Rozdział 22 – Niechcący zostałam wampirzą księżniczką
by VickyNiespodziewane oświadczyny
Ellie
Myślałam, że wymknę się po cichu. Nic z tych rzeczy. Valerius stał w drzwiach apartamentu, kiedy wychodziłam. Patrzył na mnie spokojnie, niemal łagodnie.
— Nie pomogę ci, jeśli tam pójdziesz — oznajmił. — Zareaguję dopiero, jeżeli zagrożone będzie twoje życie.
Skinęłam głową.
— Rozumiem. I… dziękuję, że nie powstrzymujesz mnie siłą.
— Masz prawo do podejmowania własnych decyzji — odparł. — Nawet jeżeli są od początku błędne.
Wsiedliśmy do samolotu. Po półtoragodzinnym locie wylądowaliśmy na terenie klanu Silverfox. Severyn zadbał wcześniej, żeby wizyta była oficjalna, dzięki temu nie potraktowano nas jak wrogów, tylko jak delegację.
Po wyjściu z samolotu Severyn nie odstępował mnie na krok. Eren szedł po drugiej stronie, milczący i napięty. Byłam traktowana jak ważny gość. Ulokowano mnie w luksusowym hotelu, w najlepszym apartamencie. Obaj młodzieńcy towarzyszyli mi bez przerwy. Zdawałam sobie sprawę, że tutaj zwykłe „on jest mój” niewiele pomoże. I nie wiedziałam, jak długo jeszcze uda mi się utrzymać zimną maskę.
Przydzieleni mi asystenci poinformowali nas, że ich król — William, z trzeciego pokolenia — spotka się ze mną wieczorem. Severyn chwycił mnie za rękę i ścisnął zbyt mocno. Był wyraźnie przestraszony.
— Czemu miałby spotykać się z tobą osobiście? — zapytał z niepokojem.
Eren był równie spięty.
— Ellie jest z drugiego pokolenia… Może chce ją sprawdzić?
— Skoro chce się ze mną spotkać — powiedziałam spokojnie — to nie widzę powodu, żeby mu odmawiać. Póki co… dowiedzmy się, gdzie jest Kael.
Ku mojej uldze asystenci nie mieli nic przeciwko „wycieczce”. Klan Silverfox z wierzchu wyglądał jak lukier. Czyste ulice, piękne budynki, uprzejme uśmiechy. Pod spodem kryło się piekło. Wampiry niższych pokoleń, które nie potrafiły się przemieniać, były praktycznie niewolnikami. Ci, którzy podpadli starszyźnie, siedzieli w klatkach — w swojej zwierzęcej formie — i byli wystawiani do walk na arenie. Sama stolica była otoczoną wysokim murem enklawą, jak średniowieczna twierdza.
Nie było tu ludzi. Ani jednego. Więc skąd, do cholery, brali krew?
Potem dowiedziałam się o Kaelu. Nie tylko był uwięziony. Był torturowany. Przez rodzinę zmarłego wampira. Na tę wieść w jednej chwili cała moja miękkość zniknęła. Została tylko zimna, ostra, niebezpieczna furia. Stałam się królową lodu. W najlepszym i najgorszym wydaniu.
Severyn w dalszym ciagu nie odstępował mnie na krok. Szliśmy wąską uliczką, a on cały czas szedł tak blisko, że niemal ocierał się o moje ramię. Jego aura była napięta, pełna niepokoju i czegoś, co bardzo przypominało wstyd.
— Nie chciałem, żebyś kiedykolwiek musiała odwiedzić to miejsce — powiedział cicho.
Spojrzałam na niego z ukosa. Na blade policzki, srebrzysty wzór na szyi, na sposób, w jaki unikał wzroku przechodzących wampirów z własnego klanu. Podjęłam decyzję. Po powrocie do domu nigdy już nie pozwolę mu tu wrócić. Zrobię wszystko — absolutnie wszystko — żeby Severyn został z nami.
~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~
Ellie
Atmosfera była pełna luksusu i przesadnej elegancji. Wszystko perfekcyjne. Niemalże nierzeczywiste.
Naprzeciwko mnie siedział William Lancaster. Burza loków w kolorze mlecznej czekolady, przystojne, ostre rysy twarzy i pewna siebie, władcza postawa. Odrobinę przypominał Valeriusa. A jednak był zupełnie inny. Byłam pewna, że bez wahania poświęciłby każdego ze swoich ludzi, jeśli tylko uznałby to za konieczne.
Siedziałam w pięknej, złocistej sukni przy stole, na którym stały nienaruszone przekąski. William od czasu do czasu unosił kielich z ciemnoczerwoną krwią i popijał powoli, obserwując mnie z wyraźną ciekawością.
— Wprowadzić ich — zażądał nagle.
Do pomieszczenia weszli odziani elegancko młodzi mężczyźni i kobiety. Piękni. Spokojni.
— Słyszałem, że pijesz krew urodzonych — kontynuował William. — Wybierz sobie, kogo zechcesz, i częstuj się.
W jego oczach błyszczała czysta, niemal naukowa ciekawość. Dworzanie rytualnie nacięli nadgarstki wybranym. Zapach krwi wypełnił powietrze. Byłam zapobiegawczo najedzona ,dzięki czemu tym razem widok krwi nie zrobił na mnie żadnego wrażenia.
— Dziękuję — odparłam spokojnie. — Ale lubię twój pierwszy prezent. Pozwól, że sobie go zostawię.
William spojrzał na mnie przeciągle.
— Doprawdy?
Gestem ręki kazał wszystkim wyjść. Chwilę później do sali wprowadzono Severyna. Rzucono go na kolana. Był bez koszulki, a na jego plecach wyraźnie widać było świeże ślady chłosty. Zmusiłam się, żeby nie zareagować. Nie drgnąć. Nie zmienić wyrazu twarzy.
— Co skłoniło cię do tego, żeby ruszać moją własność? — zapytałam chłodno.
William uśmiechnął się lekko.
— Więc sprawdźmy, do kogo należy.
Pod nogi Severyna rzucono nóż. Chłopak podniósł go drżącymi dłońmi i uniósł do własnego gardła. Czułam jego bezsilność. Czystą, bolesną, całkowitą.
— Nie martw się — dodał William prawie życzliwie. — Oczywiście zaplanowałem stosowną rekompensatę.
Spojrzałam na Severyna. Ufałam magii Valeriusa. Nie miałam wątpliwości, że będzie silniejsza niż moc krwi Williama.
— Odłóż tę zabawkę — powiedziałam spokojnie, ale z absolutną pewnością. — I chodź tutaj.
Severyn natychmiast odłożył nóż. Podniósł się i podszedł do mnie, klękając przy moim krześle. Delikatnie pogłaskałam go po włosach. On chwycił moją dłoń i przycisnął ją do swojego policzka, wpatrując się we mnie jak w jedyną pewną rzecz na świecie.
Przez twarz Williama przemknął cień zaskoczenia.
— Zadowolony z wyniku? — zapytałam, nie odrywając od niego wzroku.
Uśmiechnął się szeroko.
— Nawet nie wiesz, jak bardzo.
Dopiero wtedy po raz pierwszy sięgnęłam do jego aury. Zamarłam zaskoczona. Była zupełnie przezroczysta. Jakbym patrzyła na niego przez czystą szybę. Żadnych barier, murów, niczego. I wtedy do mnie dotarło. Nieważne, jak silne byłyby wampiry z klanu Silverfox — kompletnie nie miały żadnych mentalnych zabezpieczeń.
William mnie testował. Nie dlatego, że chciał mi zagrozić. On chciał mnie dla siebie. Uważał, że jestem wystarczająco „godna”, by zostać jego królową. Miałam przechlapane, a Valerius mi tym razem nie pomoże.
~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~
Eren
Nigdy do tej pory nie słyszałem, żeby Ellie przeklinała. A teraz właśnie to robiła. Chodziła w kółko po hotelowym apartamencie i wyrzucała z siebie wszystkie brzydkie słowa, jakie znała. Musiałem przyznać, że w jej wykonaniu nawet to brzmiało uroczo. Każde przekleństwo było jakoś słodko zmiękczone, jakby sama nie do końca potrafiła brzmieć naprawdę wulgarnie.
Wkurzało mnie za to coś innego. Severyn siedział w fotelu i wpatrywał się w nią z jeszcze większym, pieprzonym uwielbieniem niż wcześniej. O ile to w ogóle było możliwe. Jakby jej wściekłość robiła na nim jeszcze większe wrażenie.
Wstałem i chwyciłem ją w ramiona, zatrzymując w miejscu.
— Opowiesz mi wreszcie, co się tam wydarzyło?
Ellie przymknęła oczy i oparła czoło o moją klatkę piersiową.
— On… on nie odda nam Kaela. Nie za darmo. A to, czego chce… nie mogę mu tego dać.
Poczułem, jak coś zimnego zaciska mi się w żołądku.
— Co to takiego?
Jęknęła cicho, prawie bezradnie.
— Powiedział, że odda mi Kaela w prezencie ślubnym… z okazji naszego ślubu. Mojego i jego.
— Że co?!
Ellie wtuliła twarz w mój tors. Jej głos był cichutki, prawie złamany.
— To dlatego Valerius nie chciał, żebym się wtrącała.
— Nie możesz poprosić go o pomoc?
Czułem przez koszulę jej ciepły oddech. Szybki. Nierówny.
— Zanim tu przylecieliśmy… powiedział wyraźnie, że jeśli się na to zdecyduję, to mi nie pomoże. I do licha… — jej głos prawie się załamał. — Teraz jestem pewna, że wiedział, co robi.
~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~
Ellie
Kiedy Severyn wrócił do apartamentu, był jeszcze bardziej blady niż zwykle. Prawie przezroczysty.
Eren nawet nie pozwolił mu usiąść.
— No wyduś to z siebie — pogonił go ostro.
Severyn przełknął ślinę.
— Nie wygląda to dobrze. Pozwolili mi się z nim zobaczyć, ale był… półprzytomny. Udało mi się zanieść mu trochę krwi, ale to niewiele. Ledwo zareagował.
Poczułam, jak bezsilność rozlewa mi się po całym ciele. Ciężka. Lepka. Bezlitosna. To była praktycznie sytuacja bez wyjścia. Rozumiałam, że William — mimo iż był z niższego pokolenia — żył znacznie dłużej niż ja. I z pewnością był ode mnie potężniejszy. Gdyby należał do klanu Azure, jego linia krwi pochodziłaby od Valeriusa. Musiałby się mi podporządkować. Tak jednak nie było. Nie miałam pojęcia, co mogłam mu zaoferować w zamian za uwolnienie Kaela. Cokolwiek innego, niż mnie samą…
Eren oparł się o framugę i zamknął oczy.
— To powinienem być ja — powiedział zrezygnowanym, pustym głosem.
Podeszłam do niego natychmiast.
— Tylko nie rób nic głupiego — błagałam cicho. — Proszę.
Severyn skinął głową, patrząc na Erena poważnie.
— Ona ma rację. Jeśli tam pójdziesz, to wcale nie znaczy, że wypuszczą Kaela. Raczej… będą torturowali was obu.
Eren przeklął pod nosem. Ostro. Beznadziejnie.
Odwróciłam się do Severyna.
— Co możesz mi powiedzieć na temat Williama?
Wzruszył tylko ramionami. W jego oczach była ta sama bezradność, którą czułam.
— Niewiele więcej ponad to, co już widziałaś.
~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~
Ellie
William nie odpuszczał. Tego wieczora również zaprosił mnie na elegancką kolację. Długi stół, kryształy, idealnie ułożone sztućce i ta sama, przesadnie dopracowana atmosfera, która zaczynała mnie już męczyć.
Denerwowało mnie również, że był zaskakująco prostolinijny. Jego aura była dla mnie czytelna jak książka z obrazkami dla dzieci. Żadnych ukrytych warstw, skomplikowanych gier. Był przeklętym sadystą, któremu prawdziwą przyjemność sprawiało cierpienie innych. Do tego naprawdę, szczerze i bez żadnych ogródek chciał, żebym została jego królową. Podziwiał siłę Valeriusa i uważał sojusz Azure z Silverfox za doskonałe posunięcie. Przy okazji szczerze, głęboko nienawidził Panteonu.
Zerknęłam na wiszący na ścianie wielki herb z czerwoną różą. I wtedy mnie olśniło.
Biała róża Yorków.
Czerwona róża Lancasterów.
Czy królowa Panteonu nie nazywała się przypadkiem Elizabeth York?
Uniosłam kieliszek, udając, że tylko popijam.
— W którym roku się urodziłeś? — zapytałam z czystej ciekawości.
Dopiero po wypowiedzeniu tych słów uświadomiłam sobie, że mogło to zabrzmieć niegrzecznie. William jednak wcale tak tego nie odczytał. Uśmiechnął się zagadkowo.
— W 1440. To nie znaczy jednak, że ciągle od tego czasu chodzę po świecie. — Uniósł brew. — Większość minionych lat przespałem.
Nie odpuściłam.
— Pochodzisz z Anglii, prawda? Czy… jesteś jednym z tych Lancasterów, którzy żyli podczas Wojny Róż?
Tym razem wyglądał na naprawdę zaskoczonego.
— Tak — odparł po chwili. — To właśnie podczas niej umarłem.
Poczułam autentyczną iskrę zainteresowania.
— Opowiesz mi o niej? O Wojnie Róż? — zapytałam szczerze. — Zawsze mnie fascynowała.
Skoro i tak musiałam z nim siedzieć przy jednym stole, wolałam rozmawiać o czymś, co naprawdę mnie interesowało, niż o kolejnych propozycjach małżeństwa i rekompensatach. William przyjrzał mi się długo i uważnie, jakby upewniał się, że nie żartuję. Potem powoli skinął głową. I zaczął opowiadać. Z początku chłodno, faktograficznie. Potem z coraz większym zaangażowaniem. A ja zadawałam coraz bardziej szczegółowe pytania — o bitwy, o zdrady, o to, jak naprawdę wyglądało to od środka. Nigdy nie przypuszczałam, że kolacja z Williamem Lancasterem może okazać się… ciekawa.
~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~
Ellie
Od tego wieczoru wszystko się zmieniło. William zaczął zasypywać mnie prezentami. Kwiaty. Biżuteria. Designerskie kreacje. Drogie dodatki. I… niewolnicy. Bez przerwy oferował mi kolejnych urodzonych z klanu Silverfox. Nie ważne, ile razy mu odmawiałam, mówiąc, że Severyn w zupełności mi wystarczy — on i tak przysyłał następnych.
Zabierał mnie do teatru, do filharmonii i na balet, którego z powodu siostry szczerze nienawidziłam. I on… jakimś cudem to zauważył.
Kiedy wieczorem przyszłam do niego na kolację, oznajmił z zadowoleniem, że ma dla mnie wyjątkowy prezent. Nie mogłam być bardziej zaskoczona, kiedy do sali wprowadzono Dianę. Natychmiast rzucono ją na kolana. Drżała, wpatrując się we mnie przerażonymi, szeroko otwartymi oczami. Włosy miała potargane, a na twarzy czystą, zwierzęcą panikę.
Co mu przyszło do głowy? Skąd on ją wziął?
— Nie martw się, moja droga — odezwał się William zadowolony, wyraźnie źle odczytując moje przerażenie. — Nie porwałem jej. Klan Luna oddał ją dobrowolnie. Możemy z nią zrobić, co tylko zechcesz.
Patrzyłam na przerażoną, klęczącą przede mną siostrę i kompletnie zabrakło mi słów. W końcu udało mi się wydobyć z siebie głos. Chłodny. Ostry.
— Zasypujesz mnie niepotrzebnymi prezentami. A doskonale wiesz, że chcę od ciebie tylko jednej rzeczy. Oddaj mi Kaela.
William przyjrzał mi się zdecydowanie zbyt uważnie. Przez dłuższą chwilę milczał.
— Odeślę twojego wampira do klanu Azure… w jednym kawałku — odezwał się spokojnie. — W zamian chcę, żebyś tutaj została. Nie na zawsze — uprzedził mój protest, unosząc dłoń. — Dwa miesiące. Poświęcisz mi dwa pełne miesiące, a potem sama zdecydujesz, co chcesz zrobić dalej.
Patrzyłam na niego zupełnie zaskoczona. Potem powoli skinęłam głową. To była niska cena za to, że Kael wreszcie będzie bezpieczny.
— Zgoda. — Przeniosłam wzrok na Dianę. — Co do niej… zawsze lubiła balet. Możesz wysłać ją do jakiejś szkoły, żeby wciąż mogła się go uczyć. Tylko do takiej — spojrzałam na siostrę z wyraźną niechęcią — która łatwo nie odpuszcza.
