Rozdział 5 – Cień Kruka
by Vicky
Suri
Pozostała część wolnego dnia upłynęła bardzo ponuro. Woreczek, który dał jej Kruk zawierał złocisty proszek, mieniący się w słońcu niczym brokat. Gdy tylko drobinki zetknęły się z lodem, ten natychmiast zaczął topnieć. Bez trudu uwolniła Lailę, która swoją energią pomogła jej oswobodzić pozostałych. Dziewczyna przezornie schowała resztę proszku do kieszeni, uprzednio szczelnie zawiązując woreczek. Powiedziała im tylko, że ciemnowłosy chłopak zabrał jej sztylet i to wystarczyło. Nikt nie zadawał pytań. Wyglądało na to, że Feniksy przełykały gorycz porażki. Na domiar złego na placu, przed okazałym budynkiem Akademii, pojawiły się neonowe, tablice – hologramy. Pierwsze miejsce zajmowała drużyna o nazwie Żniwiarze, której kapitanem był niejaki Aron De’Vree, a na kolejnym miejscu w składzie figurował Kruk. Drugie miejsce zajmowały podświetlone na biało Feniksy, trzecie, znów mieniące się fioletowym blaskiem Czarne Smoki, a później kolejno były zielone: Latające Tygrysy, Jednorożce. Później znów mieniące się fioletem Pantery i już do końca zielone: Pegazy, Mantikory, Czupakabry, Centaury, Bazyliszki i Kelpie.
Do pokoi wrócili nie zamieniwszy po drodze ani jednego słowa. Gdy zamknęły się za nią drzwi i Suri została sama, dziewczyna odetchnęła z prawdziwą ulgą. Porzucony tablet wciąż leżał na stojącym przy oknie biurku. Podniosła go i zwinęła się razem z nim w miękkim fotelu, by sprawdzić rozkład zajęć na kolejne dni. Nie chciała, by to na nią skierowała się złość Lucasa, kiedy drużyna przez nią będzie traciła punkty. Wszyscy bez przerwy powtarzali jej, że niedługo odkryje swoją moc, ale na razie nie wyglądało na to, by jakąkolwiek miała.
Od rozpoczęcia semestru minął miesiąc, ale dopiero teraz jej plan zakładał jakiekolwiek fizyczne treningi inne niż pływanie, jazda konna czy gra w tenisa. Jedno wiedziała na pewno, jej bronią nie zostanie sztylet, który na samym początku podarował jej Lucas. W związku z czym wysłała krótkie prywatne pytanie do panny Jean Maul, która, jak wyczytała z planu miała prowadzić ćwiczenia z bronią dla dziewcząt. Odpowiedź nadeszła od razu. Nauczycielka wysłała jej mapę kompleksu akademii, z zaznaczoną zbrojownią, zezwolenie na wejście i polecenie, żeby Suri sobie wybrała coś, co do niej przemawia i przyszła przygotowana na zajęcia. Mimo że cała nauka w Akademii Królewskiej była dla niej dość abstrakcyjna, to pojedynku z kimkolwiek w ogóle sobie nie wyobrażała. Szczególnie jeżeli miałby to być magiczny pojedynek… Postanowiła jednak, że nie ma sensu zwlekać. Im szybciej załatwi sprawę, tym lepiej.
Dzięki pomocy komputera wybrała sobie sportową torbę i tym razem przemyślnie wrzuciła do niej tablet. Nie miała pojęcia co dzieje się z tymi wszystkimi ubraniami z poprzednich dni, ale one po prostu znikały, gdy zostawiała je na przykład na poręczy fotela, a później były znowu w komputerze możliwe do wyboru, jako gotowe zestawienia. Zawsze czyściutkie, pachnące i świeżo wyprasowane. Tak samo zresztą, jak i szkolny mundurek. Spojrzała na mapę i wśród gonitwy nadmiaru własnych, natrętnych myśli, wyszła z pokoju.
✩ ✩ ✩
Kruk
Dokumentacja musiała gdzieś tu być. Siedział przed komputerem, w biurze połączonym z halą sportową, czyli w najmniej pilnowanym z miejsc, do którego dostęp mieli tylko nauczyciele. Ich sieć, tak na wszelki wypadek, była odcięta od sieci szkolnej, żeby zbyt zdolni uczniowie nie mogli się do niej za łatwo włamać i przyjrzeć się sprawdzianom, które dla nich zaplanowali. Kruk nigdy nie miał z tym szczególnego problemu, ale tym razem zupełnie nie tego szukał. Musiał dowiedzieć się jakimi zdolnościami dysponuje ta przeklęta dziewczyna i jak dużą przewagę dzięki niej zyskają Feniksy. Nigdzie nie było jednak o tym najmniejszej wzmianki. Matka: Yuki Hana Hokuchō z Japonii, ojciec Daniel Maes, z Anglii. Lat dziewiętnaście, urodzona dwunastego sierpnia. Westchnął rozdrażniony. Nie było tam nic istotnego.
Rano miał nadzieję, że zabaweczka Feniksów zaatakuje go, kiedy odwróci się do niej plecami i wtedy wszystkiego się dowie, ale ona zupełnie zbiła go z tropu, po prostu dobrowolnie oddając mu sztylet, którego potrzebował. Nie lubił być zaskakiwany i… Dokładnie w chwili, kiedy o tym pomyślał, usłyszał ciche skrzypnięcie otwierających się drzwi. Cholera! Szybkim ruchem dłoni wyłączył komputer i wstał zza szerokiego biurka. W tym budynku nie można było się teleportować, jeśli więc był to któryś z nauczycieli…
Po cichu otworzył drzwi gabinetu, mając nadzieję, że nikt nie zauważy go, dopóki nie wejdzie do hali lub zbrojowni, a wówczas, przynajmniej będzie miał okazję się jakoś usprawiedliwić. To jednak nie był ani ich Mistrz, ani panna Maul. Na taki łut szczęścia nawet nie liczył i z pewnością zamierzał dobrze wykorzystać to nieoczekiwane spotkanie.
✩ ✩ ✩
Suri
Dziewczyna spojrzała zaskoczona na wychodzącego z gabinetu nauczycieli Kruka. Do tej pory była przekonana, że będzie tu sama. W końcu mieli wolne, a żeby uczeń mógł wejść do hali sportowej, któryś z nauczycieli musiał przyznać mu dostęp…
– Nie powinno cię tu być… – odezwała się, zanim zdążyła się zastanowić.
– I co, zamierzasz na mnie naskarżyć? – chłopak spojrzał na nią z umiarkowanym zainteresowaniem.
– Raczej nie – odpowiedziała siląc się na obojętność, mimo że czuła, jak cała aż iskrzy w środku z powodu morza skrywanych emocji.
Tak naprawdę nie miała pojęcia kim był i co nim kierowało, ale widziała, co zrobił rano jej przyjaciołom i w jakiej sytuacji planował ich zostawić… zdecydowanie był dupkiem, żałowała tylko, że tak piekielnie przystojnym dupkiem.
– A co ty tu robisz? – zadał pytanie wciąż tym samym, zupełnie neutralnym tonem.
Wzruszyła ramionami.
– Od jutra zaczynam ćwiczenia z bronią. Tylko, że… nie mam żadnej broni. To znaczy – zawahała się przez chwilę – mam sztylet, który się świeci i jest doskonałą lampką nocną, ale…
Kruk parsknął śmiechem i była to pierwsza zupełnie szczera emocja, jaką u niego zanotowała. Poczuła się odrobinę urażona. Odwróciła się do niego plecami i przecinając halę sportową, ruszyła w kierunku zbrojowni.
– Zaczekaj – w jednej chwili znalazł się przy niej. – Pomogę ci coś wybrać.
– Dlaczego? – spytała nieufnie.
– Bo to strasznie zabawne – jego odpowiedź brzmiała zupełnie szczerze.
Postanowiła go zignorować. Ostatecznie raczej i tak nie miała tu nic do gadania…
Pod drzwiami zbrojowni machnęła torbą z tabletem przed zamkiem elektronicznym i weszła do środka. Akademia wciąż nie przestawała jej zadziwiać. Połączenie technologii z magią było niesamowite. Zawsze żyła w przekonaniu, że te dwie sprawy się wzajemnie wykluczają, tak przecież twierdzi każda baśń, mit czy legenda…
W pomieszczeniu było dosłownie wszystko. Miecze, topory, tasaki, buzdygany, ale także pistolety i strzelby. Długie i krótkie kije, wisiały na ścianie przy gablocie z nożami. Przeróżne tarcze z przezroczystego tworzywa zajmowały niemalże pół ściany. Sala ciągnęła się przez kilkanaście metrów, a później dodatkowo zakręcała. Suri zrobiła krok do przodu i zatrzymała się, nie wiedząc w którą stronę się udać. Ilość tych wszystkich rzeczy ją przytłaczała. Teraz nie dziwiła się, że Lucas po prostu dał jej sztylet. Tak było… łatwiej. Przez chwilę korciło ją, żeby wziąć łuk i strzały, bo akurat łuku przynajmniej kiedykolwiek miała okazję użyć, ale gdy zrobiła krok w kierunku stojaka z łukami i kuszami, poczuła jakiś dziwny opór. Zaskoczona spojrzała na Kruka.
– Jak mam cokolwiek wybrać, jak coś nie pozwala mi iść? – spytała.
Chłopak znów się roześmiał, tym razem jednak znacznie ciszej.
– To nie ty wybierasz broń, tylko ona wybiera ciebie. To łatwe, zaraz się przekonasz – odpowiedział na jej sceptyczne spojrzenie. – Zacznijmy od początku. Walka w zwarciu, czy dystansowa?
– Dystansowa – odpowiedziała bez wahania, to pytanie akurat było łatwe.
– W takim razie tędy – gestem ręki wskazał jej drogę.
Posłusznie ruszyła się tam, gdzie sugerował i tym razem nie poczuła żadnego oporu. Po chwili kontrolę nad nią przejęła jakaś niewidzialna siła. Po prostu wiedziała, że to właśnie tam powinna się udać. Zatrzymała się kilka metrów za zakrętem, przed gablotą z niewielkich rozmiarów, trójkątnie zakończonymi nożami.
– Otwórz – polecił jej chłopak, a ona poczuła, że właśnie to powinna zrobić.
Gablota, mimo że wydawała się dobrze zabezpieczona, otworzyła się bez najmniejszych problemów. Zupełnie nieświadomie sięgnęła po komplet lekkich, niebiesko jaśniejących ostrzy. Było ich w sumie siedem. Otaczał je elegancki, skórzany, czarny futerał.
– Widzisz, tych też będziesz mogła używać zamiast lampki nocnej – ucieszył się Kruk.
– Oj zamknij się! – fuknęła, żałując, że cokolwiek takiego jej się kiedykolwiek przy nim wyrwało. – I tak nie umiem nimi rzucać – dodała.
– Pokażę ci podstawy, a resztę ogarniesz już sama.
Spojrzała na niego z zakłopotaniem. Planowała poprosić o to Camerona…
– Nie masz nic lepszego do roboty? – spytała sceptycznie.
– Właściwie to nie… – odparł wciąż jeszcze wyraźnie rozbawiony.
✩ ✩ ✩
Kruk
Była beznadziejna! Przyjrzał się, jak rzuca, trafiając idealnie w sam środek kolejnego jabłka. Zabrał ją do sadu za zabudowaniami Akademii, bo był pewien, że tu nikogo innego niezastaną. To było jedno z jego ulubionych miejsc, bo co najwyżej od czasu do czasu pojawiała się w nim jakaś służba. Właściwie to nie, nie była beznadziejna. Jak na standardy ludzkie była nawet całkiem dobra. Potrafiła nieźle celować. Tylko że tutaj… w Akademii Królewskiej… to było po prostu do kitu. Broń miała za zadanie wspomagać wrodzoną moc, a nie być po prostu bronią jako taką… Dlatego nie miało znaczenia czy ktoś doskonale włada obusiecznym toporem. Z łatwością mógł go pokonać uczeń z calowym, drewnianym patykiem. Kruk w milczeniu rozważał za i przeciw. Jeżeli nie zna swojej mocy i dzięki niemu ją odkryje… to tak jakby wspierał drużynę przeciwnika. Jednak ona i tak prędzej czy później pozna swoje umiejętności, a w ten sposób przynajmniej nie zostanie nimi zaskoczony.
– Zaczekaj – rozkazał, odsuwając się od niej o kilka metrów. Chwycił leżący na ziemi patyk i narysował nim na ścieżce duże X. Potem zrobił kilka kolejnych kroków i narysował drugi krzyżyk. – Ok. Chodź tu – przywołał do siebie dziewczynę.
Zbliżyła się do niego nieufnie. Ustawił ją na jednym z iksów.
– Co teraz? – zapytała.
– Wyobraź sobie, że stoisz na tym drugim iksie – wyjaśnił. – Możesz zamknąć oczy, jeżeli to ci ułatwi sprawę.
Dziewczyna spojrzała na niego jak na wariata. W końcu posłuchała, ale nic się nie stało.
– Długo jeszcze? – spytała znudzona po kwadransie, kiedy kazał jej ponawiać próby.
Westchnął i podszedł do niej.
– Pokażę ci – stwierdził – tylko się nie przestrasz – ostrzegł.
Stanął za nią i otoczył ją ramionami. Zdał sobie sprawę jaka zrobiła się spięta. Jej bliskość go rozpraszała. Mimowolnie poczuł kwiatowy zapach jej włosów. Używanie mocy jednak było dla niego jak oddychanie. Bez trudu przeniósł ich na oddalony o kilka kroków krzyżyk.
✩ ✩ ✩
Suri
Był zbyt blisko. Zdecydowanie zbyt blisko! Nie chciała, żeby jej dotykał, ale nie zaprotestowała, kiedy za nią stanął. Gdy objął ją ramionami, poczuła w brzuchu stado wirujących w dzikim tańcu motyli. Nie zdążyła jednak tego w żaden sposób przeanalizować, bo już chwilę później grunt usunął się jej spod nóg. Poczuła mdłości. Coś było nie tak. O rany! Nie stali już w tym samym miejscu! Znaleźli się na drugim krzyżyku. Potem znowu kawałek dalej i jeszcze dalej i znowu.
– Przestań – jęknęła po kolejnym skoku.
Chłopak się zatrzymał i natychmiast wypuścił ją z objęć. Poczuła lekkie ukłucie żalu.
– Coś nie tak? – spytał.
– Zrobiło mi się trochę niedobrze… – przyznała.
Wzruszył ramionami.
– To normalne przy teleportacji, jest jak choroba morska, przechodzi wraz z praktyką – wyjaśnił.
– Więc to dlatego tak szybko się poruszasz – odgadła. – Kiedy unikałeś starcia w ogóle nie było widać twoich ruchów…
– Tak – przyznał. – Na krótkie dystanse nie muszę otwierać portalu – wyjaśnił. – Jest mi potrzebny tylko jeżeli chcę wybrać się gdzieś dalej.
– Szkoda, że ja tak nie potrafię – westchnęła.
– Myślałem, że to twoja moc – przyznał.
– Dlaczego? – spytała zaciekawiona.
– Ponieważ w Tokyo spotkałaś mnie w obszarze granicy między światami. Można tam dostać się tylko przy pomocy teleportacji.
– Och – nie miała pojęcia co to znaczy, ale przynajmniej w jakiś mętny sposób wyjaśniało dlaczego się zgubiła.
– Więc jaka jest twoja moc? – zapytał.
Poczuła lekkie zakłopotanie.
– Szczerze mówiąc, to naprawdę nie mam pojęcia.