Header Background Image
    Rzeczywistość to ta część wyobraźni, co do której wszyscy się zgadzamy.

    Kraina Koszmarów

    Dwie siostry

    Iseul

    Nic nie działało. Okropnie żałowałam, że nie ma tu telewizji, bo w domu wystarczyło, że włączyłam sobie na dobranoc jakiś solidny horror, by po zaśnięciu trafić dokładnie tam, gdzie chciałam. Tutaj noce mijały spokojnie, a ja nie śniłam żadnych snów. Musiałam to jakoś naprawić. Szczególnie, że notatnik jakby rozpłynął się w powietrzu, a ja wciąż nigdzie nie mogłam go znaleźć. 

    W tej chwili jednak co innego zaprzątało moje myśli. Po dwóch tygodniach w domu, mój lekarz uznał, że mogę już wrócić do szkoły. Wyraził również nadzieję, że utrata pamięci jest tymczasowa, na szczęście nie zapewnił o tym mojej nowej rodziny, bo cóż, pamięć oryginalnej Iseul raczej nigdy do mnie nie wróci. 

    Dzień wcześniej Mir zabrał mnie do miasta, które wyglądało, jak uwięzione w XIX wieku, ale alternatywnej erze parowych wynalazków. Wszystko wydawało mi się znajome i obce zarazem. Wycieczka była fascynująca. 

    Po zakupach, uświadamiających mi, jak zamożna jest moja nowa rodzina, usiedliśmy w kawiarni, do której zaprosił moje przyjaciółki ze szkoły, Lilith i Seori. Akademia podobno już znała moją sytuację, a teraz mój brat wyjaśnił ją także im, a one obiecały się mną opiekować. Sprawiały jednak wrażenie, jakby były podwładnymi, a nie koleżankami Iseul. Nie byłam pewna, czy wynikało to z charakteru dziewczyny, w którą się wcieliłam, czy może z uwagi na ważne nazwisko, które nosiła. 

    Na myśl o pojawieniu się w szkole czułam ekscytację. Fascynowała mnie wiedza na temat świata snów, ale szczególnie mocno nie mogłam się doczekać treningów, w salach, w których w kontrolowany przez Akademię sposób pojawiały się sny, nad którymi uczniowie uczyli się panować. 

    Poza tym… istniała realna szansa na to, że go tam spotkam. W ludzkiej powłoce musiał być w zbliżonym do mojego wieku. Byłam pewna, że kiedy już go zobaczę, to bez trudu go rozpoznam. Gdybym tylko miała mój notes… 

    Powóz, którym jechałam z Mirem, zatrzymał się przed kompleksem budynków z czerwonej cegły. Kiedy wysiadaliśmy spojrzałam w niebo. Nad dachami znowu leżała ta sama połać, która nie umiała wybrać między dniem a raną po nocy. Błękit trzymał się tylko w skrawkach, fiolet sączył się w złoto, a pionowe chmury stały jak żagle, przez które mrugały gwiazdy w pełnym świetle. Widok był oszałamiający. Nie byłam pewna, czy kiedykolwiek się do niego przyzwyczaję.  

    ★ ★ ★

    Raon

    Od dwóch tygodni bezskutecznie nosiłam przytulony do piersi notatnik po korytarzach szkoły. Nikt nie zwrócił na niego uwagi. Słowa pisane czarnym atramentem stawały się coraz bardziej niecierpliwe, a ja powoli traciłam nadzieję. 

    Tego dnia próbowałam ponownie. Powoli szłam korytarzem, mijając kolejnych uczniów. W pewnym momencie zamarłam. Neva i Lucy stały na środku przejścia, a ja przycisnęłam notatnik mocniej, jakbym mogła się schować za jego skórzaną okładką.

    — Co tam masz? Piszesz pamiętnik? — odezwała się Neva słodkim głosem.

    Lucy wyciągnęła rękę i wyrwała mi notatnik z objęć. Dźwięk wydostał się ze mnie, zanim zdążyłam go pohamować.

    — Nie! Oddajcie to! — krzyknęłam.

    One zaśmiały się, a śmiech wypełnił korytarz tak głośno, że kilka osób spojrzało na nas i natychmiast odwróciło głowy z powrotem.

    — Wyczytamy tam jakieś pikantne szczegóły z twojego życia? — spytała Lucy rozbawiona.

    Otworzyła czarny notes, po czym upuściła go i cofnęła się przerażona, jakby kartki oparzyły jej palce.

    — Co jest? — spytała Neva.

    Dziewczyna nachyliła się, podniosła notes i zajrzała do środka. Twarz zbladła jej tak gwałtownie, że słodycz zeszła z jej ust sama. Natychmiast odrzuciła od siebie notatnik, a on uderzył o posadzkę głuchym puknięciem.

    Skorzystałam z chwili. Chwyciłam notatnik i pobiegłam, nie oglądając się za siebie, aż wpadłam na klatkę schodową. Zatrzymałam się dopiero tam, zdyszana, po czym weszłam piętro wyżej i usiadłam na schodach. Dłonie jeszcze mi drżały, kiedy otwierałam okładkę, ciekawa, co tak je przeraziło.

    Zobaczyłam te same strony, co wcześniej. Ten sam ołówek. Ten sam czarny tusz. Te same szkice, które znałam już na pamięć. Nic nowego nie ukazało się moim oczom, ale korytarz pode mną wciąż niósł echo ich przerażenia, jakby to, czego ja nie umiałam zobaczyć, nadal leżało między wierszami.

    Wszystko w porządku? — spytałam.

    To było doprawdy zabawne. Możemy to kiedyś powtórzyć — stwierdziły pisane czarnym atramentem litery. 

    Och, więc to była jego sprawka — bo miałam już pewność, że czarne słowa mówią męskim głosem. 

    Co takiego im pokazałeś? 

    Chcesz wiedzieć? Jesteś tego pewna? 

    Z trudem przełknęłam ślinę. 

    Chyba… nie bardzo — odpowiedziałam odrobinę przestraszona.

    Mądra decyzja — pochwalił.

    Muszę wracać na zajęcia — napisałam niechętnie, bo kiedy pisałam w notatniku, przynajmniej ktoś mi odpowiadał. Naprawdę lubiłam z nim pisać.

    Znajdź właścicielkę notatnika — ponaglił po raz kolejny.

    Robię co w mojej mocy.

    Westchnęłam i wepchnęłam notatnik do torby. Z powodu tego, co wydarzyło się wcześniej, chwilowo wolałam się z nim nie afiszować.

    ★ ★ ★

    Iseul

    Byłam szczerze podekscytowana. Przed rozpoczęciem treningu, tak jak pozostali, dotknęłam kryształu, a on rozżarzył się wyjątkowo jasnym światłem. Podejrzewałam, że tak właśnie się stanie, bo to, jak działa kreowanie snów, rozumiałam zdecydowanie lepiej od innych. W końcu przez ponad dwa lata zbierałam informacje z pierwszej ręki. 

    — Iseul Seonwoo, ranga S+ — zachwycił się trener. — Będziesz w parze z Oliverem De’Vree, ranga A. Nikt inny nawet nie umywa się do twojego poziomu — stwierdził, zirytowanym wzrokiem obrzucając pozostałych uczniów. 

    Stanęłam przed wejściem do zapieczętowanej sali. Wreszcie! Chociaż wiedziałam, że to jedynie strzępy sennej rzeczywistości, to był mój pierwszy prawdziwy kontakt ze światem snów, który jest rzeczywisty, a nie jedynie od czasu do czasu wpycha się do mojej podświadomości.

    Obok mnie stanął wysoki chłopak. Miał kasztanowe włosy związane z tyłu niedbale, tak że kilka pasm wciąż opadało mu na twarz, a ciepłe, brązowe oczy patrzyły na mnie bez cienia uprzejmości, jaka powinna iść w parze z taką barwą. Nie ukrywał wrogości. Patrzył na mnie, jakbym była ostatnią osobą, z którą chciał zostać sparowany. Cudownie. Były chłopak Iseul? Nie byłam pewna, w jaki inny sposób mogła go tak głęboko urazić, to jednak nie miało większego znaczenia. Ważne, żeby wykonywał swoją cześć zadania. 

    Ramię w ramię weszliśmy do środka. Moim oczom ukazał się ocean. Piaszczysta plaża, palmy i ciepło słońca, które czułam na skórze. Wszystko było aż nazbyt realne i tylko niesamowite niebo przypominało mi o tym, że znalazłam się we śnie. 

    — Ja zajmę się drzewami, ty ukształtuj plażę — rozkazał Oliver, nieznoszącym sprzeciwu głosem. 

    Wzruszyłam ramionami.

    — Jasne, nie ma sprawy — odpowiedziałam spokojnie, a on spojrzał na mnie wyraźnie zaskoczony.

    Wyglądało na to, że chyba zbyt łatwo się zgodziłam. 

    Zabrałam się za zadanie. Już miałam w głowie pełen obraz. Moja wyobraźnia pracowała na pełnych obrotach, a wszystko o czym pomyślałam stawało się realne. 

    Piasek pociemniał, jakby ktoś zmieszał go z popiołem i solą. Białe żebra wystawały z wydm pod kątem, w jakim nie leży nic, co umarło spokojnie, a sterta czaszek rosła przy linii pływu i stukała o siebie, ilekroć fala oblizywała najniższe oczodoły. Podarta flaga wisiała na złamanym drzewcu wbitym w brzeg, czarne płótno łopotało, choć wiatr prawie nie wiał, i za każdym razem odsłaniało wyblakłą czaszkę. Z wody wychodziły kraby większe od miednicy. Miały pancerze koloru starej krwi i szczypce tak szerokie, że zostawiały w mokrym piasku bruzdy jak po pługach, a czarne kropki ich oczu siedziały na słupkach i obracały się w stronę palm. Słońce nadal grzało skórę. Fale nadal szumiały. Tylko plaża przestała udawać, że jest miejscem na rozłożenie ręcznika i opalanie się do zachodu słońca.

    — Skończyłam, pomóc ci? — zwróciłam się do Olivera. 

    Chłopak odwrócił się, a potem rozejrzał się zupełnie oszołomiony. Natychmiast schował się za moimi plecami.

    — Czyś ty oszalała?! — zawołał z wyrzutem. 

    — Pomogę — stwierdziłam rozglądając się po jego lesie, w którym praktycznie nic się nie zmieniło. — Lubisz pająki? 

    Nie poczekałam na odpowiedź. Drzewa, które zostawił prawie nietknięte, przyciągnęłam ku sobie, żeby rosły nieco gęściej. Pnie sczerniały i pękły wzdłuż, a z pęknięć pociekła żywica gęsta jak miód, tylko że miód nie powinien poruszać się pod własnym ciężarem. Między palmami i wysokimi krzakami rozpięły się sieci pajęczyn tak grube, że zatrzymywały światło, i po tych sieciach szły pająki wielkości otwartej dłoni, potem wielkości głowy, a te największe siadały pod sklepieniem liści i kiwały odwłokami w rytm wiatru. Węże zwisały z gałęzi jak mokre liny. Miały skórę w kolorze starego brązu i zgniłej zieleni, a gdy któryś opadł na piasek u granicy mojej plaży, zostawiał za sobą bruzdę tak głęboką, jakby ciągnął za sobą kłodę. Liście przestały szumieć, zaczęły kleić się do siebie i oddychać, a dżungla, która przed chwilą była tropikalnym gajem, pochyliła się nad nami tak blisko, że Oliver za moimi plecami wciągnął powietrze, jakby las chciał sprawdzić jego smak.

    — Jesteś psychopatką — stwierdził drżącym głosem. — Napraw to! — rozkazał. 

    — O co ci chodzi? — spytałam, patrząc na niego zaciekawiona. — Naszym zadaniem jest kreowanie własnej rzeczywistości. Im większe zmiany zrobimy, tym więcej punktów dostaniemy. Nie zrozumiałeś zadania? 

    Oliver panicznie rzucił się w kierunku plaży, kiedy jeden z mniejszych pająków zaczął wspinać się po nogawce jego spodni. Tam potknął się o stertę kości i przewrócił na pociemniały piasek. Natychmiast zerwał się na nogi. 

    — Zmieniłaś tropikalny raj w miejsce rodem z najgorszych koszmarów! — krzyknął. 

    — Jest pięknie, prawda? — uśmiechnęłam się do niego promiennie. 

    Z żalem odwróciłam się, gdy za nami otworzyło się wyjście. Oliver niemalże przez nie wybiegł, a ja spokojnym krokiem ruszyłam za nim. Trener spojrzał na pojawiające się przy drzwiach wykresy.  

    — Wykorzystaliście całą dostępną energię — stwierdził. — Świetnie wam poszło. Najwyższa nota. Od tej pory na stałe będziecie razem w parze. 

    Ponownie obdarzyłam Olivera promiennym uśmiechem. Z jego twarzy zniknęła nienawiść. Teraz patrzył na mnie przerażonym wzrokiem, jakby zobaczył prawdziwego upiora. 

    ★ ★ ★

    Raon

    Po cichu weszłam do domu, mając nadzieję, że nikt mnie nie zauważy. Przytuliłam do siebie notatnik, chcąc zaszyć się z nim w swoim pokoju i rozmawiać z tym, kto posługiwał się czarnym atramentem. Przy schodach jednak trafiłam na Iseul. Wpatrywała się we mnie szeroko otwartymi oczami. 

    — Skąd to masz?! — spytała ostro, wskazując na notatnik. 

    — Ja… — zawahałam się, niepewna, co jej odpowiedzieć. 

    Czy ona też przerazi się, otwierając strony notesu? Zanim zdążyłam się zastanowić, siostra podeszła do mnie zdecydowanie zbyt blisko.  

    — Oddaj mi go! — zażądała, wyciągając ręce. 

    — Nie, proszę! — wyrwało mi się, zanim zdążyłam pomyśleć.

    W tym momencie w holu pojawił się ojciec. 

    — Co to za zamieszanie? — zapytał chłodno, oceniając wzrokiem sytuację. 

    — Raon nie chce oddać mi notatnika — poskarżyła się Iseul, wyraźnie zirytowanym głosem. 

    Ojciec spojrzał na mnie ostro.

    — Oddaj jej go natychmiast! — rozkazał.

    — Nie, ja… — cofnęłam się o dwa kroki, a on znalazł się przy mnie i wyrwał mi notatnik z ramion, a potem z całej siły uderzył mnie w twarz. 

    Straciłam równowagę i upadłam na zimne płyty w holu. Ojciec stanął nade mną, wyraźnie czerwony na twarzy. 

    — Jeśli jeszcze kiedykolwiek spróbujesz coś ukraść siostrze, czeka cię znacznie bardziej surowa kara — oznajmił chłodno — a teraz idź do swojego pokoju i nie oczekuj, że dostaniesz dzisiaj cokolwiek do jedzenia. 

    Ze łzami w oczach zerwałam się z podłogi, a potem pobiegłam na górę. Jak zawsze wszyscy stali po stronie Iseul, a teraz ona… ona miała nawet czarny notatnik. 

    ★ ★ ★

    Iseul

    Zaskoczona wpatrywałam się w plecy wbiegającej po schodach Raon. Nie miałam pojęcia, co właśnie się wydarzyło, ani dlaczego dziewczyna miała mój notatnik, ale to przynajmniej wyjaśniało, dlaczego tak długo nie mogłam go znaleźć. Ojciec podał mi go, a ja natychmiast przytuliłam skórzaną oprawę do piersi. 

    — Nazwałeś Raon moją siostrą? — spytałam zaskoczona. 

    Mężczyzna skrzywił się nieznacznie. 

    — No tak, jej również nie pamiętasz… Trzymaj się od niej z daleka — polecił. — To zakała naszej rodziny. Mam tylko jedną córkę i jesteś nią ty — wypowiedział słowa, których wcale nie chciałam usłyszeć. — Nią nie musisz się przejmować. Odpocznij, kochanie, niedługo będzie obiad — obdarzył mnie ciepłym uśmiechem, zupełnie kontrastującym z tym, jak przed chwilą potraktował Raon.  

    Powoli weszłam po schodach i zamknęłam się w swoim pokoju, zastanawiając się, czy najpierw powinnam się zająć notatnikiem, czy iść sprawdzić, czy z dziewczyną, która okazała się siostrą Iseul, wszystko w porządku.

    Tęsknota zwyciężyła. Uznałam, że do Raon pójdę później. 

    Usiadłam przy toaletce i otworzyłam notatnik. Moim oczom ukazały się rzędy zdań, zapisane w języku świata, w którym obecnie żyłam. Przerzucałam kolejne kartki. To… nie była jedna strona. Dziesięć, dwadzieścia, pięćdziesiąt — większość treści zapisana była ołówkiem, a naniesione czarnym atramentem odpowiedzi były zdawkowe i ironiczne. Przejrzałam je pobieżnie. Raon nie ukradła mi notatnika. Wręcz przeciwnie, dziewczyna zadeklarowała się, że znajdzie jego właścicielkę, tylko szukała nie tam, gdzie trzeba.    

    Wzięłam głęboki oddech. Sięgnęłam po ołówek. 

    Tęskniłeś? — spytałam.

    Wreszcie jesteś! — odpowiedź przyszła natychmiast. — Oczywiście, że tęskniłem. Przelałem cały ocean tęsknoty. 

    Uśmiechnęłam się, czytając jego słowa. 

    Od kiedy tu jestem, nic mi się nie śniło, przez co nie mogłam się z tobą skontaktować bez notatnika.

    To zapewne dom, w którym mieszkasz. Są w nim łapacze snów. Sny w tym świecie bywają niebezpieczne. 

    Musiałam przyznać, że miało to sens. Nie każdy potrafił je kreować. 

    Raon nie chciała mi oddać notatnika. — Poinformowałam.

    … 

    Przywiązała się do ciebie.

    To nie mój problem. 

    Dupek!

    Zawsze. 

    Może mógłbyś z nią jeszcze porozmawiać? — poprosiłam.

    Nawet nie zaczynaj! 

    Westchnęłam, uznając, że na razie ciągnięcie tego tematu nie ma sensu. 

    Jak mam cię znaleźć? 

    Och, ja już cię znalazłem — odpisał z wyraźną dumą. — Stworzyłaś piękny krajobraz. Szkoda, że to tylko maleńki skrawek materiału. 

    I? 

    Zagramy w grę. Wygrasz, jeśli mnie rozpoznasz. Przegrasz, jeśli sam będę musiał się zdradzić.

    Uśmiechnęłam się do notatnika. Lubiłam wyzwania. 

    Zgoda. A teraz coś dla mnie narysuj. 

    ★ ★ ★

    Raon

    Nie pamiętam, kiedy ostatnio tak bardzo płakałam. Nie jestem pewna, co sobie wyobrażałam. Być może, że nigdy nie znajdę właścicielki notatnika i on zostanie przy mnie na zawsze. Albo, że Iseul, która straciła pamięć, będzie dla mnie miła. 

    Leżałam na łóżku, skulona pod cienkim kocem i drżałam z zimna. W brzuchu burczało mi z głodu, ale i tak potrafiłam myślec tylko o tym, co notatnik pokaże mojej siostrze, bo przecież to niemożliwe, żeby ona była jego właścicielką. 

    Zamknęłam oczy, mimo iż wiedziałam, że tej nocy nie dam rady zasnąć. 

    Wtedy usłyszałam pukanie do drzwi. 

    — Proszę — odezwałam się niepewnie.

    Drzwi się otworzyły, a ku mojemu zdumieniu w progu stanęła Iseul.

    — Mogę wejść? — spytała rozglądając się wokół. 

    Niepewnie skinęłam głową. W gardle ścisnął mnie strach. Byłam pewna, że siostra chce się na mnie zemścić za to, że nie oddałam jej dobrowolnie notatnika. 

    ★ ★ ★

    Iseul

    Nie miałam pojęcia, gdzie jest pokój Raon, a kiedy wskazała mi go służba, poczułam nieprzyjemny dreszcz. Wspięłam się po schodach, a potem po jeszcze jednych i kolejnych. Następne były wąskie i drewniane, prowadziły na poddasze. Niepewnie zapukałam, nie mogąc uwierzyć, że pokój na strychu może należeć do córki właścicieli tej rozległej posiadłości. 

    — Proszę — usłyszałam cichu głos po drugiej stronie.  

    Otworzyłam drzwi. 

    — Mogę wejść? — spytałam rozglądając się wokół. 

    Maleńki pokój przyjął mnie chłodem tak ostrym, że na moich ramionach pojawiła się gęsia skórka. Pod skosem dachu nie było prawie niczego — gołe deski, wąskie łóżko wsunięte pod belkę, jedno okno, które przepuszczało więcej przeciągu niż światła. Żadnej toaletki. Żadnego dywanu. Żadnego pęku kwiatów w porcelanie. Oddech unosił się parą, a ja rozglądałam się po pustce, która nie wyglądała na karę jednej nocy, tylko na miejsce, w którym ktoś mieszkał od dawna.

    — Iseul… — odezwała się cicho dziewczyna, wpatrując się we mnie przerażonym wzrokiem, a ja zaczęłam się zastanawiać, co zrobiła jej w przeszłości ta słodka, uwielbiana przez rodzinę i służbę dziewczyna. 

    — Przyszłam porozmawiać — zapewniłam ją na wszelki wypadek, bo wyglądała, jakby zaraz miała odpłynąć ze strachu. — Przyniosłam ci też coś do jedzenia, skoro nie dostałaś kolacji — na niewielkim, drewnianym stoliku postawiłam trzymany w dłoni koszyk.  

    Raon wpatrywała się we mnie szeroko otwartymi oczami, nie ruszając się z miejsca. Wyglądało na to, że będę miała pełne ręce roboty, jeżeli chcę jakoś pomóc tej małej, opuszczonej przez wszystkich dziewczynce.

    ★ ★ ★

    Raon

    Niepewnie usiadłam na łóżku, nie mając pojęcia, jak tym razem chce mnie ukarać Iseul. Byłam jednak pewna, że jeśli nie przyjmę od niej jedzenia, to sprawy potoczą się jeszcze gorzej. Uchyliłam wieko koszyka, spodziewając się w nim wszystkiego, co najgorsze. W środku jednak, ku mojemu zdumieniu, były kanapki, kawałek ciasta i winogrona. Może włożyła do nich robaki? Powoli zaczęłam jeść. 

    Iseul usiadła na drewnianym stołku, po przeciwnej stronie stolika. Z przewieszonej przez ramię torby wyjęła czarny notatnik i położyła go na stole. 

    — Oddaj mi go, proszę! — wyrwało mi się natychmiast. 

    Ona popatrzyła na mnie poważnie i pokręciła głową. 

    — Nie, jest mój — oznajmiła stanowczo.

    — Naprawdę jest twój? — spytałam niedowierzająco. 

    — Tak — potwierdziła po prostu. 

    Potem otworzyła go na białych stronach, na których nie było żadnych słów i, ku mojemu przerażeniu, chwyciła kartki w palce i wyrwała kilka z nich. 

    — Nie rób tego! — krzyknęłam rozpaczliwie. 

    Spojrzała na mnie pobłażliwym wzrokiem. 

    — Spokojnie, strony nigdy się nie kończą — powiedziała jak gdyby nigdy nic. — kiedy wydaje mi się, że już zapisaliśmy wszystkie, od razu pojawiają się nowe. Trzymaj — wyciągnęła w moją stronę wyrwane kartki, a ja chwyciłam je odruchowo. 

    — Dlaczego mi to dajesz? — spytałam łamiącym się głosem. 

    Uśmiechnęła się do mnie w odpowiedzi. 

    — Nie oddam ci notatnika, jest mój, ale kartki, które z niego wyrwałam, działają tak samo. To znaczy, możesz z nim rozmawiać — wyjaśniła swobodnie. 

    — Naprawdę? — spytałam niedowierzająco. 

    — Spróbuj — zachęciła. 

    Z leżącej przy łóżku torby wyjęłam ołówek. 

    To ja, Raon — napisałam.

    Odpowiedziała mi cisza, a ja nie po raz pierwszy poczułam się przez nią oszukana. Ona jednak tylko westchnęła. 

    — Daj to — powiedziała stanowczo i wyjęła mi z ręki ołówek, a potem przysunęła do siebie kartki. 

    Postaraj się być uprzejmy i narysuj coś ładnego — napisała na wyrwanej kartce, tuż pod moimi słowami. 

    Pisana czarnym tuszam odpowiedź pojawiła się niemal natychmiast.

    Jesteś męcząca. 

    Pod spodem jednak zaczął pojawiać się wyraźny szkic, taki jak pozostałe, które oglądałam w notatniku. Tym razem jednak nie było to stworzenie ze snów. Szkic miał twarz Iseul. 

    Ładnie — odpowiedziała. — Narysujesz też Raon?

    Czarny atrament nie odpowiedział. Zamiast tego na kolejnej stronie zaczął pojawiać się wyraźny rysunek. Wstrzymałam oddech, rozpoznając na nim swoją twarz. 

    — Dać ci więcej kartek? — spytała Iseul, a ja aż nazbyt entuzjastycznie pokiwałam głową. 

    Ona ponownie otworzyła notatnik i wyrwała z niego kilka kolejnych stron. Odłożyła je na stolik. 

    — Dziękuję — szepnęłam, spuszczając wzrok. 

    — Pójdę już, śpij dobrze — oznajmiła Iseul i zniknęła za drzwiami. 

    Po chwili zorientowałam się, że za mną na łóżku leży ogromna, miękka kołdra z wzorem w urocze, małe króliczki. Wpatrywałam się w nią oszołomiona, nie mając pojęcia, jak Iseul ją tu niezauważenie przyniosła. 

    Note