Header Background Image
    Rzeczywistość to ta część wyobraźni, co do której wszyscy się zgadzamy.

    Wybrańcy bogów

    Ten, w którym Strażnik wyznaje miłość Księżniczce.

    Liya

    Nareszcie nadszedł dzień moich siedemnastych urodzin. Tak długo na niego czekałam! W środku czułam jednak również okropny strach. Mimo obietnicy, Raiden nie odwiedził mnie w moje szesnaste urodziny, ostatni raz widziałam go równo dwa lata temu. To prawda, pisaliśmy do siebie niemal codziennie, ale to nie było to samo. Nie wiedziałam co zrobię, jeśli zmienił zdanie, jeżeli… kogoś sobie w międzyczasie znalazł. Byliśmy bratnimi duszami, byliśmy sobie przeznaczeni, a jednak kręciła się wokół niego cała masa pięknych kobiet gotowych na każde jego skinienie i mimo tego, co przy każdych, wcale nie rzadkich odwiedzinach, wbijała mi do głowy Daishi, nie wierzyłam, żeby Raiden z tego przynajmniej od czasu do czasu nie skorzystał. Jego ciało się nie starzało, wciąż wyglądał tak samo jak wtedy, kiedy się poznaliśmy. Wówczas był zauroczony królewną Seiną i to jeszcze zanim po jej samobójstwie Bogini oddała mi jej ciało. Nie widziałam więc powodu, żeby nie miała znaleźć się kolejna taka kobieta. Może to właśnie kochanka była powodem dla którego nie odwiedził mnie rok wcześniej… 

    W ładnej, idealnie okalającej moją szczupłą sylwetkę sukience zbiegłam po schodach z zamiarem poczekania na przybycie Raidena przy bramie.    

    – Zaczekaj! – w miejscu zatrzymał mnie aksamitny głos Ryu. 

    Chłopak dogonił mnie i pociągnął za rękę, chowając się ze mną pomiędzy drzewami, tuż za otaczającym schody murem. 

    – Ryu? – spytałam zaskoczona, kiedy przysunął się do mnie bliżej. 

    Chwycił moje ręce i zmusił mnie, żebym oparła się plecami o ścianę. Znalazł się blisko mnie, zdecydowanie zbyt blisko! Moje serce zabiło jak oszalałe. Wielokrotnie się już do niego przytulałam, ćwiczyliśmy razem różnego rodzaju sztuki walki i doskonale zdawałam sobie sprawę z tego, że na sam jego widok w moim brzuchu wściekle kotłuje się stado motyli, zazwyczaj jednak udawało mi się tłumić w sobie te uczucia. Teraz jednak było inaczej. On zachowywał się inaczej. 

    – Kocham cię, Liya – wyszeptał zbliżając twarz do mojej twarzy, usta do moich ust, a ja zamarłam oszołomiona. 

    W tym momencie niczego tak bardzo nie pragnęłam, jak jego pocałunku. Kiedy wreszcie dotknął wargami moich warg, zamknęłam oczy. Tonęłam, ale wcale nie chciałam wyrwać się na powierzchnię. To było jak fajerwerki, jak wybuch supernowej! Z zapałem odwzajemniłam jego desperacki pocałunek, zapominając o całym świecie, zupełnie zapominając o… Cholera! 

    Ponownie otworzyłam oczy. Nie! To nie działo się naprawdę! Nie mogło się dziać! Nieopodal, za plecami Ryu stał Raiden. Jego twarz była blada, usta zacisnął w wąską linię. Tuż za nim stali oszołomieni gwardziści, a ich obecność jako świadków zdarzenia przesądzała o losie Ryu. Chwilę później chłopak również zdał sobie sprawę z ich obecności. Odwrócił się w ich stronę, zasłaniając mnie swoim ciałem.   

    – Zaprowadźcie go na plac i przywiążcie do pręgierza – usłyszałam chłodny rozkaz Raidena.  

    Przerażenie mieszało się we mnie z ulgą, że Raiden go nie zabije. Przynajmniej narazie… Gwardziści podeszli bliżej, a ja niemal fizycznie poczułam, jak chłopak spina się, szykując do walki. 

    – Nie – szepnęłam błagalnie. – Proszę, nie stawiaj im oporu. 

    Na dźwięk mojego głosu Ryu rozluźnił napięte mięśnie. Postanowił mi zaufać, a ja… nie miałam pojęcia co go czeka. Strażnicy zabrali chłopaka, a Raiden podszedł do mnie, brutalnie chwytając mnie za przedramię i prowadząc za nimi. Zdałam sobie sprawę, że aż kipi od nadmiaru skrywanych emocji. 

    – Nie teraz – warknął, brutalnie przerywając mi, kiedy chciałam się do niego odezwać. – Porozmawiamy później. Jestem o krok od zabicia go, a wiem, że mi tego nie wybaczysz, więc po prostu siedź cicho. 

    Pozwoliłam się zaprowadzić na plac. Przez całą drogę towarzyszyło nam napięte milczenie. Z trudem przełknęłam ślinę, kiedy Raiden zatrzymał się, przyciągając mnie do siebie. Ryu stał już kilka metrów dalej, na podwyższeniu, przywiązany do pręgierza. Nie miał na sobie koszuli.  

    – Ile wytrzyma? – spytał mnie gorzko Raiden, nachylając się, by przysunąć usta do mojego ucha. 

    Zadrżałam. Wiedziałam, że jeśli podam zbyt niską liczbę, tylko mu tym zaszkodzę. To była moja wina. Powinnam była go odepchnąć, powinnam była zrobić cokolwiek… ale… kiedy Ryu się do mnie zbliżył, po prostu przestałam myśleć. 

    – Czterdzieści – odezwałam się starając się, by mój głos zabrzmiał pewnie. 

    – Niech będzie pięćdziesiąt – tym razem Raiden zwrócił się do stojącego w niewielkim oddaleniu od nas Lucasa. 

    Rzuciłam się do przodu, ale mężczyzna stanowczo przytrzymał mnie w miejscu. Lucas spojrzał na mnie przepraszająco i poszedł wykonać rozkaz. Oszołomiona przymknęłam oczy. Jak do tego w ogóle doszło?! 

    – Nie ma mowy! – Raiden boleśnie ścisnął moje przedramię. – Jesteś za to odpowiedzialna i będziesz na to patrzyła. Ciesz się, że nie jesteśmy na terenie Imperium, bo tam spotkałaby go znacznie gorsza kara. 

    Łzy same popłynęły mi z oczu, kiedy usłyszałam świst bata. Kolejne razy uderzały w odsłonięte plecy Ryu, a chłopak za każdym razem gwałtownie wstrzymywał powietrze. Raiden miał rację, to była moja wina. Tylko i wyłącznie ja mogłam temu zapobiec. 

    ~  ღ ~  ღ ~ ღ ~

    Raiden

    Życie bez emocji było piekielnie wygodne, a ja od urodzenia uczyłem się, jak trzymać je na wodzy i doskonale mi się to udawało, przynajmniej do czasu, kiedy ta przeklęta dziewczyna nie wtargnęła do mojego świata, powodując, że zapanował w nim kompletny chaos. Puściłem jej przedramię dopiero, gdy znaleźliśmy się w gościnnych komnatach, specjalnie zamkniętego dla mnie i moich Strażników wschodniego skrzydła pałacu. 

    – Czekałem na ciebie cholerne siedemnaście lat! – krzyknąłem na nią. 

    Spojrzała na mnie dużymi, mokrymi od łez chabrowymi oczami, a ja stwierdziłem, że jeszcze nigdy nie wyglądała tak pięknie. Nie mogłem jej stracić! Nie miałem jednak pojęcia, jak ją zatrzymać, jeżeli sama zechce odejść. Jeżeli to nie mnie ostatecznie wybierze. 

    – Wiem, Rai – odezwała się cicho. – Tak bardzo cię przepraszam! 

    Zacisnąłem pięści w bezsilnym gniewie. Nawet nie próbowała się tłumaczyć. Wziąłem głęboki oddech.

    – Co planujesz zrobić? – spytałem, starając się na nią nie warczeć. 

    Zbyt wiele zależało od jej odpowiedzi…

    – Co planuję? – spojrzała na mnie zmieszana, a ja poczułem jakby na moim żołądku zawiązał się wielki supeł. 

    – Czy mam odwołać ślub? – zapytałem wprost, ponieważ nie miałem ochoty dłużej się męczyć.

    Nigdy wcześniej nie wyglądała na taką przerażoną. Nawet wówczas, gdy groziło jej śmiertelne niebezpieczeństwo. 

    – Nie, Rai, proszę nie! – łzy teraz już otwarcie spływały po jej zaróżowionych policzkach. – Popełniłam głupi błąd, ale nie rezygnuj ze mnie, błagam. Zrobię wszystko, żeby to naprawić, przysięgam! 

    Fala ulgi, która mnie zalała była nie do opisania. Niewiele myśląc podszedłem do niej i wziąłem ją w ramiona. Pocałowałem ją, a ona gorliwie odwzajemniła mój pocałunek, oplatając moją szyję rękami. Pragnienie, które zawsze tłumiłem, gdy była w pobliżu przerwało wszelkie możliwe tamy. Tyle czasu minęło, od kiedy ostatni raz byliśmy razem… Nie miałem zamiaru silić się na delikatność! Zdejmowałem z niej ubrania, nie zwracając uwagi na to, jak bardzo je niszczę. Strzępy błękitnej tkaniny zaścielały podłogę. Moje ręce błądziły po ciele dziewczyny spragnione dotyku jej alabastrowej skóry. Nie zauważyłem kiedy, mój mundur również znalazł się na podłodze. Jak zawsze przesunęła paznokciami po moich plecach, co sprawiło, że mruknąłem z rozkoszy.  

    Ułożyłem ją na plecach na łóżku i zacząłem całować jej zgrabne piersi. Złote włosy dziewczyny rozsypały się po poduszce. Nie mogłem uwierzyć w to, że teraz jest fae, a jej uroda jest taka nieskazitelna. Oplotła mnie nogami, przyciągając do siebie kusząco. Dopiero kiedy mnie pocałowała do mojego umysłu obok palącego pożądania zakradł się również płomień złości. Rozumiałem czemu mnie zdradziła. To ja trzymałem ją przez tyle lat na dystans i najwyraźniej przegapiłem ten moment, w którym była gotowa. Natomiast jej Strażnik był w pobliżu i wyrósł na naprawdę przystojnego młodzieńca, z którym wyraźnie mogła zrobić co tylko chciała. Teraz jednak była tutaj, ze mną, a ja nie zamierzałem się dłużej powstrzymywać.   

    ~  ღ ~  ღ ~ ღ ~

    Liya

    W spojrzeniu Raidena coś się zmieniło. Czułość, z jaką na mnie patrzył zastąpiła czysta żądza. Przymknęłam oczy, odchylając głowę do tyłu i pozwalając mu, by namiętnie całował moją szyję. Zachłysnęłam się powietrzem, kiedy jego palce znalazły się między moimi nogami, brutalnie wpychając się do środka. Ból mieszał się w moim umyśle z podnieceniem, zostawiając po sobie słodko-gorzki smak. Przekręcił mnie na brzuch, zmuszając, żebym wypięła ku niemu pośladki. Dłońmi oparłam się o materac, kurczowo zaciskając je na atłasowej pościeli. Czy tak zamierzał mnie ukarać? 

    Jego ręce znalazły się na moich biodrach, sztywna męskość przez chwilę napierała na moje intymne miejsce, a potem mężczyzna wtargnął do środka. Ból, jaki mi sprawił, był tak silny, że nie potrafiłam powstrzymać łez. W ciele księżniczki Seiny miałam szerokie biodra i idealne ciało, do tego, by zostać przyszłą matką, co zapewne sprawiło, że wrażenia z pierwszego razu były znacznie łagodniejsze. Ciało Aaliyi było szczupłe i drobne, wręcz filigranowe, a Raiden ani przez chwilę nie silił się na delikatność. Wchodził we mnie mocno i głęboko, a ja z trudem tłumiłam łkanie. Nie tak miało to wyglądać, ale doskonale zdawałam sobie sprawę, że sama jestem sobie winna.   

    Po ciągnących się w nieskończoność minutach mężczyzna wysunął się ze mnie, a ja poczułam, jak jego ciepła sperma zalewa moje pośladki i plecy. Opadłam na materac łapczywie chwytając powietrze. Spojrzałam na niego, mając nadzieję, że jest usatysfakcjonowany, ale na jego twarzy malowało się szczere przerażenie. Gwałtownie zerwał się z łóżka, a potem przez sypialnię i salon popędził do drzwi. 

    – Sprowadź tu Daishii, natychmiast! Niech od razu wejdzie! – rozkazał osobie, która znajdowała się na korytarzu.  

    Powoli usiadłam i dopiero wtedy zdałam sobie sprawę, że leżę w kałuży krwi. 

    – Nie wstawaj! – Raiden w jednej chwili znalazł się przy mnie. Położył się obok, delikatnie głaszcząc moje włosy. – Zaraz będzie tu Daishii – zapewnił gorączkowo. – Czemu nic nie powiedziałaś? – wyszeptał zrozpaczony. – Nie chciałem cię skrzywdzić!   

    Chwyciłam go za rękę. 

    – Nic mi nie jest – uśmiechnęłam się do niego blado, ale wyraźnie mi nie uwierzył. 

    Daishii wpadła do pokoju, niczym burza, szybko orientując się w sytuacji. Raiden usiadł, robiąc jej miejsce. Przyjrzała mi się, a potem spojrzała na niego z czystą, nieokiełznaną furią. Z całej siły uderzyła go w twarz, a on w żaden sposób na to nie zareagował.   

    – Wyjdź! – rozkazała mu chłodno, a ja zdałam sobie sprawę, że Imperator zamierza jej posłuchać. 

    – Nie! – zaprotestowałam stanowczo, powoli siadając. – Niech zostanie – zwróciłam się błagalnie do Daishii. 

    Kobieta spojrzała na niego z pogardą, ale ostatecznie niechętnie skinęła głową. 

    – Przeklęty dureń zazdrosny o jeden pocałunek – warknęła Strażniczka. – Co dokładnie ci zrobił? – spytała siadając przy mnie.

    – Nic… – westchnęłam cicho. Zawstydzona spuściłam wzrok. – Wyjątkowo źle zniosłam swój pierwszy raz – wyjaśniłam. 

    Podczas gdy Daishii dokładnie oglądała moje ciało, Raiden patrzył na nas nic nie rozumiejącym wzrokiem. W końcu po starannych oględzinach Strażniczka zawyrokowała, że nic mi nie będzie, pod warunkiem, że mój przyszły mąż powstrzyma się przez kilka dni. Po długich zapewnieniach, że wszystko jest w porządku, niechętnie zgodziła się zostawić mnie sam na sam z Imperatorem. Raiden usiadł na skraju łóżka. 

    – To był twój pierwszy raz? – zapytał wyraźnie pogrążony w poczuciu winy.

    – Myślałeś, że nie? – przyjrzałam się mu zaskoczona. 

    – Sądziłem, że ty i twój Strażnik… – nie dokończył zdania, ale nie musiał tego robić. 

    Obleciał mnie zimny strach. Nie miałam pojęcia, jakim cudem Ryu jeszcze żyje. Ból już zupełnie minął, a krwawienie ustało. Powoli zsunęłam się z łóżka i stanęłam tuż na przeciwko niego. 

    – Byłeś pewien, że cię zdradziłam? – spytałam niedowierzająco. 

    – Trudno zaprzeczyć chemii między wami – mruknął wyjątkowo niepewnie. 

    Wzięłam głęboki oddech. 

    – Kiedy czekałam na twój przyjazd, Ryu wyznał mi miłość, a potem mnie pocałował, a ja nie myślałam dość trzeźwo, żeby go od siebie odepchnąć – wyjaśniłam. – To wszystko. Nic więcej się nie wydarzyło.  

    Raiden gwałtownie zerwał się z łóżka i wziął mnie w ramiona.

    – Jestem kretynem – wyznał, zamykając mnie w swoich objęciach. Przez chwilę staliśmy przytuleni, a potem wziął mnie na ręce. – Chodź, wykąpiemy się – zaproponował. 

    Skinęłam głową, a on zaniósł mnie do gościnnej łazienki, w której stała ogromna wanna. Postawił mnie w niej i delikatnie zmył ze mnie krew. Potem spłukał nas i napuścił do wanny wody. Usiadł, sadzając mnie przed sobą, tak że siedziałam w wodzie, opierając się o niego plecami. Mocno mnie do siebie przytulił. 

    – I nic do niego nie czujesz? – zapytał mnie po dłuższej chwili milczenia. 

    Poczułam, jak mimowolnie całe moje ciało sztywnieje. Nie zamierzałam go okłamywać.  

    – To… nie ma znaczenia – stwierdziłam, łudząc się, że to mu wystarczy. 

    – Emi, proszę… – delikatnie pocałował moje włosy. – Chcę wiedzieć. 

    Zamknęłam oczy. 

    – Kocham go – wyznałam cicho – ale to uczucie nie umywa się do więzi, która nas łączy. Przepraszam Rai, nie wiem kiedy to się stało. Nie odsyłaj go – poprosiłam po chwili.

    – Oczywiście, że go nie odeślę – warknął na mnie. – Nikt nie ochroni cię lepiej niż zakochany w tobie głupiec. 

    – Czy to coś między nami zmienia? – spytałam z obawą. 

    – Nie – przyznał, jeszcze mocniej oplatając mnie silnymi ramionami. – Najważniejsze, że teraz już będziesz przy mnie – wyszeptał czule, a ja dopiero teraz odetchnęłam z ulgą. 

    ~  ღ ~  ღ ~ ღ ~

    Liya

    Raiden długo milczał, zanim w końcu skinął głową, a w jego spojrzeniu zobaczyłam coś pomiędzy rezygnacją a cichą determinacją, jakby właśnie podejmował decyzję, która bolała go bardziej, niż chciałby przyznać. Powoli odsunął się ode mnie o krok.

    – Idź – powiedział spokojnie, choć w jego głosie wciąż brzmiała stal. – Sprawdź czy wszystko u niego w porządku, ale nie każ mi potem żałować, że ci na to pozwoliłem.

    Nie odpowiedziałam. Po prostu ruszyłam przed siebie, czując, jak serce bije mi coraz szybciej z każdym kolejnym krokiem.

    Ryu siedział samotnie na kamiennym stopniu przy bocznym krużganku, z ramionami opartymi o kolana i wzrokiem utkwionym w pustce, jakby cały świat nagle stracił dla niego ostrość. Kiedy mnie zobaczył, poderwał się gwałtownie, a w jego oczach pojawiła się mieszanina ulgi i bólu, której nie potrafiłam znieść.

    – Liya… – wyszeptał.

    I wtedy wszystko we mnie pękło.

    Nie pamiętam, kto zrobił pierwszy krok. Wiem tylko, że znalazłam się nagle w jego ramionach, że jego dłonie objęły mnie ostrożnie, jakby bał się, że mogę zniknąć, a ja wtuliłam twarz w jego tors, łapiąc powietrze drżącymi oddechami.

    – Przepraszam – powiedziałam cicho. – Tak bardzo cię przepraszam.

    Uniósł moją twarz, delikatnie, niemal nieśmiało, i spojrzał mi w oczy.

    – To ja powinienem przepraszać – odpowiedział zachrypniętym głosem. – Nie powinienem był… nie w ten sposób… nie w takim momencie.

    Chciałam coś powiedzieć, naprawdę chciałam, ale zamiast słów popłynęły łzy, a potem jego ciepło, jego bliskość i to znajome napięcie, które zawsze pojawiało się między nami, odkąd przestaliśmy być dziećmi. Kiedy mnie pocałował, nie było w tym desperacji sprzed kilku godzin, tylko cicha, bolesna szczerość, a ja… nie potrafiłam się odsunąć. Objęłam go za szyję, przyciągając bliżej, jakby instynktownie szukając w nim oparcia, i odwzajemniłam pocałunek, czując, jak całe moje ciało reaguje szybciej, niż rozum zdążyłby zaprotestować.

    Oderwaliśmy się od siebie dopiero po długiej chwili. Ryu oddychał ciężko, a jego czoło oparło się o moje.

    – Nie rób tego – wyszeptał. – Nie, jeśli masz przez to cierpieć.

    Zamknęłam oczy.

    – Na to już trochę za późno – odpowiedziałam szczerze. 

    Spojrzał na mnie z niedowierzaniem.

    – Co masz na myśli?

    Wzięłam głęboki oddech.

    – Kocham cię, Ryu. Zawsze cię kochałam. 

    Jego palce zacisnęły się na moich ramionach.

    – A Raiden?

    Zawahałam się tylko przez moment.

    – Raiden jest moim przeznaczeniem – powiedziałam spokojnie. – Jest częścią mnie w sposób, którego nie potrafię wytłumaczyć. W tobie zakochałam się z własnego wyboru.

    W jego oczach pojawił się ból, ale i coś jeszcze – duma, lojalność, gotowość do poświęcenia.

    – W takim razie będę przy tobie – powiedział cicho. – Nawet jeśli nie mogę być z tobą tak, jak bym chciał.

    Przytuliłam go mocno, chowając twarz w jego ramieniu, a on objął mnie z taką delikatnością, jakby wiedział, że trzyma w rękach coś kruchego i bezcennego jednocześnie. Przez krótką chwilę, zamknięci w tej cichej przestrzeni między decyzją a stratą, pozwoliliśmy sobie udawać, że świat jeszcze nie upomniał się o swoje.

    ~  ღ ~  ღ ~ ღ ~

    Raiden

    Siedziała skulona w fotelu, cicha, przygaszona, zupełnie jak nie ona. Nie chciałem po raz kolejny pytać, czy mam odwołać ślub. Bałem się odpowiedzi, której tym razem mogłaby mi udzielić. Zanim zdążyłem wymyśleć, co jej powiedzieć, ktoś stanowczo zapukał do drzwi. 

    – Mogę wejść? – głos był melodyjny, ale stanowczy, wyraźnie męski. 

    Emi natychmiast zerwała się z miejsca, jakby dostała zastrzyk nowej energii. 

    – To Dymitr – wyjaśniła. – Mogę go zaprosić? Od dawna chciałam, żebyś go poznał.  

    Ani trochę nie spodobała mi się jej reakcja. 

    – Czy on też jest w tobie zakochany? – spytałem sceptycznie.

    Roześmiała się lekko.

    – Nie, Dymitr raczej zawsze traktował mnie jak siostrę – odpowiedziała, wyraźnie nie mogąc doczekać się kiedy go wreszcie zobaczy.

    ~  ღ ~  ღ ~ ღ ~

    Dymitr

    Zdziwiłem się, kiedy Liya osobiście otworzyła mi drzwi. Szeroko uśmiechnęła się na mój widok i wpuściła mnie do zajmowanych przez Imperatora pokoi. Mężczyzna stał nieopodal, w nieformalnej, czarnej koszuli i grafitowych spodniach. Jego twarz była nie wyrażającą żadnych emocji maską. 

    – Dymitr Aleksander Velikiy – skłoniłem się nisko naprędce przeszukując wspomnienia Imperatora. Wyglądało na to, że ten przeklęty Fae jest zupełnie pozbawiony sumienia. Nawet Północne Ziemie nigdy nie dostarczyły mi tylu wrażeń. Szybko jednak znalazłem to, co interesowało mnie najbardziej. Więź, która łączyła Imperatora z Aaliyą była czymś niesamowitym, niepodważalnym i nie do rozerwania. Dopiero teraz nabrałem pewności, co do zamiarów stojącego przede mną mężczyzny. Jednego mogłem być pewien. Imperator nigdy, przenigdy nie skrzywdzi swojej młodej żony i zrobi wszystko, żeby ją uszczęśliwić. – Do usług waszej wysokości. 

    Wyprostowałem się powoli, kątem oka rejestrując, że Liya stoi tuż obok mnie, wyraźnie spokojniejsza niż jeszcze chwilę wcześniej, choć wciąż czujna, jakby bała się, że jedno nieostrożne słowo mogłoby zburzyć kruchą równowagę panującą w pomieszczeniu.

    Raiden nie odpowiedział od razu. Przez krótką chwilę mierzył mnie spojrzeniem, jakby ważył, czy jestem zagrożeniem, czy jedynie kolejnym elementem świata, który musi zaakceptować, a ja ani na moment nie spuściłem wzroku, pozwalając mu bez przeszkód zajrzeć głębiej, tam gdzie kryła się prawda, której sam jeszcze nie wypowiedział na głos.

    – Cieszę się, że w końcu się spotykamy – dodałem spokojnie. – Liya wiele mi mówiła o waszej wysokości.

    Jej spojrzenie na moment powędrowało w moją stronę, a kąciki ust uniosły się w tym dobrze mi znanym, ciepłym uśmiechu, który pojawiał się zawsze wtedy, gdy czuła się bezpieczna. Raiden zauważył to natychmiast. Nie zmienił pozycji, nie zdradził emocji, ale napięcie w jego sylwetce było aż nazbyt wyraźne.

    – Usiądź – wskazał jedno z krzeseł, samemu pozostając w miejscu. – Skoro już tu jesteś, porozmawiajmy.

    Zająłem wskazane miejsce, nie spuszczając z niego wzroku. Imperator był dokładnie taki, jakiego się spodziewałem – potężny nie siłą mięśni, lecz wolą, chłodny, skupiony, przyzwyczajony do tego, że świat nagina się pod jego decyzjami. A jednak…

    Spojrzałem na Liyę. Stała między nami, jak punkt odniesienia, jak oś, wokół której wszystko się obracało.

    – Przyszedłem sprawdzić, czy wszystko z nią w porządku – powiedziałem wprost. – Ostatnie dni były… trudne.

    Raiden zmrużył oczy.

    – Jest pod moją opieką – odparł. – I tak już zostanie.

    Nie zaprzeczyłem. Nie było potrzeby.

    – Wiem – skinąłem głową. – I właśnie dlatego mogę być spokojny.

    To zdanie sprawiło, że cisza w pokoju zgęstniała. Imperator spojrzał na mnie uważniej, jakby po raz pierwszy dostrzegł, że nie stoję tu jako rywal ani intruz, lecz ktoś, kto już dawno dokonał własnego wyboru.

    – Dymitr… – Liya odezwała się cicho. – Zostaniesz na chwilę?

    Odwróciłem się ku niej i uśmiechnąłem łagodnie.

    – Oczywiście – odpowiedziałem bez wahania. – Jestem dokładnie tam, gdzie powinienem być.

    Raiden nie skomentował tego ani słowem, ale po raz pierwszy odkąd wszedłem do komnat, napięcie w jego ramionach minimalnie zelżało. I to wystarczyło, żebym wiedział, że ta rozmowa była potrzebna nie tylko mnie, lecz przede wszystkim im obojgu.

    Note