Rozdział 18 – Cień Kruka
by Vicky
Suri
Po paru dniach wszystko mniej więcej wróciło do normy. No może poza faktem, że Feniksy stały się znacznie bardziej natrętne i starały się nie odstępować jej na krok. Kruk natomiast był wyraźnie niezadowolony z zainteresowania jakie zaczął wzbudzać, ale kiedy go o to zapytała, powiedział, że było warto. Za to Cameron nie mógł się opędzić od Alice, dziewczyny z drużyny Latających Tygrysów, którą zabrał ze sobą na bal. Bezskutecznie próbował jej unikać, a Suri nawet czuła się odrobinę winna. W końcu planowo to ona miała być jego parą…
Tego dnia wszyscy uczniowie zgromadzili się na trybunach. W powietrzu, nad stadionem unosił się wielki, hologramowy ekran, z trójwymiarowym obrazem. Nikt nie wiedział czego powinni się spodziewać.
– Moi drodzy – odezwała się dźwięcznym głosem pani Morrigan. – Dzisiaj będziecie mieli okazję poznać przedsmak tego, co czeka was w przyszłości. Jak wiecie Asasynów jest znacznie mniej niż Obrońców i są wysyłani do różnych zadań zanim jeszcze zostaną absolwentami Akademii. Dlatego zaczniemy właśnie od nich. Jutro będziecie mieli okazję zapoznać się z zadaniami Obrońców.
Wszyscy z zaciekawieniem wpatrywali się w ekran. Nagranie przedstawiało bogato zdobione pomieszczenie, w którym znajdowało się sześciu dorosłych mężczyzn i dwie kobiety. Wyraźnie coś świętowali. Suri zwróciła uwagę na drogi alkohol i ich rozbawione głosy. W rogu pokoju dostrzegła małą, może pięcioletnią dziewczynkę, która trzęsła się z przerażenia, skulona pod stołem. Co to za miejsce?
Nagle ktoś wszedł do pomieszczenia. Wszystkie oczy zwróciły się ku niemu. Suri wstrzymała oddech, w nowoprzybyłym rozpoznając Kruka. Miał na sobie grafitowe spodnie i swoją czarną bluzę z kapturem, który ukrywał w cieniu jego twarz. W rękach dzierżył szarą kosę. Przez chwilę, która wydawała się wiecznością, przebywające w pokoju osoby wpatrywały się w niego oniemiałe, a potem rzuciły się do chaotycznej ucieczki. Dziewczyna zdała sobie sprawę, że illi’andin nie musiał nawet skakać między celami. Krzyki umierających ludzi raniły jej uszy. Wkrótce pomieszczenie skąpało się we krwi. Na podłodze leżało osiem zakrwawionych ciał. Nikt się nie poruszył. Spod stołu dobiegło ciche pochlipywanie. Kruk odwrócił się w tamtym kierunku. Przez całe nagranie nikt nie odezwał się ani słowem, a teraz Suri odniosła wrażenie, że wszyscy uczniowie wstrzymali oddechy. Chłopak zgarnął z poręczy jednego z foteli cienki pled i podszedł do stołu, pod którym chowało się przerażone dziecko. Jego kosa zniknęła. Ukucnął na podłodze, a potem wyciągnął do dziewczynki rękę z materiałem. Zakrył ją całą, tak jak siedziała.
– Teraz nikt nie może cię zobaczyć – odezwał się cicho.
Wyciągnął ją spod stołu i wziął na ręce, a potem, nie odstawiając jej ani na chwilę, wyszedł z pokoju, w którym pozostał obraz z kamer.
✩ ✩ ✩
Kruk
Czuł się jakby go tu w ogóle nie było. Mówili o nim w trzeciej osobie. Kłócili się o to, czy powinni go ukarać za niesubordynację.
– Rozkaz był jasny – oznajmił zimno Vincent, nauczyciel historii i jeden z członków Rady. – Miał zabić wszystkich.
– Ty mówisz poważnie? – zgorszyła się Natasza, nauczycielka botaniki. – Nie przewidzieliśmy, że będzie tam dziecko.
– Uważam, że dobrze zrobił, ale mimo tego za niesubordynację powinien ponieść karę – wtrącił się Salvator, mistrz sztuk walki.
– Dosyć tego – Morrigan zaklaskała w dłonie, zwracając na siebie uwagę wszystkich. – Gdzie teraz jest dziecko? – zwróciła się bezpośrednio do Kruka.
Chłopak spojrzał na nią wyzywająco.
– W sierocińcu, tam gdzie jej miejsce – oznajmił chłodno. – Była magiczna – dodał.
Skinęła głową.
– Gdyby ten młody człowiek, nie wykazał się dzisiaj odrobiną samodzielnego myślenia – zwróciła się do pozostałych – nie tylko on, ale i my mielibyśmy na rękach krew niewinnego dziecka. Czy właśnie tego byście chcieli? – spytała cicho. Wszyscy zebrani przecząco pokręcili głowami. – Doskonale, więc sprawa rozwiązana. Możesz już iść – zwróciła się do Kruka – dobrze się spisałeś.
Chłopak odetchnął z ulgą, dopiero gdy wyszedł z gabinetu. Miał pewność, że zostanie ukarany, ale wiedział, że niezależnie od kary i tak zrobiłby to samo. Nie zdążył opuścić korytarza, gdy dopadła go Klara. Miała pobladłą twarz.
– O co chodzi? – westchnął zirytowany, pragnąc w tym momencie tylko tego, by zdjąć z siebie zachlapane krwią ubranie.
– To co dziś zrobiłeś… cała akcja… była nagrywana… a nagranie puszczono przed całą szkołą. Wszyscy widzieli, jak z zimną krwią mordujesz tych ludzi.
Kruk wzruszył ramionami.
– No i? Nawet Obrońcy zdają sobie sprawę na czym polega nasza rola.
– Usłyszeć, a zobaczyć, to zupełnie dwie różne sprawy – szepnęła. – Poza tym Kruku… ona też to widziała…
Chłopak poczuł nieprzyjemny ucisk w żołądku. Co jeśli Klara miała rację i powinien się niepokoić? Był… katem. Był… mordercą. Czy Suri mogła go z tego powodu znienawidzić? Wtedy ją zobaczył. Stała po drugiej stronie korytarza i wpatrywała się w niego szeroko otwartymi oczami. Z trudem przełknął ślinę. Dawno już nie czuł tej cholernej niepewności… Przez chwilę zastanawiał się, jak się zachować, ale wtedy ona podbiegła do niego, oplatając go w pasie ramionami. W ogóle nie zwracała uwagi na wciąż widoczne plamy krwi.
– Nic ci nie jest? – spytała lekko drżącym głosem. – Tak się martwiłam!
Przez chwilę nie mógł zrozumieć co do niego mówi. Martwiła się? O niego? Opiekuńczo objął ją ramionami. Po całym jego ciele rozlało się przyjemne ciepło.
– Wszystko w porządku – mruknął w jej włosy.
Zdał sobie sprawę, że Klara obserwuje ich z wymalowanym na twarzy niedowierzaniem.
– Wracasz do siebie? Mogę iść z tobą? – spytała cichutko Suri.
– Pewnie, że tak – szepnął, nie będąc pewien swojego głosu.
Od dawna już wiedział, że ją kocha, ale dopiero teraz, z całą stanowczością, zdał sobie sprawę, że ona również odwzajemnia jego uczucia.
✩ ✩ ✩
Suri
Kiedy Laila podsunęła jej nagranie z klubu nocnego na wyspie, nie uwierzyła. Teraz jednak bardzo żałowała tego, że zdecydowała się przyjść tutaj sama. Gdyby zdecydowała się zabrać którąś z dziewczyn, albo przynajmniej Camerona… Nie mogła na to patrzeć. Kruk tańczył z tą obcą dziewczyną, a ona ocierała się o niego jak kotka w rui. Łzy same cisnęły jej się do oczu. To… to było po prostu nie fair! Wbrew słowom przyjaciół… ufała mu. Cieszyła się z tego, że są razem, że go poznała. Teraz stała jak wryta na środku sali, nie potrafiąc zrobić kroku ani w jedną, ani w drugą stronę.
Kruk szepnął tamtej coś do ucha, a ona roześmiała się dźwięcznie i położyła rękę na jego torsie. Suri przestała cokolwiek widzieć. Przestała oddychać. Czuła jak jej świat rozpada się na kawałki. Nie mogła oderwać od nich wzroku, a wtedy on, jakby przyciągnięty jej spojrzeniem, odwrócił się ku niej. Ich spojrzenia spotkały się na krótką chwilę. Po twarzy Kruka, która zazwyczaj była idealną maską, przebiegło milion różnych emocji. Zaskoczenie. Panika. Desperacja. Nie mogła tego dłużej znieść, nie chciała, nie potrafiła. Wybiegła z sali, potrącając po drodze tańczące pary. Kątem oka zdążyła zauważyć, jak Kruk odpycha od siebie tamtą dziewczynę i pędzi za nią. Coś za nim krzyczała, ale to zignorował. Przed klubem stało zbyt wiele osób, żeby mogła się łatwo przepchnąć pomiędzy nimi, zmieniła więc kierunek i wybrała schody na dach. Nie chciała z nim rozmawiać, nie teraz. Nie miała zamiaru pokazywać słabości, nie mogła pozwolić, żeby dowiedział się jak bardzo ją zranił.
Nie zauważyła nawet, kiedy znalazł się przy niej. Niczego nie tłumaczył, w ogóle nic nie mówił. Chwycił ją w ramiona, otworzył portal i skoczył do środka. Przylgnęła do niego przerażona. Zamknęła oczy. Podły drań! Jak on mógł jej to zrobić… a teraz… nie miała pojęcia co on planuje, ale ani trochę jej się to nie podobało. Po chwili znaleźli się na dachu wieżowca w Tokyo, Kruk wciąż milczący zaprowadził ją do swojego mieszkania. Dopiero wtedy się od niej odsunął.
– To nic nie znaczyło, nic, rozumiesz? – odezwał się ostro, natarczywie. Przecząco pokręciła głową i cofnęła się o kilka kroków. W jej oczach zalśniły łzy. Zbliżył się do niej, dłonią podniósł jej podbródek i zmusił, żeby spojrzała mu w oczy. – Kocham cię i nigdy, przenigdy bym cię nie zdradził – jego głos był pewny, a w jego spojrzeniu czaiła się desperacja.
– Masz na myśli, że nigdy bym się o tym nie dowiedziała? – spytała przełykając łzy.
– Nie – zaprzeczył – mam na myśli, że nigdy bym tego nie zrobił i tym razem też nie zrobiłem.
Roześmiała się gorzko.
– Przecież was widziałam, na własne oczy – z trudem powstrzymywała łkanie.
Kiedy cofnął dłoń, bezsilnie opadła na czarną kanapę, a on ukucnął tuż przy niej. Zwinęła się w kłębek, podkulając nogi, w obronnym geście, otaczając je swoimi ramionami.
– Tak, byłem tam z dziewczyną, tańczyłem z nią, ale nie robiłem tego na własne życzenie. Wykonywałem rozkazy królowej. To było moje zadanie.
Skończył mówić i cierpliwie czekał na jej reakcję. Odetchnęła. Wierzyła mu. Do tej pory nigdy jeszcze jej nie okłamał. Mimo wszystko nie potrafiła odetchnąć z ulgą. To było niewłaściwie. Nie dawało jej spokoju i bolało bardziej niż cokolwiek, kiedykolwiek wcześniej.
– Tylko tańczyliście? – spytała zrezygnowana.
Przytaknął.
– Zaprosiłem ją, a potem tańczyliśmy. Nic więcej.
– A gdyby… – znów przełknęła łzy – gdyby kazała ci się z nią przespać?
Jego spojrzenie stwardniało.
– Wówczas bym odmówił i poniósł tego konsekwencje.
– Konsekwencje? – spytała nie rozumiejąc.
Nagle rozległo się walenie do drzwi. Ktoś coś zawołał w języku, którego nie rozumiała. Chłopak odpowiedział jakimś obcym, ostrym słowem.
– Muszę iść – oznajmił, wstając. – Zaczekasz tu na mnie? Proszę.
W jego głosie brzmiało takie błaganie i desperacja, że mogła jedynie skinąć głową. Kruk spojrzał na nią po raz ostatni, a potem wyszedł z mieszkania, zostawiając ją samą.
Leżała w jego łóżku, na jego poduszkach, sama, jedynie z własnymi, chaotycznie płynącymi myślami. Nie była pewna ile czasu to trwało, ale zasnęła czekając. Obudził ją jakiś hałas. Przestraszona usiadła, przytulając do siebie kołdrę. Panował półmrok i widziała jedynie zbliżający się kształt. To nie mógł być Kruk, on nigdy nie hałasował, poruszał się niczym cień… To jednak był on.
– Jesteś – odetchnął z ulgą, zbliżając się do łóżka.
Jego głos miał jakieś dziwne brzmienie. Usiadł jakoś tak niezdarnie, jakby z trudem. Zapaliła lampkę nocną i aż jęknęła ze zgrozy. Twarz chłopaka była opuchnięta, nie miał na sobie koszulki, a jego tors znaczyły różnej wielkości i barwy siniaki. Najgorzej jednak wyglądały jego skrzydła, których z jakiejś przyczyny tym razem nie ukrywał. Podarte strzępy błony już nawet nie przypominały jego wspaniałych skrzydeł.
– Kruku… – zamilkła, bo nie wiedziała co mogłaby powiedzieć.
– Ciii – wyszeptał zachrypniętym głosem. – Wszystko jest w porządku.
Sięgnął by zgasić lampkę i położył się na łóżku, przyciągając dziewczynę do siebie. Przylgnęła do niego, a on otoczył ją ramionami. Bała się poruszyć, żeby nie sprawić mu bólu, ale on się tym najwyraźniej w ogóle nie przejmował. Jedną ręką przyciskał ją do siebie, a drugą delikatnie przesuwał wzdłuż jej uda. Policzek wtulił w jej gęste włosy.
– Dlaczego? – spytała cichutko, przerażona tym co się stało.
– Co dlaczego? – zamruczał jej do ucha.
– Dlaczego za mną wyszedłeś? Skoro wiedziałeś co cię czeka, dlaczego nie skończyłeś zadania?
– To nie ma znaczenia. Jesteś dla mnie ważniejsza. Zniosę wszystko, jeśli tylko będę mógł być z tobą.
Zamknęła oczy. Czuła się taka głupia! Gdyby tam nie poszła, gdyby tylko mu zaufała…
– Tak bardzo cię przepraszam! – szepnęła. – Nie powinno mnie tam być… ja…
Kruk odgarnął jej włosy i pocałował w szyję. Przeszył ją przyjemny dreszcz, który towarzyszył jej przez cały czas, gdy całował jej skórę, centymetr po centymetrze, docierając aż do jej ucha.
– To ja przepraszam. Mogłem cię uprzedzić. Zreszta miałaś rację. Nigdy nie powinienem się zgadzać na tego typu zadania.
Wzdrygnęła się.
– I za każdym razem płaciłbyś taką cenę?
Poczuła jak wzrusza ramionami.
– Możliwe, że w końcu by się znudziła.
– Kruku… – nie chciała być dla niego problemem, bolało, ale przecież nie mogła mu na to pozwolić…
– Nie martw się – odwrócił dziewczynę na plecy, pochylając się nad jej ustami. – Nic mi nie będzie. Przecież widziałaś, jak szybko wszystko się na mnie goi.
Chciała coś powiedzieć, zaprotestować, ale spodziewając się tego, zamknął jej usta pocałunkiem.
✩ ✩ ✩
Kruk
Zazwyczaj to on budził się pierwszy, ale teraz jego organizm żądał snu i jedzenia, żeby jak najszybciej i najskuteczniej móc się zregenerować. Kiedy otworzył oczy, Suri już przy nim nie było. Zamknął je z powrotem, błagając w duchu, żeby wciąż była w jego mieszkaniu. Wszystko go potwornie bolało i nie miał siły, żeby się za nią uganiać. Jeżeli jednak wciąż mu nie wybaczyła… Zrezygnowany zwlókł się z łóżka i poszedł pod prysznic. Nie podobało mu się, że nie może schować skrzydeł, bo codziennym życiu były cholernie niewygodne, ale wiedział, że potrzebuje około dwóch dni, żeby błona odrosła i żeby znów nadawały się do użytku. Na szczęście to właśnie one regenerowały się najszybciej. Po prysznicu, w samych spodniach, głodny jak wilk, z nadzieją wszedł do salonu. Na widok dziewczyny poczuł rozchodzące się po całym ciele uczucie ulgi. Podbiegła do niego, wtulając się w jego ramiona. Chwilę potem odsunęła się odrobinę, przyglądając mu się uważnie, z wyraźnie wymalowaną na twarzy troską.
– Mówiłem ci, że nic mi nie będzie – odezwał się nieco zmieszany.
Nikt nigdy nie patrzył na niego w ten sposób, a ona…
– Jesteś głodny? – spytała uśmiechając się nieśmiało. – Przygotowałam naleśniki.
Dopiero teraz je zauważył. Suri była… niesamowita. Miała wszelkie możliwe powody, żeby się na niego gniewać, a zamiast tego… Obiecał sobie, że więcej jej nie zawiedzie, nawet jeżeli miałoby to oznaczać, że będzie znacznie częściej obrywał.
– Umieram z głodu – westchnął, zajmując miejsce na stołku przy kuchennym blacie.
Podsunęła mu pełen talerz. Zachłannie rzucił się na jedzenie. Stanęła przy nim i delikatnie dotknęła jego skrzydeł. Przesunęła po nich palcami. To było niesamowicie przyjemne uczucie.
– Dlaczego ich dzisiaj nie chowasz? – spytała zaciekawiona.
Przełknął kolejny kęs.
– Ponieważ wtedy by się nie zregenerowały. Czas jest względny i tam gdzie znikają w ogóle nie płynie.
– Och… Czy w ten sposób też chowamy naszą broń?
Był pewien, że to jak funkcjonuje Nowy Świat zupełnie kłóci się z tym, czego uczyła się wcześniej w szkole.
– Mniej więcej – przyznał. – Nawet ja skacząc wykorzystuję taką przestrzeń. Tylko, że to nie jest taka wielka szafa i nie możesz z niej wyjąć czego chcesz. Musi być w jakiś sposób z tobą związane, żeby cię odnalazło – wyjaśnił.
– Przeraża mnie ilu rzeczy jeszcze nie wiem – westchnęła, przytulając się do jego boku.
Oplótł ją ramieniem, przyciągając do siebie łagodnie.
– Nie przejmuj się – mruknął. – W pewnym momencie po prostu staną się dla ciebie oczywiste.