Rozdział 10 – Niechcący zostałam wampirzą księżniczką
by VickyTo, co kryje się pod maską
Ellie
Humor odrobinę mi się poprawił, kiedy dostałam od Erena smsa z pytaniem, czy nie chciałabym z nim wyjść po zajęciach. Odpisałam, że umówiłam się z Ariadną w bibliotece, ale może mnie stamtąd odebrać, jeśli chce. Zgodził się niemal od razu.
Siedziałam z Ariadną przy stole w bibliotece, kiedy nagle obok nas pojawił się Eren, przywitał się i usiadł na przeciwko nas. Ariadna uniosła wzrok i uśmiechnęła się szeroko.
— Już prawie skończyłyśmy, zaraz ci ją oddam, Kael. — Ariadna wciąż była zadowolona, że poprosiłam ją o korepetycje. Postanowiłam, że nie ma sensu wyprowadzać jej z błędu i mówić, że to Eren, a nie Kael się do nas przysiadł.
Eren nawet nie mrugnął. Nie poprawił jej. Zachowywał się, jakby był do tego przyzwyczajony i zupełnie mu to nie przeszkadzało. Spojrzał na mnie krótko, a w kącikach jego ust pojawił się ledwie zauważalny uśmiech.
Skupiłam się na jego aurze. Była mroczna. Gęsta. Głęboka. Ale wcale nie odpychająca — wręcz przeciwnie. Przypominała aksamit. Ciemny, miękki, kuszący. Kiedy jednak spróbowałam zajrzeć głębiej, natrafiłam na opór. Jakby ktoś otoczył ją niewidzialną, twardą barierą. Nic nie mogłam z niej wyciągnąć. Ani emocji, ani myśli, ani oczekiwań.
Poczułam lekkie zaskoczenie. Podczas walki z Kaelem udało mi się uchwycić znacznie więcej. Znaczyło to, że bariera nie jest nie do sforsowania. Postanowiłam spróbować ponownie później — wtedy, kiedy będzie skupiony na czymś innym i mniej się będzie kontrolował.
Kilka minut później spakowałyśmy się. Ariadna pożegnała się z nami, wciąż przekonana, że rozmawia z Kaelem, a my wyszliśmy na zewnątrz.
Parking przed Akademią był już prawie pusty. Rozejrzałam się, spodziewając się zobaczyć samochód, podobny do tego, którym zwykle jeździł Kael… i zamarłam. Eren podszedł do czarnego motocykla. Spojrzałam na niego z szeroko otwartymi oczami, a potem z powrotem na maszynę. Serce zabiło mi mocniej — nie ze strachu. Z czystej, przyjemnej ekscytacji.
— Jest… twój? — zapytałam, nie potrafiąc ukryć uśmiechu.
Eren uniósł brew, a w jego oczach pojawił się błysk rozbawienia.
— A czego się spodziewałaś?
Nie odpowiedziałam. Po prostu podeszłam bliżej, czując, jak w mojej piersi rozlewa się lekkie, ekscytujące napięcie. Wyglądało na to, że ten dzień robił się coraz ciekawszy.
~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~
Eren
Wciąż byłem zbyt nabuzowany po turnieju, żeby dobrze nad sobą panować. Starałem się. Naprawdę. Przez całą drogę powtarzałem sobie, że nie będę nachalny, dam jej przestrzeń, że nie zachowam się jak jakiś głodny idiota. Problem polegał na tym, że po jeździe motocyklem — kiedy przez dłuższy czas czułem jej ciało przyciśnięte do moich pleców — moja samokontrola była na wyczerpaniu.
Szliśmy wąską uliczką starego miasta, a moje dłonie co chwilę wędrowały w jej stronę. Muskałem jej talię, kiedy omijaliśmy przechodniów. Szedłem za blisko. Raz prawie złapałem ją za nadgarstek, zanim w ostatniej chwili się powstrzymałem.
Brawo, Eren. Naprawdę ogarnięty jesteś.
A potem Ellie po prostu wzięła mnie za rękę. Bez komentarza. Bez wahania. Po prostu splotła swoje palce z moimi, jakby to było najnaturalniejsze zachowanie na świecie. Poczułem coś niebezpiecznie bliskiego euforii.
Kurwa. Jestem żałosny.
Zabrałem ją do małej, ludzkiej kawiarni na starym mieście. Żadnych wampirów, żadnych znajomych z klanu, żadnego ryzyka, że ktoś nas rozpozna. Pamiętałem, że lubi słodycze, więc zamówiłem jej coś absurdalnie czekoladowego, a sobie czarną kawę. Siedzieliśmy przy oknie, rozmawialiśmy… i było dobrze. Za dobrze. Żartowaliśmy jak w lunaparku. Ona się śmiała, a ja miałem wrażenie, że ktoś właśnie podał mi coś silniejszego niż krew.
Wtedy w moje zadowolenie wdarł się obcy głos.
— Jak śmiesz się tu pokazywać.
Obejrzałem się powoli. Nad naszym stolikiem stała dziewczyna. Odrobinę młodsza od Ellie, podobna do niej rysami, ale wyraźnie mniej… wszystko. Mniej ładna, mniej wyrazista, mniej interesująca. Za jej plecami majaczył wysoki, dobrze zbudowany brunet z miną kogoś, kto właśnie znalazł powód, żeby się bić.
Ellie obok mnie stężała. Poczułem, jak coś we mnie natychmiast się napręża. Wystarczyłaby sekunda. Jedna. Skręciłbym jej kark, zanim brunet zdążyłby mrugnąć. Łatwe. Czyste. Satysfakcjonujące.
Wziąłem głęboki oddech i zacisnąłem dłonie na kolanach tak mocno, że aż zabolały mnie knykcie. Valerius nie byłby zachwycony, gdybym zabił kogoś na środku ludzkiej kawiarni bez wyraźnego powodu. A ja, niestety, wciąż miałem odrobinę instynktu samozachowawczego.
Problem polegał na tym, że ktoś właśnie sprawił, że Ellie poczuła dyskomfort. A to, do cholery, było powodem wystarczającym.
~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~
Ellie
Uniosłam wzrok, by napotkać wściekłe spojrzenie Diany. Jakim cudem nawet tutaj udało mi się ją spotkać?! Stała wpatrując się we mnie z nienawiścią, z Julianem za plecami. W ustach poczułam nieprzyjemny, gorzki posmak. Julian — chłopak, z którym przez prawie dwa miesiące umawiałam się w ostatniej klasie liceum… dopóki nie przyprowadziłam go do domu i… nie poznał Diany.
Rzuciłam Erenowi ukradkowe spojrzenie i przeraził mnie chłód malujący się na jego twarzy.
— To twoja wina! — krzyknęła Diana. — Jak śmiałaś to zrobić mnie i mamie?!
Uniosła rękę i zamachnęła się, żeby mnie uderzyć. Eren zareagował błyskawicznie. Myślałam, że po prostu powstrzyma uderzenie, ale on posunął się zdecydowanie dalej. Wykręcił rękę dziewczyny pod nienaturalnym kątem, aż pękła kość. Kiedy ją puścił, Diana opadła na kolana. Wrzeszczała jak dzika.
— Eren… — zabrakło mi słów.
— Nie martw się — odezwał się chłodno. — Zaraz znajdę kogoś, kto zajmie się sprzątaniem bałaganu.
Wpatrywałam się w niego przerażona. On złamał jej rękę. Jak gdyby nigdy nic.
Julian opadł na kolana obok Diany, krzycząc, żeby ktoś wezwał karetkę, policję, kogokolwiek. Nikt się jednak nie ruszył. Wszyscy wokół zamarli, niczym marmurowe posągi. Ludzie siedzieli przy stolikach z filiżankami w dłoniach, wpatrując się przed siebie pustym wzrokiem. Jakby ktoś nagle wyciął ruch z całego świata.
Do kawiarni wszedł elegancko ubrany mężczyzna. Wysoki, w ciemnym płaszczu, z chłodnym, opanowanym wyrazem twarzy. Od razu wyczułam jego krew. Był jednym z nas. Skinął Erenowi głową z wyraźnym szacunkiem.
— Posprzątaj po mnie — rozkazał Eren spokojnie. — Ale ona — wskazał brodą na Dianę — ma pamiętać, żeby nie zbliżać się do Ellie.
Mężczyzna pochylił lekko głowę.
— Jak sobie życzysz.
Eren odwrócił się do wciąż roztrzęsionej Diany. Jego głos był niski, prawie obojętny, a przez to jeszcze bardziej przerażający.
— Następnym razem połamię ci też obie nogi. A jeżeli będziesz za długo na nią patrzyła… to wydłubię ci również oczy.
Diana szlochała, tuląc złamaną rękę do piersi. Julian coś bełkotał, ale nikt go nie słuchał.
Eren położył mi dłoń na talii i delikatnie, ale stanowczo poprowadził mnie w stronę wyjścia. Wyszłam za nim jak we śnie. Nogi miałam miękkie, a w mojej głowie panował absolutny chaos. Nie potrafiłam ogarnąć rozumem tego, co się przed chwilą wydarzyło. Eren złamał jej rękę. Publicznie. Bez wahania. A potem spokojnie kazał komuś posprzątać bałagan.
I najważniejsze… Zrobił to ze względu na mnie.
~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~
Eren
Oczywiście, że znowu skończyłem „na dywaniku” u Valeriusa. Ledwo wszedł do pomieszczenia, jego moc uderzyła we mnie z taką siłą, że poleciałem w tył, uderzając plecami o ścianę. Odetchnąłem ostro, ale nie byłem nawet odrobinę zdziwiony. Typowe.
No dalej. Uświadom mnie, o co tak naprawdę się gniewasz.
Valerius stanął przede mną, srebrzyste oczy miał zimne jak lód.
— Co robiłeś sam na sam z moją córką i gdzie był wtedy Kael? — spytał chłodno.
Bingo. Otarłem kciukiem kącik ust i uniosłem wzrok.
— Ochronię Ellie lepiej niż Kael — odparłem. — Od początku to wiedziałeś.
Valerius uniósł lekko brew. W jego spojrzeniu pojawiło się coś niebezpiecznie zbliżonego do ciekawości.
— Czyżbyś żałował swojej decyzji?
— Każdego dnia.
— Powód?
Wiedziałem, że wcale nie muszę odpowiadać. Już mnie skanował. Czułem jego moc, jak przesuwa się po moich myślach, szukając pęknięć. Zamiast się bronić, zrobiłem coś przeciwnego. Świadomie osłabiłem swoje naturalne bariery. Odsłoniłem się tak bardzo, jak tylko potrafiłem.
Valerius zamarł na ułamek sekundy.
— Och — powiedział cicho. — Jest twoją naturalną partnerką. Ciekawe. I piekielnie zabawne… po tym, jak odrzuciłeś swoją szansę.
Wiedziałem, że oszaleję, jeżeli niczego nie zrobie. Postawiłem wszystko na jedną kartę. Powoli, bez odrywania wzroku od jego twarzy, opadłem na jedno kolano. Nie miałem pojęcia, co zaraz zdecyduje. Mógł mnie zniszczyć. Mógł mnie odesłać. Mógł zrobić cokolwiek.
Valerius przyglądał mi się długo. Bardzo długo.
— Czy to obustronne?
— Nie — odpowiedziałem szczerze. — Tylko ja to czuję.
Przez chwilę panowała cisza. Potem Valerius skinął lekko głową, jakbym właśnie potwierdził coś, o czym i tak wiedział.
— Doceniam, że nie próbujesz kłamać — powiedział spokojnie. — Na co liczysz?
Wziąłem głęboki oddech.
— Chcę ją chronić. Być blisko niej. Karmić ją swoją krwią, kiedy będzie tego potrzebowała.
Valerius milczał przez kilka sekund, które ciągnęły się w nieskończoność. W końcu odchylił się lekko i splótł dłonie za plecami.
— Pomyślę nad tym.
Poczułem, jak w moim wnętrzu pojawia się coś niebezpiecznie podobnego do nadziei.
— I Eren… — dodał, zanim zdążyłem się podnieść. — Nie twierdzę, że źle zrobiłeś. Ale nie powinieneś był robić tego na oczach Ellie. Dlatego to właśnie Kael jest w tym momencie odpowiedniejszym wyborem. Znacznie lepiej nad sobą panuje.
Słowa uderzyły mocniej, niż powinienem był do siebie dopuścić. Skinąłem głową, nie odzywając się. Wstałem powoli, czując, jak napięcie wciąż drży mi pod skórą. Valerius już odwrócił się do biurka, dając jasno do zrozumienia, że rozmowa jest skończona. Opuściłem jego gabinet w ciszy. Nie byłem pewien, czy właśnie coś zyskałem… czy straciłem jeszcze więcej.
~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~
Ellie
Siedziałam skulona na łóżku, tuląc kolana do piersi. Wciąż widziałam tę scenę. Dianę z uniesioną ręką. Erena, który zareagował szybciej, niż zdążyłam mrugnąć. Dźwięk pękającej kości. Krzyk. A potem jego spokojny, lodowaty głos, kiedy rozkazywał komuś posprzątać bałagan.
Rozum podpowiadał mi, że powinnam się bać. To, co zrobił, było zbyt łatwe. Zbyt naturalne. Ktoś, kto potrafi złamać drugiej osobie rękę bez mrugnięcia okiem, jest niebezpieczny. Jednak instynkt… instynkt mówił coś zupełnie innego.
Eren stanął w mojej obronie. Błyskawicznie. Bez wahania. Bez zadawania pytań.
Nikt nigdy tego dla mnie nie zrobił. Szczególnie przeciwko Dianie. Zawsze, kiedy coś się działo, to ja musiałam się tłumaczyć. To mnie pytano, co zrobiłam nie tak. To mnie oceniano. A on… on nawet nie spojrzał w moją stronę z pytaniem w oczach. Po prostu od razu, automatycznie, stanął po mojej stronie.
Poczułam, jak coś ciepłego i bolesnego jednocześnie zaciska mi się w piersi. Sięgnęłam po telefon. Przez dłuższą chwilę wpatrywałam się w pustą rozmowę, zanim wreszcie do niego napisałam.
Ellie: Dziękuję, że mnie obroniłeś.
Wysłałam wiadomość i zaczęłam czekać. Minuta. Dwie. Pięć. Odpowiedź nie przychodziła.
Zanim zdążyłam poczuć niepokój, usłyszałam pukanie do drzwi.
— Ellie? — rozległ się spokojny głos Valeriusa. — Wszystko w porządku?
— Tak — odparłam szybko, prostując się na łóżku.
Drzwi uchyliły się i Valerius wszedł do środka. Stanął przy framudze, przyglądając mi się uważnie swoimi srebrzystymi oczami.
— Chcesz, żebym zakazał Erenowi zbliżania się do ciebie?
Reakcja wyrwała mi się, zanim zdążyłam ją pohamować.
— Nie!
Valerius przyjrzał mi się uważnie. Poczułam, jak robi mi się gorąco z zażenowania.
— On… jest w porządku — dodałam ciszej, już bardziej opanowanym głosem. — Lubię go.
Wampir przez chwilę milczał.
— Potrzebowałaś, żeby ktoś stanął w twojej obronie? — zapytał spokojnie, prawie delikatnie.
Opuściłam wzrok na własne dłonie.
— Tak — wyszeptałam.
Cisza, która zapadła potem, nie była ciężka. Raczej… uważna. Jakby Valerius ważył coś bardzo dokładnie. W końcu skinął lekko głową.
— Rozumiem.
Nie powiedział nic więcej. Po prostu odwrócił się i wyszedł, zamykając za sobą drzwi. Zostałam sama, z telefonem w dłoni i wciąż nieodczytaną wiadomością. Całą sobą pragnęłam, żeby Eren do mnie napisał.
~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~
Eren
Wpatrywałem się w wiadomość, czytając ją po raz setny.
Ellie: Dziękuję, że mnie obroniłeś.
Wciąż nie do końca pojmowałem jej sens. Dziękuje? Za złamanie ręki jej siostrze na środku ludzkiej kawiarni? Za to, że prawie straciłem nad sobą panowanie? Zanim zdążyłem się nad tym dłużej zastanowić, na ekranie pojawiła się kolejna wiadomość. Tym razem od Valeriusa.
Valerius: Możesz widywać się z Ellie… pod warunkiem, że ona wyrazi taką chęć.
Przymknąłem oczy. Ja pierdolę. Czy ona w ogóle miała jakieś rysy? Była zdecydowanie zbyt idealna.
Wiedziałem, że nie mogę jak gdyby nigdy nic wpaść do mieszkania Valeriusa. Ale po prostu… musiałem ją zobaczyć.
Napisałem szybko, zanim zdążyłem się rozmyślić.
Eren: Mieszkanie 47, 4 piętro, jeśli masz ochotę mnie odwiedzić…
Odpowiedź przyszła niemal natychmiast.
Ellie: Będę.
Wyglądało to tak, jakby siedziała z telefonem w dłoni i tylko czekała, aż do niej napiszę.
Kilka minut później usłyszałem delikatne pukanie. Poderwałem się z kanapy tak gwałtownie, że prawie przewróciłem stolik. Otworzyłem drzwi i… naprawdę tam stała. Nie mogłem uwierzyć.
Wpuściłem ją do środka, starając się wyglądać na bardziej ogarniętego, niż się czułem. Podałem jej rękę i posadziłem na kanapie.
— Wszystko w porządku? — zapytałem, siadając obok.
— Tak — odparła cicho.
I wtedy zrobiła coś, czego się nie spodziewałem. Natychmiast się do mnie przysunęła. Położyła głowę na moim ramieniu, jakby to było najoczywistsze miejsce na świecie. Jej włosy musnęły mi szyję, a ja poczułem, jak coś w mojej piersi niebezpiecznie mięknie.
— Dziękuję — wyszeptała. — Naprawdę.
Przyglądałem się jej w milczeniu. Dopiero po chwili zauważyłem, że jest zmęczona zdecydowanie bardziej, niż powinna. Cienie pod oczami, lekko spowolnione ruchy, aura trochę przygaszona.
— Kiedy ostatnio piłaś krew? — zapytałem.
— Nie wiem… w szkole?
Wydobyłem z siebie cichy, niezadowolony pomruk.
— To zdecydowanie zbyt dawno. Powinnaś traktować to jak posiłki. Minimum trzy razy dziennie.
Ellie posłusznie kiwnęła głową, ale nawet nie drgnęła. Siedziała przytulona, jakby nie miała zamiaru stąd wstawać. Kiedy spróbowałem się podnieść, żeby przynieść jej krew z lodówki, złapała mnie za rękaw. Zamarłem.
Dopiero wtedy do mnie dotarło. Wcale nie musiałem się ruszać. To było zbyt piękne, żeby mogło być prawdziwe. Powoli odwróciłem się do niej. Spojrzałem jej prosto w oczy.
— W takim razie… może napijesz się mojej krwi? — zapytałem otwarcie, bez owijania w bawełnę
Ellie spojrzała na mnie zupełnie zaskoczona. Jej oczy rozszerzyły się, a usta lekko się rozchyliły. Wyraźnie nie spodziewała się takiej propozycji.
Delikatnie uniosłem ją i usadziłem sobie na kolanach. Objęłam ją w talii, przyciągając bliżej.
— Chyba nie zamierzasz odmawiać? — mruknąłem, starając się, żeby mój głos brzmiał pewniej, niż się czułem.
Dziewczyna wpatrywała się we mnie szeroko otwartymi oczami. Z trudem przełknęła ślinę. Czułem, jak jej ciało jest napięte, ale nie odsunęła się. Wręcz przeciwnie. I nagle przestałem być pewien. Czy to ja tak bardzo chciałem, żeby napiła się mojej krwi…czy to ona chciała tego jeszcze bardziej ode mnie.
