Header Background Image
    Rzeczywistość to ta część wyobraźni, co do której wszyscy się zgadzamy.

    Kruk

    Kuro

    Siedział po turecku na łóżku Suri, otoczony delikatną błękitną poświatą swoich ogonów. Noc była głęboka i cicha, ale on nie spał. Nie musiał. Lubił patrzeć, jak Suri śpi. Jej oddech był równy, spokojny, włosy miała rozsypane po poduszce, a na jej twarzy malowała się błogość. Była jego. Tylko jego.

    Uśmiechnął się do siebie, małym, zadowolonym uśmiechem. Delikatnie wyciągnął rękę i pogłaskał kosmyk jej włosów, starając się nie obudzić dziewczyny. Najlepsza rzecz na świecie. Być przy niej. Być przez nią głaskanym.

    Nagle powietrze w pokoju zafalowało. Z cienia w rogu zmaterializowała się mała, delikatna postać. Dziewczynka. Bezimienna. Miała mackowate kończyny i pajęcze nóżki, ale w jej oczach było coś ciepłego i znajomego. Kuro rozpoznał ją natychmiast.

    „To ty…” — pomyślał z zaskoczeniem i radością. — „Kiedy byłem jeszcze w jajku… to ty dzieliłaś się ze mną energią.”

    Mała Bezimienna uśmiechnęła się do niego szeroko, bezgłośnie. Podbiegła bliżej łóżka i wspięła się na nie z gracją, siadając naprzeciwko Kuro. Jej macki delikatnie dotknęły jego przedramienia w pełnym czułości geście. Kuro zamruczał cicho, gardłowo. Teraz rozumiał. Jego moc nie była zwyczajna. Ryūji karmił go swoją krwią — krwią Nachtów, krwią, która niosła w sobie pradawną magię Nivarii, natomiast to małe stworzonko… ono podzieliło się z nim czymś jeszcze głębszym. Czymś, co pochodziło spoza tego świata.

    Dlatego jestem taki silny — pomyślał z dziecięcą dumą, ale też z mroczną satysfakcją. — Jestem wyjątkowy. Nie jak te zwykłe chowańce.

    Mała Bezimienna przysunęła się bliżej. Przez chwilę Kuro czuł ciepły przypływ mocy — tej samej energii, którą pamiętał z czasów, gdy był jeszcze zamknięty w jajku.

    Suri poruszyła się lekko przez sen. Kuro natychmiast posłał jej uspokajającą myśl.

    „Śpij spokojnie. Nic ci nie grozi. Ja tu jestem.”

    Dziewczynka Bezimiennych spojrzała na śpiącą Suri z czułością, a potem znowu na Kuro. W jej oczach było nieme pytanie. Kuro uśmiechnął się szerzej, pokazując ostre kły.

    „Tak. Ona jest moja. I będę ją chronił. Zawsze.”

    Istota skinęła głową, jakby to było oczywiste. Potem powoli rozpłynęła się w cieniu, zostawiając za sobą tylko delikatny powiew chłodnego powietrza. Kuro został sam, patrząc na śpiącą Suri. W jego srebrzystych oczach błysnęło coś mrocznego i radosnego jednocześnie.

    ✩ ✩ ✩

    Kruk

    Już prawie świtało, kiedy Kruk wreszcie skończył ostatnie zadanie dla Rady. Ciało miał obolałe, a w głowie szumiało mu od ciągłego napięcia. Przeniósł się portalem tuż przed teren Akademii, a zza bramy mógł już skoczyć bezpośrednio na balkon przylegający do pokoju Suri. Chciał tylko wślizgnąć się cicho, położyć obok niej i na chwilę zapomnieć o całym świecie.

    Otworzył drzwi balkonowe bezszelestnie, wszedł do środka i zamarł. Suri spała spokojnie na łóżku… wtulona w ramiona jakiegoś obcego chłopaka. Młodzieniec miał czarne, lekko potargane włosy, delikatne rysy twarzy i leżał blisko niej, jakby miał do tego pełne prawo. Kruk poczuł, jak krew odpływa mu z twarzy. Jego serce gwałtownie przyspieszyło. Kto to, kurwa, jest?

    Zrobił krok naprzód, gotowy rozedrzeć intruza na strzępy, kiedy chłopak powoli otworzył srebrzyste oczy i spojrzał na niego z wyraźną, leniwą satysfakcją. W tym momencie iluzja opadła — czarne lisie uszy wyłoniły się z włosów, a za plecami zmaterializowało się siedem długich ogonów z ciemnoniebieskimi końcówkami.

    Kruk stanął jak wryty, kompletnie zaskoczony. Przez chwilę naprawdę myślał, że ktoś obcy leży w łóżku jego dziewczyny. Suri poruszyła się przez sen i otworzyła oczy. Kiedy zobaczyła stojącego przy łóżku Kruka, uśmiechnęła się sennie.

    — Wróciłeś… — wymruczała, a jej głos był pełen ulgi.

    Potem zauważyła jego minę i spojrzała na Kuro, który nadal leżał obok niej z niewinnym, ale wyraźnie złośliwym uśmieszkiem. Kruk wbił wzrok w chłopaka. Wciąż nie potrafił uspokoić swojego oddechu. Przez kilka sekund naprawdę myślał, że ktoś nieznajomy leży w łóżku jego dziewczyny. Czuł, jak żołądek mu się ściska.

    — Czym on, do cholery, jest? — warknął cicho, głosem niskim i niebezpiecznym.

    Kuro powoli uniósł się na łokciu, wciąż obejmując Suri. Spojrzał na Kruka z wyraźną, leniwą satysfakcją i uniósł brew.

    — Nie podoba ci się moja nowa postać? — odezwał się spokojnym, ale wyraźnie złośliwym tonem.

    Kruk zamrugał, kompletnie zbity z tropu.

    — Ty… mówisz? — wykrztusił.

    Lis uśmiechnął się szerzej, pokazując delikatne kły.

    — Oczywiście, że mówię. Nie jestem jakimś głupim kotem — prychnął. 

    Przeniósł wzrok na srebrnego smoka, który podleciał do niego radośnie, a potem leniwie owinął się wokół jego szyi jak szalik i najwyraźniej czuł się tam bardzo komfortowo. 

    — Twój smok ma lepszy gust niż ty. Przynajmniej wie, kto jest wart uwagi. 

    Chłopak spojrzał na smoka, który zupełnie ignorował swojego właściciela i wygodnie wtulał się w szyję Kuro. Jego irytacja wciąż narastała.

    — Wracaj tu — powiedział Kruk przez zęby.

    Smok nawet nie drgnął. Raczej przycisnął się mocniej do Kuro, jakby chciał pokazać, po której jest stronie. Kuro parsknął cichym śmiechem. Suri westchnęła i pogłaskała kitsune po włosach, najwyraźniej próbując załagodzić sytuację.

    — Nie drażnij go, Kuro. Jest środek nocy.

    Kuro jednak nie wyglądał, jakby zamierzał odpuścić. Kruk zacisnął pięści. Przez chwilę naprawdę miał ochotę chwycić lisa za kark i wyrzucić go z łóżka. Zamiast tego tylko wbił w niego wzrok.

    — Zejdź z łóżka — powiedział cicho, ale bardzo wyraźnie.

    Kitsune uśmiechnął się jeszcze szerzej.

    — Nie. Tu mi wygodnie, a poza tym Suri lubi, jak jestem obok niej.

    Suri spojrzała na lisa z lekkim rozbawieniem i westchnęła.

    — Kuro…

    — Co? To on zaczął — odparł lis niewinnie, ale w jego srebrzystych oczach błyszczała czysta złośliwość.

    Kruk potarł twarz dłonią, czując, że zaczyna go boleć głowa. Nie dość, że Kuro ewoluował w ludzką postać, to jeszcze nauczył się mówić i od razu zaczął go drażnić, a na dodatek jego własny smok zdradził go na rzecz lisa. To był naprawdę długi dzień i najwyraźniej zapowiadała się jeszcze dłuższa noc.

    — Ty, wracaj tu! — warknął na swojego smoka. 

    Suri westchnęła i spojrzała na Kruka, który wciąż stał przy łóżku z wyraźnie skwaszoną miną.

    — Nadal nie nadałeś mu imienia? — zapytała spokojnie, wskazując na srebrnego smoka, który leżał wygodnie owinięty wokół szyi Kuro.

    Kruk wzruszył ramionami, starając się zachować obojętny wyraz twarzy.

    — To tylko chowaniec — mruknął.

    — Tylko chowaniec?! — glos Kuro był głośny i wyraźnie oburzony.

    Kitsune natychmiast usiadł na łóżku, z uszami położonymi po sobie i ogonami miotającymi się z oburzenia. Patrzył na Kruka tak, jakby ten właśnie powiedział największą obrazę w historii.

    — Może po prostu nie zależy ci na nim? Skoro tak łatwo nazywasz go »tylko chowańcem«? — Kuro przekrzywił głowę i spytał z fałszywą niewinnością. 

    Kruk zmrużył oczy.

    — Zamknij się.

    Suri spojrzała na smoka, który najwyraźniej czuł się doskonale w roli szala na szyi Kuro. Westchnęła i pogłaskała smoka po łebku.

    — W takim razie sama wymyślę mu imię — oznajmiła zdecydowanie. — Giniro. Pasuje do niego idealnie.

    Smok uniósł głowę i zamruczał z aprobatą, wyraźnie zadowolony z nowego imienia. Nawet owinął się trochę mocniej wokół szyi Kuro, jakby chciał pokazać, że akceptuje decyzję Suri. Lis uśmiechnął się z zadowoleniem i posłał Krukowi złośliwe spojrzenie.

    Chłopak zacisnął szczękę, ale nic nie odpowiedział. Suri spojrzała na niego łagodnie.

    — Brzmi dobrze, prawda?

    Kruk westchnął ciężko i usiadł na brzegu łóżka.

    — Giniro — powtórzył bez entuzjazmu. — Jak chcesz.

    — Giniro… ładnie — pochwalił Kuro. — Znacznie lepiej niż »tylko chowaniec«.”

    Kruk zignorował lisa, ale w środku czuł, że będzie musiał przyzwyczaić się do tego, że jego smok właśnie zmienił właściciela. Przynajmniej na tę noc. Najwyraźniej przy kitsune czuł się znacznie lepiej niż na ramionach swojego prawowitego posiadacza.

    Kuro, wyraźnie zadowolony z sytuacji, oparł się plecami o wezgłowie łóżka i spojrzał na Kruka z uśmieszkiem.

    — No co? Zazdrosny, że twój smok woli mnie? — odezwał się z wyraźną złośliwością.  — Może po prostu ma dobry gust. Tak jak Suri. 

    Kruk rzucił mu ostrzegawcze spojrzenie. Czuł, że jest już naprawdę na granicy wytrzymałości. 

    — Zamknij się, zanim cię naprawdę stąd wyrzucę — mruknął cicho.

    Kuro nie dał się zastraszyć. Przeciwnie — jego uśmiech stał się jeszcze szerszy.

    — Spróbuj. Suri ci na to nie pozwoli. A poza tym… — spojrzał znacząco na smoka —  Giniro już mnie wybrał i też jest po mojej stronie.

    Dziewczyna, która zaspanym wzrokiem obserwowała całą wymianę zdań, westchnęła i położyła dłoń na kolanie Kruka.

    — Zignoruj go — powiedziała łagodnie, a potem spojrzała na Kuro. — A ty daj mu spokój. Nie drażnij go specjalnie.

    Kuro spojrzał na nią z niewinną miną.

    — Ja? Ja go nie drażnię. Po prostu mówię prawdę. — Przeniósł wzrok z powrotem na Kruka. — A prawda jest taka, że jego smok woli być moim szalikiem niż bronić swojego właściciela. To mówi samo za siebie.

    Kruk zacisnął pięści, ale nic nie odpowiedział. Wiedział, że jak zacznie się kłócić z lisem, to tylko da mu więcej satysfakcji. Zamiast tego po prostu przeniósł spojrzenie na Suri.

    — Mogę się położyć? — zapytał cicho, wyraźnie zmęczony całą sytuacją.

    Dziewczyna skinęła głową i przesunęła się trochę, robiąc mu miejsce. Kuro jednak nie zamierzał ułatwiać sprawy. Przesunął się w taki sposób, żeby wciąż leżeć blisko Suri, a jednocześnie blokować Krukowi łatwy dostęp do jej drugiego boku.

    Chłopak spojrzał na niego z irytacją. Położył się obok Suri, ale jego ciało pozostawało napięte. Giniro nadal leżał owinięty wokół szyi Kuro, mrucząc z zadowoleniem. Lis oplótł dziewczynę ramionami, przyciągając ją do siebie stanowczo i zamykając w swoich objęciach. 

    Kruk wbił w niego wzrok.

    — Może jeszcze na nią nasikasz, żeby zaznaczyć teren? — powiedział cichym, złowieszczym tonem.

    Kuro tylko uśmiechnął się szerzej i przytulił mocniej do Suri. Dziewczyna westchnęła i położyła dłoń na torsie Kruka, jakby chciała go powstrzymać przed kolejnymi słowami. Potem przysunęła się do niego bliżej, kładąc mu głowę na ramieniu. Dłonią musnęła jego szorstki policzek.

    — Śpijcie oboje — mruknęła zmęczonym, ale nieco rozbawionym tonem.

    Kruk położył rękę na jej talii i zamknął oczy, ale wiedział, że tej nocy sen przyjdzie mu z trudem. Obok niego leżała jego dziewczyna, jego smok zdradził go na rzecz lisa, a sam lis najwyraźniej postanowił, że jego nowym ulubionym zajęciem będzie drażnienie go. To była zdecydowanie jedna z najgorszych nocy w jego życiu.

    ✩ ✩ ✩

    Kuro 

    Kruk położył się obok Suri, ale jego ciało pozostało napięte jak struna. Leżał na wznak, z jedną ręką pod głową, i patrzył w sufit. Kuro czuł jego irytację i zmęczenie, ale przede wszystkim — swoją uporczywą, cichą złość. Ani trochę nie spodobało mu się, kiedy Suri przysunęła się do Kruka i położyła głowę na jego ramieniu.

    Leżał po drugiej stronie dziewczyny, wtulony w nią bokiem, z twarzą wciśniętą w jej włosy. Giniro nadal odpoczywał wygodnie owinięty wokół jego szyi, jakby uznał, że to jego nowe, stałe miejsce. Kuro delikatnie głaskał smoka po łebku, ale jego wzrok co chwilę wracał do Kruka. 

    Milczenie w pokoju było gęste. Po chwili lis odezwał się głosem spokojnym, ale wyraźnie złośliwym.

    — Wiesz, co jest zabawne? — powiedział, odwracając wzrok od Kruka, żeby nie musieć już na niego patrzeć. — To, że to ty mnie do niej przyprowadziłeś. Gdybyś tego nie zrobił… byłbym skazany na ciebie.

    Suri poruszyła się lekko, ale nic nie powiedziała. Kuro zdawał sobie sprawę, że ona doskonale wie, w jakim on jest nastroju. Poza tym… nie mogła zaprzeczyć, bo była to prawda.  Kitsune uniósł głowę i spojrzał na Kruka ponad ramieniem Suri. W jego srebrzystych oczach nie było już zabawy — tylko chłodna, szczera irytacja.

    — Nie lubię tego — oznajmił cicho, ale wyraźnie. — Nie podoba mi się, że coś ci zawdzięczam.

    Kruk powoli przeniósł na niego wzrok. Nie odpowiedział, tylko patrzył na niego w milczeniu, z lekko zmrużonymi oczami, jakby zastanawiał się, do czego lis dąży. Kuro nie odpuszczał. Przesunął dłonią po jednym z ogonów, który leniwie spoczywał na kołdrze.

    — A najbardziej nie podoba mi się to — dodał jeszcze ciszej — że bez ciebie nigdy bym jej nie dostał.

    Patrzył na Kruka z chłodnym, niewzruszonym wyrazem twarzy, czekając na reakcję, chłopak jednak po prostu go zignorował. Kuro przytulił się mocniej do dziewczyny, jakby chciał zaznaczyć swoje terytorium.

    „Nie podoba mi się, że to on mnie do ciebie przyprowadził. Ale nic nie szkodzi…” — mruknął już tylko w myślach Suri. Jego palce delikatnie zacisnęły się na materiale jej piżamy. — „… ważne, że ostatecznie i tak jesteś moja.”

    Rini

    Jej jajko, własny chowaniec, prezent od Lorda Marcusa na rozpoczęcie Akademii, nareszcie się wykluło. Zwierzak okazał się różowym kotem z fioletowymi pręgami i bardzo zadziornym charakterem. Mimo że nie był tak wyjątkowy jak siedmioogoniasty kitsune Suri czy smok Ryūjego, to Rini w zupełności wystarczał. Polubiła go od pierwszego wejrzenia. Zdawała sobie sprawę z tego, jak trudne do zdobycia są chowańce i była dumna z zaufania, jakim obdarzył ją Lord Marcus. 

    Wyszła ze swojego pokoju, który dzieliła z Klarą, Nadine i trzema innymi dziewczynami. Pomieszczenie było ciasne, funkcjonalne i… bezduszne. Trzy piętrowe łóżka, wspólna szafa, wąski stolik znajdujący się po środku pokoju, przy którym mogły siedzieć po obu stronach. Westchnęła cicho, zamykając za sobą drzwi.

    W Nivarii miała własny pokój w koszarach — przestronny, z wielkim oknem wychodzącym na baseny termalne, własnym treningowym kącikiem i łóżkiem, w którym mogła się wyspać bez zwijania się w kulkę. Tutaj czuła się jak w klatce. Żadnego luksusu, zero prywatności. Wkurzało ją, jak traktowani są asasyni w świecie poza jej domem. 

    — No dalej, Rini, nie marudź — mruknęła do siebie, poprawiając fioletowy mundurek. — Zostały już tylko dwa miesiące.

    Razem z resztą dziewczyn zeszły na dół i skierowały się w stronę sali z symulatorami. Rini niosła pod pachą swojego chowańca, który leniwie machał ogonem i rozglądał się dokoła z zadziorną ciekawością. Nazwała go Zira. Był szybki, złośliwy i doskonale pasował do jej stylu walki.

    Kiedy weszły do dużej, otwartej hali treningowej, reszta Żniwiarzy już czekała. Rini od razu zauważyła Suri stojącą po drugiej stronie, z kitsune przyklejonym do jej ramienia. Dziewczyny ani trochę nie dziwiło, że to właśnie jej trafił się chowaniec, mogący przybrać ludzką formę. W końcu córka lorda Marcusa Nachta musiała być wyjątkowa. 

    Lis patrzył na nią z lekką wyższością, ale Rini tylko uśmiechnęła się pod nosem. Lubiła Suri. Naprawdę lubiła. O wiele bardziej niż jej starszego brata. I piekielnie cieszyło ją, że Suri podziela jej opinię o nim i potrafi postawić się Ryūjiemu, czego ona sama nie miała prawa zrobić.  

    Nadine, stojąca obok, prychnęła cicho.

    — Patrzcie, księżniczka znowu paraduje ze swoim cyrkiem — mruknęła złośliwie. — Myślałby kto, że jest lepsza od nas tylko dlatego, że ma bogatego tatusia.

    Rini i Klara odwróciły się do niej jednocześnie.

    — Zamknij się, Nadine — powiedziała Klara ostrym tonem.

    — Jeszcze raz powiesz coś takiego o córce Lorda Marcusa, a z przyjemnością cię rozwalę podczas treningu — dodała spokojnie, ale z wyraźnym chłodem.

    Nadine spojrzała na nie obie z kompletnym zaskoczeniem, jakby nie wierzyła własnym uszom. Otworzyła usta, ale nie wydobył się z nich żaden dźwięk.

    Rini wróciła wzrokiem do Suri i lekko się uśmiechnęła. Nie było mowy, żeby pozwoliła komuś obrażać ją przy niej. W głębi duszy już dawno podjęła decyzję — jeśli będzie trzeba, odda za nią życie. Szanowała Lorda Marcusa bardziej niż kogokolwiek innego, a to właśnie on poprosił ją o chronienie swojej córki — poprosił, a nie wydał rozkaz, choć miał do tego pełne prawo. Nawet Zira zamruczała z aprobatą, jakby w pełni się z nią zgadzała.

    ✩ ✩ ✩

    Suri

    Chociaż Kuro już od kilku dni miał swoją ludzką postać, to wciąż nie przestawał robić w szkole furory. Uczniowie wpatrywali się w niego, jakby był cudem świata, a on chłonął ich uwagę jak gąbka, dumny i napuszony niczym paw, codziennie w nowym, starannie dobranym na hologramie designerskim stroju.  

    Tego dnia po raz pierwszy mieli wspólnie uczestniczyć w symulacji, a Suri musiała przyznać, że nie może się tego doczekać. 

    — Dobrze, moi drodzy, dobierzcie się w pary. W dzisiejszej symulacji będziecie uczestniczyć dwójkami — odezwała się entuzjastycznie nauczycielka.  

    Suri rozejrzała się dookoła. Zazwyczaj nie wahałaby się przed podejściem do Camerona, ale  jego ramienia uczepiła się Alice, drobna, urocza blondynka z drużyny Latających Tygrysów, z którą kilka miesięcy wcześniej był na balu. Poza tym, od kiedy dołączył do nich Christopher, ich liczba stała się nieparzysta. 

    „Chcesz z nim ćwiczyć, to w czym problem?” — Odezwał się w jej głowie szczerze zaciekawiony głos Kuro, do którego Suri wciąż jeszcze nie mogła się przyzwyczaić.

    Przez chwilę zastanawiała się, czy nie lepiej byłoby być w parze z Lailą, mając na uwadze to, jak bardzo Kruk był zazdrosny o Christophera, ale wtedy kątem oka dostrzegła, jak jej chłopak, bez chwili zawahania, wchodzi do symulacji w parze z Rini.  

    Kitsune pociągnął ją za rękę, ruszając w kierunku blondyna, a ona nie zaprotestowała. Christopher uśmiechnął się do niej pogodnie, kiedy znalazła się obok niego.

    — Wchodzimy razem? — zapytał, a ona skinęła mu głową. 

    Jego biały tygrys leniwie przeciągnął się i podniósł się z podłogi, na której wylegiwał się u stóp swojego właściciela. U boku Christophera, z przyklejonym do niej Kuro, weszła w mieniącą się złotym światłem bramę symulacji. 

    ✩ ✩ ✩

    Suri

    Kiedy weszli do środka ogarnęła ich gęsta, smolista ciemność. Świat wyglądał dokładnie tak samo, niezależnie od tego, czy miała otwarte, czy zamknięte oczy. Poczuła się bardzo niepewnie. Kuro objął ją ramieniem i przyciągnął blisko do siebie. 

    „Nie bój się. Kiedy jestem przy tobie, nic ci nie grozi” — odezwał się w jej umyśle. 

    — Chyba nie mamy wyjścia i musimy zaufać naszym chowańcom — stwierdził Christopher, przysuwając się do jej drugiego boku. 

    Położyła mu dłoń na ramieniu, żeby się nie zgubić w panującym dookoła mroku. Ich zadaniem było znalezienie magicznych kryształów, od których zależała będzie punktacja, jaką otrzymają. Problem polegał na tym, że konkurowali z inną, losowo wybraną drużyną.  

    Christopher szedł blisko, niemal przyklejony do jej boku. Kiedy Suri potknęła się o niewidzialną nierówność terenu, natychmiast chwycił ją w talii i przytrzymał, nie pozwalając dziewczynie upaść. Jego dłoń była ciepła i pewna.

    — Uważaj — powiedział cicho, a w jego głosie brzmiało coś więcej niż zwykła troska. 

    Zatrzymał się na chwilę, jakby chciał się upewnić, że naprawdę nic jej nie jest. Kuro, wciąż obejmujący ją z drugiej strony, nie protestował. Wręcz przeciwnie, Suri poczuła w głowie jego zadowolony, lekko dziecięcy chichot.

    „Dobrze. On umie cię chronić. To mi się podoba” — rzucił w jej myślach. — „Wiesz, że on patrzy na ciebie tak, jakby naprawdę chciał cię zatrzymać przy sobie?”. 

    Suri poczuła, jak jej policzki zaczynają się robić gorące i po raz pierwszy od kiedy weszli do symulacji, ucieszyła się, że jest tak ciemno. Christopher nie odsunął ręki od jej talii. Trzymał ją jeszcze przez chwilę dłużej, niż było to konieczne, a jego palce delikatnie zacisnęły się na materiale jej mundurka.

    — Dzięki — szepnęła.

    — Do usług — odpowiedział cicho, a w tych dwóch słowach było tyle ciepła, że Suri poczuła, jak mięknie w środku.

    Kuro zamruczał w jej głowie z aprobatą.

    „Widzisz? On jest dobry. Nie jak ten asasyn, który ciągle się waha. Christopher by cię nie zostawił. Nigdy.”

    Dziewczyna nie wiedziała, co odpowiedzieć. Czuła tylko, jak napięcie między nią a Christopherem gęstnieje z każdym krokiem w tej nienaturalnej ciemności. Jego obecność była… uspokajająca, bezpieczna… i coraz trudniejsza do zignorowania.

    ✩ ✩ ✩

    Kuro

    Szedł zadowolony, z białym tygrysem Christophera posłusznie kroczącym u jego boku. Chowaniec wykonywał każdy rozkaz przekazywany w myślach bez najmniejszego wahania. Oczywiście, że wiedział, kto tu rządzi.

    Ciemność była gęsta, ale dla niego przejrzysta. Wyczuwał każdy ruch, każdy oddech. Kiedy w oddali zamigotała blada, wrzosowa poświata kryształów, uśmiechnął się szeroko. Niemalże byli na miejscu.

    Nagle wyczuł czyjąś obecność. Atak był szybki. Kruk teleportował się tuż przed nimi, a Rini zniknęła, korzystając ze swojej chwilowej niewidzialności. Christopher natychmiast zasłonił Suri własnym ciałem, przyciągnął ją mocno do siebie i aktywował ukradzioną od Kruka moc. W jednej chwili przenieśli się kilka metrów dalej.

    Kuro poczuł falę irytacji Kruka i to mu się bardzo spodobało. Uśmiechnął się radośnie. Doskonale! Nie podobało mu się natomiast coś innego. Suri była spięta. Kuro czuł w jej umyśle chaos — nie chciała walczyć z Krukiem. Nie wierzyła, że on naprawdę mógłby ją zaatakować. Głupi chłopak — pomyślał Kuro z pogardą. Nawet nie rozumie, jak bardzo ją rani.

    Rini pojawiła się nagle za plecami Christophera, gotowa go wyeliminować, ale moc Suri zadziałała błyskawicznie — tym razem przywołała cień Ryūjiego. Wysoka, ciemna sylwetka stanęła jak tarcza, blokując atak Rini.

    Kruk teleportował się ponownie, wyraźnie gotowy do ataku. Kuro nie czekał dłużej. Wcisnął się głęboko w umysł Kruka i pokazał mu wizję — Suri patrzącą na niego z czystą, palącą nienawiścią. Kruk zamarł w pół ruchu, jakby ktoś wbił mu nóż w pierś. Kuro uśmiechnął się okrutnie i poszedł dalej — wizje stały się ostrzejsze. Suri w ramionach Christophera. Suri całująca się z Christopherem. Suri mówiąca Krukowi prosto w oczy „To Christophera wybieram. Myliłam się co do ciebie. Związek z tobą był błędem.”

    Kruk zachwiał się, jego oczy wypełniły się bólem i szokiem. Christopher wykorzystał moment. Chwycił kilka kryształów, mocno objął Suri i teleportował się razem z nią z jaskini. 

    Symulacja zniknęła. W prawdziwej sali treningowej oślepiło ich jasne światło. Na tablicy wyników widniały nazwy drużyn. Feniksy otrzymały kolejne punkty i znowu wysunęły się na prowadzenie, ponad drużyną Żniwiarzy. 

    Kuro stał obok Suri z niewinnym, uroczym uśmiechem, jakby nic się nie stało.

    Note