Rozdział 11 – Cień Kruka
by Vicky
Christopher
Obsesja, jeden z najlepszych i najbardziej ekskluzywnych nocnych klubów w całym nowym Tokyo. Miejsce dobrego alkoholu, świetnej muzyki i niesamowitych imprez. Kolejki przed wejściem potrafiły ciągnąć się przez dwie kolejne przecznice. Był to jednak jednocześnie niekwestionowany pałac jego matki, która zresztą od zawsze kazała tytułować się Królową i on sam oddałby wszystko, byleby tylko móc w tej chwili być gdziekolwiek indziej. Nie był jednak głupi i dla własnego dobra wolał grać w tę popieprzoną grę, której reguł nikt poza nią nie znał. Dlatego, jak na grzecznego syna przystało, zajmował miejsce w loży z drinkiem w dłoni i niechętnie przyglądał się całej scenie.
Mężczyzna, którego przyprowadził ciemnowłosy młodzieniec ukrywający swoją sylwetkę pod obszerną, czarną bluzą z kapturem, trząsł się ze strachu, mimo że z postury i licznych blizn na twarzy sam sprawiał wrażenie niezłego zakapiora.
– Na kolana przed swoją Królową – rozkazał ciemnowłosy, a gdy tamten nie zareagował, z łatwością podciął mu nogi.
Mężczyzna upadł, podpierając się rękami.
– Pani, wybacz mi, ja nie… – zaczął skomlącym głosem.
– Zamknij się – warknęła Królowa.
Miała na sobie swoją ulubioną, połyskującą złotem suknię. Długie blond włosy spięła wysoko. Jej diabelską duszę skrywała słodka twarz anioła, którą podobno po niej odziedziczył. Cóż… Cieszył się, że tylko to, a nie skłonności psychopaty.
Kobieta podeszła do klęczącego i położyła mu na ramionach dłonie. Mężczyzna krzyknął. Po chwili odsunęła się i skinęła swojemu pieskowi na posyłki głową. Christopher spojrzał na chłopaka z pogardą. Był przekonany, że gdyby tylko mogła, jego matka chętnie by ich podmieniła. Ciemnowłosy, w przeciwieństwie do niego samego, bez mrugnięcia okiem wykonywał jej wszystkie rozkazy. Był jej ulubieńcem.
– Mam wszystko, czego potrzebowałam, zabij go – rozkazała chłodno.
W rękach młodzieńca pojawiły się dwa, skrzące się czerwienią, zakrzywione miecze. Teatralnym gestem, tak jak najbardziej lubiła, obciął trzęsącemu się mężczyźnie głowę, która spadła i potoczyła się po podłodze. Królowa uśmiechnęła się z aprobatą.
– Sprzątnijcie to – rozkazała stojącym pod ścianami i nierzucającym się w oczy, odzianym w ciemne mundury ochroniarzom, którzy stanowili część jej prywatnej armii. – Gdzie twoja kosa? – zwróciła się zaciekawiona do ciemnowłosego.
Chłopak wzruszył ramionami.
– Znudziła mi się – odpowiedział obojętnie. – Są znacznie poręczniejsze – uniósł do góry broń, która po chwili rozpłynęła się w nicość. – Czy masz dla mnie jeszcze jakieś zadania? – spytał chłodno, wyraźnie nie chcąc drążyć tego tematu.
– Na dzisiaj to już koniec zabawy – oznajmiła Królowa – ale obiecuję, że niedługo będziemy mieli co świętować – jej uśmiech był aż nadmiernie szeroki i… wyjątkowo drapieżny.
Christopher był pewien, że planowała coś paskudnego. Ciemnowłosy skinął jej głową i udał się do pokoju, który kazała przygotować specjalnie dla niego – jedynego pomieszczenia w Obsesji z którego i do którego można się było teleportować. Nie licząc ochroniarzy, Christopher został sam na sam z matką. Skrzywił się, bo to były te momenty jego życia, których najbardziej nienawidził. Na szczęście zdarzały się stosunkowo rzadko.
✩ ✩ ✩
Suri
Czuła się bardzo nieszczęśliwa. Najpierw zostawił ją bez słowa, a teraz ignorował jej wiadomości. Do tego udało jej się wkurzyć wszystkich przyjaciół. Gniewała się na nią nawet zawsze spokojna Emi. Byli tak rozzłoszczeni, że nawet nie próbowała się tłumaczyć. Ze spuszczoną głową słuchała zbiorowej pogadanki. Odpuścili, dopiero kiedy po raz dziesiąty z rzędu obiecała, że to się nigdy więcej nie powtórzy i będzie ich informowała, jeśli nie zamierza wrócić na noc. Atmosfera jednak dalej była gęsta i wszyscy zajmowali się własnymi sprawami. Suri skuliła się z tabletem na ratanowym fotelu przy basenie. Co kilka minut zerkała na wiadomości, nowych jednak nie było, a ona nie miała zamiaru robić z siebie jeszcze większej idiotki i prosić go, żeby odpisał.
– Suri – Cameron przyniósł sobie krzesło i postawił tuż obok jej fotela, po czym na nim usiadł. – Nie miej nam za złe, że się martwimy – poprosił cicho. – Odchodziliśmy od zmysłów, kiedy wpadłaś do portalu, a teraz… baliśmy się, że znowu coś ci się stało.
– Rozumiem, przepraszam, to się już nie powtórzy – obiecała po raz kolejny.
– Więc dlaczego się na nas gniewasz?
Och. Zaciekawiło ją, czy któreś z nich potrafi odczytywać emocje, czy po prostu aż tak bardzo było je po niej widać. Tylko że to wcale nie na nich się złościła.
– Nie gniewam się – uśmiechnęła się pogodnie do Camerona – Po prostu ciągle niewiele wiem o Akademii, naszych mocach i Nowym Świecie – tylko odrobinę minęła się z prawdą. – A przecież muszę to wszystko jak najszybciej ogarnąć.
Cameron przysunął się jeszcze bliżej, kładąc rękę na jej kolanie.
– Nie martw się, we wszystkim ci pomożemy – obiecał. – Ja ci pomogę – podkreślił. – Jeżeli masz jakieś pytania, to po prostu je zadawaj, jeżeli tylko będę umiał, to chętnie ci na wszystkie odpowiem.
✩ ✩ ✩
Kruk
Zaczął siarczyście przeklinać. Dlaczego, do jasnej cholery, nie wziął ze sobą tabletu?! Było już bardzo późno i minęło kilka dobrych godzin od czasu, kiedy Suri zostawiła ostatnią wiadomość. Teraz… pewnie już spała. I… pewnie myślała, że on ją umyślnie ignoruje. Początkowa złość, którą czuł rano, a której dał upust wykonując zadania dla Królowej, już dawno minęła, pozostawiając po sobie gorzki posmak i… cholerną pustkę. A teraz, kiedy miał namacalny dowód na to, że dziewczyna się w dalszym ciągu z własnej woli do niego odzywa… Kiedy napisała mu, że za nim tęskni i chciałaby go znowu zobaczyć… Przez chwilę miał zamiar jej odpisać, ale potem stwierdził, że to za mało. Wziął szybki prysznic i przebrał się w czyste ubrania, a potem udał się prosto na teren Akademii, skąd mógł już skoczyć bezpośrednio na jej balkon. Przeszklone drzwi były uchylone. Dziewczyna leżała na łóżku, przykryta kołdrą po czubek głowy.
– Śpisz? – zapytał cicho.
– Nie – odpowiedziała, nie odwracając się jednak w jego stronę.
– Czekałaś na mnie? – podszedł, siadając przy niej na łóżku.
– Nie – odwarknęła.
Uchylił rąbek jej kołdry i zdał sobie sprawę, że dziewczyna przed chwilą jeszcze płakała. Nie zastanawiając się nad tym, co robi, uniósł kołdrę i wśliznął się pod nią. Otoczył Suri ramieniem, przytulając się do jej pleców. Odwróciła się w jego stronę, wślizgując się w jego objęcia. Miał rację, oczy wciąż miała mokre od łez. Przyciągnął ją do siebie mocniej i stanowczo objął ją ramionami. Poczuł, jak jej drobna dłoń zaciska się na jego koszulce.
– Przepraszam – mruknął, delikatnie głaszcząc jej włosy.
Westchnęła cicho, wtulając się w niego jeszcze mocniej, ale nic nie odpowiedziała. Pocałował ją w czubek głowy, wdychając przy tym cudowny zapach jej włosów. Nieważne co się stanie, jednego był pewien. Wreszcie przydarzyło mu się coś dobrego i nie zamierzał tego schrzanić.
✩ ✩ ✩
Suri
Mijał już drugi tydzień grudnia, a pogoda na terenie Akademii w dalszym ciągu pozostawała bez zmian. Suri pływała w basenie należącym do wspólnej przestrzeni Feniksów. Tego dnia zajęcia skończyła trochę wcześniej niż pozostali i miała teraz chwilę tylko dla siebie. Takich momentów bardzo jej brakowało. Nauka w Akademii była bardziej wyczerpująca niż jakakolwiek praca. Mimo że w domu Suri uwielbiała chodzić na długie spacery, biegać po plaży i pływać w basenie, to nigdy nie czuła się jakoś szczególnie wysportowana. Teraz się to zmieniło. Zdrowe, zbilansowane posiłki, jakie serwowano w szkole i cała masa zajęć fizycznych, zrobiły swoje. Dni stawały się monotonne, ale nigdy nie były nudne. Na dodatek Akademia nie uznawała systemu sobót i niedziel. Wolne najczęściej przypadało w środku tygodnia. Zawsze jednak były to przynajmniej dwa dni pod rząd. Po zajęciach, które często trwały nawet po dwanaście godzin, każde z nich tego potrzebowało. Nagle poczuła, że spada na nią jakiś ciężar. Coś lub może raczej ktoś wpychało ją pod wodę. Próbowała się wyrwać na powierzchnię, ale bezskutecznie. Wierzganie również nie pomagało. Przytłoczyły ją przerażenie i własna bezsilność. Potem pojawiła się adrenalina, która jednak nie na wiele się zdała. Napastnik był zbyt silny. Dziewczyna czuła, jakby zaraz miało rozerwać jej płuca. Nagle w wodzie pojawiła się srebrna mgiełka. Rosła powoli, przybierając konkretny kształt. Suri jednak nie zdążyła się przekonać jaki, bo ktoś odepchnął od niej napastnika i sięgnął, żeby wyciągnąć ją spod wody. Chciwie chwytała powietrze. Cameron… trzymał ją w objęciach, a chwilę potem posadził na brzegu basenu.
– Cholera jasna! Co ci odwaliło?! – dziewczyna zdała sobie sprawę, że Cameron jest naprawdę wściekły, ale… nie krzyczał na nią.
Na przeciwległy brzeg basenu wydostał się Lucas. Ociekał wodą. Suri przez chwilę nie mogła skojarzyć faktów, ale zaraz do niej dotarło. Lucas! Dlaczego do licha miałby chcieć ją utopić? A jednak… to właśnie on trzymał ją pod wodą i gdyby nie Cameron…
– Spokojnie – odezwał się blondyn wstając i sięgając po leżący na jednym z foteli ręcznik. Owinął się nim w pasie. – Już to prawie miała. Gdybyś nam nie przeszkodził…
Cameron zwinnym ruchem wydostał się z basenu. Również sięgnął po ręcznik i otulił nim jej plecy, a potem usiadł obok i objął ją ramieniem, przyciągając do siebie. Sam miał ma sobie przemoczone ubranie… Dopiero wtedy zdała sobie sprawę, jaka jest roztrzęsiona. Drżało całe jej ciało.
– To co? Utopiłbyś ją?! – Suri nie spodziewała się, że ton Camerona może być tak groźny.
– Suri, powiedz mu – zwrócił się do niej zirytowany Lucas.
Nie miała pojęcia o co mu chodzi. Wpatrywała się w niego w milczeniu, wciąż nie mogąc uwierzyć, że to Lucas trzymał ją pod wodą.
– Co ma mi powiedzieć? – wyręczył ją Cameron. – Że postradałeś rozum?
– Chciałem, żeby przywołała swoją moc – Lucas zirytował się jeszcze bardziej. – I wiesz co? Udało się!
– Co?! – Cameron i Suri odezwali się niemalże w tym samym momencie.
Lucas wziął głęboki oddech, najwyraźniej, żeby się uspokoić.
– Suri, nie chciałem cię utopić, przepraszam, że się przestraszyłaś. Chciałem spowodować sytuację, w której przywołasz do siebie umiejętność. Wiesz, adrenalina i te sprawy… Zanim Cameron nam przerwał – dodał – w wodzie pojawiła się srebrzysta sylwetka. Skoro już raz ją przywołałaś, teraz będzie ci łatwiej to powtórzyć.
Cameron przytulił ją do siebie jeszcze mocniej.
– Nigdy więcej tego nie rób – wycedził.
– Nie martw się, nie będzie już takiej potrzeby.
Lucas najwyraźniej uznał, że lepiej zrobi, jeżeli teraz się wycofa. Skinął im głową i zniknął w drzwiach wspólnego salonu.
✩ ✩ ✩
Cameron
Pieprzony idiota! W tej chwili nie mógł przypomnieć sobie jak to się stało, że to właśnie Lucasa wybrali na kapitana. Nigdy nie posądzałby go o taką głupotę. Roztrzęsiona, wyraźnie przerażona Suri, przylgnęła do niego całym ciałem. Uznał, że najlepiej zrobi, jeżeli czymś zajmie dziewczynę i odwróci jej uwagę od tego, co się stało. Szczególnie, że w przemoczonym ubraniu zrobiło mu się nieco zimno.
– Chodź – wstał i pociągnął ją za sobą w górę – przebierzemy się w suche ubrania i zrobimy coś fajnego.
W tej chwili nie chciał zostawiać jej samej, więc zabrał ją do swojego pokoju. Obydwoje skorzystali z hologramu, żeby się przebrać.
– Myślisz, że to co mówił Lucas… faktycznie w czymś pomoże? – spytała go, kiedy przed szkołą stanęli obok jego samochodu.
Cameron wzruszył ramionami.
– Nie wiem – przyznał szczerze – ale niezależnie od wyniku, to było cholernie głupie i niebezpieczne.
Suri westchnęła.
– Chciałabym wiedzieć jaką mam moc. Bo już zaczynam wątpić czy jakąkolwiek posiadam. Dla was to takie oczywiste… – dodała.
– Pewnie, że dla nas jest oczywiste – roześmiał się Cameron. – Dorastaliśmy w świecie, w którym takie rzeczy są jak oddychanie. Ty nie, ale i tak szybko się uczysz – dodał na pocieszenie. Dziewczyna skrzywiła się lekko i spojrzała na niego powątpiewająco. – Ty prowadzisz – oznajmił, popychając ją do drzwi od strony kierowcy.
Jej oczy roziskrzyły się z ekscytacji. Uśmiechnął się do niej zadowolony z tego, że doskonale wiedział, jak poprawić jej humor.
✩ ✩ ✩
Kruk
Stał na dachu niskiego budynku w centrum wyspy i wypatrywał nadlatującego posłańca, kiedy jego wzrok przykuła roześmiana, siedząca w kawiarni para. Zajęli stolik tuż przy dużym oknie. Mimo że chłopak i dziewczyna siedzieli na przeciwko siebie, to jednak pochylali się nisko nad stolikiem, niemalże stykając się głowami. Cameron i… Suri! Co ona tu do cholery robiła?! Co robiła z nim?!
Od niemal tygodnia widywali się tylko wieczorami, bo w ciągu dnia żadne z nich nie miało chwili wolnego czasu. A teraz ona… Kruk z trudem zapanował nad chęcią, by wparować do kawiarni i zepsuć im tę magiczną chwilę. Nie chciał po raz kolejny robić z siebie idioty i… miał w tym momencie ważniejsze rzeczy na głowie. Nie przywykł jednak do bycia zazdrosnym i nie mógł przestać myśleć o tym, że ona jest tam sam na sam z Cameronem. To nie dawało mu spokoju. Myślał… był przekonany, że ich relacja jest jasna i… na wyłączność. Usiadł, opierając się plecami o szeroki komin i wyciągnął z plecaka tablet.
„Hej, robisz coś ciekawego?” napisał do Suri wiadomość, był bardzo ciekawy co mu odpisze i czy w ogóle to zrobi.
Odpowiedź przyszła prawie natychmiast. Była dłuższa niż się spodziewał.
„Właściwie to nie, ale mam dzisiaj pokręcony dzień. Lucas chciał mnie utopić, a potem Cameron na pocieszenie zabrał mnie na lody”.
Kruk odetchnął z ulgą. Przynajmniej nie próbowała go okłamywać. Tylko właściwie dlaczego miałaby to robić… Zaraz. Jak to utopić?!
„Co takiego?!”
„Pytasz o topienie czy lody?” zaczęła się z nim droczyć.
Ogromny, ciemny kształt przeciął niebo. Cholera! Nie miał teraz na to czasu. Mimo że bardzo chciał z nią porozmawiać… a najlepiej w ogóle wyciągnąć ją z tej przeklętej kawiarni…
„Uciekam, będę u ciebie wieczorem.”
Wrzucił do plecaka tablet, rozłożył skrzydła i podążył za niknącym w oddali kształtem.
✩ ✩ ✩
Suri
Przyzwyczaiła się już do wieczornych wizyt Kruka, tego że u niej nocował i wymykał się nad ranem. W ciągu dnia często wymieniali wiadomości. Tylko, że… to było wciąż za mało. Nie potrafiła poukładać własnych myśli. Swoimi uwagami i sposobem bycia bez trudu wyprowadzał ją z równowagi, ale wystarczyło, że ją przytulił lub pocałował i cała się rozpływała, zupełnie zapominając o irytacji. W liceum miała chłopaka, lubiła z nim spędzać czas, ale nigdy nie czuła przy nim nawet ułamka tego, co odczuwała przy Kruku. Najgorsze jednak było to, że wciąż nie miała pewności na czym tak naprawdę stoi.
„Będę ćwiczyła w sadzie, jeżeli masz czas, możemy się tam spotkać.” wysłała mu wiadomość.
Przynajmniej Lucas, jak okropne nie byłyby jego metody, miał rację. Dzięki temu, że postanowił ją podtopić, coś się w niej obudziło. Jeżeli naprawdę mocno się skupiła, potrafiła przywołać do siebie srebrzystą postać, która wyglądała jak jej duchowa siostra bliźniaczka. Zjawa reagowała na jej gesty i emocje. Była nią zachwycona, wiedziała jednak, że czeka ją jeszcze dużo pracy, zanim jej przywołanie stanie się dla niej tak łatwe, jak używanie mocy dla pozostałych Feniksów. Teraz stanęła między drzewami i spróbowała ją do siebie przywołać. Usłyszała znajomy śmiech. Był tam. Stał oparty o drzewo i sprawdzał coś na tablecie. Po chwili jednak schował urządzenie do plecaka i podszedł do niej wyraźnie zaciekawiony. Poczuła determinację, ale udało jej się przywołać do siebie zaledwie srebrną mgiełkę. Chłopak śmiał się tak, że nie mógł się już powstrzymać.
– Ten dymek… to twoja moc?
Poczuła się urażona.
– To nie żaden dymek! To moja bliźniacza dusza, tylko, że… jest jeszcze bardzo słaba.
Kruk przestał się śmiać.
– Pokaż mi ją – zażądał, podchodząc bliżej.
Suri spróbowała ponownie. Musiała mu pokazać, że potrafi! Cała aż buzowała od przeróżnych, sprzecznych emocji. Tym razem światło przybrało postać dziewczyny, zupełnie jakby było jej własnym cieniem. Tylko, że takim cieniem, który żyje swoim własnym życiem. Świetlista dziewczyna zatańczyła wokół Suri, a potem jakby zafascynowana zbliżyła się do Kruka. Chłopak wyciągnął dłoń, a świetlista postać przyłożyła do niej swoją rękę, dopasowując palce do jego palców.
– Parzy – mruknął odsuwając gwałtownie swoją rękę. – Cholera – westchnął cofając się o krok. Wpatrywał się w pustkę za jej plecami. – Ukradłaś mi cień!
Suri odwróciła się gwałtownie. Faktycznie za jej plecami wisiała w powietrzu ciemna sylwetka, do złudzenia przypominająca sylwetkę Kruka. Srebrzysta dziewczyna podleciała do cienia i zatańczyła wokół niego.
– Przepraszam… ja nie wiem jak to zrobiłam – odpowiedziała mu zmieszana.
Podszedł do niej bliżej i otoczył ją od tylu ramionami. Poczuła przyjemne ciepło.
– Nie szkodzi – mruknął tuż przy jej uchu, tak blisko, że zadrżała. – Mam nadzieję, że będzie cię bronił, kiedy mnie nie będzie w pobliżu.
Stado wściekłych motyli znów odtańczyło w jej brzuchu dziki taniec. Kruk czasami bywał nieznośny, a potem mówił jej coś takiego… Odwróciła się lekko, by jej usta mogły spotkać się z jego ustami.
– Suri… – zaczął, kiedy przerwali pocałunek.
– Mhm? – mruknęła, błagając go w duchu, żeby nie popsuł tej chwili.
– Chcę cię zabrać na randkę… to znaczy taką prawdziwą, jak twoje z Cameronem…
Wiedziała! Zdawała sobie jednak sprawę, że jeżeli go teraz kopnie, uderzy, albo zrobi cokolwiek innego, na co aktualnie nabrała ogromnej ochoty, to spotkanie zakończy się bezsensowną kłótnią o Camerona. Westchnęła. Spojrzała mu w oczy.
– Nie chodzę na randki z Cameronem – oznajmiła dobitnie. – Byłam na jednej, a i ona zakończyła się tym, że wpadłam na ciebie. …ale tak, z tobą chętnie pójdę – dodała.
– Jutro – powiedział.
– Co jutro? – zdziwiła się Suri.
– Jutro, tutaj, o 10:00 – sprecyzował chłopak.
Och! Zupełnie zapomniała, że następnego dnia mają wolne. Poczuła, że się rozpływa. On naprawdę zapraszał ją na randkę! Być może robił to w dziwny i wkurzający sposób, ale… nie mogła się już doczekać!
– Dobrze, będę tutaj – odpowiedziała, starając się ukryć falę entuzjazmu, która ją zalała.
✩ ✩ ✩
Kruk
Suri odkryła swoją moc, co wyjaśniało przynajmniej jedno z towarzyszących jej, tajemniczych zdarzeń. Był ciekaw do kogo należał cień, który pomógł im wydostać się z innego wymiaru. Może należał do jej ojca? W dalszym ciągu jednak nic nie tłumaczyło jej pojawiania się w przestrzeni między światami i to na dodatek tylko wtedy, kiedy on tam akurat był… To nie przestawało go dręczyć, teraz jednak takie rozmyślania blakły w kontraście z perspektywą spędzenia całego dnia, a może nie tylko, z Suri.
Kiedy pojawił się w sadzie, dziewczyna już czekała. Miała na sobie obcisłe, niebieskie dżinsy, wysokie buty i skórzaną kurtkę. Włosy związała w wysoką kitkę. Odgonił od siebie przykre ukłucie zazdrości, które kazało mu myśleć, że dla Camerona bardziej się starała. Była… idealna. Kiedy powiedział, że zabiera ją do Tokyo do aquaparku, dosłownie skakała z radości. Mimo wczesnej pory na miejscu było sporo ludzi i normalnie nigdy by tutaj nie przyszedł, ale teraz, z nią u boku, nie przeszkadzał mu nawet tłum. Kupił całodzienne bilety, które obejmowały wszystkie strefy ogromnego kompleksu i weszli do środka. Skierowali się prosto do przebieralni z hologramami, z których korzystało znacznie mniej osób. Nie każdy mógł sobie pozwolić na dostęp do nowoczesnej technologii. No chyba, że uczył się w Akademii… Zamknął pokój, zalogował się i podszedł do szafek, żeby wrzucić tam buty i wierzchnią odzież. Suri była szybsza. Bez skrępowania, w samej bieliźnie, zajęła miejsce przy komputerze. Miała na sobie śliczny, fiołkowy komplet… Ten widok tak go pochłonął, że w ogóle nie zwrócił uwagi na to, co robi dziewczyna. Kiedy się zorientował, było już niemal za późno. Chwycił ją za rękę w ostatniej chwili, tuż przed tym, zanim zdążyła zaakceptować wybór kostiumu. Zalała go fala złości, która natychmiast odpłynęła, pod wpływem nic nie rozumiejącego spojrzenia dziewczyny.
– Nie stać mnie na designerskie ciuchy – wyjaśnił spokojnie. – Zaloguj się do siebie.
Jej twarz wyrażała tak ogromne zdumienie, że nie miał pojęcia, jak na nie zareagować.
– To ubrania nie są za darmo? – spytała naiwnie.
– Nie, tylko te, które zapewnia nam Akademia – zamknął wybór stroju i pokazał jej swoją kolekcję, na którą składał się mundurek szkolny, strój sportowy, kombinezon do jazdy, zimowa kurtka i kąpielówki. – Zobacz – wskazał jej cyferki, które pojawiały się w rogu ekranu – to mój balans kredytów, twój pewnie jest znacznie większy.
Dziewczyna zmarszczyła czoło.
– Niby jakim cudem? Mój tata zarabia w euro, nie w kredytach…
– Po prostu zaloguj się do siebie – westchnął – zaraz zobaczymy.
Wylogował się z konta, a Suri posłusznie zalogowała się na swoim. Okazało się, że ma otwarty rachunek, bez żadnego limitu. Pobieżnie przejrzał jej ogromną kolekcję designerskich ubrań.
– Cholera! Wydałaś więcej na ciuchy, niż ja na mieszkanie – oznajmił zdumiony.
– Ale… jak to możliwe? – spytała cicho.
Kruk wszedł w opcje i przejrzał jej ustawienia. Konto Suri pobierało opłaty z innego ID. Przyjrzał mu się uważnie.
– Głowy nie dam sobie uciąć, ale to chyba ID Laili. Płaci za ciebie wszystkie rachunki – wyjaśnił.
Suri się speszyła. Nabrał pewności, że nie miała o tym bladego pojęcia. Podeszła do szafki i zaczęła chaotycznie wkładać na siebie z powrotem ubrania.
– Zaczekaj – zatrzymał ją delikatnie.
– Muszę z nią porozmawiać – oznajmiła nieco drżącym głosem.
– O nie, nawet o tym nie myśl! – odłożył na bok jej spodnie i przyciągnął ją do siebie, starając się nie myśleć o tym, że jej naga skóra dotyka teraz jego skóry. – Musisz to owszem, ale włożyć kostium, przecież już jakiś miałaś, prawda? Nie musisz kupować nowego…
– Ale… – słabo zaprotestowała dziewczyna.
– Chodź – poprowadził ją z powrotem do hologramu i wybrał z listy niebieski kostium kąpielowy z pareo, który miała na sobie podczas imprezy Feniksów. Gdy się przebrała, chwycił dwa, przygotowane dla gości, puchate, białe ręczniki. – Idziemy – oznajmił, zamykając jej dłoń w swojej.
✩ ✩ ✩
Suri
Czuła się zagubiona i nieco zdezorientowana. Było jej głupio, że Laila za nią płaci, ale również czuła złość, że musiała się o tym dowiedzieć akurat od Kruka… Feniksy nigdy o niczym jej nie mówiły. Teraz jednak za wszelką cenę chciała odwrócić od tego swoją uwagę i skupić się na chłopaku. Kiedy zaraz za drzwiami zobaczyła za ogromnymi szybami widok na tropikalną roślinność i całą masę przeróżnych atrakcji przyszedł jej do głowy fajny pomysł, na którym bez trudu mogła się skupić.
– Zaczekaj – poprosiła. – Możemy zrobić sobie tutaj zdjęcie?
Kruk spojrzał na nią nieco rozbawiony.
– Jasne – odpowiedział, ku jej ogromnej radości.
Uśmiechnęła się do niego promiennie.
– Wezmę tablet i zaraz kogoś poproszę – już miała zawrócić do przebieralni, kiedy znów ją powstrzymał
– Czekaj! Tylko uczniowie Akademii mają takie tablety – wyjaśnił na jej pytające spojrzenie. – To elitarna szkoła, jeżeli go pokażesz, wywołasz zamieszanie. Mam telefon – dodał w odpowiedzi na jej zmartwioną minę.
Po chwili zaczepili dwie przechodzące dziewczyny, uradowane tym, że mogą im zrobić wspólne zdjęcia. Kruk przytulił ją, a potem z zaskoczenia wziął na ręce. Zaśmiała się. Nieznajome, chichocząc, zaczęły namawiać ich, żeby się pocałowali. Żadne z nich nie miało nic przeciwko temu. Bawiła się doskonale. Podziękowali, kiedy dziewczyny oddały im telefon. Suri pobieżnie przejrzała zdjęcia. Były cudowne! Już teraz ogromnie cieszyła się, że je ma.
✩ ✩ ✩
Kruk
Przez chwilę pożałował, że nie pozwolił jej kupić tego cholernie drogiego kostiumu. Gdyby to zrobił, co prawda pewnie nie zostałyby mu już żadne oszczędności, ale przynajmniej nie musiałby prowadzić tej rozmowy. Zamiast tego mogliby się na przykład całować… Mimo że park wodny był bardzo duży, w ciągu dwóch godzin zdążyli zwiedzić chyba wszystkie atrakcje. Suri uwielbiała zjeżdżalnie, pontony, wysokie fale i chyba wszystko, co dostarczało choć trochę adrenaliny. To on zainicjował przerwę, podczas spływu rwącą rzeką, wciągając ją do niewielkiej zatoczki. Tu przynajmniej byli sami… Na początku było wspaniale, bo Suri pozwoliła mu się podnieść, oplatając go w pasie nogami. Z zapałem odwzajemniała jego zachłanne pocałunki. Palcami przesuwała po jego karku, sprawiając mu dodatkową przyjemność. Później jednak zaczęła zadawać pytania, a on naprawdę bardzo chciał jej na nie odpowiedzieć, tylko że… może akurat niekoniecznie w tej chwili. Zmienił zdanie, kiedy zdał sobie sprawę z poziomu jej nieświadomości. Ona naprawdę zupełnie o niczym nie wiedziała…
✩ ✩ ✩
Suri
Chłopak zabrał ją do strefy relaksu, gdzie było zdecydowanie mniej osób. Usiedli w niewielkim, ukrytym za palmami jacuzzi. Suri przesunęła dłonią po zawijasach tatuaży pokrywających jego muskularne przedramię, powiodła palcami po ich misternych liniach. Zadrżał pod jej dotykiem. Podniósł ją z miejsca, na którym siedziała i posadził sobie na kolanach.
– Zabrałeś mnie do aquaparku, żeby móc mnie bezkarnie poobmacywać? – wytknęła mu żartobliwie.
– Tu mnie masz – stwierdził, przesuwając ręką po jej udzie, w tym samym czasie całując jej szyję.
Musiała przyznać, że ona sama też nie narzekała na widoki. Pierwszy raz widziała go bez koszulki, bo w przeciwieństwie do Camerona nie paradował w ten sposób przed całą szkołą. I to mimo tego, że również miał się czym pochwalić…
– Co one oznaczają? – spytała ponownie wędrując palcami po liniach tatuaży.
Wzruszył ramionami.
– Nic nie oznaczają, to runy ochronne. Pomagają mi podczas walki – wyjaśnił.
– Och! – biorąc pod uwagę stan jego szafy i mieszkanie pozbawione jakichkolwiek ozdób, tego się właśnie powinna była spodziewać… – A jak twój bok? Mogłabym przysiąc, że jedno z tych ptaszysk rozerwało go dziobem.
Przekręcił się lekko, pokazując dziewczynie białą, wyblakłą bliznę.
– Wszystko się na mnie dość szybko goi – wyjaśnił – to jedna z zalet bycia Illi’andinn.
– Kim? – spytała zaintrygowana.
– Chyba już zdążyłaś zauważyć, że mam skrzydła? – obruszył się lekko.
– Tak, ale… – nagle przyszło jej do głowy coś tak absurdalnego, że wypowiedziała swoją myśl zanim uświadomiła sobie, jak kiepsko zabrzmi. – Możemy mieć dzieci, prawda? – Kruk parsknął śmiechem, od którego wyraźnie nie mógł się powstrzymać. – Ej! – nieco obrażona Suri szturchnęła go w ramię. – To ważna informacja! Oczywiście nie mówię, że teraz, ale…
– Wyobraź to sobie na przykładzie psów – wciąż był mocno rozbawiony. – Ten sam gatunek, ale inna rasa. Poza tym – dodał poważniejąc, kiedy zawstydzona schowała twarz w jego ramieniu – teraz nie moglibyśmy mieć dzieci, nawet gdybyś bardzo chciała. W Akademii dodają do wody środki antykoncepcyjne, żeby uniknąć takich… sytuacji. W teorii jesteśmy dorośli i nie spodziewają się po nas, że powstrzymamy się od uprawiania seksu…
Jęknęła cicho, odrobinę unosząc głowę.
– Mówisz mi więcej niż wszystkie Feniksy razem wzięte.
Roześmiał się, ale po chwili znowu spoważniał.
– Jeżeli tylko będę potrafił, to odpowiem na każde twoje pytanie. Nie zamierzam niczego przed tobą ukrywać, ani cię okłamywać – obiecał. – Niezależnie od tego, jak niewygodna byłaby prawda.
– Dalej dręczy mnie to, że Laila przez ponad trzy miesiące płaciła za wszystkie moje rzeczy… – westchnęła.
– Stać ją – odpowiedział jej obojętnie – ostatecznie jest córką króla jednego z najbogatszych państw na świecie…
– Co?!
Spojrzał na nią i tym razem to on był zmieszany.
– Suri, czy oni ci powiedzieli o czymkolwiek?
– Wygląda na to, że nie… – przyznała, wtulają się mocniej w jego ramiona. – Ale ty mi powiesz, przynajmniej te najważniejsze rzeczy, prawda? Opowiedz mi o Feniksach – poprosiła.
– Ok…. – przez chwilę głaskał jej plecy, odrobinę zamyślony. – Lucas jest synem cara Nowej Rosji, to, tak jak w Starym Świecie, ogromne państwo, zresztą pewnie widziałaś na zajęciach mapy… Laila pochodzi ze zjednoczonego królestwa Ameryki Północnej i Kanady. Rodzina Davida pochodzi z Nowych Indii, które podzielone są na siedem części, jego rodzice zarządzają jedną z nich. Emiyo natomiast jest królewną z Wysp Brytyjskich, ma dużą szansę na to, żeby po babce odziedziczyć tron. A Cameron… – dodał odrobinę się wahając, jakby słowa nie chciały mu przejść przez gardło – jest księciem i następcą tronu zjednoczonej Europy, która wyglada mniej więcej tak samo, tylko nie należą do niej już żadne wyspy. Obecnie to królestwo, którym włada jego matka.
Dziewczyna wyprostowała się, patrząc na Kruka podejrzliwie.
– Mówisz poważnie? – spytała.
– Nie zastanawiało cię, że wszyscy w szkole maja zielone mundurki, a tylko Feniksy ubierają się na biało? Myślałaś, że czym się wyróżniacie? Zielone mundurki pochodzą z bogatych i wpływowych rodzin, ale nie mają powiązań z królewskimi rodami lub znacznie rzadziej są to osoby wybitnie uzdolnione, które otrzymały od rady Akademii zaproszenie i stypendium.
– W takim razie dlaczego ja z nimi jestem? – spytała nie potrafiąc tego pojąć. – Nie powinnam być zielona?
– Pytasz poważnie?! – jego spojrzenie było nieodgadnione, a ton nagle zrobił się odrobinę zbyt ostry.
– Przestań! – jęknęła. – Gdybym znała odpowiedzi, to nie zadawałabym pytań.
– Nawet twoje imię ci to sugeruje – warknął na nią. – Tłumaczone z japońskiego znaczy księżniczka, prawda?
Nigdy się nad tym nie zastanawiała. Wiedziała tylko, że nosi imię, które wybrała jej mama…
– No i, co ma jedno do drugiego?
Zdjął ją ze swoich kolan, sadzając obok siebie. Spojrzał jej w oczy.
– Nie wiem kim jest twój tata, bo nigdzie nie znalazłem o nim informacji, może po prostu pochodził ze Starego Świata… ale twoja mama była jedną z pięciu córek cesarza Japonii – wyjaśnił chłodnym tonem, a ona poczuła, że się przed nią zamyka. – Prawdopodobnie jesteś nawet któraś tam w kolejce do objęcia tronu.
Szybko przetrawiła i zignorowała usłyszane rewelacje. Dotyczyły obcych jej ludzi i w żaden sposób nie dotykały jej samej. Teraz obchodziło ją coś zupełnie innego.
– Świetnie – oznajmiła równie chłodno co on – cieszę się, że mi powiedziałeś, ale dlaczego do cholery się na mnie złościsz? To nie moja wina, że nie wiedziałam…
Kruk westchnął ciężko, zanurzając się w wodzie po samą szyję.
– Nie złoszczę się – odezwał się cicho, kiedy już była przekonana, że jej nie odpowie. – Po prostu ja… jestem nikim. Razem z Klarą i Aronem dorastaliśmy w domu dziecka, który należał do Akademii i zbierał utalentowane dzieciaki. I byłem przekonany, że wiesz, jaka dzieli nas przepaść społeczna i że mimo tego…
Och! Do tej pory nie przyszło jej do głowy, że ktoś tak pewny siebie jak Kruk, arogancki i doskonały we wszystkim co robi, może myśleć, że nie jest dość dobry. Pod wodą odnalazła jego rękę i splotła palce z jego palcami. Podniosła na niego wzrok.
– Wiesz, jakiś czas temu Cameron spytał czy zostanę jego dziewczyną i odmówiłam mu. Już wtedy miałam nadzieję, że może ktoś inny mnie o to zapyta. Ktoś komu nie odmówię…
Kruk nie zastanawiał się długo. Ponownie porwał ją w ramiona. Roześmiała się, rękoma obejmując jego szyję, gdy posadził ją sobie na kolanach. To właśnie tu było jej miejsce.
– Będziesz moją dziewczyną? – zapytał w przerwach pomiędzy pocałunkami,
– Tak – odpowiedziała rozanielona, z trudem łapiąc oddech.
✩ ✩ ✩
Kruk
„Hej, gramy dzisiaj w bilard, wpadniesz do nas? Tylko ja, Kyle i Aron. Tak wiem, co odpowiesz, więc od razu się do tego odniosę. No weź, czasem przecież musisz wyjść z domu…”
Kruk zdał sobie sprawę, że tym razem, zamiast zwyczajowej irytacji, czuje lekkie rozbawienie, czytając wiadomość Klary. Podejrzewał, że ma to związek z siedzącą przy stoliku, na przeciwko niego dziewczyną. Kiedy zapytał co chce zjeść, stwierdziła, że skoro już są w Tokyo, to najlepiej sushi i tak skończyli w restauracji, która oprócz jedzenia, oferowała również świetny widok na panoramę miasta, którą Suri tak lubiła. Położył na stoliku telefon i przesunął go w kierunku dziewczyny, żeby przeczytała wiadomość.
– Odpowiedzi są dwie – stwierdził, nie mając pojęcia jak Suri zareaguje. – Krótkie nie, albo przyjdę z dziewczyną.
Spojrzała na niego, nie kryjąc zaskoczenia.
– Naprawdę chcesz się do mnie przyznawać? Myślałam, że…
Kruk się roześmiał.
– Jak na razie mają mnie za skończonego frajera lub wariata, albo może jedno i drugie. Nie są głupi, widzieli jak podnoszę jajo.
– I nikt nie pisnął nawet słowa?
Chłopak odrobinę zdziwił się jej pytaniem.
– Dlaczego mieliby to zrobić? Zawsze możemy na sobie polegać, nawet jeżeli nie rozumiemy motywów swojego zachowania. I nie martw się – dodał po chwili – jeżeli zdecydujesz się pójść tam ze mną, żadne z nich nie będzie o nas plotkowało, Feniksy się nie dowiedzą.
Zarumieniła się lekko. Wyciągnęła rękę i położyła dłoń na jego dłoni.
– A ty chcesz, żebym z tobą poszła? – spytała spuszczając wzrok.
Potrafiła być taka urocza! Musiał jednak przyznać, ze to dobre pytanie. Znacznie bardziej wolałby, żeby zaszyli się tylko we dwójkę w jego mieszkaniu. Z drugiej jednak strony… chciał, żeby wiedzieli o nim i o Suri. Poza samym faktem, że chciał, żeby WSZYSCY się o nich dowiedzieli, miał pewność, że to powstrzyma chłopaków od głupich zagrywek i, że w razie potrzeby mu pomogą.
– Tak.
– Ok. więc chętnie poznam bliżej twoich przyjaciół. Zreszta Klarę już lubię – uśmiechnęła się do niego promiennie.
Poczuł lekkie ukłucie zazdrości, ale postanowił jej nie zdradzać, że jego przyjaciółka zdecydowanie bardziej woli dziewczyny od chłopaków.
✩ ✩ ✩
Klara
Nie! To niemożliwe! A może jednak? Dawno nie czuła takiej ekscytacji.
– Napisał, że przyjdzie z dziewczyną – oznajmiła chłopakom Klara.
Aron zagwizdał, a Kyle wytrzeszczył na nią oczy.
– Żartował, prawda? – odezwał się ten drugi.
Klara wzruszyła ramionami, zostawiajac dla siebie, to co wiedziała do tej pory. Gdyby coś powiedziała i jednak się pomyliła… cóż po prostu nie chciała wyjść na idiotkę. Czas spędzali w swoim ulubionym, dość obskurnym lokalu w portowej dzielnicy Tokyo. Zapewniał stoły do bilarda, alkohol i przede wszystkim anonimowość. Mimo że dzięki swoim umiejętnością Kruk mógł zjawić się od razu, to minęło dobre pół godziny, zanim się pokazał. Klara miała ochotę skakać z radości, gdy zobaczyła idącą u boku przyjaciela Suri. Z trudem powstrzymała się od okazania nadmiaru entuzjazmu. Aron jednak zareagował zupełnie inaczej.
– To jakiś żart? – warknął na powitanie. – Przegrywamy z Feniksami bo ty chciałeś dostać się księżniczce do majtek?
– Przegrywamy, bo w przeciwieństwie do mnie nie jesteś dość dobry, żeby wygrywać w starciach z rycerzykami – odpowiedział mu chłodno Kruk.
Klarze nie umknęło, jak na wszelki wypadek chłopak przesuwa się tak, żeby zasłonić sobą Suri. To było urocze! Podeszła do dziewczyny i wzięła ją pod ramię, po drodze zgarniając Kyle’a. Zauważyła, jak Kruk się spiął, ale nie zaprotestował.
– Chodźcie – odezwała się do Suri i Kyle’a. – Zostawmy ich samych w piaskownicy, albo się dogadają, albo pobiją, ich sprawa.
Zabrała ich do stołu bilardowego, który wcześniej zajmowali. Suri wyglądała na zmieszaną, za to Kyle nie mógł oderwać od niej wzroku.
– Potrafisz grać? – zagadnęła dziewczynę.
– Tak, jasne – Suri uśmiechnęła się do niej niepewnie.
– Kyle, przestań się tak na nią gapić i lepiej przynieś nam coś do picia – zakomenderowała.
– Wcale się nie gapię – odparł mechanicznie chłopak, nie spuszczając jednak wzroku z Suri.
Do tego zrobił maślane oczy! Do licha, co temu kretynowi chodziło po głowie?!
– Kyle! – warknęła na niego.
Chłopak otrząsnął się z transu. Blond loki uroczo opadły mu na czoło. Poprawił je niedbałym gestem.
– No co! Nie wiedziałem, że tak można – oznajmił naburmuszonym tonem. – Gdybym wiedział, zainteresowałbym się nią pierwszy.
Klara nie była pewna, czy przyjaciel sam potrafił zliczyć dziewczyny, z którymi sypiał. Miał swój urok i bez skrupułów potrafił go wykorzystywać. Szykowała się do ciętej odpowiedzi, ale ku jej zdumieniu i ogromnej radości, Suri ją ubiegła.
– Dziękuję za zainteresowanie – odparła słodko, patrząc Kyle’owi w oczy – ale nie gustuję w małych chłopcach.
Pierwszy raz zobaczyła, jak blondyn oblewa się rumieńcem.
– Yyy, to ja przyniosę coś do picia – oznajmił, odwracając się i ruszając w kierunku baru.
– Uwielbiam cię – roześmiała się Klara. – Zaczynasz? – spytała umieszczając w trójkącie bile.
Suri chwyciła jeden z wiszących na ścianie kijów.
– Numerami czy całe i połówki? – spytała rzeczowo.
Klara poczuła, że się rozpływa. Miała już zdecydowanie dość męskiego towarzystwa, a ta dziewczyna idealnie pasowała do ich paczki. Miała nadzieję, że Kruk tego nie schrzani.
✩ ✩ ✩
Suri
Aron przez cały wieczór był obrażony, ale przynajmniej udało im się chyba osiągnąć jakiś cichy kompromis. Za to Kyle szybko odzyskał rezon i… chyba ją nawet polubił. Po skończonej partii usiadły z Klarą przy stoliku i pozwoliły pograć chłopakom.
– Czekaj, zaraz wrócę – oznajmiła dziewczyna, zostawiajac ją na chwilę samą.
Patrząc za nią Suri poczuła się trochę głupio w dżinsach i niebieskiej, obcisłej koszulce, stroju, w którym chodziła przez cały dzień. Klara miała na sobie obcisłe, skórzane spodnie i czarny, półprzezroczysty top, pod którym było widać jej koronkowy stanik. Czarne włosy sięgające jej ramion nosiła rozpuszczone, a czerwone pasemka idealnie komponowały się z jej sposobem bycia. Wyglądała niesamowicie seksownie i w porównaniu do niej Suri poczuła się jak mała dziewczynka. Po chwili Klara wróciła, stawiając na stole tacę z kolorowymi szotami.
– Co to? – spytała Suri.
– Alkohol – uśmiechnęła się radośnie Klara. – Smaczny i mocny. – Podała jeden kieliszek dziewczynie. – No to na 3…
Zanim Suri zdążyła podnieść naczynie do ust, ktoś złapał ją za rękę. Zaskoczona spojrzała na stojącego nad nią Kruka.
– Nie pij tego! – warknął na nią.
Dziewczyna nie miała pojęcia co tak go zezłościło. Wyjął jej kieliszek z dłoni i odstawił na tacę.
– Dlaczego? – spytała zbita z tropu.
– Bo Klara to mała manipulantka – oznajmił wrogo, patrząc w kierunku swojej przyjaciółki. – Bardzo szybko trawimy alkohol i każde z nas musiałoby wypić naprawdę dużą ilość, żeby poczuć się choć trochę wstawionym – wyjaśnił, kładąc jej rękę na ramieniu. – Obstawiam, że tobie starczą trzy albo cztery kieliszki, żeby odpłynąć. To naprawdę mocne paskudztwo.
– Zabawopsuj – obruszyła się dziewczyna, rozsiadając się wygodniej na krześle i zakładając nogę na nogę. Ani słowem nie zaprzeczyła temu, że chciała ją upić.
Suri delikatnie przesunęła dłonią po znajdującej się na jej ramieniu ręce Kruka. Chłopak pochylił się, muskając jej usta swoimi ustami.
– Powiedz tylko słowo, a stąd pójdziemy – mruknął jej do ucha.
– Jest w porządku, naprawdę – uśmiechnęła się do niego. – Jest jeszcze wcześnie, a ja tym razem dałam znać Laili, że nie wracam do szkoły na noc. Chyba jeszcze nie skończyłeś partii?
Kruk westchnął, ale wrócił do kolegów. Suri zdała sobie sprawę, że Klara patrzy na nią szeroko otwartymi oczami.
– Coś nie tak? – spytała podejrzliwie dziewczyna.
Klara przesunęła swoje krzesło, tak, że teraz siedziała tuż obok niej.
– Rany, nawet nie domyślasz się jak bardzo! – jęknęła cicho. – Gdybym choć trochę cię upiła, pewnie dowiedziałabym się znacznie więcej – pożaliła się lekko naburmuszonym głosem. Zacznijmy od tego: nocujesz u niego?!
– No tak… – Suri nie miała pojęcia w czym tkwi problem.
– Zaprosił cię do mieszkania?! Swojego mieszkania?!
– Tak… – dziewczyna przypomniała sobie jak Kruk mówił, że nigdy tam nikogo nie zapraszał i poczuła się odrobinę nieswojo.
– Poza tym… – przerwała w pół słowa. – Nie! Pokażę ci, bo inaczej nigdy nie zrozumiesz – Chodź za mną i przyglądaj się uważnie – szepnęła konspiracyjnie.
Znów wstała od stolika i podeszła do chłopaków, a odrobinę zaciekawiona Suri poszła za nią. Klara zbliżyła się do Kruka.
– Kto wygrywa? – spytała, wydawać by się mogło, że zupełnie naturalnym gestem biorąc go pod ramię.
– Nie dotykaj mnie – warknął chłopak, odpychając ją od siebie ze zdecydowanie zbyt dużą siłą, jak na przyjacielski gest i więcej już nie zwracając na nią uwagi.
Klara stanęła pod ścianą obok Suri.
– Widziałaś? – spytała cicho. – On tak na wszystkich reaguje – wyjaśniła.
Czyżby? Wspomnienia ożyły i Suri znów zalała fala niechcianej zazdrości.
– Nieprawda – odezwała się równie cicho, co wcześniej Klara. – Pamiętam, że nie miał nic przeciwko, jak Nadine usiadła mu na kolanach.
Klara się roześmiała.
– Ty tak na serio? Pamiętam tą sytuację, pięć sekund później wylądowała na podłodze, a on wyszedł z Klubu. I nie usiadła, tylko wpakowała z zaskoczenia – dodała konspiracyjnym szeptem. – Gdyby był sobą, to nie wykluczam, że złamałby jej rękę, albo zrobił coś gorszego. Ale był wtedy myślami zupełnie gdzie indziej, a ja mogę tylko zgadywać o czym lub o kim myślał – mrugnęła do niej.
✩ ✩ ✩
Aron
Kruk coraz bardziej się nudził, a Arona coraz bardziej to wkurzało. Rzadko kiedy zaszczycał ich swoją obecnością, a jak już to zrobił, to musiał przyprowadzić ze sobą tę cholerną smarkulę! Niechętnie musiał przyznać, że jemu samemu również dziewczyna wpadła w oko, ale jak to możliwe, że Kruk aż tak bardzo dał się jej zauroczyć? Aron z nieskrywaną niechęcią obserwował, jak Kruk wygrywa, a potem przekazuje Kyle’owi kij i podchodzi do stojących pod ścianą dziewczyn. Objął Suri i przyciągnął do siebie, tak, jakby ta była jego własnością. Teraz dziewczyna stała plecami opierając się o jego tors, a on coś mówił do Klary, bezwiednie błądząc rękami po talii Suri. Miał dość i nie zamierzał tego tak zostawić.
✩ ✩ ✩
Suri
Kiedy wyszli z baru, miała mieszane uczucia. Z jednej strony cieszyła się, że Kruk odsłonił przed nią nieco większy fragment swojego życia, z drugiej jednak miała pewność, że Aron jej nienawidzi. Całą piątką weszli w wąską, mroczną uliczkę, żeby Kruk, bez zwracania na siebie uwagi, mógł otworzyć dla nich portale. Suri mogłaby przysiąc, że w pewnym momencie usłyszała pochlipywanie.
– Bue! Co to do cholery jest? – Klara wskazała na siedzący na ziemi, obok sterty gruzu, niewielki kształt.
Kyle wyciągnął dłoń, na której zmaterializowała się kula światła, rozjaśniając mrok zaułka. Suri przyjrzała się drobnej postaci. Miała długie, pająkowate nogi i cztery, równie długie ręce. Wpatrywała się w nich żółtymi, świecącymi oczami, o podłużnych, jak u kota źrenicach. Jej twarz przypominała Suri zabawkowe trolle w stylu brzydkich lalek niemowlaków. Była po prostu… groteskowa.
– Co za paskudztwo – stwierdził Aron, odsuwając się od małego stworzenia.
Dziewczyna jednak zauważyła coś jeszcze. Potworek drżał na całym ciele, ściskając w jednej z pałąkowatych rączek jakiś kłąb pobrudzonych szmatek, które kształtem przypominały… lalkę. Patrzył na nich ze strachem, nie przestając pochlipywać. To było dziecko! Nie miała pojęcia jakiej rasy, ale nabrała przekonania, że to mała dziewczynka. Bez zastanowienia podeszła bliżej i ukucnęła przy postaci, która skuliła się jeszcze bardziej.
– Lepiej tego nie dotykaj! – ostrzegł ją Kyle, ale go zignorowała.
– Zimno ci? – zapytała Suri. Potworek skinął głową, a ona zdjęła swoją kurtkę i okryła nią szczupłe ramiona upiornej dziewczynki. – Zgubiłaś się? – kolejne skinięcie. – Poszukamy razem twoich rodziców? – na to pytanie istota wyszczerzyła buzię pełną drobnych, wyglądających na niezwykle ostre zębów i Suri z trudem powstrzymała się, żeby się nie odsunąć, albo przynajmniej nie wzdrygnąć.
– Powstrzymaj ją do cholery – ton Arona był pełen gniewu. – To podobno twoja dziewczyna. Zamierzasz tak stać z założonymi rękami?
– Och zamknij się – odpowiedział Kruk ze stoickim spokojem, nie ruszając się z miejsca.
– Nie bój się ich – Suri zwróciła się do potworka, w którego oczach znów pojawił się strach. – Oni tylko tak źle wyglądają, ale nie zrobią ci krzywdy – obiecała.
Suri wyciągnęła do dziewczynki rękę, a ta chwyciła ją, oplatając swoją kończyną bez palców, niczym macką. Kiedy wstała, sięgała jej trochę powyżej uda, ale większą częścią jej długości, były pajęcze nogi, na nich trzymał się maleńki korpusik i jeszcze mniejsza główka. Postać otuliła się mocniej narzuconą na jej ramiona kurtką Suri, która zakryła ją niemal całkowicie.
✩ ✩ ✩
Kruk
Przez chwilę był pewien, że wszyscy zaraz zginą. Bezimienni zabijali za mniejsze przewinienia niż zastraszanie ich potomstwa, właściwie to lubili zabijać dla przyjemności i byli w tym piekielnie dobrzy. Dbali o swoje młode, a że żyli w paśmie granicy między światami, to mogli zjawić się w każdej chwili. Szczególnie, że porozumiewali się za pomocą wysyłanych emocji, które mogli dostarczać na duże odległości, a ich dziecko było wyraźnie przerażone. Ale potem… potem zainteresowała się nim Suri. Maluch sprawiał wrażenie spokojnego i trochę zaciekawionego. Kruk jednak wiedział, że nie może odetchnąć z ulgą, bo i tak nie wiadomo, jak jego rodzice zareagują. Wyczuł ich na kilka sekund przed tym, jak wyłonili się z nicości. Dwa ogromne stworzenia rodem z najstraszniejszych horrorów. Jego przyjaciele cofnęli się pod ścianę budynku, dobywając broni.
– Co to do cholery jest?! – spytała Klara.
– Pytanie brzmi jak to zabić – odpowiedział jej warknięciem Aron.
Kruk zaklął w duchu. Mogliby lepiej uważać na zajęciach teoretycznych!
– Zamknijcie się i schowajcie broń – rozkazał. – Jeśli postanowią nas zabić, to i tak się nam nie przyda.
Dwie pary ogromnych kocich oczu obserwowały ich, oceniając. Kruk powoli podszedł do Suri, której rękę wciąż oplatała macka młodego bezimiennego.
– Zaprowadź do nich dzieciaka – odezwał się cicho. – Tylko powoli, bez gwałtownych ruchów.
Pobladła na twarzy dziewczyna wykonała jego polecenie. Gdy od bezimiennych dzieliło ją zaledwie kilka kroków, jeden z potworów wysunął długa mackę i oplótł nią malucha. Stworzenie wypuściło rękę Suri i zostało pociągnięte ku rodzicom, a tam, wraz z kurtką dziewczyny oplecione długą macką w ściśle zwinięty kokon. Bezimienni patrzyli na nich jeszcze przez chwilę, a potem rozpłynęli się w nicość. Przez chwilę nikt się nie odzywał, a potem wybuchnęła wrzawa. Milczała tylko Suri. Kruk objął ją ramieniem i przyciągnął do siebie, rozgrzewając się, żeby nie było jej zimno.
– Skończyliście? – spytał chłodno, zwracając się do przyjaciół.
– Co to do cholery było?! – zarządał odpowiedzi Kyle, a Klara i Aron go poparli.
– Sprawdźcie sobie w podręczniku – odpowiedział im hamując swoją złość, którą spowodowała ich ignorancja. Otworzył portal do Akademii. – Macie minutę, żeby z niego skorzystać, potem radźcie sobie sami.
Wszyscy troje, wyraźnie niezadowoleni, mamrocząc coś pod nosami, skorzystali z portalu. Kruk odetchnął z ulgą, że wreszcie sobie poszli. Kiedy zniknęli, Suri przylgnęła do niego całym ciałem. Przytulił ją do siebie, delikatnie głaszcząc jej włosy.
– Jeżeli nie powiesz mi co to było – wymruczała w jego bluzę – to obiecuję, że spędzę całą noc na szukaniu tej informacji w podręcznikach.
Roześmiał się cicho. Potrafiła być naprawdę nieznośna!
– Powiem ci wszystko co wiem – obiecał – ale najpierw zabiorę cię do domu.
✩ ✩ ✩
Suri
Tylu jeszcze rzeczy musiała dowiedzieć się o tym świecie! Niby był podobny, ale tak naprawdę skrajnie różnił się od realiów w których żyła przez dziewiętnaście lat. Kruk opowiedział jej o granicy między światami i niebezpiecznych stworzeniach, które tam żyją. Wychodziło na to, że miała dużo szczęścia niczego nie spotykając, gdy błądziła po wymarłym Tokyo. I oczywiście miała fart, że go tam spotkała, bo inaczej mogłaby się nigdy nie wydostać… Siedzieli na kanapie w jego salonie, przykryci sporych rozmiarów, miękkim kocem. Kruk z wyciągniętymi nogami opierał się o jedną z poręczy, a ona opierała się o niego.
– Ok. na dzisiaj wystarczy – stwierdził w końcu. – Pouczysz się w szkole. Teraz pokażę ci coś ciekawego.
Kiedy to mówił nie spodziewała się, że włączy telewizor. Puścił jakiś młodzieżowy film akcji. Suri uznała, że dość tandetny. Nastoletnie aktorki w skąpych strojach super bohaterek. Zaraz! Nagle ją olśniło. Przyjrzała się uważniej.
– Czy to Laila? – spytała niedowierzająco.
– Zgadza się – przytaknął jej Kruk. – Zgaduję, że będzie wstydziła się tej roli do końca życia – roześmiał się chłopak.
– Wow! – nie mogła się powstrzymać. – Moje życie przez dziewiętnaście lat zdecydowanie było bardzo nudne.
Kruk przesunął ją tak, że się położyła, a po chwili sam znalazł się nad nią. Motyle w brzuchu, które zdążyły już niemalże zasnąć, na nowo poderwały się do dzikiego tańca. Jego twarz znalazła się tuż przy jej twarzy, usta na jej ustach. Pocałunek był długi i pełen pasji. Ręce Suri bezwiednie zabłądziły pod koszulkę chłopaka. Dłonią przesunęła po jego płaskim brzuchu i napiętych mięśniach. Przyjemnie znów było dotykać jego nagiej skóry. Nagle wstał i wziął ją na ręce. Roześmiała się, oplatając jego szyję ramionami. Zaniósł ja do sypialni i położył na łóżku. Zdjął z siebie koszulkę i odrzucił ją na podłogę. Suri również pozwoliła mu się rozebrać i teraz została tylko w dżinsach i staniku. Przyciągnęła go do siebie i pocałowała, namiętnie i niecierpliwie. Przesunął dłonią po jej odsłoniętym brzuchu i powędrował wyżej, w kierunku piersi. Napięcie i pragnienie jakie czuła były nie do wytrzymania. Chłopak przestał całować jej usta i zszedł z pocałunkami niżej. Wargami dotknął jej szyi, potem dekoltu, by w końcu musnąć nimi zarys jej piersi. Spojrzał na nią. Jego wzrok płonął pożądaniem, ale był też pełen jakiejś dziwnej czułości, od której Suri zrobiło się jeszcze goręcej. Sięgnęła do paska jego spodni, powoli wysuwając go ze szlufek. Kruka nie trzeba było zachęcać. Zsunął z siebie spodnie, odrzucając je na bok. Położył się i teraz to ona znalazła się nad nim. Pomógł jej zdjąć ciasne dżinsy, a wtedy ona, w samej bieliźnie, usiadła na nim okrakiem. Poczuła, że on również nie może się doczekać. Jego ręce błądziły po jej ciele, a ona nie potrafiła oderwać od niego wzroku. Zdjęła stanik i dorzuciła go do reszty ubrań. Kruk zamruczał ukontentowany.
– Jesteś piękna – powiedział zachrypniętym z podniecenia głosem.
– Jeżeli zaraz czegoś nie zrobisz, to zwariuję – jęknęła, kiedy delikatnie musnął palcami jej sterczący sutek.
Roześmiał się i przewrócił ją na poduszki. Zaczął całować jej dekolt, potem piersi i brzuch, schodząc z pocałunkami coraz niżej. Zacisnęła ręce na kołdrze, kiedy powoli zsunął z niej majtki. Bezwiednie uniosła biodra, gdy jego usta musnęły jej intymne miejsce. Kruk nie przestawał. Przymknęła oczy. Cudowna rozkosz rozlała się, atakując wszystkie jej zmysły. Jej ciało zaczęło drzeć od nadmiaru doznań. Chłopak znów znalazł się nad nią. Poczuła jaki jest podniecony i objęła go w pasie nogami. Jego męskość znalazła się między jej nogami, powoli wsuwając się do środka. Nigdy nie sadziła, że coś aż tak bardzo mogłoby spotęgować jej rozkosz. Kiedy zaczął się poruszać… Jej ciało ponownie zaczęło drżeć w cudownej, błogiej rozkoszy. Chłopak zaklął. Wbił się w nią jeszcze kilka razy głęboko i mocno, a potem opadł na łóżko tuż obok niej, kładąc się na wznak. Nagle poczuła ogarniającą ją niepewność. A co jeśli on tylko tego od niej chciał? Podniosła się odrobinę, by na niego spojrzeć, ale wtedy on stanowczym gestem przyciągnął ją do siebie. Położyła głowę na jego torsie, otulona ramieniem chłopaka. Nie odezwał się ani słowem, ale tak było dobrze. Seks z nim… to było po prostu niesamowite. Miała nadzieję, że szybko wydarzy się ponownie i że naprawdę często będą to powtarzać…