Header Background Image
    Rzeczywistość to ta część wyobraźni, co do której wszyscy się zgadzamy.

    bezimienna

    Suri

    Rozpływała się. Była totalnie, kompletnie zauroczona i po prostu… przeszczęśliwa. Kiedy jeszcze spała, Kruk kupił dla nich śniadanie i kawę. Swoje ubrania znalazła złożone w kostkę na szafce nocnej obok łóżka. Były wyprane i wysuszone. Tak pozytywnie ją tym zaskoczył, że nie mogła się przestać uśmiechać. Po śniadaniu nie mogli się od siebie odkleić i dopiero późnym popołudniem dziewczyna z żalem stwierdziła, że naprawdę już musi wracać. Zdawała sobie sprawę, że Feniksy będą na nią złe, bo już i tak zignorowała pół dnia wspólnej nauki, a jeszcze czekała ją konfrontacja ze Stellą… Zanim wyszli z mieszkania, Kruk podał jej ciepłą, biało-niebieską dziewczęcą bluzę, pasującą kolorem do jej koszulki, przypominając jej, że mają późną jesień i tylko na terenie Akademii pogoda pozostaje bez zmian, a ona sama poprzedniego dnia straciła swoją kurtkę. Te jego drobne gesty, to jak się o nią troszczył… to było po prostu cudowne i wciąż od nowa ją zaskakiwało!  

    – Zobaczymy się wieczorem – obiecał, zanim zostawił ją za bramą Akademii. 

    Gdy weszła do wspólnego pokoju Feniksów, wszystkie rozmowy nagle ucichły. 

    – Jesteś wreszcie! – Laila wstała z kanapy i podeszła do niej, wplatając jej rękę pod ramię. – Gdzie ty do licha byłaś?! Dlaczego nas ignorujesz? 

    Suri poczuła się zmieszana. Spędzała przecież w ich towarzystwie prawie cały swój czas. I przecież dała znać zarówno Laili, jak i Emiyo, że podczas wolnego ma swoje własne plany. Nie zamierzała się tłumaczyć. Szybko też przypomniała sobie o co złościła się na Lailę. 

    – Dowiedziałam się wczoraj, że płacisz za moje rzeczy – wyrzuciła z siebie na jednym tchu. – I że jest to kosmiczna kwota. Czemu to robisz? Jak ja mam ci to oddać? 

    Laila roześmiała się dźwięcznie. Nie była nawet odrobinę zmieszana. 

    – I to ci zaprząta głowę? Naprawdę? 

    – Tak nie można, ja…

    – Suri – niespodziewanie wtrącił się David, wstając z krzesła przy stoliku, nad którym unosił się jakiś techniczny, przestrzenny model – rozumiem, ze możesz czuć się w takiej sytuacji niekomfortowo, ale twoja mama zostawiła ci pełne konto. Jeżeli będziesz miała taki kaprys, to możesz oddać Laili całą sumę i nawet tego nie zauważysz. 

    – Jak to? – dziewczyna wpatrywała się w niego nic nierozumiejącym wzrokiem. 

    – Prawnie dostaniesz do niego pełen dostęp w wieku dwudziestu jeden lat, ale mam swoje sposoby, żeby obejść ten system… Chodź, pokażę ci – zaproponował. 

    Suri zdała sobie sprawę, że pozostała trójka wyszła na taras, udając, że sprawa ich nie dotyczy. Tchórze! Razem ze Stellą usiadły po bokach Davida, który zajął miejsce na kanapie, trzymając na kolanach tablet. 

    – Widzisz? – zapytał pokazując jej otwarty, w miarę prosto wyglądający profil banku Royal. W sesji widoczne były dane jej mamy i kilka kont oszczędnościowych, z obłędną sumą kredytów na każdym. – To konto użytkowe – wskazał jej rząd cyferek. – Jeżeli chcesz, to przekieruję z niego środki do twojego ID, żebyś mogła z nich korzystać już teraz.   

    – To nie jest przypadkiem nielegalne? – spytała sceptycznie Laila. 

    David wzruszył ramionami.

    – To teraz jej konto. Osiągnęłaby ten sam efekt, gdyby poprosiła panią Morrigan o wybranie się z nią do banku. To tylko droga na skróty.   

    Wciąż oszołomiona uśmiechnęła się do Davida.

    – Zrób tak, dziękuję. I Laila… dziękuję ci, że za mnie płaciłaś, ale chciałabym ci wszystko oddać… 

    – Przecież jesteśmy przyjaciółkami – obruszyła się dziewczyna. – Gdybyś miała okazję się mną w jakiś sposób zaopiekować, też byś to zrobiła, prawda? 

    Suri musiała przyznać jej rację. Zapewne tak właśnie by zrobiła. 

    – Jak wpadłaś na to, że ktoś za ciebie płaci? – zainteresował się David. 

    Dziewczyna poczuła jak się rumieni. Nie chciała mijać się z prawdą, a jednocześnie nie chciała im mówić o tym, co łączy ją z Krukiem. Jeszcze nie teraz… 

    – Żniwiarze mi pokazali – palnęła pierwsze co przyszło jej do głowy i jednocześnie nie było kłamstwem.

    – No tak – jęknęła Laila – można się było spodziewać, że jak zaczęli przegrywać, to zrobią wszystko, żeby nas spróbować ze sobą skłócić. 

    W pewnym momencie do pomieszczenia wpadli Cameron i Lucas. Obydwaj mokrzy i w samych kąpielówkach. Blondyn chwycił wyrywającą się Lailę i wybiegł z nią na taras. Suri pisnęła, kiedy z kanapy podniósł ją ociekający wodą Cameron. Chwilę później obydwie znalazły się w basenie, w ubraniach, a chłopcy przybili sobie piątkę. Prychająca wodą Laila uspokoiła się w jednej chwili i z godnością zdjęła buty, a potem resztę przemoczonej garderoby, wyrzucając ją na brzeg. W ten sposób została w samej, koronkowej, ciemnoczerwonej bieliźnie. Suri poszła w jej ślady. Chłopcy zagwizdali, kiedy, jak gdyby nigdy nic, porozumiewając się wzrokiem, spokojnie zaczęły pływać w basenie. Po chwili obydwaj do nich dołączyli, wskakując i bez najmniejszych skrupułów rozchlapując na nie wzburzoną wodę.  

    ✩ ✩ ✩

    Cameron

    Suri owinięta puchatym ręcznikiem zbierała swoje mokre ubrania. Schylił się, by jej pomóc. Cieszył się, że z powodzeniem udało się im rozładować napięcie. Szczególnie, że istniała kwestia, którą koniecznie musiał z nią poruszyć… 

    – Suri?

    – Mhm? – mruknęła, nie poświęcając mu jednak uwagi. 

    Poczuł nieprzyjemne ukłucie, które jednak zignorował i postanowił, że będzie kontynuował, bo może nie być już lepszej okazji… 

    – Chciałbym, żebyś pojechała ze mną do domu na święta. Moja rodzina w wigilię organizuje bal bożonarodzeniowy i…

    – Dziękuję, to miło z twojej strony, że o mnie pomyślałeś, ale zostanę tutaj – oznajmiła, prostując się i patrząc mu w oczy, jakby chciała dać do zrozumienia, że mówi zupełnie poważnie. 

    – Suri – niemalże jęknął. – To nie jest zaproszenie i nie ma żadnych podtekstów. To prośba o pomoc. 

    – Co masz na myśli? – zdziwiła się dziewczyna. 

    Błagał w duchu, żeby go zrozumiała i… żeby faktycznie chciała okazać mu wsparcie. 

    – Jeżeli ze mną tam pojedziesz to wszyscy dadzą mi spokój, moja matka będzie przeszczęśliwa, a dziewczyny na wydaniu i ich rodzice, nie będą mnie osaczali na każdym kroku. Z tobą u boku to byłyby piękne i spokojne święta – wyjaśnił niemalże jednym tchem. – Nawet nie potrafię ci obiecać, że będziesz się tam dobrze bawić – przyznał szczerze. – Często sam nienawidzę tego miejsca. 

    Jej spojrzenie złagodniało. Był pewien, że pojawiła się w nim przynajmniej iskierka zrozumienia i być może nawet współczucia. W końcu westchnęła. 

    – Czy wystarczy, jak pojawię się na balu? Wiem, że nie mogę spotkać się z tatą… ale i tak mam już swoje własne plany na święta. 

    Niepewnie przytaknął, zaskoczony jej słowami. Jakie mogła mieć plany? Przecież wszyscy wyjeżdżali… 

    – Czyli się zgadzasz? – rozpromienił się cały, od ulgi, jaką poczuł. – Pojedziemy dwa dni wcześniej, jak tylko zacznie się wolne, a po oficjalnej części balu odstawię cię do szkoły. 

    Dziewczyna skinęła głową. 

    – Brzmi dobrze – stwierdziła. 

    Spontanicznie podniósł ją do góry i okręcił dookoła. Roześmiała się zaskoczona, upuszczając na kafelki mokre ubrania. Nie miała nawet pojęcia, jak bardzo był jej wdzięczny i ile to dla niego znaczyło.  

    ✩ ✩ ✩

    Kruk

    Czekała na niego, ale wyczuł, że coś ją martwi. Siedziała na łóżku w letniej piżamie, z nadrukiem japońskiego kota szczęścia. Tylko w nieco bardziej uroczej wersji, niż ta najpowszechniej spotykana. 

    – Co robisz w święta? – spytała, kiedy obok niej usiadł, a on zdał sobie sprawę, że dziewczyna jest… zawstydzona. 

    Przez chwilę rozważał czy jej pomóc czy trochę podręczyć. Ostatecznie jednak wybrał pierwszą opcję. Wzruszył ramionami. 

    – Będę grał na konsoli, jak co roku. No chyba, że masz jakieś lepsze propozycje – dodał odrobinę wyzywającym tonem. – Na przykład święta w łóżku – zasugerował przewracając ją tak, że teraz leżała na plecach, a on mógł znaleźć się nad nią. 

    Roześmiała się delikatnie, oplatając jego szyję ramionami i pozwoliła się pocałować. 

    – To… pierwsze święta od kiedy sięgam pamięcią, których nie spędzę razem z tatą – wyznała. – I… chciałabym być wtedy z tobą. 

    Położył się obok, przyciągając ją do siebie i zamykając w swoich ramionach. Bardzo podobał mu się pomysł, że trochę u niego pomieszka, szczególnie, że Feniksy porozjeżdżają się po domach i nikt nie będzie im przeszkadzał…  

    – Szkoła daje nam wtedy trochę więcej wolnego, więc możesz cały ten czas spędzić po prostu u mnie – zaprosił dziewczynę, przekręcając się na bok i patrząc na nią. Był pewien, że Suri się ucieszy, tymczasem ona zrobiła lekko speszoną minę. Całe jej ciało się spięło. Spuściła wzrok, żeby nie patrzeć mu w oczy. – Coś nie tak? – zapytał.

    – Mhm… – przyznała. – Obiecałam Cameronowi, że z nim pojadę i wezmę udział w balu… – odezwała się cicho – ale uprzedziłam, go, że nie zostanę dłużej i wrócę do szkoły w wigilijny wieczór… 

    Kruk poczuł się, jakby ktoś wylał na niego kubeł zimnej wody. Nie był pewien czy czuje żal, gniew, zazdrość, czy po prostu zawód. Może wszystko to naraz? Cholernie zabolało, że nie może jej mieć po prostu dla siebie, że… musi się nią podzielić. Zdał sobie jednak sprawę, że może mieć tyle, ile chciała mu dać, albo… zupełnie nic. I jeżeli teraz wybuchnie, to ona prawdopodobnie całą przerwę świąteczną postanowi spędzić z Cameronem. Zrobił więc to co potrafił najlepiej i schował swoje emocje pod starannie dopracowaną maską. 

    – Dobrze, wyślij mi wiadomość, to będę na ciebie czekał przy portalach – odezwał się przełykając gorycz.

    Przylgnęła do niego całym ciałem, wtulając się w jego ramiona. Objął ją delikatnie. Teraz nie mógł się na nią złościć. Była tutaj… przy nim… Tylko dlaczego do licha tak po prostu nie mogło zostać na stałe? 

    ✩ ✩ ✩

    Emiyo

    Było już późno, ale miała nadzieję, że Suri jeszcze nie śpi lub wybaczy jej ewentualne obudzenie. Roznosiła ją energia i po prostu musiała z kimś o tym porozmawiać! David zapytał czy może ją podczas świąt przedstawić rodzicom, a ona sama już od dawna marzyła o okazji, żeby poznała go jej babcia. Umówili się więc, że przerwę świąteczną spędzą podróżując pomiędzy ich domami, a Emiyo nie potrafiła sobie wymarzyć lepszej perspektywy. 

    W cieniutkiej piżamie w roślinne wzory stanęła pod drzwiami przyjaciółki i zapukała. Kiedy przez dłuży czas nikt jej nie odpowiedział, spróbowała ponownie. Uznając, że Suri jednak zasnęła, ale na pewno nie będzie miała jej za złe, jeśli ją obudzi, Emiyo nacisnęła klamkę i weszła do środka. 

    Stanęła w drzwiach z szeroko otwartą buzią. Mogła spodziewać się wszystkiego, ale z pewnością nie… tego. W pokoju panował półmrok, ale zasłony nie były zaciągnięte, do środka wpadało więc światło z dziedzińca i Emi widziała znacznie więcej niż chciałaby zobaczyć. Suri, zupełnie naga, siedziała okrakiem na jakimś chłopaku, który dotykał jej piersi. Rozpuszczone włosy miała odrzucone do tyłu, plecy wygięte w łuk, a po odgłosach sądząc, chyba właśnie szczytowała… Policzki Emi zapłonęły żywym ogniem. Wiedziała, że powinna się wycofać, ale nie potrafiła ruszyć się z miejsca. Dosłownie jakby nogi wrosły jej w ziemię. I wtedy Suri na nią spojrzała. Z jej ust wyrwał się cichy okrzyk zaskoczenia. Chłopak również odwrócił się w jej kierunku, a Emi poczuła już nie tylko zażenowanie, ale teraz również strach i dezorientację. Nie mogła uwierzyć, że to był… Kruk.   

    – Zamierzasz tak stać? – zapytał z chłodną drwiną. – Bo mnie wydaje się, że masz dwie opcje, możesz albo wyjść albo się przyłączyć.  

    – Ja… przepraszam – szepnęła, a jego słowa otrzeźwiły ją na tyle, że szybko uciekła za drzwi, starannie je za sobą zamykając.

    Wbiegła do swojego pokoju, a potem do łazienki i oblała twarz zimną wodą. O rany! Teraz to już na pewno musiała porozmawiać z Suri, chociaż podejrzewała, że będzie to najbardziej żenująca rozmowa w całym jej życiu. 

    ✩ ✩ ✩

    Kruk

    Uderzyła go w ramię, wkładając w to całą swoją siłę. 

    – Au! Za co to? – zapytał urażony. 

    – Przyłączyć się?! – warknęła na niego Suri. 

    – No co… – westchnął zirytowany. – Gdybym nic nie powiedział, to dalej by tam stała, a wy byście tylko na siebie patrzyły. 

    Na wszelki wypadek, gdyby planowała go znowu bić, chwycił jej ręce i przewrócił na łóżko, tak, żeby móc znaleźć się nad nią. 

    – Niechętnie to mówię, ale na twoim miejscu ogarnąłbym się i do niej poszedł. 

    – Wiem – jęknęła Suri – tylko nie mam pojęcia, co mogę jej powiedzieć… 

    – Coś wymyślisz – mruknął całując ją delikatnie i wstając. 

    Zaczął zbierać porozrzucane po podłodze ubrania. Dziewczyna usiadła.

    – Idziesz już? – spytała wyraźnie zawiedziona. 

    – Tak chyba będzie lepiej – przyznał. 

    Wstała i nie przejmując się ubraniem, oplotła go ramionami w pasie. Nie miała nawet pojęcia jak bardzo chciał zostać… ale robił to dla niej. Był pewien, że dziewczyna nie była jeszcze gotowa na konfrontację z Feniksami.   

    ✩ ✩ ✩

    Emiyo

    Usłyszała ciche pukanie do drzwi. Natychmiast pobiegła otworzyć. Wpuściła przyjaciółkę, która wyglądała na równie speszoną, co ona sama. 

    – Przepraszam! – zaczęła od razu. – Pukałam, ale nie odpowiadałaś i byłam przekonana, że śpisz, dlatego weszłam do środka. Bardzo chciałam z tobą porozmawiać i…

    – Spokojnie – Suri weszła głębiej do pokoju i usiadła na brzegu jej wciąż zasłanego fioletową narzutą łóżka. – Przecież nie zrobiłaś nic złego. 

    Emiyo usiadła koło niej i przez dłuższą chwilę obydwie milczały. 

    – To… to nie jest dobry pomysł Suri – w końcu odważyła się wypowiedzieć na głos swoje obawy. – Wiem, że dziewczyny z nimi sypiają i jest to całkiem powszechne w Akademii i nieraz słyszałam jak się rozpływają chociażby nad urodą Kyla, albo po prosu cieszą się, że mogą dać się uwieść niegrzecznemu chłopcu, ale… on jest inny. Nawet Rada Akademii mu nie ufa, mimo że na długo przed rozpoczęciem nauki przez nasz rocznik wykonywał dla nich zadania. Boję się, że cię skrzywdzi – dodała cichutko.  

    Suri spojrzała na nią poważnie, spod długich okalających jej oczy rzęs, których ona sama od zawsze odrobinę jej zazdrościła.

    – Emi… to nie tak. Kiedy pojawiła się anomalia, on tak naprawdę uratował mi życie. Mógł mnie tam po prostu zostawić, ale tego nie zrobił… i… naprawdę go lubię – westchnęła. 

      – O rany! – nagle dziewczyna coś sobie uświadomiła. – To o nim mi wtedy mówiłaś, prawda? Kiedy Cameron… to trwa aż tak długo? – nie mogła uwierzyć w swoje własne domysły. 

    Skrzydlaci owszem, sypiali z dziewczynami z Akademii, ale zawsze traktowali je jak zabawki, przygodę na jedną noc. Wśród nich dziewczyn było zdecydowanie mniej i nie za bardzo mieli w czym wybierać. Jeżeli Kruk trzymał się Suri, to znaczy, że zaplanował coś na większą skalę i zapewne było to coś naprawdę złego, a jej przyjaciółka była wygodną, bardzo naiwną ofiarą. Tylko Emiyo nie miała pojęcia, jak może otworzyć jej oczy.  

    – Tak i nie – odpowiedziała spokojnie Suri. – Tak, mówiłam o nim, ale nic nas wtedy jeszcze nie łączyło. Z Cameronem zresztą też nie, więc nie myśl sobie, że odrzuciłam jego zaloty przez wzgląd na Kruka – dodała nieco ostrzej. 

    Emi miała ochotę nią potrząsnąć. Chrzanić Camerona! Przecież to nie on stanowił teraz problem… Zdawała sobie sprawę, że czegokolwiek nie powie i tak jej nie przekona. Ona… nie tylko z nim sypiała! Była w nim naprawdę zadurzona! Dziewczynie nie mieściło się to w głowie. 

    – Uważaj na siebie, proszę… – westchnęła tylko wiedząc, że jeżeli chce pomóc przyjaciółce, będzie potrzebowała naprawdę dobrego planu.

    Dodatkowo będzie musiała ułożyć go sama, bo nawet nie potrafiła wyobrazić sobie reakcji pozostałych Feniksów na tak… kontrowersyjną wiadomość… 

    ✩ ✩ ✩

    Suri

    Wróciła do pokoju i rzuciła się na łóżko. Emi sama zasugerowała, żeby nie zdradzała swoich tajemnic pozostałym. W dalszym ciągu było jej okropnie głupio, że przyjaciółka zastała ją w tak niedwuznacznej sytuacji, ale jakby nie patrzeć była przecież w swoim pokoju, swojej osobistej przestrzeni… nie zajmowali się sobą w jakimś miejscu publicznym, gdzie każdy mógłby ich przyłapać. Już miała sięgnąć po tablet, żeby napisać do Kruka, kiedy kątem oka wyłapała w rogu pokoju, pod sufitem jakiś ruch. Usiadła przestraszona. Cholera! Wysoko w kącie, częściowo na ścianie, a częściowo na suficie, siedziała znajoma postać i przypatrywała się jej zaciekawiona. Dziecko bezimiennych. Co ono tu robiło i czy przypadkiem zaraz nie pojawią się jego przerażający rodzice? 

    – Yyy… cześć? – odezwała się niepewnie, przypominając sobie, jak Kruk mówił, że stworzenia te porozumiewają się przede wszystkim za pomocą odczytywania emocji. Była jednak przekonana, że mała rozumie również wypowiadane w jej kierunku słowa. – Co tu robisz?

    Postać dosłownie w ułamku sekundy znalazła się tuż przy niej. Stanęła na pajęczych nogach przy łóżku. W swoich długich rączkach trzymała wyciągniętą w jej kierunku kurtkę, która była upaćkana czymś wyraźnie lepkim. Zaskoczona Suri wzięła od niej ubranie.  

    – Dziękuję. Nie musiałaś mi jej oddawać – dodała. 

    Potworek skinął głową, a potem z niesamowitą prędkością zaczął przemieszczać się po pokoju, co kilka chwil zatrzymując się przy jakiejś rzeczy. Najdłużej został przy leżącym w szufladzie jajku. Wskazał na nie macką i spojrzał na Suri, zadając jej najwyraźniej nieme pytanie.  

    – To mój chowaniec, ale jeszcze się nie wykluł – wyjaśniła spokojnie. 

    Istota skinęła małą główką i przeszła do przeglądania zawartości biurka. Po chwili znów znalazła się przy Suri, tym razem dzierżąc w długich rękach bez palców papierową książkę. Szturchnęła nią dziewczynę. Ta wzięła od niej przedmiot, zastanawiając się co ma z nim zrobić. 

    – Poczytać ci? – spytała zaintrygowana. 

    Nagrodziło ją kolejne kiwnięcie. Suri otworzyła książkę, a mała bezimienna wdrapała się na łóżko, siadając obok niej tak, żeby móc oglądać obrazki. Dziewczyna zdała sobie sprawę, że to stworzenie jest niezwykle inteligentne. Z całej półki różnych książek, w które się zaopatrzyła podczas pobytu w Akademii, wybrało akurat klasyczne, pięknie ilustrowane baśnie japońskie i teraz zachłannie wlepiało małe oczka w kolejne strony, słuchając odrobinę tylko nieodpowiednich dla dzieci historii. 

    Note