Rozdział 12 – Cień Kruka II
by Vicky
Suri
Kiedy weszła na salę treningową, Ryūji już tam był. Stał oparty o ścianę z rękami skrzyżowanymi na piersi, ale na jej widok od razu się wyprostował. Jego zielone oczy spoczęły na niej z… troską? Natomiast wyraz twarzy wyglądał na… szczęśliwy. Suri aż przystanęła.
— Spóźniłaś się pięć minut — powiedział, ale w jego głosie nie było wyrzutu. — Wszystko w porządku?
Dziewczyna spojrzała na niego zaskoczona.
— Tak…
Ryūji skinął głową, jakby to było całkowicie normalne pytanie. Potem podszedł bliżej i… poprawił jej włosy, które lekko wysunęły się z jej warkocza.
Suri zesztywniała.
— Co ty robisz? — spytała podejrzliwie.
— Masz włosy w nieładzie — odparł spokojnie, jakby to była najnaturalniejsza rzecz na świecie.
Dziewczyna parsknęła cicho i odepchnęła jego rękę.
— Odkąd to cię obchodzi, jak wyglądam na treningu?
Mężczyzna tylko wzruszył ramionami i cofnął się o krok, ale jego wzrok nadal krążył po niej w sposób, który Suri uznała za mocno podejrzany. Jakby sprawdzał, czy jest cała i zdrowa. Zachowywał się tak, jakby ktoś podmienił go na zupełnie inną osobę.
Kuro, który stał obok niej nie wyglądał na zaskoczonego. Wręcz przeciwnie — sprawiał wrażenie całkiem zadowolonego, jakby wszystko było dokładnie na swoim miejscu. Kiedy weszli do sali treningowej usiadł na jednej z ławek przy ścianie i leniwie machał ogonem, obserwując ich z lekkim uśmiechem.
Suri westchnęła i podeszła do brata.
— Wiesz, że zachowujesz się dziwnie, prawda? — rzuciła, patrząc na niego z ukosa. — Jeszcze wczoraj traktowałeś mnie jak intruza, a teraz poprawiasz mi włosy i pytasz, czy wszystko u mnie w porządku. Coś się stało? Uderzyłeś się w głowę?
Ryūji spojrzał na nią spokojnie, bez cienia irytacji.
— Jesteś moją siostrą — odparł po prostu. — To normalne, że się o ciebie troszczę.
Dziewczyna aż otworzyła usta ze zdumienia.
— Normalne? — powtórzyła z niedowierzaniem. — Ty? Troszczysz się? O mnie?
Kuro w tym momencie parsknął cichym śmiechem, ale nie odezwał się. Wyglądało na to, że naprawdę nie widzi w tym wszystkim niczego dziwnego.
Suri odwróciła się do niego.
— Kuro, on oszalał, prawda?
Kitsune wzruszył ramionami i oparł się wygodniej o ścianę.
— Nie. Po prostu w końcu zachowuje się jak na starszego brata przystało — odparł obojętnie. — To dobrze.
Dziewczyna spojrzała na niego z otwartymi ustami, a potem z powrotem przeniosła wzrok na Ryūjiego, który tymczasem podszedł do szafki ze sprzętem treningowym i wyciągnął dla niej rękawice.
— Zakładaj — powiedział, rzucając je jej. — Dzisiaj zaczniemy od techniki. Nie chcę, żebyś sobie coś uszkodziła.
Suri złapała rękawice w locie i przez chwilę wpatrywała się w niego w milczeniu. Potem westchnęła ciężko i pokręciła głową.
— Ty naprawdę oszalałeś — mruknęła pod nosem, ale mimo wszystko zaczęła zakładać rękawice.
Ryūji nie odpowiedział. Patrzył na nią z tym nowym, dziwnie spokojnym wyrazem twarzy, którego Suri zupełnie nie potrafiła rozgryźć. I szczerze mówiąc… trochę ją to przerażało.
✩ ✩ ✩
Suri
Wyszła z szatni z włosami jeszcze trochę wilgotnymi po prysznicu. Trening był intensywny, a ona czuła miłe zmęczenie w mięśniach. Liczyła na to, że uda jej się spokojnie wrócić do pokoju i może zdrzemnąć się przed kolacją.
Niestety, plany pokrzyżowali jej Jackob i Aron. Obaj stali na korytarzu, wyraźnie na nią czekając. Gdy tylko ją zauważyli, ruszyli w jej stronę z szerokimi, nieco zbyt nachalnymi uśmiechami.
— Suri! — odezwał się Jackob jako pierwszy, podchodząc zdecydowanie za blisko. — Masz chwilę?
Aron stanął z drugiej strony, jakby celowo chciał ją lekko osaczyć. Suri instynktownie cofnęła się o krok, aż poczuła za plecami chłodną ścianę korytarza.
— Słucham — powiedziała ostrożnie, starając się zachować uprzejmy ton.
Przeklęte fioletowe mundurki nie chciały dać jej spokoju, od czasu, kiedy poprosiła ojca o możliwość dokonania wyboru. Nie spodziewała się jednak, że akurat ci dwaj będą mieli tupet, żeby ją zaczepiać…
— Wiesz, jak jest z wyjazdem na trening do Nivarii… — zaczął Jackob, pochylając się lekko w jej stronę. — Myśleliśmy, że mogłabyś nas wyznaczyć. No wiesz… my też byśmy się przydali. Jesteśmy dobrzy w tym, co robimy.
— No właśnie — dodał Aron, uśmiechając się szerzej. — Możemy być przydatni. Naprawdę.
Dziewczyna poczuła, jak robi jej się niekomfortowo. Stali zbyt blisko, ich głosy były zbyt natarczywe, a sposób, w jaki na nią patrzyli, sprawiał, że miała ochotę się odsunąć. Chętnie odsunęłaby się jeszcze dalej, ale za jej plecami była już tylko ściana.
— Ja… jeszcze nie podjęłam decyzji — powiedziała, starając się, żeby jej głos brzmiał pewnie. — Dam znać, kiedy będę wiedziała.
Jackob otworzył usta, żeby coś dodać, ale w tym momencie zza jej pleców dobiegł niski, lodowaty głos.
— Odsuń się.
Suri aż podskoczyła. Odwróciła się i zobaczyła Ryūjiego, który właśnie wyszedł z sali treningowej. Jego zielone oczy były zimne jak stal, a sylwetka wyraźnie napięta. Zanim ktokolwiek zdążył zareagować, Ryūji zrobił dwa szybkie kroki do przodu, złapał Jackoba za bluzę i z impetem przycisnął go do przeciwległej ściany. Głuchy odgłos uderzenia ciała o beton rozniósł się po korytarzu.
— Dotknij moją siostrę — powiedział Ryūji spokojnym, ale zabójczo cichym głosem — a zginiesz. Rozumiesz?
Jackob zesztywniał. Aron cofnął się o krok, wyraźnie zszokowany. Suri stała jak wryta. Otworzyła usta, ale nie wydobył się z nich żaden dźwięk. Widziała już Ryūjiego wściekłego. Widziała go okrutnego. Ale nigdy… nigdy nie widziała go w takiej roli. Broniącego jej w tak bezpośredni, brutalny sposób.
Jej brat puścił Jackoba, ale nadal stał między nimi, zasłaniając ją własnym ciałem. Żniwiarz szybko się wyprostował, mruknął coś pod nosem i razem z Aronem szybko oddalili się korytarzem. Dopiero wtedy Ryūji się odwrócił. Spojrzał na Suri z wyraźną troską.
— Nic ci nie jest? — zapytał.
Dziewczyna patrzyła na niego szeroko otwartymi oczami, wciąż nie mogąc wydusić z siebie słowa. W tym momencie podszedł do nich Kuro. Czekał wcześniej trochę dalej, żeby dać jej przestrzeń na przebranie się w spokoju. Teraz bez słowa przykleił się do jej boku, obejmując ją ramieniem w talii. Jego głos rozległ się bezpośrednio w jej głowie — spokojny i lekko rozbawiony
„Widzisz? Chroni cię. W końcu rozumie, jaka jesteś ważna.”
Suri powoli zamknęła oczy i oparła się lekko o Kuro, wciąż zbyt zszokowana, żeby odpowiedzieć. Jej brat — ten sam, który jeszcze niedawno traktował ją jak wroga — właśnie przycisnął kogoś do ściany za to, że stał zbyt blisko niej. Szczerze mówiąc… nie wiedziała, co o tym myśleć.
✩ ✩ ✩
Suri
Ledwo zdążyła przekroczyć próg wspólnego salonu Feniksów, a już poczuła, że coś jest nie tak. Zawsze dobrze się tu czuła, mogła być tu po prostu sobą, a jednak tego dnia, gdy tylko weszła, wszyscy niemal jednocześnie podnieśli głowy — jakby czekali specjalnie na nią.
— Suri! — Laila podbiegła do niej pierwsza, niemal wyrywając jej z rąk torbę treningową. — Daj, ja to zaniosę. Nie musisz dźwigać.
Zanim Suri zdążyła zaprotestować, Cameron już stał przy niej z drugiej strony i delikatnie, ale stanowczo złapał ją za rękę.
— Usiądź — powiedział łagodnie, prowadząc ją w stronę kanapy. — Wyglądasz na zmęczoną. Trening z Ryūjim na pewno był ciężki.
— Ja… naprawdę, dam radę sama usiąść — mruknęła Suri, próbując się wywinąć, ale Cameron nie puścił jej dłoni. Delikatnie, ale uparcie posadził ją na kanapie, a potem narzucił na nią koc, mimo że Suri nawet nie drgnęła z zimna. W tym samym momencie Christopher podszedł do niej z miską pokrojonych owoców i jakimś napojem.
— Na wypadek, gdybyś zgłodniała — wyjaśnił spokojnie, stawiając wszystko przed nią. Potem, jakby to było najzupełniej naturalne, usiadł tuż obok i położył dłoń na jej udzie, tuż nad kolanem. — Jak się czujesz po treningu? Boli cię coś?
Suri spojrzała na jego rękę, potem na jego twarz, a potem na pozostałych. Lucas siedział naprzeciwko i obserwował ją z troską, jakby sprawdzał, czy oddycha prawidłowo. Emiyo przygotowywała jej poduszkę pod plecy. Nawet David, zwykle dość powściągliwy, podszedł i bez słowa postawił przed nią filiżankę z herbatą ziołową. Dziewczyna poczuła, jak robi się jej gorąco na twarzy — i to nie z powodu herbaty.
— Eee… ktoś umarł? — odezwała się ostrożnie. — Co się dzieje?
— Nic — odparł Cameron, jakby to było oczywiste. — Po prostu chcemy, żeby ci było dobrze.
Christopher przytaknął, a jego kciuk powoli przesunął się po jej udzie w uspokajającym geście.
— Zasługujesz na to, żeby ktoś się o ciebie zatroszczył.
Suri otworzyła usta, ale nie wydobył się z nich żaden dźwięk. Spojrzała po kolei na wszystkich. Na to, jak poważnie i troskliwie na nią patrzyli. Na to, jak Christopher bez cienia zażenowania trzymał dłoń na jej udzie. Na to, jak Cameron poprawiał jej koc, jakby była dzieckiem. To nie była już zwykła przyjaźń. To było coś znacznie bardziej intensywnego. Prawie… nachalnego.
Dziewczyna powoli odchyliła się do tyłu, czując, jak jej serce bije trochę za szybko. Spojrzała na Christophera, który patrzył na nią z wyraźną, niemal czułą determinacją.
— Wiecie, że to trochę… dziwne, prawda? — powiedziała w końcu, starając się, żeby zabrzmiało lekko. — Tak nagle… traktujecie mnie jakbym była z porcelany.
Christopher nie zabrał ręki z jej uda. Tylko pochylił się trochę bliżej.
— Jesteś dla nas ważna — powiedział spokojnie.
Cameron skinął głową.
— Dokładnie. Chcemy się o ciebie zatroszczyć — potwierdził.
Suri poczuła, jak przechodzi ją lekki dreszcz. Teraz była już pewna, że dzieje się coś bardzo dziwnego.
✩ ✩ ✩
Suri
Pod wieczór zdecydowała się pójść na trening Żniwiarzy. Chciała zobaczyć Kruka. Ostatnio rzadko mieli okazję porozmawiać w spokoju. Jak zawsze najczęściej spotykali się tylko wieczorami.
Towarzyszyli jej, jak zwykle ostatnio, Kuro i Laila. Kitsune szedł obok niej wyraźnie zadowolony z siebie, a Laila nie odstępowała jej na krok. Mówiła bez przerwy, poprawiała jej włosy, pytała, czy nie jest jej za gorąco, czy nie chce wody, czy nie potrzebuje pomocy z torbą. Suri już dawno przestała protestować — i tak by nie posłuchała.
Trening Żniwiarzy był intensywny, jak zwykle. Suri obserwowała go z trybun, starając się nie zwracać na siebie zbytniej uwagi. Kiedy jednak zajęcia się skończyły, stało się coś, czego się zupełnie nie spodziewała. Żaden z Żniwiarzy nie podszedł ich przywitać.
Zwykle Klara albo Kyle podchodzili na chwilę pogadać. Tym razem… poczuła się, jakby była niewidzialna. Żniwiarze zbierali swoje rzeczy i wychodzili, rzucając im co najwyżej krótkie, obojętne spojrzenia. Kruk w ogóle na nich nie spojrzał. Wyszedł z areny jako jeden z pierwszych, nawet nie odwrócił głowy w ich stronę. Suri poczuła, jak coś nieprzyjemnie ściska ją w żołądku.
— Idę do niego — powiedziała cicho do Kuro i Laili, ignorując ich zdziwione spojrzenia.
Zostawiła ich na trybunach i ruszyła w stronę wyjścia z areny. Dogoniła Kruka tuż przy drzwiach prowadzących na korytarz. Podeszła do niego i delikatnie chwyciła go za rękaw.
— Kruku… — zaczęła.
Zatrzymał się. Przez chwilę stał tyłem do niej, a potem powoli się odwrócił. Jego niebieskie oczy były zimne i obojętne w sposób, jakiego Suri u niego jeszcze nie widziała.
— Czego chce ode mnie maskotka Feniksów? — zapytał chłodno, niemal wrogo.
Suri aż się cofnęła. Spojrzała na niego zszokowana, jej ręka nadal spoczywała na jego rękawie.
— Co… co powiedziałeś?
Kruk spojrzał na jej dłoń, jakby dotykało go coś nieprzyjemnego. Delikatnie, ale wyraźnie odepchnął jej rękę.
— Zapytałem, czego chcesz — powtórzył.
Dziewczyna otworzyła usta, ale nie zdążyła nic odpowiedzieć.
— Masz jakiś problem z moją siostrą? — Z głębi korytarza dobiegł niski, groźny głos.
Ryūji podszedł do nich pewnym krokiem. Jego zielone oczy były zimne i niebezpieczne, a cała postawa mówiła, że nie żartuje. Stanął obok Suri, lekko odsuwając ją od Kruka własnym ciałem. Chłopak spojrzał na Ryūjiego, potem na Suri. Wyprostował się i wzruszył ramionami.
— Żadnego — odparł obojętnie. — Po prostu nie mam czasu na pogaduszki.
Bez słowa minął ich oboje i odszedł korytarzem, nie oglądając się za siebie. Szedł tak, jakby nigdy jej nie znał. Jakby w ogóle go nie obchodziła. Suri stała w miejscu, patrząc za nim z otwartymi ustami. Czuła, jak coś ściska ją w gardle.
Ryūji spojrzał na nią z ukosa.
— Wszystko w porządku? — zapytał już spokojniej.
Dziewczyna powoli skinęła głową, choć nic nie było w porządku. Zaczęła się bać, że Kruk naprawdę może się od niej odsunąć.
✩ ✩ ✩
Kruk
Siedział w sadzie, oparty plecami o gruby pień jabłoni, i wpatrywał się w ziemię między kolanami. To było jego miejsce. Jedno z niewielu, w którym mógł być sam i nikt go nie nachodził. A przynajmniej tak było do tej pory.
Usłyszał kroki na żwirze i westchnął ciężko, zanim jeszcze podniósł głowę. Znowu ona. Ta cholerna dziewczyna z Feniksów. Kolejny raz go znalazła. Znowu przyszła go „prześladować”. Jakim cudem w ogóle wiedziała, gdzie go szukać? I dlaczego, do cholery, nie mogła po prostu dać mu spokoju?
Podniósł wzrok i ją zobaczył — Suri, jeśli dobrze zapamiętał imię. Szła w jego stronę z tym swoim upartym wyrazem twarzy, a za nią, jak zwykle, wlókł się ten jej przeklęty kitsune. Kruk zacisnął szczękę. Była ładna. To musiał przyznać. Ale miał pewność, że pod tym wszystkim kryje się dokładnie to samo co u reszty Feniksów — zadufanie, poczucie wyższości i irytująca potrzeba wtrącania się w cudze sprawy.
— Porozmawiajmy — powiedziała, zatrzymując się kilka kroków przed nim.
Jej głos był spokojny, ale Kruk usłyszał w nim coś, co go zdenerwowało. Jakby naprawdę myślała, że ma do niego jakieś prawo. Spojrzał na nią, nie ruszając się z miejsca.
— Nie znam cię — odparł chłodno. — Czemu miałbym z tobą rozmawiać?
Suri zmarszczyła brwi, jakby nie wierzyła w to, co usłyszała.
— Dobrze się znamy — zaczęła ostrożnie. — Jesteśmy… Byliśmy parą.
Kruk parsknął cicho, z niedowierzaniem. Pokręcił głową i w końcu wstał, otrzepując spodnie z ziemi.
— To jakiś durny żart? — zapytał, patrząc na nią z wyraźną irytacją. — Bo jeśli tak, to naprawdę kiepski. Nie znam cię i szczerze mówiąc, wolałbym, żeby tak zostało.
Suri otworzyła usta, ale na chwilę zabrakło jej słów. Stała przed nim zszokowana, z rękami bezwładnie opuszczonymi wzdłuż ciała.
— Ale… — spróbowała jeszcze raz. — My naprawdę byliśmy razem.
— Dość — przerwał jej Kruk, podnosząc rękę. Jego głos był już wyraźnie ostrzejszy. — Nie wiem, co próbujesz osiągnąć, ale to nie działa. Nie obchodzisz mnie. Niczego do ciebie nie czuję. I nie zamierzam udawać, że jest inaczej, tylko dlatego, że sobie coś wymyśliłaś.
Dziewczyna patrzyła na niego tak, jakby właśnie dostała policzek. Jej oczy się zaszkliły, ale szybko zamrugała, odpychając łzy. Kruk odwrócił wzrok. Czuł irytację, ale też coś jeszcze — nieprzyjemne, uporczywe uczucie, jakby coś w jego głowie nie pasowało. Jednak szybko to stłumił. Nie zamierzał się nad tym zastanawiać, bo to i tak nie miało żadnego znaczenia.
— Zostaw mnie w spokoju — powiedział jeszcze raz, już spokojniej, ale wciąż chłodno. Potem minął ją bez słowa i ruszył w stronę Akademii, nie oglądając się za siebie.
✩ ✩ ✩
Suri
Wyszła z budynku i przez długi czas błądziła po terenie Akademii, nie wiedząc tak naprawdę, dokąd zmierza. Myśli kłębiły się w jej głowie jak oszalałe. Kruk jej nie znał. Nie pamiętał jej. Patrzył na nią jak na obcą osobę, a co gorsza — zachowywał się tak, jakby naprawdę nią gardził.
Chciała iść pożalić się Feniksom. Powiedzieć im wszystko — o Kruku, o Ryūjim, o tym, jak nagle wszyscy wokół niej zaczęli się dziwnie zachowywać. Jednak im dłużej o tym myślała, tym bardziej uświadamiała sobie, że oni też… nie byli sobą. Laila stała się nadopiekuńcza do granic absurdu. Cameron i Christopher traktowali ją tak, jakby była z porcelany. Nawet Lucas patrzył na nią inaczej — z tą samą przesadzoną troską. Jakby ktoś zabrał im kawałek zdrowego rozsądku i wstawił coś innego na jego miejsce.
W końcu usiadła na brzegu basenu Feniksów, zsunęła buty i wpuściła stopy do chłodnej wody. Słońce już zachodziło, a ona czuła, jak łzy pieką ją pod powiekami. Z trudem je powstrzymywała. Nie chciała płakać. Nie tutaj. Nie teraz.
Usłyszała kroki za plecami. Cameron usiadł obok niej bez słowa. Przez chwilę milczał, po prostu patrząc na wodę, a potem delikatnie pochylił się w jej stronę.
— Wszystko w porządku? — zapytał cicho. — Wyglądasz, jakbyś miała zaraz wybuchnąć.
Suri przełknęła ślinę. Wahała się przez dłuższą chwilę, zanim w końcu odpowiedziała.
— Kruk… mnie nie poznaje — powiedziała ledwo słyszalnym głosem. — Patrzy na mnie, jakbyśmy nigdy się nie spotkali. Jakby nic między nami nigdy nie było.
Cameron zmarszczył brwi. Przez moment wyglądał na szczerze zaskoczonego, ale szybko jego twarz przybrała inny wyraz — twardy i zimny.
— Ten asasyn? — powtórzył z wyraźną niechęcią. — Ktoś ze Żniwiarzy próbował cię skrzywdzić?
Suri spojrzała na niego zaskoczona.
— Nie, to nie tak, ja…
— Lepiej trzymaj się od nich z daleka — przerwał jej Cameron, głosem już wyraźnie ostrzejszym. — Dla własnego bezpieczeństwa. Ci ludzie nie są godni zaufania. Zwłaszcza on.
Dziewczyna otworzyła usta, ale nie zdążyła nic powiedzieć. Cameron delikatnie szturchnął ją w ramię, jakby chciał zmienić temat.
— Chris idzie w naszą stronę — powiedział ciszej, z lekkim uśmiechem. — Może to dobra okazja do wykorzystania? Od tak dawna opowiadasz, jak go lubisz, ale żadne z was wciąż nie wykonało pierwszego kroku.
Suri poczuła, jak jej mózg się wyłącza. Co on, do cholery, powiedział? Zanim zdążyła zareagować, Christopher rzeczywiście się zbliżył. Usiadł po jej drugiej stronie, jakby to było najzupełniej naturalne. Jego ręka spoczęła na brzegu basenu, tuż obok jej dłoni — na tyle blisko, że ich małe palce się zetknęły. Christopher nie odsunął ręki. Wręcz przeciwnie — lekko musnął ją palcami. Dziewczyna siedziała sztywno, czując, jak serce bije jej zbyt szybko.
Cameron westchnął i wstał, otrzepując spodnie.
— Przypomniałem sobie, że Lucas czegoś ode mnie chciał — rzucił nonszalancko. — Zostawiam was. Bawcie się dobrze.
I odszedł, nie dając jej szansy na protest. Suri została sama z Christopherem. Czuła, jak jego palce delikatnie muskają jej dłoń. Zdawała sobie sprawę z ciepła bijącego od jego ciała. Jej głowa powoli zaczynała boleć od nadmiaru sprzecznych informacji.
Kruk jej nie pamiętał. Ryūji zachowywał się jak opiekuńczy szaleniec Feniksy rozpieszczali ją do granic absurdu. A teraz Cameron… jakby celowo pchał ją w ramiona Christophera.
Blondyn odwrócił głowę i spojrzał na nią z boku. Jego głos był spokojny i ciepły.
— Naprawdę wszystko w porządku? — zapytał cicho. — Możesz mi powiedzieć. Cokolwiek to jest.
Suri powoli uniosła wzrok i spojrzała mu w oczy. Nie wiedziała już, co jest prawdziwe. Nie miała pojęcia, komu może zaufać. I nie wiedziała, dlaczego nagle wszyscy wokół niej zaczęli zachowywać się tak, jakby świat został nagle poukładany według nowych zasad.
Poczuła, jak coś ściska ją w gardle.
— Nie wiem — przyznała cicho, głosem drżącym bardziej, niż by chciała. — Naprawdę… nie wiem już, co się dzieje.