Header Background Image
    Rzeczywistość to ta część wyobraźni, co do której wszyscy się zgadzamy.

    Patrycja nie mogła już wytrzymać tego ciągłego milczenia. Mateusz był na nią naprawdę wściekły, a to się jej w najmniejszym stopniu nie podobało. Wiedziała teraz, że odzyskanie go wcale nie będzie takie łatwe, jak się na początku wydawało, ale uda jej się, nawet jeżeli miałoby to oznaczać przyjaźń z Weroniką. 

    Zaparkowała samochód za bramą położonego na skraju centrum miasta osiedla. Wysiadła. Była ciekawa jak zareagują na jej niezapowiedziane odwiedziny, ale niby co innego mogła zrobić? Nie odbierał jej telefonów, od wyjazdu znad morza nie odezwał się ani słowem. Z trudem, po wykonaniu setek telefonów, zdobyła jego nowy adres. 

    Wjechała windą na samą górę dwunastopiętrowego wieżowca. Stanęła pod drewnianymi drzwiami w końcu wąskiego korytarza i pewnie nacisnęła dzwonek. Nikt nie otworzył. Zrobiła to ponownie i potem jeszcze raz. Spod drzwi wydostawała się nieśmiało smuga żółtawego światła. Przecież musieli tam być! 

    Zniechęcona nacisnęła klamkę i pchnęła drzwi. Spojrzała zaskoczona, jak otwierają się bez trudu. Niezbyt przekonana czy dobrze robi, weszła do środka. Nie chciała jeszcze bardziej pogarszać swoich stosunków z Mateuszem, który zwariował na punkcie tej głupiej dziewczyny. Stała się dla niego ważniejsza niż własna matka! 

    Patrycja rozejrzała się po mieszkaniu. Głęboko wciągnęła powietrze. Kuchnia, przez którą bezpośrednio wchodziło się dalej, była zdemolowana. Drzwi od salonu zostały wyrwane z zawiasów i teraz leżały na podłodze, otwierając dziurę do jedynego w tym mieszkaniu pokoju. Roztrzaskane były meble, tak jak i szyby w oknach. Wszędzie walały się podarte strzępy materiałów. 

    Co tu się do cholery stało? 

    Przerażona wyjęła z kieszeni telefon, niepewna, czy dzwoniąc na policję, powinna tu zostać. 

    Wtedy jej wzrok przyciągnął jakiś skulony kształt. Weronika! Z pobladłą twarzą siedziała na podłodze, pod ścianą. Ramionami oplatała nogi. Długie, czarne włosy, spływały po jej ramionach, zasłaniając ją niczym kurtyna. Dziewczyna miała na sobie jakiś krótki strzęp materiału. Drżała, a Patrycja nie była pewna czy Weronika drży ze strachu czy z zimna. 

    Podeszła do niej, kucając naprzeciwko.

    — Co tu się stało? — zapytała z trudem siląc się na spokój. — Gdzie jest Mateusz?

    Dziewczyna ją zignorowała, w dalszym ciągu patrząc w przestrzeń niewidzącym wzrokiem.

    — Dzwoniłaś na policję? — spytała ponownie.

    Potem uznała, że to beznadziejne, bo równie dobrze mogłaby mówić do pomalowanej na żółto ściany. Wykręciła numer, by po chwili połączyć się z komisariatem.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

    Niewielki, czerwony samochód ruszył z piskiem opon. Nieszczęśliwa Patrycja niechętnie spojrzała na swoją milczącą pasażerkę. Nie była pewna, jak to właściwie się stało, że ją zabrała. 

    Przyjechała policja, próbowała je obie przesłuchiwać, ale Weronika kompletnie ich ignorowała, zupełnie, jakby nie istnieli. 

    Jeszcze raz popatrzyła na swoją sztruksową marynarkę, którą otuliła znajdującą się jakby w innym świecie dziewczynę. Nienawidziła jej, ale nie potrafiła tak po prostu zostawić. Zresztą, była przekonana, że Mateusz nigdy w życiu by jej tego nie wybaczył. 

    W tym momencie Weronika była jak lalka. Pozwoliła się ubrać i wyprowadzić z mieszkania, a potem wsadzić do samochodu. Jej własny świat musiał być gdzieś naprawdę daleko od tego rzeczywistego. 

    W końcu Patrycja zatrzymała samochód przed ładnym, niskim, nowym blokiem, położonym na strzeżonym osiedlu. Otworzyła drzwi pasażera, żeby wypuścić obojętnie patrzącą w przestrzeń dziewczynę. Nie chciała jej zabierać do siebie, ale nie widziała innego wyjścia. 

    Ruszyły brukowanym chodnikiem w kierunku bloków. Minęły porośnięte pomarańczowymi i kremowymi kwiatami pergole, a potem ogrodzony plac zabaw dla dzieci. 

    W pewnym momencie Weronika zatrzymała się, a obojętność w jej jasnych oczach zastąpił strach. 

    — Co znowu?! — z trudem powstrzymała się od warknięcie coraz bardziej zirytowana Patrycja.

    Odpowiedź jednak przyszła sama. Kilka metrów przed nimi zatrzymał się wysoki chłopak. Ciemne, nieco przydługie włosy, zawadiacko opadały mu na czoło. Niewątpliwie należał do tych wyjątkowo przystojnych i pewnych siebie facetów. 

    Stanął zaskoczony. Sportowa torba wypadła mu z ręki.

    — Weronika! — powiedział jednocześnie zaskoczonym, uspokojonym i wyrażającym nadzieję głosem.

    Patrycja przyglądała mu się przez dłuższą chwilę, a dopiero potem go rozpoznała.

    — Chodź — odezwała się do dziewczyny, biorąc ją pod ramię i próbując zignorować niepożądaną obecność Dominika.

    Chłopak zareagował jakby instynktownie, bez chwili wahania. Przyskoczył do Weroniki, odpychając od niej Patrycję.

    — Zostaw ją! — warknął, zasłaniając sobą dziewczynę.

    Blondynka zamrugała. To ona miała ją zostawić?! Zupełnie jakby to właśnie ona była odpowiedzialna za zrobienie jej krzywdy. Co za dupek! Przemknęło w jej myślach.

    — Daj nam spokój! — syknęła w odpowiedzi, ale on już opiekuńczo obejmował ramieniem Weronikę.

    Najwyraźniej znał takie stany dziewczyny, ponieważ nawet nie próbował do niej niczego mówić. Po prostu zignorował Patrycję, podniósł z chodnika upuszczoną torbę i zaczął prowadzić Weronikę w stronę jednej z klatek schodowych. 

    Blondynka przez chwilę stała, nie wiedząc co ma zrobić, a potem podbiegła, żeby zagrodzić mu drogę.

    — Zostaw ją, bo zadzwonię na policję! — zagroziła.

    Prychnął, jakby odrobinę rozbawiony.

    — Tak? I co im powiesz? — zapytał drwiącym tonem.

    — Przecież ty ją porywasz! — oznajmiła pewna siebie.

    Dominik z politowaniem pokręcił głową.

    — Nic dziwnego, że powstało tyle dowcipów na temat inteligencji blondynek — stwierdził rozbawiony. — Czy to twoim zdaniem wygląda na porwanie? Czy Weronika w jakikolwiek sposób protestuje? Nie chce ze mną iść? Zresztą to moja narzeczona i nic ci do tego — oznajmił twardo.

    To dziewczyna mojego chłopaka! Przeszło niechętnie przez myśli Patrycji, ale powstrzymała się przed wypowiedzeniem tych słów na głos. Może powinna pozwolić mu ją zabrać i problem z głowy? Zawahała się. Nie, nie mogła tego zrobić. I nie chodziło tylko o Mateusza. Nie mogła jej zostawić z tym chłopakiem, nie po tym, co Weronika powiedziała jej na temat Dominika.

    — To przez ciebie wylądowała w szpitalu i nie sądzę, żeby chciała mieć z tobą jeszcze cokolwiek wspólnego! — warknęła wściekle Patrycja.

    Twarz Dominika zmieniła się, z rozbawionej w niedowierzającą, a potem lekko zaskoczoną. Przecząco pokręcił głową.

    — Nie, to nie tak… — zaczął, ale Patrycja zgromiła go wzrokiem. Westchnął. — Jeżeli chcesz, możesz do mnie wejść, możemy przez chwilę porozmawiać, ale jeżeli uważasz, że ją zostawię, kiedy jest w takim stanie, to grubo się mylisz.

    Dziewczyna, widząc, że nie ma wyjścia, niechętnie skinęła głową, a potem w ślad za prowadzącym Weronikę Dominikiem, weszła do czystej, zadbanej klatki schodowej i równie schludnej, nowoczesnej windy.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

    Kiedy weszli do trzypokojowego mieszkania, Dominik zdjął z ramion Weroniki sztruksową marynarkę. Niemal zachłysnął się powietrzem na widok fikuśnej, czarnej haleczki, która ukrywała się pod spodem.

    — Co ona ma na sobie?! — warknął oskarżycielsko na Patrycję.

    Dziewczyna tylko wzruszyła ramionami. Nie zamierzała mu o niczym opowiadać, a już na pewno nie o wydarzeniach dzisiejszego dnia. 

    Weronika zaplotła ręce na piersiach, jednocześnie chowając się za zasłoną z długich, czarnych włosów. Dominik odwiesił marynarkę na znajdujący się przy drzwiach wieszak, a potem okrył Weronikę swoją rozpinaną, zdecydowanie za dużą na dziewczynę, bluzą. Podniósł ja ostrożnie i zaniósł do pokoju, delikatnie układając na kanapie. Okrył ją miękkim, polarowym kocem. Skuliła się pod nim, drżąc. Delikatnie odgarnął z jej bladej twarzy, kruczoczarne włosy.

    — Nie bój się — szepnął, całując ją w skroń — już wszystko w porządku.

    Potem jeszcze ostatni raz musnął dłonią policzek Weroniki i wstał. Gestem zaprosił Patrycję do połączonego z pokojem, kuchennego aneksu. Usiedli na wysokich, barowych stołkach. 

    Dominik co chwila rzucał zaniepokojone spojrzenia w kierunku leżącej z zamkniętymi oczami, skulonej pod jasnym kocem, Weroniki. Wyglądało to tak, jakby nie marzył o niczym innym, jak tylko o tym, by położyć się obok niej i ją do siebie przytulić. 

    Teraz w głowie Patrycji panował mętlik. Przecież ta dziewczyna była szalona. Jak można było wierzyć jej słowom? Może tak naprawdę, w jej życiu wydarzyło się coś zupełnie innego…

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

    Prosty, biały, kuchenny blat stał niczym tarcza pomiędzy wpatrzoną w siebie wrogimi spojrzeniami dwójką. Brązowe oczy Dominika płonęły, natomiast błękitne Patrycji, były chłodne i opanowane. 

    — Zabieram Weronikę do siebie — oznajmiła stanowczo.

    Chłopak przecząco pokręcił głową, a ona nie mogła nie zauważyć tego w zawadiacki sposób, opadającego na czoło kosmyka brązowych włosów.

    — Czego od niej chcesz? — zapytał. — Kim ona w ogóle dla ciebie jest?

    Patrycja miała ochotę zgrzytać zębami. Za żadne skarby nie chciała się przyznawać do tego, że to dziewczyna, dla której porzucił ją chłopak.

    — To bez znaczenia kim jest dla mnie, ważne, że nie zostawię jej z tobą — oznajmiła twardo.

    — Dlaczego? — zdziwił się Dominik.

    — Jeszcze pytasz?! — zawarczała wychylając się w jego stronę nad białym blatem barku. — Upiłeś się, pobiłeś ją, wylądowała przez ciebie w szpitalu. Psychiatrycznym. Tyle chyba wystarczy za powód, nie sądzisz?

    W brązowych oczach chłopaka pojawiło się szczere zdumienie.

    — Ja nie… — wyszeptał, a potem z jego ust posypała się wiązka przekleństw. — To niemożliwe! — oznajmił stanowczo. — Nigdy bym jej nie skrzywdził! Kumplowi urodziło się dziecko i wypiłem wtedy jeden kieliszek szampana przed powrotem do domu. Wiedziałem, że na mnie czeka, zawsze czekała, dlatego nie chciałem zostawać dłużej. Potem, obudziłem się następnego dnia we własnym łóżku, a jej nie było. Dowiedziałem się, że znowu zabrali ją do szpitala. Próbowałem ją stamtąd zabrać, chciałem przynajmniej ją zobaczyć — mówił gorączkowo — ale mi nie pozwolili.

    Patrycja spojrzała na niego niedowierzająco. 

    — Więc masz dziurę w pamięci? — zapytała drwiąco. — Wygodne… W każdym razie jej wersja jest taka, że pobiłeś ją i próbowałeś wykorzystać, ale nie zdążyłeś, ponieważ straciła przytomność. I nie wymyśliła sobie tego — oznajmiła brutalnie, chłodnym głosem — widziałam ją w szpitalu. Ktoś się nad nią nieźle poznęcał i wedle wszelkiej logiki, byłeś to ty.

    Dziewczyna wstała, odsuwając wysokie, kuchenne krzesło. Chciała podejść do Weroniki, ale on zagrodził jej drogę.

    — Czegokolwiek nie powiesz, czegokolwiek nie zrobisz, ona tutaj zostanie — powiedział stanowczo.

    Potem, kompletnie ignorując jej obecność, sam podszedł do kanapy, na której leżała skulona dziewczyna. Ponownie wziął ją na ręce, tuląc do siebie, jakby była lalką. Przeniósł ją z pokoju do utrzymanej w tonacjach ciemnego brązu i ecru sypialni. Posadził na brzegu dużego, dwuosobowego łóżka, powoli zaczął rozbierać. 

    — Co robisz?! — warknęła wściekłym głosem Patrycja, która natychmiast po nich pojawiła się w drzwiach.

    Podniósł na nią wzrok.

    — Miałem nadzieję, że zdążyłaś już się stąd wynieść — oznajmił wrogo, zsuwając bluzę z ramion Weroniki.

    — Nigdzie nie idę, chyba, że z nią! — oznajmiła buntowniczo Patrycja, która jakby nie nienawidziła nowej dziewczyny Mateusza, teraz poczuła się za nią odpowiedzialna i zamierzała walczyć dzielnie jak lwica.

    Wzruszył ramionami.

    — Więc zostań. Rób sobie co chcesz.

    Odłożył dresową bluzę na bok i zaczął zdejmować z Weroniki czarną halkę. 

    Patrycja nie wytrzymała. Przyskoczyła do niego i z całej siły odepchnęła go od dziewczyny. Ponieważ przed nią kucał, zachwiał się teraz, niemal tracąc równowagę. Szybko jednak odzyskał rezon. 

    Dziewczyna zamierzyła się, żeby zadać mu jakikolwiek cios, było jej wszystko jedno gdzie trafi. Dominik brutalnie chwycił nadgarstki Patrycji.

    — Jakim prawem ją rozbierasz?! — wrzasnęła na niego.

    — Takim, że chcę położyć ją spać — odpowiedział siląc się na spokój. — Nie pierwszy raz zobaczę ją nago — zadrwił.

    — Ona ma chłopaka i nie jesteś nim ty! — wycedziła przez zęby blondynka.

    Dominik puścił ją. Odepchnął od siebie, tak, że prawie upadła na dywan.

    — Co?! — syknął na nią.

    — Głuchy jesteś? — odcięła się natychmiast. — Ona ma chłopaka — powtórzyła bardzo wolno, jakby zwracała się do idioty — i jest nim mój przyjaciel. Dlatego zostaw ją w spokoju.

    — Niby gdzie go poznała? — zapytał Dominik drwiąco, jakby Patrycja opowiedziała mu jakąś mocno naciąganą bajkę.

    — W szpitalu — odparła niechętnie dziewczyna.

    Twarz chłopaka z drwiącej i lekko rozbawionej, zmieniła się we wściekłą. 

    — Chcesz powiedzieć, że moją Weronikę napastował jakiś psychol? — zapytał cichym, groźnym głosem. Potem jego oczy rozszerzyły się jeszcze bardziej. — Czy to ten skurwiel, który się na mnie rzucił na plaży i przez którego wylądowaliśmy na komisariacie? Dopiero teraz przypomniało mi się skąd cię kojarzę, ty też tam byłaś — dodał ponuro.

    — To nie żaden psychol — warknęła, znowu starając się stanąć między nim a Weroniką. — To ona jest psychiczna — oznajmiła wskazując siedzącą spokojnie na łóżku, obserwującą ich z obojętną miną, dziewczynę.

    Dominik nie namyślał się ani przez chwilę. Jego ręka sama wystrzeliła w powietrze, by po chwili, z całej siły, uderzyć Patrycję w twarz. Blondynka spojrzała na niego niedowierzająco. W jej oczach zalśniły łzy. Chyba do tej pory tak naprawdę nie wierzyła, że to on mógł pobić Weronikę. Teraz jednak nie miała co do tego wątpliwości.

    — Dupek! — syknęła.

    Chłopak cały drżał i najwyraźniej z trudem nad sobą panował.

    — Wynoś się stąd — rozkazał ostro.

    Patrycja spojrzała na niego z nienawiścią, ale wiedziała, że w ten sposób nic nie osiągnie. Był od niej silniejszy. Jeżeli chciała pomóc Weronice, musiała tu wrócić, najlepiej z policją. Obróciła się na pięcie i już miała opuścić pokój, kiedy usłyszała cichy, błagalny głos.

    — Zostań, proszę — odezwała się Weronika, podnosząc na nią wzrok.

    Patrycja odwróciła się. Na twarzy Dominika malowała się pomieszana z konsternacją ulga. Natychmiast usiadł, koło Weroniki, opiekuńczo obejmując ją ramieniem. Delikatnie pocałował kruczoczarne włosy dziewczyny.

    — Jak dobrze, że wróciłaś — wyszeptał do niej.

    Duże, szare oczy Weroniki zwróciły się teraz ku niemu. Patrzyły błagalnie.

    — Pozwól jej zostać, proszę — odezwała się jeszcze ciszej niż do Patrycji.

    — Jeżeli tylko chcesz, może zostać — zgodził się natychmiast.

    Wyjął z komody starannie złożoną, grafitową piżamę ze zdobiącymi nogawki rysunkami przedstawiającymi małe misie panda i podał ją dziewczynie. 

    — Czekała tu na ciebie — uśmiechnął się do niej łagodnie. 

    Weronika bez skrępowania zdjęła z siebie czarną haleczkę, zastępując ją czystą, bawełnianą piżamą. Potem wdrapała się na łóżko, odsuwając się pod samą ścianę. Wsunęła się pod kołdrę. 

    Dominik, ponownie ignorując obecność Patrycji, położył się tuż przy niej. 

    Blondynka nie mając pojęcia co ze sobą zrobić, niechętnie usiadła na brzegu łóżka. Wyglądało na to, że ten paskudny dzień, wcale nie miał się tak szybko skończyć.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

    Weronika naciągnęła lekką kołdrę na głowę. Dotyk przytulającego ją do siebie Dominika sprawiał jej niemal fizyczny ból. Kiedy minęło jej dziwne otępienie, zaczął dławić ją zimny, duszący strach. Wiedziała, że jest podłą egoistką. Bała się o Mateusza, ale dlatego, że jeżeli coś by mu się stało, to ona już więcej go nie zobaczy, nie będzie mogła dotknąć, przytulić, poczuć jego myśli. Musiała coś zrobić. Wiedziała, że musi! Tylko kompletnie nie miała pojęcia co…

    — Słoneczko… — zaczął cichym głosem Dominik, upewniając się, że ciągle znajdująca się w pokoju Patrycja, zasnęła na siedząco.

    — Mhm? — mruknęła niepewnie Weronika.

    — Słyszałaś o czym rozmawialiśmy, prawda? — upewnił się chłopak.

    — Tak — przyznała niechętnie.

    Dominik westchnął, a ona wiedziała, że wypytywanie o to sprawia mu trudność. Przygarnął ją do siebie bliżej, przytulił mocniej, jakby chciał zaprzeczyć słowom, które spodziewał się za chwilę usłyszeć.

    — Czy ona mówiła prawdę? Skrzywdziłem cię?

    Już od kiedy usłyszał o pobiciu po raz pierwszy, wiedziała, że nie miał pojęcia o tym, co jej zrobił. Jego myśli były zbyt wzburzone. Wyczuwała w nim przerażenie, że naprawdę mógł ją skrzywdzić. W jej życiu działy się już znacznie dziwniejsze rzeczy. Dominik przestał być dla niej potworem i stał się tym samym, czułym chłopakiem, który się nią opiekował. Poczuła, że w dalszym ciągu go kocha, że jej na nim zależy, w najmniejszym stopniu nie zmieniało to jednak faktu, że to nie on był tym jedynym, właściwym. Dominik nie był Mateuszem i nawet gdyby chciała, to nic nie mogła na to poradzić. 

    — Tak — odpowiedziała szczerze Weronika.

    Poczuła jak jego ciało sztywnieje. Usłyszała jego wyrywające się na wolność, zaprzeczające myśli. Z trudem się uspokoił.

    — I poznałaś kogoś? — kontynuował.

    — Tak.

    — Więc gdzie on jest? — niemal warknął.

    — Nie wiem — przyznała spokojnie dziewczyna — ale go znajdę.

    — Jak to? — spytał zakłopotany Dominik.

    — Coś zdemolowało nasze mieszkanie — odpowiedziała, odwracając się ku niemu, by móc spojrzeć w jego brązowe oczy. — Potem już go nie widziałam.

    — Wezwałaś policję? — zapytał zastanawiając się czy sobie tego nie wyobraziła.

    Weronika przecząco pokręciła głową.

    — Patrycja wezwała.

    — Więc ona też tam była? — zapytał próbując ogarnąć całą sytuację.

    — Przyszła później — przyznała dziewczyna. — Nie mam pojęcia co robić — westchnęła smętnie.

    Po głowie Dominika kłębiły się różnego rodzaju nieprzyjemne myśli. Był jednocześnie zły i zaniepokojony, zastanawiał się też, co może zrobić, żeby jej nie stracić. To była jego wina, że już jej nie miał i to on musiał wszystko naprawić. Nawet jeżeli to co się stało zrobił zupełnie nieświadomie. Przytulił ją do siebie.

    — Prześpij się trochę — poprosił. — Jutro porozmawiamy o wszystkim spokojnie i na pewno znajdziemy jakieś rozwiązanie. Wszystko będzie dobrze — mruknął, jakby próbował uspokoić samego siebie.

    Weronika zamknęła oczy. Dominik nie mógł jej pomóc, nie tym razem, ale nie zamierzała go o tym informować. Wiedziała też, że trochę czasu minie, zanim do niego dotrze, że nigdy nie będą już razem. Wtuliła twarz w jego koszulkę, by po chwili zapaść w pełen koszmarów, nieprzyjemny sen.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

    Biegła przez las. Nie dawała już rady. Jej serce łomotało w piersi jak oszalałe. Czuła dławiący w gardle strach. Nie miała pojęcia co ją goni. Potknęła się o wystający korzeń, przewróciła. To „coś” pojawiło się w zasięgu wzroku i skoczyło na nią. Długie pazury, ostre zęby, zmierzwiona sierść. 

    Weronika obudziła się z krzykiem. 

    Blade promienie porannego słońca zaglądały przez nieco przybrudzoną szybę. Oszołomiona, wyrwana ze snu, na wpółleżąca na łóżku Patrycja rozglądała się zdezorientowana po pokoju. W otwartych drzwiach stanął kompletnie ubrany, nienagannie wyglądający Dominik. Zaniepokojony podszedł do Weroniki.

    — Coś się stało? — spytał siadając, żeby móc ją do siebie przytulić.

    — Zły sen — odparła cicho, nie mogąc wygonić z myśli atakującej ją bestii.

    — Wziąłem sobie dzisiaj wolny dzień — uśmiechnął się do niej łagodnie — będziesz jeszcze spała czy jemy śniadanie? — zapytał pogodnie. 

    Dziewczyna wzdrygnęła się. Nie zamierzała dłużej spać. Bała się ponownego spotkania z koszmarnym potworem. 

    — Ubrałabym się — przyznała cicho.

    Skinął głową.

    — Świetnie. Twoje ubrania leżą poskładane w szafie. Czekam na ciebie — dodał, po czym po raz kolejny ignorując obecność Patrycji, wyszedł z pokoju.

    ~ ♥ ~ ♥ ~ ♥  ~

    Weronika siedziała na wysokim stołku, z trudem przeżuwając płatki. Nie miała ochoty jeść. Właściwie to na nic nie miała ochoty, widziała jednak zmartwione, zaniepokojone spojrzenie Dominika i starła się udawać dzielną. 

    Patrycja wyszła do swojego mieszkania, tylko po to, żeby umyć się i przebrać, a potem, z tą samą determinacją, jaka cechowała ją poprzedniego dnia, wróciła, oznajmiając, że ona również wzięła dzień wolny z pracy. 

    Weronika niemal słyszała, jak Dominik zgrzyta zębami. Cieszyła się, że dziewczyna zostanie. Jakkolwiek by jej nie lubiła, dzięki niej czuła się bezpieczniejsza i nabierała pewności, że nie zrobi nic, co mogłoby zranić Mateusza. 

    Nie miała pojęcia, gdzie zacząć poszukiwania. W końcu zrezygnowana odezwała się cichym głosem.

    — Chciałabym… — zaczęła, a oni natychmiast przestali mierzyć się wrogimi spojrzeniami i odwrócili ku niej wzrok. 

    Speszyła się i zamilkła. 

    — O co chodzi kochanie? — zwrócił się do niej łagodnie Dominik, podchodząc bliżej.

    — Chciałabym wybrać się do biblioteki — dokończyła boleśnie przypominając sobie jak pewnie czuła się w obecności Mateusza.

    Chłopak uśmiechnął się do niej ciepło. 

    — Oczywiście, możemy podjechać nawet zaraz, jeżeli tylko masz ochotę.

    Weronika skinęła głową. Właściwie to nawet nie do końca była pewna co chce tam znaleźć, ale nie miała lepszego punktu wyjścia. Zdawała sobie sprawę, że w tym wypadku, policja będzie zupełnie bezradna. 

    — Dziękuję — wyszeptała cicho, zgrabnie zsuwając się z krzesła.

    W bibliotece znudzona Patrycja, która uparła się z nimi jechać, przeglądała przy stoliku jakieś kolorowe czasopisma, natomiast Dominik nie odstępował Weroniki na krok. Jego brązowe oczy obserwowały uważnie, jak dziewczyna ściąga z półek coraz to nowe pozycje o legendach, mitach i magii. 

    — Po co ci to? — w końcu nie wytrzymał. 

    — Naprawdę chcesz wiedzieć? — zapytała przeszywając go wzrokiem.

    Westchnął.

    — Właściwie, to przypuszczam, że wolałbym nie… — spojrzał jej w oczy — proszę cię jednak, powiedz mi. Jak zwariowane by to nie było — dodał na wszelki wypadek.

    Weronika wzruszyła ramionami. Poprowadziła niosącego za nią naręcze książek chłopaka w kierunku drewnianego, masywnego stolika.

    — Wiesz, że czasem widzę dziwne rzeczy? — spytała niepewnie. Przytaknął, nie komentując. — Mateusz też je widział — przyznała, spuszczając wzrok. — Sądzę, że jest właśnie gdzieś tam, w świecie, który dla ciebie nie istnieje.

    Dominik patrzył na nią skonsternowanym wzrokiem, nie mając pojęcia co jej odpowiedzieć. 

    Weronika po cichu wertowała książkę. Nagle zatrzymała się na jednej ze stron. Przez dłuższą chwilę przyglądała się czarnobiałej ilustracji, a potem brutalnie, jednym płynnym ruchem, wydarła ją ze środka książki.

    — Co robisz? — zdenerwował się chłopak.

    — Znam to miejsce — mruknęła, składając starannie obrazek i wkładając go do kieszeni ciasnych jeansów. Wstała od stolika, ignorując resztę książek. — Dominiku… — zaczęła. — Muszę gdzieś pojechać.

    — Co tylko zechcesz — westchnął zrezygnowany.

    — Ale to daleko — powiedziała nieśmiało. — Poradzę sobie sama.

    Spojrzał na nią twardo.

    — Nie mam mowy! Nawet jeżeli chcesz wybrać się do Egiptu, to jadę z tobą i już!

    Uśmiechnęła się nieśmiało. Za to go właśnie kochała. Jak dziwne nie byłoby jej zachowanie to on zawsze jej ufał. Jako jedyny w nią wierzył. Impulsywnie wspięła się na palce i pocałowała go w gładki policzek. Potem wtuliła się w niego, a on objął ją czule ramionami.

    — Chcę wybrać się nad morze — wyjaśniła, mówiąc w jego błękitny półgolf.

    — To jeszcze nie tak źle. Byłem przekonany, że wybierzesz Alaskę! — zaczął się droczyć z dziewczyną, całując jej włosy.

    Roześmiała się, jednak stanowczo go od siebie odsuwając.

    — Możemy jechać? — spytała.

    — Teraz? — zdziwił się zaskoczony.

    Westchnął, kiedy skinęła głową. Wziął ją za rękę i poprowadził w kierunku wyjścia z czytelni, zostawiając na stole nierówno złożony stos książek. 

    — Niech ci będzie — mruknął — ale najpierw zatrzymamy się na pizzę! — oznajmił kategorycznie, a Weronika obdarzyła go srebrzystym śmiechem.

    Note