Rozdział 12 – Niechcący zostałam wampirzą księżniczką
by VickyTak rodzą się plotki
Ellie
Bal zupełnie mnie wykończył, choć musiałam przyznać, że bardziej psychicznie niż fizycznie, bo fizycznie wciąż czułam się świetnie. Mądrzejsza o wiedzę z ksiąg z Akademii wiedziałam już, że wampiry tak samo jak jedzenia, nie potrzebują też snu. Wszystko regenerowaliśmy dzięki krwi. Kiedy jednak wypytywałam o to Valeriusa, ze śmiechem odpowiedział mi, że zawsze lubił spać i pozbycie się tego nawyku zajęło mu ponad sto lat. Poza tym… wiedziałam, że Eren, jako wampir urodzony, naprawdę potrzebuje snu, a wizja, że mogłabym zasnąć i obudzić się przy nim była naprawdę kusząca.
Zbliżała się czwarta nad ranem. Razem z Valeriusem dostaliśmy w domu gospodarzy do dyspozycji nie tyle pokoje, co całe skrzydło gościnne. Valerius odprowadził mnie pod drzwi mojej tymczasowej sypialni.
— Dlaczego Rosewood’owie chcą cię swatać z Kaelem? — zapytał zaciekawiony, kiedy zostaliśmy sami. — Zrobiłaś niezłą scenę zabierając go od dziewczyny z klanu Luna.
Och! Czy nie poszło to trochę za daleko? Wbiłam wzrok w swoje stopy, niepewna, co mu na to odpowiedzieć.
— Nie martw się — dodał, unosząc dłoń i łagodnym gestem dotykając moich włosów. — Masz prawo brać wszystko, czego chcesz. Nikt nie będzie śmiał zaprotestować nawet słowem.
— To nieporozumienie — decyduję się wyznać prawdę, ale nie pogrążając Erena. — Ale nie wyjaśniłam go, bo Kael naprawdę nie chce poślubić swojej narzeczonej. Uznałam, że to pomoże mu rozwiązać problem.
— Rozumiem — Valerius jak zawsze odpowiedział ze stoickim spokojem. — W takim razie nie będę przeszkadzał ci bawić się w twoje gry.
Błyskawicznie podniosłam głowę. Na jego twarzy nie było nawet cienia irytacji, pojawiło się za to lekkie rozbawienie.
— Naprawdę?
— Oczywiście. Powiadom mnie tylko, gdyby sprawy poszły w innym kierunku niż planowałaś.
~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~
Ellie
Bal trwał zdecydowanie zbyt długo. Nie byłam zmęczona fizycznie — wręcz przeciwnie, moje wampirze ciało wciąż było lekkie i pełne energii. Po prostu miałam już trochę dość. Kontrolowanie swojego sposobu chodzenia, tego co mówię i robię było psychicznie wyczerpujące. Z ulgą zdjęłam suknię, zostawiając ją na krześle przed toaletką, i weszłam pod prysznic. Gorąca woda spływała po moim ciele, zmywając resztki makijażu i napięcia całego wieczoru.
Kiedy wyszłam, sięgnęłam po, przygotowaną dla mnie na łóżku, jedwabną koszulę nocną w kolorze głębokiej czerwieni. Wsunęłam się w nią, nie zawracając sobie głowy suszeniem włosów, i po prostu rzuciłam się na miękką pościel. Przez chwilę leżałam nieruchomo, wpatrując się w sufit i ciesząc się ciszą.
A potem usłyszałam pukanie.
Westchnęłam, ale podniosłam się i otworzyłam drzwi. W progu stał Kael. Od razu wyczułam, że coś jest nie tak — jego aura była dziwnie spięta, bardziej poważna niż zwykle.
— Wejdź — powiedziałam cicho, odsuwając się.
Kael wszedł i zamknął za sobą drzwi. Jego wzrok na chwilę musnął moją koszulę nocną i mokre włosy opadające mi na ramiona. Nic jednak nie powiedział. Zamiast tego przeszedł prosto do łazienki i wrócił z suszarką w dłoni.
— Siadaj — rzucił, wskazując fotel przy oknie.
Uniosłam brew.
— Nie jesteś czasem nadopiekuńczy?
Kael spojrzał na mnie z lekkim, ironicznym uśmiechem.
— I zamierzasz z tego powodu marudzić?
Parsknęłam cicho śmiechem i posłusznie usiadłam tyłem do niego, opierając dół pleców o poręcz fotela.
— W sumie to nie.
Usłyszałam ciche bzyczenie suszarki, a chwilę później ciepłe powietrze musnęło moje włosy. Kael wziął z toaletki szczotkę i rozczesywał je z zaskakującą delikatnością, prowadząc suszarkę powoli od nasady aż po same końce.
— Powinnaś być mi wdzięczna — mruknął. — Bo inaczej jutro byś ich nie rozczesała.
Uśmiechnęłam się mimo wszystko. Dopiero teraz zauważyłam, że on też zdążył się już umyć i przebrać. Miał lekko wilgotne włosy, luźne, ciemne spodnie dresowe i zwykły bawełniany t-shirt. Wyglądał… prawie zwyczajnie, szczególnie po tym, jak przyzwyczaiłam się, że zazwyczaj widzę go w czymś choć trochę eleganckim.
— Przyszedłeś porozmawiać? — zapytałam, patrząc na jego odbicie w szybie.
Kael przez chwilę nic nie odpowiedział, skupiony na moich włosach.
— Za chwilę — odparł w końcu spokojnie. — Czekamy na Erena.
Serce podskoczyło mi do gardła. Starałam się nie dać tego po sobie poznać. Uniosłam tylko lekko brwi, udając obojętność, choć w środku wszystko nagle się ożywiło. Kael najwyraźniej niczego nie zauważył — albo udawał, że nie widzi — i dalej spokojnie suszył moje włosy, a ja siedziałam nieruchomo, pozwalając mu na to.
Było to… zaskakująco przyjemne. Ciepłe powietrze, delikatne pociągnięcia szczotki, spokojna obecność kogoś, kto po prostu się mną zajmował. Od kiedy sięgałam pamięcią, zawsze suszyłam włosy sama. Nikt nigdy nie zawracał sobie tym głowy. Teraz ktoś to robił. I choć wiedziałam, że zaraz pojawi się Eren, a rozmowa pewnie nie będzie lekka… w tej jednej chwili po prostu pozwoliłam sobie na tę małą, leniwą przyjemność.
~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~
Eren
Wszedłem do pokoju Ellie dokładnie tak, jak się umówiliśmy z Kaelem. I od razu miałem ochotę wyjść.
Kael był już w środku. Siedział za nią na fotelu i — kurwa mać — suszył jej włosy. Delikatnie, troskliwie, jakby to było najnormalniejsze zajęcie na świecie. Ellie siedziała z zamkniętymi oczami, z mokrymi kosmykami opadającymi na ramiona, w tej cienkiej, jedwabnej koszuli nocnej, która ledwo co zakrywała jej uda. Wyglądała jak żywcem wyjęta z moich najbardziej niegrzecznych snów.
Zacisnąłem zęby i usiadłem na łóżku, starając się nie gapić. Nie udało mi się. Każdy ruch jego palców we włosach Ellie sprawiał, że coś we mnie kipiało. To nie była zwykła zazdrość. To była czysta, paląca, czerwona furia.
Ellie otworzyła oczy i spojrzała na mnie z lekkim uśmiechem.
— To o czym chcieliście porozmawiać? — zapytała.
Kael odłożył suszarkę, zgasił górne światło i bez skrępowania usiadł obok niej na łóżku. Znowu za blisko. Znowu jak gdyby nigdy nic.
— Nowe wampiry urodzone — powiedział spokojnie. — Wybrałaś już kogoś?
Ellie odwróciła się ku niemu, patrząc pytająco.
— Po co miałabym kogoś wybierać?
— Oczywiście, żeby się pożywiać jego krwią — odparł Kael, jakby mówił o najzwyklejszej rzeczy na świecie.
W oczach Ellie coś błysnęło. Głód. Czysty, mroczny głód.
— Krwią… — powtórzyła cicho.
Kael westchnął, jakby to było coś zupełnie naturalnego, i bez wahania objął ją ramieniem. Przyciągnął ją bliżej do siebie. Przegryzł swój nadgarstek i przyłożył go do jej ust. Ellie zaczęła pić. Łapczywie. Z cichym, stłumionym dźwiękiem, który sprawił, że moje zęby zacisnęły się tak mocno, że aż zabolało.
Siedziałem na łóżku jak sparaliżowany i patrzyłem, jak mój brat karmi moją dziewczynę swoją krwią. To mnie dobijało. Najgorsze było to, że kiedy Ellie piła ode mnie, to było coś intymnego. Niemal erotycznego. Coś, co należało tylko do nas. A teraz… teraz patrzyłem, jak robi to z Kaelem, i musiałem gryźć się w język, żeby nie warknąć. Kurwa.
Chciałem wstać. Pragnąłem ją zabrać. Życzyłem sobie, żeby to moja krew była w jej ustach.
Zamiast tego siedziałem nieruchomo, zaciskając pięści na kolanach i powtarzając sobie w głowie, że nie mogę zrobić sceny… przynajmniej jeszcze nie teraz.
~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~
Kael
Ellie, nauczona doświadczeniem, oblizała mój nadgarstek. Jej ślina natychmiast zasklepiła ranę, pozostawiając jedynie dwa niewielkie, różowe ślady. Ugryzienia Ellie nigdy nie regenerowały się same — w przeciwieństwie do wszystkiego innego na moim ciele.
Spojrzałem na Erena. Wyglądał na mocno niezadowolonego. Rozumiałem, że nie chciał tu być i zapewne wolałby wrócić do siebie do mieszkania na noc, ale sprawa zdecydowanie dotyczyła nas obu.
Ellie westchnęła cicho, jakby nagle sobie o czymś przypomniała.
— Och, Valerius mówił waszym rodzicom, że jeśli będę piła wyłącznie waszą krew, to was bardzo osłabi i dlatego zaprosił inne wampiry. Może mogłabym po prostu pić jeszcze krew Seleny? — spytała z nadzieją. — Kiedy pomyślę o kimś obcym, to mam wrażenie, że spalę się z zażenowania.
Westchnąłem, wykończony dzisiejszym dniem i ilością krwi, jaką jej oddałem. Wyciągnąłem spod nas kołdrę, przykryłem jej nogi, a sam położyłem się obok niej, podpierając głowę na ramieniu.
— To nie takie proste — powiedziałem. — Selena pochodzi z innego klanu. Pozwolenie na picie jej krwi wymagałoby pewnych pertraktacji… Powinnaś wybrać jeszcze ze dwa wampiry z klanu Azure. Szczególnie jeśli Valerius uważa, że musisz w ogóle zrezygnować z picia ludzkiej krwi.
— Och… — Ellie zaczęła mechanicznie głaskać mnie po włosach, jak zawsze, kiedy przy niej leżałem. Byłem z tego bardzo zadowolony. Czułem się, jakby w ten specjalny sposób nagradzała mnie za to, że ją nakarmiłem. — Zrobię tak, jak mówicie, bo… naprawdę nie chciałabym wam zaszkodzić. Macie jakieś sugestie?
Podniosłem wzrok na Erena. Wyglądał, jakby miał zaraz wybuchnąć.
— Jeśli nie chcesz dawać Ellie swojej krwi, to w porządku — powiedziałem spokojnie. — Nie sądzę, żeby się o to pogniewała.
Eren spojrzał na mnie z taką wrogością, jakiej jeszcze nigdy u niego nie widziałem. Jego oczy pociemniały, a głos zabrzmiał jak warknięcie.
— Żadnych nowych wampirów. Jest dobrze tak, jak jest.
Zanim zdążyłem cokolwiek powiedzieć, wtrąciła się Ellie. Odwróciła się do Erena.
— Chcesz się położyć? — zapytała łagodnie. — To był męczący dzień.
Byłem pewien, że Eren zaraz odwarknie jej coś niemiłego — nigdy nie był szczególnie towarzyski, zwłaszcza jeśli chodziło o dziewczyny. Ku mojemu ogromnemu zdumieniu… podniósł kołdrę z drugiej strony i po prostu się położył. Tuż obok Ellie.
Dziewczyna zsunęła się niżej i teraz, z głową na poduszce, leżała między nami. Przez chwilę panowała absolutna cisza. Leżałem na plecach, wpatrując się w sufit, i czułem, jak serce bije mi trochę zbyt szybko. Ellie leżała między mną a moim bratem. W jedwabnej koszuli nocnej. Nie miałem pojęcia, co się dzieje, ale jedno nie dawało mi spokoju.
Co Ellie zrobiła z Erenem? Bo to nie był mój brat, jakiego znałem. Ten Eren, który zawsze trzymał dystans, rzadko okazywał emocje i unikał bliskości jak ognia — nagle leżał tu, po drugiej stronie Ellie, i zachowywał się… jakby była jego. W jego głosie, w sposobie, w jaki na nią patrzył, brzmiała taka zaborczość, jakiej nigdy wcześniej u niego nie widziałem. To nie był Eren. A przynajmniej… nie ten Eren, którego znałem przez całe życie. Zaczynałem się zastanawiać, co takiego zrobiła moja mała, eteryczna Ellie, że zdołała go tak całkowicie zmienić.
~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~
Ellie
Po tym, jak dowiedziałam się, że Valerius obiecał nowym, wybranym przeze mnie wampirom mieszkania w swoim budynku i stypendia, ale i tak usługiwanie mi to był przede wszystkim wielki honor i zaszczyt, miałam w głowie prawdziwy galimatias. Obiecałam im, że nie podejmę żadnej decyzji bez konsultacji z nimi. Czułam się… dziwnie.
Kael mruknął coś pod nosem, że jest zbyt zmęczony, żeby wstawać, i zapytał, czy może zostać na noc. Czytając jego aurę, z której wiedziałam, że po prostu dobrze się przy mnie czuje i faktycznie ledwo może się teraz ruszać, uśmiechnęłam się lekko.
— Jasne, zostań jeśli chcesz.
Eren, który był po drugiej stronie łóżka, natychmiast się najeżył.
— Jeśli on zostaje, to ja też — warknął zirytowany.
Spojrzałam na niego z lekkim rozbawieniem.
— Naprawdę sądzisz, że mam coś przeciwko?
Burknął coś pod nosem, ale nie dodał już niczego więcej.
Kael zgasił lampkę nocną. Pokój pogrążył się w miękkim półmroku, rozświetlanym tylko delikatnym blaskiem księżyca wpadającym przez okno.
Ku swojemu niezadowoleniu znowu nie mogłam odczytać aury Erena. Ta cholerna bariera była jak mur. Ale za to doskonale poczułam, jak pod kołdrą jego dłoń odnalazła moje udo. Powoli, niemal leniwie przesunął po nim palcami. Zadrżałam. Rozkosz rozlała się po moim ciele jak gorąca fala. Jednocześnie poczułam narastającą irytację. Nie dlatego, że mnie dotykał. Tylko dlatego, że robił to właśnie teraz — kiedy jego brat leżał dosłownie kilka centymetrów obok nas. Przykryłam jego dłoń swoją i zatrzymałam ją w miejscu, nie pozwalając jej dalej wędrować.
Odwróciłam się do Erena. Patrzył na mnie niezadowolonym, trochę zaborczym spojrzeniem. Oczy miał ciemne, a usta zaciśnięte w wąską linię. Westchnęłam cicho, nie wiedząc, czy mam ochotę go pocałować, czy raczej walnąć poduszką. Między nami robiło się coraz bardziej… skomplikowanie.
~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~
Ellie
Usłyszałam cichy hałas i otworzyłam oczy. Do pokoju weszły trzy młode wampirzyce w strojach pokojówek. W rękach trzymały świeże, pachnące ręczniki i starannie złożone, nowe ubrania. Jedna z nich niosła koszyk pełen kosmetyków. Wyraz ich twarzy… był absolutnie bezcenny. Szeroko otwarte oczy, lekko rozchylone usta i mieszanina szoku oraz absolutnego zakłopotania.
Dopiero wtedy w pełni uświadomiłam sobie, co właśnie widzą.
Leżałam wtulona plecami w ramiona Erena. Nawet we śnie trzymał mnie zaborczo, przyciągając bliżej, jakby bał się, że mogę zniknąć. Jego ciało było ciepłe i twarde, a na moich pośladkach wyraźnie, zdecydowanie aż nazbyt wyraźnie, czułam poranny dowód jego zainteresowania. Po drugiej stronie spał Kael — równie blisko, z twarzą prawie przy moim ramieniu, wtulając się we mnie jak gdyby nigdy nic.
Cholera. Cholera. Cholera.
Zdawałam sobie sprawę, jak to wszystko dla nich wygląda. Gdybym wiedziała, że ktoś może tak po prostu wejść, nigdy w życiu nie zgodziłabym się, żeby obaj zostali na noc. Z drugiej strony… nie potrafiłam zmusić się do poczucia żalu. Po raz pierwszy w życiu nie budziłam się zupełnie sama. Ale zażenowanie? To była zupełnie inna sprawa. Płonęłam od środka.
— Dzień dobry… — odważyła się odezwać jedna z dziewczyn, najwyraźniej zauważając, że już nie śpię.
Poczułam, jak Eren za moimi plecami lekko się unosi. Jego głos, kiedy odezwał się chwilę później, był niski, ochrypły od snu i absolutnie rozkazujący.
— Zostawcie to, co przyniosłyście, i przyjdźcie później. Nie widzicie, że przeszkadzacie?
Dziewczyny wyglądały na przerażone.
— Tak, paniczu… oczywiście, paniczu… — wymamrotały szybko i niemal uciekły z pokoju, cicho zamykając za sobą drzwi.
Eren westchnął ciężko i opadł z powrotem na poduszkę.
Chciałam mu wygarnąć, że był niemiły, że nie musiał ich aż tak straszyć… ale nie dał mi dojść do słowa. Przekręcił się na plecy i jednym płynnym ruchem przyciągnął mnie do siebie tak, że moja twarz zatopiła się w zagłębieniu jego szyi. Poczułam pulsującą pod jego skórą krew — gorącą, intensywną, cudowną.
— No, śmiało — mruknął ochryple, prawie leniwie.
Dwa razy nie trzeba mi było powtarzać. Kły wysunęły się same. Wgryzłam się w jego szyję głęboko, z głodem, który obudził się we mnie natychmiast. Smak jego krwi eksplodował mi na języku — słodki, mocny, upajający. Zamknęłam oczy i piłam, czując, jak ciepła fala rozlewa się po całym ciele, a dłoń Erena zaciska się mocniej na moim biodrze.
Choć w mojej głowie wciąż kołatało się zażenowanie z powodu pokojówek… w tej chwili nie potrafiłam się tym przejmować. Byłam dokładnie tam, gdzie chciałam być.
