Header Background Image
    Rzeczywistość to ta część wyobraźni, co do której wszyscy się zgadzamy.

    Niechcący zostałam wampirzą księżniczką

    Przeznaczenie

    Eren

    Nie sądziłem, że Valerius posunie się aż tak daleko. Przecież nie pierwszy raz mu się sprzeciwiłem. Zawsze kończyło się to jakimś bolesnym upomnieniem, po którym mogłem wrócić do swojego wygodnego, nie wymagającego wysiłku życia. Ale tym razem… tym razem Valerius naprawdę się wkurwił.

    Stałem przed lustrem w łazience i patrzyłem na swoją szyję. Delikatne, czarne linie wiły się po skórze jak elegancka, mroczna koronka. Dla człowieka wyglądałoby to jak stylowy tatuaż. Dla każdego z naszego świata — jak pieczęć hańby.

    — Gratuluję, Eren — mruknąłem do swojego odbicia z gorzkim uśmiechem. — Właśnie wygrałeś los na loterii „wszyscy chcą cię upokorzyć”. Główna nagroda: publiczne upodlenie.

    Oznaczenie Valeriusa. Symbol niełaski. W praktyce oznaczało to, że każdy wampir, który chce się podlizać mistrzowi, może mi dokopać i liczyć na jego zadowolenie. Genialne. Po prostu zajebiste. 

    Westchnąłem ciężko i naciągnąłem na siebie czarny golf. Wysoki kołnierz ledwo zakrywał początek linii. Na głowę zarzuciłem czapkę z daszkiem, a na twarz założyłem maskę. Wyglądałem jak idol ukrywający się przed obsesyjnymi fanami. Tyle że zamiast fanów czekały na mnie wampiry gotowe zrobić mi krzywdę dla zabawy.

    Zszedłem do podziemnego garażu, czując w żołądku paskudne ssanie. Urodzone wampiry jak ja, niestety nie mogły żywić się tylko krwią. Musieliśmy jeść. Normalnie to drobnostka. Teraz — wyprawa po chleb i mleko stała się misją samobójczą.

    Gdy szedłem alejką w stronę sklepu, czułem na sobie spojrzenia. Kilka cieni poruszyło się w zaułkach. Ktoś zaśmiał się cicho. Zaczynałem się czuć, jakbym miał paranoję. Wróciłem do budynku dwadzieścia minut później, na wszelki wypadek ponownie przez podziemny parking.

    — No i co, mądralo? — wyszeptałem sam do siebie, śmiejąc się gorzko, choć gardło mi się ściskało. — Gratulacje. Zrobiłeś sobie wroga z najpotężniejszego skurwysyna w tym mieście.

    Czarny humor przestał być śmieszny. Świadomość, że tym razem naprawdę przesadziłem była przytłaczająca. Marzyłem tylko o tym, żeby wślizgnąć się do windy i zniknąć w swoim mieszkaniu, zanim ktokolwiek zauważy wzory na mojej szyi. Jednak oczywiście los miał inne plany.

    Usłyszałem śmiech. Dźwięczny, lekki, jakby ktoś rozsypał srebrne dzwoneczki po marmurowej posadzce. Schowałem się błyskawicznie za grubą kolumną, przyciskając plecy do zimnego betonu. Serce mi zamarło, gdy zobaczyłem Kaela. Mój brat bliźniak szedł od strony wind, a obok niego… Drobna, eteryczna blondynka. Jej długie, złociste włosy falowały przy każdym kroku, a gdy się roześmiała z powodu czegoś, co powiedział Kael, poczułem, jakby ktoś wbił mi sztylet prosto w mostek.

    Normalnie dziewczyny mnie nie interesowały. Były problemem. A ja nie lubiłem problemów. Ale tym razem… było zupełnie inaczej. Ona… była inna. 

    Magia uderzyła we mnie jak grom. Gorąca, słodka, obezwładniająca fala, która ścisnęła mi płuca i sprawiła, że na chwilę zapomniałem, jak się oddycha. Bratnia dusza. Moja. Ta dziewczyna… była moją partnerką. Tym jedynym, nieprawdopodobnym połączeniem, o którym opowiadano jak o bajce dla naiwnych.

    Jednak… Rodzice właśnie tak się odnaleźli. Szansa jedna na dziesięć tysięcy. A ja… właśnie ją dostałem. Tylko po to, żeby natychmiast ją stracić. Zacisnąłem pięści tak mocno, że paznokcie wbiły mi się w dłonie. Ból był niczym w porównaniu z tym, co czułem w środku.

    Kael powiedział coś jeszcze, a ona znowu się roześmiała — tym razem cicho, prawie nieśmiało. Wyglądała jak księżniczka wyjęta z jakiejś zapomnianej bajki. Delikatna. Jasna. Idealna. 

    Stałem za kolumną jak szczur, z oznaczeniem niełaski na szyi i świadomością, że właśnie wszystko, kurwa, spieprzyłem. Valerius nigdy nie pozwoli mi się do niej zbliżyć. Nie po tym, jak mu odmówiłem. Zrobiłem to dla własnej wygody, z lenistwa. Dla tego pieprzonego „nie chce mi się niańczyć jakiejś rozkapryszonej dziewuchy”. Tylko, że ta „rozkapryszona dziewucha” była moją bratnią duszą. I właśnie patrzyłem, jak oddala się z moim bratem.

    — No i co, geniuszu… — wyszeptałem do siebie drżącym głosem, czując, jak coś we mnie pęka. — Gratuluję. Zdołałeś zniszczyć coś, czego nawet nie zdążyłeś dotknąć.

    Ból był tak silny, że na chwilę musiałem zamknąć oczy. A najgorsze było to, że zasłużyłem na każdy jego kawałek.

    Potem… Przestałem myśleć. Całkowicie. Mój mózg po prostu się wyłączył. Został tylko instynkt. 

    Gdy mój brat i ona wsiedli do czerwonego, sportowego auta Kaela, ja już odpalałem motor. Kask na głowę, maska na twarz, golf wysoko podciągnięty. Gaz do dechy. Jechałem za nimi niczym cień — wystarczająco daleko, żeby nie zauważyli, ale na tyle blisko, żeby nie stracić ich z oczu.

    Nie wiem, co sobie myślałem. Właściwie… nie myślałem wcale.

    Zatrzymali się na podziemnym parkingu ogromnego biurowca w centrum. Wiedziałem, co to za miejsce. Na najwyższych piętrach znajdowało się ekskluzywne centrum handlowe tylko dla wampirów. Oczywiście, że należące do Valeriusa. Kurwa mać.

    Kael otworzył jej drzwi jak prawdziwy dżentelmen. Ona wysiadła, rozglądając się z tym zachwyconym, lekko onieśmielonym wyrazem twarzy. Wyglądała… jak mała, złota gwiazdka wrzucona między czarne diamenty.

    Stałem ukryty za filarem, zaciskając dłonie na kierownicy. Nie dam rady wrócić teraz do mieszkania. Wiedziałem o tym. Gdybym teraz odjechał, oszalałbym w czterech ścianach. Siedziałbym tam i wyobrażał sobie, jak Kael pokazuje jej świat, który powinienem był jej pokazać ja. Jak się śmieje. Jak patrzy na niego tymi wielkimi, niebieskimi oczami.

    Wziąłem głęboki, drżący oddech.

    — Jesteś skończonym idiotą, Eren — mruknąłem pod nosem, a głos mi się łamał. —Największym debilem w historii tego pieprzonego świata.

    Zsiadłem z motoru i ruszyłem w stronę wind towarowych. Golf podciągnięty wysoko, czapka nisko, maska na twarzy. Wyglądałem jak przestępca. Pasowało.

    Właśnie straciłem coś, czego nawet nie zdążyłem dotknąć. I zamiast odpuścić… szedłem prosto w ogień.

    ~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

    Ellie

    Kael zaprowadził mnie do czerwonego, sportowego samochodu, który stał na podziemnym parkingu. Przez chwilę stałam jak wryta, ponieważ auto wyglądało, jakby kosztowało tyle, co cały blok, w którym kiedyś mieszkałam. Błyszczące, agresywne linie, skórzana tapicerka, zapach luksusu. Chłopak zauważył moje zaskoczenie i uśmiechnął się kącikami ust.

    — No co? — rzucił lekko. — W tym świecie można sobie pozwolić na zabawki.

    — Po prostu… jeszcze się nie przyzwyczaiłam — mruknęłam, wsiadając.

    Samochód ruszył gładko, sunąc przez centrum miasta jak drapieżnik między stadkiem gołębi. Światła neonów i witryn sklepowych rozmazywały się za szybą. Czułam się jak w jakimś filmie. Tylko że tym razem byłam w nim główną bohaterką.

    Kael zerknął na mnie z boku.

    — Masz ochotę pobawić się w małe Q&A? — zapytał z tym swoim przyjaznym, lekko zadziornym uśmiechem.

    Poczułam ogromną ulgę. W końcu ktoś chciał ze mną normalnie porozmawiać.

    — Tak, proszę! — odpowiedziałam uradowana, odwracając się w jego stronę.

    — No to zaczynaj — zachęcił, skręcając w szeroką aleję.

    Zastanawiałam się przez chwilę, o co zapytać najpierw. W głowie kotłowało mi się tysiąc pytań.

    — Valerius… jest kimś ważnym w świecie wampirów? — zapytałam w końcu, zaciekawiona.

    Kael parsknął krótkim śmiechem.

    — Ważnym? — powtórzył z niedowierzaniem. — Raczej nie istnieje nikt z większą władzą niż on. Nawet nie mam pojęcia, ile dokładnie ma lat. Wiem tylko, że narodził się przed naszą erą. Niektórzy mówią, że może nawet z samego Kaina.

    — Co?! — wyrwało mi się szczerze przerażonym głosem.

    Przez chwilę milczałam, próbując to ogarnąć. Potem spojrzałam na Kaela.

    — A ty? Ile ty masz lat? Naprawdę dwadzieścia?

    Kiwnął głową.

    — Tak. Istnieją dwa rodzaje wampirów — zaczął wyjaśniać spokojnie. — Te, które były kiedyś ludźmi, tak jak ty i Valerius. I takie jak ja, urodzone jako wampiry. Niewiele wampirów decyduje się na tę drugą drogę, bo ciąża wymaga ogromnych pokładów mocy zarówno od ojca, jak i od matki. Gdyby matka została sama albo rodzice byli zbyt słabi… prawdopodobnie umarłaby ona i dziecko.

    — Och! — wyrwało mi się z zachwytem. — Więc wampiry mogą mieć dzieci…

    Kael uśmiechnął się lekko, widząc moją reakcję.

    — A jak się na to nie zdecydują, to mogą sobie kogoś przemienić, tak jak Valerius mnie? — wypytywałam dalej.

    — Niezupełnie — pokręcił głową. — Valerius jest potężny. Ma starą krew. Dlatego mógł cię bezpiecznie przemienić. Niewielu starych wampirów pokazuje się światu. Gdyby przemiany spróbował dokonać młody wampir… człowiek prawdopodobnie by nie przeżył. A nawet jeśli, byłby zupełnie pozbawiony wolnej woli i… człowieczeństwa.

    Zamilkłam, przetrawiając te informacje. Samochód sunął dalej przez rozświetlone miasto, a ja czułam, jak mój nowy świat robi się coraz większy… i coraz bardziej ekscytujący.

    — Czy wampiry, które były kiedyś ludźmi, różnią się czymś od tych, które urodziły się jako wampiry? — zapytałam, coraz bardziej zaciekawiona.

    Kael kiwnął głową, nie odrywając wzroku od drogi.

    — Tak, diametralnie. Ty władasz mocą psychiczną. Możesz wpływać na ludzi, a w zależności od talentu, czasem nawet przekazywać komuś swoje myśli, obrazy albo usuwać fragmenty pamięci. Bardzo przydatne, kiedy ludzie zauważają zbyt wiele.

    — A ty? — zapytałam.

    — Ja jestem silniejszy fizycznie — kontynuował z lekkim uśmiechem. — Doskonały wojownik. Dlatego Valerius uznał, że w razie potrzeby będę cię dobrze chronił.

    Poczułam nieprzyjemny dreszcz.

    — Coś mi grozi?

    — Tak naprawdę to nie sądzę — odparł spokojnie. — Jesteś córką Valeriusa. Krwią z jego krwi, w linii prostej. Wampiry to nie ludzie. Nie mamy wolnej woli w takim sensie jak oni. Nasza istota uznaje starszeństwo krwi. A nie znam nikogo w klanie Azure, kto wywodziłby się bezpośrednio od niego. W skrócie możesz rozkazywać komu zechcesz, a on będzie musiał cię posłuchać. Możesz to nazwać magią, jeśli masz taki kaprys.

    — Nie rozumiem… przecież jestem wampirem zaledwie od dwóch dni.

    Kael tylko uśmiechnął się tajemniczo.

    Wysiedliśmy z samochodu na ogromnym, podziemnym parkingu. Wjechaliśmy windą na samą górę przeszklonego wieżowca i… zaparło mi dech. Moim oczom ukazało się luksusowe centrum handlowe — jasne, przestronne, pełne kryształowych żyrandoli, marmuru i złota. Wszystko wyglądało jak z najdroższego magazynu mody, tylko że… dla wampirów.

    Chłopak poprowadził mnie dalej.

    — To nie ma znaczenia — kontynuował. — Wyobraź sobie taki diagram. Valerius jest na samej górze. Pod nim jesteś ty i inne jego dzieci, drugi rząd. W trzecim są ich dzieci. I tak coraz niżej. Siódme i ósme pokolenie to ostatnie, które jest w stanie stworzyć nowe wampiry. Niżej… to już raczej służący. Poza Valeriusem i tobą — dodał, wprowadzając mnie do eleganckiego butiku — na szczycie nikogo nie ma. Najsilniejsze wampiry zaczynają się od czwartego pokolenia i jest ich tylko piątka. To głowy największych rodów. Pewnie niedługo ich poznasz. Moi rodzice są z piątego pokolenia i to już naprawdę powód do dumy — dodał na koniec. — Valerius… nie przemienił nikogo od setek lat.

    — Chyba mi na razie wystarczy — mruknęłam, czując, że głowa mi pęka od nadmiaru informacji.

    Kael roześmiał się ciepło.

    W tym momencie podeszła do nas młoda, elegancka dziewczyna i ukłoniła się nisko.

    — Panie Rosewood, w czym mogę służyć?

    — To jest panienka Ellie Aurelian — przedstawił mnie Kael. Oczy dziewczyny rozszerzyły się z niedowierzania. — Możemy zrobić na tobie mały eksperyment? Bardzo byś nam pomogła — dodał, widząc jej przerażone spojrzenie.

    Dziewczyna niechętnie kiwnęła głową.

    — Ellie, pomyśl o tym, co chcesz, żeby zrobiła. Niczego nie mów na głos.

    Spojrzałam na nich niepewnie, ale wykonałam polecenie. Pomyślałam, że ekspedientka świetnie wyglądałaby w tej kremowej sukience z pobliskiego wieszaka i że chciałabym, żeby ją przymierzyła. Dziewczyna, jakby w transie, zdjęła sukienkę z wieszaka i poszła do przymierzalni. Po chwili wyszła już w niej, speszona, ale posłuszna.

    Kael uśmiechnął się konspiracyjnie.

    — Widzisz? Wystarczyła jedna twoja myśl. A gdybyś wypowiedziała taki rozkaz na głos… byłby przytłaczający. Z którego jesteś pokolenia? — zwrócił się do dziewczyny.

    — Z dziewiątego, panie Rosewood — odpowiedziała cicho.

    — Dziękuję za twoją pomoc — powiedziałam szczerze.

    Dziewczyna spojrzała na mnie zszokowana, jakby nie spodziewała się podziękowania. Kael tylko wzruszył ramionami, jakby to była najnormalniejsza rzecz na świecie.

    ~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

    Kael

    Ellie patrzyła na mnie przez chwilę, jakby zbierała odwagę, po czym zadała ciche pytanie.

    — Czy Valerius też może mi w ten sposób rozkazywać?

    — Tak — przyznałem szczerze. — Ale nie sądzę, żeby używał tego do własnych celów.

    Kiwnęła głową, a na jej twarzy pojawił się delikatny, ufny uśmiech.

    — Wiem. Ufam mu.

    Niemal się zakrztusiłem własną śliną. Ufa mu. Dziewczyna, która zna go od dwóch dni, ufa jednemu z najstarszych i najniebezpieczniejszych wampirów na tej planecie. Musiałem ugryźć się w język, żeby nie powiedzieć czegoś, co by ją wystraszyło.

    — A inne wampiry? — dopytywała dalej.

    — Nie. Wszyscy poza Valeriusem są w hierarchii niżej od ciebie.

    Zawahała się przez moment, a potem spojrzała na mnie tym swoim szczerym, błękitnym spojrzeniem.

    — A ty? Tobie też mogłabym rozkazywać?

    Przełknąłem z trudem ślinę. Pytanie uderzyło mocniej, niż się spodziewałem. Przez chwilę walczyłem sam ze sobą, o to, co jej powiedzieć. W końcu po prostu kiwnąłem głową.

    — Tak. Mnie też możesz rozkazywać. Choć nie będzie to tak łatwe jak w przypadku wampirów, które były kiedyś ludźmi. Tak jak mówiłem — nie mam mocy psychicznych, co paradoksalnie sprawia, że urodzone wampiry są na nie znacznie bardziej odporne.

    — Rozumiem — powiedziała cicho.

    Zapadła krótka cisza. W końcu nie wytrzymałem.

    — Chcesz spróbować? — dodałem, tocząc ze sobą wewnętrzną walkę. 

    Ellie natychmiast pokręciła głową.

    — Nie — odparła i nagle uśmiechnęła się promiennie, tak szczerze i ciepło, że coś we mnie niebezpiecznie zmiękło. — W końcu jesteś moim nauczycielem i to ja powinnam cię słuchać, prawda?

    Patrzyłem na nią przez chwilę, czując dziwny, ciepły ucisk w klatce piersiowej. Ta dziewczyna… była niebezpieczna. Nie dlatego, że była potężna, ale dlatego, że była tak cholernie… dobra.

    Uśmiechnąłem się lekko i potargałem jej włosy gestem, który miał być żartobliwy, ale wyszedł zaskakująco delikatny.

    — No właśnie. Więc słuchaj swojego nauczyciela i przymierz tę sukienkę, w którą się wpatrywałaś. Będziesz w niej wyglądała jak prawdziwa księżniczka.

    Ellie zadrżała lekko, a potem spojrzała na mnie tak ciepłym wzrokiem, że poczułem, jak się rozpływam pod jej spojrzeniem. Chwilę później zniknęła w przymierzalni, a ja zostałem sam, opierając się o ścianę i próbując zignorować to dziwne, ciepłe uczucie w piersi.

    Do licha! To będzie trudniejsze, niż myślałem.

    ~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

    Ellie

    Kael zabrał mnie do jednej z eleganckich kawiarni na najwyższym piętrze. Usiedliśmy przy stoliku przy wielkim oknie, z którego rozciągał się zapierający dech widok na całe miasto.

    — To miejsce jest dostępne tylko dla wampirów — wyjaśnił cicho. — W związku z czym w barze można dostać… świeżą krew. Ja muszę jeść jak zwyczajni ludzie, ale ty już nie. Wciąż możesz czuć smak potraw, ale twój organizm ich nie potrzebuje do wytwarzania energii.

    Pokręciłam głową z niedowierzaniem.

    — Wampiry naprawdę nie działają sensownie. Jestem pewna, że powstały z czystej magii.

    Kael uśmiechnął się rozbawiony i kontynuował wyjaśnienia. Opowiedział mi o micie o braku duszy, który pochodzi od nieudanych przemian niższych pokoleń, które tworzyły puste, potworne istoty — takie próby obecnie karane były śmiercią. O tym, że wampirom powyżej ósmego pokolenia nie szkodzi słońce, że żadne wampiry nie boją się symboli religijnych, a czosnek… Kael bardzo lubi, szczególnie jako dodatek do kurczaka lub sos do pizzy. 

    Czułam się przytłoczona nową falą informacji, ale jednocześnie byłam szczęśliwa. Nowy świat powoli się przede mną otwierał — dziwny, przerażający, ale też fascynujący. 

    W pewnej chwili Kael wyjął z jednej z toreb nowego iPada i przysunął go do mnie.

    — To jest bardzo drogie… — mruknęłam, wpatrując się w cenę.

    — Czy wiesz, do kogo należy to całe centrum handlowe? — zapytał konspiracyjnym szeptem, nachylając się bliżej.

    Zamilkłam. Wolałam nie pytać.

    Okazało się, że kupił mi nie tylko iPada, ale też nowy telefon. Natychmiast dodał do niego swój numer. Kiedy kelnerka przyszła zebrać od nas zamówienie, poprosił specjalnie, żeby zamiast do kieliszka wlała krew do kubka od kawy, takiego z pokrywką, żebym nie musiała na nią patrzeć.

    Z początku się wahałam, ale gdy tylko uniosłam kubek do ust… zapach był oszałamiający. Słodki, głęboki, kuszący. A smak? Nigdy w życiu nie piłam niczego tak dobrego.

    Kael patrzył na mnie z lekkim uśmiechem.

    — No i jak?

    — To… jest niesamowite — przyznałam cicho, uśmiechając się błogo.

    Kiedy skończyliśmy, Kael zebrał nasze torby z zakupami.

    — Zostawię to w samochodzie i zaraz wracam. Zostań tu i pobaw się nowym telefonem, dobrze?

    Kiwnęłam głową. Zostałam sama w eleganckiej kawiarnio-pijalni krwi, bawiąc się nowym, błyszczącym telefonem i czując się jednocześnie jak w bajce i jak w jakimś bardzo dziwnym śnie. Właśnie przeglądałam nowe aplikacje na telefonie, kiedy nagle usłyszałam zamieszanie na zewnątrz kawiarni. Podniosłam wzrok i zamarłam. 

    Coś się działo w lobby, tuż za przeszkloną ścianą. Byłam dość daleko, ale… widziałam wszystko zaskakująco wyraźnie. Jakby ktoś włączył mi superwzrok. Mogłam dostrzec każdy szczegół.

    Na kafelkach klęczał Kael. Jego wcześniej starannie zaczesane włosy były potargane, a golf rozerwany na ramieniu. Dwóch mężczyzn trzymało go mocno za ręce, a trzeci właśnie zamachnął się i uderzył go pięścią w brzuch. Raz. Drugi. Trzeci.

    Wokół zebrał się spory tłum wampirów. I zamiast interweniować… patrzyli z wyraźną satysfakcją. Niektórzy się uśmiechali. Poczułam, jak krew odpływa mi z twarzy. Wstałam tak gwałtownie, że krzesło prawie się przewróciło, i ruszyłam w ich stronę. Serce waliło mi jak oszalałe.

    — Natychmiast przestańcie! — rozkazałam głośno, gdy byłam już blisko.

    W jednej chwili wszystko zamarło. Mężczyzna, który bił Kaela, zatrzymał pięść w połowie zamachu. Ci, którzy go trzymali, znieruchomieli jak posągi. Cały tłum gapiów odwrócił się w moją stronę z szeroko otwartymi oczami. Powietrze zrobiło się ciężkie, jakby ktoś nagle nacisnął na całe lobby niewidzialną pokrywę.

    Kael uniósł głowę. Z kącika jego ust spływała strużka krwi, ale w jego lodowatych oczach pojawiło się coś dziwnego — mieszanka zaskoczenia, ulgi i… czegoś jeszcze. Spojrzałam na niego i zamarłam. To… nie był Kael. Tylko, że jakimś cudem wyglądał dokładnie, kropla w kroplę, tak jak on. 

    Mimo wszystko uznałam, że nie mogę go tak zostawić. 

    — Odsuńcie się od niego — zażądałam od mężczyzn, a oni posłuchali bez chwili wahania, cofając się jak na komendę.

    Podeszłam bliżej, serce waliło mi jak szalone.

    — Kim jesteś… — zaczęłam, ale wtedy mój wzrok padł na sączącą się z rozcięcia na jego ustach krew.

    Wszystko inne zniknęło. Serce przyspieszyło mi do szaleńczego tempa. Myśli się wyłączyły. Klęknęłam przy nim, drżącą dłonią dotknęłam jego twarzy i bezwiednie, jak w transie, zbliżyłam usta do jego warg. On zamarł. Ja, nie myśląc o niczym, zlizałam powoli stróżkę krwi, która spływała mu po brodzie. Smak był… obezwładniający. Słodki, głęboki, elektryzujący.

    Wtedy rozległ się krzyk.

    — Nie rób tego! — wrzasnął prawdziwy Kael, pojawiając się nagle przy nas.

    W jednej chwili poderwał mnie z kolan i odciągnął w tył. Przytomność wróciła do mnie jak chluśnięcie zimną wodą.

    Kael spojrzał na klęczącego chłopaka z furią.

    — Ty kretynie! — krzyknął na swoje odbicie lustrzane. — Czemu jej na to pozwoliłeś?!

    Obcy chłopak — bo teraz już wiedziałam, że to nie Kael — patrzył na niego pytająco. Potem wierzchem dłoni otarł usta. Na rękawie i grzbiecie jego dłoni została krew. Widok jej wywołał na jego twarzy czystą panikę. Zrobiło mi się słabo. Cofnęłam się o krok, czując jeszcze na języku ten oszałamiający, zakazany smak.

    – Co… co się właśnie stało? – wyszeptałam drżącym głosem, patrząc raz na jednego, raz na drugiego chłopaka.

    ~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

    Eren

    Najpierw pojawiła się euforia. Gdy klęczała przede mną, gdy dotknęła dłonią mojej twarzy, a potem jej ciepłe wargi musnęły mój kącik ust… serce mi stanęło. Przez jedną krótką, szaloną chwilę pomyślałem, że mnie rozpoznała, więź zadziałała i może… może jest szansa. Potem zobaczyłem panikę na twarzy Kaela i otrząsnąłem się jak z transu.

    Otarłem wierzchem dłoni usta i zobaczyłem krew. Swoją krew. Na mojej ręce. Na jej ustach. Ogarnęła mnie taka panika, jakiej nie czułem nigdy w życiu. Ciężki, duszący strach, który ścisnął mi gardło i wbił lodowate szpony w żołądek. Wampiry, które były kiedyś ludźmi, nie mogły pić krwi innych wampirów. To trucizna. Czysta, obezwładniająca trucizna, która może ich zniszczyć. A ona… właśnie wypiła moją.

    Kael błyskawicznie wziął ją na ręce.

    — Chodź — warknął na mnie.

    — Hej, sama potrafię chodzić! — zaprotestowała dziewczyna.

    — Cicho — rzucił krótko, nie zostawiając miejsca na dyskusję.

    Poprowadził nas na zaplecze kawiarni, wypraszając stamtąd pracowników jednym spojrzeniem. Posadził ją na stole i stanął tuż przed nią, kładąc dłonie na jej twarzy. Wpatrywał się w nią z taką intensywnością, że poczułem, jak coś pali mnie w środku. Patrzyłem, jak dotyka jej policzków, jak patrzy jej w oczy, i czułem, jakby ktoś rozrywał mi serce na pół.

    — Ellie, nic ci nie jest? — zapytał przerażonym głosem.

    Dziewczyna delikatnie, ale stanowczo chwyciła jego dłonie i odsunęła je od swojej twarzy. Potem odwróciła się w moją stronę.

    — Przepraszam… nie chciałam tego zrobić — powiedziała wyraźnie zawstydzona. — To… po prostu się stało, kiedy zobaczyłam krew…

    Ulga, która mnie zalała, była tak potężna, że prawie ugięły się pode mną kolana. Żyła. Była cała. Zdrowa. Nic jej się nie stało. 

    Kael jednak nie odpuszczał.

    — Ellie! To w ogóle nie o to chodzi! — krzyknął. — Dla wampirów, które zostały stworzone, krew innych wampirów jest jak trucizna. Mogłaś postradać wszystkie zmysły… mogłaś… przestać istnieć, dosłownie!

    — Och… – wyszeptała zaskoczona, patrząc na mnie szeroko otwartymi oczami.

    Kael odwrócił się do mnie z furią.

    — Dlaczego jej nie powstrzymałeś?!

    — Nie zdawałem sobie sprawy, że krwawię… — odpowiedziałem zaskakująco niepewnie, sam dziwiąc się brzmieniu własnego głosu.

    Zsunąłem z siebie podarty golf. Kael natychmiast zauważył czarne linie na mojej szyi.

    — Cholera… w coś ty się wpakował?!

    Wzruszyłem ramionami. Byłem zaskoczony, że w jego głosie naprawdę brzmi zaniepokojenie. Gdyby role się odwróciły… szczerze? Pewnie bym mu jeszcze dokopał.

    W końcu Ellie odezwała się znowu, wskazując na mnie dłonią.

    — Wyjaśnicie mi w końcu, kim on jest?

    Kael westchnął ciężko.

    — To Eren. Mój brat bliźniak.

    Note