Rozdział 4 – Wybrańcy Bogów III
by Vicky
Ten, w którym księżniczka lepiej poznaje swoją magię.
Liya
Wciąż nie mogłam przyzwyczaić się do tego, że mogę bezkarnie całować się z Ryu, że nie muszę już dłużej ukrywać swoich emocji i reakcji ciała na jego bliskość. Zmęczona, po długim dniu w szkole, siedziałam na kanapie w jego pokoju, a on, przytulał mnie do siebie, zachłannie całując. W białej koszuli i jasnych spodniach wyglądał obłędnie. Sama nie wiedziałam kiedy zaczęłam rozpinać jego guziki, a on przyciągnął mnie jeszcze bliżej, sadzając sobie okrakiem na kolanach. To było czyste szaleństwo.
Po chwili podniósł mnie, jakbym zupełnie nic nie ważyła i zaniósł na swoje łóżko. Podwinął mój jasny sweterek i zaczął całować moje piersi. Nie zwróciłam uwagi na to, w jaki sposób pozbyliśmy się spodni. Ryu znalazł się nade mną, z uwielbieniem wpatrując się w moje oczy. Kiedy wszedł do środka, rozkosz rozlała się po każdym fragmencie mojego ciała, a cały świat wokół przestał istnieć. Pragnienie, które tak długo powstrzymywałam, było teraz słodkie i upojne.
Kiedy skończyliśmy, wziął mnie w ramiona i przytulił do siebie tak, jakbym zaraz miała gdzieś zniknąć. Delikatnie pocałował moje włosy.
– To był mój pierwszy raz, więc jeśli zrobiłem coś nie tak, to daj mi proszę znać – wyszeptał tuż do mojego ucha.
– Jak to możliwe? – spytałam niepewnie. – Przecież interesowała się tobą cała masa pięknych dziewczyn…
– Czasem się z którąś z nich całowałem – przyznał Ryu głaszcząc moje włosy – ale nigdy nie doszło do niczego więcej, bo żadna z nich nie była tobą. Nie wyobrażasz sobie, jak bardzo cię pragnąłem.
Tym razem to ja wtuliłam się w niego mocniej. Lata niepewności, napięcia, które narastało między nami, to wszystko wreszcie znalazło swoje ujście. Było mi cudownie i błogo i nie chciałam, żeby to kiedykolwiek się skończyło.
~ ღ ~ ღ ~ ღ ~
Ryu
Niczego w życiu tak bardzo nie pragnąłem, jak jej bliskości. Była spełnieniem moich marzeń. Tuliłem ją w ramionach, błagając w duchu, żeby tak było już zawsze.
– Kocham cię, Ryu – niemalże rozpłynąłem się, gdy tym razem wypowiedziała te słowa pierwsza.
– Kocham cię, Liya – odpowiedziałem pewnym głosem. – Jesteś całym moim światem.
Dziewczyna zamruczała jak mały kociak, ponownie mnie całując, a ja gorliwie odwzajemniłem jej pocałunek.
Oderwałem się od jej ust, wyczuwając nagle czyjąś obecność. W niezamkniętych drzwiach sypialni stała oszołomiona Mai. Wpatrywała się w nas szeroko otwartymi oczami. Co ona na demony robiła w moim pokoju?!
– Raiden! – zawołała strażniczka, a ja byłem pewien, że gdziekolwiek by nie był Imperator, jej głos dotrze do niego niesiony magią wiatru.
Podniosłem się, chcąc wyjaśnić sytuację, ale Liya przytrzymała mnie w miejscu.
– Niech robi co chce – mruknęła obojętnie – to jej problem, nie nasz.
Chwilę później drzwi otworzyły się szerzej. Raiden pojawił się w progu niczym cień — spokojny, opanowany, w czarnej koszuli z rozpiętym pod szyją guzikiem. Za nim stali Daishi i Dymitr. Obydwoje napięci, gotowi w razie potrzeby zareagować.
Imperator jednym spojrzeniem ogarnął sytuację. Liya na łóżku. Ja obok niej. Rozczochrane włosy, rumieńce, zmięta pościel. Jego twarz nie zdradziła żadnej emocji.
– Co się dzieje? – zapytał chłodno.
Mai od razu ruszyła w jego stronę.
– Oni… oni… – wskazała na nas drżącą dłonią. – Raiden, oni…
Nie dokończyła. Mężczyzna uniósł rękę.
– Wystarczy.
Podszedł bliżej, zatrzymując się przy łóżku. Jego spojrzenie na moment spoczęło na Liyi. Nie było w nim gniewu. Było coś znacznie bardziej niepokojącego — zimna analiza.
– Wszystko w porządku? – zapytał ją spokojnie.
Liya uniosła się lekko na łokciu.
– Tak.
Jedno słowo. Pewne. Wypowiedziane bez wahania. Raiden skinął głową. Dopiero wtedy odwrócił się do Mai.
– Wyjdź.
Strażniczka wyglądała, jakby ktoś uderzył ją w twarz.
– Słucham?
– Wyjdź z pokoju Ryu. Natychmiast.
– Ale Raiden, oni właśnie… – zająknęła się Mai.
– Mai – przerwał jej lodowatym tonem. – Zajmij się swoimi obowiązkami.
Zbladła.
– Pozwalasz na to? – wyszeptała.
Cisza, która zapadła po tych słowach, była gęsta jak mgła. Raiden podszedł do niej powoli.
– To nie twój problem – jego głos ciął niczym stal.
Mai cofnęła się o krok.
– To nie w porządku!
Dymitr parsknął cicho.
– Ty tak na poważnie? – odezwał się z wyraźną ironią. – Nie w porządku byłaś ty, kiedy podczas jej zniknięcia rozebrałaś się do naga i czekałaś w łóżku Imperatora, licząc, że w końcu cię zauważy.
Mai zesztywniała.
– Zamknij się! – warknęła.
– Mówię prawdę – wzruszył ramionami. – A pamiętasz, co było potem? – Jej oczy rozszerzyły się lekko. – Raiden odesłał cię z pałacu na rok.
Daishi odwróciła wzrok, jakby nie chciała być świadkiem tego, co właśnie się rozgrywało. Mai stała nieruchomo, z ramionami napiętymi jak struny. Jej dłonie powoli zacisnęły się w pięści.
– To było co innego – powiedziała w końcu, a w jej głosie zabrzmiała mieszanina gniewu i desperacji.
Raiden spojrzał na nią z wyraźnym znużeniem, jakby ta rozmowa była dla niego jedynie kolejnym niepotrzebnym przystankiem.
– Wyjdź, to twoja ostatnia szansa, bo nie będę się znowu powtarzał – odezwał się nieznoszącym sprzeciwu tonem.
Przez krótką chwilę wyglądała, jakby chciała zaprotestować. Jej wargi drgnęły, ale ostatecznie nie wydobyło się z nich żadne słowo. Odwróciła się gwałtownie i ruszyła w stronę wyjścia. Mijając Dymitra, zatrzymała się na ułamek sekundy.
– Ty się nie wtrącaj — syknęła przez zaciśnięte zęby.
Illi’andin uniósł brew i uśmiechnął się drwiąco.
– Och, wybacz – odpowiedział spokojnie, ale w jego oczach pojawił się chłodny błysk. – Zapomniałem, że prawda działa na ciebie jak sól na otwarte rany.
Mai obróciła się do niego gwałtownie.
– Nie masz prawa mnie osądzać.
– Mam pełne prawo – odparł bez wahania. – Zwłaszcza kiedy próbujesz robić z siebie ofiarę, a wszyscy doskonale pamiętają, jak bardzo potrafisz być… kreatywna w swoich uczuciach.
Jej twarz poczerwieniała.
– Jesteś podłym skur…
– Uważaj – przerwał jej lodowatym tonem.
Daishi instynktownie cofnęła się o krok, gdy Mai niemal potrąciła ją ramieniem. Strażniczka wyszła z pokoju szybkim, nerwowym krokiem, a drzwi zamknęły się za nią z głuchym trzaskiem, który odbił się echem po korytarzu.
– Zostaniesz? – Liya spytała Raidena, kiedy ponownie na nią spojrzał.
Mężczyzna przecząco pokręcił głową.
– Później. Przerwała mi w trakcie ważnej narady – westchnął. – Byłem pewien, że coś się stało.
Skinęła głową, wyraźnie zawiedziona. Imperator odwrócił się i wyszedł, a Daishi ruszyła za nim bez słowa. Dymitr został na moment dłużej. Oparł się lekko o framugę drzwi i westchnął teatralnie. Cała sytuacja wyraźnie go bawiła.
– No cóż – mruknął pod nosem. – Rodzinne spotkanie zaliczone.
Uśmiechnął się drwiąco, rzucił nam krótkie spojrzenie i również zniknął w korytarzu. Zostaliśmy sami. Liya wtuliła twarz w mój tors, a ja objąłem ją mocniej, czując, jak jej ciało wciąż drży od emocji. Zdałem sobie sprawę, że ona, tak samo jak Dymitr, również była rozbawiona. Nie miałem pojęcia, co o tym myśleć. Wiedziałem natomiast co innego. Przytuliłem ją jeszcze ciaśniej. Imperator właśnie oficjalnie pozwolił mi istnieć w jej świecie. I było to równie wspaniałe, co przerażające.
~ ღ ~ ღ ~ ღ ~
Dwa tygodnie później
Dymitr
Ziewnąłem przeciągle. Przez całą noc robiłem dla Raidena za asasyna, pozbywając się po cichu niewygodnych dla niego osób, a teraz ktoś postanowił, że nie da mi się wyspać. Pukanie do drzwi stawało się coraz bardziej natarczywe, aż w końcu komuś wyraźnie zabrakło cierpliwości i wszedł do środka, a to mogły zrobić tylko dwie osoby, przy czym jedna z nich w ogóle nie fatygowałaby się pukaniem.
– Czego chcesz, Ryu? – warknąłem, nakrywając głowę kołdrą.
– Wychodzimy z Liyą do miasta – odezwał się, podchodząc bliżej. – Jeżeli nie chcesz iść, to mogę poprosić Kei’a – zasugerował, a ja natychmiast zerwałem się z miejsca.
To było pierwsze, nieoficjalne wyjście z Liyą od kiedy znaleźliśmy się w Księżycowym Mieście. Oczywiście, że zamierzałem jej towarzyszyć.
Ryu najwyraźniej nie zamierzał wychodzić, bo bez zaproszenia rozsiadł się na kanapie. Ku mojemu lekkiemu rozdrażnieniu, od kiedy zaczął sypiać z księżniczką nie opuszczał go dobry humor. Wziąłem szybki prysznic i zacząłem się ubierać.
– Co to? – spytał Ryu, wpatrując się w mój tors.
– Pieczęć niewolnika – odpowiedziałem od niechcenia.
– Co? – chyba nie mógł być bardziej zaskoczony. – Dlaczego?
Wiedziałem, że jak mu tego nie wyjaśnię, to nie da mi spokoju.
– To po części pomysł mój, a po części Keia i Raidena. Sposób, dzięki któremu przez ogół zostanę uznany za więźnia politycznego i nie będę rzucał się w oczy. Szczególnie, gdy staramy się wyjść gdzieś incognito…
– Czy Liya wie? – spytał głupio.
Westchnąłem.
– Oczywiście, że wie, przecież to ona jest właścicielką. Nikomu innemu bym na tyle nie zaufał – dodałem.
Chłopak przez chwilę wpatrywał się we mnie, jakby widział mnie po raz pierwszy. W jego zielonych oczach nie było kpiny ani złośliwości, które zwykle towarzyszyły naszym wymianom zdań. Było tam coś znacznie mniej wygodnego — próba zrozumienia. Jakby nagle uświadomił sobie, że to, co dla mnie było chłodno zaplanowaną strategią, dla niego brzmiało jak rzecz nie do pomyślenia.
– Oficjalnie jesteś jej własnością – powiedział w końcu wolno, ważąc każde słowo.
Zapiąłem ostatni guzik koszuli, pozwalając sobie na lekki, niemal znudzony uśmiech.
– A czy tak nie było od zawsze? – spytałem retorycznie. – To zresztą dotyczy również ciebie.
Ryu drgnął minimalnie, jakby nie był pewien, czy właśnie go obraziłem, czy skomplementowałem.
– To nie jest zabawne.
– Nie próbuję być zabawny.
Ryu wstał powoli z kanapy. Tego dnia nie miał na sobie stroju Imperialnego Strażnika tylko dżinsy i niebieską koszulę, którą zapewne wybrała dla niego Liya. Wyglądał niemalże zupełnie zwyczajnie.
– I to ci nie przeszkadza?
Odwróciłem się w jego stronę.
– Gdyby mi przeszkadzało, nie pozwoliłbym na to.
Zapadła krótka cisza, w której wyraźnie czuć było napięcie. Nie wrogie. Raczej ciężkie od niewypowiedzianych słów. Przez kilka sekund patrzyliśmy na siebie w milczeniu. Dwóch mężczyzn, których łączyła ta sama kobieta i ta sama obsesyjna potrzeba jej ochrony, choć każdy z nas realizował ją na swój własny sposób.
W końcu westchnąłem teatralnie i sięgnąłem po kurtkę.
– Idziemy, zanim Liya uzna, że się obraziłeś i wyśle po ciebie Kei’a.
Na samo wspomnienie Anioła Ryu skrzywił się wyraźnie.
– Nie prowokuj mnie.
– Och, proszę. Lubię cię tylko dlatego, że tak łatwo dajesz się sprowokować.
Podszedł do drzwi razem ze mną. Korytarz był pusty, wypełniony porannym światłem wpadającym przez wysokie okna.
– Spróbuj dziś nikogo nie zabić – rzucił jeszcze Ryu.
Uśmiechnąłem się drwiąco.
– Nie składam obietnic, których nie mogę dotrzymać.
I choć droczyliśmy się jak zwykle, obaj doskonale wiedzieliśmy, że jeśli ktokolwiek zagrozi Liyi — nie będzie między nami rywalizacji. Ona była najważniejsza.
~ ღ ~ ღ ~ ღ ~
Laura
Kiedy Ryu zaproponował mi wspólne wyjście, w pierwszej chwili myślałam, że sobie ze mnie żartuje. Potem jednak podał mi ID swojego komunikatora, a ja nie mogłam uwierzyć, że naprawdę ma ochotę spędzić ze mną trochę czasu.
Przez kilka dni chodziłam tak podekscytowana, że nie mogłam skupić się na niczym innym. Kiedy wreszcie nadszedł upragniony koniec tygodnia, na miejscu spotkania mimowolnie pojawiłam się sporo przed czasem i to mimo tego, że w internacie czterokrotnie zmieniałam swój strój i fryzurę. Usiadłam na ławce, przy promenadzie nad rzeką i niecierpliwie czekałam, aż się pojawi.
Gdy go zobaczyłam, moje serce zabiło jak oszalałe. Nie miał na sobie stroju Imperialnego Strażnika, jednak w dżinsach i jasnoniebieskiej koszuli prezentował się równie wspaniale. Grzywa kasztanowych włosów niesfornie opadała mu na czoło, a żywo zielone oczy wpatrywały się we mnie wesoło.
– Długo czekałaś? – spytał podchodząc.
– Nie, tylko chwilkę – skłamałam, zrywając się z ławki.
Obdarzył mnie promiennym uśmiechem, a ja poczułam, jak miękną pode mną nogi.
– Chodź, dołączymy do pozostałych – zasugerował.
– Pozostałych? – spytałam czując nieprzyjemny ucisk w żołądku.
Poczułam się jak idiotka. Przez cały ten czas myślałam, że będziemy sami i miałam nadzieję, że chłopak zaprosił mnie na coś w rodzaju randki… Przełknęłam gorycz i posłusznie poszłam za nim, zastanawiając się, z kim jeszcze tego dnia się spotykał.
Zatrzymaliśmy się nieopodal przed jedną z tych nowoczesnych, luksusowych i zdecydowanie zbyt drogich kawiarni. Weszliśmy na pierwsze piętro. W oczy natychmiast rzuciły mi się ogromne okna, za którymi rozciągał się piękny widok na przecinającą stolicę Imperium rzekę. Sala była zapełniona jedynie w połowie, ale wszyscy goście kawiarni meli na sobie designerskie ubrania i sprawiali wrażenie zamożnych ludzi. Oprócz dorosłych, było tu również kilka grup młodzieży.
Ryu zatrzymał się przed niskim stołem w rogu pomieszczenia, który znajdował się pod samymi oknami. Nie byłam pewna, jak dobrze udaje mi się ukryć moje rozczarowanie. Po jednej stronie, na wysokim, turkusowym, sprawiającym wrażenie wygodnego fotelu, z nogą założoną na nogę, siedziała nienagannie ubrana Katherina, powoli popijała z wysokiej szklanki kawę. Po drugiej stronie stołu na kanapie miejsce zajmowała księżniczka Aaliya, obok której siedział przystojny, jasnowłosy chłopak o niezwykłych oczach barwy płynnego złota. Sprawiał wrażenie, jakby mniej więcej był naszym rówieśnikiem. Długie włosy miał splecione na karku w myśliwski warkocz. Ubrany był w niebieskie dżinsy i białą koszulę, a ja z niczym nie mogłam skojarzyć jego nietypowej urody i egzotycznych rysów twarzy.
– Jesteśmy – oznajmił pogodnie Ryu, odsuwając dla mnie krzesło, a sam zajmując miejsce obok. – To Dymitr – przedstawił mi nieznajomego.
Siedzący obok księżniczki chłopak skinął mi głową, ale się nie uśmiechnął. Odniosłam wrażenie, że patrzy na mnie z niechęcią.
– Cześć Lauro – Aaliya jak zawsze obdarzyła mnie sztucznym uśmiechem. Przesunęła w kierunku Ryu talerzyk z tęczowym ciastem, a on uśmiechnął się do niej promiennie, co wywołało u mnie niechcianą falę zazdrości. – Tobie nic nie zamówiłam, bo nie wiedziałam na co będziesz miała ochotę – oznajmiła, podając mi oprawione w skórę, eleganckie menu.
Otworzyłam je, by nie musieć już na nich patrzeć. Wszystko wyglądało wspaniale, ale nie byłam pewna, czy mogę sobie na cokolwiek z tych rzeczy pozwolić. Ku mojej uldze towarzysze Ryu wznowili rozmowę, zupełnie ignorując moją obecność.
– Na co masz ochotę? – spytał Ryu, lekko się ku mnie pochylając.
– Ja… nie wiem – odezwałam się niepewnie, wiedząc, że robię z siebie zupełną kretynkę.
– Więc kupię coś, co ja lubię i spróbujesz, czy tobie też będzie smakowało, zgoda? – jego uśmiech był na tyle zaraźliwy, że mimo niekomfortowej sytuacji, bez trudu udało mi się go odwzajemnić.
Skinęłam głową, a on wstał i podszedł do wiszącego na jednej z podtrzymujących strop kolumn, komputera. Złożył zamówienie i wrócił na miejsce. Po kilku minutach podszedł do nas firmowo odziany kelner, stawiając przede mną ogromny, lodowy deser i pięknie ozdobioną, czerwoną lemoniadę w kryształowej szklance. Taką samą dostali też Aaliya i Ryu. Księżniczka podziękowała mu skinieniem głowy, ale nie zdążyła sięgnąć po szklankę, bo uprzedził ją siedzący obok niej chłopak.
– Dymi – warknęła na niego – kup sobie swoją!
– Twoja zawsze jest smaczniejsza – oznajmił niewinnie blondyn i położył rękę za jej plecami, od niechcenia obejmując księżniczkę ramieniem.
Górne guziki koszuli miał rozpięte, a gest ten sprawił, że jej poły odrobinę się rozsunęły, odsłaniając fragment zawiłego wzoru pieczęci niewolnika. W głowie pojawił mi się chaos przeróżnych myśli. Byłam ogromnie ciekawa, kim jest ten chłopak. Nosił pieczęć niewolnika, ale zachowywał się, jak jakiś przeklęty królewicz. Księżniczka Aaliya wyraźnie się z nim spoufalała, a Katherina robiła do niego maślane oczy. Przeszło mi przez myśl, że mógł być kochankiem żony Imperatora, ale wiedziałam, że nigdy nie odważę się ich o to zapytać. Możliwe też, że był zakładnikiem politycznym. To z pewnością tłumaczyłoby jego egzotyczną urodę.
Ryu westchnął, najwyraźniej przyzwyczajony do takich przekomarzań.
– Proszę – podsunął księżniczce swoją szklankę. – Zamówię sobie kolejną – powiedział ponownie wstając.
– Zabawopsuj – mruknął Dymitr, nie zabierając jednak ramienia, otaczającego Aaliyę.
Ostentacyjnie pociągnął łyk lemoniady.
Mimo że Ryu co jakiś czas do mnie zagadywał, to i tak w towarzystwie jego przyjaciół czułam się bardzo nieswojo, dlatego ucieszyłam się, kiedy zdecydowali się wstać od stolika i pospacerować bulwarem.
– Myślałam, że masz dzisiaj dzień wolny – zagadnęłam chłopaka, kiedy zostaliśmy trochę z tyłu, a on praktycznie nie spuszczał wzroku z pleców księżniczki.
– Bo mam – odezwał się lekkim tonem. – To kolej Dymitra – stwierdził, wciąż jednak nie odrywając spojrzenia od sylwetki Aaliyi.
– Więc on też jest Imperialnym Strażnikiem? – zapytałam, nie kryjąc zdziwienia. – Nie może mieć więcej niż osiemnaście lat..
Ryu się roześmiał.
– Ja zaczynałem w wieku dziesięciu. Dymitr jest ode mnie dwa lata młodszy, a i tak prawie zawsze pokonuje mnie podczas sparingów – oznajmił.
Kawałek dalej dogoniliśmy pozostałych, bo dziewczyny zatrzymały się, obejrzeć jakiś plakat. Gdy stanęłam przy nich, dotarło do mnie, że to poster promujący bal dobroczynny organizowany przez Akademię. Wyobraziłam sobie, jakby to było móc wziąć w nim udział. Bilety jednak były droższe niż pełen semestr nauki wraz z utrzymaniem.
Dotarliśmy do końca deptaka. Katherina pożegnała się z nami, oddalając się u boku swojej Strażniczki, która najwyraźniej przez cały czas śledziła nas z pewnego oddalenia. Księżniczka i Dymitr skręcili nad rzekę i zajęli miejsca na porozstawianych wzdłuż plaży leżakach. Mój wzrok przyciągnął kolejny plakat. Westchnęłam, z trudem odwracając od niego spojrzenie.
– Wybierasz się na bal? – spytał uprzejmie Ryu.
Przyglądał mi się zaciekawiony. Przez chwilę rozważałam czy nie skłamać, bo wstydziłam się wyznać mu prawdę, ostatecznie jednak się poddałam. Byłam żałosna, a on prędzej czy później i tak sam to odkryje.
– Nie mam z kim iść i nie stać mnie nawet na sukienkę, nie wspominając już o biletach – powiedziałam mu nieszczęśliwa.
Chłopak uśmiechnął się do mnie łagodnie.
– Jeżeli masz ochotę, to możemy wybrać się razem. Ja płacę i za bilety i za sukienkę – oznajmił stanowczo.
Spojrzałam na niego zaskoczona. Nogi zrobiły się pode mną jak z waty. Ryu był cudowny! Niesamowity!
– Ale są bardzo drogie – zaprotestowałam niepewnie.
– Nie martw się tym – szeroki uśmiech nie schodził z jego przystojnej twarzy. – Imperialni Strażnicy naprawę dobrze zarabiają.
Miałam ochotę powiedzieć mu, że go kocham, wykrzyczeć to całemu światu. Słowa jednak uwięzły mi w gardle i nie udało mi się zebrać w sobie aż tyle odwagi.
~ ღ ~ ღ ~ ღ ~
Liya
Kiedy wchodziliśmy do butiku, Laura uśmiechała się promiennie. U boku Ryu wyglądała jak zupełnie inna osoba. Kilka dni wcześniej zapytał, czy będzie mógł ją zaprosić na nasze wspólne spotkanie, a ja, jak zwykle nie potrafiłam mu odmówić. Teraz, kiedy przymierzała kolejne sukienki, gdy dowiedziałam się, że Ryu zamierza jej jakąś kupić i, że planuje zabrać dziewczynę na bal charytatywny, okropnie pożałowałam swojego braku asertywności. Cholerny głupek! Nie tylko psuł moje plany z Cathariną, ale dodatkowo sprawiał, że czułam się piekielnie zazdrosna. Usiadłam na pufie w jak najbardziej oddalonej od nich części pomieszczenia i z trudem powstrzymywałam się od płaczu.
Dymitr stanął za mną, kładąc dłonie na moich ramionach.
– Co się stało, Gwiazdeczko? – zapytał cicho.
– Nic – z trudem przełknęłam łzy.
Wiedziałam jednak, że tak łatwo go nie oszukam. Chłopak zbyt dobrze mnie znał. Spojrzał w kierunku, w którym jeszcze przed chwilą patrzyłam ja sama.
– Myślę, ze powinnaś mu powiedzieć, jak się z tym czujesz – oznajmił. – Albo jeśli chcesz, to ja się tym zajmę – zaproponował od razu ruszając w ich kierunku.
Chwyciłam go za rękę.
– Nie rób tego, Dymi, proszę.
– Dlaczego? – spytał zdziwiony. – Chyba nie żal ci tej dziewczyny?
Przecząco pokręciłam głową.
– Nie – przyznałam – ale jestem żoną Imperatora i nie mam prawa być o niego zazdrosna, a on może robić to na co ma ochotę.
Chłopak westchnął.
– Twoja logika mnie dobija – przyznał. – Po jaką cholerę ci taka władza, skoro w ogóle z niej nie korzystasz?
– Nie potrzebuję Ryu, skoro mam ciebie – starałam się do niego uśmiechnąć, ale wiedziałam, że wyszło to bardzo blado.
Dymitr prychnął, ale poczułam, jak mocniej zacisnął dłoń na moim ramieniu.
– I co, też mam ci kupić sukienkę? – zaproponował pół żartem, pół serio. – Wiesz, że chętnie pójdę z tobą na bal, jeżeli nie chcesz tam Raidena – oznajmił łagodnie.
Spojrzałam na niego, ponownie z trudem hamując łkanie. Wiedziałam, że u boku Dymitra, jak zawsze świetnie bym się bawiła. Możliwe nawet, że lepiej niż przy Ryu, bo nie zamartwiałabym się tym, czy wszystko jest idealnie i nie roztrząsała każdego jego gestu. Tylko że tym razem w ogóle nie o to chodziło.
– Przecież nie mogę tam iść – szepnęłam.
– Dlaczego? – Dymi wyglądał na zaskoczonego.
– Bo to oficjalne wydarzenie – westchnęłam. – Wszyscy musielibyście wtedy pracować, również Ryu.
Chłopak pochylił się i objął mnie od tyłu ramionami.
– Jestem kretynem, przepraszam – mruknął. – W ogóle nie przyszło mi to do głowy. Wiec może chociaż teraz zróbmy coś fajnego? Coś na co masz ochotę? – zaproponował.
Niepewnie skinęłam głową.
– Cokolwiek – poprosiłam go cicho – byleby było daleko od nich.
~ ღ ~ ღ ~ ღ ~
Dymitr
W dzień balu charytatywnego Liya zbyła Ryu, wmawiając mu, że nie ma ochoty na takie zabawy, a on jak zawsze okazał się pieprzonym kretynem. Z trudem powstrzymałem się, żeby mu nie podsunąć faktów pod nos, a potem nie wepchnąć mu ich głęboko do gardła. Szczególnie że nie omieszkał wygarnąć Liyi, że zostawiliśmy go w sklepie, w którym kupował kieckę swojej nowej przyjaciółce. Nabrałem przekonania, że ten przeklęty Fae urodził się tylko z połową mózgu. Zdawałem sobie sprawę, że w tym momencie, by nie powiedzieć za wiele, powinienem unikać zarówno Ryu, jak i Imperatora. Jednocześnie wiedziałem, że będzie to piekielnie trudne, zważywszy, że chciałem spędzać czas z księżniczką, która mnie potrzebowała.
– Zaczekaj! – zatrzymał mnie Raiden, a ja przekląłem w duchu, że nie udało mi się przemknąć niepostrzeżenie.
– Naprawdę musimy o tym rozmawiać? – westchnąłem ciężko.
– Tak – odpowiedział spokojnym głosem. – Mów wszystko, co wiesz. Nie mam pojęcia, dlaczego chodzi taka nieszczęśliwa i jak jej pomoc, a to mnie dobija.
Zrezygnowany pokazałem mu wspomnienia. Imperator zaklął, a ja doskonale wiedziałem co mu chodzi po głowie, bo już wielokrotnie sam rozważałem wszystkie za i przeciw.
– Zabicie jej nie rozwiąże problemu – uprzedziłem jego pytanie.
– Czemu tak sądzisz? – spytał niezadowolony.
– Bo ta dziewczyna jej nie obchodzi. Będzie zadowolona tylko wtedy, kiedy Ryu sam się zorientuje, że ją krzywdzi.
– A on? – westchnął Imperator. – Darzy ją jakimś uczuciem?
Skrzywiłem się nieznacznie.
– Z mojej perspektywy wygląda na to, że traktuje ją jak psa – wiedziałem, że z Raidenem mogę być po prostu brutalnie szczery. – Obronił ją, ona się do niego przykleiła, a teraz czuje się za nią odpowiedzialny. W swoim krótkowzrocznym mniemaniu uważa, że to jego przyjaciółka, ale tak nie jest. Ona świata poza nim nie widzi, ale on opiekuje się nią, jakby była porzuconym, domowym zwierzątkiem.
Raiden przez chwilę się zastanawiał, a potem znienacka uderzył pięścią w stół.
– Pakuj się – rozkazał. – Weekend spędzimy w centrum wojskowym. Już dawno chciała je zobaczyć i jestem pewien, że będzie tam zbyt zajęta, żeby myśleć w tym czasie o Ryu.
Nie mogłem powstrzymać szerokiego uśmiechu. To zdecydowanie genialny pomysł. Wiedziałem, że Liya będzie zachwycona. Zresztą nie tylko ona.
~ ღ ~ ღ ~ ღ ~
Liya
Droga do centrum wojskowego zajęła nam niewiele ponad godzinę, ale miałam wrażenie, jakbym opuszczała znany mi świat. Miasto zostawało za nami, jego szklane wieże i jasne mosty odbijające się w rzece, a przed nami rozciągały się surowe tereny szkoleniowe Imperium — pasy startowe, hangary, ogromne, stalowe konstrukcje przypominające bardziej laboratoria niż koszary.
Raiden siedział obok mnie, milczący, skupiony, z dłonią na moim udzie, którą położył tam w odruchowym geście. Dymitr i Kei wymieniali między sobą półszeptem uwagi o zabezpieczeniach energetycznych, które mijaliśmy przy wjeździe. Lucas, jak zawsze bardziej otwarcie okazujący ciekawość, bez skrępowania przykleił twarz do szyb pojazdu, obserwując kolejne sektory kompleksu. Aron uśmiechnął się do mnie pokrzepiająco, ale nic nie powiedział.
Kiedy wysiedliśmy, powitał nas chłodny, metaliczny zapach powietrza przesyconego energią. Centrum wojskowe nie przypominało tradycyjnej bazy, jakie znałam z mojego pierwszego świata. Było bardziej jak świątynia technologii i magii. Holograficzne panele, unoszące się nad stołami projekcyjne modele broni, zbroje reagujące na dotyk konkretnego żywiołu.
– Nowe partie trafiły wczoraj do testów – wyjaśnił jeden z oficerów, prowadząc nas przez przeszklony korytarz. – W tym prototypy zsynchronizowane z energią światła.
Na te słowa moje serce zabiło szybciej. Zatrzymaliśmy się przy stanowisku z nową bronią krótką. Pistolety nie wyglądały jak zwykłe egzemplarze. Ich konstrukcja była smukła, niemal elegancka, z delikatnymi, złotawymi liniami biegnącymi wzdłuż lufy. Kiedy jeden z techników aktywował mechanizm, wzdłuż broni rozbłysła subtelna, czysta poświata.
– Reagują wyłącznie na magię światła – dodał oficer. – Synchronizacja następuje po kilku sekundach kontaktu.
Podniosłam jeden z nich. Metal był chłodny, ale pod moimi palcami szybko stał się ciepły. Poczułam, jak energia, którą zawsze postrzegałam jako coś kapryśnego i trudnego do kontrolowania, zaczyna pulsować równym rytmem. Broń nie tłumiła mojej magii. Wzmacniała ją. Uporządkowywała. Nadawała kierunek.
– Chcę go wypróbować – powiedziałam, zanim ktokolwiek zdążył mnie powstrzymać.
Raiden uniósł na mnie spojrzenie, w którym pojawiło się coś na kształt aprobaty.
– Sala treningowa numer trzy powinna być teraz wolna – oznajmił oficer.
Przeszliśmy przez kolejne zabezpieczenia i znaleźliśmy się w ogromnym pomieszczeniu o wysokim suficie. Ściany pokrywały matowe panele absorbujące energię. Po drugiej stronie ustawione były ruchome cele, które reagowały na różne typy magii. Kei i Dymitr zostali za drzwiami, a Imperator z pozostałymi strażnikami udał się do kwater dowództwa.
Już miałam wejść na wyznaczone stanowisko, kiedy zauważyłam, że nie jestem tu sama. W centrum sali stał młody chłopak. Na oko nie wyglądał na wiele starszego ode mnie. Rude włosy opadały mu na czoło, a sylwetkę miał smukłą, niemal eteryczną. Stał z zamkniętymi oczami, dłonie trzymał uniesione nieco przed sobą, jakby obejmował niewidzialną kulę światła. Energia zgromadziła się wokół niego. Najpierw zobaczyłam delikatną poświatę przy łopatkach. Potem światło zgęstniało, przybrało formę, zaczęło się rozciągać. Z jego pleców wyrastały skrzydła.
Nie były materialne w tradycyjnym sensie. Składały się z czystej, świetlistej energii. Każde pióro było wyraźne, zarysowane subtelnymi liniami złota i bieli. Rozpostarły się powoli, majestatycznie, jakby przestrzeń wokół musiała się do nich dostosować. Zamarłam. Magia światła potrafiła leczyć, mogłam też skupić ją jako energię, ale nigdy nie przyszło mi do głowy, że może również coś stworzyć — od tego była magia mroku, taka, jaką władał Raiden.
– To możliwe? – wyszeptałam pod nosem, nawet nie zdając sobie sprawy, że mówię na głos.
Chłopak otworzył oczy. Światło wokół niego przygasło minimalnie, ale skrzydła wciąż trwały, drgające delikatnie przy każdym jego oddechu. Poczułam czysty, niemalże dziecięcy zachwyt. Chciałam się tego nauczyć. Musiał mnie tego nauczyć!
~ ღ ~ ღ ~ ღ ~
Evan
Nie powinienem był pozwalać sobie na tak długą koncentrację w aktywnej strefie testowej. Ojciec zawsze powtarzał, że nawet najdoskonalsza kontrola nad magią nie zwalnia z czujności, ale kiedy światło zaczynało układać się tak, jak tego chciałem — kiedy kolejne warstwy energii formowały pióra, a struktura skrzydeł stabilizowała się bez najmniejszego drżenia — wszystko inne przestawało mieć znaczenie.
Dopiero cichy głos sprawił, że otworzyłem oczy.
– To możliwe? – zapytała nieznajoma dziewczyna.
Odwróciłem głowę. Stała kilka metrów dalej. Jasne, złociste włosy odbijały chłodne światło sali treningowej. W dłoni trzymała jeden z nowych prototypów pistoletów zsynchronizowanych z magią światła. Nie wyglądała na przestraszoną ani onieśmieloną. Wyglądała na… zachwyconą. I to mnie zaskoczyło bardziej niż jej obecność.
Światło wokół mnie przygasło odrobinę, ale nie rozproszyłem skrzydeł. Pozwoliłem im trwać, ciekaw jej reakcji.
– Jest możliwe – odpowiedziałem spokojnie. – Większość fae po prostu nie próbuje wyjść poza podstawowe zastosowania.
Jej oczy rozbłysły jeszcze mocniej.
– To twoja innowacja?
Skinąłem głową.
– Konstrukcja skrzydeł opiera się na warstwowej kondensacji energii. Jeśli nie rozłożysz jej odpowiednio, załamie się pod własnym ciężarem.
Nie cofnęła się ani o krok. Wręcz przeciwnie — podeszła bliżej, przyglądając się uważnie strukturze światła.
– To jest… niesamowite. Magia światła jako forma kreacji. Nie tylko leczenie. Nie tylko projekcja energii.
Uniosłem brew. Rzadko kiedy ktoś reagował w ten sposób. Zwykle słyszałem, że to niepraktyczne, że wymaga zbyt dużej precyzji, że bojowo ustępuje mrokowi.
– Interesujesz się teorią magii? – zapytałem.
– Bardziej niż powinnam – uśmiechnęła się szeroko. – A to? – uniosła pistolet. – Te złote linie stabilizujące… to twoja robota, prawda? Czuję w nich twoją energię.
Spojrzałem na broń w jej dłoni.
– Tak. Odpowiadają za wyrównanie impulsu świetlnego przed wystrzałem. Bez nich energia rozpraszałaby się w dłoni użytkownika.
Zrobiła coś, czego się nie spodziewałem. Wycelowała w jeden z ruchomych celów, skupiła się przez moment, a potem wystrzeliła. Strzał był czysty. Stabilny. Precyzyjny. Cel rozbłysnął i zgasł. Poczułem, jak coś nieprzyjemnie przypominającego ekscytację ściska mnie w klatce piersiowej.
– Masz dobrą kontrolę – stwierdziłem. – Jak na… – urwałem, mierząc ją wzrokiem.
Wyglądała na siedemnaście, może osiemnaście lat.
– Jak na kogo? – zapytała z rozbawieniem.
– Jak na kogoś, kto nie testował tej konstrukcji wcześniej.
Uśmiechnęła się jeszcze szerzej.
– Jestem Liya.
Liya. Bez tytułów. Bez nazwiska.
Wyciągnęła rękę, jakbyśmy stali w zwykłej sali treningowej Akademii, a nie w wojskowym centrum testowym. Uścisnąłem jej dłoń.
– Evan.
Jej spojrzenie ani przez chwilę nie uciekło w stronę drzwi. Nie wyglądała na zagubioną ani niepewną, choć obecność kogoś w jej wieku w tej bazie była… nietypowa. Może była córką jakiegoś generała, albo przynajmniej oficera sztabowego. To by wyjaśniało dostęp.
– Nauczysz mnie tego? – zapytała nagle, wskazując na moje skrzydła. – Chcę wiedzieć, jak to robisz.
W normalnych okolicznościach odmówiłbym. Nie byłem szczególnie towarzyski. Nie lubiłem przypadkowych rozmów. Większość rówieśników interesowała się balami, plotkami i hierarchią rodów. Jednak ona trzymała w dłoni broń, przy której sam pracowałem, i patrzyła na moje skrzydła tak, jakby były największym odkryciem świata.
– Uczysz się w Akademii? – zapytałem.
– Tak – przyznała.
– To możemy trenować tam. W sali czwartej są lepsze absorbery energii niż tutaj.
Jej oczy rozbłysły jeszcze mocniej. Wyglądała na szczerze podekscytowaną.
– Naprawdę?
– Tak.
Wyciągnąłem komunikator i podałem jej swoje ID.
– Wyślij mi swój kontakt. Ustalimy termin.
Zrobiła to natychmiast, bez wahania.
– Jutro po zajęciach? – zaproponowała.
– Może być.
Przez chwilę mierzyliśmy się spojrzeniami. Była… głośniejsza w emocjach niż ja. Bardziej bezpośrednia. Otwarta. A jednak mówiła o magii tak, jakby naprawdę ją rozumiała. Skrzydła za moimi plecami rozproszyły się powoli, wracając do czystej energii.
– W takim razie jesteśmy umówieni – uśmiechnęła się do mnie uroczo. – Czekają na mnie, więc lepiej będzie jeśli już pójdę – oznajmiła.
– Do zobaczenia, Liya.
Kiedy odchodziła w stronę wyjścia z sali, złapałem się na tym, że wciąż ją obserwuję. Nie wiedziałem jeszcze, kim dokładnie jest, ale wiedziałem jedno. Jeśli naprawdę chce nauczyć się tworzyć skrzydła przy pomocy magii światła, będzie musiała nauczyć się myśleć inaczej. Po raz pierwszy od dawna miałem ochotę kogoś tego nauczyć.