Rozdział 19 – Niechcący zostałam wampirzą księżniczką
by VickySojusz klanów
Ellie
Musiałam przyznać, że podobało mi się testowanie w praktyce moich zdolności aktorskich. Siedzenie na tronie, spokojne przyjmowanie spojrzeń, granie roli księżniczki, której wszystko się należy… miało w sobie coś uzależniającego. A jednak czułam się już zmęczona. Na szczęście Valerius nie oczekiwał, że zostanę zbyt długo.
Po jego słowach Severyn opadł na jedno kolano.
— Przysięgam posłuszeństwo klanowi Azure — powiedział wyraźnie. — Valeriusowi Aurelianowi… i panience Ellie Aurelian.
Jego aura była wyraźna. Niczego nie ukrywał. Był przestraszony — to czułam wyraźnie — ale jednocześnie zaintrygowany. Zaskoczony tym, jak bardzo podobało mu się, kiedy piłam jego krew. Nie zdziwiło mnie to. Nawet Selena nie mogła się doczekać na swoją kolej. Wyglądało na to, że picie krwi urodzonych wampirów, działa na nich w sposób, którego nikt się nie spodziewał.
Valerius ujął moją dłoń. Razem podeszliśmy do klęczącego chłopaka. Delikatnie uniósł moje palce i przyłożył je do szyi Severyna.
— Pozwól, że ci tym razem pomogę — szepnął.
Na bladej skórze chłopaka pojawił się srebrzysty, eteryczny wzór. Delikatny, prawie niewidoczny, a jednak wyraźnie obecny. Poczułam, jak magia łączy nas ze sobą — cienka, ale niepodważalna nić. Moc, dzięki której nie mógł mnie skrzywdzić. I jednocześnie… oznaczenie. Od tej chwili był moją własnością.
Valerius pochylił się jeszcze bliżej.
— Nie należy do klanu Azure — szepnął mi do ucha. — I nie możesz mu w pełni ufać.
Skinęłam głową.
Severyn nie wyglądał na zdenerwowanego. Raczej na kogoś pogodzonego z losem. A jednocześnie… sprawiał wrażenie, jakby właśnie znalazł się w miejscu, w którym faktycznie chciał być. Jego aura była spokojna, jasna i łatwa do odczytania.
Valerius uniósł wzrok i skinął w stronę sali.
— Kael.
Młodzieniec podszedł natychmiast. Uśmiechnął się do mnie promiennie, jakby właśnie dostał najlepszy prezent wieczoru.
— Nie ma potrzeby, żebyście tu dłużej zostawali — powiedział Valerius spokojnie. — Możesz zabrać Ellie.
Kael bez wahania wziął mnie za rękę. Jego dłoń była ciepła i pewna. Severyn wstał z kolan i, nie odzywając się ani słowem, wyszedł za nami z sali. We trójkę znaleźliśmy się na korytarzu. Ja – w srebrnej sukni i z nową, misternie zdobioną bransoletą na nadgarstku. Kael – dumny i zadowolony. A za nami – chłopak o krwi smakującej niczym deser, ze srebrnym wzorem na szyi, który od tej pory należał do mnie.
~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~
Kael
To było zbyt dobre, żeby było prawdziwe. Ellie bez najmniejszego oporu zgodziła się, żebyśmy poszli do mojego mieszkania. Ledwo przekroczyliśmy próg, a już zgarnęła z fotela top i legginsy, które kiedyś u mnie zostawiła, i zniknęła w łazience. Uśmiechnąłem się pod nosem. Byłem piekielnie ciekawy, jak Severyn zareaguje na „prawdziwą” Ellie — nie tę z tronu i w srebrnej sukni, tylko tę zwykłą, z roztrzepaną kitką i w domowych ciuchach. Byłem pewien, że się nie zawiodę. Zapowiadała się niezła zabawa.
Wskazałem mu miejsce na kanapie.
— Jestem Kael Rosewood.
— Severyn Nightingale — odparł cicho, melodyjnie.
Nie mogłem się już doczekać.
— Należysz do klanu Silverfox — powiedziałem, siadając naprzeciwko. — W jakie zwierzę potrafisz się zmieniać?
Chłopak wyglądał na lekko wytrąconego z równowagi. Był wyraźnie speszony. Zanim zdążył odpowiedzieć, drzwi łazienki się otworzyły. Ellie wyszła przebrana, z niechlujnie związaną kitką i w mojej za dużej bluzce narzuconej na top. Spojrzała na nas z ciekawością.
— Potrafisz zmienić się w jakieś zwierzę? — zapytała entuzjastycznie.
Severyn otworzył szeroko oczy. Patrzył na nią, jakby właśnie zobaczył zupełnie inną osobę. Przez chwilę milczał, a potem odezwał się tym samym cichym, melodyjnym głosem.
— Tak. Chcecie, żebym wam pokazał?
— No pewnie! — Ellie natychmiast usiadła obok mnie na kanapie, podciągając nogi pod siebie.
Wokół Severyna uniosła się srebrzysta, delikatna mgła. Po chwili na kanapie, dokładnie w miejscu, w którym przed chwilą znajdował się chłopak, siedział śnieżnobiały lis. Puszysty, z bystrymi, ciemnymi oczami i delikatnie drgającym ogonem.
— Wow — wydusiłem z siebie.
— Ale super! — Ellie pochyliła się do przodu, zachwycona.
Lis kręcił się niespokojnie na poduszkach i strzygł uszami, jakby był zawstydzony całą tą sytuacją.
Nagle rozległo się pukanie, a chwilę później drzwi do mieszkania otworzyły się bez czekania na odpowiedź.
— Słyszałam, że już wróciliście — rozległ się głos Seleny. Weszła do środka, a potem jej wzrok padł na białego lisa. — O, jaki uroczy! Skąd go macie?
Zanim ktokolwiek zdążył ją powstrzymać, podniosła lisa i posadziła sobie na kolanach. Zaczęła go drapać za uszami, jak psa. Lis natychmiast fuknął groźnie, odchylając uszy do tyłu.
Nie wytrzymałem. Wybuchnąłem śmiechem.
— Selena, lepiej go odłóż.
Spojrzała na mnie, a potem przeniosła wzrok na Ellie.
— Dlaczego?
— Po prostu go posłuchaj — powiedziała Ellie, starając się zachować powagę i kompletnie sobie z tym nie radząc.
Selena naburmuszyła się lekko, ale posłusznie odłożyła lisa na podłogę. W tej samej chwili srebrzysta mgła zawirowała ponownie i na dywanie stał już Severyn, wpatrzony w nią z wyraźnym wyrzutem.
Selena odskoczyła kompletnie zaskoczona.
— To Severyn, z klanu Silverfox — przedstawiłem go, wciąż nie mogąc przestać się uśmiechać. — Poznaj Selenę z klanu Luna.
Severyn kiwnął głową sztywno i natychmiast usiadł w fotelu, jak najdalej od niej to tylko możliwe. Ellie i ja wybuchnęliśmy śmiechem jednocześnie. Ona pochyliła się lekko w jego stronę, wciąż nie mogąc złapać tchu.
— Przepraszam — powiedziała przez śmiech — ale to zbyt zabawne.
Severyn uśmiechnął się do niej blado, nieśmiało. Wyglądało na to, że już zaczynał dostrzegać z kim ma do czynienia. Byłem pewien, że on również szybko ją polubi.
~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~
Eren
Bankiet, na który mnie – oczywiście – nie zaproszono. W teorii byli na nim moi rodzice, więc technicznie rzecz biorąc mogłem wejść razem z nimi. Ale byłem absolutnie pewien, że Valerius nie byłby tym faktem specjalnie zachwycony. A ja miałem już dość zbierania jego lodowatych spojrzeń na najbliższy miesiąc.
Miałem wreszcie trochę czasu tylko dla siebie. Powinienem się z tego cieszyć. Zawsze tak było. Od kiedy sięgam pamięcią wolałem ciszę, własny kąt i fakt, że nikt ode mnie niczego nie chciał. Tym razem jednak nie potrafiłem skupić się nawet na czytanym komiksie. Kartki przewijałem bezmyślnie, zastanawiając się, co ona teraz robi. Z kim. I dlaczego, do cholery, to mnie tak piekielnie obchodziło.
Kiedy uznałem, że upłynęło wystarczająco dużo czasu, żeby Ellie już znudziła się bankietem, wyciągnąłem telefon.
Eren: Przyjdziesz do mnie dzisiaj?
Odpowiedź przyszła po dłuższej chwili. Zdecydowanie zbyt długiej.
Ellie: Teraz nie mogę, jesteśmy u Kaela.
Ellie: Dołącz do nas, jeśli masz ochotę.
Kurwa.
Wiedziałem, że jeśli tam teraz pójdę, to… prawdopodobnie zrobię coś bardzo głupiego. Coś w stylu „przycisnę brata do ściany” albo „powiem coś, czego potem nie da się cofnąć”. A na to było zdecydowanie za wcześnie. Albo za późno. Zależnie od perspektywy.
Eren: Może później.
Przez chwilę wpatrywałem się w ekran, czekając. Na smutną minkę. Na „tęsknię”. Na cokolwiek, co dałoby mi choć odrobinę satysfakcji.
Ellie: Dobrze.
Totalnie niezadowalająca odpowiedź. Sucha. Spokojna. Jakby naprawdę było jej wszystko jedno.
Nie chciałem iść do mieszkania Kaela, ale byłem też pewien, że nie dam rady wysiedzieć w mieszkaniu i udawać, że wszystko jest w porządku. Dlatego zgarnąłem torbę sportową i zjechałem windą na sam dół, do sal treningowych. Spodziewałem się, że będzie tam pusto — w końcu praktycznie wszyscy mieszkańcy budynku uczestniczyli teraz w bankiecie Valeriusa. Zamiast tego zastałem dziewczynę o dość egzotycznej urodzie, która waliła pięściami w worek treningowy, jakby od tego zależało jej życie. I przeklinała przy tym jak marynarz po trzydniowej libacji.
Nie należała do klanu Azure. To było widać od razu. Przez chwilę rozważałem, czy się nie wycofać. Zostawić ją z jej frustracją i znaleźć sobie inny sposób na wygaszenie własnej, ale kurde, sam też potrzebowałem się teraz wyżyć. I najwyraźniej nie byłem dziś jedyny.
Przebrałem się i wszedłem na salę, zaczynając szybką rozgrzewkę. Dziewczyna odwróciła ku mnie wzrok i spojrzała na mnie przeciągle, jakby właśnie zobaczyła coś szczególnie obrzydliwego.
— Co tu robisz? — warknęła. — Piesek księżniczki — syknęła jeszcze obraźliwiej. — Zamierzasz jeszcze bardziej zmieszać mnie z błotem?
No to by było na tyle, jeżeli chodzi o ignorowanie się nawzajem.
— Wybacz — odparłem chłodno — ale widzę cię po raz pierwszy.
Spojrzała na mnie z czystą, nieskrywaną wściekłością.
— Nie kłam! Nie wiem, w co grasz, ale wystarczy mi już na dzisiaj upokorzeń.
Poczułem coś pomiędzy irytacją a rozbawieniem. Uniosłem brew.
— Wyjaśnisz mi, co masz na myśli?
— Jesteś jeszcze większym kretynem, niż sądziłam! — wybuchnęła. — Na bankiecie byłeś taki zadowolony z siebie, kiedy zostałam odrzucona! „Co za ulga, że nie będę cię musiał zbyt często oglądać”, „wygląda na to, że nawet twoja krew jest obrzydliwa”… A teraz co? Przyszedłeś się tu dalej napawać? Skurwiel!
Uśmiechnąłem się. To… brzmiało jak wyjątkowo pewny siebie Kael, który dostał dokładnie to, czego chciał. Klasyczny obraz mojego brata. Kiedy jest w dobrym humorze, potrafi być naprawdę jadowity.
— Nie było mnie na bankiecie — powiedziałem spokojnie.
— Po co mi ściemniasz?
Wzruszyłem ramionami i wróciłem do treningu. Zacząłem serię ciosów w drugi worek, udając, że rozmowa mnie nie interesuje.
Ona jednak nie odpuściła. Podeszła bliżej.
— Hej. Czemu mnie ignorujesz?
— Bo nie mam ci nic więcej do powiedzenia.
Westchnęła ciężko. W jej głosie pojawiło się coś załamanego.
— To przez tego cholernego lisa! Oczarowała ją jego ładna buźka i dlatego go wybrała.
Nagle zainteresowałem się naprawdę.
— Jakiego lisa?
— Nie udawaj Greka — syknęła zirytowana. — Przecież też tam byłeś.
Odwróciłem się do niej w pełni.
— Nie. Serio. Nie uczestniczyłem w bankiecie. Pozwól, że się przedstawię, Eren Rosewood, szóste pokolenie, klan Azure. Zapewne poznałaś mojego brata bliźniaka, Kaela.
Dziewczyna zamarła. Przez chwilę patrzyła na mnie szeroko otwartymi oczami, zupełnie zaskoczona. Potem jednak szybko odzyskała rezon, wyprostowała się i uniosła brodę.
— Och. Słyszałam o was. Wybacz mi, w ogóle nie przyszło mi do głowy, że… mniejsza z tym. Raina Westwood, szóste pokolenie, klan Panteon.
Nie kryłem zaciekawienia.
— Opowiedz mi, co się wydarzyło na bankiecie.
Westchnęła ciężko i przetarła dłonią czoło.
— Aurelianowie odrzucili sojusz z klanem Panteon. Wybrali klan Silverfox… a ona naznaczyła ich zakładnika swoją magią. Piła jego krew na oczach wszystkich, a teraz lis jest jej własnością.
Poczułem, jak coś zimnego i ostrego zaciska mi się w żołądku. Lis. Silverfox. Naznaczony. Jej własność. No pięknie. Naprawdę, zajebiście.
~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~
Eren
Miałem pewność, że to będzie ciekawe. Wszedłem do mieszkania brata, a za mną, jak cień, wsunęła się Raina. Spodziewałem się… nie wiem, normalnego wieczoru? Ciszy? Może nawet tego, że Ellie będzie sama albo przynajmniej nie będzie wyglądała jak ktoś, kto właśnie wygrał w życiu. Zamiast tego zastałem ich wszystkich siedzących na podłodze przy stoliku kawowym i z podejrzanym entuzjazmem grających w karty.
Ellie podniosła wzrok. I uśmiechnęła się. Radośnie. Tak zwyczajnie, szczerze, jakby naprawdę się cieszyła, że mnie widzi. Na ułamek sekundy coś we mnie zmiękło. Głupio. Niebezpiecznie. Potem jednak dostrzegłem resztę obrazka. Siedziała między Kaelem a jakimś nieznajomym, wyjątkowo atrakcyjnym chłopakiem. Jasne włosy, delikatne rysy, eteryczna uroda. I — co najgorsze — na jego szyi wyraźnie pulsowały srebrzyste linie. Jej magia.
Na samą myśl, że piła jego krew, opanowała mnie zimna, ostra furia. Taka, która zaciska się wokół gardła i każe milczeć, żeby przypadkiem nie zrobić czegoś naprawdę głupiego.
Kael poderwał się na nogi. Jego wzrok natychmiast wylądował za moimi plecami, a wyraz twarzy zrobił się wyraźnie wrogi.
— Co ona tu robi?!
Uśmiechnąłem się. Najpiękniejszym, najbardziej udawanym uśmiechem, na jaki było mnie w tej chwili stać.
— Zaprosiłem ją. Masz z tym problem?
Ellie zareagowała szybciej niż on. Chwyciła Kaela za rękę i zdecydowanym, choć łagodnym ruchem zmusiła go, żeby z powrotem usiadł. Potem uniosła wzrok na Rainę.
— Raina, prawda? — odezwała się zupełnie pogodnie. — Przyłączysz się do nas?
Stałem w progu, wpatrzony w tę całą sielankową scenkę. Naprawdę, kurwa, świetnie się składa.
~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~
Ellie
Zastanawiałam się, dlaczego Kael tak bardzo nie lubi Rainy. Bo ewidentnie jej nie lubił. Nawet na Selenę patrzył kiedyś z większą obojętnością. W stosunku do tej dziewczyny był po prostu wrogi — otwarcie, bez żadnej próby ukrycia swoich uczuć.
Jeszcze bardziej niepokoił mnie jednak Eren. Był zdecydowanie bardziej ponury niż zwykle. Bardziej skryty. Kiedy weszli, nie usiadł obok mnie. Wybrał miejsce po przeciwnej stronie stolika, jakby chciał mieć mnie na oku, a jednocześnie trzymać dystans.
Od chwili, gdy pojawili się w drzwiach, atmosfera totalnie się popsuła. Raina i Kael przy każdej możliwej okazji wymieniali się kąśliwymi uwagami. Eren patrzył na wszystkich wrogo. Selena i Severyn milczeli, wyraźnie zaniepokojeni, tylko obserwując, jak sytuacja się zaostrza. Byłam aż nazbyt świadoma wszystkiego, co działo się wokół. Dlatego wstałam.
— Przygotuję coś do jedzenia — powiedziałam spokojnie. — Selena, przyniesiesz napoje?
Selena od razu odczytała nastrój.
— Jasne.
Przyjęłam z ulgą, że jak zawsze mogę na nią liczyć. Raina i Severyn spojrzeli na mnie, jakbym właśnie ogłosiła coś zupełnie absurdalnego, ale nie przejęłam się tym. Po prostu zniknęłam w kuchni. Często gotowałam dla Kaela, więc wszystko miałam pod ręką. Szybko sprawdziłam, co jest w lodówce i szafkach, i postanowiłam, że tym razem zrobię coś prostego i szybkiego.
Po chwili w kuchni pojawił się Eren. Stanął w progu, opierając ramię o framugę. Jego głos, kiedy się odezwał, był całkowicie pozbawiony emocji.
— Jak często gotujesz dla Kaela?
Uśmiechnęłam się, jeszcze nie do końca świadoma jego nastroju.
— Zdarza mi się.
— Zdarza ci się… — powtórzył powoli.
Dopiero wtedy przeniosłam na niego wzrok. Zmniejszyłam gaz pod patelnią i podeszłam bliżej. Oplotłam dłońmi jego biceps i przytuliłam głowę do ramienia.
— Coś się stało?
Eren przez chwilę walczył sam ze sobą. Czułam to wyraźnie.
— Nie.
Spojrzałam na niego uważniej.
— Jesteś zazdrosny?
Tym razem odpowiedział szczerze.
— Tak.
Wpatrywałam się w niego przez dłuższą chwilę, ważąc słowa.
— Skoro sytuacja z Seleną już nie stanowi problemu… to może powiedzmy wszystkim oficjalnie, że jesteśmy razem?
Eren zareagował natychmiast. W jego oczach pojawił się cień prawdziwego przerażenia.
— To… nie jest dobry pomysł.
— Nie chcesz ściągać na siebie uwagi? — zapytałam zmartwiona.
Westchnął ciężko.
— Nie chodzi o samą uwagę… Taka rewelacja rozpętałaby prawdziwą burzę.
— Więc czego byś chciał?
Zamiast odpowiedzieć od razu, przyciągnął mnie do siebie i oplótł ramionami. Mocno. Zaborczo. Schował twarz w moich włosach.
— Mieć cię tylko dla siebie — mruknął cicho. — Ale wiem, że to nie jest realne.
~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~
Kael
Nienawidziłem klanu Panteon. I byłem piekielnie niezadowolony, że Eren przywlekł tu tę dziewczynę. Jakby sytuacja i tak nie była wystarczająco napięta. A jednak… z każdą minutą bawiłem się coraz lepiej.
Usiedliśmy przy dużym stole. Ellie przyniosła kurczaka z warzywami i ryżem — ładnie podanego, pachnącego, jakby właśnie wyszedł z jakiejś restauracji, a nie z mojej kuchni. Z rozbawieniem obserwowałem miny Rainy i Severyna. Oboje wyraźnie nie spodziewali się, że księżniczka klanu Azure nie tylko ugotuje, ale jeszcze osobiście wszystkim rozda talerze. Raina wzięła pierwszy kęs i szeroko otworzyła oczy.
— To jest pyszne! — wyrwało jej się totalnie zaskoczonej.
Selena skinęła głową z wyraźną dumą w głosie, jakby skill Ellie był jej prywatnym osiągnięciem.
— Ellie świetnie gotuje.
Ellie usiadła w rogu stołu z łagodnym, ciepłym uśmiechem. Wyglądała na zadowoloną. Spokojną. Jakby zupełnie już zapomniała o całym tym wcześniejszym napięciu. Eren patrzył na mnie znad swojej porcji. Wrogo. Jakby chciał rozszarpać mnie na kawałki. I wtedy do mnie dotarło. Chodziło mu o to, że gotowała dla mnie. Dla mnie, nie dla niego. Uśmiechnąłem się szerzej, bezwstydnie szczęśliwy. Byłem pewien, że Ellie też jest zadowolona. Bo na żadnym z talerzy nie zostało nawet ziarnko ryżu.
~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~
Eren
Stałem pod prysznicem i byłem wkurzony. Znowu. Kolejna noc, której nie spędzę z nią sam na sam. Kolejny wieczór, którego muszę dzielić powietrze, przestrzeń i jej uwagę z innymi. Jakby sama obecność Kaela, Seleny, a teraz jeszcze tego lisa i wściekłej wojowniczki z Panteonu nie wystarczyła.
Głos odezwał się nagle, niski i aksamitny, jak zawsze wtedy, kiedy byłem najbardziej rozdrażniony.
„Możesz mieć ją tylko dla siebie.”
— Zamknij się — warknąłem pod strumieniem wody.
„Valerius ją zniszczy. Odbierze jej wszystkie emocje. Być może nawet usunie cię z jej pamięci.”
Wziąłem głęboki oddech. Woda spływała mi po twarzy, a ja zaciskałem zęby tak mocno, że bolały mnie szczęki. Ignorowanie głosu stawało się coraz trudniejsze. Słowa były coraz bardziej kuszące.
Wyszedłem z łazienki, z biodrami owiniętymi ręcznikiem. Przystanąłem zaskoczony. Ellie czekała na mnie. Miała na sobie moją bluzkę — tę, którą wcześniej przyniosłem jej ze swojego mieszkania. Była na nią za duża, sięgała jej prawie do połowy ud, z rękawami, które musiała podwinąć. Włosy miała jeszcze lekko wilgotne, a na twarzy spokojny, łagodny wyraz.
Severyn spał na kanapie, zwinięty pod kocem. Selena zabrała Rainę do siebie na noc. A Kael… Kael na chwilę wyszedł. Nie zamierzałem przepuścić okazji. Podeszłem do niej bez słowa. Przyciągnąłem do siebie jednym, zdecydowanym ruchem i uniosłem. Ellie tylko cicho westchnęła, kiedy wziąłem ją na ręce. Zaniosłem ją do łóżka, usiadłem na brzegu i posadziłem ją sobie na kolanach, twarzą do siebie. Pocałowałem ją. Głęboko. Namiętnie. Bez żadnych delikatnych wstępów. Ona natychmiast odwzajemniła mój pocałunek, wplotła palce w moje wilgotne włosy i przycisnęła się bliżej, jakby też na to czekała. Jej uda zacisnęły się po obu stronach moich bioder, a ja poczułem, jak wszystko we mnie napina się i rozpala jednocześnie.
Tak było dobrze. Lepiej niż dobrze. Mogłoby tak zostać. Moglibyśmy po prostu przenieść się do mojego mieszkania i zamknąć drzwi na klucz. Albo Kael mógłby nie wracać. Albo… Ugryzłem lekko jej dolną wargę i poczułem, jak drży w moich ramionach. Cholera. Naprawdę, naprawdę nie chciałem się nią z nikim dzielić.
~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~
Ellie
Wstałam wcześnie. Ostrożnie wyplątałam się z ramion Erena, starając się nie zrobić żadnego gwałtownego ruchu. On i Kael spali jeszcze głęboko — jeden po jednej, drugi po drugiej stronie łóżka. Nie chciałam ich budzić. W kuchni zaczęłam przygotowywać śniadanie. Woda na herbatę, jajka, tosty, trochę owoców. Zwykłe, domowe czynności, które zawsze mnie uspokajały.
Kiedy odwróciłam się w stronę salonu, zobaczyłam, że leżący na kanapie Severyn ma już otwarte oczy. Patrzył na mnie w milczeniu.
Uśmiechnęłam się.
— Cześć. Przepraszam, jeśli cię obudziłam. Dzisiaj pewnie dostaniesz własne mieszkanie. W lodówce jest krew, jeżeli potrzebujesz.
Severyn zmarszczył lekko brwi. Jego spojrzenie sprawiało wrażenie, jakby kompletnie niczego nie rozumiał.
— Czemu to robisz?
Zatrzymałam się w pół ruchu.
— Co masz na myśli?
Sięgnęłam delikatnie do jego aury. Był zmieszany. Wyraźnie czegoś się obawiał. Jakby spodziewał się zupełnie innej reakcji i teraz nie wiedział, jak się odnaleźć w rzeczywistości.
— Czemu traktujesz mnie jak członka klanu, a nie zakładnika? — Wyrzucił z siebie w końcu. — Czemu wszystkim usługujesz, kiedy to oni powinni usługiwać tobie?
— Och — wydusiłam z siebie, lekko zaskoczona.
W salonie pojawił się Kael. Wciąż zaspany, przecierał oczy jedną ręką, a drugą poprawiał rozczochrane włosy.
— Przyzwyczaisz się — stwierdził przez ziewnięcie.
Severyn spojrzał na niego poważnie.
— Gdyby sytuacja była odwrotna i to ty trafiłbyś do klanu Silverfox, siedziałbyś w celi.
Kael parsknął śmiechem.
— Klan Azure zawsze był bardziej cywilizowany. Poza tym jesteś tu w konkretnym celu. — Spojrzał na mnie z boku i wyszczerzył zęby w szerokim uśmiechu. — Ellie potrzebuje naszej krwi. To, że przy okazji jest sympatyczna, tylko sprawia, że tym chętniej chcemy jej ją oddawać.
Poczułam, jak robi mi się gorąco. Zawstydzona odwróciłam wzrok, udając, że skupiam się na jajecznicy. Severyn milczał przez chwilę. Potem jego aura wyraźnie się uspokoiła. Wpatrywał się we mnie… jak w tęczę. Miękko. Zaskoczonym, prawie wdzięcznym wzrokiem.
Zakłopotana sięgnęłam po telefon i napisałam do Seleny szybkiego SMSa.
Ellie: Jeśli macie ochotę, zapraszam ciebie i Rainę na śniadanie.
Wysłałam wiadomość i odetchnęłam głębiej. Przynajmniej na razie atmosfera w mieszkaniu zrobiła się odrobinę lżejsza.
