Rozdział 13 – Niechcący zostałam wampirzą księżniczką
by VickyNiezasłużona kara
Ellie
Tego dnia padało. Nie był to jednak zwykły deszcz, a prawdziwe oberwanie chmury, które bębniło o szyby i zamieniało ogród w szarą, rozmokłą mgłę.
Wyszłam z pokoju dopiero późnym popołudniem. Byłam zbyt zażenowana, żeby pokazać się wcześniej. Wystarczyło mi wyobrażenie, że całe skrzydło gościnne już wie, w jakim układzie spędziłam noc.
Ku mojemu zaskoczeniu przed wejściem do połączonej z salonem jadalni natknęłam się na Selenę. Plątała się pod drzwiami, wyglądając na wyjątkowo nieszczęśliwą.
— Słyszałam, że spałaś z Erenem i… Kaelem… naraz — powiedziała cicho.
Zamknęłam oczy i jęknęłam.
— Proszę, nie wierz plotkom. To znaczy… tak, spałam z nimi. W jednym łóżku. Ale bez żadnych podtekstów erotycznych, przysięgam.
Selena przyjrzała mi się uważnie, a potem ciężko westchnęła.
— Wyglądasz na tak piekielnie zażenowaną, że naprawdę nie potrafię ci nie uwierzyć. W każdym razie… mamy kłopoty. A raczej oni mają.
Spojrzałam na nią szeroko otwartymi oczami.
— Dlaczego?
— Plotki rozeszły się bardzo szybko. Tak szybko, że moi rodzice są teraz na pertraktacjach z Rosewoodami.
Złapała mnie za rękę i pociągnęła w stronę drzwi prowadzących na taras. Kiedy je otworzyła, zimne powietrze i deszcz uderzyły mnie prosto w twarz.
I wtedy go zobaczyłam. Eren klęczał na środku tarasu, w ulewie. Bez koszuli. Na jego plecach widać było świeże, czerwone ślady po chłoście — takie, które z nieznanej mi przyczyny, nie goiły się od razu. Woda spływała mu po skórze, mieszając się z krwią.
Poczułam, jak coś zimnego zaciska mi się w żołądku.
— Czemu to się dzieje? — zapytałam, a głos mi się załamał.
Selena stała obok mnie, wyglądając na równie nieszczęśliwą.
— Moi rodzice zażądali dla Kaela kary za naruszenie kontraktu — wyjaśniła cicho.
Nie miałam siły tłumaczyć jej, że to nie Kael. Po prostu chwyciłam ze stojaka parasolkę i wybiegłam przez tarasowe drzwi prosto w deszcz.
Stanęłam nad Erenem, cała roztrzęsiona.
— Eren, wyjaśnisz mi, co się dzieje?
Nawet nie podniósł na mnie wzroku. Woda spływała mu po twarzy, a głos, kiedy odezwał się, był niski i napięty.
— Idź stąd. I nie zdradź mnie, proszę.
— Co?! — wykrztusiłam. — Słyszałam, że to Kael został ukarany, więc dlaczego ty…
— Ellie — przerwał mi ostrzej. — Uspokój się. Potem ci wszystko wytłumaczę.
Poczułam, jak wściekłość miesza się ze strachem.
— Z Seleną też zamierzasz się ożenić w jego imieniu? — zarzuciłam mu, nie mogąc się powstrzymać.
Eren gwałtownie uniósł głowę. W jego oczach było coś surowego i jednocześnie błagalnego.
— Ellie… to naprawdę nie tak — niemal wyszeptał. — Tym razem to ja chciałem się zamienić. Kael właśnie robi za mnie coś, czego ja nie dałbym rady znieść. Proszę cię… — dodał jeszcze ciszej — po prostu mi zaufaj i tym razem się nie wtrącaj.
Stałam nad nim w deszczu, wciąż wkurzona, z sercem walącym jak oszalałe. Chciałam na niego nakrzyczeć, zmusić go, żeby wstał. Ale w jego spojrzeniu było coś, co sprawiło, że niechętnie… odpuściłam. Odwróciłam się i wróciłam do środka, nie oglądając się za siebie.
Dopiero kiedy zamknęłam za sobą drzwi tarasowe, sięgnęłam do jego aury. Eren był czymś bardzo mocno zawiedziony. I nie miało to nic wspólnego ze mną.
Przez chwilę zastanawiałam się, co powinnam zrobić, a potem wyciągnęłam telefon i wybrałam numer Valeriusa, uznając, że to właśnie może być ta sytuacja, która wymknęła się spod kontroli.
~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~
Kael
Udając Erena, siedziałem cicho i słuchałem, jak moi rodzice oraz rodzice Seleny dyskutują o mojej przyszłości. Wcale mnie nie dziwiło, że Eren wolał zająć moje miejsce i ponieść karę fizyczną, której wymagali Moonlightowie. Wolał chłostę niż to, co właśnie działo się tutaj. I szczerze mówiąc… rozumiałem go.
Zanim spotkanie się rozpoczęło, rodzice rozmawiali ze mną w cztery oczy, mając absolutną pewność, że siedzi przed nimi Eren. Zrobili mi przesłuchanie z piekła rodem. Co robiłem w nocy w pokoju panienki Aurelian? Czy na pewno nie zrobiłem jej krzywdy ani niczym jej nie uraziłem? Czy koniecznie musiałem przeszkadzać Kaelowi, który był ze swoją ukochaną?
Pretensje i wątpliwości pod adresem „Erena” nie miały końca. Siedziałem prosto, odpowiadałem krótko i spokojnie, starając się brzmieć jak mój brat, kiedy jest w swoim najchłodniejszym, najbardziej zamkniętym trybie. W środku jednak miałem ochotę przewrócić oczami.
Dowiedziałem się też, co uknuł Eren. Powiedział rodzicom, że Ellie jest moją naturalną partnerką, a ona… najwyraźniej zgodziła się grać w tę grę. Musiałem przyznać, że tym razem brat mnie zaskoczył. W dobrym sensie. Dzięki temu przynajmniej jedna sprawa szła dokładnie po mojej myśli. Wiedziałem, że rodzice zrobią wszystko, co w ich mocy. Zapłacą każdą cenę, użyją wszystkich możliwych argumentów i wpływów, żeby tylko zerwać kontrakt z Moonlightami. Bo Ellie Aurelian — córka samego Valeriusa, jedyna wampirzyca drugiego pokolenia w klanie Azure — była dla mnie nieporównywalnie lepszą partią niż Selena.
Siedziałem więc spokojnie, słuchając, jak Violette i Heinrich Rosewood delikatnie, ale stanowczo negocjują moją przyszłość i pozwoliłem sobie się łudzić, że raz na zawsze pozbędę się z niej Seleny.
Drzwi otworzyły się nagle, bez pukania. Ku mojemu absolutnemu zdumieniu do salonu weszła Ellie. Tylko że… to nie była ta Ellie, którą znałem.
Miała na sobie krwiście czerwoną, obcisłą sukienkę — jednocześnie elegancką i wyzywającą. Makijaż ostry, ciemny, podkreślający jej duże oczy. Szła prosto, z uniesioną głową, a jej aura była chłodna, wyniosła i absolutnie pewna siebie. Przemiana była tak kompletna, że przez ułamek sekundy miałem wrażenie, że patrzę na kogoś zupełnie innego.
Omiotła nas wszystkich spojrzeniem, jakby oceniała, czy jesteśmy warci jej uwagi.
— Znudziło mi się czekanie — powiedziała spokojnym, chłodnym głosem. — Chcę wrócić do domu i przyszłam po moją własność.
Violette zerwała się z miejsca tak szybko, że prawie przewróciła karafkę z krwią.
— Ellie, kochana, oczywiście, już każę podstawić limuzynę…
Ellie powstrzymała ją jednym, lekkim gestem dłoni.
— Nie zrozumieliśmy się — odparła chłodno. Potem odwróciła się w moją stronę. — Eren, idziemy. — Wróciła wzrokiem do mojej matki. — Przyprowadź mi też natychmiast Kaela.
Odruchowo otworzyłem usta, żeby ją poprawić. W porę ugryzłem się w język.
Christina Moonlight poderwała się z miejsca, wyciągając przed siebie dokumenty.
— Co to ma znaczyć?! Podpisaliśmy kontrakt! Magią i krwią!
Ellie podeszła bliżej, spokojnie wzięła od niej papiery… i bez najmniejszego wysiłku podarła je na strzępy. Dokument zabezpieczony magią. Podarty jak zwykła kartka.
W salonie zapanowała absolutna cisza. Wszyscy wpatrywali się w nią z niedowierzaniem.
Lucian Moonlight również wstał. Jego głos był niski i niebezpieczny.
— Czy to wypowiedzenie wojny klanowi Luna?
Ellie uśmiechnęła się słodko. Prawie niewinnie.
— Ojciec obiecał, że nie wypowie wam wojny. Ale tylko pod warunkiem, że dostanę od was odpowiednią rekompensatę.
Christina zbladła jeszcze bardziej.
— O… ojciec?
Ellie nawet na nią nie spojrzała. Odwróciła się do Violette.
— Czemu nie ma tu jeszcze Kaela?
Moja matka niemal wybiegła z pomieszczenia.
Powoli wstałem i stanąłem za plecami Ellie. Czułem, jak napięcie w salonie gęstnieje z każdą sekundą.
Lucian, któremu najwyraźniej wreszcie zaczęło świtać, odezwał się ostrożniej.
— Jakiej rekompensaty żądasz?
Ellie uśmiechnęła się jeszcze szerzej i oblizała wargi.
— Bardzo posmakowała mi krew Seleny — powiedziała niemal szeptem, a jednak każde słowo było idealnie słyszalne. — Ją również zabieram ze sobą. W tym momencie. Dokumenty możecie przysłać później… do głównego budynku klanu Azure.
Christina otworzyła usta, żeby zaprotestować, ale Lucian potrząsnął głową. Bezgłośnie. Stanowczo.
— Jak sobie życzysz, panienko Aurelian.
Ellie skinęła głową z wyraźną satysfakcją.
— Jestem zadowolona. Idziemy.
Wyciągnęła do mnie dłoń. Bez wahania wziąłem ją i pozwoliłem się wyprowadzić z salonu.
Za nami zapadła ciężka, oszołomiona cisza. Szedłem tuż za Ellie, wciąż trzymając ją za rękę, i nie miałem pojęcia, czy powinienem być przerażony… czy piekielnie, niebezpiecznie zafascynowany.
~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~
Kael
Siedzieliśmy w limuzynie, która płynnie sunęła przez deszczowe ulice metropolii. Dopiero kiedy opuściliśmy teren posiadłości, z twarzy Ellie opadła maska. Ramiona jej opadły, a chłodna, wyniosła aura zniknęła, jakby ktoś zgasił światło.
Ja i Eren siedzieliśmy po jednej stronie, Ona i Selena po przeciwległej. Ellie nachyliła się ku nam, a w jej głosie pojawiło się coś miękkiego i zaniepokojonego.
— Eren, nic ci nie jest?
Przez ułamek sekundy byłem pewien, że mówi do mnie. Już miałem otworzyć usta, żeby jej wszystko wyjaśnić… ale nie. Patrzyła prosto na mojego brata. Na prawdziwego Erena. Poczułem przyjemną, ciepłą falę rozlewającą się w piersi. Od początku wiedziała, który jest który.
Eren przecząco pokręcił głową. Sięgnął do barku w limuzynie, wyjął butelkę świeżej krwi i odkręcił ją jednym ruchem.
— Wystarczy, że się napiję — mruknął. Potem dodał kapryśnie, prawie z wyrzutem — Prosiłem, żebyś się nie wtrącała.
Ellie tylko westchnęła cicho, nie komentując.
Selena siedziała obok niej, wyglądając na trochę zagubioną i lekko przestraszoną. Ellie odwróciła się do niej, a jej głos złagodniał.
— Przepraszam, że działałam bez konsultacji — powiedziała szczerze. — Ale uznałam, że chciałabyś się choć na trochę wyrwać spod władzy rodziców.
Selena spojrzała na nią niepewnie. Potem jej usta powoli rozciągnęły się w uśmiechu, który z każdą chwilą stawał się szerszy i bardziej prawdziwy.
— Naprawdę chcesz pić moją krew?
— Jeśli mi na to pozwolisz… — odparła Ellie miękko.
Selena kiwnęła głową.
Sytuacja była tak absurdalna, że nie wytrzymałem.
— Jesteś wariatką, Ellie — stwierdziłem, wpatrując się w nią.
Ona odwróciła się do mnie i uśmiechnęła tak promiennie, tak szczerze, że coś we mnie po prostu… stopniało. Bez walki. Bez oporu. Zdjąłem z siebie bluzę, którą miałem na sobie, kiedy udawałem Erena. Przesiadłem się na drugą stronę auta, żeby usiąść obok niej, i delikatnie otuliłem bluzą jej odsłonięte, chłodne ramiona. Tym razem w ogóle mi nie przeszkadzało, że zaraz obok siedziała też Selena. Liczyło się tylko to, że Ellie była blisko. Uśmiechała się do mnie i że zrobiła coś absolutnie szalonego… tylko po to, żeby chronić nas wszystkich.
~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~
Ellie
Weszłam do penthouse’u z Seleną u boku. Valerius czekał już w salonie. Stał prosto, z rękami splecionymi za plecami, a kiedy na nas spojrzał, w jego srebrzystych oczach pojawiło się coś, co bardzo przypominało zadowolenie.
— Masz to, czego chciałaś? — zapytał spokojnie.
Uśmiechnęłam się szeroko, niemal radośnie.
— Tak. Wyszło perfekcyjnie. Dziękuję za wsparcie.
Valerius skinął lekko głową, a potem przeniósł wzrok na Selenę.
— Rozgość się — powiedział. — Niedługo ktoś przyjdzie pokazać ci twoje mieszkanie.
Selena stała nieruchomo, wpatrując się w niego jak w żywą legendę. W jej aurze czułam dziwną mieszaninę głębokiego szacunku i niemal pierwotnego strachu. Jakby nie mogła uwierzyć, że stoi przed kimś, o kim do tej pory tylko szeptano.
Valerius odwrócił się i skierował w stronę gabinetu. Bez wahania poszłam za nim.
— Mam drobną prośbę — odezwałam się, kiedy drzwi zamknęły się za nami.
— Słucham.
— Widziałam dzisiaj magiczne dokumenty — zaczęłam trochę niepewnie. — Czy ja też mogłabym coś oznaczyć za pomocą magii?
Valerius uniósł brew, a potem uśmiechnął się lekko.
— Oczywiście.
Sięgnął po zwykły ołówek leżący na biurku i uniósł go między nami.
— Skup się na intencji — wyjaśnił. — A potem narysuj symbol. Magia odpowie, jeśli będziesz wystarczająco zdecydowana.
Pokazał mi prosty znak. Spróbowałam. Za pierwszym razem ołówek tylko lekko zadrżał. Za drugim… na drewnie pojawił się cienki, srebrzysty symbol, który przez chwilę delikatnie świecił.
— Cudownie… — wyszeptałam, wpatrując się w niego zafascynowana.
Valerius uśmiechnął się szerzej, a w jego głosie pojawiły się ciepłe nuty.
— Jesteś bardzo zdolna.
Poczułam, jak w mojej piersi rozlewa się przyjemna duma. Taka, którą czułam tylko wtedy, kiedy on mnie pochwalił. Wróciłam do salonu, gdzie Selena wciąż stała trochę sztywno, rozglądając się po luksusowym wnętrzu. Uśmiechnęłam się do niej uspokajająco. Chciałam zaproponować, żeby usiadła, ale wtedy w drzwiach pojawiła się elegancko ubrana kobieta z klanu Azure.
— Panienko Ellie, panienko Seleno — skłoniła przed nami głowę. Podała Selenie kartę do drzwi. — Wskażę panience Moonlight odpowiednie mieszkanie.
— Chodź. Zobaczymy, gdzie będziesz mieszkać — uśmiechnęłam się do Seleny uroczo.
Kobieta odprowadziła nas na właściwe piętro. Kiedy stanęłyśmy przed drzwiami nowego mieszkania Seleny, odwróciłam się ku niej.
— Zaraz wrócę — obiecałam. — Muszę jeszcze załatwić jedną sprawę.
Selena kiwnęła głową, wciąż wyglądając na lekko oszołomioną, a ja już wiedziałam, co zamierzam zrobić. Pobiegłam do mieszkania Erena. Zapukałam i weszłam do środka, nie czekając na odpowiedź. Ku mojej uldze uśmiechnął się na mój widok. Obawiałam się trochę, że będzie zirytowany na to, w jaki sposób wtrąciłam się w ich sprawy.
W międzyczasie młodzieniec zdążył się już przebrać w czyste ubranie.
— Na pewno nic ci nie jest? — zapytałam nieufnie, przyglądając się mu uważnie.
Eren przyciągnął mnie do siebie jednym płynnym ruchem.
— Wszystko na mnie goi się błyskawicznie — mruknął.
Zostałam w jego ramionach. Pochylił się i pocałował mnie mocno, głęboko. Zamknęłam oczy, pozwalając sobie na chwilę całkowicie w tym zatonąć. Byłam zachwycona.
— Moi rodzice musieli się zdziwić — szepnął, kiedy wreszcie oderwał usta od moich. — Trudno im było uwierzyć, że mogłabyś być mną zainteresowana.
Zaśmiał się cicho, a ja wtuliłam twarz w jego koszulkę.
— Kiedyś będziemy musieli im powiedzieć, że jestem zainteresowana tylko tobą, a nie tobą i Kaelem — mruknęłam.
Eren spiął się lekko. W jego głosie pojawiła się zazdrość, której najwyraźniej nie potrafił do końca powstrzymać.
— Nie zawsze na to wygląda.
Uniosłam głowę i spojrzałam na niego z lekkim, wrednym uśmieszkiem.
— To może w takim razie pójdę całować twojego brata?
Eren natychmiast przytrzymał mnie mocniej w miejscu.
— Ani się waż.
Roześmiałam się cicho i odsunęłam się odrobinę.
— Chodź. Idziemy do Seleny. Muszę załatwić jedną kwestię.
Eren niechętnie skinął głową, ale wziął mnie za rękę.
Po chwili weszliśmy do mieszkania Seleny, które znajdowało się piętro niżej. Z Erenem u boku powoli podeszłam do dziewczyny, która nie zdążyła odwrócić od nas wzroku, choć wyraźnie widziałam, że chciała to zrobić. Nie byłam pewna, czy to ja dałam jej jakieś sprzeczne sygnały, czy po prostu sytuacja ją przytłoczyła.
— Selena… nie musisz się tak zachowywać. Nie gniewam się na ciebie — oznajmiłam jej miękkim głosem. — Dalej chcę się z tobą przyjaźnić.
Dziewczyna natychmiast podniosła na mnie wzrok. Była wyraźnie zaskoczona.
— Naprawdę?
— Tak. Poza tym — chwyciłam Erena za rękę i podwinęłam mu mankiet. Przesunęłam palcami po wewnętrznej stronie jego nadgarstka. — To prezent dla ciebie — ponownie wzięłam jego rękę i przesunęłam tak, żeby dziewczyna mogła zobaczyć. Po wewnętrznej stronie nadgarstka Erena pojawiła się niewielka, mieniąca się moją mocą, srebrna gwiazdka. — Teraz zawsze będziesz mogła sprawdzić, z którym z nich akurat rozmawiasz. I… nie flirtować z Erenem — dodałam niemalże gładko.
Chłopak patrzył na mnie szeroko otwartymi oczami.
— No, co? — spytałam buntowniczo. — Przecież nie napisałam ci tam mojego imienia.
Uśmiechnął się do mnie leniwym, zadowolonym uśmiechem kota, który właśnie dostał miskę pełną śmietanki.
— Nie miałbym nic przeciwko, gdybyś tak właśnie zrobiła — oznajmił.
Uderzyłam go dłonią w ramię, a on się roześmiał.
Selena wciąż patrzyła na nas z wyraźnym zagubieniem.
— Nie rozumiem… przecież całemu światu oznajmiłaś dzisiaj, że Kael jest twój.
Westchnęłam.
— Po raz niewiadomo który — powiedziałam spokojnie. — Z Kaelem tylko się przyjaźnimy. Nie jestem twoją konkurencją. Nie macie już kontraktu na papierze, ale moim zdaniem to zdecydowanie lepiej. Bo Kael nie będzie czuł obowiązku i presji. Jeżeli naprawdę go lubisz, to po prostu spróbuj go poderwać. No wiesz… tak jak się to robi normalnie. Bez tych wszystkich konwenansów.
Selena spojrzała na mnie szeroko otwartymi oczami.
— Myślisz, że mogłabym…?
Uśmiechnęłam się do niej ciepło.
— Jesteś śliczna i zabawna. Ja cię lubię. I myślę, że jeżeli pokażesz się Kaelowi od tej strony, to jest szansa, że on też cię polubi.
