Header Background Image
    Rzeczywistość to ta część wyobraźni, co do której wszyscy się zgadzamy.

    Cień Kruka

    Suri

    Miejsce, do którego zaprowadziła ją Laila trudno było nazwać pokojem. Był to raczej królewski apartament, jaki Suri do tej pory widziała tylko na filmach. Wielkie łoże z baldachimem, ale takim współczesnym, gdzie zasłonki były jedyne przytulną ozdobą, osobna garderoba, prywatna łazienka. Z pewnością nie tego spodziewała się po akademiku. Laila wskazała na drzwi, których Suri jeszcze nie zdążyła otworzyć. 

    – To przejście prowadzi do wspólnego salonu Feniksów. Zaraz tam pójdziemy i wszystkich poznasz, ale najpierw musisz się odświeżyć i przebrać. Weź prysznic, a ja przygotuję ci ubranie – zakomenderowała. – W szufladach komody znajdziesz nową bieliznę. W łazience są czyste ręczniki.

    Suri nie miała ochoty się spierać i posłusznie zamknęła się w łazience. Miejsce było równie niesamowite, co cały pokój. Pomieszczenie było ogromne. Stały tu prysznic i wanna z hydromasażem oraz komoda, na której leżały puchate ręczniki i cała masa przeróżnych, ozdobnych pojemniczków. Na przeciwległej ścianie wisiało ogromne lustro. Osobne drzwi prowadziły do eleganckiej toalety. Suri zdjęła z siebie ubranie i weszła pod prysznic, gdzie czekały na nią mydło i szampon. Kosmetyki pachniały fiołkami i różą. 

    Po kąpieli, ubrana w nową bieliznę i leciutki szlafroczek, weszła do garderoby i stanęła jak wmurowana. Zamiast szaf, których się spodziewała, na środku pomieszczenia znajdował się najprawdziwszy w świecie hologram, który wyglądał jak jej własna siostra bliźniaczka. Ubrany był w plisowaną, granatową spódniczkę i elegancką, białą, zapinaną na liczne guziki bluzeczkę. Na nogach miał wysokie, sięgające ud białe skarpetki, a na stopach śliczne baleriny. Laila stała obok niego i poprawiała coś, na wiszących w powietrzu ekranach.  

    – Co to takiego? – spytała oniemiała Suri. 

    – No przecież komputer… – zdziwiła się Laila. – Chodź tutaj, szkoda czasu.  – Chwyciła ją za rękę i pociągnęła w stronę hologramu. – Stań na jego miejscu – poinstruowała. 

    Suri posłusznie stanęła, zlewając się z animacją. Poczuła kilka delikatnych muśnięć i ciepły powiew powietrza, a potem hologram zniknął. 

    – Już, możesz się przejrzeć – oznajmiła zadowolona z siebie Laila, wskazując Suri stojące w kącie pomieszczenia lustro.

    Dziewczyna, wciąż oszołomiona, posłusznie podeszła do lustra i kilkukrotnie zamrugała ze zdziwienia. Miała na sobie wszystko to, co było wcześniej na hologramie. Wliczając nawet delikatny makijaż. Jej ciemne włosy były suche i rozczesane, leciutko opadały przez lewe ramię.    

    – Doskonale – uśmiechnęła się radośnie Laila. – Jesteś gotowa, by poznać pozostałych. 

    ✩ ✩ ✩

    Suri

    Dziewczyna czuła się przytłoczona. Wspólny salon okazał się pięknym, eleganckim pomieszczeniem utrzymanym w kolorystyce bieli i czerni. Dziewczynie w oczy rzuciła się ogromna kanapa, sprawiające wrażenie wygodnych fotele, stolik do kawy i półki z książkami. W rogu pomieszczenia zauważyła szachownicę. W różnych miejscach stały wazony z kwiatami, a na mniejszym stoliku znajdowała się misa wypełniona po brzegi artystycznie ułożonymi owocami. Gdy weszły do pomieszczenia, Suri zauważyła, że na jednym z foteli rozsiadł się rosły blondyn, a na kanapie przycupnęła drobna dziewczyna o rudo-kasztanowych włosach, zaplecionych w długi, przerzucony przez ramię warkocz. Dwóch innych młodzieńców stało przy oknie, prowadząc przyciszonymi głosami jakąś dyskusję.

      – Przyprowadziłam ją, to ona! – zawołała od progu Laila. 

    Jak na komendę wszyscy zerwali się ze swoich miejsc, podchodząc do nich, a Suri poczuła się jeszcze bardziej speszona. 

    – Nazywam się Lucas i jestem kapitanem Feniksów – przedstawił się blondyn, ku zdumieniu Suri, kłaniając się nisko. Był wysoki, rosły, o jasnych blond włosach i jasnoniebieskich oczach. W białym, bogato zdobionym mundurku wyglądał jak ucieleśnienie prestiżu Akademii — ktoś, kto naturalnie stoi na czele. Sprawiał wrażenie, jakby został żywcem wyjęty z reklamy Abercrombie & Fitch. – To jest Emiyo — przedstawił ją Lucas. Dziewczyna o rudo-kasztanowych włosach zaplecionych w gruby warkocz i zielonych oczach spłonęła rumieńcem, dygając nieśmiało. Miała w sobie coś łagodnego, kojącego, jakby należała bardziej do ogrodów niż do murów Akademii. Nosiła skromną, zieloną sukienkę, a na twarzy miała urocze, delikatne piegi. – Jej chłopak David — smukły, jasnobrązowowłosy, o przenikliwych niebieskich oczach — skinął Suri głową z lekkim uśmiechem. Sprawiał wrażenie kogoś, kto więcej obserwuje, niż mówi – …i Cameron – chłopak skłonił się nisko, nie odrywając orzechowych oczu od Suri. Przyglądał się jej intensywnie, a ona czuła się, jakby ją właśnie oceniał. Cameron miał jasnobrązowe, potargane włosy i ciepłe, przyjazne oczy. Jego sylwetka zdradzała sportowca, a spojrzenie — pewność siebie bez nachalności. W jednym Suri musiała zgodzić się z Lailą. Był bez wątpienia prawdziwym ciachem. Dodatkowo miał na sobie zwykłe dżinsy i niebieską koszulę, nic wydumanego, czym z miejsca zaskarbił sobie sympatię dziewczyny. – Nasz mistrz sztuk walki.

    Laila podeszła pełnym gracji krokiem i pocałowała Lucasa w policzek. 

    – Ja i Lucas również jesteśmy parą – oznajmiła radośnie, a on w odpowiedzi przygarnął ją do siebie ramieniem. 

    – Miło mi was wszystkich poznać – przywitała się onieśmielona Suri.  

    – To nam miło, że do nas dołączyłaś – Cameron uśmiechnął się do niej ciepło. – Baliśmy się, że Laila cię wystraszy i uciekniesz od nas z krzykiem. Ja byłem za tym, żeby posłać po ciebie Emiyo – mrugnął do Suri porozumiewawczo, a wspomniana dziewczyna spłonęła kolejnym rumieńcem. 

    Suri odniosła wrażenie, że to właśnie ją polubi najbardziej z całego towarzystwa. Sprawiała wrażenie nieśmiałej i niezwykle sympatycznej dziewczyny. 

    Gdy nowi znajomi zaprosili ją, by usiadła na kanapie i zaczęli toczyć przy niej swobodną rozmowę, poczuła się znacznie lepiej. Ku swojemu zdumieniu, odczuła też ogromną ulgę, że ci obcy ludzie, o których istnieniu nie miała pojęcia jeszcze dzień wcześniej, tak po prostu, bez żadnych wymagań ją zaakceptowali i w jakiś magiczny wręcz sposób przyjęli do swojego niezwykłego grona.  

    ✩ ✩ ✩

    Suri

    Pierwszy tydzień nauki w Akademii Królewskiej był niczym istne tornado. W szkole nie odbywały się normalne, standardowe lekcje. Zamiast nich uczyli się ekstremalnej jazdy supernowoczesnymi samochodami, jazdy konnej, pływania, tańca, walki wręcz oraz strzelania z broni dystansowej. Uczyli się też podstaw dyplomacji, taktyki oraz zaawansowanych nauk ścisłych. 

    Uczniowie Akademii podzieleni byli na dziesiątki sześcioosobowych grup, przypisanych do różnych kręgów szkoleniowych. Jednak Feniksy nie odstępowały Suri na krok, więc nie miała żadnej okazji, żeby bliżej poznać kogokolwiek innego. Zajęcia rzadko odbywały się w pełnym składzie jednej grupy. Najczęściej łączono po dwa zespoły, rotując je pomiędzy rozległymi salami treningowymi, halami walki, basenami i torami jazdy, rozsianymi po całym terenie Akademii. Suri szybko zrozumiała, że choć jej świat kręcił się wokół Feniksów, istniały dziesiątki innych drużyn, z którymi niemal się nie stykała — pochłoniętych własnymi harmonogramami i kręgami szkoleniowymi. 

    Odniosła też wrażenie, że jej nowi przyjaciele są w Akademii traktowani niczym gwiazdy filmowe. Gdy pojawiali się na korytarzach lub w salach treningowych, rozmowy cichły, a spojrzenia automatycznie kierowały się w ich stronę. Szybko zorientowała się, że Feniksy nie były po prostu jedną z wielu drużyn — należały do wąskiego kręgu uczniów w białych mundurkach, tych, których w Akademii traktowano inaczej. W tłumie zielonych strojów ich obecność była zawsze zauważalna. Wszyscy ich pozdrawiali, szeptali, gdy znajdowali się w pobliżu, wyłapywała różne achy i ochy pod adresem kreacji wymyślonych przez Lailę czy osiągnięć sportowych Camerona i Lucasa. Niejednokrotnie też słyszała, że uczniowie robią zakłady o to, kiedy ona sama zacznie umawiać się z Cameronem. Od czasu do czasu wyłapywała z morza szeptów, jak niektóre dziewczyny po cichu życzą jej jak najgorzej, ale inne wychwalały jej nietypową, azjatycko-europejską urodę, którą odziedziczyła po mamie, pół-Japonce. Wyróżniał ich też kolor mundurków. Feniksy nosiły białe stroje z niesamowicie miękkiego, doskonale układającego się materiału, podczas gdy inni uczniowie odziani byli w ciemną zieleń, a Suri mogłaby przysiąc, że ich mundurki uszyte są po prostu ze zwykłej, pospolitej bawełny. Czuła się tym wszystkim niesamowicie przytłoczona, a jednocześnie każdego ranka budziła się z nowym dreszczykiem ekscytacji.

    Wieczory Feniksy spędzały we wspólnym salonie, na różnego rodzaju grach zespołowych. Ku ogromnej radości Suri okazało się, że pomieszczenie wyposażone zostało również w konsole do gier, które na holograficznych ekranach sprawiały czasami wręcz obłędne wrażenie. Na zewnątrz natomiast, na ogromnym tarasie, mieli niewielkich rozmiarów tropikalny ogród i najprawdziwszy w świecie basen. Suri szybko też nauczyła się obsługiwać komputer w garderobie, a projektowanie nowych kreacji zaczęło jej sprawiać niemal taką samą przyjemność co Laili. 

    W sobotę rano jednak to nie nowi przyjaciele, a pokojówka zapukała do drzwi dziewczyny. Suri wciąż nie mogła przyzwyczaić się do tego, że w Akademii przebywają nie tylko uczniowie i nauczyciele, ale również całe zastępy służby: kucharki, pokojówki, lokaje, ogrodnicy, mechanicy i stajenni. Wszyscy w nienagannych uniformach, zawsze czymś okropnie zajęci, starali się być niezauważalni. 

    – Panienko Suri, pani dyrektor chce się z panienką widzieć – oznajmiła formalnie pokojówka. – Zaprowadzę panienkę.

    Dziewczyna spojrzała krytycznie na wybrany wcześniej strój. Spódniczka w kolorze czerwonego wina sięgała kolan, a biały półgolf, mimo że pozbawiony rękawów, wyglądał chyba wystarczająco formalnie… 

    – Dziękuję – odezwała się obdarzając pokojówkę przyjaznym uśmiechem. – Proszę, zaprowadź mnie do niej. 

    Kobieta poprowadziła ją głównym korytarzem do holu, a później ku jednym z masywnych drzwi. Zapukała, a usłyszawszy zaproszenie, otworzyła przed Suri drzwi. Dziewczyna posłusznie weszła do środka. Nie miała pojęcia, czego powinna spodziewać się po tej rozmowie, ale gdy tylko przekroczyła próg, spłynął na nią dziwny, nienaturalny wręcz spokój. 

    – Usiądź, moja droga – elegancka kobieta zaprosiła ją gestem. Suri zajęła miejsce w fotelu, stojącym naprzeciwko bogato zdobionego, dębowego biurka. – Zapewne zastanawiasz się, dlaczego tu jesteś. 

    – Ponieważ w akademii uczyła się moja mama, proszę pani? – odważyła się zadać pytanie Suri. 

    – I tak, i nie, ale mów mi Morrigan – poprosiła kobieta, obdarzając dziewczynę ciepłym uśmiechem – tak jak wszyscy. Jak już pewnie zdążyłaś zauważyć, Akademia Królewska jest elitarną szkołą. Jesteś tutaj, ponieważ w twoich żyłach płynie smocza krew, która powoli zaczęła dawać o sobie znać. Z jej posiadaniem wiążą się pewne… dodatkowe umiejętności i przywileje, ale również i niebezpieczeństwa oraz obowiązki.  

    Suri prawie spadła z krzesła. 

    – To żart, prawda? – spytała nie wiedząc jak się zachować. 

    – W żadnym razie – uśmiechnęła się kobieta. – Gdyby tak nie było, nie mogłabyś przejść przez bramę i nigdy nie znalazłabyś się w Akademii Królewskiej, ale lepiej będzie, jeśli twoi przyjaciele pokażą ci swoje zdolności. Wejdźcie – zawołała odrobinę tylko podnosząc głos. – Wiem, że nie możecie się doczekać. 

    Drzwi otworzyły się na oścież i cała piątka weszła do gabinetu. Poza Lailą i Lucasem wszyscy wyglądali na odrobinę zawstydzonych. 

    – Ja pierwsza – zawołała z entuzjazmem Laila.  

    W jej dłoniach powoli zaczęła formować się świetlista kula. Suri patrzyła na to oniemiała. Lucas otworzył na oścież okno, a Laila wypchnęła kulę w niebo, gdzie ta rozsypała się w tysiące małych iskierek. Następny był Lucas, który bez trudu, jedną ręką podniósł cały regał zastawiony książkami, po czym powoli go odstawił. Później Emiyo wystawiła rękę przez okno i natychmiast usiadło na niej kilka kolorowych, maleńkich ptaków. Cameron potrafił dosłownie skakać po ścianach. David nie pokazał niczego, ale dowiedziała się, że samymi myślami, może połączyć się z każdym, istniejącym komputerem. Miał też niebywały talent do konstruowania nowych maszyn.    

    – Za to moja moc – wyjaśniła dyrektor Morrigan – to wpływanie na emocje. Dlatego teraz tak spokojnie przyjmujesz wszystko do wiadomości. – Ponownie obdarzyła ją niezwykle ciepłym, niemalże matczynym uśmiechem.  

    Suri była jednocześnie podekscytowana i przerażona, ale faktycznie, jak na to, co się wokół niej działo, czuła się niezwykle spokojna. 

    – Czy ja też coś potrafię? – spytała po chwili, widząc, że wszyscy wpatrują się w nią w oczekiwaniu na to, co powie. 

    – Oczywiście, że tak – odpowiedziała jej kobieta. – Tylko jeszcze musisz to odkryć. Przebywanie w Vente tłumiło twoje zdolności, ale nie mogliśmy pozwolić na to, żebyś na dłużej opuściła miasto. Tylko ono znajduje się pod ochronną barierą. Nie wiadomo, do czego jesteś zdolna. Niektóre hybrydy, osoby ze smoczą krwią, mogłyby zniszczyć nawet cały Stary Świat. Dlatego właśnie powstała Akademia Królewska i jej podobne. Naszym zadaniem jest uczyć was kontroli nad swoimi umiejętnościami. Ta konkretna szkoła jest jednak wyjątkowa. Tylko jej uczniowie i absolwenci mają pozwolenie na to, by podróżować zarówno po Nowym, jak i Starym Świecie. Uczycie się po to, by zostać strażnikami oraz obrońcami swoich królestw. Lailo, czy mogłabyś? – poprosiła uprzejmie. 

    Blondynka wysunęła się przed pozostałe Feniksy.

    – Dawno temu, wielki czarodziej rozdzielił świat magiczny od zwykłego, by nie dopuścić do rozłamu i zagłady. W ten sposób powstał Stary i Nowy Świat – wyrecytowała. – Absolwenci Akademii Królewskiej stoją na straży tego porządku i mogą żyć zarówno w Nowym, jak i Starym Świecie. Jeżeli ktoś inny ma w sobie choćby iskierkę magii zostaje przypisany do Nowego Świata. Jeżeli w ogóle jej nie posiada, nie jest w stanie przekroczyć bariery i nigdy nawet nie dowie się o istnieniu Nowego Świata. 

    – Dziękuję, Lailo – odezwała się z aprobatą pani Morrigan. – Uczniowie dzielą się na dwie grupy – zwróciła się ponownie do Suri. – Twoja mama, tak jak i ty teraz, należała do grupy Obrońców. Waszym zadaniem, po ukończeniu szkoły, jest pilnowanie, by w obydwu światach panował porządek. By magia nie przedostawała się do Starego Świata. Obrońcy mają też duży wpływ na politykę obydwu Światów. Nie każdy jednak może zostać Obrońcą, są nimi wyłącznie osoby o czystych sercach i altruistycznych zamiarach. Wielu uczniów w trakcie nauki zostanie odesłanych do innych szkół Nowego Świata, by szkolić się na zupełnie inne stanowiska. 

    Suri wciąż zastanawiała się, czy nikt nie robi sobie z niej żartów i w dalszym ciągu nie mogła uwierzyć w to, że natłok nowych, dziwacznych informacji nie wywarł na niej żadnego wrażenia. 

    – A druga grupa? – spytała czując umiarkowane zainteresowanie. 

    – Drugą grupą są Asasyni – prychnął z pogardą Lucas. – Uczą się po to, żeby eliminować wyznaczone cele. Gdybyś zamiast stawić się w Akademii Królewskiej postanowiła opuścić Vente i się ukryć, sama zostałabyś takim celem. 

    – Dosyć! – ton pani dyrektor stał się znacznie ostrzejszy. – To był zbyteczny komentarz – zbeształa Lucasa, który jedynie wzruszył ramionami. 

    – Pani Morrigan – wtrąciła niespodziewanie Emiyo – myślę, że Suri powinna wiedzieć. Wszyscy tak myślimy.  

    Kobieta westchnęła ciężko, a Suri poczuła jak opada z sił. Nogi się pod nią ugięły i niechybnie upadłaby na podłogę, gdyby Cameron jej nie przytrzymał. Podniósł ją, jakby nic nie ważyła, a dziewczyna poczuła, że odpływa.  

    – Uważam, że Suri ma dość, jak na jeden dzień – usłyszała jeszcze stanowczy głos pani dyrektor. – Kiedy się ocknie, mam nadzieję, że będziecie w pobliżu, żeby odpowiedzieć na wszystkie jej pytania.  

    – Zaopiekujemy się nią – zapewnił Lucas. – To my ją wybraliśmy, tym samym przyjmując za nią pełną odpowiedzialność. 

    ✩ ✩ ✩

    Suri

    Suri obudziła się, ale nie otwierała oczu. Czy to był sen? Z pewnością, gdyż w innym wypadku sytuacja byłaby zupełnie absurdalna… Leżała na miękkim materacu, a w powietrzu unosił się mocny, niesamowicie słodki zapach. Ostatecznie zdecydowała się otworzyć oczy. Usiadła na łóżku i rozejrzała się dookoła. Cały jej pokój tonął w kwiatach. Miały kielichy we wszystkich kolorach tęczy i wydzielały tę obłędną woń. 

    – Obudziłaś się – usłyszała radosny głos kasztanowowłosej Emiyo. Dopiero teraz zauważyła, że dziewczyna czyta coś przy jej biurku. – Nie mogłam się już doczekać – uśmiechnęła się skromnie. – Jak podoba ci się mój prezent? – spytała gestem wskazując kwiaty. 

    – Są śliczne – przyznała Suri – i pięknie pachną. Czy… czy to wszystko mi się śniło? – spytała, starając się rozbudzić.  

    – Obawiam się, że nie – Emiyo wstała ze swojego miejsca i podeszła, by przysiąść przy niej na łóżku. – Odpłynęłaś, ponieważ zmęczyło cię to, że pani Morrigan używała na tobie naprawdę sporej ilości swojej mocy. 

    – W takim razie jestem tu uwięziona? – spytała Suri powoli kojarząc fakty. 

    – Oczywiście, że nie – śmiech Emiyo był delikatny, niczym dzwoneczki na wietrze. – Możesz podróżować po całym Nowym Świecie, szczególnie teraz, kiedy już o nim wiesz. 

    – A co z moim tatą? Kiedy go zobaczę? 

    Dziewczyna stropiła się nieco. 

    – Och, nie pomyślałam o tym – przyznała cicho. – Nasi rodzice należą do Nowego Świata. Sądzę jednak, że pani Morrigan coś wymyśli – dodała pogodnie. – Nie znam nikogo poza tobą, kto należałby do dwóch Światów – wyznała – ale kiedy skończymy naukę w Akademii będę chciała zwiedzić cały Stary Świat i poznać wszystkie żyjące tam zwierzęta i rośliny. Koniecznie będziesz musiała mi o nich opowiedzieć – dodała z prawdziwym entuzjazmem. – Za to ja pomogę ci poznać cały Nowy Świat – obiecała.   

    – Zgoda – uśmiechnęła się do nowej przyjaciółki, która gdy były tylko we dwie, okazała się znacznie bardziej rozgadana niż w większym towarzystwie. 

    Wszystko wokół było takie nowe i dziwne, ale podświadomie czuła, że jest tam, gdzie być powinna, że przynależy do tego miejsca. Zupełnie, jakby Akademia Królewska w jakiś sposób wkradła się do jej wnętrza i stała się jej nowym domem. 

    Note