Rozdział 21 – Niechcący zostałam wampirzą księżniczką
by VickyWojna klanów
Eren
„To będzie ciekawe” — szepnął głos nagle, nisko i pewnie. — „Powinieneś to usłyszeć.”
Poszedłem. Bezwiednie. Jak ktoś, kto już nie podejmuje decyzji, tylko wykonuje rozkazy. Korytarz przed salą tronową był prawie pusty. Stanąłem w cieniu za zakrętem i zobaczyłem ich. Valerius stał prosto, z rękami splecionymi za plecami, a naprzeciwko niego dyrektor Akademii mówił z wyraźną dumą.
— Ellie zadbała o swoje interesy bez mrugnięcia okiem.
Valerius uśmiechnął się lekko, przybrał tę swoją spokojną, prawie zadowoloną minę.
— Idealnie nauczyła się panować nad emocjami. Sama przed sobą udowadnia, jak bardzo bywają zbędne. Niedługo nie będę musiał nawet jej pomagać.
Dyrektor skinął głową z entuzjazmem.
— Z zapartym tchem obserwowałem, jak od pierwszego dnia stawała się królową Akademii.
Valerius zamilkł na chwilę. Potem odezwał się ciszej, ale każde słowo uderzyło we mnie jak cios.
— Co do chłopaka… Czy uważasz, że powinienem go od niej odsunąć? Eren robi się niebezpieczny.
Serce zabiło mi tak mocno, że przez moment myślałem, że je usłyszą. Oparłem się plecami o zimną ścianę i zamknąłem oczy. Nie. Ellie bez emocji. Ja — daleko od niej. To był scenariusz z najgorszego koszmaru. Dokładnie to, czego bałem się najbardziej, ubrane w spokojne, rozsądne słowa.
Głos odezwał się znowu. Tym razem niemal czule.
„Uprzedzałem cię. Jeśli mnie nie posłuchasz… twój świat rozpadnie się na kawałki.”
~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~
Ellie
Valerius spojrzał na mnie z lekkim, ciepłym uśmiechem.
— Rozmawiałem z dyrektorem Akademii — oznajmił spokojnie. — I jestem z ciebie naprawdę dumny. Ta dziewczyna… nie będzie cię więcej niepokoiła.
Uśmiechnęłam się do niego nieśmiało, czując, jak coś ciepłego rozlewa mi się w piersi.
— Dziękuję.
Valerius przez chwilę milczał, a potem jego srebrzyste oczy stały się poważniejsze.
— Niepokoi mnie za to chłopak z klanu Silverfox. Czy jesteś pewna, że chcesz go trzymać przy sobie? Nie należy do naszej krwi… i wygląda na to, że bardzo negatywnie oddziałuje na Erena.
Westchnęłam. Zawstydzenie uderzyło mnie tak wyraźnie, że spuściłam wzrok.
— Eren… jest zazdrosny — przyznałam cicho. — Poradzę sobie z nim. A Severyn… — uniosłam wzrok, starając się brzmieć pewniej. — Nie ukrywa swojej aury, ani przez chwilę, od początku tego nie robił. Nie ma wobec mnie złych zamiarów. Naprawdę.
Valerius przez moment uważnie mnie obserwował, a potem powoli skinął głową.
— Gdyby cokolwiek cię zaniepokoiło — powiedział spokojnie — od razu dawaj mi znać.
Nie miałam wątpliwości, że gdyby miał wybierać między wampirem z dziewiątego pokolenia z klanu Azure, a nie ważne, jak wysoko postawionym wampirem z innego klanu, wybór byłby dla niego oczywisty.
~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~
Eren
Znalazła mnie na sali treningowej. Nie odezwała się. Po prostu usiadła na ławce przy ścianie, oparła się o nią i czekała. Jakby miała cały czas świata. Jakby wiedziała, że wcześniej czy później i tak do niej podejdę.
Byłem rozdarty. Z jednej strony wkurzała mnie cała ta sytuacja bez wyjścia. Własna zazdrość. Severyn. Kael. Valerius. Głos. Wszystko dookoła. Z drugiej — ostatnią rzeczą, jakiej chciałem, było wyładowywanie na niej swojego gniewu. Nie chciałem, żeby choć przez chwilę pomyślała, że to jej wina. Poza tym… sam fakt, że przyszła…
W końcu podszedłem. Ellie uniosła na mnie wzrok i uśmiechnęła się nieśmiało.
— Chcesz iść na basen? — zapytałem.
— Pewnie.
Kilka minut później byliśmy już w wodzie. I jakimś cudem… ona sprawiła, że mój zły humor pękł niczym bańka mydlana. Po prostu rozpuścił się. Zostałem tylko ja i ona. Ciepła woda. Jej mokre włosy przyklejone do ramion. I ten błogi spokój, którego od tak dawna nie czułem.
Śmiałem się. Naprawdę się śmiałem. Ellie stanęła przede mną w wodzie i delikatnie dotknęła mojego policzka. W jej oczach był lekki niepokój.
— Już wszystko w porządku?
Nie odpowiedziałem. Pochyliłem się i pocałowałem ją. Tak po prostu. Bez pośpiechu. Bez desperacji. Jakby świat na chwilę stanął w miejscu i wreszcie wszystko ułożyło się tak, jak powinno.
A potem ktoś z brzegu odchrząknął. Jedna z asystentek Valeriusa stała tam z idealnie neutralną miną.
— Panienko Ellie, Valerius chciałby z panienką omówić sprawy sojuszu.
Ellie niechętnie odkleiła się ode mnie. Westchnęła cicho.
— Przekaż ojcu, że już idę — powiedziała do kobiety, a potem spojrzała na mnie. — Przyjść do ciebie wieczorem?
Byłem zirytowany, że nam przerwano. Ale jednocześnie… cholernie zadowolony z tej propozycji. Przyciągnąłem ją z powrotem do siebie, owijając ramiona wokół jej talii.
— Ale jeśli zaprosisz kogoś jeszcze — oznajmiłem wprost — to nie obiecuję, że mu nie przyłożę.
Ellie zaśmiała się cicho, ciepło.
— Ja też chciałabym spędzić z tobą trochę czasu sam na sam.
Pocałowała mnie delikatnie, a potem wyplątała się z moich objęć i wyszła z basenu. Woda spływała po jej skórze, co sprawiało, że miałem ochotę natychmiast pobiec za nią. Z trudem się powstrzymałem, obserwując, jak znika w szatni. Zostałem sam.
Zanurzyłem się pod wodę i dopiero wtedy pozwoliłem sobie na moment, żeby ochłonąć. Kiedy wynurzyłem się na powierzchnię, na brzegu basenu siedziała Raina. Wpatrywała się we mnie ze szczerym, absolutnym niedowierzaniem.
— Nie sądziłam, że to obustronne — powiedziała powoli. — Kiedy was zobaczyłam, w pierwszej chwili myślałam, że to twój brat. Serio.
Z całej siły ochlapałem ją wodą. Raina fuknęła, odskakując do tyłu, ale i tak dostała solidną porcję prosto w twarz.
— Hej! — otarła oczy dłonią, wyraźnie oburzona. — To było niepotrzebne!
— A twoje komentarze są bardzo potrzebne? — odparłem, opierając przedramiona o brzeg basenu.
Spojrzała na mnie podejrzliwie, strzepując wodę z włosów.
— Więc jednak serio. Zakochałeś się w niej. I ona… też.
Wzruszyłem ramionami, udając obojętność, której wcale nie czułem.
— Gratuluję zdolności obserwacji.
Raina przez chwilę milczała, a potem uśmiechnęła się krzywo, prawie złośliwie.
— No to masz problem, Rosewood. Bo ten lis najwyraźniej też ma zamiar o nią walczyć.
A twój brat… no cóż. Twój brat nawet nie musi walczyć. Ona już jest cała dla niego.
— Pilnuj własnych problemów — warknąłem na nią, czując, jak znów narasta we mnie irytacja. — Gdyby nie to, że Ellie jest miła, już dawno by cię tutaj nie było.
~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~
Ellie
Czułam się, jakbym dopiero co zeszła ze statku, a teraz znów na nim byłam. Tym razem jednak był naprawdę ogromny. Byłam pewna, że w przyjęciu uczestniczy kilkaset osób. Klan Azure i Silverfox oficjalnie rozpoczynały wspólną ścieżkę. Valerius uprzedził mnie jednak, żebym nie dała się zwieść ich uprzejmości i uważnie obserwowała aury.
Ku mojemu ogromnemu zadowoleniu pozwolił mi zaprosić Erena jako moją eskortę. Dzięki temu mogłam spędzić z nim cały wieczór. Chociaż musiałam przyznać, że ignorowanie jego zaborczości — szczególnie silnej za każdym razem, gdy w pobliżu pojawiał się Severyn — bywało męczące.
Staliśmy na pokładzie przy barierce, patrząc na morze. Wieczór był ciepły i spokojny. Z wnętrza statku dobiegała przyjemna muzyka orkiestry, która grała na żywo dla gości. Wyglądało na to, że klan Silverfox dopracował najdrobniejsze szczegóły przyjęcia. Było naprawdę przyjemnie. Do czasu…
Nagle wszystko się ożywiło. Ciemne sylwetki pojawiły się znikąd. Szybkie. Precyzyjne. W jednej chwili przybiegli do nas Kael i… Raina. Wpatrywałam się w nią szczerze zaskoczona. Raina. Której absolutnie nie powinno tu być. Była rozgorączkowana, włosy miała w nieładzie, a w oczach czystą, ostrą determinację.
— Nie ruszajcie się stąd — rzuciła szybko. — To… mój klan atakuje klan Silverfox. Wypowiedzieliśmy im wojnę. Walczą, by zabić, ale… jestem pewna, że bez powodu nie ruszą nikogo z klanu Azure.
~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~
Kael
Zaczęło się tak nagle, że przez ułamek sekundy nawet nie wiedziałem, w którą stronę biec. Atak. Prawdziwy. Krwawy. Bez żadnych ceregieli. W panice rozejrzałem się za Ellie. Zostawiłem ją z Erenem na pokładzie, przy barierce. Miałem pewność, że mój brat jej nie opuści, ale i tak serce waliło mi jak oszalałe.
Nagle za moimi plecami ktoś się pojawił. Odwróciłem się gwałtownie, gotowy do ataku i zamarłem. Raina. Miała na sobie dokładnie ten sam ciemny strój, co napastnicy. Bez wahania uniosłem ręce, szykując się do walki.
— Wiedziałem, że nie można ufać Panteonowi — warknąłem.
— Och, zamknij się wreszcie — syknęła rozgorączkowana. — Nie mamy na to czasu. Musimy znaleźć Ellie.
Spojrzałem na nią lodowato.
— Myślisz, że zaprowadzę cię do niej?
Raina zrobiła krok bliżej. W jej oczach była czysta desperacja.
— Panteon wypowiedział wojnę klanowi Silverfox. Azure nie ma z tym nic wspólnego. Musimy ochronić Ellie.
Patrzyłem na nią przez dłuższą chwilę, zaskoczony. A potem… nagle zacząłem jej wierzyć. To, że ktoś chce chronić Ellie, ani trochę mnie nie dziwiło. Coraz więcej osób wokół niej zachowywało się dokładnie tak samo.
— Jeżeli to jakiś podstęp… — zacząłem ostrzegawczo.
— Nie. Przysięgam na własną krew.
Znaleźliśmy ich na pokładzie. Ellie stała blisko Erena, a ten już był cały w napięciu, gotowy do walki. Raina szybko im wszystko wyjaśniła. Ellie i ja wymieniliśmy krótkie, zaniepokojone spojrzenia. Wiedziałem, o czym myśli. Dopóki nikt z klanu Azure nie zostanie bezpośrednio zaatakowany, Valerius się nie wtrąci. Bez niego klany miały mniej więcej równy rozkład sił.
Gdyby Ellie… Nie. Nie zamierzałem jej w to wciągać.
I wtedy to się stało. Z cienia rzucił się na nas ogromny, szary wilk. Eren zareagował natychmiast. Wepchnął Ellie za siebie, chwycił bestię za kark i z całej siły wyrzucił ją za burtę. Zwierzę z pluskiem wpadło do wody. Pojawiły się kolejne. Walczyłem. Uderzeniem, blokiem, kopnięciem. Nie rozumiałem, dlaczego atakują właśnie nas, dopóki nie dostrzegłem, że większość z nich celuje w Rainę. Dziewczyna okazała się zdolną wojowniczką. Walczyła ramię w ramię z Erenem, skutecznie trzymając napastników z dala od Ellie.
W pewnym momencie Eren, atakowany z dwóch stron jednocześnie, stracił równowagę. Napastnicy przepchnęli go tak, że wypadł za burtę. Ellie nawet się nie zawahała. Zerwała z nóg buty, silnym pociągnięciem oderwała dół wieczorowej sukni i bez chwili wahania skoczyła za nim.
Serce zabiło mi tak mocno, że przez ułamek sekundy nie słyszałem już nic poza własnym tętnem. Ellie, w podartej sukni, boso, bez chwili wahania zniknęła za burtą. Woda plusnęła, a ja ruszyłem do przodu, gotowy skoczyć za nią, nie myśląc o niczym innym. Zanim zdążyłem zrobić krok, wampiry z klanu Silverfox zablokowały mi drogę, przyciskając mnie do barierek z siłą, której nie spodziewałem się po „cywilizowanych” sojusznikach.
— Puśćcie mnie! — warknąłem, szarpiąc się.
Nie puścili.
Czułem, jak panika rośnie we mnie z każdą sekundą. Ellie była w wodzie. Z Erenem. W środku nocy, podczas ataku, a ja stałem tu, na pokładzie, trzymany przez obcych, jakbym był dzieckiem, które trzeba powstrzymać przed głupotą.
Szarpnąłem się jeszcze raz, mocniej. Ktoś syknął z bólu, kiedy mój łokieć trafił w żebra, ale uchwyt tylko się zacisnął.
— Kael! — usłyszałem głos Rainy gdzieś z boku. — Przestań! Oni nas zabiją!
Nie obchodziło mnie to. Patrzyłem na czarną taflę wody, tam gdzie przed chwilą zniknęła Ellie, i czułem, jak coś zimnego i ostrego zaciska mi się wokół gardła. Byłem w tej chwili naprawdę, piekielnie bezradny. I nienawidziłem tego uczucia całym sobą.
~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~
Eren
Woda była czarna i lodowata. Kiedy wypłynąłem na powierzchnię, kaszląc i łapiąc oddech, zobaczyłem ją. Ellie desperacko rozglądała się wokół, unosząc się w falach, z rozmazanym makijażem i podartą suknią. Szukała mnie.
— Zwariowałaś? — wydusiłem z siebie, z trudem unosząc się na powierzchni. — Czemu skoczyłaś za mną? Potrafię pływać!
Spojrzała na mnie. Tym jednym, konkretnym spojrzeniem, od którego natychmiast zamilkłem. Nie było w nim pretensji. Nie było paniki. Było natomiast coś niezwykle prostego i absolutnego. Jakby właśnie zrobiła najbardziej oczywistą rzecz na świecie.
— Nie ma sensu wracać na statek… — powiedziała cicho, ledwo słyszalnie ponad szumem fal.
Przez chwilę tylko na nią patrzyłem, woda spływała nam po twarzach.
— Do brzegu? — zapytałem.
Kiwnęła głową.
Płynęliśmy długo. Godzinę, może dłużej. Ciemność, zimno, sól, która szczypała w oczy, i jej obecność tuż obok mnie. Kiedy wreszcie poczuliśmy pod stopami piasek, prawie nie mieliśmy siły stanąć prosto. Wyciągnąłem ją na plażę i dopiero wtedy, kiedy byliśmy już na twardym gruncie, pozwoliłem sobie na to, na co wcześniej nie było czasu. Przyciągnąłem ją do siebie. Desperacko. Mocno. Tak mocno, że pewnie bolało. Wtuliłem twarz w jej mokre włosy i zamknąłem oczy. Nie miałem pojęcia, co bym zrobił, gdybym ją stracił. Naprawdę, do cholery, nie miałem pojęcia.
~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~
Ellie
Byłam szczerze zaskoczona, kiedy Eren po prostu ukradł samochód. Zrobił to szybko, sprawnie i z taką nonszalancją, jakby kradzież auta była najzupełniej codzienną czynnością. Nie skomentowałam. W tamtej chwili nie miałam na to siły.
Wróciliśmy do domu. Natychmiast otoczyły nas wampiry z klanu Azure.
— Klan Silverfox odparł atak Panteonu. Valerius niepokoi się o panienkę Ellie — odezwał się napiętym głosem jeden z mężczyzn.
Odetchnęłam z ulgą. Na krótką chwilę.
— Mamy jednak też gorsze informacje — dodała cicho kobieta. — Wampir, którego wyrzucono za burtę… był urodzony. Utonął. W związku z tym klan Silverfox uwięził Kaela Rosewooda i domaga się rekompensaty.
Serce zabiło mi mocniej. Poczułam strach. Wiedziałam, że Eren obok mnie boi się dokładnie tego samego. Na ułamek sekundy odsłonił swoją aurę i wylał się z niej czysty, ostry niepokój.
Nagle pojawił się przy nas Severyn. Podeszedł blisko, prawie za blisko, i z każdej strony uważnie mnie oglądał, jakby spodziewał się obrażeń, których nie widać na pierwszy rzut oka.
— Nic mi nie jest — powiedziałam, uśmiechając się blado. — Nie jestem z cukru, żeby rozpuścić się od odrobiny wody.
Severyn nie wyglądał na uspokojonego. Wręcz przeciwnie. W jego zwykle spokojnych oczach było coś bardzo mrocznego i zaniepokojonego.
— Boję się o Kaela — przyznał cicho. — Zaprzyjaźniliśmy się. A mój klan… — przełknął ślinę. — Pomyślcie o wszystkim, co najgorsze. I pomnóżcie to razy dziesięć. Taki właśnie jest mój klan.
~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~
Eren
Weszliśmy we trójkę do penthouse’u Valeriusa. Mistrz spojrzał wyłącznie na Ellie. Nikogo innego nie zauważył. Klasycznie.
— Najpierw kąpiel i suche ubranie — powiedział spokojnie. — Potem rozmowa.
Ellie kiwnęła głową. Poszedłem z nią do łazienki. Ktoś w międzyczasie przyniósł mi suche rzeczy — oczywiście idealnie dobrane, jakby ktoś specjalnie czekał na taką okazję. Przebrałem się szybko, starając się nie myśleć o tym, że Kael w tej chwili siedział gdzieś w rękach Silverfoxów.
Kiedy wróciliśmy, Valerius cicho o czymś rozmawiał z Severynem. Ellie usiadła obok Valeriusa, a Severyn natychmiast przykleił się do jej drugiego boku. Oczywiście. Lis znowu był bliżej niż ja.
— Gdzie jest Raina?
— Dziewczyna z Panteonu? — Valerius uniósł lekko brew. — Uwięziona razem z innymi. Czeka, aż Rada Azure i Silverfox postanowi, co z nimi zrobić.
— Czy możesz zrobić coś w jej sprawie? — zapytała Ellie. — Gdy tylko zaczął się atak, przybiegła nas ostrzec. I została… żeby nas chronić.
Valerius skinął głową, jakby przyjmował informację do wiadomości.
— Wezmę to pod uwagę.
Nie wytrzymałem.
— Mistrzu. Co z moim bratem?
Valerius przyjrzał mi się uważnie. Zbyt uważnie.
— Poczekamy na to, czego zażąda klan Silverfox.
— Nie możemy od razu do nich iść? — Ellie pochyliła się do przodu.
— To nie najlepszy pomysł — odparł spokojnie. — Rozsądniej będzie poczekać. Nie martw się. — Jego głos złagodniał tylko dla niej. — Nie ośmielą się go zabić. Wiedzą, że to oznaczałoby ich koniec.
Poczułem, jak coś we mnie kipi.
— To ja zabiłem tego wampira. Nie Kael. Czy nie powinniśmy…
Valerius pokręcił głową.
— Nie ma sensu komplikować spraw.
I wtedy poczułem to wyraźnie. On wiedział zdecydowanie więcej, niż nam mówił i w żaden sposób nie byliśmy w stanie go przekonać. Nawet Ellie nie była.
W końcu zostawił nas samych.
Severyn siedział sztywno, spuszczając wzrok. Patrzyłem na niego z rosnącą irytacją. Nawet teraz. Nawet w tej sytuacji. Przeklęty lis martwił się o mojego brata bardziej niż o siebie.
— Mów, co myślisz — warknąłem.
Severyn uniósł wzrok, tylko na chwilę.
— Nawet jeżeli Kael przeżyje… nie jestem pewien, czy wciąż będzie sobą.
Potem opowiedział nam — krótko, konkretnie, bez owijania — jak żądny krwi jest jego klan. Tortury na porządku dziennym. Nawet wobec własnych, niższych pokoleń. Poczułem, jak coś zimnego i nieprzyjemnego zaciska mi się w żołądku.
— Pójdę tam — powiedziałem. — Nie ważne, co mówi Valerius.
Ellie przeniosła wzrok ze mnie, na lisa.
— Severyn?
Chłopak przełknął ślinę.
— Ja… też chcę coś zrobić. Cokolwiek. Kael jest moim pierwszym prawdziwym przyjacielem. Nie mogę pozwolić, żeby mój klan go zniszczył.
Ellie uniosła brodę. W jej oczach pojawiła się ta sama, twarda determinacja, którą widziałem już nie raz.
— Więc chodźmy go odzyskać.
No pięknie. Naprawdę, zajebiście. Byłem pewien, że tym razem Valerius naprawdę mnie zabije, jeżeli jej nie powstrzymam, ale mimo wszystko nie zamierzałem tego robić.
~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~
Kael
Szczerze żałowałem, że nie mam odporności Erena. Gdybym ją miał, może udałoby mi się uciec. Ale nie potrafiłem obronić się przed mocą wampirów z czwartego pokolenia. Czułem, jak ich magia przygniata mnie do pokładu, odbierając siłę jeszcze zanim ktokolwiek zdążył mnie tknąć. Wiedziałem, że tak jak Panteon ma swoją królową, oni mają króla z trzeciego pokolenia.
Zostałem pojmany i zabrany na większy statek. Wszyscy patrzyli na mnie z jawną wrogością. W ich oczach byłem zabójcą jednego z nich. Nikt nie interesował się tym, że to oni zaatakowali nas pierwsi. Byłem pobity, głodny i coraz bardziej wściekły.
W pewnym momencie wyciągnięto mnie spod pokładu i rzucono na kolana przed ich królem. William Lancaster. Tak samo owiany tajemnicą jak cały jego klan. Wysoki, spokojny, z chłodnymi oczami, które obserwowały mnie bez pośpiechu.
— Opowiedz mi o swojej księżniczce — powiedział niemal przyjaznym tonem.
Milczałem. Nie miałem pojęcia, dlaczego chcieli informacji o Ellie, ale nie zamierzałem im niczego ułatwiać. William spróbował jeszcze raz, potem kolejny. Za każdym razem odpowiadałem ciszą.
W końcu westchnął, jak ktoś, kto jest jedynie lekko zawiedziony.
— Przeciągnijcie go pod kilem. Może wtedy będzie chętniejszy do rozmowy.
Poczułem strach. Ostry. Realny. Nadal milczałem. Wiedziałem, że nie ośmielą się mnie zabić. Valerius mógł nie przyjść mi z pomocą… ale na pewno zemściłby się za moją śmierć. A oni o tym wiedzieli.
Wampiry z klanu Silverfox naprawdę to zrobiły. Związali moje ręce i nogi, przymocowali do nich liny i opuścili mnie za burtę. Woda była lodowata. Wciągnąłem powietrze w ostatniej chwili, a potem świat stał się ciemny, mokry i pełen bólu. Ostre fragmenty przyczepione do dna statku rozdzierały skórę, kiedy przeciągano mnie powoli pod stępką na drugą stronę. Słona woda wlewała się w rany i paliła żywym ogniem. Kiedy wreszcie wyciągnęli mnie na drugą burtę, kaszlałem, krztusiłem się i czułem, jak krew spływa mi po całym ciele.
Do tej pory nienawidziłem klanu Panteon. Teraz byłem absolutnie pewien, że Silverfox bardziej zasłużył na moją nienawiść.
