Header Background Image
    Rzeczywistość to ta część wyobraźni, co do której wszyscy się zgadzamy.

    Niechcący zostałam wampirzą księżniczką

    W lustrzanym odbiciu

    Ellie

    Cholera. Cholera. Cholera. Siedziałam na kanapie w salonie, z nogami podciągniętymi pod brodę i poduszką wciśniętą w twarz. Miałam ochotę zapaść się pod ziemię i nigdy więcej się nie pokazać. Magia Valeriusa opadła dokładnie w najgorszym możliwym momencie — kiedy siedziałam na kolanach Kaela i wgryzałam się w jego szyję. Przynajmniej nie stało się to w szkole… choć to w tej chwili było naprawdę marnym pocieszeniem.

    — Kael, tak bardzo cię przepraszam — jęknęłam stłumionym głosem, nie mając odwagi spojrzeć mu w oczy.

    Usłyszałam cichy, rozbawiony śmiech.

    — Nie masz za co przepraszać — odparł spokojnie. — To było… ciekawe doświadczenie. Nie martw się. Już rano wyczułem na tobie jego magię.

    Odsunęłam od twarzy poduszkę i spojrzałam na niego z przerażeniem.

    — Akademia… już nigdy tam nie wrócę — powiedziałam dramatycznie. — Właściwie to nigdy więcej nie wyjdę z mieszkania!

    Kael przysunął się bliżej i bez słowa objął mnie ramieniem, przyciągając do siebie. Jego dotyk był ciepły i uspokajający.

    — Będzie dobrze — mruknął.

    — Nic już nigdy nie będzie dobrze! — jęknęłam i znowu schowałam twarz w poduszce. Po chwili jednak przypomniałam sobie coś jeszcze i gwałtownie się wyprostowałam. — Poza tym, Kael… ty i Selena… ja… nie chciałam, żebyście się przez mnie kłócili.

    Na twarzy Kaela pojawił się grymas.

    — Nią to się akurat powinnaś najmniej przejmować — rzucił sucho.

    Chciałam coś odpowiedzieć, ale nagle przypomniałam sobie coś znacznie gorszego. Coś, co sprawiło, że cała krew odpłynęła mi z twarzy.

    — Poza tym… — wyszeptałam, powoli unosząc wzrok na Kaela, a potem równie szybko chowając się z powrotem za poduszką. — O nie. Nie. Nie. Nie!

    Kael uniósł brew.

    — Co takiego zrobiłaś? — zapytał z wyraźną ciekawością.

    — Twój brat… — jęknęłam przez poduszkę. — Zmusiłam go, żeby nakarmił mnie swoją krwią.

    Młodzieniec przez chwilę milczał. Był wyraźnie zaskoczony.

    — Erena nie da się do niczego zmusić — powiedział powoli. — Jak się uprze, to potrafi odmówić nawet Valeriusowi.

    To zdanie sprawiło, że momentalnie zesztywniałam.

    — Valerius! — krzyknęłam i zerwałam się z kanapy tak gwałtownie, że poduszka poleciała na podłogę.

    Pobiegłam przez salon prosto do gabinetu Valeriusa. Pukałam tak mocno, że aż zabolały mnie kostki. Za mną szedł Kael, wyraźnie rozbawiony całym tym chaosem.

    — Proszę — rozległ się spokojny głos z drugiej strony drzwi.

    Wpadłam do środka jak burza, a Kael wszedł za mną, zamykając drzwi.

    Valerius siedział za biurkiem, jakby nic się nie stało. Spojrzał na mnie z uniesioną brwią.

    — Popsułam twoją magię! — wyrzuciłam z siebie jednym tchem. — Tę, która była na bracie Kaela. Przepraszam!

    Wampir odłożył pióro i pochylił się lekko do przodu, opierając brodę na dłoni.

    — Miałaś ku temu jakiś powód? — zapytał spokojnie, bez cienia gniewu.

    Kiwnęłam głową, czując, jak cała płonę.

    — Bardzo chciałam napić się jego krwi… — przyznałam cicho, a potem dodałam jeszcze ciszej — Smakowała wybornie.

    Valerius przyglądał mi się przez dłuższą chwilę, a w jego srebrzystych oczach pojawił się błysk czegoś, co mogło być zarówno rozbawieniem, jak i ciekawością. Stojący obok mnie Kael, odchrząknął znacząco.

    Valerius powoli odchylił się na krześle.

    — Rozumiem — powiedział w końcu. — W takim razie… nie będę tego komentował.

    Spojrzałam na niego z nadzieją.

    — Nie jesteś… zły?

    Valerius pokręcił głową. 

    — Nie. Ale następnym razem, zanim zdecydujesz się ingerować w coś, co nałożyłem… daj mi znać. Dobrze?

    Pokiwałam głową, czując jednocześnie ulgę i ogromne zażenowanie. Za moimi plecami Kael cicho parsknął śmiechem. Byłam pewna, że nigdy już nie spojrzę żadnemu z nich w oczy bez zażenowania.

    ~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

    Eren

    Na przyszłość będę musiał wbić sobie do głowy, że wkurzanie szefa nigdy nie kończy się dobrze. Klęczałem przed podwyższeniem w tronowej sali klanu Azure i czekałem, niczym skazaniec. 

    Valerius siedział na swoim tronie jak zawsze, spokojny i zimny, niczym marmurowy posąg. Obok niego stało kilku wampirów z różnych pokoleń. Mężczyźni i kobiety. Wszyscy z tym samym wyrazem twarzy — mieszaniną strachu i rezygnacji. Wiedziałem, że każdy z nich czymś mu podpadł. A teraz stali się… materiałem do eksperymentu.

    — Zaczynamy — powiedział Valerius spokojnie.

    Pierwszy mężczyzna podszedł do mnie. Nie patrzył mi w oczy. Po prostu kucnął przy mnie, wziął mój nadgarstek, wbił kły i zaczął pić. Piekielne, nieprzyjemne uczucie rozlało się po całym moim ciele, jakby ktoś wyciągał ze mnie coś istotnego, coś, czego nie powinien dotykać. Zacisnąłem zęby, ale nie wydałem dźwięku.

    Po kilku sekundach mężczyzna odskoczył, jakby go oparzyło. Jego oczy zaszły mgłą. Zaczęło się drżenie, potem krzyk. Padł na kolana, wijąc się w agonalnych konwulsjach. Po chwili już nie żył. Valerius nawet nie mrugnął.

    Kolejna. Kobieta. Ten sam wynik. Trzeci. Czwarty. Piąty. Za każdym razem to samo piekielne ssanie, to samo uczucie, jakby ktoś wyrywał mi kawałek duszy. A potem śmierć. Albo coś gorszego.

    Na osiem prób przeżyła tylko jedna kobieta z siódmego pokolenia. Ale kiedy odsunęła się ode mnie, jej oczy były puste. Uśmiechała się szeroko, jakby coś w niej pękło i już nigdy się nie poskłada. Obłąkana. Całkowicie. Valerius skinął głową i kazał ją zabrać.

    Klęczałem dalej, czując, jak krew spływa mi po przedramieniu. Nie byłem wściekły. To było dziwne. Zwykle po jego karach paliła mnie furia. Tym razem… rozumiałem. Valerius nie robił tego dla zabawy. Robił to dla Ellie. Żeby zrozumieć, dlaczego może bezpiecznie pić moją krew, znaleźć sposób, żeby jej pomóc i upewnić się, że nie skończy jak ta kobieta, która właśnie odeszła z pustym, szalonym uśmiechem.

    Zacisnąłem pięści, nie potrafiąc powstrzymać drżenia wyczerpanego organizmu.

    — Koniec na dziś — oznajmił Valerius.

    Moje ciało było ciężkie jak ołów. Ręce drżały, a przedramię, z którego pili, piekło jakby ktoś wbił we mnie rozżarzony pręt. Nie miałem siły nawet podnieść się z kolan. Klęczałem dalej, wpatrując się w marmurową podłogę i próbując złapać oddech.

    Valerius ominął mnie obojętnym spojrzeniem, już prawie wychodząc.

    — Zostań tu, jak długo potrzebujesz — rzucił spokojnie, jakby komentował pogodę, a nie fakt, że właśnie wykorzystał mnie jak szczura laboratoryjnego.

    Drzwi zamknęły się za nim z cichym, ostatecznym dźwiękiem. Zostałem sam w ogromnej, chłodnej sali. Minęło dobrych kilkanaście minut, zanim w ogóle byłem w stanie unieść głowę. Kolejne kilka zajęło mi zebranie się na tyle, żeby oprzeć się na dłoniach. Każdy ruch sprawiał, że w oczach mi ciemniało od osłabienia. W końcu, po kwadransie, udało mi się wstać. Chwiejnie. Jakbym był pijany. Jedyną rzeczą, o której teraz marzyłem, było znalezienie się u siebie w mieszkaniu. Zamknąć drzwi, zgasić światło, upaść na kanapę i nie ruszać się przez najbliższe kilka godzin. Albo dni.

    Ruszyłem w stronę wyjścia, trzymając się po drodze ściany. Korytarze klanu Azure nigdy nie wydawały mi się tak długie. Każdy krok był walką. Wsiadłem do windy, oparłem się o lustrzaną ścianę i zamknąłem oczy. Jeszcze tylko dotrzeć do domu. Resztą zajmę się później.

    ~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

    Ellie

    Siedzieliśmy jeszcze chwilę w salonie, kiedy nie mogłam już wytrzymać z tym, co kotłowało mi się w głowie. Spojrzałam na młodzieńca, który półleżał rozwalony na kanapie obok mnie, i przełknęłam ślinę.

    — Kael… — zaczęłam niepewnie, bawiąc się rękawem bluzy. — Czy jest coś, co Eren wyjątkowo lubi?

    Spojrzał na mnie podejrzliwie, unosząc brew.

    — Po co ci ta informacja?

    Poczułam, jak roi mi się gorąco. Spojrzałam w bok, unikając jego wzroku.

    — Chciałabym go jakoś przeprosić za to, co mu zrobiłam… — przyznałam cicho, zawstydzona. — Za to, że… no wiesz. Zmusiłam go do tego.

    Kael westchnął ciężko, przeczesując dłonią włosy. Przez chwilę wyglądał, jakby się zastanawiał, czy w ogóle powinien mi pomagać. W końcu jednak skapitulował.

    — Głównie czyta komiksy fantasy — powiedział. — Ostatnio szukał jednej serii. Podobno trudno ją dostać, ale przy kontaktach Valeriusa…

    Uniosłam na niego wzrok z nagłą nadzieją. Kael spojrzał na mnie i przewrócił oczami, ale w kącikach ust pojawił mu się lekki uśmiech.

    — Dobrze — mruknął. — Możemy pójść ją kupić.

    Uśmiechnęłam się z wdzięcznością, ale szybko spoważniałam.

    — Napiszę też list — dodałam szybko, znowu chowając twarz w dłoniach. — Bo nie ma szans, żebym przeprosiła go twarzą w twarz. Po prostu… nie dam rady. Przekażesz mu?

    Kael patrzył na mnie przez chwilę w milczeniu, jakby analizował całą sytuację. W końcu skinął głową.

    — Jasne — odparł. — I tak mam z nim do załatwienia jedną sprawę… więc przy okazji mu go dam.

    Spojrzałam na niego z ulgą, choć nadal czułam się okropnie zażenowana.

    — Dziękuję — szepnęłam.

    Wampir pochylił się lekko w moją stronę i delikatnie pociągnął mnie za kosmyk włosów.

    — Nie musisz się tak katować — powiedział spokojniej. — Eren nie jest typem, który będzie cię za to gnębił.

    Przytaknęłam, choć w głowie wciąż miałam obraz Erena z tamtego dnia w pustej klasie, jakim wzrokiem patrzył na mnie, kiedy wypiłam jego krew. Szybko odepchnęłam tę myśl.

    — To kiedy idziemy po te komiksy? — zapytałam, starając się zmienić temat.

    Kael uśmiechnął się szerzej.

    — Jak tylko będziesz gotowa. Chociaż szczerze mówiąc… chętnie zobaczyłbym, jak Eren reaguje na list od ciebie.

    Westchnęłam ciężko i znowu schowałam twarz w dłoniach. 

    — Nie pomagasz.

    ~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

    Eren

    Byłem właśnie w połowie świetnej książki, kiedy usłyszałem pukanie do drzwi. Spojrzałem na zegarek. Było już późno. Otworzyłem i zobaczyłem Kaela. Wyglądał, jakby właśnie ktoś mu ukradł ulubioną zabawkę.

    — Zrób to dla mnie — poprosił od razu, wchodząc do środka bez zaproszenia. — Po prostu ją jakoś udobruchaj.

    Patrzyłem na brata z mieszaniną rozbawienia i irytacji. Za każdym razem, kiedy Kael miał problem z Seleną, przychodził do mnie z tym samym tekstem. Prosił, żebym go udawał, bo sam przy niej nie był w stanie nad sobą zapanować. Ich spotkania najczęściej kończyły się awanturą. A na mnie… z jakiegoś powodu Selena reagowała zaskakująco dobrze.

    — Co będę z tego miał? — zapytałem leniwie, opierając się o framugę.

    Kael westchnął cierpiętniczo.

    — Podaj swoją cenę.

    Uśmiechnąłem się powoli. To było zbyt dobre, żeby odpuścić.

    — Pójdę za ciebie na randkę z Seleną — powiedziałem spokojnie. — Ale w zamian chcę spędzić dzień z Ellie. Jako ty.

    Kael spojrzał na mnie, jakbym właśnie powiedziałem, że zamierzam podpalić penthouse Valeriusa.

    — Co? Dlaczego? — nie mógłby być w większym szoku.

    Wzruszyłem ramionami.

    — Jestem ciekawy — skłamałem gładko. — To jak, zgadasz się czy nie?

    Kael przeczesał włosy dłonią, wyraźnie walcząc ze sobą.

    — Jeżeli będę miał przez to kłopoty z Valeriusem…

    Wyszczerzyłem zęby w uśmiechu, czując, jak w mojej piersi poruszyło się coś niebezpiecznie ciepłego.

    — Obiecuję, że będę grzeczny.

    Brat patrzył na mnie jeszcze przez chwilę, jakby próbował wyczytać z mojej twarzy, co naprawdę knuję. W końcu westchnął ciężko.

    — Dobra… ale jeśli coś spieprzysz…

    — Wiem, wiem — machnąłem ręką. — Będziesz mnie mógł zabić. Albo i tak to zrobisz, bo już jesteś wściekły.

    Odwrócił się w stronę drzwi, ale zanim wyszedł, sięgnął do torby, którą przyniósł ze sobą. Wyjął z niej niewielkie, starannie zapakowane pudełko i położył je na komodzie przy wejściu.

    — To od Ellie — powiedział obojętnie. — Poprosiła, żebym ci przekazał.

    Spojrzałem na pudełko, a potem na niego. W środku coś mi lekko zadrżało, ale nie dałem tego po sobie poznać.

    Kael już otwierał drzwi.

    — Jutro wieczorem — rzucił przez ramię. — I… dzięki.

    Gdy drzwi się za nim zamknęły, oparłem się o ścianę i przez dłuższą chwilę wpatrywałem w opakowanie. Serce biło mi trochę za szybko — głupio, bo przecież to tylko pudełko. A jednak czułem w piersi mieszankę ekscytacji i czegoś, co niebezpiecznie przypominało strach.

    Na moment zamknąłem oczy i mimowolnie przywołałem w pamięci tamten dzień. Ciepło jej ust na mojej szyi. To, jak jej ciało wtuliło się we mnie. Jak jej oddech przyspieszył, kiedy piła moją krew. Jakbym wciąż czuł jej oddech na skórze.

    Otworzyłem oczy i powoli zdjąłem wieczko. W środku leżały komiksy. Dokładnie te, których od tygodni nie mogłem nigdzie dostać. Obok nich — prosta, metalowa puszka. Otworzyłem ją i od razu uderzył mnie zapach domowych ciastek. Czekoladowych. Z kawałkami orzechów. A na samym spodzie leżał list.

    Przez chwilę wahałem się, czy w ogóle go czytać. W końcu jednak zebrałem się na odwagę i rozłożyłem kartkę. Charakter pisma był równy, staranny. Trochę zbyt staranny, jakby pisała pod wpływem silnych emocji.

    Eren,

    bardzo Cię przepraszam za to, co się stało. Tego dnia nie byłam sobą — dosłownie. Valerius użył na mnie swojej magii i straciłam kontrolę. Nie powinnam była Cię do tego zmuszać. Jeżeli mogę Ci to jakoś wynagrodzić, to proszę, daj mi znać. Zrobię wszystko, co będzie w mojej mocy.

    Przez chwilę wpatrywałem się w te słowa, a w głowie natychmiast pojawiła się jedna, bardzo niegrzeczna odpowiedź. Owszem. Możesz to powtórzyć. Uśmiechnąłem się krzywo do siebie i pokręciłem głową. Szybko wróciłem do czytania.

    To dlatego, że Valerius pozwolił mi pić krew Kaela, a Kael się na to zgodził. Kiedy tylko pomyślę o krwi urodzonych wampirów… przestaję myśleć. Nie potrafię się powstrzymać. Przepraszam Cię za to raz jeszcze.

    Uśmiech momentalnie zniknął z mojej twarzy. Krew Kaela. Zacisnąłem dłoń tak mocno, że aż zabolały mnie knykcie. W piersi rozlało się gorące, nieprzyjemne uczucie — mieszanka wściekłości i czegoś znacznie gorszego. Nigdy, przez całe moje dwudziestoletnie życie nie byłem zazdrosny o brata, nigdy. A teraz… Kurwa!

    Wiedziałem, że Kael się nią zajmuje. Zdawałem sobie sprawę, że Valerius wybrał go, kiedy ja odmówiłem. Ale to… To znacznie przekraczało moje granice. Wyobraziłem sobie, jak ona pije jego krew. Jak jej usta dotykają jego skóry. Jak on to odbiera. Poczułem, jak coś we mnie ściska się nieprzyjemnie. 

    Gdybym tylko nie odmówił Valeriusowi… Kiedy zaproponował mi opiekę nad nią, zamiast się zgodzić, wybrałem wygodę i lenistwo. Teraz Kael był tym, który spędzał z nią czas, chronił ją, a ona piła jego krew. Kurwa! 

    Złożyłem list i odłożyłem go na stolik. Przez chwilę siedziałem w milczeniu, wpatrując się w puszkę z ciastkami, do której przyklejona była karteczka „upiekłam je dla ciebie, mam nadzieję, że będą ci smakowały”. Upiekła. Dla mnie. Cholera! 

    Powoli sięgnąłem po jedno z nich i odgryzłem spory kawałek. Było naprawdę dobre. Słodkie. Domowe. Trochę jak ona.

    Westchnąłem ciężko i oparłem głowę o framugę, zamykając oczy.

    — Jesteś w głębokiej dupie, Eren — mruknąłem do siebie. — Naprawdę głębokiej.

    A mimo to, mimo całej zazdrości i wkurwienia… nie mogłem powstrzymać małego, głupiego uśmiechu, który pojawił się na moich ustach na myśl o tym, że ona w ogóle pomyślała o tym, żeby mnie przeprosić. I że upiekła mi ciastka.

    ~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

    Ellie

    Reszta tygodnia w Akademii minęła zaskakująco spokojnie. Ćwiczyłam przed lustrem, jak chodzić dumnie wyprostowana i starłam się nie odzywać zbyt wiele. Nie musiałam, bo nowi członkowie mojej szkolnej grupy robili do za mnie. Dla nich moje zachowanie pod wpływem magii Valeriusa było zupełnie normalne, byłam pewna, że to ta Ellie, którą naprawdę jestem, wydałaby się im dziwna i nie na miejscu. Jednak to, że wreszcie jest sobota, odebrałam z prawdziwa ulgą, wreszcie mogłam odetchnąć.  

    Poza tym Kael obiecał mi, że spędzimy ten dzień razem, po prostu dobrze się bawiąc.   Wszystko nawet zaplanował. Napisał wcześniej, że nie będzie mógł mnie podwieźć, więc przyjechałam do lunaparku z jednym z zaufanych szoferów Valeriusa. Samochód zatrzymał się przy bramie wejściowej, a ja przez chwilę jeszcze siedziałam w środku, poprawiając włosy w odbiciu w szybie. Byłam trochę podekscytowana — lunapark nie był czymś, do czego byłam przyzwyczajona. Kiedy moi rodzice bawili się gdzieś z Dianą, ja zazwyczaj zostawałam w domu, sprzątając lub gotując obiad. Teraz jednak… moje życie wyglądało zupełnie inaczej. 

    Wysiadłam i rozejrzałam się wokół. Szybko go zauważyłam. Stał przy bramie, z rękami w kieszeniach, i wyglądał… inaczej niż zwykle. Przez chwilę stałam w miejscu, zbita z tropu. W pierwszej chwili odruchowo sięgnęłam po telefon, żeby zadzwonić do Kaela i zapytać go, o co chodzi, ale zaraz odsunęłam od siebie tę myśl. Po pierwsze — nie chciałam sprawiać wrażenia, że jestem zdezorientowana. Po drugie… od dłuższego czasu i tak miałam ochotę lepiej go poznać.

    Nie miałam pojęcia, dlaczego przed bramą lunaparku czeka na mnie nie Kael, tylko Eren, ale pewnie zaraz miałam się tego dowiedzieć. 

    Przyjrzałam mu się uważnie, powoli idąc w jego stronę. Włosy miał zaczesane do tyłu — schludnie, prawie elegancko. Wyglądało to… dziwnie. Nie pasowało do niego. Wolałam jego zwykły, artystyczny nieład, kiedy kilka kosmyków zawsze opadało mu na czoło i oczy. Teraz wyglądał poważniej i… trochę sztucznie.

    Miał też na sobie inne ubranie niż zwykle. Nie bojówki i luźną bluzę dresową, tylko ciemne, dobrze skrojone spodnie i czarną koszulę z podwiniętymi rękawami. Wyglądało to na próbę bycia kimś innym. Wtedy do mnie dotarło. Eren chciał udawać Kaela.

    Uśmiechnęłam się w duchu. To było… zabawne. I trochę urocze. Kiedy podeszłam bliżej, Eren uniósł wzrok i spojrzał na mnie.

    — Cześć — powiedział, starając się brzmieć tak jak zwykle Kael. Głos miał trochę niższy, bardziej opanowany. — Udało ci się dojechać bez problemu?

    Spojrzałam na niego z lekkim uniesieniem brwi, ale nie zdradziłam, że go rozpoznałam. Zamiast tego uśmiechnęłam się szeroko i przyjaźnie, dokładnie tak, jak zrobiłabym to wobec Kaela.

    — Bez problemu — odparłam lekko. — Chociaż szczerze mówiąc, trochę się dziwiłam, że kazałeś mi przyjechać samej.

    Eren wzruszył ramionami, wciąż starając się wyglądać swobodnie.

    — Miałem małą sprawę do załatwienia po drodze. Ale… — spojrzał na mnie z ukosa — cieszę się, że jesteś.

    Przyjrzałam mu się jeszcze przez chwilę, walcząc z uśmiechem. Był naprawdę przekonujący. Gdybym wcześniej tak dobrze nie poznała Kaela — i gdybym nie miała świeżo w pamięci tego, jak Eren wygląda, kiedy naprawdę jest sobą — pewnie dałabym się nabrać.

    Szczerze mówiąc… zaczynało mi się to podobać, choć nie miałam pojęcia, jaki mieli motyw. 

    — No to co? — zapytałam, kiwając głową w stronę wejścia do lunaparku. — Wchodzimy? Eren obdarzył mnie uroczym uśmiechem.

    — Jasne. Chodźmy.

    Ruszyliśmy ku bramie, a ja szłam tuż obok niego, ukradkiem zerkając w jego stronę.

    No dobrze, Eren… — pomyślałam z wewnętrznym uśmiechem. — Zobaczymy, jak długo dasz radę udawać.

    Bo ja nie miałam zamiaru ułatwiać mu zadania.

    ~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

    Eren

    Nie byłem pewien, co dziewczyny lubią robić na randkach, a naprawdę chciałem, żeby Ellie się dobrze bawiła, nawet jeśli będzie myślała, że spędza ten czas z Kaelem. Z Seleną zazwyczaj chodziłem po prostu na kawę, albo do restauracji, a potem udawałem, że słucham jej paplaniny. Z Ellie… zdecydowanie nie chciałem tego robić. I to mnie przerażało bardziej, niż chciałem przyznać.

    Kiedy zobaczyłem, jak idzie w moją stronę, poczułem, jak żołądek skręca mi się w supeł. Wyglądała obłędnie. Ta pewność w kroku, ten lekki, naturalny uśmiech… Wszystko we mnie nagle się napięło. Serce zaczęło bić szybciej, a w głowie kotłowały się myśli, których nie potrafiłem uporządkować.

    Cholera. Ona naprawdę tu jest. Ze mną.

    Nie chciałem, żeby to była zwyczajna, nudna randka. Nie z nią. Chciałem, żeby naprawdę się dobrze bawiła, śmiała się, zapamiętała ten dzień jako coś dobrego. Nawet jeśli myślała, że spędza go z Kaelem.

    Kiedy się odezwałem mój głos brzmiał spokojniej, niż się czułem. Trochę zbyt nisko, trochę zbyt opanowanie. Jak Kael. Ellie zatrzymała się przede mną i przez chwilę przyglądała mi się uważnie. Miałem wrażenie, że coś w jej spojrzeniu błysnęło — jakby mnie prześwietlała. Na ułamek sekundy serce podskoczyło mi do gardła. A co, jeśli mnie rozpoznała? Szybko odrzuciłem od siebie tę myśl. To… nie było możliwe. 

    Kiedy zasugerowała, żebyśmy już weszli do środka skinąłem głową, czując jednocześnie ulgę i dziwne rozczarowanie. Ruszyliśmy w stronę bramy, a ja cały czas miałem wrażenie, że moje ciało jest zbyt gorące. Czułem każdy jej krok obok mnie. Każde spojrzenie, które rzucała w moim kierunku. Chciałem coś powiedzieć, coś zabawnego, coś naturalnego, ale w głowie miałem pustkę.

    Cholera, Eren, ogarnij się.

    Pragnąłem, żeby ten dzień był dla niej naprawdę dobry. Nie chciałem, żeby czuła się znudzona albo że po prostu „odhaczam” kolejną randkę. Chciałem, żeby się szczerze uśmiechała, zapamiętała mnie… nawet jeśli myślała, że jestem kimś innym.

    — Więc… — odezwałem się, starając się brzmieć swobodnie, choć czułem, jak głos lekko mi drży. — Co chcesz robić najpierw? Mamy tu wszystko, kolejki górskie, karuzele, strzelnice… Twój wybór.

    Spojrzałem na nią z ukosa i poczułem, jak w piersi coś mnie ciepło ściska, kiedy się uśmiechnęła. Kurwa. Jestem w tarapatach.

    ~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

    Ellie

    Wciąż nie mogłam rozgryźć dlaczego to Eren, a nie Kael był ze mną w lunaparku, ale musiałam przyznać, że podobała mi się ta zamiana. Oczywiście lubiłam Kaela, nawet bardzo, ale nigdy z nikim nie bawiłam się tak dobrze, jak tego dnia z Erenem. 

    Bycie wampirem miało swoje zdecydowane plusy — na przykład to, że nie czułam mdłości, mimo że skorzystałam już chyba z każdej atrakcji, jaka była w lunaparku. Karuzele, kolejki górskie, nawet wielki młot, w którym wisiało się do góry nogami. Zero dyskomfortu. Było to zaskakująco przyjemne.

    — Wiesz… — powiedziałam, zlizując resztki waty cukrowej z palców — bycie wampirem ma swoje zalety. Mogę bezkarnie jeść słodycze i nie czuć mdłości na karuzeli. 

    Eren spojrzał na mnie z lekkim uśmiechem.

    — U ciebie to działa trochę inaczej niż u mnie — odparł. — Jesteś stworzona, więc twoje ciało po prostu zostaje takie, jakie jest. Ja jako urodzony wampir muszę jeść normalnie, jak człowiek. Krew tylko wzmacnia to, co już mam, czyli siłę, szybkość, wytrzymałość. Bez niej czuję się… słabszy. Jakbym był trochę przytłumiony.

    Pokiwałam głową, przyswajając informacje.

    — A magia? — zapytałam. — Też ją masz?

    — Nie. Nie w taki sposób jak ty — odpowiedział szczerze. — Nie potrafię wpływać na czyjąś psychikę, zmieniać jego myśli, wydawać rozkazów. To domena stworzonych. Ja mam za to… inną siłę. Bardziej fizyczną. I dużą odporność na waszą magię. 

    Zdziwiło mnie to trochę. Do tej pory wydawało mi się, że urodzony wampir powinien być potężniejszy, ale im dłużej z nim rozmawiałam, tym bardziej rozumiałam, że po prostu jesteśmy inni.

    Przez resztę dnia korzystaliśmy z atrakcji bez większego planu. Jeździliśmy na kolejkach, strzelaliśmy do celu, śmialiśmy się z głupich zdjęć w automacie. Z Erenem było… zaskakująco łatwo. Nie musiałam się pilnować, nie czułam presji, żeby być idealna albo zachowywać się w określony sposób. Po prostu byłam. I on też.

    A potem, w momencie gdy staliśmy w kolejce do jednej z karuzeli, coś we mnie drgnęło. Spojrzałam na niego — na jego profil, na to, jak lekko się uśmiecha, patrząc na coś w oddali — i nagle zdałam sobie sprawę, co czuję. Motyle. Prawdziwe, niesforne motyle w brzuchu. Uświadomiłam sobie, że chciałam, żeby mnie pocałował. Naprawdę. Tu i teraz.

    To uczucie było tak niespodziewane i tak wyraźne, że na chwilę straciłam dech. Szybko odwróciłam wzrok, udając zainteresowanie kolorowymi światłami wokół nas. Co to, do cholery, było?

    Nie spodziewałam się tego. Nie po Erenie. Nie tak szybko. A jednak… czułam to. I im dłużej przy nim byłam, tym trudniej było mi to ignorować. Spojrzałam na niego jeszcze raz, tym razem zatrzymując spojrzenie na dłuższą chwilę. Może to i dobrze, że to nie Kael przyszedł tu ze mną dzisiaj. Może wcale nie chciałam, żeby to był Kael.

    ~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

    Eren

    Wieczorem wsiedliśmy do diabelskiego młynu. Siedzieliśmy naprzeciwko siebie w małej, zamkniętej gondoli, a ja czułem, jak z każdą chwilą narasta we mnie napięcie, które zaczynało być już naprawdę trudne do opanowania. Ellie siedziała naprzeciwko, z lekko rozpuszczonymi włosami i tym spokojnym, pięknym uśmiechem, który tego dnia tak często nosiła. Światła lunaparku odbijały się w jej oczach, a ja… miałem ochotę ją pocałować. Tu i teraz.

    Zdawałem sobie sprawę, że bym mógł, prawdopodobnie by mi na to pozwoliła. Wiedziałem, też jednak, że całowałaby Kaela. Cholera! To była piekielna męczarnia. Siedzieć tak blisko niej, czuć jej zapach, patrzeć, jak delikatnie poprawia włosy, a jednocześnie wiedzieć, że w jej głowie cały czas jestem kimś innym. Gdyby znała prawdę, może nawet nie chciałaby tu ze mną być.

    Kiedy lunapark zaczął gasić światła i ogłoszono ostatnie rundy, a my wyszliśmy na zewnątrz, poczułem dziwną pustkę. Nie chciałem, żeby ten dzień się już kończył. Nie tak szybko.

    Spojrzałem na nią, zanim zdążyłem się powstrzymać.

    — Masz ochotę na spacer po ogrodzie na dachu? — zapytałem, starając się brzmieć swobodnie. — To… magiczne miejsce. Nie jest dostępne dla ludzi.

    Ellie spojrzała na mnie z lekkim uniesieniem brwi, ale po chwili uśmiechnęła się szeroko i skinęła głową. Cieszyłem się, że nie chce jeszcze wracać, ale jednocześnie miałem ochotę przeklinać. Bo wiedziałem, że spędza ten czas z Kaelem. Nie ze mną.

    Od razu, kiedy znaleźliśmy się w ogrodzie, wiedziałem już, że to była dobra decyzja. Ellie rozglądała się po nim zauroczona, a ja, równie oczarowany, wpatrywałem się w nią. 

    — Eren, zobacz jakie piękne! — wykrzyknęła uradowana wpatrując się w wirujące na wodzie kwiaty. 

    Odruchowo popatrzyłem we wskazanym kierunku, a potem to do mnie dotarło. 

    — Jak mnie nazwałaś? — spytałem niepewnie. 

    Przyjrzała się mi uważnie. W jej spojrzeniu nie było zrozumienia. 

    — Eren… przecież tak masz na imię, prawda? — spytała, jakby się bała, że źle zapamiętała moje imię, a nie tego, że nazwała nim Kaela. 

    Z trudem przełknąłem ślinę. 

    — Skąd… wiedziałaś, że to ja? 

    Popatrzyła na mnie, jak na idiotę. 

    — Nie znam cię zbyt dobrze, ale Kaela zdążyłam już trochę poznać. Raczej nie trudno was odróżnić. 

    Niemal zakrztusiłem się własną śliną. Nie trudno nas odróżnić? Parsknąłem śmiechem. Nawet Valerius tego nie potrafił. 

    — Czemu nic nie powiedziałaś, skoro wiedziałaś, że to ja? — spytałem nieufnie. 

    — Och… uznałam, że nie będę psuła ci zabawy. No i… naprawdę chciałam cię lepiej poznać — dodała już odrobinę ciszej. 

    Po moim ciele rozlało się przyjemnie ciepło. Chciała mnie lepiej poznać. Mnie. Zdanie wybrzmiewało w mojej głowie dziesiątki razy. 

    — Mogę wziąć cię za rękę? — spytałem prosto z mostu, zanim zdążyłem ugryźć się w język. 

    Ku mojej radości skinęła głową i uśmiechnęła się do mnie promiennie. Jej dłoń naturalnie wsunęła się w moją rękę, jakby zawsze tam była. 

    Note