Rozdział 9 – Cień Kruka
by Vicky
Suri
Obudziła się w łóżku, w miękkiej białej pościeli, ale nie poznawała miejsca, w którym się znalazła. Pokój miał duże okno i jasnobeżowe ściany. Pod jedną z nich stała kanapa, na której siedziała czytająca coś na tablecie Emiyo. Taka zamyślona, z burzą kasztanowych loków okalających jej twarz, wyglądała uroczo. Suri powoli usiadła.
– Gdzie ja jestem? – spytała dziewczyny, zdając sobie sprawę, jak bardzo zachrypnięty ma głos.
– Suri, obudziłaś się! – Emi zerwała się z kanapy i przyskoczyła do łóżka, żeby ją przytulić. – Tak się cieszę, że nic ci nie jest! Poczekaj, napiszę do pozostałych – uśmiechnęła się szeroko i zaczęła szybko pisać na tablecie.
Po kilku krótkich chwilach do niewielkiego pokoju wparowała reszta Feniksów. Zrobiło się w nim okropnie ciasno. Wszyscy ją po kolei wyściskali, a potem David i Lucas usiedli zajmując całą kanapę, Laila zajęła miejsce na poręczy mebla, obok swojego chłopaka, a Emi przycupnęła z brzegu jej łóżka. Cameron natomiast ustawił poduszkę tak, żeby mogła się o nią oprzeć, a potem sam usiadł tuż przy niej, obejmując Suri ramieniem.
– Pan Abbott, nasz lekarz, mówi, że nic ci nie będzie – oznajmiła pogodnie Laila. – Byłaś tylko wycieńczona i mocno odwodniona. Przepraszam, że cię tam wysłałam! – dodała po chwili. – Czuję się taka okropnie winna! To przeze mnie wylądowałaś w skrzydle szpitalnym.
Suri popatrzyła po twarzach Feniksów. Naprawdę się o nią martwili. Poczuła jak Cameron mocniej ją do siebie przytula.
– Może opowiesz nam co się stało? – poprosił David. – Chłopaki uważają, że to Żniwiarze coś ci zrobili i mają ochotę wywołać wojnę – dodał odrobinę napiętym głosem.
Dziewczyna poczuła nieprzyjemny ucisk w żołądku. Przypomniała sobie atakujące ptaszyska. Kruk! Czy on też tutaj był? Czy nic mu się nie stało?
– Zaatakował mnie jakiś paskudny stwór, podobny do niedźwiedzia – przypomniała sobie dziewczyna. – Cofałam się i najwyraźniej wpadłam do jednego z portali.
– Jesteś pewna, że sama wpadłaś? Nikt cię nie popchnął? – przerwał jej sceptycznie Lucas.
– Tak, jestem pewna – oznajmiła stanowczo uznając, że nie ma sensu opowiadać im co wydarzyło się potem. Przynajmniej nie Lucasowi… On miał już własną wersję zdarzeń. – Jak się tu znalazłam?
– Wszyscy cię szukali, a potem nagle Kruk pojawił się z tobą przy bramie. Byłaś nieprzytomna – wyjaśniła Emiyo. – Cameron cię tu przyniósł.
– A co z Krukiem, nic mu nie jest? – spytała szybko, wykorzystując okazję.
Feniksy popatrzyły po sobie, atmosfera odrobinę zgęstniała.
– Nie ma go w skrzydle szpitalnym – odpowiedziała po chwili Emiyo. – Gdyby coś mu się stało, na pewno by go tutaj przysłali.
Suri przypomniała sobie krwawiące zadrapania i wcale nie była tego taka pewna, ale skinieniem głowy podziękowała przyjaciółce. Wiedziała, że jeśli chciała się czegoś dowiedzieć, będzie musiała to zrobić sama. Feniksy były mistrzami w zbywaniu niewygodnych dla nich pytań.
✩ ✩ ✩
Cameron
Kiedy dowiedział się, że nic jej nie jest, zalała go fala ulgi. Był zły na Lailę, że nie zatrzymała Suri w Akademii. To prawda, lekcje zaczęli dopiero w tym roku, tak samo jak ona, ale przecież ich umiejętności i świadomość istniejącej magii, towarzyszyły im przez całe życie. Nie był pewien czy on sam szybciej nauczył się chodzić czy walczyć. Natomiast dla Suri… dla niej to wszystko było zupełną nowością. Postanowił sobie, że będzie trzymał się bliżej niej, żeby już nigdy nie powtórzyła się taka sytuacja.
– Hej – przywitał ją, kiedy wyszła z pokoju, przebrana na lekcje jazdy konnej. Obcisłe czarne bryczesy i biała bluza sportowa leżały na niej jak ulał. Pod pachą trzymała kask. – Pójdziemy razem na zajęcia?
– Jasne – obdarzyła go promiennym uśmiechem.
Zrobiło mu się cieplej w środku. Lubił jej towarzystwo i zdał sobie sprawę, że Lucas ma rację. Powinien wykonać jakiś bardziej konkretny krok.
– Jeżeli nie masz jeszcze planów na dzisiejszy wieczór, to może pójdziemy do obserwatorium? – zaproponował.
Oczy dziewczyny aż roziskrzyły się z ekscytacji. Jej uśmiech stał się jeszcze szerszy. Po tym jak się zgodziła, przez całą drogę musiał jej opowiadać o różnicach, jakie zobaczy w położeniu różnych konstelacji w stosunku do niemagicznego wymiaru. Same nudy… ale uznał, że i tak zdecydowanie było warto.
✩ ✩ ✩
Suri
Obserwatorium było niezwykłe. Płaski dach otaczał kamienny mur, a pośrodku stał największy teleskop jaki kiedykolwiek widziała. Dzięki niemu widok był niesamowity. Poza tym po raz pierwszy mogła swobodnie obserwować bliźniacze, a jednak zupełnie inne nocne niebo. Wszystko było nie tam, gdzie powinno. Zdawało jej się, że na konstelacje patrzy w lustrzanym odbiciu. Camerona jednak to w ogóle nie interesowało. Sprawiał wrażenie, jakby się z jakiegoś powodu niecierpliwił. Tylko po co w takim razie ją tutaj zaprosił?
Z żalem odsunęła się od teleskopu, poświęcając chłopakowi całą swoją uwagę. Uniósł ją lekko i posadził na barierce, tak, że teraz, gdy stał, jego twarz znajdowała się naprzeciwko jej twarzy.
– Suri… chciałem zapytać, czy zostałabyś oficjalnie moją dziewczyną – zaczął prosto z mostu.
Poczuła lekkie zmieszanie. Zdała sobie sprawę, że nie powinna być zaskoczona. Przecież chłopak nie ukrywał swoich intencji, tylko że po jednej randce w Tokyo, zresztą z fatalnym zakończeniem, jakoś wszystko ucichło i zaczęła myśleć, że dał sobie spokój. Nie chciała go urazić, dlatego uznała, że proste „nie” będzie bardzo złą odpowiedzią.
– Lubię cię, naprawdę, Cam… – zaczęła się lekko plątać. – To znaczy czuję do ciebie sympatię, ale wydaje mi się, że to raczej przyjaźń, niż cokolwiek innego. Nie ma przecież między nami żadnego iskrzenia, prawda? – spytała z nadzieją, że on również tego nie czuje.
– Skąd wiesz, skoro nawet nie miałem szansy, żeby cię pocałować? – zapytał bez cienia urazy w głosie. – Mogę to zrobić teraz? – dodał.
Suri niepewnie skinęła głową. Wcale nie chciała go całować, ale jeżeli to rozwiąże sprawę… Cameron przysunął się jeszcze bliżej. Bez skrępowania objął ją ramionami. Czuła się przy nim spokojna i… bezpieczna. Delikatnie dotknął ustami jej ust, by po chwili pogłębić pocałunek. Było przyjemnie… ale wiedziała, z całą stanowczością, że to nie tego chce. Po chwili Cameron odsunął się odrobinę, opierając czoło o jej czoło, ale wciąż nie wypuszczając dziewczyny z ramion.
– Widzisz, nie było tak źle – odezwał się cicho.
Nie miała pojęcia, jak otworzyć mu oczy.
– Cam – jęknęła – przecież widzisz, że nic z tego nie będzie. Jesteśmy przyjaciółmi – dodała.
Roześmiał się lekko.
– Wiesz, to więcej niż mógłbym oczekiwać po jakiejkolwiek kandydatce, którą wybrałaby mi matka. Naprawdę cię lubię, Suri – kontynuował. – I bardzo mi się podobasz. Sprawię, że się we mnie zakochasz, jeżeli tego właśnie sobie życzysz. Jestem cierpliwy. Po zakończeniu szkoły weźmiemy ślub i…
Że co?!
– Czekaj, stój! – delikatnie wyplątała się z jego ramion. Zsunęła się na kamienną posadzkę. – Chyba się trochę zagalopowałeś? – spytała z nadzieją, że chłopak żartował.
– Nie, Suri, to nasza przyszłość – odpowiedział nie tracąc rezonu.
– Wiesz, chyba muszę to przemyśleć – oznajmiła próbując nad sobą zapanować, żeby mu przypadkiem czymś nie przyłożyć. – Możemy już wracać? – poprosiła.
Ku jej ogromnej uldze Cameron skinął głową. W milczeniu wrócili do akademii, po drodze mijając idącą w kierunku obserwatorium grupę dziewczyn, które i tym razem zaczęły piszczeć na widok Camerona. Suri była pewna, że każda z nich wiele by oddała, żeby móc się z nią zamienić miejscami. Tylko teraz wcale nie była taka pewna, czy ona nie oddałaby równie dużo, by było to możliwe.
✩ ✩ ✩
Emiyo
Roztrzęsiona Suri od kwadransa zajmowała jej łóżko. Emiyo lubiła towarzystwo przyjaciółki, ale nienawidziła sytuacji, w których nie potrafi komuś pomóc, a tym razem nie miała nawet pojęcia o co może chodzić.
– No wyduś z siebie wreszcie co się stało – poprosiła po raz kolejny już odrobinę zrezygnowana.
Suri schowała twarz w dłoniach. Jęknęła cicho, ale chyba w końcu zdecydowała się coś powiedzieć, bo nabrała głęboko powietrza.
– Cameron chciał, żebym została jego dziewczyną i to samo w sobie nie byłoby takie złe, gdyby potem nie… praktycznie mi się oświadczył! – ponownie jęknęła.
Emiyo nie potrafiła nad sobą zapanować i wybuchnęła perlistym śmiechem.
– Przepraszam! – spróbowała się opanować, gdy przyjaciółka rzuciła jej mordercze spojrzenie. – Po prostu wiesz… Cameron to Cameron… Nigdy nie musiał zabiegać o uwagę dziewczyn, to one zawsze go adorowały. I chyba okazało się to trudniejsze niż sądził – znów się zaśmiała.
Ku jej uldze Suri zawtórowała jej śmiechem. Potem cicho westchnęła.
– Lubię, go, ale nie chcę być jego dziewczyną – stwierdziła stanowczo. – Na pewno nie dlatego, że wszyscy wokół tego od nas oczekują… Nie chciałam go zranić – dodała nieszczęśliwym głosem.
– Wiem, że to trudne, kiedy wszyscy na nas patrzą, ale nie przejmuj się innymi – Emi przysunęła się bliżej przyjaciółki, kładąc się obok niej na łóżku. Suri również się położyła. – To twoje życie, nie ich.
– Czy ty i David… – niedokończone pytanie zawisło w powietrzu.
– Nie, nic z tych rzeczy – Emi roześmiała się, tym razem lekko, bo to nie był dla niej trudny temat. – Wiesz, kiedy się poznaliśmy, nawet nie robiliśmy do siebie żadnych podchodów. Po prostu wiedzieliśmy, że do siebie pasujemy i że uzupełniamy się nawzajem – odrobinę się rozmarzyła.
Suri przekręciła się na bok i podparła się na łokciu, przyglądając się jej z zainteresowaniem.
– Też chciałabym mieć taką pewność – stwierdziła.
– Więc ktoś ci się podoba? – ucieszyła się Emi.
– Tak – przyznała szczerze dziewczyna – ale nie jest to Cameron.
✩ ✩ ✩
Suri
To było ich pierwsze wspólne wyjście od czasu fatalnej rozmowy z Cameronem i Suri błagała w duchu, żeby wszystko dobrze się potoczyło. Co prawda chłopak zachowywał się jakby nigdy nic się nie stało. Pomagał jej, żartował z nią, był ciepły i uprzejmy, ale ona sama nie potrafiła się przy nim odprężyć. Wciąż czuła, że ma wobec niej jakieś oczekiwania.
Zaczynał się grudzień i już za parę dni mieli wybrać się na narty, a ona miała nadzieję, że do tego czasu zacznie czuć się pewniej w towarzystwie Camerona. Teraz wszystkie trzy dziewczyny znajdowały się w pokoju Laili, która dla każdej z nich przygotowała jakąś niesamowitą, przecudną stylizację. Nawet Emi sprawiała wrażenie podekscytowanej. Suri założyła wybraną sukienkę bez wahania — lubiła swoją codzienną wygodę, ale odkąd odkryła hologram, strojenie się stało się po prostu kolejną formą zabawy. Miała cichą nadzieję, że wspólny wieczór w klubie przyniesie jej jakieś rozwiązanie.
✩ ✩ ✩
Kruk
To był męczący tydzień. Mimo że regenerował się szybciej niż przeciętny człowiek, to jednak zadrapania na boku były głębokie i wciąż sprawiały mu ból. Dopilnował, żeby starannie je oczyścić, ale nic więcej nie mógł zrobić. Pozostawało mu czekanie, aż zupełnie się zagoją.
Udało im się osiągnąć lekką przewagę i Żniwiarze znowu byli pierwsi w rankingu drużyn, ale teraz marzył jedynie o tym, żeby opuścić teren Akademii, na którym mógł najwyżej wykonywać krótkie skoki i otworzyć teleport do Tokyo, a potem zaszyć się w swoim mieszkaniu, przynajmniej do czasu, aż nie dostanie od Królowej nowego zadania.
Jego uwagę jednak przyciągnęło jakieś zamieszanie. Minął dwa zielone mundurki, które teraz miały na sobie po prostu zwykłe dżinsy i dopasowane koszule.
– Spójrz na Suri, wygląda dziś ślicznie, prawda? – odezwał się jeden z nich.
Mimo że słowa nie były skierowane do niego, to i tak mimowolnie rozejrzał się za nią. Dziewczyna miała na sobie wysokie, sięgające powyżej kolan, zamszowe czarne buty. Koktajlowa sukienka, w kolorze wytrawnego wina, wystawała spod krótkiej ramoneski. Włosy miała upięte wysoko, a misterną fryzurę okalało kilka luźnych pasem. Ślicznie to mało powiedziane… Suri wyglądała obłędnie! Zaczął żałować, że wbrew sobie spojrzał w jej kierunku.
– Chodź, zagadamy do niej – zaproponował drugi chłopak.
Kruka zalała fala gniewu. Podczas skoku do kuchni zdał sobie sprawę, że zachowuje się absurdalnie, ale nic go to nie obchodziło. Chwycił pierwsze, co mu wpadło w ręce i skoczył z powrotem. Stał tuż przy dziewczynie, zanim tamci zdążyli się w ogóle ruszyć z miejsca. Z premedytacją wylał na nią zawartość pojemnika. To był chyba… mus jagodowy. Teraz był wszędzie na jej ubraniu, twarzy i włosach. I na stojącej obok Laili, której pojawienia się w ogóle nie zauważył. Suri wpatrywała się w niego z wyrazem szoku na twarzy.
– Ups – odezwał się beznamiętnie, patrząc jej w oczy.
– Odbiło ci kretynie?! – krzyknęła na niego Laila.
Suri ciągle milczała. Odrzucił na bok pusty pojemnik, a potem odwrócił się i odszedł, słysząc za plecami przekleństwa blondynki, w którą najwyraźniej niechcący również trafił. Było mu wszystko jedno.
– Wymiatasz! – po chwili dogonił go Aron.
– To dopiero była akcja! – zawtórował mu Kyle.
Kruk skrzywił się nieznacznie. Nie miał pojęcia czemu to właściwie zrobił. Po prostu nie chciał, żeby Suri gdziekolwiek wychodziła w takim stroju… Szczególnie w towarzystwie Camerona… I akurat wtedy, kiedy on nie zapanował nad sobą, musiała pojawić się liczna publiczność. Do diabła! Nie miał pojęcia jak ma się z tego wytłumaczyć, ale na szczęście koledzy uznali jego zachowanie za chęć popsucia wieczoru Feniksom, a nie akt zazdrości o dziewczynę, z którą przecież nic go nie łączyło. Tylko dlaczego do licha wciąż nie mógł przestać o niej myśleć i zalewała go fala złości, za każdym razem, kiedy widział w jej pobliżu jakichkolwiek innych chłopaków.
✩ ✩ ✩
Klara
Mimo że konno jeździli niemalże każdego ranka, ona wciąż nienawidziła tych stworzeń. Dlaczego ktoś w ogóle nazywał to sportem?! Tym razem jednak po raz pierwszy cieszyła się z zajęć. Niewiele osób było w grupie początkującej i być może, jeśli się trochę postara, uda jej się poznać szczegóły ostatniego zajścia. Ciekawość zżerała ją od środka. Ścisnęła łydkami boki burej klaczy i podjechała do siedzącej na jabłkowitym zwierzęciu, zamyślonej dziewczyny.
– Cześć – przywitała się zaczynając rozmowę.
– Hej – brunetka obdarzyła ją delikatnym uśmiechem.
Klara poczuła zadowolenie. Czyli maskotka Feniksów będzie chciała z nią rozmawiać. Doskonale!
– Wybacz, że pytam, ale wszyscy rozmawiają o tym, co się stało na placu. Czym go tak wkurzyłaś? – spytała zaintrygowana.
Suri jęknęła cicho, wyraźnie nie takiej rozmowy się spodziewała.
– Nie mam pojęcia – przyznała jednak otwarcie. – Może po prostu mnie nie lubi?
To było… ciekawe… Klara roześmiała się dźwięcznie.
– Wiesz – odezwała się zaczepnie – gdyby to był jakikolwiek inny facet, uznałabym, że to wybuch zazdrości. Ale nie Kruk… – dodała po chwili, sama odrzucając własną teorię. – On panuje nad swoim zachowaniem. Zawsze myśli chłodno i racjonalnie.
Ponieważ – dopowiedziała sobie w myślach – często znajduje się w sytuacjach, w których popełnienie jakiegokolwiek błędu przypłaciłby życiem.