Rozdział 10 – Cień Kruka
by Vicky
Suri
Tego dnia dostali zadanie jeszcze bardziej niesamowite niż zazwyczaj. Mieli znaleźć porozkładane po lesie jajka, z których… miały się później wykluć ich własne chowańce. Ich przyszli towarzysze mogli przybierać różne kształty. Suri nie mogła się już doczekać. Miała nadzieję, że dostane małego kotka… albo liska… albo cokolwiek puchatego i uroczego.
Przed wejściem do lasu ich drużyna otrzymała mapę, na której zaznaczone były możliwe miejsca. Lucas od razu zdecydował, że pójdą w kierunku polany w samym sercu lasu. Laila nie przestawała tworzyć na głos listy zwierząt, których nie chciałaby dostać. Były wśród nich wszelkiej maści pająki, węże, jaszczurki i owady.
Po forsownym marszu dotarli wreszcie na miejsce. Okazało się jednak, że się spóźnili. Nie byli sami. Suri nie mogła oderwać wzroku od Kruka, który właśnie podnosił z ziemi sporych rozmiarów, czarne, mieniące się niebieską poświatą jajo. Lucas potrącił jej ramię i wbiegł na polanę, a pozostali pobiegli za nim. Rozbawieni Żniwiarze trzymali w dłoniach wszystkie, najlepiej wyglądające jaja.
– Kolejna porażka? – rzucił drwiąco chłopak z irokezem, z premedytacją rozdeptując na ziemi niewielkich rozmiarów jajko.
Suri wzdrygnęła się na jego widok, przypominając sobie, że już dwukrotnie ją napastował. Pozostali wybuchnęli śmiechem. Zabrali swoje zdobycze i zniknęli między drzewami. Lucas rozchylił gałęzie pobliskiego krzewu i wyciągnął spomiędzy nich kilkucentymetrowe, żółte jajeczko.
– Szukajcie! – rozkazał pozostałym władczym tonem, na którego brzmienie Suri, jak zwykle się skrzywiła.
Tym razem jednak wiedziała, że chłopak ma rację. Jeżeli nie uda im się znaleźć jajek, zostaną przeniesieni do innej szkoły. Jak się dowiedziała, bez chowańca, w Akademii Królewskiej nie mieli czego szukać.
Tuż obok jej stopy Laila rozgarnęła trawę i aż pisnęła z radości. W jej dłoniach znalazł się niewielkich rozmiarów, fioletowy, naznaczony różowymi plamkami kształt. Promieniowała od niego leciutka poświata.
– Suri, pospiesz się, bo nic dla ciebie nie zostanie – nakazała jej przyjaciółka.
To wyrwało ją z zamyślenia. Istniała spora szansa, że jeżeli wyrzucą ją z Akademii, to już nigdy nie pozwolą zobaczyć jej taty. Zaczęła gorączkowo przeszukiwać kępy trawy i pobliskie krzaki.
– Każdy, kto ma jajo wraca do szkoły – Lucas wydał kolejne polecenie. – Pamiętajcie, że z każdą minutą zwłoki tracimy punkty.
Nie minęło wiele czasu, a Suri została na polanie sama. Ostatni między drzewami zniknął Cameron, chowając do kiszeni niewielki, biały kształt. Zatrzymał się na linii drzew i obdarzył ją pełnym troski spojrzeniem.
– Pomóc ci? – spytał poważnie.
Przecząco pokręciła głową.
– Na pewno coś jeszcze musi tu być – oznajmiła starając się, by jej głos nie drżał. – Nie chcę, żebyście stracili przeze mnie punkty.
Cameron wzruszył ramionami.
– Trzymaj się, na pewno dasz radę – rzucił tylko na pożegnanie i po chwili zniknął z jej pola widzenia.
Suri westchnęła. Opadła na kolana, zdeterminowana, by przeszukać każdy centymetr tej pieprzonej polany. Straciła poczucie czasu. Kiedy podniosła wzrok zauważyła, że słońce chowa się za drzewami. Dopiero teraz, z całą stanowczością dotarło do niej, że przegrała. Usiadła pod drzewem i schowała twarz w dłoniach. Nie miała jajka, nie wykonała zadania, wyrzucą ją z Akademii. Łzy same zaczęły płynąć jej po policzkach. Podczas pobytu w tej cholernej szkole płakała więcej niż przez całe swoje dotychczasowe życie.
– Nic nie znalazłaś? – usłyszała nad sobą znajomy, głęboki głos.
Podniosła głowę i spojrzała przez łzy na mroczną, opartą o drzewo sylwetkę. Nie miała pojęcia jak długo już tam stał. Przypomniała sobie natomiast, jak podle ostatnio zabawił się jej kosztem.
– Dobrze się bawisz? – spytała, czując, jak irytacja przekrada się poprzez łzy.
– Ani trochę – ku jej zdumieniu odpowiedział z rozbrajającą szczerością chłopak.
– Więc czemu tu jesteś? – spytała zrezygnowana.
– Sam się zastanawiam – odpowiedział zbliżając się do niej o parę kroków.
Nie miała pojęcia jak powinna zareagować na jego bliskość, nie po tym, co się wcześniej między nimi stało, ale on tylko położył przy niej starannie owinięty szarym materiałem, sporych rozmiarów kształt, a potem się odsunął.
– Nie zgub tego – mruknął, oddalając się ku przeciwległej linii drzew.
Ostrożnie dotknęła materiału, a on odsunął się leciutko, odsłaniając niebieską poświatę. Dopiero teraz w pełni sobie uświadomiła co jej zostawił.
– Zaczekaj, a ty?! – zawołała za nim.
– Poradzę sobie – oznajmił i nie patrząc w jej kierunku zniknął między drzewami.
Suri nie zastanawiając się długo, ponownie zasłoniła materiałem niebieski blask, starannie schowała pakunek do pustego obecnie plecaka, ostrożnie nałożyła go na plecy i pobiegła w kierunku szkoły, mając nadzieję, że jeszcze nie jest za późno.
Na plac wbiegła jako ostatnia. Stały na nim dwa długie, suto zastawione stoły. Jedni uczniowie świętowali, inni siedzieli samotnie lub zbici w małe grupki, z nieszczęśliwymi wyrazami twarzy.
– Znalazłaś? – natychmiast wyłowiła ją Laila. Suri niepewnie skinęła głową. Blondynka odetchnęła z ulgą. – Cudownie, nawet nie wiesz jak się martwiłam! Nie było cię przez kilka godzin!
Suri nie zdążyła nic odpowiedzieć, ponieważ na środku placu stanęła pani dyrektor, w otoczeniu świty nauczycieli i trenerów.
– Dobrze moi mili, proszę o ciszę – odezwała się zupełnie niepotrzebnie, bo wszyscy w napiętym milczeniu obserwowali rozwój sytuacji. – Dzisiejsze zadanie było dla was kluczowe w tym półroczu. Paręnaście osób, które mu nie podołały, opuści nasze progi. Uczniowie ci mogą kontynuować naukę w jednej ze szkół Starego Świata, ale na zawsze tracą prawo do poruszania się między wymiarami. Możecie wrócić do świętowania, nauczyciele będą was po kolei wywoływać, by połączyć was z odnalezionymi przez was stworzeniami.
Suri posłusznie usiadła między Stellą, a Cameronem, ale nie zdawała sobie nawet sprawy ze swojego napięcia, dopóki trener nie przywołał do siebie Kruka. Chłopak podszedł spokojnie, z właściwą sobie nonszalancją i zaprezentował nauczycielom jajeczko wielkości dłoni. Miało kolor pochmurnego nieba. Suri odetchnęła z ulgą. Trener powiedział kilka słów, których nie usłyszała z tej odległości, skinął głową i Kruk odszedł, a on przywołał następną osobę.
Kiedy nadeszła kolej Suri, dziewczyna podchodząc ku podwyższeniu odwinęła materiał ze swojego jaja. Było przepiękne. Do tej pory nie miała pojęcia, że czerń może mieć w sobie tyle głębi i tak cudownie się mienić. Niebieska poświata wydała jej się oślepiająca. Trener spojrzał na nią przelotnie i gestem przywołał do siebie panią dyrektor. Suri przez chwilę była pewna, że ktoś oskarży ją o oszustwo, bo przecież wcale sama nie znalazła tego jaja, ale kobieta obdarzyła ją szerokim, pełnym dumy uśmiechem.
– Wygląda na to, że mamy zwycięzców – oznajmiła głośno, by zwrócić uwagę innych. – Mimo że trofea Feniksów do tej pory nie były zbyt okazałe, to każdy członek drużyny ma swoje jajo, a tą zdobyczą przeważają szalę. W całym lesie ukryte były dwa legendarne jaja, a to właśnie jest jedno z nich. Opiekuj się nim dobrze – zwróciła się teraz bezpośrednio co Suri – gdy wyrośnie, twój chowaniec będzie bardzo potężny.
Dziewczyna posłusznie skinęła głową, jednak z trudem przełykając ślinę. Wcale nie czuła dumy. Raczej przerażenie. I ogromny smutek na myśl, że niechcący udało jej się pozbawić tych wszystkich zaszczytów i wygranej Kruka, bo przecież to właśnie jemu one się należały.
✩ ✩ ✩
Kruk
Nie miał zamiaru się tłumaczyć, dlatego, gdy tylko nadarzyła się okazja, wymknął się niepostrzeżenie. Przez chwilę przyglądał się szaroniebieskiemu jajeczku, które po drodze zabrał jakiemuś niedorobionemu, zielonemu mundurkowi. Nie było takie najgorsze… Chociaż to właśnie przez nie Żniwiarze znowu spadli na drugie miejsce. Tylko że… Po prostu nie wyobrażał sobie Akademii bez Jej obecności. Jego myśli nigdy dotąd nie były tak chaotyczne, a zachowanie bezsensowne.
Wtedy ją zobaczył. Przeklął się w duchu za to, że trzy miesiące wcześniej, kiedy szukała broni, zabrał ją akurat do sadu. Sprawiała wrażenie, jakby go… szukała. Przyglądał się jej, gdy podchodziła bliżej. Była taka… śliczna. Idealnie skrojony, odrobinę pobrudzony trawą, biały mundurek, podkreślał jej dziewczęce kształty. Ciemnobrązowe, gęste, długie do pasa włosy tego dnia nosiła rozpuszczone. Azjatyckie rysy mieszały się u niej z europejskimi, tworząc wspólnymi siłami niebanalną urodę. Była już przy nim, ale się nie zatrzymała. Zamiast tego objęła go w pasie ramionami, przytulając głowę, do jego klatki piersiowej. To było… miłe, ale zupełnie niespodziewane. Przez chwilę nie wiedział co zrobić z rękami, ale potem odzyskał rezon i objął ją delikatnie.
– Dziękuję – odezwała się nie unosząc głowy. – Za wszystko. Gdyby nie ty…
Z jakiegoś powodu jej słowa go rozwścieczyły. Poczuł… zawód.
– Przestań! – niemalże warknął, nie wypuszczając jej jednak z objęć. – Nie oczekuję od ciebie żadnych podziękowań.
– Więc czego oczekujesz? – podniosła głowę, unosząc na niego wzrok.
– Niczego! – odepchnął ją od siebie, wiedząc, że najrozsądniej zrobi, po prostu od niej odchodząc.
Bo gdyby został… Sprawy mogłyby się zbyt mocno dla nich obojga skomplikować.
✩ ✩ ✩
Suri
Odepchnął ją od siebie, tak po prostu, a potem bez słowa sobie poszedł. Suri nie pamiętała w jaki sposób dotarła do swojego pokoju, ze wzrokiem zamglonym przez łzy. To niesamowite uczucie, gdy była przy nim, gdy trzymał ją w ramionach… Czy to możliwe, że tylko ona to czuła? Skuliła się na łóżku, przykrywając kocem. Zamknęła oczy. Była już na granicy snu, gdy do jej świadomości dotarł odgłos pukania. Tym razem jednak nie pochodził on z przejścia do wspólnego salonu Feniksów. Ktoś pukał… w drzwi balkonowe. Zaskoczona zerwała się z łóżka. Na balkonie stał… Kruk. Otworzyła drzwi, a on bez pytania wsunął się do środka. Chciała coś powiedzieć, ale w głowie miała pustkę. Co on tu robił? Nie dał jej jednak dojść do słowa. Przyciągnął ją do siebie stanowczo i pocałował. To było niesamowite, jak fajerwerki! Nie! Jak wybuch Supernowej! Tak właśnie rodzą się gwiazdy! Zarzuciła mu ręce na szyję, odwzajemniając niespodziewany pocałunek.
– Suri, ja… – zaczął, gdy zrobili przerwę na złapanie oddechu.
– Nic teraz nie mów, proszę… – przerwała mu bojąc się tego, co chciał jej powiedzieć, tego, że znów ją od siebie odepchnie.
Skinął głową i pociągnął ją za sobą na fotel, sadzając sobie dziewczynę na kolanach. Ponownie zaczęli się całować. Obejmował ją jedną ręką, a drugą przesuwał po jej udzie. To było cudowne uczucie, jak we śnie. Miała ochotę na więcej. Zdecydowanie więcej! I nie chciała, by kiedykolwiek się to skończyło.
✩ ✩ ✩
Kruk
To była najgłupsza decyzja w jego życiu. Wiedział o tym, a mimo to ani trochę jej nie żałował. No może nie najgłupsza… Ostatnio podejmował naprawdę wiele głupich decyzji, a powód ich wszystkich siedział mu właśnie na kolanach i odwzajemniał jego zaborcze pocałunki. Teraz kiedy mógł jej bezkarnie dotykać, kiedy mógł ją całować i trzymać w ramionach… Nic innego nie miało znaczenia. Czuł, że tonie, ale wcale nie chciał wyrwać się na powierzchnię. Nie wiedział jak długo już się całują, ale czuł, że zdecydowanie zbyt krótko, kiedy ktoś zaczął dobijać się do drzwi jej pokoju.
– Podaj mi tablet – zażądał, kiedy wstała. Dawno niczego tak nie pragnął, jak teraz tego, żeby wróciła na jego kolana. – Dodam ci swój kontakt.
Suri bez wahania podała mu urządzenie. Wpisał swoje dane i przesłał sobie jej identyfikator. Kiedy podeszła, by otworzyć drzwi, odłożył tablet na fotel i po cichu wyszedł tą samą drogą, którą dostał się do pokoju.
✩ ✩ ✩
Suri
Głupia Laila! Ta to miała wyczucie czasu! Na szczęście była w towarzystwie Lucasa, więc tym razem, dla miłej odmiany, nie wparowała bez pukania do jej pokoju. Była odrobinę ciekawa, jak zareagowaliby zastając ją w towarzystwie Kruka, ale nie aż tak bardzo, żeby to teraz sprawdzać. Poza tym nie potrafiła się na nich gniewać… Nie tak naprawdę… Ostatecznie przyszli tylko po to, żeby sprawdzić, czy u niej wszystko w porządku.
Umyta i przebrana w koszulkę, w której spała, rzuciła się na łóżko. Wtedy przyszła wiadomość. Natychmiast sięgnęła po tablet, a w jej brzuchu zatańczyło stado wściekłych motyli. Jego profil na komunikatorze, którym się posługiwali, nie miał żadnego zdjęcia, a zamiast imienia i nazwiska miał wpisane „no name”. W życiu by go sama nie znalazła! Zarumieniła się na samą myśl ile razy już próbowała.
„Kładziesz się spać?” wiadomość była krótka i prosta, ale Suri zawahała się, analizując, co powinna na nią odpisać. Nie chciała, żeby uznał, że go zbywa i… żeby przestał się do niej odzywać.
„Tak właściwie to już leżę w łóżku, ale nie chce mi się spać.” odpisała zgodnie z prawdą. „A ty co robisz?” dodała pytanie.
„Obserwuję gwiazdy, mam świetny widok z dachu”.
Zadrżała na samą myśl, że chciałaby tam być… przy nim. Teraz jednak mogła zadowolić się jedynie rozmową i najwyraźniej on również chciał z nią rozmawiać, bo przerwali, dopiero kiedy zasnęła tuż przed świtem.
✩ ✩ ✩
Suri
Świętowali zwycięstwo. Tym razem nie w Tokyo, a w klubie na wyspie. Nie był taki elegancki i nowoczesny, ani ogromny, jak Nocna Orchidea, ale było w nim naprawdę przyjemnie. Mimo to dziewczyna czuła się nieswojo na myśl o czarnym jajku, które leżało opatulone w wysuniętej szufladzie jej biurka. Chowańcu, dzięki któremu wygrali, a którego przecież wcale nie ona znalazła.
Teraz, siedząc na całkiem wygodnej kanapie, wciśnięta pomiędzy Camerona, a Lailę, starała się udawać, że tak samo jak pozostali, dobrze się bawi. W rzeczywistości jednak nie potrafiła pozbyć się z głowy natłoku natrętnych myśli, które na dodatek, niezależnie od tego jakby się nie starała, wysuwały się w kierunku jednej, konkretnej osoby.
Wtedy go zobaczyła, a niechciane uczucie ekscytacji sprawiło, że coś w jej żołądku zrobiło fikołka. Był po drugiej stronie dosyć dużego pomieszczenia. Razem z innymi Żniwiarzami zajmował właśnie lożę w rogu. Rozmawiał o czymś z Aronem i nawet nie spojrzał w jej kierunku.
– Suri, wszystko w porządku? – Cameron zwrócił na siebie jej uwagę, dotykając przedramienia dziewczyny.
Patrzył na nią zaniepokojony, co uzmysłowiło jej, że chyba od dłuższego czasu coś do niej mówił.
– Tak, przepraszam, jestem trochę zmęczona – odpowiedziała upominając się w duchu, żeby za bardzo się nie rozpraszać.
– Pytałem, czy przynieść ci coś do picia – uśmiechnął się do niej czarująco.
Spojrzała na swoją pustą szklankę
– Tak, bardzo bym prosiła.
– Mi też przynieś, na co czekasz? – dodała Laila rozkazującym tonem, który dla każdego, kto jej nie poznał, wydałby się wyniosły i chłodny, ale Suri wiedziała, że to jej sposób na przekomarzanie się z chłopakami. W obecności Feniksów Laila była taka, jak pierwszego dnia, kiedy Suri ją poznała, rozgadana i pełna entuzjazmu. Przy szerszej publiczności zachowywała się jednak najczęściej jak królowa lodu, zimna i nieprzystępna. – Więcej miejsca dla nas – mrugnęła do Suri, kiedy Cameron zniknął z zasięgu słuchu i rozsiadła się nieco wygodniej.
Suri uśmiechnęła się do niej. Faktycznie, bez Camerona zrobiło się znacznie wygodniej. Ponownie zerknęła w kierunku Żniwiarzy, by już po chwili bardzo tego pożałować. Nadine, jedna z najpiękniejszych dziewczyn, jakie Suri w życiu spotkała, siedziała na kolanach Kruka, jedną ręką obejmując jego szyję. Oczy Suri przysłoniła mokra mgiełka. Nie pamiętała, żeby kiedykolwiek wcześniej coś sprawiło jej tak ogromny zawód.
✩ ✩ ✩
Kruk
Nie lubił klubów i ogólnie żadnych zatłoczonych miejsc, ale wiedział, że musi przestać się sam oszukiwać. Nie przyjął zaproszenia przyjaciół dlatego, że miał ochotę się bawić, albo chociażby spędzać czas w ich towarzystwie. Przyszedł tu dlatego, że ona tu była, a decyzję podjął w momencie, kiedy przypadkiem usłyszał, dokąd wieczorem wybierają się Feniksy. Teraz jednak stracił pewność, czy to faktycznie był dobry pomysł. Ostatnie pół godziny spędził na usilnych staraniach, by nie wpatrywać się w siedzącą po drugiej stronie sali dziewczynę i… by nie rzucić się na przytulającego się do niej Camerona. Jego dłonie same zacisnęły się w pięści, gdy chłopak poufałym gestem dotknął jej ramienia. Potem jednak Cameron wstał, a Suri została na miejscu. Kruk się odrobinę rozluźnił.
– No, przesuniesz się wreszcie czy nie? – usłyszał nad sobą znajomy, dziewczęcy głos. Nadine, nie czekając na odpowiedź, wpakowała się mu na kolana, oplatając jego szyję ramieniem. – Mogę też zostać tutaj – dodała zalotnie.
Jeszcze bardziej niż zatłoczonych miejsc, Kruk nienawidził, gdy ktoś go dotykał. Zaczerpnął powietrza, żeby odpowiedzieć jej coś wrednego, ale wtedy zauważył, jak Suri gwałtownie wstaje. Powiedziała coś do siedzącej obok Laili i szybkim krokiem wyszła z pomieszczenia. On również zerwał się z miejsca, nie zwracając uwagi na zaskoczoną Nadine, która wylądowała na podłodze. Miał mieszane uczucia. Z jednej strony przeklinał się w duchu za to, że ignorując otoczenie, dopuścił do takiej sytuacji, z drugiej cieszył się, że Suri tego wieczoru nie będzie już spędzała czasu tak blisko Camerona.
✩ ✩ ✩
Suri
Nie zamierzała na to patrzeć. Nie chciała tam dłużej być. Z ulgą odetchnęła świeżym, jesiennym powietrzem. Wierzchem dłoni przetarła oczy. Nie planowała płakać. Na pewno nie z powodu jakiegoś kretyna! Wolnym krokiem ruszyła przed siebie, mając nadzieję, że wieczorny spacer pomoże jej uspokoić myśli.
✩ ✩ ✩
Kruk
Wyszedł za nią z klubu. Nie było trudno ją dogonić, zwłaszcza że chyba wcale nie uciekała. Zatrzymała się na szczycie przecinającego rzekę, zaokrąglonego mostu. Obie dłonie kurczowo zacisnęła na barierce, głęboko oddychając.
– Hej – zagadnął, zatrzymując się tuż przy niej.
– Hej… – westchnęła cicho, nie podnosząc na niego wzroku.
– Czemu wyszłaś? – zapytał, chociaż był pewien, że doskonale zna odpowiedź.
– Nieważne – odpowiedziała ostrzej, niż mógłby się po niej spodziewać.
Zresztą nie po raz pierwszy go zaskakiwała.
– Dla mnie ważne – oznajmił, delikatnie odrywając jej ręce od balustrady.
Tym razem na niego spojrzała, na dodatek wzrokiem pełnym irytacji. Jej oczy były lekko zaczerwienione, ale nie straciła nic a nic ze swojego zwyczajowego uroku. Wyrwała dłonie z jego rąk.
– Może, gdybyś nie był takim zapatrzonym w siebie dupkiem, to… – zaczęła, ale nie pozwolił jej dokończyć.
Przyciągnął ją do siebie, otulając ramionami, a ona, zaskoczona, przerwała w pół słowa. Tak było dobrze, lepiej niż dobrze, cudownie! Tego mu właśnie brakowało. Tego potrzebował. Jego ręce same przesunęły się po jej plecach. Nachylił się, by jego usta mogły odnaleźć jej usta. Pocałował ją, a ona odwzajemniła pocałunek. Cudowne ciepło rozlało się po całym jego ciele. Pragnął, by to trwało i trwało, ale jednocześnie… chciał czegoś więcej. O wiele więcej. Rozbudziła w nim instynkty, które teraz domagały się zaspokojenia, niemalże doprowadzając go na skraj szaleństwa. Odrobinę odsunął się od dziewczyny, by złapać oddech.
– Chodź, dokończymy to w moim mieszkaniu – zasugerował.
Dziewczyna prychnęła. Całkiem uroczo, jak mały kociak, przemknęło mu przez myśl. Uderzyła go w tors, używając do tego całej siły swoich szczupłych ramion. Uznał, że to już nie jest ani trochę urocze. Gwałtownie się od niego odsunęła. Przed chwilą wyglądała na wściekłą, ale teraz już taka nie była. Była… zawiedziona. Rozczarowana. Odebrał to jak cios, znacznie mocniejszy niż ten fizyczny, którym go uraczyła.
– Tego powinnam się była spodziewać, prawda? – spytała retorycznie. – Myślę, że lepiej zrobisz, jeżeli tam wrócisz. Nadine z pewnością chętnie z tobą pójdzie gdziekolwiek zechcesz.
Skrzywił się na myśl, że pewnie miała rację. Ta dziewczyna często była natrętna niczym mucha. Niejednokrotnie miał jej dość, a przecież na co dzień musieli współpracować. Byli w jednej drużynie.
Suri odwróciła się i zaczęła schodzić z mostu. Przez chwilę patrzył za nią zdezorientowany. Przecież wyraził jedynie to, co, był przekonany, czuli obydwoje. Dlaczego, więc ona… Może dalej czuła się zazdrosna? Przypomniał sobie jak wielką chęć mordu czuł, kiedy widział ją w otoczeniu tych jej rycerzyków, albo, co gorsza, w objęciach Camerona.
– Zaczekaj! – zawołał za dziewczyną. Kiedy się nie zatrzymała, ruszył, by dotrzymać jej kroku. – Przecież nie zapraszałbym do siebie byle kogo. Właściwie, to nigdy nikogo jeszcze do siebie nie zapraszałem – uznał, że w tym przypadku szczerość może pomóc.
Odetchnął z ulgą, gdy okazało się, że wystarczająco ją zaciekawił. Spojrzała na niego z zainteresowaniem.
– Nikogo? Żadnych przyjaciół? Znajomych?
– Nikogo – przytaknął. – Ani chłopaka, ani dziewczyny.
– Dlaczego? – spytała zaciekawiona.
– To takie moje miejsce, do którego mogę uciec od ludzi.
– Więc dlaczego mnie zapraszasz? – zadrwiła, wciąż jednak jeszcze wyraźnie zainteresowana i ze zdecydowanie mniejszą pewnością.
Ani przez chwilę nie musiał zastanawiać się nad tym pytaniem.
– Bo ty jesteś częścią mnie. Nie czuję się, jakbym zapraszał kogoś obcego.
Jej oczy otworzyły się szerzej. Chciała coś powiedzieć, ale po chwili jakby zmieniła zdanie. Wspięła się na palce i delikatnie pocałowała go w usta. Z czułością, chłodną dłonią dotknęła jego szorstkiego policzka.
– Dobranoc, Kruku – powiedziała odwracając się i odchodząc.
Coś się zmieniło. Już nie była na niego zła. Wiedział o tym. Ponowne ją dogonił. Ogromnym wysiłkiem woli powstrzymał się przed tym, żeby jej nie dotknąć. Zdecydowanie potrzebował teraz zimnego prysznica.
– Suri… – z nadzieją wypowiedział jej imię.
– Tak? – spytała z umiarkowanym zainteresowaniem.
– Chodźmy do mnie – zaproponował ponownie. – Obiecuję, że nie będę nawet próbował cię dotykać – powiedział, kiedy napotkał jej zakłopotane spojrzenie. – Po prostu… Chciałbym spędzić z tobą trochę czasu – wyjaśnił odrobinę zrezygnowany. – Może pogramy na konsoli?
Czuł się odrobinę żałośnie, dosłownie błagając o jej uwagę. Najgorsze jednak było to, że nie potrafił odgadnąć, co teraz czuje dziewczyna. Pożądanie było zdecydowanie… łatwiejsze do odczytania.
– Brzmi dobrze – odpowiedziała uśmiechając się lekko, a jego zalała fala ulgi.
Nie czekając czy Suri zmieni zdanie, otworzył portal, prowadzący na dach wieżowca w Tokyo.
✩ ✩ ✩
Suri
Silny wiatr rozwiewał jej włosy i chłostał po plecach, ale wynagradzał jej to niesamowity widok na panoramę miasta. Nie była pewna, jak wysoko się znajdują. Może dwadzieścia pięter? Kruk poprowadził ją w stronę wejścia do budynku, które nie było w żaden sposób zabezpieczone. Za drzwiami znajdowała się dość stroma drabina, a potem zwyczajna klatka schodowa, z ogromnymi, przeszklonymi szybami i pięknym widokiem na oświetlone miasto. Zeszli kilka pięter w dół, a potem skręcili w długi, wyłożony ciemnymi kafelkami korytarz. Chłopak zatrzymał się przed jednymi z licznych drzwi i wpuścił ich do środka.
Mieszkanie było urządzone w typowo europejskim stylu i raczej ciemnych barwach. Spory salon połączony był z aneksem kuchennym, oddzielonym od pokoju wysokim blatem i barowymi stołkami. W pokoju stała długa, czarna kanapa, a przed nią stolik. Suri odrobinę zaskoczył wiszący na ścianie zwyczajny, duży telewizor. Spodziewała się raczej hologramowego ekranu, takiego, jaki był we wspólnym salonie Feniksów. Na przeciwległej od telewizora ścianie znajdowały się dwie pary drzwi, które szybko ominęła wzrokiem przyciągniętym przez ogromne okna.
Zsunęła z nóg długie buty, by już po chwili podbiec do jednej z szyb i wyjrzeć na zewnątrz. Widok zapierał dech w piersiach! Było prawie jak na dachu, tylko że nie wiało. Po co komu Tokyo Tower, jeżeli można tak mieszkać?
– Powinnaś kiedyś ze mną polatać, skoro tak lubisz widoki – roześmiał się chłopak, stając tuż obok niej.
Nie była pewna czy Kruk żartuje czy mówi zupełnie poważnie, dlatego wolała mu nie odpowiadać, chociaż musiała przyznać, że wizja była bardzo kusząca.
– To w co gramy? – spytała odwracając się ku niemu.
Usiedli na kanapie i chłopak włączył jakąś kooperacyjną strzelankę, o której nigdy nie słyszała. Podał jej pada o znajomym, a jednak nieco obcym kształcie. Suri szybko się wciągnęła. Uwielbiała granie na konsoli, a ta gra była wyjątkowo dobra. Miała świetną grafikę i otwarty świat, walczyło się przeciwko zombie i innym nieumarłym potworom. Co jakiś czas pojawiali się także inni sieciowi gracze, z którymi mogli współpracować lub im przeszkadzać.
Mimo że kanapa była naprawdę długa, to już po kwadransie siedzieli z Krukiem tak blisko siebie, że stykali się kolanami. Dziewczynie to nie przeszkadzało, a wręcz przeciwnie. Świetnie się bawiła i czuła się naprawdę dobrze, tak… blisko niego. Po jakimś czasie chłopak przyniósł im z lodówki napoje, a potem położył się na kanapie, a ona rozsiadła się wygodnie, opierając się plecami o jego tors. Nie była pewna, która jest godzina, ale po pewnym czasie zdała sobie sprawę, że chłopak zasnął. Nie chciała go budzić, więc po cichu zsunęła się na dywan, opierając się plecami o miękką kanapę. Wylogowała go z gry i ściszyła telewizor, a potem wróciła do ulepszania swojej postaci i zabijania kolejnych zombiaków.
✩ ✩ ✩
Kruk
Otworzył oczy. Cholera! Nie miał pojęcia jak to się stało, że zasnął. Z ulgą stwierdził, że dziewczyna wciąż tu jest, tylko że… siedziała na podłodze i wciąż grała na konsoli. Jej postać miała już czterdziesty lvl i epickie rewolwery. Nie podejrzewał, że Suri aż tak się wciągnie i, że tak dobrze będzie jej szło…
– W ogóle nie spałaś? – zapytał cicho i zdał sobie sprawę, że ma nieco zachrypnięty głos.
– Obudziłeś się! – odwróciła głowę, uśmiechając się do niego.
Miała śliczny uśmiech.
– Chodź tutaj – zaproponował, robiąc jej miejsce na kanapie.
Ku jego ogromnej radości dziewczyna wylogowała się z gry i położyła się obok niego. Jedną rękę położył pod jej głową, a drugą przytulił ją do siebie. Wtuliła się w niego jak mały kociak. Tak było dobrze. Lepiej niż dobrze! Było wspaniale. Po paru minutach oddech dziewczyny się wyrównał i tym razem to ona zasnęła.
Nie wiedział ile czasu spędził leżąc i po prostu trzymając ją w swoich ramionach, ale było mu zbyt dobrze, żeby wstawać. W końcu jednak uznał, że wypadałoby wziąć prysznic i się przebrać. Nie obudziła się, gdy wstawał. Wziął ją na ręce i zaniósł do sypialni, delikatnie układając na łóżku. Wyjął ubrania na zmianę i po cichu wyszedł z pokoju, zamykając za sobą drzwi.
✩ ✩ ✩
Suri
Gdy się obudziła, w pierwszej chwili nie wiedziała gdzie się znajduje. Potem przypomniała sobie, że zasnęła nad ranem na kanapie w mieszkaniu Kruka. Teraz leżała w łóżku, na miękkiej poduszce, przykryta cienką kołdrą w grafitowym kolorze. Usiadła i rozejrzała się zaciekawiona. Pokój był tak samo pozbawiony jakichkolwiek dodatków czy ozdób jak salon. Znajdowały się w nim po prostu łóżko, szafka nocna i umieszczona we wnęce, zajmująca całą ścianę szafa. I tym razem wszystko utrzymane zostało w ciemnych barwach.
Przeciągnęła się i wstała, mając nadzieję, że jedne drzwi prowadzą do łazienki. Tak było w rzeczywistości. Już odrobinę odświeżona weszła do dużego pokoju. Kruk siedział przy kuchennym blacie i przeglądał coś na tablecie. Miał na sobie czarne dżinsy i grafitową koszulkę, spod której rękawów wyłaniały się zawiłe wzory tatuaży. Mokre, ciemne włosy niesfornie opadały mu na czoło. Na jego widok Suri znów poczuła jak w jej brzuchu budzi się do życia stado wściekłych motyli. Gdy weszła, Kruk podniósł wzrok znad tabletu.
– Cześć – przywitał się zdawkowo, nawet nie wstając, a dziewczyna poczuła nieprzyjemne ukłucie. Nie tego się spodziewała, tylko tak naprawdę sama nie wiedziała czego po nim oczekiwała… przecież nie tego, żeby natychmiast po przebudzeniu wziął ją w ramiona i… – Kupiłem nam śniadanie i kawę – wskazał stojące na blacie kubki.
– Cześć, dzięki – Suri usiadła naprzeciwko niego i chwyciła jeden z pojemników. Wysokie kubki miały na sobie logo jakiejś marki, której nie znała, ale kawa smakowała wyśmienicie. Cholera! Dopiero teraz uświadomiła sobie, że nie dała Laili znać, że nie wraca na noc. – Która jest godzina?
– Coś koło 11:00 – odpowiedział patrząc na nią pytająco.
– Cholera! – zerwała się ze stołka, w poszukiwaniu swojej torby.
Poprzedniego wieczoru zostawiła ją przy drzwiach, a potem zignorowała. Znalazła ją i szybko wyciągnęła tablet. Zalało ją całe morze wiadomości. Pisali do niej wszyscy, nawet Lucas. Kruk stanął za nią, zaglądając jej przez ramię.
– Co z nimi? – zapytał z drwiną. – Uważają, że masz pięć lat?
Poczuła się trochę urażona. Szybko napisała do Laili wiadomość, że żyje, żeby się nie martwiła i przekazała to pozostałym.
– Zabierzesz mnie do szkoły? – poprosiła ignorując jego przytyk.
– Jak sobie życzysz – odpowiedział, a w jego głosie znów pojawił się towarzyszący mu zazwyczaj chłód.
✩ ✩ ✩
Kruk
Niedotykanie jej okazało się jeszcze trudniejsze niż myślał. …ale przecież obiecał, a w nocy i tak mocno nagiął ustalone przez nią zasady. Nie chciał na nią naciskać i nie miał zamiaru sprawić, żeby w jego towarzystwie czuła się niekomfortowo. To jednak wymagało od niego ogromnej siły woli. Gdy weszła do pokoju, tak uroczo zaspana, niczego bardziej nie pragnął, niż wziąć ją w ramiona. Potem gdy zamiast skupić się na nim rzuciła się po tablet i zaczęła odpisywać na wiadomości, zalała go fala niechcianej zazdrości. Pieprzone Feniksy! Chwilę później, gdy oznajmiła, że chce wracać, zdał sobie boleśnie sprawę, jak jednostronne są jego uczucia. Ubzdurał sobie rano, że Suri zostanie, że spędzą razem cały wolny dzień, ale ona… wolała inne towarzystwo.
– Jak sobie życzysz – odpowiedział przywołując na twarz starannie wyćwiczoną maskę.
Zaprowadził ją na dach i otworzył portal. Potem bez słowa zostawił ją pod bramą Akademii. Był zdeterminowany, żeby znaleźć sobie jakieś zajęcie. Cokolwiek, byleby nie siedzieć bezsensownie i nie roztrząsać tego, jak mało ją obchodził.