Rozdział 6 – Cień Kruka II
by Vicky
Ryūji
Nie zastanawiał się ani przez sekundę. Kiedy tylko zobaczył, jak Suri znika w rozmywającej się przestrzeni, ruszył za nią natychmiast. Nie miał pojęcia, co ją tam wciągnęło, ale nie zamierzał pozwolić, żeby jego siostra błądziła sama po granicy między światami.
Gdy znalazł się po drugiej stronie, zdał sobie sprawę, że nie wyglądała na zaskoczoną. Wręcz przeciwnie — stała spokojnie, jakby to miejsce było jej dobrze znane.
— Wiesz, gdzie jesteś? — zapytał chłodno, puszczając jej rękę.
Suri odwróciła się do niego i skinęła głową.
— Tak. Byłam tu już wcześniej.
To go zaskoczyło. Nie spodziewał się takiej odpowiedzi. Przez chwilę przyglądał się jej uważnie, jakby próbował ocenić, czy mówi prawdę. Wyglądała na szczerą.
— W takim razie wiesz, że nie powinniśmy tu zostawać — powiedział w końcu.
— Wiem — odparła krótko. — Wypadałoby się stąd wydostać.
Ruszyli razem w milczeniu. Ryūji szedł pół kroku przed nią, czujny i napięty. Granica między światami nie była miejscem, w którym można było pozwolić sobie na nieuwagę. Szczególnie gdy miało się do czynienia z Bezimiennymi.
I właśnie wtedy to zobaczył. Z boku, spośród szarej mgły, wyłoniła się mała postać. Dziecko Bezimiennych — z mackowatymi kończynami i pajęczymi nogami — biegło prosto w ich stronę. Ryūji natychmiast ocenił zagrożenie. Zdawał sobie sprawę, że te istoty są niebezpieczne, ale też wiedział coś jeszcze — Bezimienni nie atakowali bez powodu kogoś, w czyich żyłach płynęła krew z Nivarii. Mieli swój własny kodeks i respektowali pochodzenie. Chciał ostrzec Suri, żeby zachowała spokój i nie wykonywała gwałtownych ruchów. Nie zdążył.
Zanim otworzył usta, Suri już kucała i wyciągała rękę w stronę nadbiegającego stworzenia. Małe Bezimienne bez wahania podbiegło do niej i oplatając jej nogi mackami, przycisnęło się do dłoni dziewczyny. Suri pogłaskała je po głowie z wyraźną czułością, jakby to był zwykły, domowy zwierzak. Ryūji stanął jak wryty.
— Co ty… — wydusił z siebie.
Suri spojrzała na niego znad ramienia małego Bezimiennego.
— Znam tę „dziewczynkę” — wyjaśniła spokojnie. — Od czasu do czasu mnie odwiedza. Lubi, jak się jej czyta bajki.
Mężczyzna patrzył na nią przez dłuższą chwilę, kompletnie nie mogąc poukładać sobie tego w głowie. Jego siostra — legalna dziedziczka Nachtów, osoba, którą powinien gardzić — głaskała po głowie młode Bezimiennych i mówiła o nim jak o zwyczajnym dziecku, a stworzenie najwyraźniej darzyło ją sympatią. To nie miało sensu.
Wszystko, co do tej pory myślał o Suri, zaczynało się rozpadać. Spodziewał się rozpieszczonej, słabej i aroganckiej dziewczyny, która nie ma pojęcia o prawdziwym świecie. Tymczasem ona nie tylko nie bała się Bezimiennych — one najwyraźniej ją lubiły. Ryūji powoli zacisnął pięść. Im dłużej ją obserwował, tym trudniej było mu utrzymać w sobie czystą nienawiść, a to irytowało go bardziej niż cokolwiek innego.
✩ ✩ ✩
Kruk
Za każdym kurde razem. Ilekroć Kruk trafiał do granicy między światami, tyle razy pojawiała się tam też Suri. Już nawet nie był zdziwiony. Raczej zrezygnowany. Starał się ostatnio omijać to miejsce szerokim łukiem — nie chciał nieświadomie narażać jej na spotkanie z czymś, co mogłoby ją rozerwać na strzępy dla rozrywki, jednak tym razem nie miał wyboru. Rada wysłała go z zadaniem, a jego cel najwyraźniej uznał, że granica między światami będzie idealnym miejscem na kryjówkę.
Suri stała kilka kroków dalej, a obok niej podskakiwało dziecko Bezimiennych. To go nie zaskoczyło… raczej… przeszedł nad tym do porządku. Za to widok Ryūjiego Nachta stojącego tuż obok niej sprawił, że na moment zastygł.
Dziewczyna natychmiast go zauważyła. Jej twarz rozjaśniła się z wyraźną ulgą i w dwóch krokach była przy nim, wtulając się w jego tors. Kruk objął ją ramionami, czując, jak napięcie trochę z niej schodzi. Jednocześnie kątem oka zauważył, że Ryūji patrzy na nich tak, jakby właśnie zobaczył coś wyjątkowo nie na miejscu.
Kruk powoli oderwał wzrok od Suri i spojrzał na instruktora.
— Najpierw was stąd zabiorę — powiedział spokojnie. — Potem zajmę się wyznaczonym przez Radę zadaniem.
Mężczyzna przyglądał się im jeszcze przez chwilę, zanim odpowiedział.
— Nie. Będziemy ci towarzyszyć — stwierdził. — Suri potrzebuje praktycznego doświadczenia. To dobra okazja, żeby je zdobyła.
Jego głos był chłodny i opanowany, brzmiał na głos kogoś, kto wydaje polecenie, a nie wypowiada prośbę. Kruk poczuł, jak coś ściska go w żołądku. Spojrzał na Ryūjiego z wyraźnym napięciem.
Nie podobało mu się to. Ani trochę. Chodziło o Suri. O to, że była tu z nimi, w miejscu, w którym w każdej chwili mogły pojawić się nowe zagrożenia. O to, że Ryūji najwyraźniej zamierzał wciągnąć ją w niebezpieczną sytuację, zamiast pozwolić mu najpierw bezpiecznie ją stąd zabrać. Kruk nie miał złudzeń — granica między światami nie była miejscem na zdobywanie „praktycznego doświadczenia”. Była miejscem, w którym można było bardzo łatwo stracić życie. Mimo to wiedział, że nie może po prostu zignorować polecenia instruktora. Powoli zacisnął szczękę. Miał bardzo złe przeczucia. I coś mu mówiło, że to dopiero początek problemów.
✩ ✩ ✩
Suri
Stała między nimi i czuła to wyraźnie — jakby powietrze wokół nich nagle zgęstniało. Kruk trzymał ją przy sobie, jedną rękę miał nadal opartą na jej talii, ale całe jego ciało było napięte. Patrzył na Ryūjiego z wyraźnym, chłodnym uporem.
— Nie ma takiej opcji — odezwał się spokojnie, ale w jego głosie nie było już miejsca na dyskusję. — Działam sam.
Ryūji nie poruszył się. Stał prosto, z rękami luźno opuszczonymi wzdłuż ciała, i patrzył na Kruka tak, jakby ten właśnie powiedział coś wyjątkowo głupiego.
— To nie ty o tym decydujesz — odparł obojętnie.
Suri poczuła, jak coś ściska ją w żołądku. Spojrzała na Kruka. Widziała, jak jego szczęka porusza się lekko, jak zaciska zęby. Nie patrzył już na Ryūjiego jak na instruktora. Patrzył na niego jak na wroga.
— Nie zgadzam się — powtórzył Kruk, tym razem ciszej, ale znacznie twardszym tonem. — Ona tu nie zostanie.
Ryūji powoli uniósł brew. W jego zielonych oczach nie było złości, pojawiło się w nich coś gorszego — chłodna, spokojna pewność siebie człowieka, który nie zamierza ustąpić.
— To nie jest twoja decyzja — powtórzył. — Jestem instruktorem, a ty jesteś uczniem, który otrzymał zadanie. I właśnie powiedziałem, że będziemy ci towarzyszyć.
Suri poczuła, jak Kruk mocniej zaciska palce na jej talii, jakby w ten sposób próbował się upewnić, że ona jest przy nim i że nikt jej nie skrzywdzi. Spojrzała na niego z boku. Jego twarz była spokojna, ale oczy miał ciemne i niebezpieczne. Nigdy wcześniej nie widziała go w takim stanie w obecności nauczyciela.
— Instruktorze — powiedział Kruk powoli, wyraźnie starając się zachować resztki uprzejmości. — To nie jest miejsce na zdobywanie „praktycznego doświadczenia”. To granica między światami. Tutaj w każdej chwili może pojawić się coś, co rozerwie nas na kawałki. Nie będę ryzykował jej życia tylko dlatego, że chcesz zrobić z niej przykład.
Ryūji patrzył na niego przez dłuższą chwilę w milczeniu. Potem jego wzrok przesunął się na Suri — rzucił jej krótkie, obojętne spojrzenie — i z powrotem na Kruka.
— Twoja troska jest wzruszająca — powiedział sucho. — Jednak decyzja należy do mnie. I już ją podjąłem.
Suri poczuła, jak jej serce zaczyna bić szybciej. To nie była zwykła niechęć instruktora do ucznia. To było coś znacznie głębszego i bardziej osobistego. I nagle zrozumiała, że Kruk naprawdę się boi. Nie o siebie. O nią.
✩ ✩ ✩
Ryūji
Szedł kilka kroków za nimi, obserwując, jak Kruk prowadzi Suri. W jego głowie panował chłodny porządek. To była idealna okazja. Nie planował jej wystawiać na śmiertelne niebezpieczeństwo — był obok, a przy nim jego siostra była bezpieczna. Nawet tutaj. Narażanie jej? Miał ochotę prychnąć. To nie było narażanie. To było testowanie. A dziewczyna potrzebowała testów, jeśli miała kiedykolwiek stać się kimś wartym nazwiska Nacht.
Poruszali się powoli, czujnie, omijając gęstsze partie mgły. Kruk szedł pierwszy, cały czas trzymając Suri blisko siebie, jakby spodziewał się, że w każdej chwili coś może wyskoczyć zza rogu. Ryūji patrzył na to z cichą irytacją. Ten chłopak zachowywał się, jakby to on był tu odpowiedzialny za jej bezpieczeństwo. Jakby Ryūji nie istniał.
Po kilkunastu minutach usłyszeli stłumione głosy. Zza jednej z kamiennych formacji wyłonili się trzej mężczyźni — wszyscy poszukiwani przez Radę. Zanim zdążyli cokolwiek powiedzieć, Kruk już ruszył do przodu. Walka wybuchła błyskawicznie. Ryūji obserwował ją z boku przez kilka sekund, oceniając ruchy przeciwników i reakcje Kruka. Byli wprawni, ale nie na tyle, żeby stanowić realne zagrożenie. A potem wszystko się zmieniło.
Z mgły wokół nich zaczęło wyłaniać się coś ciężkiego i zimnego. Ryūji natychmiast to wyczuł. Zamarł. Jego oczom ukazały się trzy ogromne sylwetki. Bezimienni. Dwa dorosłe osobniki i jedno młode, które wcześniej bawiło się przy Suri. Nie było żadnego ostrzeżenia. Stworzenia po prostu pojawiły się i ruszyły prosto na przestępców.
Jeden z mężczyzn zdążył krzyknąć, zanim długa, gruba macka owinęła się wokół jego tułowia i uniosła go w powietrze. Drugi próbował uciekać, ale druga istota chwyciła go za nogę i pociągnęła w swoją stronę z przerażającą siłą. Trzeci zdołał dobyć broni, ale macka przebiła mu pierś, zanim zdążył wykonać jakikolwiek ruch.
Ryūji patrzył na to w milczeniu. Bezimienni nie zabijali w klasycznym znaczeniu tego słowa — oni po prostu rozrywali ciała na części i pochłaniali je z metodyczną, przerażającą skutecznością. Krew ściekała po szarym gruncie. Kości pękały z suchym trzaskiem. Cała scena trwała nie dłużej niż kilkanaście sekund.
Kiedy skończyli, jeden z dorosłych Bezimiennych spojrzał prosto na Suri, a potem oplótł macką młode, które sprawiało wrażenie, jakby do niej machało. Małe stworzenie spojrzało jeszcze raz na dziewczynę, po czym pozwoliło się zabrać. Trzy istoty spojrzały w ich stronę — raz, krótko — a potem rozpłynęły się w cieniu, znikając tak nagle, jak się pojawiły.
Przez chwilę panowała absolutna cisza.
Kruk nie czekał. Po prostu chwycił Suri za rękę i otworzył portal w jednej, płynnej chwili. Wciągnął ją do środka, nie oglądając się za siebie. Ryūji wpatrywał się w przejście przez ułamek sekundy, a potem ruszył za nimi bez słowa.
Kiedy przeszli na drugą stronę, znaleźli się na placu przed Akademią. Słońce stało wysoko, ptaki śpiewały, a w oddali słychać było głosy uczniów. Wszystko było normalne. Jakby nic się nie wydarzyło. Kruk nadal trzymał Suri za rękę. Ryūji spojrzał na nich oboje. Zdał sobie sprawę, że traci kontrolę nad sytuacją.
✩ ✩ ✩
Kruk
Patrzył na to z rosnącym zaskoczeniem. Wśród cieni otaczających Suri, obok jego własnej sylwetki i cieni Feniksów, pojawiła się kolejna postać. Wysoka, ciemna, z wyraźną linią biegnącą wzdłuż policzka. Sylwetka Ryūjiego. Poczuł, jak po plecach przechodzi mu nieprzyjemny dreszcz.
Po chwili cienie rozpłynęły się w powietrzu. Byli bezpieczni. Przynajmniej… na razie. Nie miał jednak pojęcia, jak to możliwe, że ten mężczyzna chce ją chronić i… jednocześnie w bezsensowny sposób naraził ją na śmiertelne niebezpieczeństwo.
— Czego ty w ogóle ode mnie chcesz? — warknęła Suri, odwracając się gwałtownie do Ryūjiego. — Wyraźnie mnie nie lubisz, jesteś dla mnie piekielnie niemiły, a jednak upierasz się, że będziesz mnie trenował. Potem zostawiasz mi swój cień i pakujesz się za mną w granicę między światami. To… sprawia wrażenie jakbyś miał schizofrenię. Kompletnie nic nas nie łączy. Dlaczego tak bardzo się mną interesujesz?
Wyglądało na to, że Suri pierwsza ubrała jego własne myśli w słowa. Ryūji spojrzał na nią z wyraźnym rozdrażnieniem. Jego głos był ostry i zimny.
— Nic nas nie łączy? — powtórzył. — Jesteś aż taką ignorantką?
— Więc mnie oświeć — odparła Suri, nie cofając się ani o krok.
Ryūji zacisnął szczękę.
— Jesteś córką Yuki Hokuchō i Marcusa Nachta — powiedział powoli, wyraźnie starając się zachować resztki cierpliwości. — A to czyni cię prawowitą dziedziczką tronu Nivarii i moją siostrą. Nie pozwolę ci ośmieszać naszego nazwiska.
Na chwilę zapadła głucha cisza.
— Zaczekaj, co?! — Suri przerwała mu brutalnie. Jej głos był pełen niedowierzania. — O czym ty w ogóle do mnie mówisz?
Kruk poczuł, jakby ktoś wylał na niego kubeł lodowatej wody. Przez moment nie był w stanie myśleć. Słyszał tylko własny puls w uszach. Nacht… to jedno nazwisko wystarczyło, żeby zrozumieć, jak bardzo skomplikowana jest sytuacja. Nivaria. Dziedziczka tronu Nivarii.
Chłopak przesunął wzrok na Suri. Patrzyła na Ryūjiego tak, jakby ten właśnie powiedział coś kompletnie absurdalnego. I najprawdopodobniej tak właśnie było — ona naprawdę nic o tym nie wiedziała. Powoli zdążył przetrawić to, że jego dziewczyna jest wnuczka cesarza Nowej Japonii, ale Nivaria… to była zupełnie inna liga, a fakt ten… przekreślał wszelkie szanse, na to, że kiedykolwiek będą mogli mieć wspólną przyszłość. To była przepaść. Prawdziwa, głęboka i niemożliwa do przeskoczenia. Jeśli Suri naprawdę była dziedziczką Nivarii… to on nie miał przy niej czego szukać. Nawet jeśli bardzo by tego chciał.
✩ ✩ ✩
Suri
Otworzyła usta, ale przez chwilę nie wydobył się z nich żaden dźwięk. Jej umysł pracował gorączkowo, próbując poukładać sobie to, co właśnie usłyszała. Yuki Hokuchō… to nazwisko znała. Wiedziała, że jej matka pochodziła z cesarskiej rodziny z Nowej Japonii. Jednak Marcus Nacht? Władca Nivarii? To nie miało sensu. Dopiero w Akademii pierwszy raz usłyszała nazwę tego kraju.
— Nie mam pojęcia, o co ci chodzi, ale to musi być jakaś pomyłka. Albo żart. Bardzo kiepski żart — powiedziała w końcu, choć jej głos nie brzmiał zbyt pewnie.
Ryūji parsknął cicho.
— Gdybym miał ochotę żartować, wybrałbym sobie kogoś wartego mojego czasu — odparł lodowato. — Z pewnością nie ciebie.
Suri zacisnęła pięści. Czuła, jak w jej piersi narasta mieszanka złości, strachu i kompletnego zagubienia. Spojrzała odruchowo na Kruka, który stał kilka kroków dalej. Jego twarz była nieruchoma, ale w oczach miał coś, czego nigdy wcześniej u niego nie widziała — coś pomiędzy szokiem a rezygnacją. To tylko pogorszyło jej stan.
Odwróciła się z powrotem do Ryūjiego.
— Nawet jeśli to prawda… — zaczęła, starając się, żeby jej głos nie drżał. — …to skąd niby mam o tym wiedzieć? Nikt mi nigdy o niczym takim nie powiedział! A ty… pojawiasz się znikąd, traktujesz mnie jak zabawkę, torturujesz mnie podczas treningów i nagle oczekujesz, że zaakceptuję, że jesteś moim… bratem?
Ryūji spojrzał na nią z wyraźną pogardą.
— Oczekuję, że przestaniesz się zachowywać jak rozpieszczona smarkula — odparł. — I że zaczniesz rozumieć, kim jesteś. Niezależnie od tego, czy ci się to podoba, czy nie… jesteś jedną z nas. I prędzej czy później będziesz musiała wziąć za to odpowiedzialność.