Header Background Image
    Rzeczywistość to ta część wyobraźni, co do której wszyscy się zgadzamy.

    Niechcący zostałam wampirzą księżniczką

    Głos we śnie

    Kael

    Obudziła mnie Ellie.

    Spałem w pontonie z głową na jej kolanach, a kiedy otworzyłem oczy, zobaczyłem, że zbliża się do nas jacht. Nawet nie byłem zdziwiony, gdy w oddali dostrzegłem smukłą, białą sylwetkę Valeriusa. Kilka minut później już nas wciągali na pokład.

    Odetchnąłem z ulgą dopiero wtedy, gdy wyczułem obecność Erena.

    Valerius natychmiast zabrał Ellie pod pokład. Dwaj mężczyźni z klanu Phoenix skłonili przede mną głowy.

    — Rafa, piąte pokolenie — przedstawił się jeden. — To Patrick, szóste. Valerius życzy sobie, żebyś jak najszybciej do niego wrócił. Nie chciał jednak niepokoić panienki Ellie.

    Zorientowałem się, czym nie chciał jej niepokoić, dopiero kiedy wprowadzili mnie do jednego z pomieszczeń pod pokładem. Na podłodze leżał związany młody mężczyzna. Bez wahania uklęknąłem przy nim i napiłem się jego krwi. Liczyłem też, że znajdę coś do jedzenia — chciałem nakarmić Ellie, sam nie tracąc przy tym przytomności.

    Mężczyźni pokazali mi, gdzie znajdę suche ubrania. Wziąłem szybki prysznic i przebrałem się w czyste rzeczy — dżinsy, koszulkę i rozpinaną bluzę. Koszulka była trochę opięta, ale przynajmniej spodnie pasowały na długość.

    — Zajmiemy się wszystkim — zapewnił Patrick. — Ty lepiej jak najszybciej wróć do Valeriusa i jego córki.

    — Widzieliście mojego brata bliźniaka?

    Obaj spojrzeli po sobie, a potem niechętnie kiwnęli głowami.

    — Valerius był na niego mocno zdenerwowany — odparł Patrick. — On i dziewczyna są w pomieszczeniu magazynowym. Valerius polecił ich tam zostawić.

    Podziękowałem za informację i bezgłośnie westchnąłem. To nie był pierwszy raz, kiedy Eren bezmyślnie wkurzył mistrza. Jednocześnie zaskoczyło mnie, że cieszę się z tego, iż Selena także przeżyła. W końcu Ellie ją polubiła. Byłoby jej przykro, gdyby tak bezsensownie zginęła.

    Mężczyzna zaprowadził mnie do „salonu” pod pokładem. Ellie wyraźnie była zajęta rozmową z Valeriusem, ale na mój widok natychmiast poderwała się z kanapy. Była już umyta i przebrana w suche, czyste rzeczy — legginsy, biały top i krótką błękitną bluzę. Włosy związała w wysoką kitkę. Wyglądała uroczo. 

    — Kael! Zdążyłeś już coś zjeść?

    Usiadła i pociągnęła mnie za sobą, sadzając tuż obok. Na stole leżały przygotowane przekąski: ser, wędliny, suszone owoce i orzechy — wszystko doskonałej jakości, jak na luksusowy jacht przystało. Dosłownie pochłaniałem jedzenie. Valerius patrzył na nas wyraźnie zadowolony, a Ellie nie odsuwała się ode mnie ani na milimetr, co chwilę podsuwając mi nowe rzeczy.

    Byłem zachwycony jej troską. Ale największe wrażenie zrobiły na mnie słowa Valeriusa.

    — Jestem zadowolony, że to ty zostałeś opiekunem Ellie — powiedział spokojnie. — Od samego początku doskonale się spisujesz w tej roli, a podczas katastrofy pokazałeś, że jesteś godny zaufania.

    Nie mogłem być bardziej dumny, choć musiałem przyznać sam przed sobą, że niewiele w tym było mojej zasługi. W przypadki Ellie po prostu działałem instynktownie, jakby mój własny umysł nawet nie dopuszczał do siebie innego wyboru. 

    ~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

    Ellie

    Byłam spokojna. Wymyta i przebrana w suche ubranie, czułam się dobrze. A przy Valeriusie… przy nim czułam się bezpieczna. Jakby sama jego obecność gwarantowała, że nic złego nie może się wydarzyć.

    Jeszcze zanim zeszliśmy pod pokład, powiedział mi, że przed nami znalazł, Selenę i Erena, którzy teraz śpią pod pokładem i nic im nie jest. Przyjęłam to z prawdziwą, głęboką ulgą.

    Kiedy wrócił Kael, poczułam, jak wszystko we mnie się rozjaśnia. On… ryzykując życie, wskoczył za mną do wody. Nie zostawił mnie samej w ciemności. Teraz Valerius nie szczędził mu pochwał, a ja byłam tym zachwycona. Kael zasłużył na każde słowo.

    Kiedy młodzieniec skończył jeść, spojrzał na mnie z zawadiackim uśmiechem.

    — Teraz twoja kolej — oznajmił spokojnie.

    Spojrzałam pytająco na Valeriusa.

    — Czy to dla niego bezpieczne?

    Wampir kiwnął głową.

    — Jest najedzony i odzyskał formę. Nic mu nie będzie.

    Uśmiechnęłam się lekko do Kaela.

    — Chodź tutaj — mruknęłam. — Mimo wszystko nie ufam temu, że po tym wysiłku nie zemdlejesz.

    Kael uśmiechnął się zadowolony i bez protestu położył głowę na moich kolanach. Dopiero wtedy sięgnęłam po jego nadgarstek i wbiłam w niego kły. Jego aura była spokojna, ciepła i wyraźnie usatysfakcjonowana. Piłam powoli, czując, jak buzuje we mnie moc.

    Kiedy skończyłam, Kael odezwał się do Valeriusa, a w jego głosie pojawił się chłodny, groźny ton.

    — Wiadomo już, co się wydarzyło? Jakaś trzecia strona brała udział w katastrofie?

    Valerius spojrzał na niego spokojnie.

    — Nie. To czynnik ludzki. Aparatura zamarzła i pokazywała złe odczyty. Ludzie spanikowali i popełnili błędy. Ale… to za duży zbieg okoliczności, żebym miał w niego uwierzyć.

    Kael zmrużył oczy.

    — Ktoś próbował pozbyć się Ellie? — odezwał się z groźnym chłodem w głosie.

    Valerius nawet nie uniósł wzroku.

    — Nie sądzę. Wybrałby wyjątkowo nieskuteczny sposób. To raczej… test.

    Wpatrywałam się w niego, a w mojej piersi rozlewało się coś zimnego i nieprzyjemnego. Byłam przekonana, że ktokolwiek mnie „testował” w taki sposób… szybko tego faktu pożałuje. Przez chwilę panowała cisza. Valerius obserwował mnie uważnie, jakby ważył, ile prawdy mogę w tej chwili unieść.

    — Nie musisz się tym teraz przejmować. Wystarczy, że jesteś żywa i bezpieczna.

    Kael nadal miał głowę na moich kolanach. Jego aura była spokojna, ale pod powierzchnią wyczuwałam powoli rodzące się napięcie. Przesunęłam delikatnie palcami po jego włosach, a on przymknął oczy, pozwalając sobie na chwilę odprężenia.

    — Kiedy wracamy do domu? — zapytałam.

    Valerius uśmiechnął się lekko, niemal rozbawiony.

    — Za parę dni — spojrzał na mnie uważniej. — Powinnaś odpocząć i niczym się nie przejmować. Resztą zajmiemy się my.

    ~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

    Eren

    Siedziałem oparty o zimną szafę w magazynie jachtu, przemoczony do suchej nitki, zmarznięty tak, że zęby szczękały mi same, piekielnie głodny i obolały. Każdy mięsień protestował, a ciało wciąż miałem obolałe po przyjęciu na siebie mocy Valeriusa. Wiedzieliśmy oboje, że lepiej stąd nie wychodzić. Valerius i tak był wściekły. Jedno złe słowo, jeden krok za daleko i mogłem skończyć z czymś znacznie gorszym niż mokre ubranie i pusty żołądek.

    Selena, równie zmęczona i przemoczona, spróbowała usiąść tuż obok mnie. Jej rude włosy kleiły się do policzków, a w oczach miała coś, czego nie chciałem teraz oglądać.

    — Spierdalaj — warknąłem, nie podnosząc nawet wzroku. — Nie jestem twoją przytulanką.

    Spojrzała na mnie zraniona. Przez ułamek sekundy na jej twarzy pojawiło się coś miękkiego i głupiego.

    — Myślałam, że…

    — To źle myślałaś — urwałem ostro, zanim dokończyła. 

    Ostentacyjnie odsunąłem się dalej, aż moje plecy uderzyły o metalową ścianę. Byłem wkurzony. Miałem wszystkiego dość. Oceanu, katastrofy, Valeriusa, który zawsze wiedział lepiej, i przede wszystkim tej idiotycznej sytuacji, w której znowu musiałem udawać, że nie obchodzi mnie to, co dzieje się pokład wyżej.

    Drzwi otworzyły się z cichym skrzypieniem. Wszedł Kael. W dłoniach trzymał ręczniki i stertę suchych ubrań. Wyglądał jakby dopiero co wziął prysznic — włosy starannie zaczesane, twarz spokojna, zero oznak, że jeszcze parę godzin temu topiliśmy się w oceanie. Klasyczny Kael.

    — Przebierzcie się — rzucił krótko, rzucając nam rzeczy na podłogę.

    — Co z Ellie? — wypaliłem od razu, zanim zdążył się odwrócić.

    Kael spojrzał na mnie chłodno, prawie z politowaniem.

    — Nic jej nie jest. Lepiej martw się o siebie, a nie o nią.

    Miał też jedzenie i butelki z wodą. Nie pamiętam, kiedy ostatni raz czułem taką dziką, zwierzęcą ulgę. Niemal rzuciłem się na nie. Otworzyłem butelkę drżącymi rękami i wypiłem połowę jednym haustem, a potem wbiłem zęby w kanapkę, nie przejmując się, że smakuje jak papier. Selena też sięgnęła po swoją porcję, ale ja już jej nie zauważałem.

    Kael wyszedł na chwilę. Wrócił z zestawem do pobierania krwi — sterylne worki, igły, wszystko gotowe. Postawił to na szafce i spojrzał na mnie przeciągle, bez słowa. Dopiero wtedy do mnie dotarło. Valerius był naprawdę rozzłoszczony. Nie na chwilę. Nie na pokaz. Na poważnie. Nie miałem żadnych szans, żeby w najbliższym czasie zobaczyć Ellie. 

    Uśmiechnąłem się krzywo do własnych myśli, bo inaczej pewnie bym coś rozwalił.

    — No pięknie — mruknąłem pod nosem, czując, jak zimno znowu wpełza mi pod skórę. — Naprawdę… zajebiście.

    ~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

    Kael

    Trochę się o niego niepokoiłem. Eren zawsze potrafił wkurzyć Valeriusa, ale tym razem atmosfera była gęstsza niż zwykle. Mimo to… w gruncie rzeczy byłem zadowolony. Po raz pierwszy od dawna mogłem być z Ellie sam na sam. Bez brata, który siedział u jej stóp jak cień. Bez Seleny, która ciągle kręciła się w pobliżu. Tylko my.

    Siedziałem na skraju wielkiego łóżka w jej kabinie i patrzyłem, jak przygotowuje się do snu. Włosy miała jeszcze lekko wilgotne, związane w niedbałą kitkę, a na sobie za dużą, miękką koszulę, która co chwilę zsuwała się z jednego ramienia. Wyglądała krucho. I cholernie pięknie.

    — Zostaniesz ze mną? — zapytała cicho, nie patrząc mi w oczy. — Nie chcę być sama…

    Serce zabiło mi mocniej. Zachwyciła mnie ta prosta, szczera prośba. Uśmiechnąłem się, starając się, żeby nie brzmiało to zbyt entuzjastycznie.

    — Jasne.

    Położyłem się obok niej. Ellie od razu wtuliła się we mnie, jakby to było najnaturalniejsze miejsce na świecie. Oplotłem ją ramieniem, przyciągnąłem bliżej i poczułem, jak jej oddech powoli się uspokaja. Ciepło jej ciała, zapach skóry, delikatne kosmyki włosów muskające moje policzki… Zasnąłem szybciej, niż się spodziewałem.

    W środku nocy obudził mnie wyraźny, lodowaty rozkaz Valeriusa, który pojawił się w głowie jak ostry, zimny nóż. 

    Ostrożnie wysunąłem się spod kołdry, żeby jej nie obudzić. Ellie tylko zamruczała coś przez sen i wtuliła twarz w poduszkę. Wyszedłem na pokład bosymi stopami. Valerius stał przy relingu, jego srebrzyste oczy świeciły w ciemności. Obok niego czekali już Patrick i Rafa.

    — Jedziemy — rzucił krótko.

    Wsiedliśmy na skutery wodne. Silniki zawyły cicho, a my sunęliśmy po czarnej tafli oceanu niczym cienie. W oddali majaczył statek towarowy — wielka, oświetlona bryła sunąca powoli przez noc.

    Zrobiliśmy to szybko i z wprawą. Żadnego krzyku, czy chaosu. Załoga przestała istnieć. Krew mieszała się z solą morską, a my piliśmy tyle, ile potrzebowaliśmy. Uważałem, że to niecywilizowane. Brudne. Surowe. Ale na pełnym morzu, z dala od wszystkiego, nie mieliśmy zbyt wielu opcji. Valerius potrzebował krwi. Ellie potrzebowała krwi. A ja… ja po prostu robiłem to, co musiałem.

    Kiedy wracaliśmy, wiatr smagał mi twarz, a w głowie kołatała się tylko jedna myśl. Ona śpi bezpiecznie w kabinie jachtu, a ja właśnie zapewniłem jej kolejny spokojny dzień.

    ~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

    Eren

    Głos pojawił się nagle, niski i aksamitny, jakby ktoś szeptał mi prosto do ucha.

    „Pozwolisz ją sobie tak po prostu odebrać? Ona jest twoja, a ty nic z tym nie robisz. Czekasz, aż on całkowicie wymaże cię z jej pamięci? Aż przekona ją, że twój brat jest jedynym słusznym wyborem?”

    Serce zabiło mi jak oszalałe jeszcze zanim zdążyłem otworzyć oczy.

    — Co mam niby zrobić?! — warknąłem w ciemność, choć wiedziałem, że to tylko sen.

    Głos zaśmiał się cicho, prawie czule.

    „Przyprowadź ją do mnie. Ukryję was nawet przed Valeriusem.”

    Obudziłem się gwałtownie, jakby ktoś wlał mi zimną wodę prosto do płuc. Oddychałem szybko, płytko, a ciało miałem napięte do granic. Plecy bolały, głowa pękała, a w ustach czułem metaliczny posmak paniki.

    Selena spała zwinięta w kłębek po drugiej stronie magazynu, przykryta suchym ręcznikiem. Nie ruszyłem się, żeby jej nie obudzić. Po prostu siedziałem w ciemności, oparty o szafę, i próbowałem złapać oddech.

    Czułem realny strach. Naprawdę, do cholery, bałem się, że stracę Ellie. Valerius pozwoli Kaelowi zostać przy niej na stałe. Z kolei ona… taka miękka i wdzięczna za każdą odrobinę troski, w końcu uwierzy, że to właśnie mój brat jest lepszym wyborem. Bezpieczniejszym. Spokojniejszym. Mniej… skomplikowanym.

    A ja zostanę zraniony, wkurzony i sam. Poczułem, jak coś zimnego i nieprzyjemnego zaciska mi się wokół serca. Nie! Nigdy w życiu nie pozwolę, żeby ktoś mi ją odebrał. Nawet jeśli ten ktoś jest przedwiecznym demonem, zamkniętym w ciele anioła.

    ~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

    Ellie

    To już był trzeci dzień, kiedy nie widziałam Erena ani Seleny. I zupełnie przestało mi się to nie podobać. Chciałam go zobaczyć. Musiałam. Na własne oczy upewnić się, że nic mu nie jest. Szczególnie, że… byłam pewna, że piłam ich krew. Obojga.

    Znalazłam Valeriusa na mostku. Stał prosto, z rękami opartymi o kokpit, i spokojnie podziwiał morze. Słońce kładło się złotymi smugami na falach, a on wyglądał, jakby idealnie pasował do tego widoku.

    — Jest piękne — powiedziałam cicho, stając obok niego.

    — To jedyne, co od zawsze tu było — odparł spokojnie. Po chwili milczenia dodał, nie odwracając nawet głowy — widzę, że czegoś ode mnie chcesz.

    Nawet się nie zdziwiłam, że wie.

    — Tak — przyznałam. — Chcę zobaczyć Erena.

    Valerius skinął lekko głową.

    — Więc chodź.

    Poprowadził mnie pod pokład, prosto do magazynu. Pokój był przestronny, cały zastawiony wysokimi szafami i szafkami. Nie było w nim okien. Dopiero kiedy zapalił światło, zobaczyłam wszystko wyraźnie.

    Eren siedział z wyprostowanymi nogami, oparty o jedną z szaf. Na nasz widok gwałtownie poderwał się na nogi. To samo zrobiła Selena, która znajdowała się po drugiej stronie pomieszczenia.

    — Ellie! — wyrwało mu się niemal natychmiast.

    Uśmiechnęłam się do niego blado. W środku czułam niepokój. Ciężkie, nieprzyjemne uczucie rozlewało mi się w żołądku. 

    — Czemu tu są? — zapytałam Valeriusa.

    On spojrzał na nich obojętnie, jak na meble.

    — Eren za karę. Wampirzyca z klanu Luna… w formie eksperymentu. — Przeniósł wzrok na Selenę. — Wyjdź stąd i poszukaj Kaela.

    Dziewczyna, gdy tylko dostała pozwolenie, praktycznie uciekła. Drzwi zatrzasnęły się za nią z cichym hukiem.

    Stałam nieruchomo, nagle uświadamiając sobie coś dziwnego. Valerius nigdy nie użył jej imienia. Ani razu. A przecież pamiętał imiona każdego wampira z klanu Azure. Słyszałam, jak zwraca się po imieniu nawet do dziewiątego pokolenia. Czy chodziło o więzy krwi? O to, że ona nie była „nasza”?

    — A Eren? — zapytałam.

    — Jak widzisz, żyje i jest w jednym kawałku — odparł chłodno.

    — Nie o to pytam — rzuciłam, czując, jak w mój głos wkrada się lekka irytacja.

    — Wiem.

    Nie czułam strachu. Ani przez chwilę nawet nie przyszło mi do głowy, żeby bać się Valeriusa. Po prostu stałam przed nim i wiedziałam, że mam prawo walczyć o to, czego chcę.

    — Nie wiem, co ci zrobił, ale uważam, że już wystarczy.

    Wampir przyjrzał mi się uważnie. W jego srebrzystych oczach pojawiło się lekkie, prawie niedostrzegalne rozbawienie.

    — Doprawdy?

    — Chcę go z powrotem.

    Teraz uśmiechnął się otwarcie. Sprawiał wrażenie, jakby właśnie dostał najlepszą rozrywkę od tygodni.

    — Oddam ci go, jeżeli podasz mi dobry powód. I nie przyjmuję żadnych bredni o młodzieńczym zauroczeniu ani hormonach. Jeśli ci przeszkadzają, możesz je po prostu wyciszyć. — Jego głos był spokojny, niemal ojcowsko cierpliwy. — Przekonasz się, że z upływem lat przestaną mieć jakiekolwiek znaczenie.

    Wpatrywałam się w niego twardo. Serce biło mi równo. Pewnie. Potem podeszłam do Erena. Uniosłam jego rękę i odwróciłam nadgarstek wewnętrzną stroną do Valeriusa. Srebrna gwiazdka pulsowała delikatnie moją magią.

    — Eren należy do mnie — oznajmiłam spokojnie, ale z absolutną pewnością. — Jest mój. I chcę go z powrotem.

    Valerius zaśmiał się. Otwarcie. Głęboko.

    — Słyszałeś? — rzucił do Erena.

    Eren stał z opuszczonym wzrokiem. Kiedy odezwał się, jego głos był zaskakująco cichy.

    — Tak.

    Patrzyłam na nich obu. Raz na jednego, raz na drugiego. I nagle zaczęłam się zastanawiać, czy powiedziałam coś nie tak. Czy to było za dużo? Zbyt mało? Nie miałam pojęcia, co właśnie między nimi zaszło.

    Note