Rozdział 19 – Cień Kruka
by Vicky
Kruk
Poczuł jak mocno napinają się wszystkie jego mięśnie. Nie rozumiał sytuacji, w której się znalazł. Nie miał pojęcia jakie są zasady gry, a strach mieszał się w nim z lodowatą furią, przysłaniając zdolność logicznego myślenia.
– Co ona tutaj robi?! – spytał chłodnym głosem, za wszelką cenę starając się ukryć targające nim emocje.
Suri, wyraźnie czymś odurzona, klęczała na stercie złotych poduszek, tuż przy fotelu Królowej. Miała na sobie wulgarną, srebrzystą sukienkę z szerokich pasów, która zdecydowanie więcej odsłaniała niż zasłaniała. Obsesja to ostatnie miejsce, w którym spodziewałby się ją zobaczyć, szczególnie… w takim stanie.
– Rozpraszała twoją uwagę – kobieta uśmiechnęła się drapieżnie, nie wstając z fotela. – Daję ci jednak szansę, żebyś to naprawił – dodała lekkim tonem. – Zabij ją, a zapomnimy o całej sprawie.
Poczuł jak dłonie same zaciskają mu się w pięści. ONA była przekonana, że to zrobi i to bez najmniejszego wahania.
– Wypuść ją – odezwał się z trudem tłumiąc złość. – Dziewczyna nie stanowi problemu.
– Owszem, stanowi – tym razem Królowa wstała, omiatając podłogę trenem złocistej sukni. Mimo wyraźnej groźby, jej głos ociekał słodyczą. – Od kiedy się pojawiła jesteś nieefektywny. Rzadko zjawiasz się w Obsesji, przyjmujesz znacznie mniej zadań… niektórych w ogóle nie wykonujesz. Jestem tobą rozczarowana. – Spojrzała mu w oczy. – Po raz pierwszy od pięciu lat mnie zawiodłeś.
Kruk z trudem przełknął ślinę. Nie miał pojęcia jak to rozegrać, żeby Suri była… bezpieczna… a teraz tylko to było ważne.
– To już nie ma znaczenia – spróbował ponownie. – Pozwól mi zabrać ją do Akademii, a potem wrócę i będę na każde twoje żądanie.
Roześmiała się dźwięcznie, ale w jej śmiechu nie było ani odrobiny wesołości.
– Chyba się nie zrozumieliśmy – odezwała się, tym razem ostro. – Zabij ją! Teraz! – rozkazała.
– Nie! – zaprotestował stanowczo, podchodząc do dziewczyny i zmuszając ją, żeby wstała z podłogi. Zachwiała się, kiedy postawił ją w pionie. Jej twarz była bardzo blada, a spojrzenie mętne. Objął ją ramieniem i przyciągnął do siebie, podtrzymując żeby się nie przewróciła. – Wychodzimy. Razem.
– Tego się właśnie obawiałam – westchnęła teatralnie kobieta, odsuwając się odrobinę i gestem dając znak stojącym pod ścianami, ciemno odzianym ochroniarzom. – Zabierzcie ich z moich oczu! – wyraziła życzenie. – Później się zastanowię co powinnam z nimi zrobić.
Chłopak się nie bronił. Znał tych ludzi oraz ich umiejętności. Wiedział, że w pojedynkę nie ma z nimi szans, szczególnie w miejscu, w którym nie mógł się przenosić nawet na krótkie dystanse. Wziął na wpół przytomną Suri na ręce i pozwolił wyprowadzić się z pomieszczenia.
✩ ✩ ✩
Christopher
Przez chwilę był pewien, że pupilek bez wahania wykona jej rozkaz, on jednak zaprotestował. To było… ciekawe. Spod ściany obserwował, jak Kruk bierze dziewczynę na ręce, przytulając do siebie w obronnym geście i pozwala wyprowadzić się z pomieszczenia. Nawet nie próbował dobywać broni. Spojrzał na pobladłą ze złości twarz swojej matki. Wyraźnie nie tego się spodziewała. Zrobił kilka kroków w jej kierunku.
– Co zamierzasz? – zapytał z góry znając odpowiedź.
– Nie zabiję go – odpowiedziała chłodno. – Jest zbyt przydatny. – Uśmiechnęła się promiennie, ale jej uśmiech nigdy nie wróżył niczego dobrego. – Sprawię, że długo będzie żałował swojej nieprzemyślanej decyzji i tego, że ośmielił mi się sprzeciwić.
Christopherowi było wszystkie jedno co stanie się z Krukiem, było mu jednak żal dziewczyny, która… wyglądało na to… wplątała się w całą sytuację zupełnie przypadkiem.
✩ ✩ ✩
Kruk
Doskonale znał przerobione na lochy piwnice Obsesji, bo niejednokrotnie sam zamykał w nich ofiary Królowej. Nigdy jednak nie spodziewał się, że jego również to czeka. Gdyby tylko przyszło mu do głowy, że jego relacja z Suri będzie stanowiła problem, że narazi ją na niebezpieczeństwo, nigdy by… teraz jednak było za późno. Zdecydowanie za późno.
Posadził dziewczynę na podłodze, opierając ją o ścianę. Była jak bezwolna lalka. Zdjął z siebie czarną bluzę i uklęknął przy niej, żeby jej ją nałożyć. Była dłuższa od tej pieprzonej sukienki! Dziewczyna spojrzała na niego nic nie widzącym wzrokiem. Zaklął w duchu. Co ONA jej do cholery podała?! Usiadł obok Suri i przyciągnął ją do siebie. Położyła mu głowę na kolanach. Odgarnął z jej twarzy kosmyki rozpuszczonych włosów. Jej skóra była chłodna. Rozgrzał się odrobinę, żeby nie zmarnować zbyt wiele energii. Przymknął oczy delikatnie głaszcząc jej włosy. Nie miał pojęcia czy uda im się ujść z tego z życiem.
✩ ✩ ✩
Suri
Obudził ją okropny ból głowy. Zaschło jej w gardle. Zdała sobie sprawę, że leży na kolanach Kruka. Byli… w jakiejś piwnicy. Niejasno przypomniała sobie wcześniejsze wydarzenia. Razem z Lailą i Emiyo była w mieście, chodziły po sklepach. Wyszła poczekać na nie przed budynkiem, a potem… potem osunęła się w ciemność.
– Gdzie my jesteśmy? – spytała, zdając sobie sprawę z tego, jak zachrypnięty jest jej głos.
Powoli usiadła. Zakręciło się jej w głowie.
– Dobrze się czujesz? – spytał przyglądając się jej uważnie, wyraźnie zaniepokojony.
Niepewnie skinęła głową. Zdała sobie sprawę, że ma na sobie jego bluzę i… chyba nic więcej.
– Co się stało? – szepnęła.
Przymknął oczy.
– Królowa uznała, że… stanowisz problem – odezwał się cicho. – Wczoraj przyszedłem do Obsesji, a ty siedziałaś obok niej półnaga i odurzona narkotykami. Kazała mi cię zabić, a kiedy odmówiłem, trafiliśmy tutaj. Przepraszam – dodał po chwili – nigdy nie chciałem cię w to wciągać. Gdybym podejrzewał, że cokolwiek może ci grozić, to nigdy bym…
– Przestań! – zażądała. – Ja niczego nie żałuję. Na pewno nie tego, co jest między nami.
Położyła dłoń na jego dłoni. Jej umysł był powolny i ociężały. Z trudem przychodziło jej skupienie uwagi. Przysunęła się do niego jak najbliżej. Kruk objął ją ramieniem, przytulając do siebie. Delikatnie pocałował jej włosy.
– Nie potrafiłem cię ochronić – westchnął.
– Gdyby nie ty już dawno bym nie żyła – mruknęła. – Ten świat mnie… przerasta. Mów do mnie – poprosiła po chwili ciszy.
– O czym chcesz posłuchać? – spytał cicho.
Jej dłoń znalazła się w jego ręce, a on bezwiednie przesuwał po niej palcami. Zastanowiła się przez chwilę.
– Jak to się stało, że zacząłeś pracować w Obsesji? – spytała zaciekawiona.
Chłopak wzruszył ramionami.
– Miałem czternaście lat, kiedy mnie zauważyła. Uznała, że moje umiejętności będą dla niej… przydatne. Na początku byłem chłopcem na posyłki, ale szybko dostrzegła mój potencjał, szybciej niż Rada. Potem zaczęła naprawdę dobrze płacić i tak już zostało. Miło było mieć coś swojego – przyznał. – Nie żyć z niczyjej łaski…
Podniosła wzrok, by spojrzeć w jego szare oczy.
– Dlaczego trafiłeś do sierocińca? – jego palce zacisnęły się na jej ręce, a ona zdała sobie sprawę, że może nie powinna go o to pytać. – Jeżeli nie chcesz mi o czymś opowiadać, to po prostu tego nie rób – dodała łagodnie.
Chłopak wzruszył ramionami.
– To nieciekawa historia. Ktoś mnie po prostu porzucił. Morrigan twierdzi, że podczas jednej z misji znalazła mnie w zaułku, w miasteczku przy granicy Północnych Ziem. Byłem niedożywionym i przemarzniętym niemowlakiem, który cudem przeżył. W przeciwieństwie do Arona i Klary nigdy nie poznałem swoich rodziców.
Suri przylgnęła do niego jeszcze mocniej. Mimo że jej mama nie żyła, to miała chociaż związane z nią, piękne wspomnienia. Nie wyobrażała sobie jak to by było nie poznać jej wcale.
– To dlatego nie masz nazwiska? – spytała cichutko.
– Mhm – potwierdził mruknięciem. – Powiedzieli mi, że mogę sobie jakieś wybrać, ale nie chciałem. Nie byłoby… prawdziwe.
Drzwi się otworzyły, przerywając ich rozmowę i do środka zatopionego w półmroku pomieszczenia wpadło jasne światło. Poczuła jak Kruk sztywnieje, jak napinają się wszystkie jego mięśnie. Podniósł się z podłogi, wciąż nie puszczając jej dłoni. Przylgnęła do jego boku przestraszona czekając na to, co wydarzy się dalej.
✩ ✩ ✩
Kruk
Wyrwali dziewczynę z jego objęć. Zmusili go, żeby uklęknął. Związali mu ręce za plecami. Szybko ocenił sytuację. Być może samemu udałoby mu się nawet uciec, a przynajmniej zginąłby próbując, ale nie z Suri… poczuł jak ulatnia się z niego ostatnia nić nadziei. Królowa spojrzała mu w oczy. W kącikach jej ust błąkał się drwiący uśmieszek.
– Zabić ją! – rozkazała bezlitośnie. – Niech patrzy jak umiera, być może będzie to dla niego wystarczającą nauczką.
Szarpnął się, ale dwóch rosłych mężczyzn brutalnie przytrzymało go przy ziemi. Ten, który trzymał Suri wyjął zza pasa nóż. Kruk wiedział, że jeżeli zacznie ją błagać, to tylko sprawi jej dodatkową przyjemność. Zbyt dobrze znał jej charakter.
– Jeżeli zostawisz mnie przy życiu – wycedził – to znajdę sposób, żeby cię zniszczyć – obiecał. – Odzyskasz mnie tylko, jeśli oszczędzisz dziewczynę.
Roześmiała się dźwięcznie, wyraźnie uradowana.
– Zaryzykuję – jej głos ociekał słodyczą. Skinęła dłonią mężczyźnie, który trzymał Suri. – Kontynuujmy – mruknęła. – Widowiskowo.
– Zaczekaj! – rozległ się ostry rozkaz, na którego dźwięk ręka strażnika zatrzymała się w połowie drogi ku krtani dziewczyny.
Zaskoczony Kruk spojrzał w kierunku Christophera, który niezwykle rzadko się przy nim odzywał.
– Co to ma znaczyć?! – Królowa spojrzała na syna z irytacją.
Blondyn beztrosko wzruszył ramionami.
– Umrze i co dalej, matko? Kruk o niej zapomni i znajdzie sobie inną. Jeżeli chcesz go ukarać, oddaj ją mnie. Zajmę się nią należycie – z gracją zaakcentował ostatnie słowa.
Kruk poczuł jak coś ściska go w gardle. Wiedział, że Christopher go nienawidzi, ale… Kobieta spojrzała na syna z aprobatą.
– Jest twoja – oznajmiła, a strażnik puścił dziewczynę i pchnął ją w stronę blondyna.
– Nie! – krzyknął błagalnie.
Ostatni raz spojrzała przerażonym wzrokiem w jego kierunku, a potem młodzieniec brutalnie ścisnął jej ramię i wyprowadził ją z pomieszczenia. Ponownie spróbował się wyrwać, ale mężczyźni bez skrupułów powalili go na podłogę. Jego ramię zapulsowało od silnego uderzenia pałką. Następne poczuł na plecach. Potem jeszcze jedno i kolejne.
– Kto wie – usłyszał nad sobą jej pełen zadowolenia głos – może nawet pozwolę ci popatrzeć.
✩ ✩ ✩
Suri
Była przerażona. Szła posłusznie, stanowczo przytrzymywana przez postawnego, złotowłosego chłopaka. Dopiero kiedy zaciągnął ją do windy zaczęła się wyrywać. Przytrzymał ją mocno, brutalnie wyginając jej rękę. Z bólu zachłysnęła się powietrzem. Winda stanęła, a on wyciągnął ją na zewnątrz i poprowadził gdzieś długim, jasno oświetlonym korytarzem. Zatrzymał się dopiero na samym końcu, otwierając przed nimi białe, dwuskrzydłowe drzwi. Potem wepchnął ją do środka i puścił. Drzwi zatrzasnęły się wydając głuchy odgłos. Znajdowali się w przestronnym, komfortowo urządzonym salonie. Suri dostrzegła w głębi kolejne drzwi i natychmiast popędziła w ich kierunku. Chłopak spokojnie poszedł za nią. W pomieszczeniu stało duże łóżko. Było też okno, do którego natychmiast przyskoczyła dziewczyna. Wyjrzała na zewnątrz. Byli… cholernie wysoko. Blondyn stanął w drzwiach, nie podszedł jednak bliżej.
– Nie musisz się mnie bać – spojrzał na nią z jakąś dziwną łagodnością. – Nie zrobię ci krzywdy. Przysięgam. To przedstawienie odegrałem tylko po to, żeby cię uratować. Nie mogłem jej pozwolić, żeby cię zabiła.
Jego głos był pewny, pełen ciepła i wydawał się być szczery, wiedziała jednak w jakiej znajduje się sytuacji i wciąż pozostawała nieufna.
– Królowa… ona jest twoją matką? – odważyła się zapytać.
Uśmiechnął się smutno.
– Tak, ale moim ojcem jest król Deborach z Nowej Australii. Prawda jest taka, że ją przypominam najwyżej z wyglądu… Jesteś tu bezpieczna.
– Raczej trudno mi w to uwierzyć… – szepnęła.
– Rozumiem – powiedział – ale o tym co się dzieje zawiadomiłem Akademię. Mam nadzieję, że niedługo ktoś się tu pojawi… – westchnął.
– Naprawdę to zrobiłeś? – spytała niedowierzająco.
Przytaknął.
– Usiądź – zaproponował, wskazując łóżko. – Przyniosę ci wody.
Dopiero teraz zdała sobie sprawę, jak bardzo chce się jej pić. Zajęła miejsce na skraju popielatej narzuty. Chłopak na chwilę wyszedł, by zaraz wrócić z plastikową butelką. Podszedł do niej powoli, jak do spłoszonego zwierzaka, a gdy tylko wzięła od niego wodę, od razu się odsunął.
– Dziękuję – szepnęła, natychmiast odkręcając butelkę.
Nie pamiętała, żeby kiedykolwiek w jej życiu woda tak doskonale smakowała.
– Nazywam się Christopher – z jego twarzy wciąż nie schodził łagodny uśmiech.
– Jestem Suri – poczuła się absurdalnie tak po prostu podając mu swoje imię. – Co oni z nim zrobią? – spytała nie kryjąc swojego przerażenia.
Blondyn wbił wzrok w podłogę.
– Powiedziała, że nie chce go zabić – oznajmił cicho.
Suri przymknęła oczy, starając się uspokoić drżenie własnego ciała. Miała nadzieję, że Christopher nie kłamał i faktycznie powiadomił o wszystkim Akademię i oczywiście, że nauczyciele będą potrafili im pomóc…