Rozdział 20 – Niechcący zostałam wampirzą księżniczką
by VickyNiekontrolowana zazdrość
Ellie
Nie spodziewałam się, że pojawienie się Severyna w Akademii wywoła aż taką sensację. Szybko dowiedziałam się, że był jedynym studentem z klanu Silverfox. Mieliśmy naprawdę wielu wampirów z klanu Luna, a ostatnio do Akademii zaczęło uczęszczać też coraz więcej Phoenixów. Inne klany jednak w szkole Azure wciąż były rzadkością. Dlatego tym bardziej zdziwiłam się, kiedy Raina na moją rzuconą mimochodem propozycję zapisania jej do naszej Akademii zareagowała z ogromnym, prawie desperackim entuzjazmem. Między słowami wyczytałam wyraźnie, że gdyby teraz tak po prostu wróciła do domu, czekałaby ją surowa kara. Klan Panteon zdecydowanie nie był zadowolony z przegranej z Silverfox.
W głowie powoli układałam sobie obraz poszczególnych klanów. Kiedy zapytałam o to Kaela, usłyszałam odpowiedź, która wiele mi wyjaśniła.
— Azure, Luna i Phoenixy to według mnie jedyne naprawdę cywilizowane klany — powiedział wtedy. — W pozostałych panuje znacznie ściślejszy podział według starszeństwa krwi. Niższe pokolenia robią praktycznie za niewolników.
Cieszyłam się, że pod władzą Valeriusa było inaczej. Każdy robił to, co naprawdę chciał, a ci, którzy pracowali — nieważne, z jak niskiego pokolenia — za swoją pracę dostawali sensowne wynagrodzenie.
Tego ranka, ku wyraźnemu niezadowoleniu Kaela, pojechałam do szkoły z Erenem. W szóstkę po prostu nie zmieścilibyśmy się w jednym samochodzie. Kiedy weszliśmy do budynku, w holu zebrał się już niezły tłum.
Po drodze na zajęcia praktycznie każdy wampir próbował w jakiś sposób zaczepić Severyna. Chłopak był wyraźnie speszony. Chował się za plecami Kaela, który — ku mojej ogromnej uldze — uznał, że będzie go bronił. Szedł obok niego prosto, z tą swoją charakterystyczną, prawie leniwą pewnością siebie, i jednym spojrzeniem odganiał najbardziej natrętnych.
Cała piątka odprowadziła mnie aż pod same drzwi sali lekcyjnej. Marudzili przy tym tak długo, że byłam absolutnie pewna, iż solidnie spóźnia się na swoje zajęcia.
Kiedy wreszcie usiedliśmy na swoich miejscach, Jasmine, Ariadna, Lucas i Richard natychmiast zasypali mnie pytaniami. Dziewczyny były ewidentnie zachwycone tym, że Severyn ma na szyi mój znak. Patrzyły na mnie z mieszaniną podziwu i ekscytacji, jakby właśnie dowiedziały się, że mam nowe, domowe zwierzątko. Czułam się coraz mniej komfortowo i miałam nadzieję, że wszystko szybko wróci do normy. I że nikt nie będzie mu sprawiał kłopotów.
Moje rozmyślania zostały jednak szybko przerwane.
Drzwi do sali otworzyły się i weszła nauczycielka. Nie była sama. Obok niej szła wyraźnie dumna z siebie, cała rozpromieniona Diana. Wpatrywałam się w nią jak zaczarowana, mając głupią nadzieję, że zaraz po prostu zniknie, a to co widzę, to jakiś chwilowy, paskudny sen. Ale nie. Ona naprawdę tam stała.
— Dołączy do nas dzisiaj nowa uczennica — oznajmiła nauczycielka spokojnie. — Diana Vase, siódme pokolenie, klan Luna. Usiądź tam.
Wskazała miejsce pod oknem.
Diana, jak zawsze modnie, jednocześnie wyzywająco i uroczo ubrana, lekkim, pewnym siebie krokiem poszła ku wskazanemu miejscu. Włosy miała idealnie ułożone, uśmiech słodki, a w oczach tę samą, dobrze znaną mi nutę wyższości.
No bez jaj. Diana. Ostatnia osoba, którą spodziewałam się zobaczyć w Akademii klanu Azure. Na jej widok zmroziło mnie w środku. Jednocześnie poczułam dziwną, prawie nieprzyzwoitą ulgę, że… nie należy do naszego klanu i mnie nie zauważyła…
— Znasz ją? — Jasmine pochyliła się ku mnie, szepcząc konspiracyjnie.
— Powiedzmy… — mruknęłam niechętnie.
Lucas uniósł brew.
— Brzmisz, jakbyś jej nie lubiła.
— Bo nie lubię — odparłam szczerze.
Richard wysunął kły w szerokim, zadowolonym uśmiechu.
— Wystarczy jedno twoje słowo, żeby więcej nie pojawiła się w szkole.
Przez ułamek sekundy naprawdę przytaknęłam mu w myślach. Rewelacyjny pomysł. Prosty. Skuteczny. Kuszący. Szybko jednak odezwał się rozsądek. To nie był dobry sposób. Szczególnie teraz, kiedy Diana oficjalnie należała do klanu Luna.
Kiedy zajęcia się skończyły, z ulgą przyjęłam fakt, że Diana już zdążyła obrosnąć w adoratorów z klanu Luna. Nawet nie spojrzała w moim kierunku.
Przed salą czekali już na mnie Kael i Severyn. Ku mojemu zdumieniu Diana natychmiast zauważyła Kaela i poszła prosto w jego stronę. Zupełnie jakby zapomniała, że podczas naszego ostatniego spotkania Eren złamał jej rękę. Byłam pewna, że ich nie rozróżnia.
— Pamiętasz mnie? — uśmiechnęła się słodko. — Teraz jestem taka jak ty. Należę do siódmego pokolenia — dodała z dumą, jakby właśnie ogłosiła coś absolutnie wyjątkowego.
Faktycznie wampiry z ósmego i dziewiątego pokolenia stanowiły w szkole większość, a siódemki trafiały się znacznie rzadziej, ale czy ona naprawdę myślała, że to na kimś zrobi wrażenie?
Kael patrzył na nią z lekkim zmarszczeniem brwi, jakby usilnie próbował przypomnieć sobie, skąd ją zna. Właśnie wtedy u jego boku pojawił się Eren.
— O, serio? — rzucił zaskoczony.
Diana przenosiła wzrok to na jednego, to na drugiego, wyraźnie zbita z tropu.
— Jest was… dwóch?
Eren pochylił się i coś cicho szepnął Kaelowi do ucha. Na twarzy mojego opiekuna natychmiast pojawiła się szczera, nieskrywana odraza. Diana najwyraźniej tego nie zauważyła.
Zdecydowałam się podejść bliżej, przypominając sobie w myślach, że to nie jest moje dawne życie, to w którym dla wszystkich istniała wyłącznie Diana. Eren od razu wziął mnie za rękę, a Kael automatycznie wysunął się do przodu, zasłaniając mnie sobą.
Diana przez chwilę wyglądała na zupełnie zaskoczoną, ale szybko odzyskała rezon.
— Ellie? O rany, też stałaś się wampirem? — jej entuzjazm brzmiał podejrzanie fałszywie. — Tak się cieszę! Zjemy razem lunch? — zaproponowała, rzucając znaczące spojrzenia to na Erena, to na Kaela.
Wypuściłam powietrze, nie potrafiąc dobrać odpowiednich słów.
— Nie, dzięki — odparł Eren chłodno. — Od razu straciłbym apetyt.
— Dobrze ci radzę — dodał Kael — trzymaj się własnego klanu.
— Chodźmy — mruknął Eren, delikatnie pociągając mnie za rękę.
Oddaliliśmy się o kilka kroków, kiedy Diana nagle nas dogoniła.
— Ellie, no co ty, nie bądź taka. Kiedy zniknęłaś, naprawdę za tobą tęskniłam. A teraz rozumiem, dlaczego się nie odzywałaś… ale przecież znowu możemy być blisko, prawda? W końcu jesteśmy siostrami…
— Siostrami? — odezwał się nagle Severyn. Odwróciłam się do niego zupełnie zaskoczona. Chłopak stał prosto, a w jego zwykle spokojnym głosie pojawiła się wyraźna, ostra nuta. — Należysz do innego klanu. W waszych żyłach nie płynie ani kropla tej samej krwi. Poza tym… nie dorastasz Ellie do pięt.
Diana spiorunowała go wzrokiem.
— Należę do siódmego pokolenia! Ellie na pewno jest ósemką albo nawet dziewiątką! To dla niej zaszczyt, że…
W tym momencie pojawiła się Selena. Miała na twarzy szeroki, władczy uśmiech, którego u niej od dawna nie widziałam.
— Mówisz, że jesteś siódemką? — zapytała prawie słodko. — Cudownie. Dawno nie miałam nowej służącej.
— Jak śmiesz… — zaczęła Diana.
Selena tylko skinęła dłonią na dwie inne dziewczyny z klanu Luna. Podeszły natychmiast. W powietrzu dało się wyczuć wyraźne użycie mocy starszeństwa krwi.
— Będziecie dzisiaj usługiwały nam podczas lunchu — oznajmiła spokojnie, a potem przeniosła wzrok na Dianę. — Ty w szczególności. Możliwe, że uczynię cię nawet swoją osobistą służącą.
Eren pochylił się ku mnie.
— Selena wraca do formy sprzed czasów, zanim cię poznała — szepnął rozbawiony prosto do mojego ucha.
~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~
Eren
Selena trafiła w dziesiątkę, to musiałem jej przyznać. Obserwowanie, jak ta mała idiotka mimowolnie się przed nią płaszczy, było szalenie zabawne. Diana próbowała jeszcze zachować resztki godności, ale magia starszeństwa krwi robiła swoje. Każdy jej ruch, każde spojrzenie, każda próba protestu wyglądały po prostu żałośnie. Aż miło się na to patrzyło. Miałem nadzieję, że Ellie nie zacznie mieć nagłych wyrzutów sumienia.
Usiedliśmy przy stoliku.
Przez chwilę nawet miałem relatywnie dobry humor. Popsuł mi się dopiero wtedy, kiedy po drugiej stronie Ellie usiadł Severyn. Pochylił się ku niej i coś cicho szepnął. Ona skinęła głową. Potem spokojnie, jak gdyby nigdy nic, przysunął do jej ust swój nadgarstek. I ona zaczęła pić.
Patrzyłem, jak jej wargi przylegają do jego skóry, jak delikatnie porusza się jej gardło, i czułem, jak coś zimnego i ostrego zaciska mi się w żołądku. Znowu. Na oczach wszystkich. Jak gdyby nigdy nic.
Uśmiechnąłem się krzywo do własnego talerza. No pięknie. Naprawdę, zajebiście.
~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~
Kael
Sądziłem, że będę musiał się bardziej wysilić, żeby Ellie nie czuła się nieszczęśliwa, kiedy w szkole pojawiła się jej durna siostra. Selena jednak wyręczyła mnie w stu procentach. Diana unikała jej jak ognia, a przy okazji unikała też Ellie. Idealnie.
Poza tym – co było szalenie zabawne – już w pierwszym tygodniu Severyn zaczął wyraźnie poprawiać jej nastrój.
Jak ostatnio każdego dnia, wpadłem do jego mieszkania bez zapowiedzi. Zastałem go nad blatem pełnym czegoś, co kiedyś pewnie miało być muffinkami, a teraz wyglądało jak ofiara pożaru.
— Co robisz? — zapytałem, unosząc brew.
— Uczę się piec — odparł spokojnie.
— Po co?
Spojrzał na mnie jak na kogoś, kto zadaje oczywiste pytania.
— Dla Ellie. Ona ciągle coś dla nas gotuje.
Pomysł spodobał mi się natychmiast.
— Pomóc ci?
Kiwnął głową.
Musiałem przyznać, że Severyn miał talent. Po kilku wspólnych próbach jego wypieki zaczęły wyglądać i smakować jak prosto z cukierni. Do tego potrafił je ładnie zapakować — wstążki, delikatny papier, cała ta magiczna otoczka. Kiedy przyniósł je Ellie do szkoły, dziewczyna była oczarowana. Uśmiechała się tak szeroko i szczerze, że aż przyjemnie było na to patrzeć.
Na tym się jednak nie skończyło. Severyn praktycznie każdego dnia miał dla niej coś małego. Słodycze. Kwiaty. Raz nawet delikatną, jedwabną chustę.
— Kiedy ją zobaczyłem, pomyślałem o tobie — powiedział jej spokojnie.
Coraz częściej też po prostu przemieniał się w lisa i nagle znajdował się zaskakująco blisko niej — dosłownie wchodził jej na kolana albo na ręce, a Ellie odruchowo zaczynała go głaskać, nawet nie zauważając, że obserwuje to połowa szkoły.
Dla mnie — i dla Seleny, z którą wyjątkowo dobrze dogadywałem się od czasu, kiedy zajęła się Dianą — obserwowanie tego było niezwykle zabawne. A przy okazji… szczerze się cieszyłem. Bo Severyn naprawdę wiedział, jak sprawić, żeby Ellie była w dobrym humorze.
~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~
Eren
Za każdym razem, gdy czułem irytację, głos wracał. Był pewniejszy. Mocniejszy. Coraz bardziej przekonujący. Zdradzał coraz więcej szczegółów, a wszystko, co mówił… miało sens. Zbyt duży sens.
Zajmowaliśmy wygodny komplet wypoczynkowy w jednym z szerszych korytarzy. Wkurzony obserwowałem, jak przeklęty lis klei się do niej coraz bardziej. Dosłownie kleił się. Siedział tak blisko Ellie, że jego noga stykała się z jej nogą, a ona spokojnie trzymała w dłoniach słodką kawę, którą wcześniej od niego dostała, i co jakiś czas popijała drobny łyk.
Kael w pewnym momencie westchnął z wyraźnym rozbawieniem.
— No nieźle. Ellie naprawdę musiała cię oczarować — rzucił mimochodem.
Severyn tylko wzruszył ramionami i nie odsunął się od Ellie ani o milimetr. Zacisnąłem szczęki tak mocno, że zabolało. Ledwo wysiedziałem do końca przerwy. Kiedy wreszcie się skończyła, nie czekając na nikogo, poszedłem prosto na salę treningową. Po chwili dołączyła do mnie równie wkurzona Raina.
— Widzisz? Mówiłam, że ten przeklęty lis ją zauroczył — rzuciła, odkładając torbę na podłogę. — Pieprzony klan Silverfox wiedział, kogo wysyła.
— Zamknij się — warknąłem.
Spojrzała na mnie podejrzliwie.
— Wiem, dlaczego mnie boli porażka. Ale ciebie? — Nagle szeroko otworzyła oczy. — Tylko nie mów, że zakochałeś się w księżniczce?
Milczałem. To wystarczyło. Raina odczytała odpowiedź z mojej twarzy i uśmiechnęła się krzywo.
Zacząłem od razu od najcięższego worka. Nie miałem ochoty na rozgrzewkę, ani ćwiczenie techniki. Po prostu wykonywałem głuche, powtarzalne, brutalne uderzenia. Prosto, z biodra, z całej siły, aż łańcuch skrzypiał, a worek latał jak szalony. Chciałem, żeby ból w knykciach i napięcie w ramionach zagłuszyły wszystko inne. Żeby nie myśleć o tym, jak Severyn siedział przy niej. Jak ona spokojnie piła kawę, którą od niego dostała. Jak Kael się z tego śmiał.
Raina nie odpuszczała. Stała z boku, opierając się o ścianę z założonymi rękami, i obserwowała mnie z irytującą, przenikliwą miną.
— Ale tak serio? — odezwała się po chwili. — Serio?
Nie odpowiedziałem. Zamiast tego zmieniłem serię na kopnięcia. Mocniejsze. Wyższe. Aż powietrze świstało.
— Eren.
Znowu milczenie. Worek dostał kolejną serię prostych.
— No weź. — W jej głosie pojawiła się nuta niedowierzania pomieszana z czymś, co podejrzanie przypominało rozbawienie. — Zakochałeś się w tej słodkiej, anielskiej księżniczce? Ty? Chłopak, który wygląda, jakby chciał wszystkich pozabijać?
Warknąłem pod nosem coś bardzo niecenzuralnego i przeszedłem do worka z piaskiem. Cięższy. Lepszy. Bolało bardziej.
Raina parsknęła cicho.
— Niezłe. Naprawdę niezłe. — Odsunęła się od ściany i podeszła bliżej. — I co teraz? Będziesz tak walił w te worki, aż ci przejdzie?
Obróciłem się gwałtownie, gotowy jej powiedzieć, żeby się odpierdoliła, kiedy drzwi do sali się otworzyły. Weszli Kael i Selena. Zaraz za nimi Severyn. A chwilę później reszta urodzonych i trener. Raina natychmiast ucichła. Tylko rzuciła mi jeszcze jedno, znaczące spojrzenie, zanim odeszła w stronę swojego miejsca.
Po intensywnym wysiłku fizycznym poczułem się odrobinę lepiej. Aż do momentu, w którym ogłoszono sparingi. Niemal bezwiednie ustawiłem się naprzeciwko Severyna. Trener nawet nie zdążył dokończyć zdania o zasadach, a ja już na niego patrzyłem. Severyn uniósł lekko brwi, zaskoczony, ale przyjął pozycję. Był z piątego pokolenia — szybszy, zwinniejszy, lżejszy. W teorii powinien mieć przewagę. Nie miał.
Ruszyłem pierwszy. Szybko. Zbyt szybko. Prosty cios, który Severyn ledwo zdążył zablokować, a zaraz potem niski kopniak, który zmusił go do cofnięcia się o dwa kroki. W jego oczach pojawiło się pierwsze prawdziwe zaskoczenie.
Nie dałem mu chwili na oddech. Kolejna seria. Cięższa. Brudniejsza. Celowałem nie w to, żeby sparring był techniczny — celowałem w to, żeby bolało. Żeby poczuł i przestał być takim spokojnym, eterycznym, pieprzonym lisem, który klei się do niej na każdej przerwie.
Severyn próbował robić uniki. Był naprawdę szybki, ale ja byłem wściekły. A wściekłość dawała mi to, czego on nie miał.
Słyszałem, jak ktoś z boku wciągnął gwałtownie powietrze. Selena powiedziała cicho „Eren…”. Kael napiął się. Raina stała z szeroko otwartymi ustami. Nie obchodziło mnie to. Kolejny cios przeszedł przez jego blokadę i trafił w żebra. Severyn syknął z bólu i cofnął się, ale ja już byłem przy nim. Przycisnąłem go, złapałem za ramię, przekręciłem i rzuciłem na matę z siłą, której nie powinienem był użyć podczas sparingu.
Podniósł się. Powoli. W jego zwykle spokojnych oczach było już czyste niedowierzanie.
— Eren — odezwał się trener ostrzegawczo.
Zignorowałem go. Severyn zdążył tylko unieść ręce do obrony, kiedy znowu go zaatakowałem. Tym razem nie było już żadnej techniki. Była tylko furia. Czysta, gorąca, ślepa. Uderzałem, aż poczułem, jak jego blokada się łamie, aż usłyszałem cichy, stłumiony dźwięk bólu.
— EREN! — huknął trener. — Natychmiast przerywasz!
Dopiero wtedy się zatrzymałem. Stałem nad Severynem, ciężko oddychając, z pięściami wciąż zaciśniętymi, i dopiero teraz zauważyłem, że cała sala wpatruje się we mnie w kompletnej ciszy. Severyn klęczał na macie, trzymając się za bok, a w jego oczach było coś, czego nigdy wcześniej u niego nie widziałem. Strach.
Wyszedłem z sali bez słowa. Po drodze z całej siły walnąłem w worek treningowy, aż łańcuch zawył metalicznym dźwiękiem.
Nawet wtedy świat nie chciał zostawić mnie w spokoju. W korytarzu prowadzącym do szatni czekała Diana.
— Kael, prawda? — uśmiechnęła się słodko. — Porozmawiamy chwilę?
— Nie.
— No weź… — jej głos, który według niej miał brzmieć uroczo, tylko mnie bardziej wkurzył. — Bardzo chciałabym zbliżyć się do Ellie, ale ona mnie unika…
Nie miałem już ani odrobiny cierpliwości. Uderzyłem ją. Z taką siłą, że dziewczyna dosłownie wcisnęła się w ścianę. Nawet nie spojrzałem, czy wstaje. Po prostu wszedłem do szatni i zatrzasnąłem za sobą drzwi.
~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~
Kael
Stałem z boku sali i patrzyłem, nie odrywając wzroku ani na sekundę. Na początku jeszcze próbowałem sobie tłumaczyć, że Eren po prostu ma chujowy dzień, jest wściekły, chce się wyżyć, że Severyn pechowo stanął mu na drodze akurat wtedy, kiedy mój brat potrzebował kogoś, na kim mógłby się wyładować. Eren nigdy nie był delikatny. Wręcz przeciwnie — zawsze walczył ostro, precyzyjnie i bez zbędnej grzeczności. Lubił dominować. Lubił, kiedy przeciwnik szybko rozumiał, kto tu rządzi. Ale to, co działo się teraz na macie… To już nie był sparing.
Eren poruszał się zbyt szybko, ciężko. Zbyt… ostatecznie. Nie było w jego ruchach tej zwykłej, chłodnej kalkulacji. Była tylko czysta, gorąca, prawie ślepa agresja. Ciosy, które zadawał, nie miały na celu zdobycia punktu. Miały zadać ból. Złamać. Zniszczyć.
Severyn cofał się. Blokował. Unikał. Był zwinny i szybki — dokładnie taki, jakiego można się spodziewać po kimś z piątego pokolenia. Jednak z każdą sekundą w jego oczach rosło coraz większe zaskoczenie, a wreszcie coś, co bardzo przypominało strach.
Słyszałem, jak Selena obok mnie cicho wciąga powietrze. Raina stała z otwartymi ustami. Nawet trener napiął się wyraźnie. Stałem i czułem, jak coś zimnego i nieprzyjemnego schodzi mi powoli po kręgosłupie. Mój brat nie walczył, żeby wygrać. Walczył tak, jakby chciał Severyna po prostu zamordować.
~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~
Ellie
Wzięłam głęboki oddech, przymknęłam oczy na ułamek sekundy i dopiero wtedy, z Kaelem u boku, weszłam do gabinetu dyrektora. W środku już wszyscy czekali. Dyrektor za biurkiem, jego asystentka stojąca obok — oboje z klanu Azure. Eren niedbale oparty o ścianę, z kamienną miną. Diana i — najwyraźniej jej opiekunka z klanu Luna — dostojna, elegancko ubrana kobieta. Oraz trener urodzonych.
Szybko przyjrzałam się aurom. Wściekłość kobiety z klanu Luna i Diany była niemal namacalna. Eren – jak zawsze – szczelnie ukryty. Kael – zaciekawiony i lekko rozbawiony. Dyrektor i pozostałe wampiry z Azure po prostu czekały na moje słowa, jakby wcale nie planowali mieć własnego zdania w tej sprawie. Dobrze.
— Ellie, co tu robisz? — odezwała się zaskoczona Diana.
I wtedy Eren na ułamek sekundy się odsłonił. Wystarczająco, żebym poczuła chaos, który burzył się w nim pod powierzchnią. Podjęłam decyzję. Nie zamierzałam być sprawiedliwa. Nie tym razem. Przez całe życie to ja byłam niesprawiedliwie oceniana za każdym razem, gdy sprawa dotyczyła Diany. Nigdy więcej.
— Och, nie wiedziałaś? — odezwałam się spokojnie, z wyraźną dumą. — Eren należy do mnie.
Natychmiast przybrałam maskę. Stałam się chłodna. Wyniosła. Wyłączyłam emocje dokładnie tak, jak ćwiczyłam to już wiele razy. Spojrzałam na dyrektora z niecierpliwością.
— Możemy zaczynać?
— Oczywiście — odchrząknął. — Diana Vase z klanu Luna oskarża Erena Rosewooda z klanu Azure o przemoc fizyczną wobec niej.
Kobieta stojąca za Dianą nie wytrzymała.
— Nie tylko uderzył moją Dianę! — krzyknęła rozpaczliwie. — Rzucił nią o ścianę, jakby był w kompletnym szale!
Spojrzałam na nią chłodno.
— A pani to kto?
— Penelope Vase, szóste pokolenie, klan Luna — podała asystentka.
Odwróciłam się do Erena.
— Uderzyłeś Dianę?
Uniósł na mnie wzrok. Spokojny. Prawie obojętny.
— Tak.
Uśmiechnęłam się do dyrektora lodowato.
— Świetnie. Więc sprawa się potwierdziła. Możemy już iść?
Dyrektor już otwierał usta, żeby przytaknąć, ale Penelope nie dała mu dojść do słowa.
— Co?! — wybuchnęła. — Ten barbarzyńca uderzył moją Dianę! Żądam, żeby został ukarany! Powinien zostać wyrzucony ze szkoły, a przynajmniej zawieszony! A ty powinnaś przepraszać nas na kolanach!
Kael nie potrafił ukryć rozbawienia.
— Tym razem się powstrzymał i niczego jej nie złamał — rzucił lekko. — Powinnyście być za to wdzięczne.
Spojrzałam najpierw na dyrektora, potem na Penelope.
— Czy klan Luna nie ma własnych szkół? — zapytałam spokojnie. — Może najwyższy czas, żeby Diana zaczęła uczęszczać do jednej z nich.
— Co?! Nie bądź śmieszna! — pisnęła Diana.
Dyrektor uciął jej ostro.
— Panienko Aurelian, przepraszam za kłopot. Powinniśmy od razu rozwiązać sprawę w ten sposób i nie niepokoić panienki.
Uśmiechnęłam się do niego jeszcze chłodniej.
— Cieszę się, że doszliśmy do zadowalającego konsensusu. — Odwróciłam się do Erena i Kaela. — Idziemy.
Wyszliśmy. Kiedy minęliśmy zakręt korytarza, Eren gwałtownie przycisnął mnie do ściany.
— Dlaczego to zrobiłaś?!
Kael natychmiast próbował się między nas wepchnąć.
— Porąbało cię?
Potrząsnęłam głową.
— Kael, odpuść.
— Mam odpuścić? — syknął. — Dzisiaj podczas sparingu wyglądał, jakby chciał zabić Severyna!
Spojrzałam na Erena ostro.
— Co?
Eren odsunął się ode mnie.
— Nie ważne.
Jego aura pulsowała mrokiem tak mocno, że aż czułam to na skórze. Wpatrywałam się w niego uważnie, próbując przebić się przez tę ścianę, którą właśnie między nami postawił.
— Eren… porozmawiasz ze mną?
— Nie teraz.
Odwrócił się i odszedł korytarzem, nie oglądając się za siebie.
Kael stanął przy mnie i przyciągnął mnie do siebie. Oplotłam ramiona wokół jego pasa i wtuliłam twarz w jego ubranie.
— Wszystko w porządku? — zapytał cicho.
Przecząco potrząsnęłam głową. I nic nie powiedziałam.
