Header Background Image
    Rzeczywistość to ta część wyobraźni, co do której wszyscy się zgadzamy.

    Kruk

    Aron

    Roześmiał się uradowany. Nigdy nie sądził, że pójdzie aż tak łatwo. Trzymał przed sobą tablet i z zachwytem przyglądał się fotografii, która pojawiła się tego ranka na wszystkich możliwych portalach plotkarskich. Żyła nią cała szkoła. To tylko kwestia czasu, kiedy zobaczy ją Kruk… o ile oczywiście jeszcze jej nie widział. Na zdjęciu widoczny był fragment obserwatorium. Na otaczającej taras wieży barierce siedziała Suri, a tuż przy niej stał Cameron. Całowali się. Chłopak zaborczo obejmował ją ramionami, a ona trzymała ręce na jego torsie. Wyglądali uroczo. Aron musiał przyznać w duchu, że nigdy nie podejrzewał dziewczyny o to, że tak chamsko potraktuje jego przyjaciela. Wyglądało jednak na to, że był dla niej tylko interesującą przygodą, a ona, ostatecznie i tak wybrała księcia. 

    Z zadowoloną miną dołączył do reszty swojej drużyny, która już czekała na placu przed Akademią. Zaklął w duchu, ponieważ nie było z nimi Kruka. Nie mogli sobie pozwolić na stratę kolejnych punktów. Cholerny palant! Po chwili zastanowienia przyszło mu do głowy, gdzie powinien go szukać i… zmusić do udziały w zajęciach bez względu na cenę i jego pieprzone zawody miłosne. Oznajmił pozostałym, że niedługo do nich dołączy i ruszył w kierunku sadu. Kiedy dotarł na miejsce, na jego twarzy znów zagościł szeroki uśmiech. Byli tu, obydwoje. Stali na ścieżce pomiędzy jabłoniami, a ich rozmowa nie sprawiała wrażenia przyjaznej. Doskonale! Stanął pod drzewem z założonymi rękami, zdecydowany, że pozwoli im dokończyć. Kruk był wściekły i nawet nie próbował tego ukrywać. Suri próbowała coś powiedzieć, ale chłopak nie dał jej dojść do słowa. 

    – Mam dość – przerwał jej chłodno, cokolwiek chciała powiedzieć. – Po prostu dość!  

    – Kruku, to nie… – spróbowała ponownie. 

    – Zamknij się! – warknął na nią, a ona spojrzała na niego oczami pełnymi łez. Chłopak zacisnął pieści. – Tyle razy powtarzałaś mi, że nic cię z nim nie łączy, a ja… czuję się jak idiota! 

    – Ja… – zaczęła cichutko, ale i tym razem jej przerwał. 

    – Całowałaś się z nim czy nie? To proste pytanie, na które chcę prostej odpowiedzi – zażądał lodowato zimnym głosem.

    Dziewczyna spuściła wzrok.

    – Tak, ale… – w jej glosie pobrzmiewały błagalne nuty.

    – Nie ma żadnego „ale” – oznajmił jej twardo chłopak. Odwrócił się do niej plecami. Spróbowała go zatrzymać, chwytając za ramię, ale natychmiast odtrącił jej rękę. – Po prostu daj mi spokój! 

    – Kruku, proszę… – łzy już otwarcie spływały po jej policzkach.  

    Odwrócił się ku niej. 

    – Czy nie wyrażam się jasno?! – jego głos ociekał jadem. – Odwal się ode mnie! – wycedził.  

    Kiedy znów próbowała go dotknąć, odepchnął ją od siebie, a potem skoczył, tylko w sobie znanym kierunku. Aron odczekał jeszcze chwilę, żeby upewnić się, że jego przyjaciel na dobre się wyniósł, a potem zaczął bić brawo. Podszedł do dziewczyny z szerokim uśmiechem. 

    – Spieprzyłaś to teatralnie – oznajmił radośnie. 

    – Och zamknij się! – warknęła na niego przełykając łzy. 

    – Byłem pewien, że prędzej czy później olejesz go dla księcia, ale nie spodziewałem się, że będziesz bawiła się nimi dwoma jednocześnie… a wyglądasz tak słodziutko – doskonale się bawił. 

    – To wcale nie tak – westchnęła zrezygnowana. 

    – A zdjęcie, które robi furorę w sieci to fotomontaż? – zakpił. 

    – Nie… – przyznała dziewczyna. – Naprawdę pozwoliłam Cameronowi, żeby mnie pocałował, ale… to było zanim cokolwiek zaczęło mnie łączyć z Krukiem. Poza tym zrobiłam to tylko dlatego, żeby się ode mnie odczepił. Naprawdę go lubię, ale nie tak… jakby tego ode mnie oczekiwał. Zresztą on też wcale nie jest we mnie zakochany, wydaje mi się, że… stara się sprostać oczekiwaniom rodziców, a ja byłam dla niego łatwą drogą…  

    Aron roześmiał się. Ta historia była lepsza niż się spodziewał. Mógłby to tak zostawić… i napawać się swoim zwycięstwem, ale… przyszedł mu do głowy znacznie ciekawszy pomysł. 

    – I co teraz zrobisz? – spytał udając zainteresowanie. 

    – Nie wiem… – szepnęła.

    – Pójdziemy na wagary – oznajmił zadowolony. 

    – Niby dlaczego gdziekolwiek miałabym z tobą iść? – prychnęła.

    – Ponieważ jestem obecnie jedyną osoba, która zna twoją sytuację – powiedział gładko. – Tylko ze mną możesz szczerze pogadać, a jestem pewien, że wcale nie chcesz tam teraz wracać. No i nie musisz się mnie bać – dodał. – Nawet głupie magiczne światełko potwierdziło, że nigdy nie zdradziłbym Kruka, pamiętasz? 

    Patrzyła na niego sceptycznie, ale to chyba ją przekonało. Niechętnie skinęła głową. Doskonale! Raz na zawsze przekonają się, czy Krukowi naprawdę tak bardzo zależy na tej małej idiotce.

    ✩ ✩ ✩

    Suri

    Szczerze nie lubiła Arona, ale po teście integracyjnym musiała przyznać, że przynajmniej przestała się go bać. Nie chciała przebywać w jego towarzystwie, ale musiała mu przyznać rację. W tej chwili zupełnie nie wiedziała co ze sobą zrobić. Była roztrzęsiona i… czuła się cholernie nieszczęśliwa. 

    Kiedy wyszli przed mury akademii, okazało się, że chłopak ma motocykl. Dreszcz ekscytacji mieszał się z niechęcią, żeby znaleźć się tak blisko niego. Ostatecznie się jednak poddała i po prostu usiadła za nim. Tego dnia było jej wszystko jedno. Myślała o Kruku. Cholerny dupek! Nawet nie chciał jej wysłuchać! Tylko… czy ona sama słuchałaby, gdyby zobaczyła go całującego się z inną dziewczyną? … a to pieprzone zdjęcie zobaczył przecież nie tylko on, ale i cała szkoła. Miał pełne prawo czuć się jak skończony idiota… 

    Ku jej ogromnemu zdziwieniu Aron zatrzymał się przed jakimś barem, oddalonym o parę kilometrów od miasteczka. Zaprosił ją do środka i zamówił dla nich szejki. Nie tego się po nim spodziewała. Przyjrzała się mu uważniej. Tak jak ona, miał na sobie szkolny mundurek. Kurtkę przewiesił przez poręcz kanapy. Jego zazwyczaj postawione na sztorc włosy nieco oklapły pod motocyklowym kaskiem. Tego dnia miały fioletowy kolor, w odcieniu szkolnego mundurka. Kiedy się odzywał, wyraźnie bardzo się starał, żeby jej nie obrażać w co drugim zdaniu. Może i światło potwierdziło, że jej nie nienawidził, ale i tak była przekonana, że z pewnością nie darzy jej sympatią. Była ciekawa czemu ją tu zabrał. Nie potrafiła odgadnąć co było jego motywacją.

    ✩ ✩ ✩

    Aron 

    Była taka śliczna, a jednocześnie tak bardzo naiwna! Zastanawiał się czy to właśnie pociągało w niej Kruka? Być może nawet będzie mu przykro, jeżeli okaże się, że nieszczególnie mu na niej zależy… Ukradkiem zrobił jej zdjęcie. Przez chwilę skupił się na torbie dziewczyny, żeby stworzyć iluzję jej idealnej kopi. Wstał od stolika zręcznie je podmieniając. Był dumny z tego, że jest mistrzem oszustów. 

    – Zaraz wracam – oznajmił nic nie podejrzewającej dziewczynie, chowając jej prawdziwą torbę pod kolejną iluzją. 

    Poszło nawet… zbyt łatwo. Wyszedł przed budynek i bez pośpiechu wysłał wiadomość. Potem wsiadł ma motor i nie oglądając się za siebie odjechał. 

    ✩ ✩ ✩

    Kruk

    Nie mógł powstrzymać się od ciągłego zerkania na tablet. Oczekiwał, że będzie miał od niej dziesiątki wiadomości, w których będzie go przepraszała i próbowała się tłumaczyć. Tymczasem Suri po prostu milczała, co tylko podsycało jego rozgoryczenie i wściekłość. W pewnym momencie przyszła nowa wiadomość, ale… nie od niej. Rozczarowany otworzył czat Arona, który pewnie chciał go ochrzanić za nieobecność na zajęciach. Jego uwagę od razu przykuło zdjęcie Suri. Siedziała w… cholera! Znał to miejsce! Jak ona się tam znalazła?! 

    „Słyszałem, że masz jej dość, ale ona się chyba od ciebie tak łatwo nie odklei, więc załatwiłem za ciebie sprawę, nie musisz dziękować” brzmiała umieszczona pod zdjęciem wiadomość. 

    Ogarnęła go fala zimnego strachu. Jeżeli tylko cokolwiek jej się stanie, zabije tego skurwiela! Na terenie, który oficjalnie należał do gangu wilkołaków nie był w stanie otworzyć teleportu. Skoczył po stojący na parkingu motocykl, a potem otworzył przejście jak najbliżej się dało. Nie miało znaczenia czy się nim bawiła, w tej chwili nie obchodziło go również czy wolała od niego Camerona. Teraz ważne było tylko i wyłącznie jej bezpieczeństwo. 

    ✩ ✩ ✩

    Suri

    Aron długo nie wracał, a ona miała naprawdę złe przeczucia. Sięgnęła po torbę, żeby napisać do któregoś z Feniksów prośbę o pomoc. Jej ręka przeszła przez nią na wylot, a potem torba po prostu zniknęła, jak gdyby rozpływając się w powietrzu. Suri wstała i wyszła na zewnątrz. Motocykla którym tu przyjechali nie było. Pieprzony Aron! Powinna wiedzieć, że chciał zabawić się jej kosztem! Poczuła się jak ostatnia kretynka. Usiadła na drewnianych, prowadzących do baru schodkach. Mimo stycznia na wyspie było chłodno, ale nie jakoś szczególnie zimno. Przez chwilę rozważała swoje opcje. Mogłaby kogoś poprosić, żeby ją podwiózł, ale miejsce świeciło o tej porze pustkami. Jechali tu ponad pół godziny, więc wycieczka na piechotę raczej odpadała… tylko co jeśli nie będzie miała innego wyboru? Czy Akademia miała jakiś numer telefonu? Może powinna wejść do środka i spróbować zadzwonić? 

    Jej ponure rozważania przerwało pojawienie się dwóch mężczyzn i rudowłosej kobiety. Jak gdyby nigdy nic wyszli ze znajdującego się za budynkiem baru lasu. 

    – Zgubiłaś się? – zapytała rudowłosa wyraźnie zaskoczona jej widokiem. 

    Suri spojrzała na nią zakłopotana. Instynkt podpowiadał jej, żeby nie opowiadać tej kobiecie swojej żałosnej historii.

    – Nie, czekam na kogoś – skłamała gładko. 

    – Ma na sobie mundurek akademii – zauważył jeden z mężczyzn. – Co tu robisz? – zapytał ją zdecydowanie ostrzej niż wcześniej rudowłosa. – To nasze terytorium.

    – Pozbądźmy się jej po prostu – zasugerował drugi nieco znudzonym głosem.

    Dziewczyna wstała, odsuwając się na bok. Nieprzyjemne uczucie strachu ścisnęło jej żołądek.

    – Nie zamierzam nikomu sprawiać kłopotu – odezwała się  najspokojniej jak potrafiła. 

    – Och jestem o tym przekonana – roześmiała się rudowłosa.

    Mężczyźni zbliżyli się do niej, a ona nie miała gdzie się wycofać. Nagle pomiędzy nimi stanął Kruk, pojawiając się dosłownie znikąd. Zasłonił sobą Suri.

    – Jakiś problem? – spytał chłodno. 

    Jeden z mężczyzn wyraźnie chciał coś odpowiedzieć, ale kobieta chwyciła go za przedramię. 

    – To Żniwiarz – warknęła wrogo. 

    – Dzisiaj nie jestem tu z waszego powodu – odezwał się chłopak, patrząc prosto na nią. – Przynajmniej jeżeli nie będziecie wchodzić mi w drogę – dodał jakby od niechcenia. 

    Rudowłosa dała towarzyszom jakiś znak, a oni posłusznie się wycofali. Kruk zbliżył się do Suri, obejmując ją ramionami i skoczył, znikając z ich pola widzenia. Pojawili się z powrotem na leśnej drodze. Obok nich stał czarny motocykl, podobny do tego, na jakim jechała wcześniej z Aronem. Dziewczyna poczuła obezwładniające wręcz uczucie ulgi, a potem okropny zawód, kiedy chłopak wypuścił ją z ramion. Podszedł do maszyny i podał jej kask.

    – Im szybciej się stąd wyniesiemy tym lepiej – mruknął. 

    Suri nie protestowała, posłusznie zajmując miejsce pasażera. Jechali może z piętnaście minut, a potem Kruk się zatrzymał, ku zdziwieniu dziewczyny na jakimś parkingu z którego było widać kamienistą plażę. Byli tu sami. Dopiero kiedy zsiedli z motocykla, stając na przeciwko siebie, dziewczyna zdała sobie sprawę, jak bardzo spięty jest chłopak. Przez chwilę tylko patrzył na nią, a potem westchnął ciężko i przyciągnął ją do siebie, stanowczo oplatając ramionami. Przylgnęła do niego, jak mała dziewczynka. Dopiero teraz poczuła, jak opada z niej całe napięcie. Odezwał się po dłuższej chwili milczenia. 

    – Dlaczego masz taki talent do znajdowania się z niebezpiecznych miejscach? – zapytał z wyrzutem, odrobinę odsuwając ją od siebie, tylko na tyle, żeby móc na nią spojrzeć. 

    – Było mi wszystko jedno – odezwała się cicho. – Dlatego dałam się namówić Aronowi na wagary…

    Zamiast odpowiedzieć ponownie ją do siebie przyciągnął. 

    – Przemyślałem to – mruknął w jej włosy. – Aron na swój pokrętny sposób uświadomił mi, że nie mogę cię stracić… Kocham cię i nie chcę się trzymać od ciebie z daleka. Nawet jeżeli nie odwzajemniasz moich uczuć i nawet jeżeli uważam, że to co robisz jest nie fair.

    Suri zamrugała. Przez chwilę była pewna, że się przesłyszała. Czy on właśnie powiedział, że ją kocha?! Czuła, że się rozpływa, a w jej brzuchu szalało stado wściekłych motyli i gdyby nie druga część jego wypowiedzi… tym razem to ona się od niego odsunęła. 

    – Czy ty sugerujesz mi jakiś pieprzony trójkąt miłosny?! – spytała zażenowana. 

    Jego spojrzenie stwardniało.

    – Nie zamierzam się poddać bez walki – oznajmił.

    Miała ochotę mu przyłożyć. 

    – Posłuchaj mnie bardzo uważnie, bo już więcej nie będę tego powtarzała – odezwała się zirytowana, patrząc mu w oczy. – Nie interesuje mnie Cameron. Nigdy mnie nie interesował. Jeden jedyny raz byliśmy na randce i raz, zanim jeszcze zaczęłam być z tobą, pozwoliłam mu, żeby mnie pocałował. Przyjaźnimy się, to wszystko. To raczej ja mam większe powody do zazdrości – dodała chłodno. – To tobie koleżanki pakują się na kolana i to twoje mieszkanie odwiedzają prostytutki. 

    Spojrzał na nią nic nie rozumiejącym wzrokiem. Był takim kretynem, jeżeli chodziło o te sprawy… Dalej nie potrafiła pojąć, jak ktoś tak przystojny, arogancki i pewny siebie może mieć w rzeczywistości tak niską samoocenę? Jak mógł myśleć, że ona… Przypomniała sobie pytanie Arona, które zadał Krukowi podczas testów. Chyba żadne z nich nie spodziewało się odpowiedzi, której udzielił. Z pewnością nie ona sama… Wcześniej nie zastanawiała się nad tym. Przecież nie mógł okłamać tej przeklętej kuli światła. Jeżeli faktycznie była jego pierwszą dziewczyną… Motyle w jej brzuchu zawirowały w nieznośnym tańcu samozadowolenia. Miała zamiar postawić sprawę jasno.

    – Kruku – odezwała się nie odrywając od niego wzroku – chcę być z tobą. Tylko z tobą. Kocham cię i nikt inny mnie nie obchodzi.  

    Spodziewała się, że weźmie ją w ramiona, pocałuje, że będzie zadowolony z jej odpowiedzi. Zamiast tego…

    – Jesteś zazdrosna, ja jestem piekielnie zazdrosny, więc dlaczego po prostu nie chcesz powiedzieć o nas innym? – wytknął jej bezlitośnie. 

    Jej dłoń zacisnęła się na jego mundurku. To ona znów się przysunęła, by wtulić twarz w jego tors. Odetchnęła z ulgą, kiedy jej nie odtrącił. Oplótł ją ramionami, delikatnie dotykając jej włosów.  

    – Chcę… – szepnęła – tylko jeszcze nie teraz… 

    ✩ ✩ ✩

    Kruk

    Cholerna dziewczyna! Uczucie ulgi przeplatało się w nim z coraz bardziej narastającą irytacją. W tej chwili dopiero do niego dotarło. Wciąż jeszcze nie była pewna ani jego samego ani jego zamiarów. Nie rozumiała, że stała się dla niego całym światem. Dlaczego musiał jej to wciąż i wciąż na nowo udowadniać? 

    – Więc kiedy? – starał się pohamować wściekłe warknięcie. 

    – Na balu? – spytała bez przekonania. 

    – Na balu?! – ryknął. – Nie zamierzałem się tam w ogóle pokazywać. Poza tym to dopiero za trzy tygodnie i przez ten czas… Zaraz… – coś sobie przypomniał. – Musisz mieć partnera na bal, żeby zaliczyć etykietę i te inne wasze bzdurne lekcje, mam rację? – niepewnie przytaknęła. – Ale to nie musi być Obrońca? – spytał nieufnie, już wyobrażając ją sobie tańczącą w ramionach Camerona, niczym w jednym z jego najgorszych koszmarów. 

    Przecząco pokręciła głową. 

    – Sprawdzałam. Regulamin tego nie określa. Chyba po prostu wszyscy tak zakładają. To znaczy… nikt nie bierze was pod uwagę, bo dziewczęta bardziej spodziewałyby się po was, że je wystawicie, tak dla zabawy – zaczęła się plątać, wyraźnie nie chcąc go urazić. 

    – Nie ważne. Zabiorę cię na bal – oznajmił zdecydowanie – i wtedy wszyscy się dowiedzą, że jesteśmy razem. 

    Po całym jego ciele rozlało się przyjemne ciepło, gdy obdarzyła go najpiękniejszym na świecie uśmiechem. Wspięła się na palce, by móc go pocałować. Uniósł ją lekko, a ona oplotła go w pasie nogami. Zamruczał z zadowolenia. Mimo wszystko wciąż nie mógł uwierzyć w to, co powiedziała. W to, że mogłaby go naprawdę kochać i chcieć tylko jego… 

    Note