarą. W milczeniu opuściły zachodnie skrzydło. Dopiero na neutralnym terenie Klara postanowiła zajrzeć do torby. Stanęła jak wryta.
– Skąd masz jego bluzę? – spytała zdumiona.
Dziewczyna delikatnie się zaczerwieniła.
– Dał mi i kazał założyć, ale potem mnie zostawił przed szkołą i zniknął, a ja pomyślałam, że chciałby ją odzyskać… – wyjaśniła na jednym tchu.
– Dał ci?! – Klara nie mogła wyjść z szoku.
– No tak… – dziewczyna spojrzała na nią pytająco.
Klara odzyskała rezon, myśląc już ile będzie mogła na tej sytuacji ugrać dla siebie.
– Mam na imię Klara, a ty jesteś Suri, prawda? – odezwała się uprzejmie.
– Tak, miło mi – maskotka Feniksów obdarzyła ją niepewnym uśmiechem.
– Oddam Krukowi bluzę w twoim imieniu, ale więcej nie pokazuj się już w zachodnim skrzydle, zgoda? Nie zawsze będę w pobliżu, żeby cię obronić przed chłopakami… – dodała.
Dziewczyna wyglądała na mocno speszoną.
– Nie sądziłam, że coś mi grozi – wyznała. – Dziękuję… że mi pomogłaś.
Klara obdarzyła ją szczerym uśmiechem.
– Cała przyjemność po mojej stronie.
Gdy maskotka Feniksów się oddaliła, Klara miała ochotę tańczyć z podekscytowania. Czarna bluza Kruka nie była zwykłą bluzą, tylko niezwykle lekkim i bardzo wytrzymałym pancerzem obronnym. Na dodatek odpornym na magię. Była warta więcej niż cokolwiek, co kiedykolwiek miała w swoich rękach. Tylko w jaki sposób znalazła się w posiadaniu tej dziewczyny? Kruk przecież nigdy się z nią nie rozstawał. I na pewno nie oddałby jej z własnej woli. To musiała być nad wyraz intrygująca historia…
✩ ✩ ✩
Kruk
Siedzieli przy stoliku jednej z zatłoczonych, tokijskich kawiarni. On, a naprzeciwko niego ciemnowłosa dziewczyna z czerwonymi pasemkami, która zmusiła go, żeby kupił jej jakąś potwornie słodką, paskudną kawę. To było dobre miejsce, bo tłum zapewniał im anonimowość. Nie miał jednak pojęcia, dlaczego przyjaciółka tak bardzo nalegała na spotkanie.
– Powiesz mi wreszcie czego ode mnie chcesz?! – warknął na nią. – Wiesz przecież, że jestem zajęty.
– Mam coś, co cię zainteresuje – obdarzyła go słodkim uśmiechem Klara.
– Zamieniam się w słuch – westchnął zrezygnowany.
Klara postawiła na stoliku papierową torbę, którą ze sobą przyniosła i odchyliła się na krześle, by upić łyk swojej paskudnej kawy. Wiedział jak smakuje, bo kiedyś nieopatrznie dał się namówić na spróbowanie. Bez specjalnego entuzjazmu wziął torbę na kolana i zajrzał do środka. Wyciągnął swoją bluzę, zgniatając torbę w drobną kulkę.
– Skąd ją masz? – spytał czując narastającą irytację.
– Maskotka Feniksów chciała ci ją oddać, ale nie miała pojęcia gdzie cię szukać. Zgodziłam się wyświadczyć jej przysługę – Klara uśmiechnęła się szeroko.
Kruk jęknął.
– Czego chcesz w zamian mała wiedźmo? – zapytał pochmurniejąc.
– Kawa to dobry początek – Klara rozpływała się w uśmiechach. – Ale uratowałam też pisklaka przed molestowaniem przez Arona. Kto wie co by się stało, gdyby nie ja… Dobrze zrobiłam? – spytała przebiegle.
Gdyby to był ktokolwiek inny niż Klara, Kruk był pewien, że by nad sobą nie zapanował. Ale ona… droczyła się z nim, od kiedy sięgał pamięcią.
– Czego chcesz? – powtórzył zrezygnowany.
– Na początek dobrej opowieści – oznajmiła stanowczo dziewczyna. – Jak to się stało, że maskotka Feniksów weszła w posiadanie tak cennej rzeczy? Później zastanowię się nad przysługą – dodała po chwili namysłu.
Kruk westchnął ciężko. Zapowiadał się naprawdę długi i bardzo upierdliwy dzień.