Header Background Image
    Rzeczywistość to ta część wyobraźni, co do której wszyscy się zgadzamy.

    Ten, w którym świat strażnika się rozpada.

    Ryu

    Bal od początku nie smakował tak, jak powinien. Światła kryształowych żyrandoli odbijały się w wypolerowanej posadzce, orkiestra grała coś lekkiego, a sala pełna była ludzi w perfekcyjnie skrojonych strojach, którzy śmiali się, jakby świat poza tymi murami nie istniał. Laura wyglądała pięknie. Sukienka, którą jej kupiłem, podkreślała jej talię i odsłaniała ramiona. Uśmiechała się do mnie tak, jakby spełniło się jej największe marzenie, a mimo to czułem się, jakbym stał w złym miejscu. 

    Co chwilę zerkałem w stronę wejścia. Odruchowo. Bez sensu. Wiedziałem przecież, że Liya nie przyjdzie. Sama powiedziała, że nie ma ochoty na takie zabawy. Nie naciskałem. Uznałem, że to uczciwe. Skoro ona nie chce, nie będę jej zmuszał. Byłem z siebie dumny. Później uświadomiłem sobie, że byłem po prostu głupi. 

    Laura mówiła coś o dekoracjach i aukcji charytatywnej, a ja kiwałem głową, słuchając jednym uchem. Wciąż miałem wrażenie, że coś mi umyka, że ktoś powinien stać obok mnie. 

    Kiedy wreszcie odprowadziłem ją do internatu i wróciłem do pałacu, było już późno.

    We wspólnym salonie siedziała Mai. Nie miała na sobie zwykłej, nienagannej maski opanowania. Wyglądała na zmęczoną i rozdrażnioną.

    – Już wróciłeś? – zapytała chłodno.

    – Tak. Gdzie wszyscy? – rozejrzałem się po pustym salonie. 

    – W centrum wojskowym – odpowiedziała beznamiętnie.

    Zamarłem.

    – Co?

    – Wyjechali rano. Imperator, Liya, Dymitr, Kei, Aron i Lucas.

    Każde imię było jak osobne uderzenie. Centrum wojskowe. Nowe testy broni. Prototypy. Nowe systemy synchronizacji magii i sposoby na jej kontrolowanie. Od miesięcy mówiło się o aktualizacji sprzętu zsynchronizowanego z żywiołami. O nowych rozwiązaniach taktycznych. O eksperymentach z integracją energii. To było miejsce, które chciał odwiedzić każdy Strażnik. 

    – Kiedy wracają? – zapytałem szorstko.

    – Pojutrze wieczorem. 

    Spojrzałem na nią, próbując zrozumieć, czy to jakiś kiepski żart.

    – I nikt nie uznał za stosowne mnie o tym poinformować? 

    Mai uniosła brew. 

    – Może byli przekonani, że masz ważniejsze plany. 

    Zacisnąłem szczękę. Zrozumienie przyszło nagle i było nieprzyjemnie ostre. Liya wiedziała, że mnie tam nie będzie. Wiedziała, że uznam jej decyzję za oczywistą. Wiedziała też, że centrum wojskowe naprawdę mnie interesuje. Nie była głupia. Daishi pojawiła się na schodach, przeciągając się leniwie. 

    – Spokojnie, Ryu – rzuciła obojętnie. – Ktoś musiał zostać. Ja mam kilka dni wolnego. Mai ma karę. A ty… – uśmiechnęła się półgębkiem – miałeś bal.

    Nie odpowiedziałem. Wszedłem po schodach, do swojego skrzydła. Każdy krok odbijał się głucho od marmurowej podłogi. W mojej głowie kłębiło się coś ciężkiego, nieprzyjemnego. Nie chodziło tylko o centrum wojskowe. Chodziło o to, że mnie wykluczyła. Nie zapytała, czy chcę jechać. Nie powiedziała ani słowa. Pozwoliła mi myśleć, że to ja decyduję, a potem podjęła decyzję za mnie. Oparłem dłonie o parapet i spojrzałem na nocne miasto. Może chciała odpocząć ode mnie. Może uznała, że skoro potrafię zabrać Laurę na bal, to równie dobrze poradzę sobie bez niej przez weekend. 

    Jedno wiedziałem na pewno. Nie byłem tylko jej Strażnikiem. I nie zamierzałem być odsuwany na bok jak zbędny element planu. Kiedy wrócą, porozmawiamy. Tym razem nie zamierzam udawać, że wszystko jest w porządku.

    ~  ღ ~  ღ ~ ღ ~

    Charlotte

    Gdybym nie zobaczyła tego na własne oczy, nigdy bym nie uwierzyła. Szłam korytarzem prowadzącym do bocznych sal treningowych, kiedy usłyszałam głos Evana. Zatrzymałam się automatycznie. Był zbyt ożywiony. Zbyt szybki. Zbyt… szczęśliwy. 

    Mój brat nie mówi w ten sposób do ludzi. Mój brat nie tłumaczy niczego z pasją komukolwiek poza profesorami. Mój brat unika rozmów, jeśli tylko może.

    Zajrzałam przez lekko uchylone drzwi.

    W centrum sali stał Evan. Koszula rozpięta pod szyją, rękawy podwinięte, rude włosy opadające mu na czoło. Wokół jego ramion unosiły się drobne, złotawe drobiny światła. Naprzeciw niego stała księżniczka Aaliya. Nie wyglądała jak ktoś znudzony dworską etykietą. Była skupiona i podekscytowana, jak dziecko, które właśnie odkryło nową zabawkę. W dłoni trzymała prototypowy pistolet zsynchronizowany z magią światła, a jej energia pulsowała nierówno, ale potężnie.

    – Nie, zobacz, jeśli przesuniesz środek ciężkości energii wyżej, między łopatki… – Evan zrobił krok bliżej, całkowicie zapominając o swoim zwyczajowym dystansie. – …to światło zacznie się samo stabilizować.

    Aaliya roześmiała się cicho.

    – Czyli skrzydła to fizyka?

    – W dużej mierze – odpowiedział bez cienia ironii. – To tylko kwestia odpowiedniego rozłożenia napięcia.

    „Tylko”. Zamrugałam. Evan Blackmoor właśnie powiedział „tylko” o czymś, nad czym pracował miesiącami. I zrobił to z błyskiem w oczach. 

    Aaliya uniosła ręce. Jasna poświata zgęstniała przy jej plecach, jeszcze niestabilna, drżąca. Evan natychmiast wyciągnął dłoń, nie dotykając jej, ale prowadząc energię jak dyrygent orkiestrę.

    – Za dużo. Cofnij impuls. Oddychaj wolniej.

    Ich twarze były zbyt blisko. Oboje mówili jednocześnie. Oboje przerywali sobie z ekscytacją. Nie było między nimi skrępowania, nie było ciszy, którą zwykle Evan wypełniał chłodnym milczeniem. Wyglądali… jakby świetnie się bawili. Zmrużyłam oczy. To było interesujące. Evan, który odsuwał się od ludzi przy każdej możliwej okazji, nagle trenuje prywatnie z księżniczką. I nie tylko ją uczy — on jest nią wyraźnie zaintrygowany, a ona patrzy na niego jakby go uwielbiała. 

    Powoli odsunęłam się od drzwi, zanim mnie zauważą. Jeśli mój brat znalazł sposób, by znaleźć się blisko Aaliyi, to ja nie zamierzałam stać z boku. Bycie siostrą Evana właśnie stało się znacznie bardziej użyteczne, niż kiedykolwiek wcześniej. Uśmiechnęłam się pod nosem. Skoro on potrafi rozmawiać z księżniczką o magii, ja potrafię zrobić z tego most, a mosty prowadzą dokładnie tam, gdzie chcę dojść.

    ~  ღ ~  ღ ~ ღ ~

    Ryu

    Stałem pod jedną z kolumn w bocznej sali treningowej i patrzyłem, jak śmieje się z kimś innym. Światło odbijało się od matowych paneli ścian, a w powietrzu unosił się znajomy zapach rozgrzanej energii. Liya stała kilka metrów ode mnie, z rękami uniesionymi wysoko, skupiona, a jednocześnie wyraźnie rozbawiona. Przy jej plecach zbierała się poświata. Jeszcze niestabilna, jeszcze drżąca.

    Evan Blackmoor stał naprzeciwko niej. Za blisko. Jak na mój gust — zdecydowanie za blisko. 

    – Nie tak – powiedział spokojnie. – Cofnij impuls. Przeciążasz lewą stronę.

    Liya prychnęła, jak zawsze uroczo, niczym mały kociak.

    – Przeciążam, bo to wcale nie jest takie „proste”, jak twierdzisz.

    Evan uśmiechnął się pod nosem. On. Uśmiechnął. Się. Zacisnąłem szczękę.

    Od tygodnia wyglądało to dokładnie tak samo. Po zajęciach szła tutaj. „Trening z Evanem”. „Eksperymenty z energią światła”. „Synchronizacja”. Za każdym razem brzmiało to tak, jakby właśnie odkryła nowy sens istnienia. 

    A ja? Stałem z boku. 

    Próbowałem z nią porozmawiać pierwszego dnia po powrocie z centrum wojskowego. Próbowałem zapytać, dlaczego mnie nie zabrali. Dlaczego wszyscy pojechali beze mnie, do miejsca, które interesuje każdego Strażnika zdecydowanie bardziej niż bal czy jakakolwiek inna dworska zabawa. Nie zdążyłem nawet dobrze zacząć.

    – To był pomysł Imperatora – przerwał mi, ku mojemu zdumieniu, Aron ostrym tonem. – Daj jej spokój. 

    Wiedziałem, że Aron nie rzuca słów na wiatr. Wiedziałem też, że nie powinienem ciągnąć tematu przy innych. Tylko że nie jestem idiotą. Raiden nie robi niczego wbrew niej. Nigdy. Jeśli zdecydował się zabrać ją do centrum wojskowego, to dlatego, że ona tego chciała. A mnie tam nie było, nie było mnie przy niej. Westchnąłem cicho i mocniej oparłem się o kolumnę. 

    Od tamtego weekendu coś się zmieniło. W pałacu Liya przestała mnie szukać. Nie przychodziła już wieczorami do moich komnat pod byle pretekstem. Nie wtulała się we mnie bez słowa. Nie siadała obok mnie, kiedy czytałem raporty. Unikała mnie. 

    Najpierw myślałem, że to przypadek. Potem, że jest zmęczona. Teraz stałem tu i patrzyłem, jak śmieje się przy kimś, kto nie jest mną. 

    – Dobrze, spróbuj jeszcze raz – powiedział Evan.

    Liya zamknęła oczy. Światło przy jej plecach zgęstniało, zaczęło formować się wyraźniej. Delikatne linie złota przecięły biel. Na ułamek sekundy zobaczyłem zarys skrzydeł. Jej twarz rozjaśniła się czystym zachwytem. Nie pamiętam, kiedy ostatnio patrzyła tak na mnie. Zrobiłem krok w ich stronę.

    – Liya – odezwałem się spokojnie. 

    Otworzyła oczy. Poświata zgasła niemal natychmiast.

    – Ryu – odpowiedziała, jakby była lekko zaskoczona moją obecnością.

    Zaskoczona. Jakbym stał się tłem. 

    – Skończyliście już? – zapytałem, starając się, by mój ton był neutralny.

    Evan cofnął się o pół kroku, wyczuwając napięcie. Sprytny. Nie głupi.

    – Jeszcze jedna próba – odpowiedziała Liya. – Prawie mi się udało.

    Skinąłem głową, choć w środku coś we mnie pękło. Odwróciłem wzrok na moment, udając, że obserwuję panele energetyczne na ścianie. W rzeczywistości próbowałem zrozumieć. Co zrobiłem nie tak? 

    Światło ponownie rozbłysło przy jej plecach. Tym razem stabilniej. Wyraźniej. Skrzydła rozwinęły się na moment w pełnej krasie. Liya roześmiała się głośno. Evan odpowiedział jej czymś równie entuzjastycznym. Poczułem, jak zazdrość rozlewa się we mnie niczym trucizna. Nie byłem pewien ile jeszcze byłem w stanie wytrzymać. 

    ~  ღ ~  ღ ~ ღ ~

    Liya

    Była irytująca. Chciałam się jej jakoś pozbyć. Ciągle za mną łaziła, zupełnie jakby nie miała własnego życia. Od kilku dni wyglądało to tak samo. Gdziekolwiek szłam z Katheriną, tam po chwili pojawiała się Laura. Najpierw niby przypadkiem mijała nas na korytarzu. Potem przysiadała się w bibliotece, tłumacząc, że akurat potrzebuje tej samej książki. Wreszcie zaczęła dosiadać się do nas podczas lunchu, jakby było to najbardziej naturalne na świecie. 

    Z początku sądziłam, że to chwilowe, że ekscytacja po całej aferze z jajkami i mąką minie, a ona znajdzie sobie inne zajęcie. Zamiast tego wrosła w naszą codzienność niczym chwast, którego nie da się wyrwać bez naruszenia całej rabaty. 

    Najgorsze było to, jak patrzyła na Ryu. Nie robiła nic niestosownego. Nie dotykała go. Nie flirtowała w sposób jawny. Była po prostu… obecna. Zagadywała go o wszystko. O treningi. O Akademię Wojskową. O jego ulubiony żywioł. O to, czy trudno było zdać egzaminy na Strażnika. Śmiała się z każdego jego półżartu, nawet jeśli nie był szczególnie zabawny. 

    Ryu zawsze odpowiadał uprzejmie. Nie miał w sobie ani krzty irytacji. Nie dostrzegał tego, co widziałam ja, a może po prostu nie chciał dostrzec. 

    Katherina obserwowała to wszystko z rosnącą dezaprobatą.

    – Ona znowu tu idzie – mruknęła pewnego dnia, kiedy siedziałyśmy przy stoliku pod arkadami, a ja udawałam, że skupiam się na notatkach.

    Laura pojawiła się po chwili, z tacą w rękach, jakby była stałym elementem naszej grupy. Usiadła obok Ryu, zbyt blisko, jak na mój gust.

    – Hej – odezwała się pogodnie. – Widzieliście już wyniki z teorii magii?

    Ryu skinął głową i zaczął coś jej tłumaczyć, pochylając się minimalnie w jej stronę. W tym momencie miałam ochotę wstać i wyjść. Zamiast tego uśmiechnęłam się, jakby nic mnie to nie obchodziło. Nie chciałam robić sceny. Nie chciałam ranić Ryu. Wiedziałam, że w jego głowie wszystko było proste. Obronił ją. Ona potrzebowała wsparcia. Ja byłam księżniczką. Mogłam sobie pozwolić na odrobinę dobroci. Tylko, że sytuacja zaczynała mnie coraz bardziej irytować. 

    Po lunchu Katherina odciągnęła mnie na bok.

    – Dlaczego chcesz się z nią przyjaźnić? – spytała bardziej zaciekawiona, niż zła Katherina. – Nie sądziłam, że jesteś altruistką, a Laura… no cóż… nie prezentuje sobą nic szczególnie ciekawego. Powiedziałabym wręcz, że jest nudna… 

    Jęknęłam w duchu, bo przyjaciółce idealnie udało się ubrać w słowa moje własne myśli. Obawiałam się, że nawet jeżeli jej wszystko wytłumaczę, to Kate nie zrozumie lub, co gorsza, uzna mnie za skończoną idiotkę. 

    – Wcale nie chcę się z nią przyjaźnić, czuję, jakby plątała się nam pod nogami, niczym niesforny szczeniak, tylko, że… 

    – No tak – wtrąciła się dziewczyna – zawsze musi być jakieś ale… – mruknęła. 

    Zgromiłam ją wzrokiem.

    – Chcesz usłyszeć to wyjaśnienie czy nie? Nie lubię robić z siebie idiotki, a jestem pewna, że ono tak właśnie zabrzmi – dodałam nieco żałośnie. 

    – Kontynuuj – łaskawie zezwoliła Kate. 

    – Chodzi o Ryu – westchnęłam cicho. – Kiedy uczył się w Imperialnej Akademii Wojskowej należał do klasy A, mimo że nie miał rodowego nazwiska i możesz się domyśleć, jak bardzo nie podobało się to jego kolegom. Dlatego kiedy zobaczył, jak dziewczyny gnębią Laurę od razu zdecydował się jej pomóc i teraz oczekuje ode mnie, że to ja będę się nią opiekowała. A ja oczywiście nie chcę go zawieść… 

    Jak zwykle, kiedy tylko wspominałam o Ryu, wyraz twarzy Kate zrobił się rozmarzony. Ku mojej uldze jednak sprawiała wrażenie pełnej zrozumienia.

    – Dla takiego przystojniaka też bym się pewnie na to zgodziła – przyznała niechętnie. – Rozumiem jednak, że wcale nie musimy się z nią przyjaźnić? – spytała z nadzieją, a ja poczułam przyjemne ciepło, gdy zdałam sobie sprawę, że Kate powiedziała my, więc nie zamierza zostawić mnie z tym samej. – Wystarczy, że dziewczyny przestaną jej dokuczać?

    – Chyba tak… – przyznałam. – Masz jakiś pomysł jak się jej pozbyć? – spytałam pełna nadziei. 

    – Zostaw to mnie – uśmiechnęła się przepełnionym wyższością uśmiechem, a to wystarczyło, by przekonać mnie, że świetnie sobie poradzi. 

    ~  ღ ~  ღ ~ ღ ~

    Laura

    Siedzieliśmy na wydmach, oglądając cudowny zachód słońca. Jak zawsze w obecności Ryu całe moje ciało było spięte, a dłonie spocone. Nie mogłam skupić myśli. Wpatrywałam się w brodzącą w morskiej wodzie, rozbawioną Aaliyę i wciąż nie mogłam uwierzyć, że czuje się tak swobodnie w towarzystwie Imperatora i jego Strażników. Nigdy nie sądziłam, że mogą mieć ludzkie oblicza.  

    – Wszyscy wiedzą dlaczego Imperator zdecydował się poślubić Aaliyę – odezwałam się cicho – ale tak jak inni myślałam, że jako jego żona księżniczka będzie po prostu lalką na pokaz i że w ich mariażu chodzi tylko i wyłącznie o sojusz z Wyspami Lua. Czy to nie dziwne, że darzy ją takimi względami? – spytałam. 

    – Nie powinnaś wypowiadać się na tematy, o których nie masz pojęcia – skarcił mnie Ryu, a ja poczułam nieprzyjemne ukłucie. – Uczucia Imperatora względem jego żony to nie twoja sprawa. 

    Spuściłam wzrok, wpatrując się w swoje zaciśnięte dłonie. Miałam ochotę zapaść się pod ziemię. 

    – Wiem, byłam po prostu ciekawa. Nie miałam nic złego na myśli, przepraszam – wydusiłam z siebie. 

    Poczułam, że się rumienię, kiedy Ryu poufałym gestem pogłaskał moje włosy. 

    – Nic się nie stało – westchnął – po prostu bardzo nie lubię plotek – wyjaśnił. – Wielokrotnie obserwowałem ile szkód mogą narobić. 

    Podniosłam wzrok, by znów spojrzeć w stronę wody. Wiał lekki wietrzyk, delikatne fale rozbijały się o brzeg, a słońce cudownie odbijało się w morskiej tafli. Aaliya cmoknęła w policzek Imperialną Strażniczkę, która skinęła głową Imperatorowi i oddaliła się w kierunku zejścia z plaży. Drugi Strażnik usiadł na piasku, a ku mojego zdumieniu po chwili dołączył do niego Imperator. Aaliya jeszcze chwilę brodziła w wodzie, a potem zajęła miejsce między nimi. 

    – W Akademii… nigdy nikomu nie powiedziałam niczego na temat życia Aaliyi, przysięgam – odezwałam się gorączkowo, błagając w duchu, żeby Ryu mnie nie znienawidził. 

    Spojrzał na mnie poważnie, ale już po chwili się lekko uśmiechał. Był cudowny! Poczułam, że się rozpływam. 

    – Wiem, że nie nadużyłabyś mojego zaufania – zapewnił. – Przecież jesteśmy przyjaciółmi.

    Przyjaciółmi? Czy tak to postrzegał? Chciałam mu wyznać swoje uczucia, przerażenie jednak ściskało mnie w gardle. Tylko, że jeśli nie teraz, to kiedy? Czy kiedykolwiek będzie na to odpowiednia chwila? Teraz przynajmniej byliśmy sami, a najczęściej towarzyszyła nam również Aaliya… Do tego ten cudowny, romantyczny zachód słońca, a Ryu… siedział tak blisko mnie. 

    – Nie chcę być twoją przyjaciółką – odezwałam się z całą stanowczością na jaką było mnie stać. – Kocham cię. Zakochałam się w tobie już pierwszego dnia, a potem moje uczucie tylko jeszcze się pogłębiło – wyrzuciłam z siebie na jednym oddechu. 

    Gdy odważyłam się podnieść wzrok, zdałam sobie sprawę, że chłopak wpatruje się we mnie zupełnie zaskoczony. Oblał mnie zimny pot. Czyżbym właśnie zrobiła z siebie totalną idiotkę? Przecież… traktował mnie z taką sympatią… Od czasu do czasu mnie poufale dotykał… musiał coś do mnie czuć! 

    – Lauro, nigdy nie myślałem o tobie w taki sposób – odezwał się po dłuższej chwili milczenia. – Mam w pałacu kochankę, jest dla mnie całym światem – wypowiedział zdanie od którego moje serce roztrzaskało się na drobne kawałki. 

    – Rozumiem – wydusiłam z siebie, z trudem powstrzymując napływające mi do oczu łzy. – Przepraszam, muszę iść – rzuciłam, gwałtownie zrywając się z miejsca.  

    Nie byłam w stanie spojrzeć mu w oczy. Czułam się jak głupia smarkula. Oczywiście, że kogoś miał. Był cudowny, przystojny, czarujący i szarmancki, a do tego był Imperialnym Strażnikiem. Zapewne marzyła o nim połowa szlachcianek i to nie tylko tych uczących się w Akademii. Miałam ochotę zapaść się pod ziemię. Teraz jednak jak najszybciej musiałam od niego uciec.    

    ~  ღ ~  ღ ~ ღ ~

    Ryu

    Nie miałem pojęcia co zrobiłem nie tak. Nie po raz pierwszy jakaś dziewczyna wyznawała mi swoje uczucia, ale po raz pierwszy była to osoba, którą miałem okazję w jakikolwiek sposób poznać. Łatwo było zbyć mi kogoś, kto zupełne nic dla mnie nie znaczył. Moimi jedynymi przyjaciółkami do tej pory były Liya, którą właściwie od zawsze kochałem i Daishi, która jednak bardziej nam matkowała, niż robiła cokolwiek innego. Być może dlatego nie spodziewałem się takiego wyznania, przez co od samego początku nie postawiłem sprawy jasno. 

    Przelotnie spojrzałem w kierunku plaży. Liyi towarzyszyli Aaron i Raiden, a gdzieś w pobliżu powinna być jeszcze Daishi. Uznałem, że nic się nie stanie, jeżeli spuszczę ją z oczu na kilka minut. Wstałem, otrzepując czarne spodnie z piasku i pobiegłem dogonić Laurę. Znalazłem ją w lesie, niedaleko zejścia na plażę. Siedziała skulona na ławce płacząc. Nie byłem pewien jak mogę ją pocieszyć.   

    – Odejdź – poprosiła cicho, kiedy usiadłem obok niej. 

    – Czy tylko o to ci chodziło w naszej relacji? – spytałem zrezygnowany, odrobinę zły zarówno na nią, jak i na siebie. – Czy teraz będziesz mnie unikała? 

    Podniosła na mnie zaskoczone spojrzenie. Jej buzia stała się czerwona od łez, a ja mimowolnie porównałem jej opuchniętą twarz do oblicza Liyi, która zapłakana stawała się nawet jeszcze bardziej urocza niż zazwyczaj. 

    – Oczywiście, że nie! – zapewniła mnie poprzez łzy. – Ja… po prostu chciałam, żebyś wiedział, bo już nie wytrzymywałam tłamszenia tego w sobie. 

    – Rozumiem – westchnąłem. – Więc między nami wszystko ok.? – spytałem niezbyt przekonany. 

    – Tak, oczywiście – zapewniła mnie szybko. 

    Chciała coś jeszcze dodać, ale ja zerwałem się z ławki. Przy przejściu na plażę pojawili się Kei i Dymitr, a gdy również mnie ujrzeli, Illi’andin natychmiast wzbił się w powietrze i poleciał w stronę morza, a Kei ruszył w moim kierunku. 

    – Co ty tu robisz?! – wycedził Kei, a ja dawno już nie widziałem, żeby był na cokolwiek tak bardzo wkurzony. – Gdzie jest Liya?!

    – Została z Raidenem, Aaronem i Daishii – odpowiedziałem niepewnie. 

    – Daishii wróciła do miasta, bo miała do załatwienia pewne sprawy, dlatego właśnie tu jesteśmy – nigdy jeszcze nie widziałem takiego zawodu na jego twarzy. – Poza tym ona i Aaron są Strażnikami Imperatora, nie księżniczki Aaliyi. W razie zagrożenia, to on byłby ich priorytetem. Liya mogłaby zostać zupełnie sama.  

    Spojrzałem na niego przerażony. 

    – Raiden nigdy by na to nie pozwolił! – zaprzeczyłem. 

    – Zaufałem ci Ryu, a ty zawiodłeś moje zaufanie – odezwał się chłodno. – Teraz najważniejsze, żebyśmy dołączyli do Liyi, o konsekwencjach porozmawiamy później. 

    Kei ruszył w kierunku plaży, nie oglądając się za siebie, a ja posłusznie poszedłem za nim. Powoli docierało do mnie co zrobiłem. Jak mogłem być taki bezmyślny?! To tylko kilka minut… przypomniałem sobie te wszystkie sytuacje, w którym nie minuty, a sekundy decydowały o życiu lub śmierci. Byłem skończonym kretynem! 

    Kiedy dotarliśmy na plażę, Kei chwycił księżniczkę w ramiona i przytulił do siebie. Wtuliła się w niego ufnie, a ja poczułem, jak mój żołądek robi fikołka. Zawiodłem nie tylko Kei’a, ale również i ją! Osobę, którą kochałem najbardziej na świecie. 

    – Coś się stało? – spytała Liya unosząc głowę, by spojrzeć na obejmującego ją Strażnika. 

    – Na szczęście nie – mężczyzna odezwał się zupełnie spokojnym głosem – ale porozmawiamy o tym w domu. 

    – W takim razie może się zbierajmy? – wtrącił się Aaron. – jestem głodny jak wilk – oznajmił. 

    Pozostali mu przytaknęli i wspólnie ruszyliśmy w kierunku zejścia z plaży. Dymitr położył mi rękę na ramieniu, zmuszając, żebym został z nim odrobinę z tyłu. 

    – Nie mam nastroju na twoje docinki – warknąłem. 

    – Och nie zamierzam ci prawić kazań, tym na pewno zajmie się Kei – zapewnił. – Chociaż przyznam, że bawi mnie to, jak sam wykopałeś dla siebie grób. Od początku to ja powinienem pilnować Liyi w Akademii, nie ty. 

    – Czego chcesz Dymitr? – spytałem zrezygnowany. 

    Byłem wystarczająco zły na siebie samego, nie potrzebowałem jeszcze dodatkowej reprymendy. 

    – Powinieneś być mi wdzięczny, bo uznałem, że wyjawię ci pewną życiową prawdę – odezwał się rozbawiony. – Dotykanie innych ludzi nie jest normalne, nawet przyjaciół. Tylko Liya tak robi. W normalnym, pospolitym świecie czułe gesty są zachowane dla najbliższej rodziny i kochanków. Dajmy na to Kei, czasami czochra cię po głowie, bo traktuje cię jak syna. Przyjaźni się jednak też z Daishii i Aaronem, zauważyłeś, żeby kiedykolwiek ich dotknął? Albo Raiden, widziałeś, żeby kiedykolwiek dotykał którejś ze swoich Strażniczek? Nic dziwnego, że ta dziewczyna pomyślała, że odwzajemniasz jej uczucia – zadrwił. 

    Poczułem, jakby wylał na mnie kubeł zimnej wody. Czy… Dymitr miał rację?

    – Totalny dupek z ciebie – warknąłem. – Poza tym kto pozwolił ci grzebać w moich wspomnieniach? – zirytowałem się jeszcze bardziej. Nagle uświadomiłem sobie coś jeszcze i przeszył mnie nieprzyjemny dreszcz. – Chyba nie opowiesz tego Liyi, prawda? 

    Dymitr roześmiał się bez cienia wesołości. 

    – Uważasz, że cokolwiek mógłbym ukryć przed tą małą łajzą? Czyta we mnie, jak w otwartej księdze. Zresztą to, że nie będę przed nią niczego ukrywał było warunkiem, który postawiła mi, zanim zgodziła się przyjąć mnie w roli swojego Strażnika – dodał. – Nie dziwię się Liyi, że tak bardzo nie trawi tej twojej przyjaciółki – powiedział z satysfakcją. 

    Spojrzałem na niego zaskoczony. 

    – Chcesz mi powiedzieć, że Liya nie lubi Laury? – spytałem. 

    Dymitr wzruszył ramionami.

    – Od samego początku jej obecność ją ciągle irytowała. 

    – Dlaczego nic mi nie powiedziała? – spytałem niepewnie. 

    – Głupie pytanie – zdenerwował się chłopak. – Przecież ona zawsze robi wszystko dla ciebie. Troszczy się o ciebie, jakbyś był jajkiem, które bez trudu można rozbić, jeżeli nie będzie się wystarczająco uważało. 

    – Liya nie… – chciałem zaprzeczyć, ale uświadomiłem sobie, że Dymitr nie mija się z prawdą. Liya nie była jak inne wysoko urodzone szlachcianki. Zawsze robiła to czego ja chciałem. Spełniała moje życzenia. Illi’andin miał rację. Robiła wszystko dla mnie, a ja… a ja ją dzisiaj zawiodłem. – Dlaczego twierdzisz, że zachowanie Liyi jest nietypowe? – spytałem przypominając sobie, co wcześniej powiedział. – Przecież ty również lubisz się do niej przytulać.  

    Uświadomiłem sobie, że Dymitr ma rację. Wcześniej w ogóle nie zwracałem na to uwagi, uznając takie zachowanie za coś zupełnie normalnego. Księżniczka okazywała wiele czułości nie tylko mi i Raidenowi, ale również Kei’owi, Daishii, Aaronowi i Dymitrowi. Nie wyglądało jednak na to, żeby komukolwiek to przeszkadzało, albo żeby któreś z nich nadinterpretowało jej zachowanie, jak Laura moje. 

    – Lubię w niej wszystko – przyznał chłopak – ale nikomu innemu bym na to nie pozwolił. Aaliya jest wyjątkowa. Pod pewnymi względami jednak jesteśmy tacy sami. W poprzednim świecie nie miała nikogo bliskiego. Teraz jest inaczej. Każde z nas skoczyłoby za nią w ogień. Kochamy ją, a ona chce nam pokazać jak bardzo jesteśmy dla niej wyjątkowi i robi to między innymi przez okazywanie nam czułości.  

    ~  ღ ~  ღ ~ ღ ~

    Dymitr

    Po tym jak potraktował Liyę z pewnością nie zamierzałem go oszczędzać. Brutalnie, z najdrobniejszymi szczegółami pokazałem mu swoje wspomnienia, nie ukrywając łez dziewczyny. Oszołomiony Ryu w milczeniu siedział na skraju kanapy. Jego twarz była blada, a dłonie zaciśnięte w pieści. 

    – Czemu tego nie przerwałeś? – spytał przejętym głosem. 

    Wzruszyłem ramionami.

    – Liya mi nie pozwoliła. Powiedziała, że nie jesteś jej własnością i możesz robić co chcesz, a ja mam ci nie przeszkadzać. 

    Przez dłuższą chwilę nic nie mówił. Patrzył gdzieś przed siebie, jakby wciąż widział to, co mu pokazałem. Zachód słońca nad rzeką. Jej wymuszony uśmiech. To, jak udawała, że wszystko jest w porządku. Jak siedziała w butiku, kiedy on kupował Laurze sukienkę, jakby była tylko kolejnym elementem krajobrazu.

    – Ona… płakała? – zapytał w końcu ochryple.

    – Nie przy tobie – odpowiedziałem chłodno. – Przy mnie.

    Jego oddech przyspieszył. Wstał gwałtownie z kanapy, jakby nagle zabrakło mu powietrza w płucach.

    – Dlaczego nic mi nie powiedziała?

    Zaśmiałem się krótko, bez cienia wesołości.

    – Bo jesteś dla niej ważniejszy niż jej własna duma. Bo wolała połknąć zazdrość niż sprawić, żebyś poczuł się ograniczony. Bo uznała, że skoro jesteś Strażnikiem, to i tak masz wystarczająco dużo obowiązków.

    Ryu przesunął dłonią po włosach. Wyglądał, jakby ktoś właśnie wykopał mu grunt spod nóg.

    – Ja nie chciałem jej zranić… – powiedział cicho.

    – Gratulacje. Udało ci się idealnie.

    Spojrzał na mnie ostro.

    – Przestań.

    – Dlaczego? – uniosłem brew. – Wolisz żyć w przekonaniu, że wszystko było w porządku? Że to tylko jej humor? Że bez powodu zaczęła cię unikać?

    Podszedł do okna i oparł dłonie o parapet. Przez kilka sekund stał nieruchomo, napięty jak struna.

    – Myślałem, że jeśli będę sprawiedliwy… że jeśli nie będę nikogo odpychał… to nikogo nie skrzywdzę.

    – To tak nie działa – odpowiedziałem spokojniej. – Nie możesz być dla wszystkich dobry, kiedy jedna osoba jest twoim światem.

    Odwrócił się w moją stronę.

    – Ona jest moim światem.

    I właśnie dlatego nie zamierzałem go oszczędzać.

    – Więc przestań zachowywać się jakby była tylko jedną z wielu osób, które musisz zadowolić – dodałem ciszej. – Bo Liya nie potrzebuje Strażnika, który jest miły dla wszystkich. Potrzebuje kogoś, kto stanie po jej stronie, nawet jeśli to będzie niewygodne.

    Ryu zamknął oczy.

    – Co mam zrobić?

    Pokręciłem głową.

    – To nie moja rola, żeby ci to mówić. 

    Zapadła cisza. Ciężka, gęsta, ale już nie wroga.

    – Dymitr – odezwał się po chwili.

    – Co?

    – Gdyby coś jej się stało… bo ja postanowiłem pobiec za Laurą…

    Skrzywiłem się.

    – Nie stało się.

    – Ale mogło.

    Pokiwałem głową powoli.

    – Tak. Mogło.

    Patrzyliśmy na siebie przez długą chwilę. Bez docinków. Bez rywalizacji.

    – Jestem idiotą – mruknął w końcu.

    – To już ustaliliśmy – odparłem sucho. – Ale przynajmniej zaczynasz to rozumieć.

    Przeszedłem obok niego i skierowałem się do drzwi.

    – I jeszcze jedno, Ryu. Jeśli jeszcze raz zobaczę, że płacze przez ciebie… nie będę taki uprzejmy.

    Nie odpowiedział. Nie musiał. Wiedział, że mówię poważnie.

    ~  ღ ~  ღ ~ ღ ~

    Ryu

    Stałem na środku pomieszczenia, wyprostowany jak podczas oficjalnych inspekcji, dłonie splecione za plecami. Nie podnosiłem wzroku. Wiedziałem, że gdybym spojrzał w oczy Kei’a, rozsypałbym się jak dzieciak przyłapany na kradzieży. 

    Anioł stał naprzeciwko mnie, jak zawsze opanowany.

    – Spójrz na mnie – rozkazał, a ja niechętnie uniosłem wzrok. – Zostawiłeś ją – powiedział spokojnie. – Nie zaprzeczyłem. Nie było czemu zaprzeczać. – Opuściłeś stanowisko bez przekazania obowiązków. – Jego głos był równy, ale w spojrzeniu czaiło się coś, czego nigdy wcześniej nie widziałem. – Złamałeś podstawową zasadę Strażników. 

    Aron stał przy oknie, z ramionami skrzyżowanymi na piersi. Obserwował w milczeniu. Raiden siedział za biurkiem, nieruchomy niczym cień. Nie wtrącał się.

    – Naraziłeś ją – dodał Kei. 

    Imperator patrzył na mnie bez emocji, bez gniewu, bez litości. Jak na broń, która zawiodła podczas testu. Zacisnąłem zęby.

    – Wiem – odpowiedziałem cicho.

    Nie próbowałem się tłumaczyć. Nie było czego bronić. Nie było żadnej wymówki, która nie brzmiałaby jak żałosne usprawiedliwienie. Kei zrobił krok w moją stronę.

    – Wielokrotnie powtarzałem ci, że pierwszą zasadą jest priorytet. – Jego głos stał się twardszy. – Imperator ma swoich Strażników. Liya ma ciebie. To ty jesteś jej tarczą.

    W gardle stanęła mi gula. Byłem jej tarczą, a odwróciłem się do niej plecami. Gabinet wypełniła cisza. Słyszałem bicie własnego serca, za głośne, zbyt szybkie. Kei odwrócił się do Arona. Wymienili krótkie spojrzenie. Decyzja zapadła wcześniej. To było tylko jej ogłoszenie.

    Aron wyprostował się.

    – Zostajesz zawieszony w obowiązkach Imperialnego Strażnika do odwołania – gdy wypowiadał słowa, jego głos był formalny, chłodny, pozbawiony osobistych nut. – Poczułem, jak coś we mnie pęka. Nie drgnąłem. – Z dniem dzisiejszym zostajesz przeniesiony poza imperialne skrzydło pałacu. 

    Zacisnąłem palce mocniej, aż knykcie mi zbielały.

    – Do odwołania obowiązuje cię też zakaz zbliżania się do księżniczki Aaliyi bez mojej wyraźnej zgody – dodał Kei. 

    Serce zatrzymało mi się na ułamek sekundy. Zakaz. Nie odważyłem się spojrzeć na Raidena.

    – W Akademii obowiązki Strażnika przejmuje Dymitr – kontynuował Aron. 

    Imię Illi’andina zabrzmiało jak ostateczne potwierdzenie mojej porażki. Wiedziałem, że będzie ją chronił lepiej ode mnie. Bez wahania. Bez zwracania uwagi na kogokolwiek innego. Jednak myśl, że to nie ja będę stał obok niej… była jak nóż wbity pod żebra.  

    Kei podszedł bliżej.

    – Zawiodłeś moje zaufanie – powiedział cicho – ale najbardziej zawiodłeś ją.

    To zdanie wbiło się głębiej niż cała reszta. Nie odpowiedziałem, ponieważ miał rację.

    Aron skinął głową, kończąc formalności. 

    – Możesz odejść. 

    Stałem jeszcze przez sekundę. Dwie. Czekałem, aż Raiden coś powie. Cokolwiek. Imperator nie odezwał się ani słowem. Tylko patrzył. Odwróciłem się i wyszedłem. Korytarz wydawał się dłuższy niż zwykle. Każdy krok był ciężki, jakbym szedł przez wodę. Mijałem znajome drzwi. Skrzydło, w którym jeszcze wczoraj mogłem wejść do jej pokoju bez pukania teraz było poza moim  zasięgiem. Dotarło do mnie jedno. Nie bałem się utraty stanowiska. Nie bałem się przeniesienia. Bałem się, że kiedy kara się skończy, Liya już mnie nie będzie potrzebowała.

    ~  ღ ~  ღ ~ ღ ~

    Laura

    Od kilku dni coś było nie tak. Najpierw przestał odpisywać. Potem nie pojawiał się w tych miejscach, w których zwykle mogłam go spotkać. W Akademii nie widywałam go nawet przelotnie na korytarzach, jakby nagle zapadł się pod ziemię. Przez pierwsze dwa dni tłumaczyłam to sobie obowiązkami. Był Imperialnym Strażnikiem. Miał prawo być zajęty. Trzeciego dnia przestałam w to wierzyć. 

    Kiedy zobaczyłam ją na dziedzińcu, otoczoną światłem porannego słońca, poczułam jak coś ściska mnie w żołądku. Nie była sama. Oczywiście, że nie była. Obok niej szedł Dymitr. Nie Ryu. Blond włosy związane niedbale, ręce wsunięte w kieszenie, ten jego nonszalancki, irytująco pewny siebie sposób poruszania się. Coś do niej mówił, a ona… ona się śmiała. Swobodnie. Naturalnie. Jakby nic się nie zmieniło. 

    Przyspieszyłam kroku. 

    – Aaliya! – zawołałam, starając się, by mój głos zabrzmiał pewnie, a nie rozpaczliwie. 

    Odwróciła się. Jej twarz była spokojna, może odrobinę chłodniejsza niż zwykle. Dymitr spojrzał na mnie z wyraźnym rozbawieniem, którego nawet nie próbował ukryć. 

    – Tak, Lauro? – odpowiedziała uprzejmie.

    Zatrzymałam się przed nimi. 

    – Co się dzieje z Ryu? – zapytałam od razu, nie owijając w bawełnę. – Dlaczego się ze mną nie kontaktuje? Czy coś mu się stało?

    Na moment jej spojrzenie przygasło. Nie było w nim litości. Raczej zmęczenie.

    – Nic mu się nie stało – odpowiedziała spokojnie.

    – Więc dlaczego go tu nie ma? – wskazałam na Dymitra. – I dlaczego to on teraz ci towarzyszy? 

    Illi’andin uniósł brew.

    – To nie twoja sprawa – rzucił lekko, ale Aaliya uniosła dłoń, uciszając go jednym gestem.

    – Ryu został ukarany – powiedziała.

    Poczułam, jak robi mi się zimno.

    – Ukarany? Za co?

    – To również nie jest twoja sprawa – odparła łagodnie, ale stanowczo. – Ma zakaz zbliżania się do mnie do odwołania. 

    Zamrugałam. 

    – Do… do ciebie?

    – Tak. 

    Przez chwilę próbowałam zrozumieć sens jej słów. 

    – Czyli… – zawahałam się. – Czyli to dlatego się ze mną nie kontaktuje?

    Jej brwi uniosły się minimalnie. 

    – Kara dotyczy jego relacji ze mną – wyjaśniła powoli. – Nie z tobą. 

    Poczułam, jak krew odpływa mi z twarzy. 

    – Więc… – głos mi zadrżał. – Więc mógłby się ze mną spotykać? 

    Dymitr parsknął cicho.

    – Gdyby chciał – wtrącił bezczelnie. 

    Aaliya rzuciła mu ostrzegawcze spojrzenie, ale nie zaprzeczyła.

    – Lauro – zaczęła spokojnie. – Ryu jest Imperialnym Strażnikiem. Jego obowiązki są jasno określone. To, że teraz nie widujesz go w Akademii, nie ma z tobą związku. 

    Każde jej słowo brzmiało jak delikatne, ale precyzyjne cięcie. Poczułam upokarzające ukłucie w piersi.

    – Rozumiem – skłamałam cicho. 

    Nie rozumiałam niczego. Dlaczego, skoro kara dotyczyła jej, to on zniknął również z mojego świata? Dlaczego nie napisał choćby jednej wiadomości? Jednego zdania? Spojrzałam na Dymitra. Stał blisko niej. Zbyt blisko. Ich ramiona niemal się stykały. Wyglądali jak para. Zupełnie jak wtedy w kawiarni. 

    – Czy to znaczy, że teraz to on jest twoim Strażnikiem? – zapytałam, nie kryjąc goryczy.

    – Zawsze nim był – księżniczka wzruszyła ramionami. – Po prostu teraz będzie towarzyszył mi również w Akademii. 

    W Akademii… To znaczy, że codziennie będą razem. Zacisnęłam palce na pasku torby.

    – Dobrze – powiedziałam, choć wcale nie było dobrze. – Po prostu… chciałam wiedzieć.

    Aaliya skinęła głową. Odwróciła się i ruszyła dalej. Dymitr poszedł za nią, a kiedy mijał mnie, pochylił się lekko. 

    – Następnym razem, zanim zrobisz z siebie ofiarę, upewnij się, że w ogóle jesteś w centrum wydarzeń – szepnął z chłodną uprzejmością.

    Zostałam sama na środku dziedzińca, nie potrafiąc uspokoić coraz szybciej łomoczącego serca.

    ~  ღ ~  ღ ~ ღ ~

    Kate

    Siedziałyśmy na marmurowych schodach dziedzińca, jak zawsze w półokręgu, udając, że omawiamy zadania z ostatnich lekcji. W rzeczywistości żadna z nas nie potrafiła oderwać wzroku od Aaliyi, a właściwie nie od niej. Od niego. 

    – Czy wy to widzicie? – szepnęła Rosaline, pochylając się w moją stronę.

    Widziałam aż za dobrze. Dymitr szedł pół kroku za księżniczką, ale nie w tej sztywnej, oficjalnej odległości, jaką zwykle zachowywali Strażnicy. Był swobodny, rozluźniony. Coś jej mówił, a ona przewróciła oczami i szturchnęła go lekko łokciem. On się roześmiał, a ja prawie przestałam oddychać. 

    – To zdecydowanie upgrade – stwierdziłam z satysfakcją, zakładając nogę na nogę. – Ryu był… przystojny, ale Dymitr? – przeciągnęłam z rozmarzeniem. – Dymitr ma charakter.

    – I ta jego egzotyka – dodała cicho jedna z młodszych dziewczyn. 

    Uśmiechnęłam się szeroko.

    – I ten sposób patrzenia, jakby wiedział o tobie wszystko i jednocześnie miał gdzieś cały świat. 

    Aaliya wyglądała przy nim inaczej. Lżej. Jakby nie musiała niczego udowadniać, a on nie patrzył na nią jak na porcelanową figurkę. Raczej jak na równą sobie. 

    – Myślicie, że to na stałe? – zapytała z nadzieją Rosaline. 

    Wzruszyłam ramionami, choć w środku aż kipiałam z ekscytacji. 

    – Oby – odpowiedziałam szczerze. – Bo jeśli tak, to ten semestr zapowiada się znacznie ciekawiej. 

    Byłam naprawdę wdzięczna Ryu za to, że coś zawalił, bo tylko tyle udało mi się wyciągnąć od Aaliyi.

    ~  ღ ~  ღ ~ ღ ~

    Liya

    Powoli spacerowaliśmy ścieżką w pałacowych ogrodach. Były przepiękne. Rosły tu rośliny z całego świata, a każda z nich została tak dobrana, by sprawiać wrażenie znajdującej się idealnie na swoim miejscu. 

    – Dymi – zagaiłam rozmowę – bardzo spodobałeś się Kate i chciałaby się z tobą spotkać jutro wieczorem, jeżeli nie masz innych planów. 

    Chłopak odwrócił się ku mnie i spojrzał na mnie niedowierzająco, a potem, ku mojemu zdumieniu, jego twarz stała się lodowato-zimną maską. 

    – Jak sobie życzysz – odpowiedział chłodno. 

    Zupełnie nie rozumiałam skąd u niego ta nagła zmiana nastroju, ale jeżeli coś się stało, to zamierzałam to wyjaśnić tu i teraz. Zatrzymałam się w miejscu, chwytając go za rękaw. 

    – O co chodzi? – spytałam. 

    Dymitr popatrzył mi w oczy.

    – Jeżeli życzysz sobie, żebym został zabawką twojej przyjaciółki, to nią zostane – oznajmił wypranym z emocji głosem. – Jestem do twoich usług, księżniczko – ukłonił się drwiąco, a ja zupełnie straciłam rezon. 

    Przez chwilę wpatrywałam się w niego niedowierzająco, a potem przytuliłam się do niego, oplatając go w pasie ramionami. 

    – Dymitr, ty kretynie! – odezwałam się głosem stłumionym przez jego marynarkę od munduru. – To było zaproszenie na randkę, a nie… jak ty mogłeś pomyśleć, że ja…

    Brakuje mi słów, tak bardzo jestem wzburzona. 

    – Liya? – przytulił mnie do siebie jedną ręką, a drugą uniósł mój podbródek, by spojrzeć w mokre od łez oczy. Po chwili na powrót pozwolił mi się do siebie przytulić. Pocałował mnie w czubek głowy. – Przepraszam. Przez chwilę zapomniałem dlaczego tu jestem. Dlaczego zdecydowałem się zostać z tobą. 

    ~  ღ ~  ღ ~ ღ ~

    Dymitr

    Szliśmy ścieżką przez pałacowe ogrody. Towarzystwo księżniczki jak zawsze sprawiało mi niekłamaną przyjemność. Cieszyłem się tymi krótkimi chwilami, które poświęcała tylko dla mnie. Z dala od Imperatora, Ryu i Kei’a. 

    – Dymi – usłyszałem z jej ust swoje imię – bardzo spodobałeś się Kate i chciałaby się z tobą spotkać jutro wieczorem, jeżeli nie masz innych planów.

    Spojrzałem na nią zupełnie zaskoczony, nie wierząc w to co do mnie powiedziała. Doskonale zdawałem sobie sprawę, że Imperialni Strażnicy sypiają ze szlachciankami, które odgrywają rolę w rozgrywkach politycznych. Wiedziałem, że robi to zarówno Kei, jak i Lucas. Do tej pory jednak nie sądziłem, że Liya będzie oczekiwała tego ode mnie i jej prośba spadła na mnie niczym kubeł zimnej wody.   

    – Jak sobie życzysz – odpowiedziałem jej chłodno.

    Księżniczka gwałtownie zatrzymała się w miejscu, chwytając mój rękaw, bym również przystanął.

    – O co chodzi? – spytała. 

    Spojrzałem jej w oczy. Nie zamierzałem robić dobrej miny do złej gry. 

    – Jeżeli życzysz sobie, żebym został zabawką twojej przyjaciółki, to nią zostane – oznajmiłem wypranym z emocji głosem. – Jestem do twoich usług, księżniczko – skłoniłem się drwiąco, mimo wszystko jednak gotowy spełnić każdą jej, nawet najpodlejszą zachciankę. 

    Przez chwilę patrzyła na mnie z niedowierzaniem, a potem nagle przylgnęła do mnie całą sobą, oplatając mnie w pasie ramionami.

    – Dymitr, ty kretynie! – odezwała się głosem stłumionym przez moją marynarkę od munduru. – To było zaproszenie na randkę, a nie… jak ty mogłeś pomyśleć, że ja…

    Wyraźnie zabrakło jej słów, ale gdy dotarł do mnie ogólny sens jej wypowiedzi, poczułem taką ulgę, że niemal ugięły się pode mną nogi. Zdałem sobie sprawę, że jestem skończonym idiotą. Jak mogłem w nią zwątpić? 

    – Liya? – przytuliłem ją do siebie jedną ręką, a drugą uniosłem jej podbródek, by spojrzeć w mokre od łez oczy. Gdy tylko ją puściłem, natychmiast przylgnęła do mnie ponownie. Pocałowałem ją w czubek głowy. – Przepraszam. Przez chwilę zapomniałem dlaczego tu jestem. Dlaczego zdecydowałem się zostać z tobą. 

    ~  ღ ~  ღ ~ ღ ~

    Ryu

    Od świtu byłem na nogach. Nie dlatego, że kazano mi trenować. Dlatego, że nie potrafiłem leżeć bezczynnie i myśleć, a myślenie było teraz najgorsze. Pole treningowe wschodniego skrzydła pałacu było surowe, pozbawione ozdób, niemal ascetyczne. Kamienne płyty, stalowe manekiny bojowe, ściany pokryte śladami po uderzeniach magii. Idealne miejsce, by ukarać samego siebie.

    Ćwiczyłem bez przerwy, bez wody, bez odpoczynku, cios za ciosem. Unik. Obrót. Blok. Przebicie. Każdy ruch powtarzałem do momentu, aż mięśnie drżały, a dłonie przestawały mnie słuchać. Chciałem poczuć ból. Chciałem, żeby coś zagłuszyło to ciężkie, lepki poczucie winy, które rozlewało się we mnie od kilku dni.

    Nie wolno mi było się do niej zbliżać.

    Słowa Kei’a, wypowiedziane chłodnym, oficjalnym tonem w gabinecie Imperatora, wciąż dźwięczały mi w głowie. Zakaz zbliżania się do księżniczki Aaliyi do odwołania. Zawieszenie w obowiązkach. Przeniesienie do innego skrzydła pałacu.

    Nie protestowałem. Nie miałem prawa.

    Opuściłem gardę. Manekin uderzył mnie w bok. Zachwiałem się, ale nie cofnąłem. Zaatakowałem ponownie, zbyt agresywnie. Zbyt emocjonalnie. Błąd. Ostrze prześlizgnęło się po moim przedramieniu, zostawiając długie, piekące rozcięcie.

    Nawet nie spojrzałem na krew.

    To tylko kilka minut… Tylko kilka minut, na które spuściłem ją z oczu.

    Wystarczyłyby sekundy. Sekundy, żeby ktoś ją porwał. Sekundy, żeby zginęła. Sekundy, żeby świat się skończył.

    Zatrzymałem się dopiero wtedy, gdy zabrakło mi tchu. Oparłem dłonie o kolana, oddychając ciężko. W głowie miałem tylko jedno wspomnienie — Kei obejmującego ją na plaży. Ten sposób, w jaki wtuliła się w niego bez wahania. Bez lęku.  

    Ufała mu.  

    A mnie? Mnie zawierzyła wcześniej. A ja zawiodłem.

    Podniosłem się i sięgnąłem po łuk. Strzały świstały jedna po drugiej. Każda trafiała w sam środek tarczy. Nie czułem satysfakcji. Tylko pustkę.  

    §Jeśli miałem kiedykolwiek odzyskać zaufanie Kei’a, musiałem stać się lepszy. Silniejszy. Nieskazitelny. Strażnik nie może pozwolić sobie na emocjonalne błędy. A ja pozwoliłem.

    Trening przeciągnął się do zmroku. Ramiona miałem zdrętwiałe, oddech płytki, koszulę przesiąkniętą potem. Nikt mnie nie nadzorował. Nikt nie musiał. Kara była wystarczająca. Nie mogłem się z nią zobaczyć.

    Minąłem zachodnie ogrody, kiedy wracałem do przydzielonego mi pokoju. Odległość między nami była teraz większa niż kiedykolwiek wcześniej. Pałac wydawał się ogromny, zimny. Obcy.

    Zatrzymałem się na moment w cieniu kolumn. Z oddali dobiegł mnie jej śmiech. Cichy, jasny. Przeszył mnie jak ostrze.

    Nie podszedłem bliżej. Nie miałem prawa.

    Zacisnąłem pięści tak mocno, że paznokcie wbiły mi się w skórę. Zrobię wszystko — pomyślałem. Nawet jeśli będę musiał udowadniać swoją lojalność miesiącami. Nawet jeśli będę musiał stanąć przed Kei’em tysiąc razy i za każdym razem przyjąć jego chłód bez słowa sprzeciwu. Odzyskam jego zaufanie. A potem… może kiedyś odzyskam też ją.

    ~  ღ ~  ღ ~ ღ ~

    Liya

    Sala treningowa w Akademii pachniała rozgrzaną energią. Panele na ścianach przygasały i rozbłyskiwały w rytmie naszej magii, jakby same próbowały nadążyć za tym, co działo się w powietrzu.

    Evan stał naprzeciwko mnie z rękami skrzyżowanymi na piersi. W jego jasnych oczach czaiła się ta charakterystyczna, skupiona iskra.

    – Jeszcze raz – powiedział cicho.

    Uśmiechnęłam się szeroko. Nie potrzebowałam już zamykać oczu. Nie potrzebowałam długiego skupienia. Wystarczyła myśl.

    Światło zgromadziło się przy moich łopatkach niemal natychmiast. Najpierw delikatna poświata, potem wyraźny kontur. Energia zagęściła się, wyostrzyła. Pióra formowały się jedno po drugim — złoto i biel, precyzyjne, symetryczne. Skrzydła rozłożyły się z cichym, świetlistym szelestem.

    Evan nie mrugał.

    – Synchronizacja stabilna – mruknął pod nosem. – Nie ma rozproszeń na krawędziach.

    Poruszyłam nimi lekko. Tym razem nie były już tylko konstruktem. Były moje. Czułam ich ciężar i jednocześnie brak ciężaru. Każde drgnięcie powietrza, każdy ruch energii.

    Zrobiłam krok. Potem drugi. Podłoga przestało mnie dotykać. Wzbiłam się w powietrze bez wysiłku.

    Nie było w tym napięcia. Nie było walki z grawitacją. Zrozumiałam to kilka dni temu, obserwując Raidena. Jego magia mroku zagęszczała przestrzeń, podporządkowywała ją sobie, łamała. Moja robiła coś odwrotnego. Rozjaśniała ją, rozrzedzała, nadawała lekkość. Nie walczyłam z ciężarem. Unieważniałam go.

    – To niemożliwe – Evan zrobił krok do przodu, unosząc głowę. – Powinnaś potrzebować większego impulsu energetycznego.

    – Nie jeśli potraktujesz przestrzeń jak sprzymierzeńca – odpowiedziałam, unosząc się wyżej.

    Obróciłam się w powietrzu, a światło wokół mnie zawirowało. Panele ochronne rozbłysły ostrzegawczo.

    Wylądowałam miękko, niemal bezszelestnie.

    – To jeszcze nie wszystko – powiedziałam, czując, jak serce bije mi szybciej z ekscytacji.

    Wyciągnęłam dłonie.

    Światło zgęstniało wokół moich nadgarstków. Dwie smukłe sylwetki broni uformowały się w powietrzu. Pistolety, takie jak te, które testowaliśmy w centrum wojskowym. Te, przy których projektowaniu Evan brał czynny udział. Nie dotykałam ich. Unosiły się przy mnie, obracając powoli wokół własnej osi.

    – Jak to zrobiłaś? – jego głos był już wyraźnie podekscytowany.

    – Traktuję je jak przedłużenie energii – wyjaśniłam zadowolona.

    Skupiłam się. Światło wzdłuż luf rozbłysło intensywniej. Strzał był bezgłośny, ale cel po drugiej stronie sali niemal eksplodował, a czujniki natychmiast zanotowały przekroczenie standardowej siły rażenia.

    Evan wciągnął powietrze.

    – To kaliber krótkiej broni – powiedział powoli. – A efekt odpowiada ciężkiemu wsparciu.

    – Bo nie wzmacniam pocisku – odparłam. – Wzmacniam pole wokół niego. Światło działa jak katalizator. Jak… czysta energia w najprostszej formie.

    Odwołałam pistolety jednym gestem. Rozpadły się na drobiny blasku.

    Chłopak patrzył na mnie tak, jakby właśnie odkrył nową gałąź magii.

    – Pokaż mi – odezwał się nagle.

    Uśmiechnęłam się jeszcze szerzej.

    – Teraz ja jestem nauczycielką?

    – Bez wątpienia.

    Stanęliśmy naprzeciwko siebie. Zbliżyłam się o krok, unosząc jego dłonie wyżej.

    – Nie próbuj tworzyć skrzydeł siłą – wyjaśniłam. – Pomyśl o nich jak o naturalnym stanie. Jakby już tam były, tylko jeszcze ich nie widzisz.

    Energia zgromadziła się wokół jego pleców. Niestabilna. Drżąca.

    – Za bardzo kontrolujesz – szepnęłam. – Odpuść.

    Światło wyostrzyło się. Na moment zobaczyłam zarys piór.

    Evan szerzej otworzył oczy.

    – To… działa.

    – Oczywiście, że działa – zaśmiałam się. – Magia światła nie jest słabsza od mroku. Po prostu jest inna.

    Patrzyliśmy na siebie z tym samym zachwytem. Z tą samą dziecięcą radością odkrywania czegoś, czego nikt wcześniej nie próbował.

    Chciałam opowiedzieć o tym Raidenowi. Chciałam zobaczyć jego minę, kiedy pokażę mu, że potrafię wznieść się w powietrze bez cienia jego mroku. Niestety musiałam poczekać. Inspekcja armii w jednym z niedawno podbitych krajów miała potrwać kilka dni. Imperator wyjechał o świcie i pałac bez niego wydawał się dziwnie pusty.

    Zacisnęłam lekko palce, a wokół mnie znów rozbłysły drobiny światła. Poczekam. A kiedy wróci — pokażę mu wszystko czego się nauczyłam.

    Note