Header Background Image
    Rzeczywistość to ta część wyobraźni, co do której wszyscy się zgadzamy.

    Koszmary

    Trening z horroru

    Oliver

    Rano, przed wyjściem do szkoły, nie umiałem usiedzieć w jednym miejscu. Prawie nie tknąłem śniadania. Potem, już w mundurku, stanąłem w holu i czekałem na Raon, bo miałem nadzieję, że jest cała i zdrowa. Uznałem, że pojedziemy razem do Akademii, a potem pomyślę, co dalej zrobić.

    Cassian wyszedł do swoich obowiązków wcześniej niż zwykle. Odetchnąłem z ulgą. Zachodnie skrzydło milczało. Służba sprzątała w pośpiechu, a jednak z dbałością o to, żeby na terenie mojego brata, wszystko było perfekcyjne. Liczyłem kroki na marmurze i udawałem, że spokojnie czekam na powóz, nie na dowód, że dziewczyna, która została podarowana Cassianowi, jak żywy towar, dożyła świtu.

    Wtedy stały się dwie rzeczy naraz.

    Raon wyszła z zachodniego skrzydła nienagannie ubrana, w czerwonym mundurku, ze szkolną torbą przewieszoną przez ramię. Włosy miała spięte w wysoką kitkę. Twarz miała spokojną, jak w zwyczajny poranek. Nic w niej nie przypominało wydarzeń z poprzedniego wieczoru. Lokaj w tej samej chwili skłonił się ku mnie i podniósł głos.

    — Powóz rodu Seonwoo — oznajmił lokaj. — Przybyli panienka Iseul i panicz Mir.

    Skinąłem mu głową i wyszedłem przed dom, z Raon u boku. Ona nie pytała, dokąd idziemy. Ja nie pytałem, jak potraktował ją mój brat. Na podjeździe stał znajomy powóz, a przy nim rodzeństwo Seonwoo, którego nie spodziewałem się zobaczyć za naszą bramą.

    Iseul rozpromieniła się na nasz widok tak jasno, jakby dziedziniec rezydencji De’Vree był porośnięty barwnymi kwiatami, a nie wyłożony czarnym kamieniem, po którym biegły wąskie, równe żyłki jaśniejszego marmuru. Po obu stronach podjazdu stały posągi wyższe od powozu, z twarzami startymi przez deszcz i z dłońmi złożonymi na rękojeściach mieczy, których nigdy już nie dobędą. Żywopłot przycięto w równe ściany. Latarnie milczały w dziennym świetle. Cały dziedziniec miał przytłaczać gości, zanim lokaj zdążył otworzyć drzwi.

    Mir stał sztywno, z dłonią na ramieniu siostry, i ta sztywność mówiła mi więcej niż jakiekolwiek słowa. Reputacja dworu musiała do niego dotrzeć. Mimo to wyszedł krok naprzód.

    — Raon, nic ci nie jest? — zapytał zaniepokojony.

    To samo pytanie krążyło mi po głowie od kiedy opuściła zachodnie skrzydło. Nie zdążyłem go jednak powtórzyć.

    — Raon! — zawołała Iseul radośnie. — Jak spało ci się w nowym miejscu?

    Wspomniana dziewczyna podbiegła do niej i oplotła jej szyję ramionami. Coś szepnęła jej przy uchu, za cicho, żebym wyłapał słowa. Iseul uśmiechnęła się jeszcze szerzej i przytrzymała siostrę tak, jakby to była odpowiednia chwila, żeby się cieszyć.

    Mir i ja wpatrywaliśmy się w nie obaj, nic nie rozumiejącym wzrokiem. Iseul nie zadawała pytań, nie pytała nawet o Cassiana. Raon nie płakała. Mundurek leżał na niej idealnie, a ja stałem z pustymi rękami i z wrażeniem, że noc, której się bałem, wydarzyła się w innym domu.

    Odchrząknąłem.

    — Jesteście tu po Raon? — zapytałem.

    Iseul spoważniała, choć jej dłoń nadal leżała siostrze na plecach.

    — I tak, i nie — odparła swobodym tonem. — Chcieliśmy pojechać razem z wami do szkoły, ale Raon zostaje. Nie wraca do posiadłości rodu Seonwoo. Nie po tym, jak potraktowali ją nasi rodzice.

    — Isi, nie rozumiesz… — zacząłem.

    Ona mi przerwała i wzięła mnie za rękę, jakby to była oczywista sprawa, a nie mająca niebezpieczne konsekwencje decyzja.

    — Chodź — powiedziała z tym samym pogodnym uśmiechem. — Pojedziemy jednym powozem. Chyba nie chcesz się spóźnić na trening?

    Spojrzałem na Raon, która wciąż stała przy siostrze i nie wyglądała na kogoś, kogo trzeba ratować. Spojrzałem na Mira, który wciąż nie rozluźnił ramion. Potem spojrzałem na własną dłoń w dłoni Iseul i wszedłem za nią do powozu, bo nie chciałem zostać na dziedzińcu z pytaniami, na które nikt nie chciał mi odpowiedzieć.

    ★ ★ ★

    Iseul

    Moje zadowolenie rosło z każdym, kolejnym słowem nauczyciela.

    — W dniu dzisiejszym rozpoczniecie specjalny, militarny trening, pod nadzorem doświadczonych, przysłanych przez gwardię narodową żołnierzy. Ćwiczenia zakończą się miesięcznymi praktykami, z przydzielonymi wam opiekunami — oznajmił nasz trener, a jego spokojny zawsze głos tym razem zdradzał nuty ekscytacji. — Tegoroczny trening poprowadzi sam kapitan, Cassian De’Vree, co, jestem pewien, zawdzięczamy doskonałym wynikom, jego młodszego brata Olivera De’Vree — wskazał w naszym kierunku, a ja odniosłam wrażenie, że Oliver, zamiast się napuszyć, lekko pobladł.

    W auli zapanowała wrzawa. Szepty niosły się wzdłuż rzędów, niczym przeciąg, najpierw niedowierzające, potem coraz weselsze, aż chłopak z tyłu sali zaśmiał się zbyt głośno i zaraz ściszył głos, jakby kapitan był już tu z nami na sali. Głowy odwracały się ku Oliverowi jedna po drugiej. Lilith uniosła brwi. Seori szturchnęła ją łokciem i obie patrzyły na niego tak, jak patrzy się na los, który przyniósł niespodziewaną wygraną.

    Oliver nie odwzajemnił ani jednego spojrzenia. Siedział sztywno przy moim boku, a biel jego policzków nie miała nic wspólnego z dumą. Ja sama nie potrafiłam zapanować nad uśmiechem. On faktycznie znalazł sposób, któremu nie mogła sprzeciwić się moja rodzina i zrobił to bez zrzucenia ich z piedestału, a nawet bez rozlewu krwi.

    Otworzyły się drzwi, a do środka wmaszerował Cassian we własnej osobie. Po jego bokach szło dwóch żołnierzy w ciemnych mundurach gwardii, równo, bez pośpiechu, jakby aula Akademii była tylko kolejnym korytarzem, który mieli do przejścia. Trener wyprostował się. Szepty ucichły w pół słowa. Uśmiechnęłam się do niego szeroko, nie dbając o to, kto to zobaczy, a w jego oczach mignął błysk rozbawienia, krótki i przeznaczony tylko dla mnie.

    — Nazywam się Cassian De’Vree i jestem kapitanem gwardii narodowej. Od dnia dzisiejszego począwszy, rozpoczniecie wojskowy trening. Po treningu osobiście zajmę się parą z najlepszymi wynikami — oznajmił Cassian. — Nawet jeśli nie będzie w niej mojego brata.

    Sala parsknęła śmiechem, który zaraz przeszedł w zachwyt. Dziewczyny zaklaskały tak spójnie, jakby to wcześniej ćwiczyły. Siedząca po mojej drugiej stronie Seori wyglądała, jakby już liczyła własne noty po cichu, planując wygraną. Oliver pobladł jeszcze odrobinę, a ja nie odwróciłam wzroku od oczu Cassiana, wiedząc, że słowa są skierowane do mnie.

    ★ ★ ★

    Raon

    Zwyczajny dzień w szkole zwykle mijał mi szybko i cicho. Tego ranka było inaczej. Czułam się lepiej niż zazwyczaj. Czułam się wspaniale. Miałam zostać w rezydencji rodu De’Vree. W torbie, między zeszytami, leżał pluszowy królik, który przybierał żywą formę, kiedy go o to poprosiłam. Cassian traktował mnie jak młodszą siostrę. Pilnował, żebym zjadła śniadanie, i nie odesłał mnie do domu Seonwoo. Wszystko zaczęło się układać, w sposób, którego nie potrafiłam sobie wcześniej nawet wymarzyć.

    Moje dawne rzeczy zostały w domu Seonwoo, więc dostałam nowe. Przybory szkolne były najwyższej jakości. Atrament nie rozlewał się z pióra na palce. Ołówki były długie i ostre, nie były ogryzkami, których zwykle używałam do samego końca. Zeszyty miałam czyste, z grubymi kartkami, które nie przesiąkały od jednego zdania. Miałam nawet nowy, duży zestaw farb. Niosłam pudełko obiema rękami, bo bałam się, że je upuszczę.

    Nie każdemu jednak podobała się zmiana, jaka we mnie zaszła. Dziewczyny, które mnie prześladowały, zostały zawieszone, ale na korytarzu i tak znalazł się ktoś inny. Uczennica z mojej klasy wytrąciła mi farby z rąk, kiedy niosłam je do szafki. Pudełko uderzyło o posadzkę. Tubki potoczyły się pod buty. Inna dziewczyna potrąciła mnie tak, że upadłam na kolana. Dookoła rozległ się śmiech.

    — Zapomniałaś już swojego miejsca? — rzuciła tamta i również się roześmiała.

    Bałam się, ale nie tak jak wcześniej. Kolana paliły. Farby leżały na podłodze. Bardziej niż prześladowania bałam się zawartości swojej torby. Seth mógł się przemienić i zareagować, a wtedy ktoś na pewno by mi go odebrał. Zacisnęłam dłoń na pasku i o nic go nie poprosiłam. Chroniłam jego, nie siebie, bo to było zdecydowanie ważniejsze.

    Wtedy, ku mojemu zdumieniu, na korytarzu pojawił się Cassian. Nie miałam pojęcia, co tu robił. Miał na sobie pełen mundur, pagony, które pokazywały rangę, i odznaczenia, których nie umiałam odczytać. Uczniowie odsunęli się sami i naturalnie zeszli mu z drogi. On podszedł do mnie i podał mi rękę.

    — Co tu robisz? — zapytałam.

    Zaskoczenie mieszało się z ulgą.

    — Jestem odpowiedzialny za trening klasy Iseul i Olivera — odparł Cassian.

    Wpatrywałam się w niego szeroko otwartymi oczami. Oczywiście. Dlaczego nie miałby tego robić, skoro mógł. To był dobry sposób, żeby być blisko Iseul, bez zgody naszej rodziny, która odrzuciła jego oświadczyny.

    — No tak… — szepnęłam.

    — Masz ochotę zjeść ze mną obiad? — zapytał Cassian.

    — Tak! — odpowiedziałam prawie krzykiem.

    — Świetnie, w takim razie chodźmy — powiedział mężczyzna bez emocji.

    Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że wszyscy uczniowie na korytarzu patrzą na mnie szeroko otwartymi oczami. Farby nadal leżały na posadzce.

    — Pozbieraj to i zanieś na ławkę Raon — rozkazał uczennicy, która wcześniej mnie potrąciła.

    Ona natychmiast padła na kolana i zaczęła pospiesznie podnosić kolorowe tubki.

    Stałam już prosto, z torbą przy boku, i rozumiałam, że miejsce w hierarchii, o które pytała tamta dziewczyna, właśnie na oczach innych uczniów podniosło się o kilka poziomów.

    ★ ★ ★

    Oliver

    Szliśmy na lunch we czwórkę, bo Seori i Lilith przylgnęły do Iseul jeszcze na schodach i nie dały się odczepić. Prowadzący do kafeterii korytarz pachniał zupą i plotką.

    — Iseul, co teraz zrobisz? — zapytała z przejęciem Seori. — Pół szkoły słyszało, jak otwarcie przyznałaś, że zakochałaś się w kapitanie De’Vree… a potem ten pocałunek — niemalże zapiszczała.

    Isi nie wyglądała na ani odrobinę zmieszaną. Obdarzyła koleżankę promiennym uśmiechem, który ostatnio wyjątkowo często jej towarzyszył.

    — Niczego nie będę robiła — odpowiedziała pogodnie. — Postawiłam już pierwszy krok, teraz czas na jego ruch.

    Była tak piekielnie pewna siebie! Jednak musiałem przyznać, ze miała ku temu podstawy. W końcu… mój brat wysłał oficjalną propozycję małżeństwa do rodu Seonwoo, w wyniku której pod nasz dach trafiła jej młodsza siostra. Z trudem przełknąłem ślinę. Być może ona naprawdę zakochała się w Cassianie, byłem jednak pewien, że on nie jest zdolny do tego, by kiedykolwiek odwzajemnić to uczucie.

    W kafeterii zobaczyłem ich, zanim Iseul zdążyła uśmiechnąć się ponownie. Cassian siedział przy stole pod oknem, w mundurze, i nawet przy talerzu zupy wyglądał jak na służbie. Raon siedziała obok niego. Na tacy miała więcej jedzenia niż zwykle i jadła spokojnie, bez rozglądania się po sali.

    — O nie — szepnąłem.

    — O tak — poprawiła mnie Lilith.

    Iseul ruszyła do nich od razu. Ku mojej irytacji i ku zachwytowi Seori oraz Lilith dosiadła się, zanim zdążyłem wymyślić jakąkolwiek wymówkę. Chcąc nie chcąc, usiadłem obok niej. Seori zajęła miejsce naprzeciwko. Lilith przysunęła krzesło tak blisko, że niemal dotykała Iseul kolanem.

    — Dzień dobry, kapitanie — powiedziała Seori bardzo grzecznie. — Nie zajmiemy dużo miejsca.

    Cassian skinął jej głową w milczeniu i nie zaprotestował przeciwko przysiadającym się do jego stołu uczennicom. Raon uniosła wzrok znad talerza i uśmiechnęła się do Iseul, która przysunęła jej chleb, zanim ona zdążyła poprosić. Wbiłem łyżkę w zupę i milczałem.

    — Kapitanie, co łączy pana z Iseul? — zapytała Seori, a ja niemal prychnąłem zupą zaskoczony jej bezpośredniością.

    — Zrobię wszystko, żeby jej rodzina zgodziła się na nasz ślub — odparł Cassian równie bezpośrednio, bez chwili wahania.

    Seori pisnęła z zachwytem. Lilith westchnęła zaraz po niej.

    — Ja to zapiszę — szepnęła Lilith. — W pamiętniku.

    — Na murze będzie krócej — podsunęła Seori. — Szczególnie, że Iseul już powiedziała publicznie tak.

    Obie były wyraźnie podekscytowane. Iseul uśmiechnęła się do niego przez stół. Raon też się uśmiechnęła, szczęśliwa, jakby właśnie usłyszała to, na co czekała. Mnie natomiast ścisnęło w żołądku. Coraz bardziej bałem się o Isi. Mój brat mówił o ślubie, a Seori i Lilith brały to za wyznanie. Ja nie umiałem przełknąć ani słowa. Byłem pewien, że jego intencje nie są czyste i ma jakieś sobie tylko znane ukryte plany.

    ★ ★ ★

    Iseul

    Po lekcjach korytarz opustoszał, ale Cassian nie puścił nas razem z resztą uczniów. Spojrzał na Olivera, a później na mnie, nie pokazując po sobie żadnych emocji.

    — Zostajecie — oznajmił.

    Zaprowadził nas na wieżę, która wznosiła się nad Akademią niczym igła wbita w senne niebo. Schody na górę były ciasne i kręte. Powietrze robiło się rzadsze. Na samym szczycie nie było barier, pieczęci ani tej grzecznej linii, którą szkoła rysowała między jawą a snem. Tu jeden świat przechodził w drugi, nie znając granic. Poczułam radość. Nie sądziłam, że w szkole istnieje tak cudowne miejsce. Oliver zbladł, zanim Cassian zdążył się odezwać.

    — Sprawdźmy, co potraficie — rzucił Cassian.

    Nagle staliśmy w szkole, która nie miała niczego wspólnego z Akademią. Mgła leżała na posadzce do kolan i połykała dalszy korytarz, więc wzrok kończył się wcześniej niż strach. Na ścianach zostały krwawe odciski dłoni, jedne małe, inne rozcapierzone, jakby ktoś szukał drzwi po omacku. Z sal dochodziło skrobanie kredy. Nauczyciel w drzwiach miał uśmiech zbyt szeroki na ludzką twarz i oczy bez białek. Uczniowie szli ku nam nierównym krokiem, z mundurkami w strzępach i z twarzami, które zapomniały oddechu. Dźwięk kroków nie zgadzał się z ruchem. Coś chrobotało tuż za lewym uchem i milkło, kiedy odwracałam głowę. Światło migotało, jakby zepsuły się wszystkie żarówki, a między błyskami korytarz przysuwał się bliżej.

    Oliver, kiedy któraś z żyjących tu istot podeszła za blisko, stawiał między nami cokolwiek, co zdążył wymyślić. Raz rozbłysła świetlista tarcza i zombie odbił się od niej z mokrym plaśnięciem. Innym razem drzwi zatrzasnęły się same, zanim demoniczny nauczyciel zdążył przestąpić próg. W pewnym momencie ławka przesunęła się w poprzek korytarza, krzywo, byle zasłonić nogi. Oliver oddychał szybko i płytko, czujnie rozglądając się dookoła.

    Stwory rodem z horrorów nie miały dla mnie znaczenia. W obecności Cassiana nic nam nie groziło, a koszmary, które nie wyczuwały strachu, traciły zainteresowanie szybciej niż uczniowie na nudnej lekcji. Jeden minął mnie tak blisko, że mgła poruszyła mi rąbek spódnicy, i poszedł dalej, ku Oliverowi, bo tam biło serce, które dało się zjeść. Uśmiechnęłam się lekko rozbawiona jego zachowaniem, zdziwiona, że kompletnie nie znał żadnych zasad. Oliver nie uśmiechnął się ani razu.

    — Dam ci możliwość, żebyś się wykazał — oznajmił Cassian, patrząc na brata.

    Oliver spojrzał na niego przerażony.

    — Ja nie… — zaczął, ale było już za późno.

    Cassian wciągnął mnie do jednej z klas, jego dłoń leżała pewnie na moim nadgarstku, a drzwi za nami zniknęły od razu, jakby nigdy ich tam nie było. Korytarz, Oliver i jego tarcze zostali po drugiej stronie ściany, która nagle była tylko murem. W klasie pachniało kredą. Stałam tuż przy Cassianie i słyszałam, jak za ścianą Oliver woła moje imię, ale szkoła grozy nie zamierzała otwierać mu drogi do nas.

    Kiedy zostaliśmy sami, Cassian podniósł mnie bez trudu i posadził na biurku nauczyciela. Nachylił się, kładąc dłonie na blacie, po obu stronach moich ud. Mój i tak już szybki oddech jeszcze bardziej przyspieszył. Uniosłam rękę i wplotłam ją w jego włosy. Nie czekał dłużej. Pocałował mnie tak namiętnie, jakby na całym świecie nie istniało nic ważniejszego. Zamknęłam oczy i przestałam myśleć. Był tylko on i nasze złączone usta. Chciałam więcej, zdecydowanie więcej! Pragnęłam być blisko niego, najlepiej przez cały czas.

    — To jeden z tych elementów, który naprawdę podoba mi się w byciu człowiekiem — wyszeptał przy moim uchu, a ja z trudem przełknęłam ślinę.

    Jego oddech został na mojej skórze. Dłonie nie przesunęły się z blatu, a jednak bliskość i tak zrobiła się ciaśniejsza, bo wystarczyło, że pochylił czoło do mojego i zaśmiał się cicho, jakby ludzki pocałunek był odkryciem, które zamierzał powtarzać bez końca. Wplotłam palce mocniej w jego włosy. Nie chciałam, żeby się odsunął. On stanął jeszcze bliżej i ponownie mnie pocałował.

    Potem za ścianą coś huknęło, głucho, jak mur stawiany w pośpiechu. Dźwięk wciął się w pocałunek i przypomniał mi, kogo zostawiliśmy na korytarzu.

    — Nie powinniśmy wrócić do Olivera? — zasugerowałam.

    — Poradzi sobie — Cassian odpowiedział obojętnie. — To teraz mój brat i wszyscy o tym wiedzą — dodał jakby to była oczywista, oczywistość. — Nikt z mojego świata nie śmie go skrzywdzić.

    Spojrzałam na niego lekko rozbawiona.

    — Wyglądał, jakby mógł w każdej chwili zejść na zawał — wspomniałam.

    Cassian roześmiał się.

    — Jest młody, nic mu nie będzie.

    To, że traktował Olivera, jak rodzinę, było ciekawą informacją. Więc zarówno on, jak i Raon byli pod jego ochroną. Dobrze. To mi się podobało. Musiałam przyznać, że ja również ich tak traktuję, obydwoje, i nie chciałabym, żeby któremukolwiek przydarzyło się coś złego. Szczególnie w świecie snów, który kochałam bardziej niż jakiekolwiek inne miejsce.

    Note