Rozdział 2 – Niechcący zostałam wampirzą księżniczką
by VickyNowy, nieznany świat
Eren
Leżałem rozwalony na swojej czarnej skórzanej kanapie, z nogami na stole i komiksem w dłoni, kiedy powietrze w mieszkaniu nagle zgęstniało. Znałem to uczucie aż za dobrze. Westchnąłem ciężko, nie podnosząc nawet wzroku znad czytanej strony.
— No pięknie… — mruknąłem pod nosem. — Wizyta bez uprzedzenia. Znowu.
Gdy uniosłem głowę, stał tam. Valerius Aurelian. Mój mistrz, mentor i istny koszmar w anielskim opakowaniu. Jasne, niemal białe włosy spływały mu na ramiona, a srebrzyste oczy patrzyły na mnie z gęstą, przytłaczającą mocą, od której nawet mnie — urodzonego wampira — przechodziły dreszcze po kręgosłupie.
— Eren — jego głos był cichy, aksamitny, ale czułem w nim stal.
Usiadłem powoli, starając się zachować nonszalancką pozę.
— Mistrzu. Dawno cię nie było. Już myślałem, że w końcu o mnie zapomniałeś.
Valerius nie odpowiedział. Nigdy nie marnował czasu na uprzejmości.
— Mam dla ciebie zadanie — powiedział prosto z mostu. — Wprowadzisz moją córkę do naszego świata.
Zamrugałem. Jego… córkę? W głowie natychmiast pojawił mi się obraz jakiejś rozkapryszonej szlachcianki z wysokiego rodu, która będzie rozstawiała mnie po kątach i wymagała, żebym nosił ją na rękach. Teoretycznie to był ogromny zaszczyt. Byłem jego ulubieńcem, najlepszym uczniem. W praktyce… westchnąłem w duchu.
— Wybacz, mistrzu — powiedziałem lekkim tonem, starając się stłumić pobrzmiewający w moim głosie sarkazm — ale opieka nad dziewczynami to nie moja bajka. Znajdź kogoś innego. Kogoś, kto lubi takie… wyzwania.
Cisza, która zapadła, była cięższa niż ołów. Widziałem, jak srebrzyste oczy Valeriusa ciemnieją. Poczułem znajomy, miażdżący nacisk na klatkę piersiową — pradawną moc starszej krwi, która próbowała zniszczyć moją wolę. Normalny wampir już dawno klęczałby i błagał o rozkazy. Jednak ja nie zostałem stworzony z jego krwi, urodziłem się już jako wampir. I właśnie dlatego mogłem — choć z ogromnym trudem — odmówić.
Valerius spojrzał na mnie zaciekawiony, a potem moc uderzyła naprawdę. Osunąłem się z kanapy. Kolana ugięły się pode mną same. Upadłem na podłogę z głuchym hukiem, zaciskając zęby. Ból rozlał się po całym ciele, jakby tysiąc lodowych igieł wbiło się w moje nerwy jednocześnie. Oddychałem ciężko, ale nie spuściłem wzroku.
— Tym razem… — głos mistrza był cichy, ale wściekłość w nim aż buzowała — kara będzie znacznie bardziej… kreatywna, Eren.
Klęczałem, czując, jak jego moc miażdży mnie od środka, i zdałem sobie sprawę, że tym razem mogłem naprawdę przesadzić. Kurwa. Chyba będę żałował tej odmowy.
~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~
Ellie
Budziłam się powoli, jakby wyłaniając się z gęstej, czarnej mgły. Powieki miałam ciężkie, a ciało… dziwne. Otworzyłam oczy i zamrugałam kilka razy, próbując zrozumieć, gdzie się właściwie znajduję. To nie był mój pokój. Nie był to nawet żaden pokój, który kiedykolwiek widziałam.
Leżałam w ogromnym, miękkim łożu z ciemnego drewna, w śnieżnobiałej pościeli. Sypialnia była luksusowa do granic szaleństwa. Miała wysoki sufit, eleganckie meble, a przez ogromne, sięgające od podłogi do sufitu okna rozciągała się zapierająca dech panorama nocnego miasta. Migoczące światła wieżowców wyglądały jak rozsypane diamenty na aksamitnym tle.
Gwałtownie usiadłam. Natychmiast zakręciło mi się w głowie tak mocno, że aż jęknęłam i złapałam się za skronie.
— Ostrożnie — rozległ się spokojny, aksamitny głos z drugiej strony pokoju.
W fotelu przy oknie siedział młody mężczyzna o tak nieskazitelnej, nierealnej urodzie, że aż zaparło mi dech. Jasne, niemal białe włosy opadały mu na ramiona, a srebrzyste oczy patrzyły na mnie z dziwną, starożytną głębią. Wstał z wdziękiem, podszedł bliżej i usiadł na brzegu łóżka, zachowując bezpieczny, komfortowy dystans.
— Dopiero co umarłaś — powiedział cicho, niemal łagodnie. — Musisz przyzwyczaić się do swojej nowej postaci.
Serce podskoczyło mi gwałtownie, a ja byłam zaskoczona tym, że w ogóle bije. Szeroko otwartymi, przerażonymi oczami wpatrywałam się w niego, czując, jak całe moje ciało drży.
— Kim… kim jesteś? — wyszeptałam ledwo dosłyszalnie.
Uśmiechnął się delikatnie, choć w tym uśmiechu kryło się coś pradawnego i wzbudzającego czujność.
— Nazywam się Valerius Aurelian — odparł spokojnie — i tak jak teraz ty… jestem wampirem.
— Co masz na myśli? — zapytałam zbita z tropu, czując, jak głos mi drży.
Zamiast odpowiedzieć, Valerius delikatnie ujął moją dłoń. Jego skóra była chłodna, ale dotyk zaskakująco łagodny. W jednej chwili wszystko wróciło, jak fala przypływu, która uderzyła mnie, zwalając z nóg.
Śmierć dziadka. Obojętność mamy. Podarta sukienka. Dzień spędzony na zimnej ławce w parku. Rozpadający się most. Upadek. Uderzenie o asfalt. Ciemność.
A potem… jego wspomnienia.
Zobaczyłam, jak stoi na dachu pobliskiego budynku i patrzy na mój upadek. W ułamku sekundy pojawił się przy moim roztrzaskanym ciele i zabrał je z szosy, zanim którykolwiek samochód zdążył mnie staranować. Przegryzł swój nadgarstek, przyłożył go do moich ust i nakarmił mnie swoją krwią. Potem wziął mnie na ręce i przyniósł tutaj.
Otworzyłam szeroko oczy, wciąż trzymając jego dłoń.
— Uratowałeś mi życie… — wyszeptałam zaskoczona i szczerze wdzięczna.
Valerius uśmiechnął się delikatnie, a w jego srebrzystych oczach błysnęło coś ciepłego.
— Jeśli można powiedzieć o wampirach, że żyją — odparł z lekkim rozbawieniem.
Przełknęłam ślinę, czując nagły niepokój.
— Czy… wampiry zabijają ludzi? Bo… musicie pić krew, prawda?
Valerius parsknął cicho, wyraźnie rozbawiony moim pytaniem.
— Kiedyś tak było. Teraz po prostu kupujemy krew. Choć nie uwierzysz, ilu ludzi chętnie oddałoby ją nam za darmo.
Zmieszałam się jeszcze bardziej, serce biło mi jak szalone. Wciąż trzymałam jego rękę, jakby była jedyną kotwicą w tym szalonym świecie.
— Co teraz ze mną zrobisz? — zapytałam cicho.
— O nic nie musisz się martwić — odpowiedział spokojnie. – Jesteś tutaj bezpieczna. Ponieważ to ja cię przemieniłem, oficjalnie jesteś moją córką i jestem za ciebie odpowiedzialny. Zaopiekuję się tobą i wprowadzę do naszego świata. Wiedza przyjdzie z czasem.
Zanim zdążyłam pomyśleć, wyrwało mi się pytanie, którego wcale nie chciałam zadać.
— Mogę wrócić do domu?
Valerius spojrzał na mnie w taki sposób, jakby wiedział o wszystkim, co się tam działo. Nie zdziwiłabym się, gdyby tak było.
— Nie jesteś moim więźniem. Możesz robić, co zechcesz… ale czy na pewno chcesz tam wracać?
Pokręciłam głową. Mocno. Zdecydowanie.
W tym momencie postanowiłam sobie w duchu, że zrobię wszystko, absolutnie wszystko, żeby mu się odwdzięczyć. Za to, że wyrwał mnie z objęć śmierci. Za to, że dał mi nowe życie, kiedy stare leżało w gruzach. Mężczyzna ścisnął delikatnie moją dłoń, jakby słyszał tę niemą przysięgę.
~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~
Kael
Chodziłem w tę i z powrotem po salonie penthouse’u, nie mogąc się już doczekać. Gdy drzwi się otworzyły i Valerius wszedł z dziewczyną u boku, prawie zakrztusiłem się własną śliną.
O cholera. To się naprawdę stało. Przemienił człowieka. Prawdziwego, żywego człowieka. Coś, czego nie zrobił od setek lat. A na dodatek nazywał ją swoją córką — nie poddaną, niewolnicą, albo zabawką. Wiedziałem, że cały wampirzy świat wkrótce oszaleje. Plotki rozniosą się szybciej niż krew na białym ubraniu.
A ja… byłem piekielnie ciekawy.
Dziewczyna była śliczna. Naprawdę śliczna. Eteryczna blondynka o długich, falujących włosach koloru płynnego złota i jasnoniebieskich oczach, które wyglądały jak dwa fragmenty letniego nieba. Delikatna, krucha, jakby utkana z porcelany i promieni księżyca. Przez ułamek sekundy zastanawiałem się, czy Valerius wybrał ją, bo przypominała jego samego, miała tę samą anielską urodę. Szybko odrzuciłem tę myśl. Wampir tak stary jak on nie kieruje się sentymentami ani instynktami. Zawsze miał plan.
— Kael — głos Valeriusa był spokojny, ale doskonale znałem ten ton. — Poznaj Ellie. Ellie, to jest Kael Rosewood. Od dziś będzie twoim opiekunem i przewodnikiem po naszym świecie.
Podszedłem powoli, posyłając dziewczynie lekki, nieco zadziorny uśmiech. Była jeszcze niższa, niż myślałem. Wyglądała przy mnie jak mały, zagubiony aniołek.
Valerius położył dłoń na jej ramieniu w zaskakująco opiekuńczym geście.
— Kael ma dwadzieścia lat, więc jesteście niemal rówieśnikami — powiedział do niej łagodnie, po czym spojrzał na mnie. W jego srebrzystych oczach błysnęła wyraźna groźba. — Mam nadzieję, że będziecie się dobrze rozumieli.
Uśmiechnąłem się szerzej, choć wiedziałem, co oznacza to spojrzenie. „Zjebiesz to — zabiję cię. Powoli.”
— Jak sobie życzysz, mistrzu — odparłem lekkim tonem, choć w środku aż buzowałem z ekscytacji.
Bo szczerze? Nie mogłem się doczekać.
~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~
Ellie
Weszłam do ogromnej, marmurowej łazienki przylegającej do mojej nowej sypialni i stanęłam przed wielkim lustrem. Serce podskoczyło mi w piersi, gdy zobaczyłam swoje odbicie. Nie poznawałam samej siebie.
Wszystkie drobne niedoskonałości, pieprzyki, lekkie zaczerwienienia — zniknęły. Tak po prostu. Moja skóra była teraz idealnie gładka, alabastrowa, niemal świecąca delikatnym, perłowym blaskiem. Zawsze byłam blada, ale teraz wyglądałam jak wyrzeźbiona z najczystszego marmuru. Jasnoniebieskie oczy wydawały się większe i jaśniejsze, złociste włosy spływały kaskadą po ramionach, gęstsze i bardziej lśniące niż kiedykolwiek.
Przesunęłam palcami po policzku. Był chłodny. Idealny. Trochę się bałam tej nowej, obcej wersji siebie… ale jednocześnie nie mogłam oderwać od niej wzroku. Byłam zachwycona. Przerażona. I dziwnie… podekscytowana.
Drżącymi dłońmi sięgnęłam po sukienkę, która leżała przygotowana dla mnie na łóżku. Gdy tylko zobaczyłam metkę, ręce zadrżały mi jeszcze mocniej. Marka, o której czytałam kiedyś w internecie z zazdrością. Sukienka kosztowała tyle, ile moja rodzina wydawała na życie przez kilka miesięcy. Delikatny, kremowy materiał spłynął po moim ciele jak druga skóra, był elegancki, dziewczęcy, ale jednocześnie zmysłowy.
Szybko okazało się, że pokój, w którym się obudziłam, od teraz należał do mnie. Całe to oszałamiające mieszkanie na szczycie świata, w samym centrum stolicy również było własnością Valeriusa. Tak jak zresztą cały budynek.
Gdy byłam już gotowa, wampir zaprowadził mnie do salonu. Tam czekał młodzieniec o kruczoczarnych włosach starannie zaczesanych do tyłu i chłodnych, niebieskich oczach. Ku mojemu zdumieniu wyglądał… niemal przyjaźnie. Miał na twarzy lekki, czarujący uśmiech.
— Kael — głos Valeriusa był melodyjny, brzmiał bardzo przyjemnie. — Poznaj Ellie. Ellie, to jest Kael Rosewood. Od dziś będzie twoim opiekunem i przewodnikiem po naszym świecie.
Młodzieniec skinął mi głową, a w jego oczach błysnęło szczere zaciekawienie. Valerius spojrzał na nas oboje, a potem delikatnie położył dłoń na moim ramieniu.
— Zostawiam was samych. Kael, zabierz ją na zakupy. Potrzebuje nowej garderoby… i wszystkiego, co pomoże jej poczuć się tu jak w domu.
Z tymi słowami wyszedł, zostawiając nas w ciszy wielkiego salonu. Stałam tam w tej absurdalnie drogiej sukience, czując się jednocześnie jak księżniczka i jak intruz w zupełnie nowym świecie. Kael uśmiechnął się do mnie ciepło, choć w jego lodowatych, błękitnych oczach czaiło się coś drapieżnego. Wyglądał… przystępniej niż Valerius. Mniej mitycznie. Bardziej jak ktoś w moim wieku, mimo tej niesamowitej, nierealnej urody.
— Cześć, Ellie — powiedział lekkim, przyjaznym tonem, wsuwając dłonie do kieszeni czarnych spodni. — Witaj w nowym życiu. Nie martw się, nie gryzę… no, przynajmniej nie bez pozwolenia.
Byłam przekonana, że gdybym to była ja jeszcze sprzed kilku dni, na mojej twarzy pojawiłby się gorący rumieniec. Czułam się dziwnie, jakbym trafiła do filmu, w którym wszyscy są piękni, bogaci i… martwi.
— Miło mi cię poznać — odpowiedziałam cicho, zaciskając dłonie na materiale sukienki. — Valerius powiedział, że będziesz moim… przewodnikiem?
— Dokładnie tak — potwierdził Kael, podchodząc bliżej, ale wciąż zachowując bezpieczny dystans. — Mam cię wprowadzić w ten cały wampirzy cyrk. Na początek zakupy, bo w tej sukience wyglądasz jak słodka, zagubiona księżniczka, a my musimy zrobić z ciebie prawdziwą królową nocy.
Uśmiechnął się szerzej, a ja nie mogłam powstrzymać lekkiego, nerwowego chichotu. Był… inny niż Valerius. Bardziej pogodny. Mniej przytłaczający. Prawie… normalny.
W głowie wciąż kołatało mi tysiące pytań.
— No to… idziemy? — zapytał, wyciągając do mnie rękę z lekkim, zachęcającym uśmiechem.
