Header Background Image
    Rzeczywistość to ta część wyobraźni, co do której wszyscy się zgadzamy.

    Kraina Koszmarów

    Długo wyczekiwane spotkanie

    Iseul

    Zbliżały się urodziny dziadka, więc w dniu wolnym od szkoły Mir zaproponował mi, że zabierze mnie na zakupy. Zgodziłam się chętnie, ale miałam zupełnie inne plany niż on.

    — Czemu oglądamy meble? Chcesz przemeblować swój pokój? — spytał zaciekawiony.

    — Tak, ale nie mój — odpowiedziałam.

    — Więc czyj? — dopytał.

    — Raon — stwierdziłam stanowczo.

    Mir spojrzał na mnie zaskoczony.

    — A po co?

    Wzruszyłam ramionami.

    — Bo mam na to ochotę — odparłam.

    — Jesteś dla niej stanowczo za dobra — stwierdził.

    Spojrzałam na niego zaciekawiona.

    — Czemu tak bardzo jej nie lubisz? — spytałam.

    — Jest próżna i leniwa, do tego brakuje jej jakiegokolwiek talentu. Nigdy nie podniosła się z rangi F. Nawet się nie stara — oznajmił.

    — Mam rangę S+, ty tylko A+. Mam uważać, że jesteś gorszy? — spytałam podejrzliwie.

    — Nie to miałem na myśli, ale tak, jestem od ciebie gorszy. Moja siostra jest wspaniała — powiedział i zamiast kłócić się uśmiechnął się do mnie ciepło.

    Skapitulowałam, bo ta rozmowa wyraźnie prowadziła donikąd. Jeśli chciałam, żeby chociaż on zaakceptował Raon, musiałam najpierw sprawić, żeby w ogóle poznał swoją młodszą siostrę.

    Kupiliśmy całkiem sporo rzeczy i byłam bardzo zadowolona. Raon została wysłana do pomocy w domu dziadka, więc mieliśmy trochę czasu. Wspięliśmy się na górę, bo przed wyrzuceniem starych mebli i remontem chciałam spakować rzeczy, które były dla niej ważne.

    — Ona tu mieszka? — spytał Mir i rozejrzał się szczerze zaskoczony, kiedy wchodziliśmy po ostatnich schodach.

    — Dokładnie tutaj — odpowiedziałam i otworzyłam przed nim drzwi.

    — Ale to strych… — zdziwił się.

    — Właśnie — przyznałam.

    Stanął na progu i nie wszedł do środka. Para z jego oddechu unosiła się w zimnym powietrzu, a wzrok przeszedł po wąskim łóżku, po jednym oknie i po pustce, w której nie było nawet dywanu. Twarz zbladła mu tak wyraźnie, że biel we włosach wydała mi się nagle mniej dziwna niż to, że przez siedemnaście lat nie wiedział, dokąd po kolacji znika jego młodsza siostra.

    Patrzyłam na niego i nie umiałam znaleźć w tym szoku litości. Widziałam ignoranta, który mieszkał w rodzinnym skrzydle, jadł przy tym samym stole i potrafił rzucić jej w twarz rangą F, a nie potrafił wejść po wąskich stopniach do jej pokoju. Stał w drzwiach izby, w której Raon marzła od lat, i dopiero teraz wyglądał, jakby ktoś otworzył mu oczy. Jak dla mnie otworzył je o całe życie za późno. 

    ★ ★ ★

    Raon

    Kiedy wróciłam do domu, ku mojemu zdumieniu do pokoju odprowadziła mnie nie tylko Iseul, ale i Mir. Oboje stanęli w korytarzu i przepuścili mnie w drzwiach.

    Przekroczyłam próg i zatrzymałam się, ponieważ izba, którą znałam, zniknęła. Ściany były świeżo pomalowane na ciepły, jasny kolor, a ciemne belki dachu nie przygniatały już pomieszczenia tak jak dawniej. Okno zostało uszczelnione. Koronkowe firanki nie ruszały się od przeciągu, a za szybą widać było fantazyjne niebo. Parkiet pachniał olejem i był gładki pod stopami.

    Nowe meble stały tak, jakby ktoś od dawna planował, gdzie je umieścić. Przy oknie było drewniane biurko z kartkami i słoiczkiem pełnym ołówków, a na krześle leżała ciepła opończa. Na półkach stały książki i kilka doniczek z roślinami. Łóżko pod skosem miało rzeźbiony zagłówek, stos haftowanych poduszek i kołdrę, na której białe króliczki powtarzały się na szałwiowym tle aż do koronkowego brzegu. Przy wezgłowiu paliła się lampa z koronkowym kloszem i rzucała na wszystko ciepłe, złote światło. Oddech nie zamieniał się już w parę.

    Nad łóżkiem wisiały rysunki istot, które znałam ze snów i z kart notesu — rogate zwierzęta, skrzydlate ciała, korzenie ułożone w ludzkie kształty. Na skrzyni u stóp łóżka leżały książki i mały globus. Okrągły dywan tłumił kroki. Stałam na środku i nie umiałam wejść dalej, ponieważ po raz pierwszy strych wyglądał jak prawdziwy pokój.

    — To… mój pokój? — szepnęłam niedowierzająco. 

    — Woleliśmy nie dyskutować z rodzicami — przyznała cicho Iseul — poza tym to jedyny pokój w tym domu, który nie ogranicza snów — powiedziała mi do ucha, tak cicho, żeby Mir nie usłyszał — szkoda by było go opuszczać, bo tylko tu możesz go spotkać.  

    Nie rozumiałam jej słów, ale i tak sprawiły, że mój oddech przyspieszył. 

    — Wyrwałaś rysunki z notatnika? — spytałam jak urzeczona przyglądając się wiszącym na ścianie szkicom. 

    — Tak, ale kilka jest nowych — wskazała je dłonią, a ja faktycznie nigdy wcześniej ich nie widziałam. — Narysował je dla ciebie. — Gdy tylko te słowa opuściły jej usta, wstrzymałam oddech. — Mir też bardzo mi pomógł z remontem — dodała już głośniej, a nasz starszy brat wyglądał, jakby nie wiedział, gdzie podziać wzrok.  

    — Nie miałem pojęcia, jak mieszkasz — przyznał niechętnie — gdybym wiedział…

    Nie byłam pewna, czy cokolwiek by zrobił bez interwencji Iseul, ale uśmiechnęłam się nieśmiało.

    — Dziękuję — powiedziałam po prostu.

    Dzięki czarnemu notatnikowi i temu, że moja starsza siostra straciła pamięć, moje życie nagle stało się znośne, a czasami nawet całkiem przyjemne. 

    ★ ★ ★

    Iseul

    — Pójdziesz ze mną do biblioteki? — spytałam brata, kiedy zostawiliśmy Raon samą, żeby mogła nacieszyć się swoim nowym pokojem.

    — Oczywiście — uśmiechnął się, wyraźnie zadowolony z propozycji.

    Kiedy weszliśmy do środka, rozejrzałam się po regałach. Nigdzie nie mogłam znaleźć Aishy.

    — Bibliotekarka dzisiaj nie pracuje? — spytałam.

    Mir zmarszczył brwi.

    — Bibliotekarka? Nigdy nie zatrudnialiśmy bibliotekarki.

    — Jak to? Zawsze, kiedy tu przychodziłam, była tu młoda kobieta o ciemnych włosach. Przedstawiła się jako Aisha — powiedziałam.

    Brat natychmiast położył mi rękę na głowie.

    — Dobrze się czujesz? Nie masz gorączki? — spytał.

    Odsunęłam jego dłoń.

    — Nie żartuję. Długie, ciemne włosy, biała szata za duża o całe rozmiary. Chodziła ze mną wzdłuż półek i znała każdą książkę — dodałam.

    Mir pokręcił głową tak pewnie, że nie było w tym miejsca na pomyłkę.

    — Isi, w tej bibliotece bywam od dziecka. Nikogo takiego tu nie było. Ani służba, ani ojciec, ani dziadek nigdy nie wspominali o żadnej Aishy — oznajmił.

    W drzwiach stanęła pokojówka z miotełką do kurzu. Zatrzymałam ją, zanim zdążyła się ukłonić. 

    — Widziałaś tu kiedyś bibliotekarkę? Młodą, ciemnowłosą? — zapytałam.

    Kobieta spojrzała na Mira, potem na mnie, i pokręciła głową.

    — Nie, panienko. W bibliotece nikt nie służy. Panie i panowie wchodzą sami — odpowiedziała.

    Puściłam ją. Mir nadal patrzył na mnie jak na kogoś, komu po uderzeniu w głowę przed oczami pojawiają się widziadła. Stałam między regałami i wiedziałam już wystarczająco wiele. Aishy najwyraźniej nie widział nikt poza mną.

    ★ ★ ★

    Raon

    Leżałam na nowym łóżku, w świeżej, ślicznej, jasnozielonej pościeli z wzorem w drobne króliczki i wpatrywałam się w znajdujące się na ukośnej ścianie szkice. Każdy z nich wyglądał jak sen, który pamięta anatomię i zapomina posłuszeństwa naturze. Były wspaniałe. Przytuliłam do siebie pluszowego królika. 

    Przypomniałam sobie o wydarzeniach z domu dziadka. Jedna z kuzynek próbowała się ze mnie wyśmiewać i zabrać mój prezent, ale nie zdążyła nawet do niego podejść. Byłam pewna, że zobaczyła coś, czego tam nie było, bo pobladła na twarzy i wybiegła z pokoju. Zupełnie jak dziewczyny, które dręczyły mnie w szkole. Dopiero wtedy nabrałam pewności, że mój królik wcale nie jest taki zwyczajny. 

    Powoli usiadłam i sięgnęłam po luźne kartki, wyrwane z notatnika. Wiedziałam, że to dziecinne, ale nie mogłam się powstrzymać. 

    Kogo bardziej lubisz, mnie czy Iseul? — zapytałam, z góry zakładając, że znam odpowiedź.

    …

    Po prostu to powiedz! — zażądałam. — I tak wiem, że wszyscy ją wolą.

    Iseul jest dla mnie kimś wyjątkowym — odpisał po dłuższym milczeniu. — W ten szczególny sposób. Jest jedna jedyna. Jednak ciebie też lubię, Raon — dodał po chwili. — Jesteś dla mnie jak młodsza siostra. 

    Moje serce zamarło, a potem puściło się w dzikim galopie. Mnie też lubił. Naprawdę. Traktował mnie jak siostrę. Uśmiechnęłam się od ucha do ucha. To były najpiękniejsze słowa, jakie kiedykolwiek od kogokolwiek usłyszałam. 

    ★ ★ ★

    Iseul

    Stałyśmy z Raon w zapieczętowanej szkolnej sali, która zawierała w sobie strzępy snów. Dziewczyna chowała się za moimi plecami, pewna, że zaplanowany przeze mnie trening ją przerośnie, mimo że cierpliwie tłumaczyłam jej wszystkie podstawowe zasady. 

    — Raon, musisz to umieć — przypomniałam jej po raz kolejny. Czułam się trochę tak, jakbym to ja, a nie ona żyła w tym świecie od urodzenia. — Czasami zdarza się, że świat snów miesza się ze światem rzeczywistym, i co zrobisz, jak wpadniesz w taką przestrzeń? Będziesz po niej błądziła aż nie umrzesz z wycieńczenia? 

    Spojrzała na mnie wzrokiem nieszczęśliwego szczeniaka. 

    — Isi, ja naprawdę tego nie potrafię, nieważne co bym robiła. 

    — Pokaż mi — poprosiłam. 

    Obserwowałam ją przez kilkanaście minut. Rzeczy, które dla mnie były bajecznie proste, dla niej okazały się zupełnie niemożliwe do wykonania. Wyjęłam czarny notatnik i otworzyłam na pierwszej pustej stronie. 

    Raon w świecie snów nie potrafi wykreować nawet motyla, mimo że naprawdę się stara, jakieś pomysły? — spytałam z nadzieją. 

    Próba wywołania i kontrolowania snu na siłę często przynosi odwrotny skutek. Nie mów jej co powinna kreować, niech nie próbuje tworzyć niczego konkretnego, po prostu niech sobie wyobrazi, że coś tam jest. Nie ważne co, cokolwiek akurat przyjdzie jej do głowy.  

    — Spróbujesz? — spytałam pokazując jej notatnik.

    — Tak — szepnęła, wpatrując się w czarne litery. 

    Na dłuższą chwilę zamknęła oczy, a kiedy je otworzyła, on tam był. Mglisty cień, tuż na granicy naszego pola widzenia.

    Pisnęłam z ekscytacji.

    — Raon, udało ci się! — niemalże krzyknęłam. — Poza tym, to prawie on, to znaczy… jedna z jego postaci. Widziałaś go we śnie? 

    — Tak — przyznała cicho. 

    — Mówiłam ci, że twój pokój jest najlepszy w całym domu! — nie mogłam przestać cieszyć się z jej sukcesu. — Pokazać ci jak ja najczęściej go widzę?

    — Mogłabyś? — jej oczy powiększyły się z ciekawości. 

    — Oczywiście! 

    Dla mnie kreowanie snów było naturalną zdolnością, więc nawet nie musiałam szczególnie wysilać wyobraźni. Cień zgęstniał. Z mgły wyłoniła się wysoka, męska sylwetka, wyraźniejsza niż kształt, który przywołała Raon, a mimo to nadal nie całkiem materialna. Ramiona miał szerokie, postawę pewną aż do arogancji, a twarz układała się w rysy, które znałam lepiej niż własne dawne odbicie — ostre kości policzków, ciemne włosy opadające na czoło i uśmiech, który zawsze zostawał jego, nawet gdy reszta się rozmazywała. Tam, gdzie powinny być zwykłe oczy, paliły się dwa żółte punkty, zbyt jasne na ludzką twarz i zbyt spokojne na ogień. Przez chwilę stał i patrzył na nas, a potem powoli się rozpłynął.

    — Jest niesamowity — szepnęła Raon.

    — Niestety tu nie może być prawdziwy — przyznałam zmartwiona — to tylko skrawek materii, zapieczętowany w szkolnej sali, nie prawdziwy sen bez granic. 

    Moja młodsza siostra skinęła głową. 

    — Wiem i nie mogę doczekać się, kiedy naprawdę go spotkamy.

    ★ ★ ★

    Raon

    Nie mogłam uwierzyć w to, jak spokojna była szkoła bez Nevy, Lucy i Kate. Nikt mnie nie zaczepiał, nikt mi nie dokuczał. Nawet niektóre koleżanki z klasy zaczęły mówić mi „cześć”. Mogłam się spokojnie uczyć, a podczas przerw pisać na kartkach wyrwanych z notatnika. W najdziwniejszych jednak snach nie spodziewałam się, że podczas przerwy na lunch ktoś będzie na mnie czekał pod salą. 

    Na korytarzu rozbawiona Iseul rozmawiała z Mirem i Oliverem. Pomachała do mnie, gdy tylko mnie zobaczyła. 

    — Raon, idziemy na lunch, przyłączysz się do nas? — zawołała radośnie. 

    Zatrzymałam się, bo pytanie nie chciało ułożyć się w mojej głowie.

    — Przyszłaś tu po mnie? — spytałam, nie mogąc w to uwierzyć.

    — Oczywiście, że tak — odpowiedziała Iseul.

    Zwykle zjadałam suchą bułkę na klatce schodowej, ponieważ nie było mnie stać na lunch w kafeterii. Poza tym do tej pory wolałam unikać tego miejsca przez wzgląd na dziewczyny, które mnie prześladowały. Teraz Mir kupił pełny obiad zarówno dla Iseul, jak i dla mnie. Taca pachniała zachęcająco, a ja siedziałam przy stole, przy którym dotychczas nie miałam prawa usiąść.

    Obserwowałam też, jak swobodnie Iseul czuje się przy Oliverze, mimo że pochodził on z rodu De’Vree. Nasze nazwisko zdecydowanie coś znaczyło, ale De’Vree byli czymś innym. Nie tylko należeli do najbogatszego rodu na całym kontynencie. Starszy brat Olivera, Cassian, od kiedy dwa lata temu skończył szkołę, zdążył już awansować na kapitana gwardii za specjalne zasługi militarne. Wszyscy o tym wiedzieli.

    Jadłam nieśmiało, po małym kęsie, i nie odzywałam się ani słowem. Słuchałam, jak Iseul rozmawia z naszym bratem i z Oliverem, z którym wiedziałam, że została dobrana w parę na treningi. Obserwowałam uważnie i widziałam, jak Oliver patrzy na moją siostrę. Szukał jej uwagi tak, jakby była kimś wyjątkowym i jakby bardzo mu się podobała.

    Z trudem przełknęłam ślinę, bo jeżeli Iseul również lubiła Olivera… wciąż żywo miałam w pamięci słowa napisane czarnym tuszem, że Iseul jest dla niego kimś wyjątkowym. A co, jeżeli on nie był kimś takim dla niej? To była myśl, której nie potrafiłam znieść.

    Śledziłam profil siostry, szukając w nim tego samego głodu, jaki widziałam w spojrzeniu Olivera. Iseul śmiała się łatwo, odpowiadała Mirowi bez zająknięcia i nie odsuwała się, kiedy ramię De’Vree znajdowało się zbyt blisko jej krzesła. Dla kogoś z boku mogło to wyglądać jak początek. Dla mnie wyglądało jak zdrada najważniejszej na świecie osoby.

    W mojej głowie ułożył się już najgorszy możliwy plan zdarzeń. Ścisnęłam sztućce tak mocno, że metal odcisnął mi się na palcach. Oliver znowu szukał jej wzroku. Ona podała mu sól i uśmiechnęła się, jakby sól była tylko solą. Nie umiałam rozstrzygnąć, czy to obojętność, czy już wybór. Wiedziałam tylko, że jeśli wybierze Olivera, ja nie będę miała gdzie podziać słów, które on napisał o niej na wydartych z notatnika kartkach.

    ★ ★ ★

    Iseul

    Zatrzymał mnie na dziedzińcu, w miejscu, gdzie po ostatnim dzwonku zawsze zbierało się najwięcej ludzi. Ktoś zachichotał. Inny uczeń odwrócił głowę. Oliver De’Vree stał przede mną w szkarłatnym mundurku, z kwiatami, które na pewno nie pochodziły z przydrożnego krzaka, i z miną człowieka, który nie przyszedł pytać, tylko odebrać należną mu odpowiedź.

    — Isi — odezwał się głośno, tak bym słyszała go nie tylko ja. — Trenujemy razem. Tworzymy najlepszą parę w Akademii, a ja naprawdę bardzo cię lubię. Nie, to za mało. Zakochałem się w tobie — wyznał. — Zostałabyś moją dziewczyną? — poprosił, a nawet nadzieja w jego brązowych oczach była wypełniona pewnością siebie, jak i reszta jego twarzy.

    Raczej nie spodziewał się, że mogłabym mu odmówić. Zanim jednak zdążyłam zastanowić się, w jaką rolę się wcielić, spojrzałam za niego i zamarłam.  

    Za jego ramieniem, pod podcieniem, czekał jego starszy brat, Cassian De’Vree. Postać, którą nawet ja znałam, z pojawiających się w gazetach artykułów, tylko, że zdjęcia nic nie wnosiły i nie były żywym dowodem, tak jak on teraz. Oparty o słup, nieruchomy, jakby całe to przedstawienie działo się poza zasięgiem jego wzroku. Ciemne włosy opadały mu na czoło i nawet stąd widać było to znudzone spokojne spojrzenie, które we mgle miało jeszcze żółte oczy. Nie musiałam się nawet zastanawiać, instynktownie wiedziałam, że to on.

    Uczniowie na dziedzińcu czekali razem z Oliverem. Spojrzałam na trzymane przez niego kwiaty.

    — Przykro mi — powiedziałam wyraźnie, bo skoro on wybrał publiczne wyznanie, nie mogłam owinąć odpowiedzi w szept. — Naprawdę mi przykro, Oliver. Nie mogę.

    Uśmiech zszedł mu z twarzy nierówno, jak maska, która przestała się dobrze trzymać.

    — Nie rozumiem.

    — Zakochałam się w twoim starszym bracie, nie w tobie — odpowiedziałam.

    Osoby za nami wciągnęły powietrze. Oliver odsunął się o pół kroku i przez chwilę wyglądał, jakby dziedziniec usunął mu się spod stóp.

    — Przecież nawet nigdy go nie poznałaś! — wyrzucił z siebie, kompletnie wybity z rytmu.

    Uśmiechnęłam się krótko.

    — To miłość od pierwszego wejrzenia — stwierdziłam.

    Oliver odzyskał głos szybciej, niż uśmiech.

    — Jego nie interesują dziewczyny — powiedział wyraźnie, jakby oczekiwał, że nasza publiczność o tym zaświadczy. — Nigdy nie interesowały. Dla niego liczy się tylko kariera wojskowa. 

    Spojrzałam na postać pod podcieniem, potem z powrotem na niego.

    — Więc nie masz nic przeciwko, że spróbuję? — spytałam.

    Ktoś z naszej klasy się zaśmiał.

    — Chce zrobić z siebie idiotkę, to jej pozwól — rzucił.

    — Isi, to nie jest dobry pomysł — powiedział Oliver ciszej, ale wciąż zbyt głośno na sekret.

    — Chcesz się ze mną założyć? — zapytałam.

    Publiczność gwizdami odpowiedziała za niego. Gapie obstawiali już wzrokiem, kto się ośmieszy pierwszy, a dziedziniec zrobił się ciaśniejszy, jakby ktoś zasunął kurtynę.

    Oliver opuścił kwiaty.

    — O co? — spytał zrezygnowany.

    Uśmiechnęłam się do niego promiennie.

    — Jeżeli twój brat pocałuje mnie, kiedy do niego podejdę, odpuścisz i będziesz mnie wspierał. Jeżeli tak się nie stanie, pójdę z tobą na randkę. Co ty na to? — zapytałam.

    — Zdajesz sobie sprawę, jak głupio to brzmi? — spytał Oliver.

    — Chyba mogę sobie pozwolić na trochę głupoty? — odparłam rozbawiona. — To co, założysz się ze mną?

    — Zgoda. Tylko nie mów potem, że cię nie ostrzegałem — powiedział wzdychając ciężko.

    Uśmiechnęłam się promiennie i odwróciłam od Olivera, czując na plecach wszystkie pary oczu z dziedzińca. Powoli podeszłam do Cassiana. Na szczęście nikt nie przysunął się wystarczająco blisko, żeby słyszeć, o czym będziemy rozmawiać.

    — Wygrałam — oznajmiłam prosto.

    Sama jego bliskość sprawiła, że w brzuchu zatańczyło mi stado szalonych motyli. Musiałam przyznać, że wybrał idealnie trafiając w mój gust.

    — Och? — odezwał się Cassian.

    Jego spojrzenie, arogancki, leniwy uśmiech i ten wyraz twarzy, którego nigdy nie potrafił przede mną ukryć, były dokładnie takie same, jak w sennej mgle. Różnica była tylko taka, że teraz mogłam poczuć ciepło jego ciała.

    — Ale za to teraz przegram, jeśli mnie nie pocałujesz — dodałam.

    — Jaka jest stawka? — spytał.

    — Randka z Oliverem — odpowiedziałam.

    Oczy Cassiana natychmiast pociemniały.

    — Nie zbliży się do ciebie, nie pozwoliłbym na to nawet w najgorszym śnie — powiedział cicho i ostro. — Jesteś moja i tylko moja. 

    Wziął mnie w ramiona i przyciągnął do siebie. Palce jednej ręki wplótł w moje włosy, a potem pocałował mnie tak, jakby świat miał przestać istnieć, jeżeli tego nie zrobi. Pocałunek był głęboki, pewny i zaborczy, a ja poczułam ekscytację i przypływ czystego szczęścia. Wreszcie. Po dwóch latach snów i słów pisanych czarnym tuszem, stał tutaj naprawdę i całował mnie na środku dziedzińca, nie ukrywając, że jestem jego.

    ★ ★ ★

    Raon

    Poruszenie na dziedzińcu przyciągnęło mnie bliżej, zanim zdążyłam się zastanowić. Najpierw zobaczyłam Olivera. Stał przed Iseul z kwiatami i mówił głośno, pewny siebie, jak bardzo ją lubi, że tworzą najlepszą parę, że chce, żeby została jego dziewczyną. Serce ścisnęło mi się zanim zdążyłam nazwać ten ból. Potem usłyszałam zakład. Iseul umówi się z nim na randkę… jeśli nie pocałuje jej jego brat. 

    Dziewczyna odwróciła się od Olivera jak gdyby nigdy nic i podeszła do obcego mężczyzny stojącego pod podcieniem. Złożyłam kawałki układanki dopiero wtedy, gdy ciemne włosy, leniwy uśmiech i pewność, z jaką na nią czekał, nałożyły się na szkice i na cień, który widywałam podczas snów.

    Potem on ją pocałował, z takim głodem, jakby czekał na to od lat, a ja nie potrzebowałam już innego potwierdzenia. Po pewnym czasie oderwała usta od jego ust i odsunęła się odrobinę. On jednak nie wypuścił jej z objęć. Wtedy pewność była już całkowita. To był ten sam mężczyzna, którego spotykałam w snach. Ten sam, z którym pisałam na kartkach notatnika.

    Nagle ogarnęła mnie euforia tak gęsta, że aż zakręciło mi się w głowie. On był prawdziwy. Isi była razem z nim. Miałyśmy go naprawdę.

    Podbiegłam. Chciałam rzucić się im obojgu w ramiona, lecz w ostatniej chwili zahamowałam. A jeśli mnie odrzucą, tak jak zawsze odrzucali mnie wszyscy inni?

    — Raon! — zawołała Isi i uśmiechnęła się do mnie promiennie.

    — Nie za szybko biegasz, króliczku? — odezwał się Cassian.

    Wyciągnął rękę i pogłaskał mnie po włosach. Wtedy przestałam panować nad sobą i wpadłam mu w ramiona, tuż obok Isi. Przytulił mnie wolną ręką, ponieważ drugą wciąż trzymał moją siostrę i wyraźnie nie zamierzał jej puścić. Mnie wcale nie zależało, żeby ją puszczał.

    — Jesteś prawdziwy — szepnęłam.

    — I jest dokładnie tam, gdzie powinien być — powiedziała Isi, wyraźnie zadowolona.

    Podszedł do nas kompletnie skonsternowany Oliver. Dopiero wtedy dostrzegłam zaskoczone spojrzenia skierowane w naszą stronę. Ani Cassian, ani Isi wyraźnie się nimi nie przejmowali.

    — Znasz siostry Seonwoo? — spytał Oliver nieszczęśliwym głosem.

    — Tak. To moje dwie ulubione dziewczyny — odparł Cassian lekkim tonem.

    Rozpłynęłam się od tych słów. Stałam nadal otulona jego ramieniem i przez chwilę naprawdę wierzyłam, że usłyszałam je dobrze.

    — Isi, poważnie zamierzasz umawiać się z moim bratem? — zapytał Oliver.

    — Zwracasz się do swojej przyszłej bratowej — wtrącił Cassian wrogo.

    — Że co?! — wyrzucił z siebie Oliver.

    — Dokładnie to, co słyszałeś — potwierdził Cassian.

    — Dobrze… myślę, że na razie w tym miejscu zakończymy tę rozmowę — ucięła Isi stanowczo.

    Cassian wyglądał na niezadowolonego, ale zamilkł. Oliver nie wiedział, gdzie podziać wzrok.

    — Macie ochotę na wspólny obiad? — spytał Cassian.

    Spojrzałam na Isi. Ona kiwnęła głową, więc ja również przytaknęłam. To był najcudowniejszy dzień mojego życia.

    Note